Znaleziono 644 wyniki za pomocą pustego wyszukiwania
- Oliwia Stępień – cztery wiersze
Och jakie ogromne mam oczodoły i całe mnóstwo rzeczy wpadło w moje oczodoły nie zważając na rzęsy po prostu idą jak po swoje korytarzem po rozum do głowy nie dostaną ode mnie niczego choć zawsze można polemizować uwielbiam mówić do ciebie uwielbiam jak czekasz ze mną na sedno prawda jest taka że wujek uciekał sięgaczem ale wrócił po szaleństwo uniknąwszy schizofrenii popadł w depresję psychotyczną powiem więcej wujek pijany uciekał sięgaczem ale zawrócił po szaleństwo ile promili potrzebował aby urwać wiązanie krwi nic z tego urwał mu się film ale obudził się na placu do zawracania zawrócił zatem po szaleństwo Niech mi odrąbią głowę rozgość się Raskolnikowie w poniższym wierszu tylko nad tytułem zdejmij obuwie nie naprósz usiądź sobie i powiedz czy zasługuję na twoją pomoc nie mam wprawdzie nic cennego poza myślami kiedyś już tak było wieczorem przyjechali kosmici i zabrali wszystko co miałam w głowie zostawili pusty nośnik zaczął więc szwankować i teraz już nie mogę i proszę niech mi odrąbią głowę usiądź sobie zrobię herbatę i rozpoczniemy negocjacje dzisiaj liczą się przede wszystkim czujne umysły dzisiaj wartość mojej głowy na giełdzie ideowej jest niebagatelna dzisiaj proszę zabierz ją sobie weź gdziekolwiek nie sprzedawaj tylko na czarnym rynku były już takie wiersze a liczy się umysł czujny i świeży zabierz go sobie weź go i idź z nim gdziekolwiek byle daleko stąd dobry boże Wylej do zlewu albo ci nie uwierzę bo od zawsze chwytasz się brzytwy tonąca w wodzie którą uważasz za niepoliczalną zignorowałaś podział na litry i czeka cię analiza stanów skupienia w kompletnym oderwaniu od podręcznika do chemii którą w siebie wlewamy bowiem wszyscy jesteśmy pijani na swój własny sposób a ciebie spotkała izba i miałaś być trzeźwa zero psychodelików null teraz tylko zadania z gwiazdką zapisz odpowiedź poprawną wieloznaczną jaki kolor ma dla ciebie rodzina? Otóż jestem gumowa przyklejona u spodu ławki w kościele by słuchać bożego słowa wierzę że proboszcz pod sutanną jest boski i Bogu powierzam swe troski chociaż na myśli mam raczej Godota bo Ty Boże jesteś zbyt wąski a tu potrzebna jest porządna metafora odkąd czekam na chłopca zdejmij mnie chłopcze bo ja do góry nogami wiszę i musi mnie wreszcie spotkać podłoga w drodze pod podeszwę aż podrepczę z kimś znów do kościoła wtedy od nowa i tak zostanie do domu nikt mnie nie woła Oliwia Stępień (ur. 2002) – debiutowała tomem Nie chciałam coli . W 2026 ukaże się jej druga książka poetycka wiele w tym prawdy ale znacznie więcej rytmu . Mieszka w Katowicach.
- Maja Głogowska – sześć wierszy
pyk i cyk pyk pyk cyk no ma piłkę niech już poda no spowalnia akcje przecież ILEŻ MOŻNA SIĘ USTAWIAĆ? to był strzał jak armata z twierdzy kłodzko zawsze w niego wierzyłem (serio) Apteka wygrali ale przez nich każda londyńska apteka będzie miała braki w asortymencie NIE MA JUŻ LEKÓW NA USPOKOJENIE Odwiedziny u rodziców sąsiad ma padeczkę alkoholową a drugi ma raka przełyku pokarmowego a ten z pieskiem zmarł, ten z almisią, tak, ten no a wójcik to już szkoda gadać może to czarnobył (mówi moja mama) może nas zżera może nie wypiliśmy jodu zbyt szybko może to trzeba było duszkiem przecież my to dostaliśmy za późno przecież wszyscy mają w dupie małe miasteczka (myślę, że to racja) to idź do lekarza (mama się śmieje) a po co mam iść jak nie jestem chora? Nowa szczerość w polsce nie ma kina nowej szczerości nikt nie jest szczery wszyscy kłamią, wszyscy kradną (mówi mi reżyser) słuchaj mam taki pomysł na film, ale nie wiem, czy to jest dobry pomysł na film bo czy na festiwale wezmą taki film? festiwale muszą być musi być akcja, musi być katharsis takie, że wszystkim strzelą z wrażenia oczy nie wiem, jak to jest, że wy młodzi nie chcecie być szczerzy dla mnie już za późno szczerym można być jak robisz pierwszy film Alkohol ja też zawsze miałem moralniaka po imprezie (no to ciekawe, że nie przeszkodziło ci to w alkoholizmie) Córka ty i moja córka jesteście w tej samej sytuacji wiem, że w tym zawodzie ciężko o pieniądze ale nie martw się, załatwiłem jej pracę tobie ktoś też załatwi Maja Głogowska (ur. 1999) – reżyserka, scenarzystka, kulturoznawczyni i ta osoba na imprezie, która włącza kompilację najlepszych bramek Heung-Min Sona.
- Edward T. Bolak – Szmat drogi
* tekst o kuskusie jak pichcony rano i z rana i z wszystkiego wszedł w użycie i o tych składowych co piekielne bo uprawy i hodowle wsze jak idą mają domieszkę trumny i słuszna uwaga o riebionkach przed 9 rokiem co rozkojarzone od krótkich filmików gdzie skrótowy mędrzec i pani gibka lub wydarzenie z których więcej w minutę niż z encykliki i encyklopedii Britanniki bo to nowy projekt światły obdarty Oświecenia bez ględzenia i mają oczopląs i PSTD a wszystko okraszone i złe i o tym że 9 miliardów znudzonych nie chce znać naszych śniadań i co kto je i raczej niechętnie partycypuje w kwatermistrzowskich usiłowaniach obcych i innych jakichś ludzi w starym domu na Łąkowej niedaleko morza 300 metrów od plaży że dzieciaki kalekie biorą w dinozaury płatki grające i pachnące i owady cykady i to wszystko napisane wczoraj znikło bo kliknięte nieopatrznie a i bardzo dobrze bowiem bez znaczenia a ciekawskiemu nos urwali w świecie goryli i górali lub reją marynarzowi utrącali i utrącili a potem się schylili i niby podnosili lecz ostatecznie zgubili nie podnieśli odeszli * jego dziewczyna będzie wiedziała o co chodzi z tą zapętloną muzyką z tą dziwną mariną jego mama oczy wypłacze gdy na motocyklu się poharacze * babka piaskowa nieboga wobec żywiołów liżą już fale pobliże podbrzusze klifu porywy wykruszyły blanki groza dotyka konstrukcji z morskiej pianki pomiędzy żwirem a mułem każde ziarnko pomiędzy morzem a może Wetliną skąd pochodzę przechodzą przez sita falą kruszywa sitami podmuchy i pogruchotana noc miliard ziaren w babce chłop nie lepszy frakcje i wypełniacze rozpadają się nadziarno w słonej wodzie podziarno w słońca zachodzie i patrzy z niepokojem Pani babka na zbliżające liszaje rozstaje a i zabójcze piany i bałwany i my także jak ona przestraszona szczerzy się merlonami całe towarzystwo * bierze Rozalka te frytki w zestawie tu nie boją się śmierci * nie trzeba wojny wystarczą remonty dróg aby zniszczyć miasto niemiłosierne skwary serduszka na okularowych szkłach z kozy dzięki nim wszystko wygląda lżej mają te łapska żółte ciżemki coraz więcej trendów coraz więcej pada słońca na blat reszta zacieniona przez cis Edward T. Bolak (ur. 1968) – opublikował zbiory miniatur: Marginalia (2018), Ważniejsze omyłki (2018), Sybilla wzięta (2021) , Dawne rejestry (2022) , Ruchy frakcyjne (2022), Minuty krótkie (2023), Rybny weterynarz (2024) , Szpalta (ulotka literacka) (2024), Najmniejszego znaku (2024) , Pogodzenia i zwątpienia, westchnienia, gderania, nieład i tarapaty (druga ulotka literacka) (2024), Wyszykowana trzecia i ostatnia ulotka literacka (2024), Kądziel i tysiącletnia tuja (2024), Przyrodzenia pamiętne i Przeoprawione nauczki (2025)
- Grażyna Wojcieszko – Ev
− Ujęcie 159/2014. Kamera start − zapowiedział donośny głos. Ev waliło serce. Leżała na paterze pod kryształowym żyrandolem wśród grona ostryg. Duża jadalnia, owalny stół, odbite światła kieliszków, sztućców i pozłacanych talerzy. Jak tu pięknie – pomyślała. − Popatrz, jakie dorodne dupy, cały półmisek tylko dla nas. Same chciały, to bierzemy! – wielki krab zaczął swoją sekwencję, a siedząca przy stole gromada zarechotała. − Dobrze, że nie protestują. Przy odrobinie szczęścia można znaleźć jakąś perełkę – dodał, głośno się śmiejąc. Nagle Ev poczuła, jak jej ciało przypala kwas. To chyba przesada, powinnam mieć dublerkę do takich ujęć. Czy prezesowi nie przewróciło się w głowie? − zaoponowała w duchu, a piekący ból spowodował, że zapomniała o scenografii. − Perły kojarzą mi się wyłącznie z chorobą, jaką powoduje piasek, który wpada do skorupki ostrygi – szczebiotał głosik przy stole. − Brzydzę się nimi. − Nie ma się czego brzydzić: ostryga, choć nieurodziwa, to samo zdrowie, a perła potrafi być piękna – kontynuował krab. − A fe! Są niehigieniczne i naruszają ciało – dopowiedział inny. − Co wy tam wiecie o perłach! Ja to poznałem całe sznury foremnych i zgrabnych – zachichotał krab. Ciekawe, ile będzie dubli − myśli Ev pochłonęła jej własna rola. − Też mi kreacja: wylegiwanie się na paterze w piekącym kwasie, a potem skok do gardła. Wtuliła się mocniej w lód. Ach, jak dobrze schłodzić to piekące świństwo. Czym oni nas polewają? Rozejrzała się dookoła. Inne nagie ostrygi też kurczyły się z bólu. W skupieniu obserwowały widelczyki, na które miały trafić. Co jakiś czas srebrne widełki zbliżały się do jednej z nich, a potem oboje odlatywali z planu. Hmm, ten lot przypomina trapezy w cyrku. Trochę ryzykowny. Mam nadzieję, że nie spadnę. − Na kolacji u moich przyjaciół podawano ślimaki. Nie uwierzycie, znalazłam niebieską perłę. Wyglądała jak kropla wody – pochwaliła się krabica. − Czy ty czasem za dużo nie wypiłaś? Perła w skorupce ślimaka? I to niebieska? Szumi ci w głowie – spuentowało krabisko i wszyscy znów się roześmiali. − Naprawdę znalazłam niebieską perłę − nerwowym głosem odparła krabica. Prezes obiecywał mi fascynujące przeżycia, a tu same nudy. Jakie jałowe te dialogi – znudzona Ev przestała słuchać aktorów. Przypomniała sobie oszołomienie podczas drogi do studia filmowego. W tłumie fotografów, w oślepiającym błysku fleszy, idąc za prezesem i aktorami, poczuła, jak mięknie. To chyba normalne, że miałam tremę, wchodząc na plan tak popularnego serialu − usprawiedliwiła swoje emocje. − Nigdy nie zapomnę tego uniesienia, sunęłam kilka kroków za największą gwiazdą, za Maro. Któż by nie poczuł dreszczu na plecach? No i nie każdy może usłyszeć, jak ta się uskarża: „Dużo gram, cały czas w pędzie i stresie. Ciągle się boję, że gdzieś nie zdążę” – Ev w myślach przedrzeźniała gwiazdę. – „Wszystko toczy się za szybko, ktoś poprawia mi włosy, kostium, maluje, przypina mikroport. Długo nie wytrzymam tego pędu”. Hmm, a może wolałaby moją rolę? – przekomarzała się Ev. Może ja też powinnam powiedzieć prezesowi, że sklejam sobie w kalendarzu dwa tygodnie i tych kartek nie ma dla nikogo? Dobrze jest robić wrażenie bardzo zajętej. − Rosnący popyt doprowadził do tego, że zaczęto masowo hodować perłopławy. − Bas kraba wyrwał ją z rozmyślań. − Czy to takie, jak mamy tu na talerzach? − zapytał jakiś damski głos. O co chodzi z tymi perłami? Takie niby cenne? – zastanawiała się Ev. − To w końcu tylko ziarenko piasku, a przecież ostryga składa miliony jaj, z których tworzą się larwy, a z nich... Ile jeszcze będę tu samotnie leżeć? Inne statystki już w garderobie, a ja? Zimno mi. – Zaczęło jej się dłużyć. − Zrezygnuję z tej roli. Dosyć poniżania i katorgi na lodzie, prezes robi ze mnie idiotkę. Obiecywał ciekawą kreację, obiecywał, że zagram razem z Maro... Ona zresztą też ma kłopoty. Ev raptownie przypomniała sobie podsłuchane słowa: „Jestem zbyt popularna, reżyserzy nie chcą obsadzać tak znanych aktorek. Myślałam, że jadę w megawindzie, a tu okazuje się, że muszę trzymać się pazurami rozgrzanego, blaszanego dachu”. O co jej chodziło z tym rozgrzanym dachem? – Ev zadygotała z zimna. – Mnie w ogóle nie chcą obsadzać, bo nie mam nazwiska, a o popularności nawet nie marzę. Może ostrygi nie mają żadnych szans? „Bez wyrazu i nieurodziwe”, taką kraby wyrobiły nam opinię... Ale czy tylko piękne krabice, takie jak Maro, mogą wejść na szczyt? Bardzo dużo zainwestowałam, żeby grać. I co? Jestem na lodzie. Ja na lodzie, a Maro na gorącym dachu... do dupy to... Poczuła ukłucie i niemal krzyknęła. Wytrzymam do końca − zawzięła się, powstrzymując łzy. − Mówił, że to kreacja mojego życia − powtarzała sobie w myślach, starając się nie skupiać na bólu. Nagle uprzytomniła sobie, że nigdy nie dostała scenariusza. Czy cokolwiek przeoczyłam, czy coś powinno wzbudzić moje podejrzenia? Jak mogłam odmówić? Nie było żadnego powodu. Wręcz przeciwnie, udział w topowym serialu u boku Maro to drzwi do wielkiej kariery. − Żyć szybko, umrzeć młodo. Piękna dewiza – odezwał się wielki krab, podtykając pod nos siedzącym przy stole Ev nabitą na widelczyk. Nie wytrzymam już długo, oby nie było za dużo powtórek. – Aż się skurczyła, gdy wylądowała na talerzu przed mocno przypudrowaną krabicą. − A wiecie, ilu samców umiera z miłości? − zapytała przypudrowana i nie czekając na odpowiedź, ciągnęła dalej: − Nadludzki wysiłek, a potem śmierć. Obcowanie na przykład z pajęczycami może bardzo źle się skończyć… − Rozejrzała się z wymownym uśmieszkiem. – No, ale jak ktoś podtyka swój odwłok, żeby kochanka go zjadła... Po co wbili mi ten widelczyk? Jak z tego zeskoczyć? − Ev przyjrzała się swojej ranie. Nie wyglądała zbyt groźnie. – Ale skok na materace w finale, o którym mówił prezes, może okazać się trudny. A może on kłamał? A może to ja jestem kaskaderką? – Usiłowała przypomnieć sobie bieg wydarzeń. – Prezesa poznałam na party. Producenci rozmawiali tylko o seksie i dupach. To chyba nas tak nazywają... Tyle starań, aby tam się dostać. Prezes był już mocno podchmielony, gdy obiecywał mi rolę. Jaka ze mnie idiotka! I pomyśleć, że nawet dzisiaj w garderobie rozwarta ostrym nożem poczułam radość. − Podczas zalotów chwytam ją za gardło i podduszam. Akt kończymy na dnie. Wypływamy, potem znów na dno, i tak kilka razy – donośny głos na planie przerwał jej przemyślenia. − Kończy się epoka męskiej dominacji − rzuciła krabica grana przez Maro. Wszystkie oczy skierowały się na gwiazdę. − Ostatni wasz ruch to wskoczenie na samicę – aksamitny głos zabrzmiał niezwykle przekonująco. – A kiedy zajmiecie pozycję do kopulacji, odgryziemy wam głowy. Zapłodnicie nas już bez łbów. Po śmierci ruchy bezwarunkowe trwają tylko kilka sekund, ale to w zupełności wystarczy – dokończyła lodowatym tonem. − Przerwijcie scenę, źle się czuję! – krzyknęła Ev, bo widelczyk głębiej wszedł w jej ciało. Nikt nie zareagował. Jakby nie usłyszeli. Akcja na planie filmowym toczyła się dalej. Ev zobaczyła rzędy zębów, a za nimi przepaść gardła. − O Boże! – zakwiliła. − Na pomoc, na pomoc! Chciała krzyknąć, ale tylko otworzyła usta... Grażyna Wojcieszko – poetka, tłumaczka, autorka sześciu tomów poetyckich oraz opowiadań. Wiersze publikowała w pismach literackich w kraju i za granicą. Należy do najczęściej tłumaczonych współczesnych poetek polskich (francuski, chiński, angielski, czeski, hiszpański, szwedzki, włoski). Laureatka konkursów poetyckich. Absolwentka Studium Literacko-Artystycznego UJ, a wcześniej francuskich uniwersytetów: Orsay i Jussieu. Prezes Fundacji czAR(T) Krzywogońca – miejsca międzynarodowych spotkań twórczych.
- Rafał Gawron – pięć wierszy
Mamy Więcej księżniczek w telefonie na wyciągnięcie ręki niż szejk na oazie Królowie umarli by z nadmiaru a power bank byłby zapięty do konia trzymają nas za uzdę i obracają jak chcą chociaż nas nie stać nawet obok Dlatego siedzimy z wypiętym tyłkiem do ściany i patrzymy by nikt nie widział gdzie błądzą oczy które nie mają swojego miejsca nawet pomiędzy udami Pyk pyk Sformułowany tłum kula śnieżna nabiera tempa nabiera różnorodności Demokracja traci grunt w ringu dzieją się zaplanowane cuda chłop bije babę sędziuje arbiter wszystko jest opłacone publiczność piszczy prawa telewizyjne sprzedane wyrok pobicia sprawiedliwy uznany Firma zrywa kontrakt pięści biją dalej w rękawiczkach się nie klaszcze tęczowa parodia Dionizos nie udaje ukrzyżowania krzyżuje szyki wyznawcom przecież ma swój pokój w centrum Europy skąd oburzenie zaprawdę powiadam nie wiem Bandaż krzyże ustawione szeregiem jeden przed drugim drugi przed ostatnim wyglądają jak schody do wolności przez schody piekła przynieś mi jego rękę błagam nie mam nogi to rozkaz to ja wnętrze czy ktoś mnie słyszy? Teatr Gdzie jest moja mąż ta co chodzi męskim krokiem damskim kroczem Gdzie jest moja mąż ta co biust ma z przodu a oczy z tyłu pleców Gdzie jest moja mąż co kradnie męskie spodnie co kradnie kobiecy oddech Gdzie jest moja mąż ta co ubiera tył na przód górę na dół i leży odłogiem z zaciśniętą dłonią do zgniatania ta co gdyby mogła karmiła by dzieci piersią od lewej trybuny sejmowej po prawą stronę senatu przez pryzmat kandydatów na prezydenta Ani to góra Ani to anioł Co tak wyrywa ręce z kieszeni i kładzie na inne ciepłe dłonie które były zimne nonszalanckie projektowanie Utopijne dawanie nadziei z grymasem jak gzyms opadającym jak powieka do człowieka który jest kobietą Rafał Gawron – przygodę z poezją rozpoczął w wojsku, zajmując II miejsce w Konkursie Poezji „Strofy mojego lata”. Autor książek poetyckich Apteka (2016) oraz Fest tchnienie (2019). Publikuje w internetowych czasopismach literackich oraz w ogólnopolskiej prasie literackiej Od 2024 współorganizator dwóch imprez literackich w Rzeszowie, gdzie mieszka i pracuje.
- Beata Kołodziejczyk – pięć wierszy
zwrotnica wczoraj miałam pełno w nawiasie, ale widziałam tylko pusto. musiał być czarny lub biały, szary to nuda i frajer. teraz szarość jest moim mówieniem. po drugiej stronie ktoś słucha, wreszcie nie każe połykać słów. Łucja wie, że kiedy maszeruję przez sen, wtedy piszę i może lepiej, jeśli zostanie po drugiej stronie łóżka. inaczej nakrzyczę na nią, na smog, na nieudolne rządy. zamiast o tym pisać. Sen o życiu Od czterdziestu lat próbuję osiwieć i nie mogę. Odkładam nawet jakieś monety. Na wypadek, gdybym zdecydowała się jednak dożyć siwizny. Albo nie dożyć i przynajmniej po wszystkim nie sprawiać problemów. A może zwyczajnie, żeby chociaż raz było po mojemu. W kolejnym wcieleniu mogę być wszystkim, tylko nie jelitem. Nuży mnie powtarzalność. jungowski cień przez trzynaście lat mieszkałam z kundlem. patrzył z wyrzutem, kiedy zbyt długo malowałam oko przed wyprawą na trawnik. mam wrażenie, że rasowiec lepiej by mnie zrozumiał. jednak rasowce nigdy nie kręciły, za dużo nabroił w nich człowiek. czułam podskórnie, bo przecież zbyt wiele nie wiedziałam przez trzynaście lat. i dłużej. Bezlitosna łaska Chodzisz sobie bezczelnie po moim śnie, nikt nie ma tyle odwagi. Jestem dla ciebie taka gotowa, nawet nie musisz się starać. Miałam być kobietą z waginą, nie waginą, ale otwieram przed tobą na oścież. Nic, co podskórne, nie jest już tylko moje. Aż się chce uciekać. Nawet Houston skończyła w wannie Odganiam się od ciebie, najrozsądniejszym pomysłem nie jesteś na pewno. Tyle mamy do przerobienia, chociaż ani dnia nie przeżyliśmy razem. Ale po kolei, bo rzeczy jednak są i może lepiej o nich teraz. Dwoje połamanych na dwudziestu metrach to mocno ryzykowna gra. Tacy idealni do przegadania całego życia, bez dzieci i niedzielnego obiadu. Może nawet nie byłoby nas dzisiaj, gdyby nie te białe skurwiele na językach. Mamy walnięte hamulce, nie umiemy wziąć tylko trochę. Brak dobrze wypełnia nam wódka i szybki szczyt. Nigdy nie podcięliśmy sobie żył, chociaż w najgłębszych dołach śniliśmy o żyletce. Za to na raty zabijamy, w końcu broń jest wszędzie. Boję się, chyba nawet bardziej o ciebie. Tak łatwo przystawić spluwę do skroni. Beata Kołodziejczyk – odkąd pamięta, zapisywała świat słowami. Dawniej sprejem na warszawskich murach, teraz klawiszem.
- Miłka O. Malzahn – Dziennik Zmian (20)
Czy cicha mantra może choć na chwilę uspokoić ten nasz głośny świat? Zanim to sprawdzimy na sobie, na świecie, czy na własnej strefie komfortu, spróbowałam tej sztuki na Gutku – psim wulkanie, chaosie na czterech łapach. OM, w stu życiowych sytuacjach, OM w stu wersjach, Om narracyjne, OM sekwencyjne, czy... zadziałało? O tym tu: Ale generalnie wierzę, że dobre, porządne, okrągłe, wypasione OM - nikogo nie pozostawi obojętnym. No… chyba, że zostawi. Tak właśnie próbuję dać ciszy głos, swój głos, żeby odebrać innym głosom-chaosom ich siłę rażenia. Ommmmmm Miłka O. Malzahn – zajmuje się filozofią oraz dźwiękiem. Jest dziennikarką, pisze książki z pogranicza gatunków, tworzy i publikuje piosenki, wykłada na uczelniach, prowadzi warsztaty. Łączy nieoczywiste nauki o myśli ludzkiej z oczywistymi ścieżkami dedukcyjnymi. Tworzy kanał podkastowy Dziennik Zmian, moderuje spotkania z artystami, podróżnikami, pisarzami i regularnie prowadzi muzyczne programy w Radiu Białystok.
- Radosław Wiśniewski – Bany ukraińskie (20)
Dzień 104 albo Poemat prozą o sześciu francuskich i siedmiu wyobrażonych niemieckich haubicach w Ukrainie Gdy wieczorem przy kolacji przełykając grzankę z serem, żując pomidora wkrojonego do miski pełnej białego serka – myślisz o niemieckiej i francuskiej racji stanu, albo o wieloletniej tradycji dyplomacji zachodnioeuropejskiej, która w gruncie rzeczy jest tradycją francuską, kiedy myślisz o języku tej dyplomacji, francuskiej i niemieckiej, a także o tym, że jesteś tylko Polakiem, który mógłby skorzystać z okazji, by siedzieć cicho, wiedz, że w Ukrainie walczy sześć haubic z Francji, a niebawem pojawi się siedem haubic z Niemiec. I nieważne, czy przemawia marszcząc brew prezydent Macron, Chirac, Mitterand lub Sarkozy, czy podobnie marszczy brew Helmuth Khol, Olaf Scholz czy Gerhard Schroeder i nieważne czy ten ostatni marszczy na ciebie swą germańską brew jako kanclerz czy też zupełnie bezstronny doradca Gazpromu, ważne, że już teraz w Ukrainie strzela sześć haubic francuskich i będzie strzelać siedem haubic niemieckich. I kiedy francuski prezydent po sto osiemnastym telefonie do prezydenta federacji rosyjskiej, mówi, że trzeba dać wyjść putinowi z twarzą z wojny, którą sam wywołał, pamiętaj, że ciągle powietrze rozrywa huk sześciu strzelających haubic francuskich i niebawem zadrży od huku siedmiu haubic z Niemiec I nawet kiedy zastanawiasz się, czy prezydent Francji robiłby takie stroskane miny i martwił by się wyjściem z wojny z twarzą kogoś, kto by napadł na Francję, dokonał zbrojnego zaboru Normandii, Bretanii i okręgu Lille, zgwałcił trochę kobiet, zabił nieco dzieci, spalił katedrę w Remis, a w jakimś Cherbourgu wymordował dwadzieścia tysięcy mieszkańców zaś ich trupy spalił w mobilnych krematoriach, pamiętaj, że jednak w Ukrainie nie stygną lufy sześciu haubic z Francji i rozgrzeją się niebawem lufy siedmiu haubic z Niemiec. I nieważne, że wojna trwa dzień sto czwarty a Niemcy mówiły już o dostawach starych czołgów, które mogłyby trafić do Ukrainy jesienią następnego roku i mówiły o zestawach rakiet przeciwlotniczych IRIS-T, które mogłyby trafić do Ukrainy jesienią tego roku, i o zestawach samobieżnych dział przeciwlotniczych „Gepard”, które mogłyby trafić, gdyby tylko udało się skołować do nich amunicję, ale pech, tym razem Szwajcaria nie pozwala wielkim Niemcom sprzedać broni z jej amunicją i mówi nu-nu brzydkie Niemcy, jeszcze ktoś będzie strzelał z waszej broni naszą amunicją i nie daj boże kogoś trafi, ważne że siedem niemieckich haubic niebawem będzie w Ukrainie, a sześć francuskich już tam jest. I kiedy mówisz, że przecież każde coś, to jest więcej niż nic, że w sprawach wielkich, nie ma małych gestów mając na myśli głównie jednak gesty, zachowania i uczynki pojedynczych ludzi, niewielkich społeczności, które w trudzie, mimo rosnących cen paliw, kosztów kredytów hipotecznych, jedzenia, picia, ubrań, przyborów szkolnych – zbierają grosz do grosza na drony, kamizelki, celowniki, kamery termowizyjne, pasy, ładownice, leki, stazy, opatrunki, żywność, karmę dla zwierząt, pobyty uchodźców, pomnij, że sześć haubic z Francji, które są i siedem haubic z Niemiec, które będą, to także jest coś. A kiedy w Internecie ktoś udostępnia mem, fotos ekranizacji powieści Henryka Sienkiewicza „Kryżacy”, na którym to fotosie herold zakonu Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego przekazuje Władysławowi Jogaile, królowi polskiemu narodowości litewskiej dwa nagie miecze przed bitwą pod Grunwaldem, zwaną też bitwą pod Tannebergiem z podpisem – „ostatni raz kiedy Niemcy przekazali jakąś broń na czas”, wiedz, że sześć haubic francuskich oddaje strzały w Ukrainie i siedem haubic z Niemiec do nich dołączy. I nie myśl co z tego, że mniejsza od Niemiec Słowacja przekazała walczącej krwawo Ukrainie osiem samobieżnych haubic, a małe Czechy przekazały takich haubic dwadzieścia, że Polska przekazała tych haubic dwadzieścia starszych i osiemnaście nowszych, że Norwegia takich samych haubic samobieżnych przekazała dwadzieścia, to wszystko niknie w pomroce dziejów wobec tego, że sześć haubic francuskich już jest a siedem niemieckich haubic będzie, tam gdzie być należy. I nie szkodzi, że w Ukrainie nie ma żadnego francuskiego czy niemieckiego samochodu pancernego, czołgu, bojowego wozu piechoty, wozu minoodpornego, samolotu, śmigłowca, radaru, podczas gdy sama Polska przekazała dwieście trzydzieści sprawnych czołgów, chwilowo rozbrajając trzecią część swoich jednostek pancernych, ważne, że honoru Francji broni sześć samobieżnych haubic, a honoru Republiki Federalnej Niemiec bronić będzie niebawem takich haubic siedem. I niech Ciebie nie boli, że gdy rosyjskie rakiety zestrzeliły cywilny samolot malezyjskich linii lotniczych numer MH17 z dwustu dziewięćdziesięcioma ośmioma cywilami na pokładzie – Francja nadal sprzedawała Rosji sprzęt elektroniczny, w tym celowniki i kamery termowizyjne do czołgów, rękami swoich firm takich jak Thales i Sagem, a teraz kiedy wojna trwa w pełnej skali, francuskie firmy takie jak Decathlon, Auchan i Leroy Merlin nadal kontynuują jako jedne z nielicznych działalność na terenie federacji, twój ból uśmierzy niewątpliwie fakt, że sześć haubic francuskich, siedem haubic niemieckich, powtarzam to do znudzenia, bierze lub będzie niebawem brać pomstę. I podobno nawet Królestwo Maroka, które zamówiło dwanaście haubic samobieżnych we Francji, dało do zrozumienia, że może zaczekać na nie chwilę, skoro Francja ma tych haubic tylko siedemdziesiąt sześć, to Królestwo Maroka na swoje dwanaście zaczeka, byle by nie zostały samotne francuskich sześć haubic i niemieckich siedem w Ukrainie. I tak można by było bez końca o tych sześciu francuskich obecnych w Ukrainie i siedmiu niemieckich haubicach w drodze do Ukrainy, pomijając pięć haubic z Portugalii, cztery z Kanady, pięć z Łotwy, sześć z Australii, sto osiem z Ameryki, dziewięć z Estonii, ale jeszcze ktoś gotowy pomyśleć, że drwię tutaj z Francji, Niemiec, z ich dyplomacji, tradycji politycznych, z ich haubic, w ilości odpowiednio sześć i siedem a przecież wydaje się, że to Francja i Niemcy drwią z Europy, Ukrainy, wojny, świata i nas wszystkich. Radosław Wiśniewski (ur. 1974) – piszący wiersze i prozę animator i promotor literatury. Wyżywa się publicystycznie, pracuje w hurtowni urządzeń niskoprądowych. Od półtora roku publikuje tutaj kolejne odsłony relacji z wojny – Bany Ukraińskie.
- Marcin Wróblewski – sześć wierszy
słowo tego słowa jeszcze nie wymyślono kto wie może za milion lat na pewno nie jutro mimo to zachowujmy się tak jakbyśmy je znali udawajmy że jest z nami od początku że w rankingu najpopularniejszych wyrazów nigdy nie schodzi z pierwszego miejsca udawajmy dogłębne rozumienie jego znaczenia we wszystkich znanych i nieznanych językach udawajmy ochronę słowa przed niepozorną deformacją i interpretacjami które mogłyby mu zaszkodzić udawajmy poświęcenie i gotowość do ponoszenia ofiar w imię słowa wyszeptanego w twarz wykrzyczanego w dłonie udawajmy wiedzionych mądrością słowa jak gdybyśmy dobrze wiedzieli czyje usta pierwsze je wypowiedziały udawajmy proszę Oddalenie Wtedy, pod moim domem rosły malwy. Ktoś mnie nauczył łapać w ich kwiaty nieostrożnie pracowite trzmiele. Zamykałem bladoczerwone płatki półszybkim ruchem ręki, która przenosiła stłumione wibracje na później. Nie robiłem tego zbyt często, bo szkoda mi było trzmieli, jak również malw, a najbardziej ludzi, którzy je zasadzili. Współbrzmienie Nie jestem swoimi myślami, lecz każdym płatkiem polnego kwiatu. Kamykiem na skraju drogi, kroplą mgły dźwiganą przez źdźbło. Uschniętym liściem jabłoni, zamkniętą w pąk pamięcią chłodu skurczonej, jasnej nocy. Gdy czasu tak dużo, że aż za mało. pozycja obowiązkowa tyle świętości dokoła że odbierz chuju peregrynacja Kciuka z pozycji spoczynkowej w kierunku światła pozornie łatwe kim jestem by tworzyć ruch w drugim człowieku być siewcą czyjejś woli prawo do informacji o stanie zdrowia słowa zbyt wiotkie może uwiędłe bez cukru z niską zawartością sodu bez smaku uwagi mieszczące się w jednotomowym wydaniu napisanej literą czasu biblii pod tytułem jak odnieść sukces Pochwyt W łunie kolorowych świateł szczerzy się niebo. Zęby błyszczą gładkim soczystym szkliwem. Pachnie kadzidłem moczem i mirrą. Podeszwy butów dotkliwie całują spoconą posadzkę. Głos pana boli w kakofonii szeptów, rani w trzaskach tranzystorów. Spadł na mnie snop światła i ujrzałem dziesiątki ciał powstałych z martwych. Musiałem wyjść, to już moje ostatnie życie. Metsej Mieszkałem w ludzkim szepcie lub przenosząc się z kąta w kąt przypadkowych oczu odrywałem je od pozorów patrzenia w centrum wszechświata, gdzie rzeczy są proste i chciane. Tymczasem wagony myśli swobodnie zmierzają do miejsca kaźni. Marcin Wróblewski (ur. 1980) – wydał trzy zbiory wierszy: Zimne Ognie (2023), Brama (2023) i Widać nóż (2025). Ukończył filologię polską, pracował jako nauczyciel. Publikował m.in . w „Toposie”, „Odrze” „Papierze Ściernym”, „Helikopterze”, „Art Papierze”, „Tekstualiach”. Laureat XLVI Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego „Limesu” (2023), wyróżniony w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. Georga Trakla (2023). Mieszka pod Nałęczowem.
- Marcin Wróblewski – industrial feeling
Cykl Industrial feeling to prezentacja ludzkich uczuć i emocji przy pomocy elementów przemysłowych, fabrycznych. Pojemna metafora niedostępności współczesnego człowieka jest tylko jednym z wielu kierunków interpretacji serii. hatred hope frustration love irritability trust curiosity Marcin Wróblewski (ur. 1980) – Ukończył filologię polską, pracował jako nauczyciel. Pochodzi ze Zwolenia, mieszka pod Nałęczowem.










