Cezary Żarna – sześć wierszy
- Mirek Drabczyk
- 21 godzin temu
- 2 minut(y) czytania
Być przez chwilę
widzianym, w tym małym miejscu,
gdzie kończy się kostka, zaczyna stopa. Widzieć
kształt stopy
wciśniętej w zbyt mały but, zrobić krok, pokraczny,
prawie marszowy, nie patrząc pod
nogi go zrobić. Zobaczyć kontur, nie prosić, poznać
ciebie (siebie?) z lepszej strony, bo znam
cię z lepszej strony. Nie o to tu chodzi – mówisz –
– chodź, lepiej
usiądźmy gdzieś razem i oprzyjmy
głowy.
Który skrzywdziłeś
Nie robi się tego po nocy. Nie po kryjomu. Raczej
z podniesionym czołem, wysoko
uniesioną brodą. Raczej nie z rękami w kieszeniach,
tylko z dumnie wyprostowanymi ramionami. Raczej
głośno niż po cichu.
Który skrzywdziłeś psa, siedzę na brzegu i nikt nie
trąca mnie nogą. Takim,
jak ty, to chyba trzeba łopatą do głowy,
choć niczemu to nie służy.
*** (Mój syn ma jeszcze dużo czasu)
Mój syn
ma jeszcze dużo czasu,
jemu jest łatwo, gdy zrobi coś złego –
Potem
będzie wiedział.
Absorbcja
W pobliżu
cmentarz – potwierdza się, cisi
posiedli ziemię, półmrok, neony,
dwa
słowa, trzy słowa — jak zmienia
się kolor? Sama wybierzesz.
Kameleon. Absorbcja.
To nastąpi jedno
po drugim, tkanki owoców będą drżały, wnętrza spuchną, mikro –
włoski będą zanikać na skórkach jak mikro opowiadania na stronach
czasopism. Napiszemy to
po ciemku, wciągniemy nosem, by zatrzeć ślady po pozostałościach
bliskości. Jeśli musisz krzyczeć – krzycz, lecz rób to po cichu (bo
ściany mają uszy).
Za chwilę niebo
zrówna się z ziemią, na podłodze spoczywają w pokoju
zwłoki. Są tylko zwłoki i żadnej poezji. Po prostu śmierć,
nic później, żadnego przedtem ani potem, żadnych złych
wyborów, żadnego Kochanie –
– oddać Ci twoje złe wybory, żebyś źle wybrała jeszcze
raz?

