Znaleziono 670 wyników za pomocą pustego wyszukiwania
- Janusz Radwański – wiersz
Wetlińska No i jeszcze bus, bo bez tego busa było by prościej, tak to bym nie musiał sprzątnąć, zatankować i na dziewiętnastą oddać. A do tego czasu przejechać przez miasto przed porannym szczytem, cisnąć na południe bez większych zachwytów, bo trzeba się wyrobić. Wnieść Wandzię na plecach pod Chatkę Puchatka. Pięć minut na fotkę i lecimy, matka, wrócić oddać na czas busa. Chociaż w sumie nikt się wcale tak spinać nie musiał, można było poczekać do następnego razu, przy następnej okazji pokazać jej góry. Nie było następnej. To jedna z rzeczy. których nie bierzesz pod uwagę, no i może lepiej. Jeden z takich momentów, których nawet nie liczysz. Zdjęcie z ostatniej wieczerzy, w każdym razie w Kalnicy. Ile jeszcze takich, okaże się w najmniej spodziewany sposób. Nie jest to jakieś głębokie. Jeśli jesteś jedną z osób, co chcą, żeby za zasłoną były skomplikowane cuda, to jak ci się nie podoba, to wracaj na studia. Spodziewałbyś się cytatu z Walaszka w trenie? Bo ja, że będę pisać tren, to w życiu. Nie. Janusz Radwański (ur. 1984) – wydał książki z wierszami: Księga wyjścia awaryjnego (2012), Chałwa zwyciężonym (2013), Kalenberek (2017) Święto nieodległości (2018), Śpiewnik szantowy (2022), arkusz poetycki Żylety (2022) i przekłady: Pawło Korobczuk Kajfuj, kajfuj (2019), Ołeksij Czupa Piędź (2020), Wołodymyr Bynio Tak jest zapisane (2022), Daryna Hładun Radio «Wojna» (2022) oraz Jurij Zawadski Nie pytają (2023). Ojciec, muzykant ludowy, muzealnik. Mieszka w Kolbuszowej Górnej.
- Anna Musiał – cztery wiersze
żywokost pierwszy skurcz to jałowe pustkowie zapadająca się pod pośladkami przepaść dwa kilogramy sześćset ósmy miesiąc data w kalendarzu wskazująca polecie przewlekła nicość która pachnie tobą przychodzi teraz ciemna i mięciutka a ty snujesz się w pamięci ciała by zostać moją córką na chwilę pozłotka jesteśmy jak siostry z innej matki w naszej krwi płynie błękit i pozłotka – wylewa się z nas do rzeki otula zimne ciała, zatacza kręgi możemy ją narysować, palcami na piasku lub na kartce papieru, którą trzymasz obok łóżka mówisz, że to na wszelki wypadek bo nie wiadomo, kiedy przyjdzie potrzeba by odebrać komuś duszę cokolwiek robisz beze mnie, robisz to ze mną instynktownie. pozłotka w tobie to święta energia która woła, aby ją wypuścić ona jeszcze nie wie że kłącza w jej włosach to otwarte ścieżki w przyszłość bez podziału na spódniczki spodnie buty na karnawał buty do wspinaczki jest tylko miękka letnia duszność wzajemne niedobranie a ona jeszcze nie wie że gdy wróci do domu będzie mieć malinowe oczy muślinowe usta dwie paletki czerwone skrzyżowane na podołku ślady niebyłe o dziewczynkach których nie ma mówimy niebyłe mówimy zaginione lub te które same się o to prosiły mówimy że nie słuchały rodziców i poszły w noc a noc jest od spania od kochania od przytulania do piersi matek piersi mężczyzn którzy by nigdy tego nie zrobili o dziewczynkach których nie ma mówimy czasami a potem nie mówimy wcale *** Anna Musiał (ur. 1987) – poetka i recenzentka. Redaktorka Babińca Literackiego. Autorka czterech książek poetyckich. Pod jej redakcją ukazała się 111. Antologia Babińca Literackiego 2016-2019 (2020). Publikowała w wielu magazynach i antologiach.
- Anna Musiał – pięć wierszy
zavtra to już ostatni raz, kiedy mówisz do mnie malenʹka. od jutra przecinamy więzy, rozluźniamy więzi. teraz poróżnią nas kraje i nazwiska. tamte kobiety będą uprawiać miłość i rodzić dzieci, tu zostanie zima i niepotrzebny strach. jeśli wrócisz, znajdziesz smugi krwi, rozwłóczyny. to już ostatni raz, kiedy mówisz do mnie wojna . przez dom niosę w żyłach gorejące sny. przez noc. zabierz mnie do domu w tych sukienkach czuję się obła, bezkształtna jak masa, z której kiedyś próbowano ulepić kobietę. miała długie ręce i chude palce, mogła nimi sięgać po wszystko, czego chciała, ale nie po miłość. miała wąską talię, którą wypełniały jedynie kości i soczyste owoce, dwa jabłka bez gniazd nasiennych. zabierz mnie do domu. odrzucam tkankę jak obcy pęd, jak uszkodzony płód, którego ciało pozbywa się samo. podobno bez niej będę bardziej miękka i milsza w dotyku, podobno zmieni się też mój zapach, więc okoliczne zwierzęta przyjdą do mnie na chwilę przed odejściem, by spocząć na moich kolanach. zmarzlina to świt albo zmierzchanie. języki światła sunące po ścianie przypominają początek starego filmu. jesteśmy tu sami, opuszczeni jak dzieci w obcym mieście, do którego zaprowadził je tlący się pod skórą niepokój. gdy mnie dotykasz, jestem częścią wszechświata. jego milczącym rozgałęzieniem, na końcu którego panuje wieczna zmarzlina. ze znajomych smaków został mi tylko słodki, inne to popiół, samotny spacer po cmentarzu. nienazwany ból, którego nie sposób opisać bez użycia słowa umieram . te dni te dni bez rozmów to listy między nami, których nie sposób zmieścić na kartkach. niewytarte lustra, niepoukładane ubrania, rozrzucona po wczorajszej nocy pościel. już nie tęsknimy. nasze ciała powycierane jak zbyt często odwiedzane miejsca, gdzie czas nie gra roli, liczy się tylko przestrzeń. to zaglądanie w siebie, pycha i upadek, potem wracanie od nowa. te dni bez ciebie to otwarta książka, na końcu której autor zostawia pustą stronę, jakby próbował zmieścić na niej wszystko, co twoje. *** to terytorium wroga, skrzyżowanie frontów. stąd gwiazdy wyglądają tak samo jak z domu, jednak spadają pod innym kątem. ciągnące się za nimi ogony przypominają ogony komet, niosą drobiny kosmosu i płomienie. już nie mówimy o wojnie. konflikt na pograniczu wybrzmiewa mniej więcej tak samo jak bitwa o telewizory na promocji w Lidlu – i choć jest nam wstyd, przymykamy oczy. kiedy nas nie widzą, stajemy się tą częścią lasu, która nigdy nie ulegnie przemianie. Anna Musiał (ur. 1987) ‒ poetka, recenzentka, fotografka. Redaktorka Babińca Literackiego w latach 2017-2020. Autorka trzech książek poetyckich: Pandemonium , Coleoptera i #bodypain . Pod jej redakcją ukazała się 111. Antologia Babińca Literackiego 2016-2019 . Publikowała w wielu magazynach i antologiach.
- 95. urodziny Gary'ego Snydera
Ósmego maja bieżącego roku dziewięćdziesiąte piąte urodziny obchodzi Gary Snyder - amerykański poeta, eseista, buddysta i aktywista klimatyczny. Jego bogaty życiorys mocno związany jest z przemianami społecznymi w USA, co nie dziwi, ponieważ Snyder był uczestnikiem i inicjatorem wielu procesów artystycznych i społecznych. Najbardziej znacząca wydaje się jego aktywność w beat generation – pokoleniu beatników, o którym wypada powiedzieć słowo przypomnienia. Lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku to w Stanach Zjednoczonych czas niezwykle burzliwy: na powojenny boom gospodarczy nałożyła się społeczna histeria, zapamiętana jako “polowanie na komunistów” prowadzone przez ówczesnego szefa FBI Edgara Hoovera. Był to chytry wybieg, aby korzystając z zimnowojennej retoryki wymusić na obywatelach poprawność polityczną. Duszono przejawy niezgodnego z oficjalną propagandą pojmowania rzeczywistości. Nagonka na ludzi samodzielnie myślących nie ominęła także Snydera, któremu odmówiono wydania paszportu podejrzewając go o sprzyjanie komunistom. W reakcji na narzuconą przez władze atmosferę strachu powstał w USA ruch artystyczny oparty na sprzeciwie i odrzuceniu formalizmu literackiego oraz wartości narzuconych przez kapitalizm i zimnowojenne nastroje. Uczestnicy beat generation zapoczątkowali indywidualne podejście do literatury, afirmowali różnorodność oraz postulowali zwrócenie się ku indywidualnie pojmowanej duchowości. Beatnicy byli bezpośrednimi inicjatorami ruchu hippisowskiego w Ameryce, dali mu podwaliny teoretyczne, choć nie mogli oczywiście przewidzieć, że przez swą masowość hippies zdewaluują fundamentalne postulaty antysystemowej rewolucji. Do najsłynniejszych przedstawicieli beat generation należeli Alan Watts, Allen Ginsberg, Jack Kerouac oraz właśnie Gary Snyder. Ginsberg – pełen temperamentu nowojorski Żyd i lewicujący gej, orędownik swobody seksualnej i dostępności narkotyków, pacyfista ze skłonnościami do wywoływania skandali obyczajowych stał się ikoną pokolenia beatników, zwłaszcza po publikacji poematu Skowyt . Jack Kerouac to autor powieści Włóczędzy Dharmy oraz W drodze. Obie zdobyły sławę za sprawą nowatorskiego podejścia do zasad narracji: zasadą Kerouaca było “pisz tak, abyś nie musiał poprawiać “. Nie bez znaczenia była oczywiście sama fabuła skrojona tak, aby w przejrzysty sposób przedstawić wartości, którymi kierowali się przedstawiciele beat generation : na marginesie społeczeństwa, które bezwolnie poddaje się politycznej i marketingowej propagandzie żyje grupa odmieńców, łagodnych buntowników, których autor nazwał Włóczęgami Dharmy. To ludzie chłonni wiedzy i przygód, których nie porwał konsumpcjonizm. Zamiast kupować na przedmieściach domki z trawnikami i podjazdem dla najmodniejszych cadillaków, zamiast oglądać reklamy odkurzaczy i froterek w telewizorach kupionych na raty, beatnicy w wynajętych mieszkaniach lub jazz-klubach dyskutują o polityce, filozofii i sztuce, włóczą się po górach i podróżują autostopem. To wówczas, w latach pięćdziesiątych, powstała legenda autostopu, tak chętnie eksploatowana później w literaturze i filmach. Bohaterowie Kerouaca wspierają się na życiowych zakrętach, ale też wzajemnie zdradzają i rozczarowują. Ważnym elementem ich postaw były dążenia do wolności wewnętrznej, spontaniczność, zachwyt naturą oraz wyzwolenie od dogmatów religijnych. Gary Snyder nie był początkowo najjaśniejszą gwiazdą tego ruchu. Żyjący z dala od miast, prekursor bliskiego kontaktu z naturą (nazwany “Davidem Thoreau epoki beatników”) poeta o wyrazistych przekonaniach, skupiony na studiowaniu i praktykowaniu buddyzmu, życiu rodzinnym, przekuwaniu rewolucyjnych teorii w praktykę zdołał w krótkim czasie poznać czołowych beatników, w tym Alana Wattsa, charyzmatycznego wykładowcę i autora – najważniejszą postać tego kręgu. Na długie lata Alan Watts pozostanie przyjacielem i mentorem Snydera, który jednak nie stanie się jego naśladowcą. Pierwsze utwory literackie, jakie opublikował Snyder inspirowane były tekstami dawnych myślicieli chińskich i japońskich, według których rozpoznawanie własnych procesów psychicznych i duchowych oraz poszanowanie praw innych stworzeń ma przybliżać człowieka do duchowego spełnienia. Swoją życiową i artystyczną drogę Gary Snyder zaczął jako buntownik, wędrowiec, wolny najmita podejmujący się różnych zawodów (zazwyczaj blisko natury), a po nauczeniu się języka japońskiego, ćwiczeniach tradycyjnej kaligrafii i przyswojeniu sporej dawki wiedzy o tamtym regionie świata zdecydował się na podjęcie studiów u mistrzów buddyzmu zen. Tym razem, dzięki wstawiennictwu wpływowych przyjaciół, agenci Hoovera nie zatrzymali mu paszportu. Lata spędzone w Japonii zaowocowały kolejnymi zbiorami wierszy oraz esejami, w których Snyder podpowiadał amerykańskim czytelnikom, jak idee zaczerpnięte na dalekim Wschodzie mogą być spożytkowane w świecie zachodnim. Przylgnęło wtedy do niego miano poety budującego pomost między Wschodem a Zachodem. Po powrocie z Japonii Snyder na powrót wszedł do wciąż elitarnej grupy beatników, a po wspólnych podróżach w towarzystwie m. in. Jacka Kerouac’a – został protoplastą jednego z bohaterów Włóczęgów Dharmy. Konsekwentnie trzymał się swojej ścieżki poety kontemplującego naturę, obserwującego nieuchronność przemian. Takiego, który zamiast zamiast wykrzykiwania rewolucyjnych haseł i epatowania lekceważenia dla skostniałych norm społecznych woli delikatnie, na poły żartobliwie, udzielać rad i napomnień, nie stroniąc od komentowania zjawisk politycznych i społecznych. Wyprowadzone z tradycyjnych nauk Dalekiego Wschodu idee, wcielał we własne życie, poszukując harmonii i zrozumienia. Aktywność artystyczną łączył z praktykowaniem klasycznej medytacji i pogłębianiem wiedzy. Jednak najważniejsza w jego życiu okazała się działalność na rzecz ochrony przyrody. Już na początku lat siedemdziesiątych XX wieku Snyder postulował większą dbałość o zasoby przyrodnicze i na długo przed naukowcami i politykami ostrzegał przed groźnymi konsekwencjami zmian klimatycznych. W tym samym czasie, razem z Allanem Ginsbergiem kupił ogromną połać ziemi w górach Sierra Nevada i z niewielką pomocą przyjaciół zbudował tam drewniany dom zasilany prądem z generatora. Mieszka tam do dziś, nazwę domu Kitkitdizze wziął od leśnego kwiatu porastającego okolicę. Gary Snyder i Allen Ginsberg Prace ciesielskie przeplatał z pisaniem wierszy i esejów, nie przestawał podróżować: z grupą przyjaciół udał się na wyprawę do Indii i innych krajów dalekiej Azji, przekuwając zdobyte doświadczenia w kolejne teksty wierszem i prozą. W roku 1974 otrzymał prestiżową Nagrodę Pulitzera za poetycki tom Turtle Island, w ślad za nim poszły inne publikacje, m.in . wydany w 1990 zbiór esejów Praktykowanie dzikości , który ugruntował literacką pozycję Snydera. Wkrótce potem uzyskał status wykładowcy na Davies University i Mistrza Dharmy. Został swego rodzaju celebrytą, przyjaźni się ze Stevenem Spielbergiem, Dalaj Lamą, był i jest serdecznym wsparciem i inspiracją dla wielu pokoleń poetów, artystów i aktywistów. Jego podobizna ukazała się na amerykańskim znaczku pocztowym, a jego teksty tłumaczono na wiele języków. Po wiersze Snydera sięgają także polscy tłumacze: Julia Hartwig, Adam Szostkiewicz, Czesław Miłosz, Tadeusz Sławek i inni. Dekadę temu w wydawnictwie "Znak" ukazał się jedyny w języku polskim zbiór wierszy Snydera Dlaczego kierowcy ciężarówek z drewnem wstają wcześniej niż adepci Zen . Przy okazji wydania tego zbioru Gary Snyder odwiedził Kraków jesienią 2013 roku. Zasady, którym od początku swojej drogi – wszak nie tylko o samo uprawianie literatury tu chodzi – hołduje Snyder są od lat takie same: uczulić słuchaczy i czytelników na urodę świata, pokazać, jak unikalną wartością jest życie każdego z nas oraz, na koniec, jak pilna jest potrzeba zrównoważonego podejścia do środowiska naturalnego. Snyder swoje przemyślenia pośrednio lub bezpośrednio wysnuwa z tradycyjnych wierzeń amerykańskich Indian oraz nauk buddyjskich mistrzów. Ślady tych fascynacji bez trudu odnajdujemy w jego poezji. Zrozumienie procesów zachodzących w świecie natury i szeroko pojętej kultury jest wg Snydera nieodzowne do poszanowania różnorodności kulturowej. Jego życiowym zadaniem przez lata była próba przerzucenia mostu między mądrością Dalekiego Wschodu a technologią i dynamiką Zachodu, co wynikało z antropologicznego potraktowania konieczności wymiany między tymi obszarami kulturowymi. Drugim ważnym postulatem w twórczości (głównie w esejach) Snydera jest nacisk, aby natura i kultura – pojmowane jako dwa nurty obecne w istnieniu cywilizacji – nigdy nie były sobie przeciwstawiane. Rolą rozumiejącego i odczuwającego jedność ze światem człowieka jest zachowywanie równowagi między nimi. Gary Snyder jest jednym z największych poetów amerykańskich XX wieku, zasila światową literaturę od ponad siedemdziesięciu lat dając wielokrotnie pokaz swojej odwagi, przenikliwości i czułości. Snyder wyprzedził swoją epokę publikując już w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych wiersze i eseje naładowane troską o planetę. Temat ochrony klimatu i zapobiegania dalszego niszczenia przyrody przebił się do głównego nurtu dopiero pod koniec lat siedemdziesiątych, stając się w obecnym wieku zarzewiem sporów i społecznych podziałów, nie przestając być głównym globalnym problemem, dla którego wciąż nie znaleziono skutecznego rozwiązania. Osią, wokół której obraca się pisarstwo Snydera jest zawsze człowiek zafascynowany światem, doskonalący się w jego rozumieniu. Natomiast główny postulat przebijający z dojrzałej myśli Snydera sprowadza się do tego, aby obecne pokolenia zrozumiały swoje relacje z przyrodą i zaczęły bardziej ją szanować a mniej eksploatować. W dalszej kolejności nieodrodny syn beat generation, której jest już ostatnim żyjącym przedstawicielem, udowadnia na własnym przykładzie, że człowiek przy odpowiednim nastawieniu do świata jest w stanie osiągać satysfakcję z własnego życia a jednocześnie nie zaprzestaje dbać o to, by zasoby i moce przyrody zachować dla przyszłych pokoleń. Do tego, w dużym uproszczeniu, sprowadza się fundament głębokiej ekologii, której Snyder jest prekursorem i orędownikiem. Niestety, zgodnie z obecnym trendem politycznym w Ameryce – i z wielką szkodą dla zachowania równowagi przyrodniczej na Ziemi – takich jak on aktywistów oskarża się dziś o radykalizm, “lewactwo” lub nawet “ekoterroryzm”. Czułość i wywiedziona z doświadczeń pokoleń mądrość jest chwilowo w odwrocie. Historia po raz kolejny zatoczyła koło. Ameryka pogrąża się w chaosie, Snyder - spełniony mędrzec obchodzi urodziny. Mirosław Drabczyk Starsi panowie Snyder i Ginsberg Relacja filmowa z ubiegłorocznych urodzin Poety.
- Gary Snyder – sześć wierszy
Strategiczne Dowództwo Powietrzne Przeciągły szum i migające światła odrzutowca Mijającego Jowisz w znaku Panny On pyta, jak dużo jest na niebie satelitów? Czy ktokolwiek wie, gdzie dokładnie one są? Co robią, kto je dogląda? Szron osiada na śpiworach. Tlą się ostatnie żagwie ogniska, Jeszcze jeden kubek herbaty, Na wysokiej krawędzi jeziora otoczonego śniegiem. Tutejsze urwiska i gwiazdy Należą do tego samego świata A niewielki pas powietrza pomiędzy nimi Do wieku dwudziestego i jego wojen. Ważka Na śniegu Martwa ważka Jak zdołałaś dotrzeć tak wysoko Czy w górskiej sadzawce zdążyłaś Zostawić nasionko życia Zanim tu umarłaś? Jadąc do stolicy Założyłem podróżne ubranie pojechałem do stolicy zobaczyć jak kwitną wiśnie – Ukwiecona stara sakura na wschód od ogromnej biblioteki oddaje płatki podmuchom wiatru Spacerowaliśmy kilometrami wzdłuż budynków mijając płachty przejrzystych sadzawek mężczyzn żebrających na ulicach gdzie inni przychodzą jeść Stanęliśmy na rozległym trawniku – słysząc jak startujący samolot wypełnia dudnieniem całe śródmieście. poszliśmy z przyjaciółmi czytać poezję w teatrze godnym Szekspira i imprezować w tłumie gości Podstarzały czarny kelner podawał przy stole drinki, Zapytałem po co te obcęgi? powiedział “Do otwierania Perriera” Ten nasz mały naród, – nasza stolica i jej kwitnienie – jej biblioteka publiczna nasz naród bizonów i prerii. Dawne dni lasów i przecinek Tamte czasy odeszły pozostały Delfiny potopione w morzu Przewalających się śmieci Modlitwa za Wielką Rodzinę Wdzięczność Matce Ziemi, gdy dniem i nocą żeglujemy do jej żyznej, cudownej i słodkiej gleby niech pozostanie w naszych umysłach Wdzięczność Roślinom, światłolubnym liściom zwróconym ku słońcu i czuprynom korzeni; rosnącym wytrwale pośród wichrów i deszczu; ich taniec w kwitnącej spirali ziaren niech pozostanie w naszych umysłach Wdzięczność Powietrzu unoszącym kwilącą Jaskółkę i cichą Sowę o brzasku. Oddech naszych pieśni oczyszczający tchnienie ducha niech pozostanie w naszych umysłach Wdzięczność Dzikim Istotom, naszym braciom, odkrywającym tajemnice wolności i drogi; w pełni ukształtowanym, odważnym i uważnym; dzielącym się z nami swym mlekiem niech pozostanie w naszych umysłach Wdzięczność Wodzie: obłokom, jeziorom, rzekom, lodowcom; podtrzymującym i uwalniającym, płynącym przez słone morza naszych ciał niech pozostanie w naszych umysłach Wdzięczność Słońcu: świetlistej pulsacji przenikającej pnie drzew, mgły i jaskinie, w których śpią niedźwiedzie i węże – temu, które nas budzi niech pozostanie w naszych umysłach Wdzięczność Wspaniałemu Niebu które podtrzymuje miliardy gwiazd – i chociaż sięga dalej – poza wszelką władzę i wyobrażenia nadal jest z nami – Ojciec Przestrzeni którego żoną jest Wielki Umysł. niech tak pozostanie. na podstawie modlitwy Indian Mohawk Zajęcia w okolicach Seattle Słuchaj szumu telegraficznych słupów Zapoluj na węże. Oderwij ogon jaszczurce. Pędź na rowerze do jeziora Waszyngton, oglądać błotne rybki Okoruj stare drzewo madrone , żeby zobaczyć świeżutką korę Zmyj z rąk ślady żywicy Czytaj książki w zaułkach Uniwersytetu Dystryktu Goodwill Popływaj w Puget Sound poniżej torowiska. Nakop muszli z mulami Przejedź się z Kalakala do Bremerton. Popatrz na szczyt Mt. Constance z wodnej wieży obok muzeum sztuki. Czekoladowe lizaki w parkowym ZOO, Orzeł i Wielbłąd Mumia eskimoskiego dziecka w uniwersyteckim muzeum antropologii Zawieś morskie czółno na pniu czerwonego cedru. Zjedz owsiankę gotowaną w garnku z podwójnym dnem albo płatki pszeniczne z daktylami Huśtaj się na wietrze na czubku cedru pośrodku trzęsawiska – Wymaszeruj przez bagna na grzbiet sosnowego wzgórza Obierz owoc cascara Nakarm kury Obmacaj wymię Penelopy, która ma jeden cycek mniejszy Berberys i krzew salal Plan zajęć wokół Kyoto Śpij na macie spocony w lecie Zimą dygoczący z zimna, na siedząco namaczaj się w wannie jak embrion Pikaru i gyoza w Min Min pełnej chińskich studentów marksizmu Poszukaj wieszaczka na kubki w wiejskim sklepie Kup u Maki’ego kiepskie wytrawne wino, żeby pić jak każdy cudzoziemiec Człapiąc w gromadzie gości zwiedzających ogrody Wyrywaj chwasty z mchu. Pielęgnuj chwałę poranka. Spaceruj boczną alejką słuchając pracy krosien Oglądaj stada wróbli krążące ponad drzewami w zimowym zachodzie słońca Wstań o czwartej rano idź z wizytą do Starego Siedząc w głębokim samadhi z bolącym kolanem. Przyjmuj komplementy od dziewczyn z baru, zapłać za dużo Zmień olej w motorze po drodze do Gojo Ogrzej swoją zziębniętą żonę, jej wielkie stopy Nie zapomnij dorobić klucza Próbuj kupić razowy chleb Zdobądź pokoje dla Amerykanów Biorąc udział w ważnym spotkaniu, mówiąc językami Myląc zimą drogę w bambusowym lesie na Hien-zan Nadepnij przez pomyłkę na żuczka Tydzień po tygodniu cisza, spacery i czytanie, rozmowy i pielenie Zamieszaj ręką w szorstkim zimnym garnku Wyrzuć wszystko czego nigdy nie będziesz potrzebował Oczyść się Wróć do domu przełożył Mirosław Drabczyk Obszerną notkę o Garym Snyderze, który w tym roku obchodzi swoje dziewięćdziesiąte piąte urodziny publikujemy na następnej stronie.
- Statystyka i noc – słowo od Redakcji
Przełom roku sprzyja podsumowaniom. Bieżący numer – zawierający, jak zwykle różnorodne teksty i zestaw fotografii – nosi numer 24. Minęły dwa lata działalności magazynu. Przez nasze strony przewinęło się około 500 autorów, a liczba unikalnych tekstów sięga tysięcy. Suburbia stała się rozpoznawalna na niszowym rynku literackim. Objęliśmy patronatem medialnym kilka projektów wydawniczych i regularnie otrzymujemy od czytelników szczere propsy, za które serdecznie dziękujemy. Docierają do nas również listy krytyczne, najczęściej od autorów/autorek, którym odmówiliśmy publikacji. Na stałe współpracujemy z Miłką Malzahn, Radkiem Wiśniewskim, Rafałem Kasprzykiem oraz z gronem zaprzyjaźnionych tłumaczy: Jerzym Bartonezzem, Krzysztofem Katkowskim, Adrianem Krysiakiem i Jackiem Świerkiem, którzy regularnie zasilają nasz magazyn przekładami wierszy poetów z różnych zakątków świata. Pragniemy też z dumą ogłosić, że nasz niezawodny ilustrator Paweł Król całkiem niedawno otrzymał Grand Prix na Biennale Plakatu w Katowicach. Magazyn internetowy, a takim jest Suburbia, ma swoje ogr aniczenia, ale także istotne zalety. Jedną z nich jest zasięg: docieramy do czytelników w całej Europie, a sporadycznie także do odbiorców w krajach tak odległych jak Japonia, Malezja czy Chile. Liczymy, że w kolejnych latach mapa ta będzie się dalej poszerzać. Jak pewnie pamiętacie, w poprzednich latach przygotowaliśmy dwa numery tematyczne: jeden poświęcony przekładom a drugi zwierzętom. https://www.magazyn-suburbia.com/archive/kopia-wydanie-5-24-8 https://www.magazyn-suburbia.com/archive/kopia-wydanie-5-25-18 Oba okazały się strzałem w dziesiątkę, dlatego już teraz zapraszamy do kolejnej edycji specjalnej, planowanej na wiosnę, której tematem przewodnim będzie noc. NOC - słowo krótkie, lecz znaczeniowo niezwykle pojemne. Od zawsze kusi nieograniczonymi możliwościami interpretacji. Noc śmierdzi benzyną, potem, bronksem i szlugami. Krzyczy w twarz, łamie zasady, pali mosty. Jako przeciwieństwo dnia bywa porą kochanków i złodziei, ale również momentem wyciszenia czy samotnych zmagań ze słabościami. To także przestrzeń nieoczekiwanych przygód, podróży i rozmów, które nie mogłyby zaistnieć w świetle dnia. Noc niemal zawsze jest warta opisania. Dlatego zachęcamy do współtworzenia numeru Suburbia by Night. Piszcie i przesyłajcie swoje nocne teksty, zanim na dobre nadejdzie dzień. Redakcja Suburbii Grand Prix na Biennale Plakatu w Katowicach, grudzień 2025 – autor Paweł Król
- Michał Kamil Zawadzki – sześć wierszy
Krawat Na kolejną mało znaczącą uroczystość zakładam krawat od ciebie Matka mówi że dobrze gdy wyraźnie kontrastuje z koszulą Przypominają mi się nasze kłótnie zawiązujące się o wiele łatwiej niż ten krawat A tak niewiele brakowało żebym zapomniał o jego pochodzeniu w mojej szafie tak jak zapomina się po latach flagi odległych państw tracąc o nich jedyną wiedzę Matka jednak nie daje za wygraną „Może założysz ten?” – wskazuje palcem – a jej spojrzenie nadaje zupełnie nowe znaczenie wyrażeniu „rozumieć się bez słów” aż mogłaby dawać korepetycje dla par Twoje imię na szczęście nie pada, choć krople liter już zaczynają bić o szybę mózgu przypadkowo sklejają się w słowa z których dawno powinienem wyrosnąć Kilkoma niedbałymi ruchami próbuję więc sczyścić z gładkiego materiału nitki przeszłości i twój piaskowy włos co znów przywidział mi się niczym woda na pustyni Bądź spokojna twój krawat nie prowadzi rozwiązłego trybu życia nie wisi rozmemłany pod szyją, gdy piję z kolegami nie tłoczy się żałośnie porzucony na dnie szafy albo zaplamiony gdzieś w koszu z bielizną Traktuję go z szacunkiem należnym wszystkim krawatom Nikomu go nie pożyczam nigdy nie jest moim jedynym ubraniem nikt oprócz mnie go nie zakłada ani nie zdejmuje gorąca dłoń żelazka pieści go z estymą Wiążę go zawsze osobiście zgodnie ze starą recepturą wyciętą z nieznanej gazety z czasów matczynej młodości Blues niewolniczy Lepiłem ciebie z masy solnej hodowałem na ligninie jak rzeżuchę zbijałem utopijny karmnik byś przetrzymała kolejne zimy Ziemia już dawno wchłonęła tamte kasztany i zapałki z których nieświadomie składałem nasze karykatury Wymyśliłem ciebie ani dzisiaj, ani nagle i chyba tylko do tęsknienia Teraz już straciłem pewność czy w ogóle mogłaś istnieć Boję się czasu minionego bardziej niż tego przede mną nagle lata stały się dojmująco pojemne gdy przeliczyłem je na miesiące, tygodnie, dni Tobie, zdaje się, ktoś już podarował pierścionek dla dorosłych moje korale z makaronu malowane plakatówką nie mogłyby z nim wygrać Jadę rowerem na bulwar, dogrzewany resztkami promieni na kolację jajko sadzone rozlane na niebieskiej patelni twarz rozcina na dwie kotary zastygłe powietrze ptaki z gracją anonsują rychłe nadejście wieczoru Zazieleniony parkan, wystające dachy altanek chwasty zawłaszczają nieopielone myśli zebrane owoce krwawią i gniją rdzewieje zamek w furtce Pozostają krzyżówki w wytartym zagłębieniu fotela długie przebieranie towarów podczas drobnych zakupów wizyty w przychodni po kolejne recepty na lepsze przeżycie msze dla niedowierzających i cmentarze na których najlepiej grzebie się w przeszłości Tyle szkół za mną i ciągle mam niepełne wykształcenie Nie pracuję już trzeci rok, więc głupio wykpić się brakiem czasu Trzeba powołać do życia nowe powody i znów zadedykować je wszystkim nieprzeczytanym książkom Wciąż brak odwagi by zdiagnozować postępującą obojętność Rentgen Byłam na wyjeździe integracyjnym w piątek imprezka, dużo tańczyłam w sobotę obudziłam się Bolało, ale nie spuchło, nie było czerwone, nic Myślałam, że przejdzie ale nie przechodzi Tańczyłam wtedy z takim Krzyśkiem miał trochę dziwną, flanelową koszulę (wyglądała nieźle, ale tylko z daleka) i dziwną diastemę jak się uśmiechnął, był jednocześnie przystojny i brzydki A był jeszcze Robert, co przyniósł pigwówkę niby swojej roboty, spróbuj, mówił, sam robiłem. Trochę wypiłam, niezła nawet, ale powiem panu że chyba coś kupił w markecie i pomieszał Jeden mnie zaczął ostro zarywać w takiej niby stodole czy coś Było tam trochę siana, leżymy, on się zaczął do mnie dobierać, ale wie pan co ja mu mówię ty się nie spodziewaj tutaj nic, bo mam alergię, trawy teraz pylą, w Panoramie mówili wczoraj. I on wtedy powiedział, że Marlena to nie ma takich problemów, wstał i poszedł A ja rano się obudziłam cała napuchnięta, nos zawalony ledwo się podniosłam No i tak ani się porządnie nie przytuliłam, ani nie popiłam w sumie i jeszcze stopa mnie boli Muzyka to powiem szczerze, była taka sobie te nowe piosenki wszystkie podobne do siebie Średnio udany był ten wyjazd, się nie zintegrowałam Czyli co wynik tam w okienku i do pana doktora znów? No, trochę utykam najwyżej kogoś poproszę Włosy Włosy to potrafią wyrastać w dziwnych miejscach Zupełnie jak ludzie On się tam wychował albo bardziej przechował Matka go chowała przed ojcem ojciec przed światem Potem on pochował ich W końcu go zabrali teraz mieszka gdzie indziej przerasta oczekiwania wyrasta z przeszłości Ale do fryzjera ciągle boi się chodzić Odrosty pamięci wciąż bolą najbardziej * * * Czekam aż przejdziesz zawsze mi przechodzisz Po palcach, po oczach w bezczasie, bezsensie Czy biegniesz, czy drepczesz zawsze mnie podepczesz coś nadepniesz Potem muszę z tym chodzić muszę w tym brodzić znów sobie szkodzić odgrodzić odsapnąć odwrócić napięcie w oczy nie patrząc Powoli gasnąć dorosnąć, zamrozić przecisnąć przez miasto Zaraz znów dzień by stanąć w znanym rzędzie Teraz tylko nie tonąć na wprost płynąć Przydeptać i odesłać przyklasnąć Próbować zasnąć bo zaraz jasno Zbyt jasno by zbłądzić Morze A może gdybym miał pewniejszy chód silniejsze dłonie I brał ją w ramiona jak dziecko chwytając wzrokiem tę zwiewną oczu iskrę Może gdyby ojciec nie był tylko moim sąsiadem Nauczył mnie polować zbierać grzyby i jagody rozliczać podatki Nazywać drzewa i chmury parkować tyłem pływać kajakiem i zawsze z prądem Może gdybym nie pchał serca w gips nie notował wierszy na końcowych przystankach Miał jakieś mięśnie jakiś plan i lepszy wzrok Mieszkała kiedyś na osiedlu z metalowym pegazem skrytym w zieleni Patrzę na mapę szukając którym traktem mogła latać nim do szkoły Nasze źródła wyschły słowa na powrót stały się wyrazami Może takie płytkie słowo tak łatwo się w nim utopić Michał Kamil Zawadzki – rocznik 1984, pianista i klawiszowiec, kompozytor piosenek. Były nauczyciel teorii w szkole muzycznej. Dotychczas nigdzie nie publikował. Posiada prawo jazdy, nie posiada samochodu. W ubiegłej dekadzie akompaniował wielu uczestnikom ogólnopolskich festiwali i przeglądów piosenki artystycznej oraz grywał jako pianista w kilku spektaklach muzycznych wystawianych na deskach Novej Sceny Teatru Muzycznego ROMA w Warszawie. Okazjonalny pianista Płockiej Orkiestry Symfonicznej.
- Raymond Carver – sześć wierszy
Menuet Jasne poranki. Dni, kiedy tak wiele chcę, niczego nie chcę. Nic więcej, oprócz tego życia. W zaciszu, nie mam ochoty nikogo widzieć. Chyba, że tę dziewczynę w czółenkach z brylantami jak gwiazdy na czubkach jej bottes de dance tańczącą menueta - zapomniany taniec. Menuet. Tańczyła go tak nienagannie. Na swój tylko sposób. Towarzystwo Zbudziłem się dziś rano gdy z szyb spływał deszcz. I wyczułem że już dłuższy czas wybierałem miernotę i wybór był mój. Albo zwykłą łatwiznę. Zamiast cennego. Albo trudnego. Ten styl myślenia zdarzał mi się gdy byłem sam od wielu dni. Jak dziś. Całe godziny spędzone we własnym głupawym towarzystwie. Godzina za godziną całkiem jak ciasny pokój. Plus skrawek dywanu, żeby zrobić krok. Obibok Ci lepsi od nas, mieli dobrze w zadbanych domkach z kanalizacją z Lincolnem, albo Cadillakiem na podjeździe. Leniwi się wstydzili swojej biedy ich pordzewiałe Fordy Pinto pierdziały bez tłumików. Lata lecą. Wszyscy i wszystko idzie na wymianę ale to całkiem jasne - nigdy nie lubiłem chodzić do roboty. Zawsze lubiłem się obijać i w tym widziałem cały sens. Lubiłem całymi godzinami siedzieć w fotelu na werandzie nie robiąc nic poprawiając kapelusz na bakier pijąc Bud Light Co w tym złego? zaciągając się Camelem bez filtra spluwając na boki Coś tam strugając scyzorykiem. Przeszkadza to komuś? Czasami szczując psy na króliki. Spróbuj kiedyś. Czasami wołając do przechodzącego - blond grubasa - jak ja sam - Hej! skąd ja cię znam? A nie: Kim będziesz jak dorośniesz, chłopcze? Coś nie tak Coś się dzieje ze mną o ile mogę ufać zmysłom to nie jest jakieś kolejne marudzenie, skarbie. Ciągle jestem więźniem swojej starej skóry czystych idei i ambitnych pragnień; a propos, zdrowy, czysty kutas - ponad wszystko alas, moje stopy zaczynają mi podpowiadać rzeczy o nich samych o ich związkach z rękoma, sercem, wzrokiem. Coś się dzieje ze mną chciałbym zapytać cię czy kiedyś czułaś coś takiego ale dziś w nocy, niestety jesteś już daleko i nie myślę żebyś usłyszała jakąś znaczną zmianę w moim głosie. Coś się dzieje ze mną i nie zdziw się jeśli budząc się pewnego ranka w jasnym włoskim słońcu spojrzysz w moją stronę i odkryjesz obcą kobietę zamiast mnie, albo gorzej jakiegoś posiwiałego starca piszącego wiersz kogoś komu brak słów kto tylko porusza ustami próbując coś ci powiedzieć Dla jasności Nuncjusz papieski, John Burchard donosi że spędzono tuziny klaczy i ogierów, na dziedziniec Watykanu by Papież Aleksander VI wraz z córką Lukrecją Borgia mogli przyglądać się z balkonu końskiemu kryciu - copulatio, w dole - “parskając śmiechem z rozbawienia”. Po przedstawieniu, po napojach i owocach zaczekali, aż brat Lukrecji, Caesar zastrzelił tuzin bezbronnych rzezimieszków zagnanych na ten sam dziedziniec. Pamiętaj o tym, ile razy trafisz na słówko Renaissance, lub nazwisko Borgia. Nie wiem co tym sądzić dziś rankiem. Odłożę to na potem. Tak jak myślałem, przejdę się na spacer, może zobaczę te same dwa bociany były tam z nami wiosną, opodal skarpy i czuliśmy świeżość w odosobnieniu nie poganiani, bez przymusu. Sprzedawca Encyklopedii Dla niego, rozmowa, jest misterium ginącym, niebywałym kunsztem. Uśmiechnięty na przemian, pół żmija a pół Oberfuhrer. “Wyczuć właściwy moment, ot - cały sekret.” Z niedużej teczki wyjmuje mapy pół świata wulkanów, pustyń, oceanów listy, podobiznę Mona Lizy wszystko tam jest, wszystko dla ciekawych, co otwierają, uchylają, albo trzaskają drzwiami. Wieczorami, sam w motelu coś tam je, czyta gazetę z pożądaniem co zaczyna się i kończy na opuszkach palców ogląda kanał dla dorosłych. Bóg nie istnieje, a rozmowa jest kunsztem na wymarciu. przełożył Jerzy Bartonezz Raymond Carver (1938–1988) – amerykański pisarz i mistrz krótkiej formy prozatorskiej, uznawany za jednego z najważniejszych twórców tzw. minimalizmu w literaturze. Dorastał w robotniczej rodzinie, co silnie wpłynęło na tematykę jego opowiadań. Jego proza – surowa, oszczędna i skupiona na codziennych dramatach ludzi z klasy średniej i niższej – zdobyła szerokie uznanie krytyków. Najbardziej znany jest z tomów Will You Please Be Quiet, Please? (1976), What We Talk About When We Talk About Love (1981) i Cathedral (1983). Zmagał się z alkoholizmem, a jego życie odmienił związek z poetką Tess Gallagher. Zmarł na raka płuc w wieku 50 lat.
- Rafał Gawin – Nie idź w stronę światła. Wierność w mono
Pan Rafał. Ostatni zjazd w Polsce – Czy literatura może mnie zbawić? – Tak, gdy przestaniesz w nią wierzyć. Chór wujów, którzy zginęli w bitwie pod Wąsem z deszczu pod rynnę do tej samej rzeki zawracanej kijem powtarzam się płynąc przetapiając najczystsze złoto w opad atomowy metafor nie z tej ziemi powietrza ognia i perwersji zgaszony niewyżyty odkryty niczym kontynent stopniowo połykany przez ocean jakich możliwości jeśli brzeg ma opływowy kształt w pełni bioder wylewam się i łaknę albowiem nieoczekiwana zmiana miejsc pogody klimatu zaskoczyła mnie w długim cieniu który ciągnął się niczym złowrogi brak obietnicy czarny pasek na oczach tuż przed egzekucją ten styl nie należał do mnie ale pewnie wylądowałem w błocie podparty acz niewypierdolony tak rzekłby klasyk gdyby nie porwał go strumień w balii dzieciństwa baal bez trzymanki inne demony przeszłości świeżej i wciąż konsumowanej trzymają się mocno w świetle tunelu na końcu którego nawet początek tęczy bierze mnie od tyłu i znika znika we mgle po spisku katastrof naturalnych do bólu i lęku przestrzeni lecisz w niej kropla po kropli kiedy ja wypijam cały zbiornik i jeszcze mi mało brzegu emko ojczyzno moja ty jesteś jak choroba popromienna na ciebie chcę umierać w każdej żywej cząstce radioaktywny jakbym nadawał wszechświatowi jedyny rytm który go przestanie rozpychać rozpylając słodki nektar prosto z twojego sedna krzywo z tekstu co próbował stanąć na wysokości zdania a cyklicznie spadał nie dając ci zasnąć Podróż służbowa. Targi wewnętrzne Chwali się tylko ten, który nie umie powiedzieć: stop. Przysłowie miłosne Nie śpię i zamiast liczyć dupy, piszę. 161 to szczęśliwa siódemka liczb pierwszych – przypadek? Raczej przylądek dobrej nadziei, że się nie odklei jak siatkówka ojca. Taka relacja to rywalizacja przez całe życie. Nie nagrałem się, a ty pamiętasz wszystkie słowa, jak więc mam zacząć od nowa albo chociaż w środku? Zanim powiem sobie: zdążysz dodać i wyjść, już siedzę w tym po czubek mózgu dzień po. 161 jak numer nocnego, który nigdy nie wyjechał z pętli. Wersy mi się wiją: Miłość w parze z siłą Przestało się liczyć, dlatego liczy się bardziej. Nie jesteś liczbą, tylko literą, na której każdy alfabet pęknie. Przed tobą pewne okrągłe zero, po tobie cmentarz skażony pięknem. Myślisz: „Pierdoli; ale się wściekłam!”. Plus nieskończoność w podpisie piekła. Jedna koleżanka. Studium przedmiotu, upodmiotowione Mówiły mu: bierz mnie, a on czekał. Rycząca Lubelszczyzna: kobieta i jeden mężczyzna Otoczenie istniejące już tylko umownie. Monokultura bakterii i jeden wiodący motyw, na życie? Dodatkowe dźwięki jako tani zgiełk tła dla ubogich w ciele, poza sednem. Powrót liczby podwójnej jako ostateczny upadek sumy dla tłumów. * Jesteś melodią, która, zapętlona w soundtracku, wystarczy za wiele notowań listy przebojów: przeszywającą i przeszywaną, wybijającą z rytmu i podbitą ponad wszelkie pojęcie, skromną, a ozłoconą w łabędzim śpiewie polifonii. Odrzuciłem cię po pierwszej lekturze i długo nie mogłem zasnąć Wkracza w bieg rzeczy bezczelnie jak cisza po uderzeniu sędziowskiego młotka. Luljeta Lleshanaku, przeł. Dorota Horodyska A przecież trzeba się w ciebie wczytać. Z każdym znaczeniem pasja rośnie i Jezus nie ma z tym nic wspólnego, choć oboje lubicie cierpieć. A przecież trwałość buduje się, drobiąc. Wyścig wygrają wolni; dłużej biegną i cel jawi im się wyraźnie: pewny i pełny. Mówiłem już o tym? Tylko sobie na ucho, by jak najszybciej zapomnieć. A przecież impuls czekał na uwolnienie do dziś, by cię dopisać, przekroczyć Excel w Wordzie i nikogo więcej nie liczyć. Zamiast wskazówek Mógłbym cię przewinąć i wziąć od początku, by zobaczyć gwiazdy. Pokojowy żółw Nigdzie się nie spieszę. Chętnie podzielę z tobą skorupę, mój czuły i głośny zegarze. Głodny tego, co w parze, cały zamieniam się w lot i czekam jak kot na kłębek, w którym nasze galaktyki zderzą się i nie wybuchną. fot. Karolina Kot Rafał Gawin (ur. 1984) – poeta, krytyk, recenzent, konferansjer, animator kultury, prowadzący warsztaty, redaktor, korektor, wydawca i sprzedawca. Ostatnio wydał Ofertę bezzwrotną (2024) i Zdania bez wypadku i żadnego trybu (2024) oraz zadebiutował jako prozaik książką pt. 365 sekund . Mieszka w Łodzi, gdzie pracuje jako instruktor w Domu Literatury i działa jako skarbnik oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.
- Joanna Wicherkiewicz – Zachariat
nocne niebo północnego Zachariatu rozdzierają perseidy z południowego spadają rakiety za dnia dzieci w południowym Zachariacie zbierają kawałki ciał z gruzów własnych domów umierają z odczłowieczenia te z południa uczą się wrażliwości na opowieści ciężkiej jak trupy o ocalałych bydlęcych wagonach krematoriach zakleszczone w lęku powtarzają najdłuższą mantrę największe kłamstwo nigdy więcej w Zachariacie nauczyciele rozpadają się na wieloświaty stoją na straży talerzy resztek zupy uczestniczą w ceremonii kwitów każdy obowiązek ma numer procedura zamiast myśli protokół zamiast rozmowy dzieci Zachariatu są tylko raportem do wglądu gdzie imię to rubryka rubryki nie mogą pozostać puste należy z nich ulepić zacharyjczyka by nauczyć go milczenia we wszystkich językach milczenie jest bezpieczne ( pytanie o sensy zakłóca ważny proces liczenia bilonu ) nauczyciele strażnicy szafek ścier i ksera nabrali ciszy w usta (cisza nie podlega ocenie) i tylko zmęczone oczy zdradzają że pod tysiącem masek drży jeszcze człowiek ale człowiek rozszczepiony przestaje być całością staje się pyłem którym łatwo zasypać prawdę kto otworzy drzwi do wolności gdy klucz pasuje tylko do szafy z regulaminem *** ulice Zachariatu mają dwa imiona jedno dla przechodniów drugie dla budowniczych legend domy stoją tu frontem do iluzji tyłem do pamięci tutejsi poeci piszą o poetach których nigdy nie było malarze dają świadectwo istnienia nieistniejących rzek wszyscy wiedzą że prawda to tylko najzręczniejsza maskarada śmieją się do luster które odbijają cudze twarze jeśli zapytasz kto jest najbliżej geniuszu nikt nie odpowie wprost bo każdy ulepił mit o własnej wielkości i głosi inną tezę a każda jest prawdziwa gdy znajdzie stado klakierów w Zachariacie mistyfikacja jest sztuką a sztuka jedyną rzeczywistością dzieje człowieczeństwa w dwunastu odsłonach to najnowsza wystawa w Zachariacie tak popularna że strażnik skamieniał w pozie powitania nikt nie wie dlaczego dwunastu artefaktów tyle że jedna ręka wystarczy być może komuś się pięknie ułożyło chciał czemuś nadać nazwę która dobrze wygląda w katalogu pierwszy eksponat to fotografia ludzi patrzą w tę samą stronę choć nic tam nie ma naturalne dla zacharyjskiej tradycji następny instrukcja obsługi sumienia w czterdziestu językach żadnym zrozumiałym w kąciku empatii migocze hologram uśmiechu rekonstrukcja z czasów gdy ludzie jeszcze patrzyli sobie w oczy nie na ręce i gabloty pełne niczego przy których zgromadził się tłum opisano je drobnym drukiem tu znajdowała się potrzeba sensu nie zachowała się *** między paragrafem a marginesem w księdze porządku zapisano umysły zbyt jasne powodują załamania w strukturze światło przenika przez szczeliny rozumu psuje symetrię przekonań ten kto widzi ciągłość tam gdzie układ przewiduje punkty kontrolne ten kto wciąż łączy rzeczy które celowo zostały rozdzielone w Zachariacie uznawany jest za zagrożenie temu nadajemy status Idiota Joanna Wicherkiewicz (ur. 1971) – autorka tomów: Okruchy codzienności (2015), Dysharmonie (2018), Kim jest Zachary? (2020), wielkoludy (2022). Publikowała w „Twórczości”, „Interze”, „Obszarach Przepisanych”, „Wytrychu” i „Gazecie Kulturalnej”. Jej wiersze tłumaczone były na język angielski, ukraiński, rosyjski, hiszpański, portugalski, turecki oraz węgierski. Mieszka w Uniejowie.










