top of page

Znaleziono 695 wyników za pomocą pustego wyszukiwania

  • Ricardo Piglia - Tezy o opowiadaniu

    I W jednym ze swoich notatników Czechow zapisał następującą anegdotę: „Mężczyzna w Monte Carlo idzie do kasyna, wygrywa milion, wraca do domu i popełnia samobójstwo”. Klasyczna forma opowiadania jest skondensowana w rdzeniu tej przyszłej, nienapisanej opowieści. W przeciwieństwie do przewidywalnego i konwencjonalnego schematu (gra — przegrana — samobójstwo), fabuła rozwija się w sposób paradoksalny. Anegdota oddziela historię gry od historii samobójstwa. To rozdzielenie jest kluczowe dla zdefiniowania dwoistej natury formy opowiadania. Pierwsza teza: opowiadanie zawsze opowiada dwie historie. II Klasyczne opowiadanie (Poe, Quiroga) wysuwa na pierwszy plan historię numer jeden (opowieść o grze), jednocześnie potajemnie konstruując historię numer dwa (opowieść o samobójstwie). Sztuka autora opowiadań polega na umiejętności zakodowania historii numer dwa między wierszami historii numer jeden. Widoczna opowieść skrywa sekretną opowieść, opowiedzianą w sposób eliptyczny i fragmentaryczny. Element zaskoczenia pojawia się, gdy na jaw wychodzi zakończenie ukrytej historii. III Każda z tych dwóch historii jest opowiedziana inaczej. Praca z dwiema historiami oznacza operowanie dwoma różnymi systemami przyczynowości. Te same wydarzenia wpisują się jednocześnie w dwie antagonistyczne logiki narracyjne. Istotne elementy opowiadania pełnią podwójną funkcję i są wykorzystywane inaczej w każdej z dwóch historii. Punkty przecięcia stanowią fundament konstrukcji. IV W „Śmierci i busoli”* Borgesa na początku opowieści handlarz postanawia opublikować książkę. Książka pojawia się tam, ponieważ jest niezbędna do skonstruowania ukrytej historii. Jak gangster pokroju Reda Scharlacha może być świadomy złożonych tradycji żydowskich i zdolny do zastawienia mistycznej i filozoficznej pułapki na Lönnrota? Autor, Borges, udostępnia mu tę książkę, aby ten mógł się dokształcić. Jednocześnie wykorzystuje historię numer jeden, aby ukryć tę funkcję: książka wydaje się istnieć w związku z morderstwem Jarmolińskiego i jest wynikiem ironicznego zbiegu okoliczności. „Jeden z tych handlarzy, którzy odkryli, że każdy człowiek pogodzi się z kupnem każdej książki, opublikował w popularnym wydaniu Historię sekty chasydów"* . To, co zbędne w jednej historii, jest niezbędne w drugiej. Książka handlarza jest przykładem (podobnie jak tom „Baśni tysiąca i jednej nocy” w „Południu”, jak blizna w „Bliźnie”**) niejednoznacznego materiału, który wprawia w ruch mikroskopijną maszynę narracyjną opowiadania. *Jorge Luis Borges, „Śmierć i busola” [w:] tegoż, „Fikcje”, przeł. A. Sobol-Jurczykowski, PIW, 2019 [wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza — A.K.]. **Tytuł oryginału — „La forma de la espada” — nie wskazuje na bliznę, lecz na perską szablę, którą tę bliznę zadano, co czyni uwagę autora mniej oczywistą. V Opowiadanie jest opowieścią zawierającą ukrytą opowieść. Nie chodzi tu o ukryte znaczenie, które zależy od interpretacji: zagadka to nic innego jak po prostu historia opowiedziana w enigmatyczny sposób. Strategia opowiadania służy tej zakodowanej historii. Jak opowiedzieć jedną historię, opowiadając jednocześnie inną? To pytanie streszcza techniczne wyzwania związane z opowiadaniem.  Teza druga: ukryta historia jest kluczem do formy opowiadania. VI Współczesna wersja opowiadania, wywodząca się z twórczości Czechowa, Katherine Mansfield, Sherwooda Andersona i „Dublińczyków” Joyce’a, rezygnuje z zaskakującego zakończenia i zamkniętej struktury; kultywuje napięcie między obiema narracjami, nigdy go nie rozwiązując. Ukryta historia jest opowiadana w coraz to bardziej nieuchwytny sposób. Klasyczne opowiadanie, w stylu Poego, opowiadało jedną historię, jednocześnie sugerując inną; współczesne opowiadanie opowiada dwie historie, jakby były jedną.  Teoria góry lodowej Hemingwaya jest pierwszą syntezą tej transformacji: najważniejsza część nigdy nie zostaje ujawniona. Ukryta historia konstruowana jest z aluzji, tego, co przemilczane, oraz tego, co sugerowane. VII „Rzeka dwóch serc”, jedno z najważniejszych opowiadań Hemingwaya, ukrywa historię numer dwa (wpływ wojny na Nicka Adamsa) do tego stopnia, że opowiadanie wydaje się trywialnym opisem wyprawy na ryby. Hemingway wkłada cały swój kunszt w hermetyczną narrację tej ukrytej historii. Posługuje się sztuką elipsy z takim mistrzostwem, że brak innej opowieści jest zauważalny. Co Hemingway zrobiłby z anegdotą Czechowa? Opisałby szczegółowo grę i atmosferę, w jakiej się ona toczy, technikę obstawiania stosowaną przez gracza, jak również rodzaj spożywanego przez niego napoju. Nigdy nie powiedziałby wprost, że mężczyzna zamierza popełnić samobójstwo, ale napisałby opowiadanie tak, jakby czytelnik już o tym wiedział. VIII Kafka opowiada ukrytą historię z jasnością i prostotą, jednocześnie subtelnie opowiadając tę widoczną, przekształcając ją w coś enigmatycznego i mrocznego. To właśnie ta inwersja stanowi fundament kafkowskiej narracji.  Historia samobójstwa w anegdocie Czechowa zostałaby opowiedziana przez Kafkę na pierwszym planie i z całkowitą naturalnością. Groza skupiałaby się na grze, opowiedzianej w sposób eliptyczny i złowróżbny. IX Dla Borgesa historia numer jeden jest gatunkiem literackim, zaś historia numer dwa zawsze tym samym. Aby złagodzić lub ukryć monotonię tej ukrytej historii, Borges ucieka się do wariantów narracyjnych oferowanych przez gatunki literackie. Wszystkie opowiadania Borgesa są konstruowane tą metodą. Widoczną historię — opowiadanie — w anegdocie Czechowa Borges opowiedziałby zgodnie ze stereotypami (lekko sparodiowanymi) jakiejś tradycji lub gatunku. Gra w kości***  między ściganymi gauchami (powiedzmy) w głębi baru na równinach Entre Ríos, opowiadana przez starego żołnierza z kawalerii Urquizy,**** przyjaciela Hilaria Ascasubiego.***** Opowieść o samobójstwie byłaby historią skonstruowaną z dwoistości i kondensacją życia człowieka w jednej scenie lub w pojedynczym akcie, który definiuje jego przeznaczenie. ***Właściwie to autor pisze o grze astragalami (hiszp. una partida de taba), co odnotowujemy z kronikarskiej skrupulatności, lecz bez przekonania o potrzebie wyjaśniania, o co chodzi. ****Justo José de Urquiza (1801–1870) — argentyński polityk i generał, gubernator prowincji Entre Ríos, przeciwnik polityczny Juana Manuela de Rosasa. Prezydent Argentyny w latach 1852–1860. *****Hilario Ascasubi (1807–1875) — argentyński poeta, polityk i dyplomata, występował przeciwko dyktaturze Juana Manuela de Rosasa. Przedstawiciel nurtu literatury gauchańskiej. X Fundamentalna zmiana, jaką Borges wprowadził do historii opowiadania, polegała na uczynieniu z zakodowanej konstrukcji historii numer dwa tematu narracji. Borges opowiada o manewrach kogoś, kto przewrotnie konstruuje ukrytą intrygę z materii widocznej historii. W „Śmierci i busoli” historia numer dwa jest celową konstrukcją Scharlacha. To samo dotyczy Azevedy Bandeiry w „Nieboszczyku” i Nolama w „Temacie zdrajcy i bohatera”. Borges (podobnie jak Poe i Kafka) potrafił przekształcić problemy formy narracyjnej w anegdotę. XI Opowiadanie konstruuje się, by sztucznie wydobyć na jaw coś, co było ukryte. Odtwarza ono wciąż na nowo poszukiwanie jedynego, niepowtarzalnego doświadczenia, które pozwala nam dostrzec — pod nieprzezroczystą powierzchnią życia — tajemną prawdę. „Ta nagła wizja, która pozwala nam odkryć nieznane nie na jakiejś odległej terra incognita, lecz w samym sercu tego, co bezpośrednie” — mówił Rimbaud. To świeckie olśnienie stało się formą opowiadania.  z hiszpańskiego przełożył Adrian Krysiak Ricardo Piglia  (1941-2017) – argentyński pisarz, krytyk literacki, eseista i scenarzysta. Autor pięciu powieści, z których dwie ( Sztuczne oddychanie i Spalona forsa ) zostały wydane po polsku. Wykładowca na Uniwersytecie Harvarda, Uniwersytecie Princeton oraz Uniwersytecie w Buenos Aires. Znawca literatury amerykańskiej (Hammett, Chandler, Goodis, Faulkner, Scott Fitzgerald), europejskiej (Kafka, Musil, Joyce, Gombrowicz) oraz iberoamerykańskiej (Borges, Rulfo, Macedonio Fernández, Guimarães Rosa). Laureat licznych nagród, w tym Prix Formentor i Premio Rómulo Gallegos.

  • Niezgoda na zło świata

    Opowieść o Renée Nicole Good Poeci powinni żyć długo. (Oczywiście mam też na myśli poetki. Tradycyjna męska forma ma ułatwić lekturę tekstu). Nie ma, co prawda, gwarancji, że biologiczna dojrzałość przełoży się na jakość tworzonych wierszy, ale większe jest prawdopodobieństwo, że doświadczenia życiowe i doskonalona latami sprawność językowa przyniosą spodziewane owoce. Dlatego, z wielu powodów, lepiej żeby poeci dożywali wieku Miłosza niż kończyli pisanie przedwcześnie jak Baczyński. Poeci żywi mogą jeszcze coś wnieść do zbiorowej mądrości, poetów martwych można już tylko opłakiwać. Dwa lata temu na froncie, trafiony rosyjskim pociskiem, poległ 28-letni Maksym Krywcow – poeta ukraiński, którego wiersze publikowaliśmy w Suburbii nr 2/24.  Uprawianie sztuki pisarskiej wymaga nie tylko biegłości językowej lecz głównie namysłu nad światem: żeby o czymś napisać, trzeba to najpierw poznać. Poeci przez sam fakt uprawiania poezji są ludźmi wsłuchanymi w głosy świata, ciekawymi świata i otwartymi na umysłowe prądy zasilające mieszkańców planety w nowe ożywcze soki. Poeci – wespół z innymi artystami – mozolnie objaśniają i wzbogacają świat, przyczyniają się do tego, żeby był on coraz lepszym miejscem do życia.  Poeci powinni żyć długo, bo poezja staje po stronie ludzi twórczych, chętnych do dzielenia się swoją   wiedzą, emocjami i pięknem. Poezja jest dawaniem a poeci z własnej potrzeby i woli dzielą się tym, co wydaje im się wartościowe, nawet jeśli mamy do czynienia z  tzw. “poezją zbuntowaną”. Bunt i krzyk są wyrazem niezgody na zło świata, apelem o jego lepsze, sprawiedliwsze oblicze. O sprawiedliwszy świat stale zabiegają aktywiści, politycy i poeci, więc kiedy czasem przegrywają tę walkę płacąc najwyższą cenę – ból dotyka nas wszystkich. Renée Nicole Good zastrzelona w Minnaepolis była poetką.  Niewiele o niej wiemy. Good to po angielsku dobry. Gdyby pisała po polsku, istniałaby szansa, że jeszcze za jej życia zobaczylibyśmy to nazwisko w prasie literackiej. Gdyby nie jej tragiczna śmierć, prawdopodobnie nie usłyszelibyśmy o niej wcale. O jej osiągnięciach literackich wiemy tyle, że jej wiersz zdobył główną nagrodę poetyckiego gremium. Powstaje więc pytanie, dlaczego piszemy o niej magazynie literackim wydawanym daleko od Ameryki? Ważniejsze jednak wydaje się pytanie, jak można jej śmierć przemilczeć? Zauważmy wszyscy, że to nie był przypadek ani akt samoobrony, tylko efekt coraz bardziej dramatycznych wydarzeń społeczno-politycznych w USA.   Renée Nicole Good, kobieta 37-letnia, matka trojga dzieci, została zastrzelona z zimną krwią przez uzbrojonego i zamaskowanego funkcjonariusza federalnej służby ICE ( tradycja tej formacji sięga początków XVIII  wieku, kiedy społeczności białych farmerów i przedsiębiorców w południowych stanach powołały do służby uzbrojone oddziały “slave patrols”, których zadaniem było wyłapywanie i wymierzanie kar zbiegłym niewolnikom.) Jej bezsensowna śmierć, niemalże egzekucja, którą można oglądać na nagraniach, poruszyła miliony Amerykanów i ludzi na całym świecie. Bruce Springsteen oprócz tego, że nagrał protest song upamiętniający niewinne ofiary okupacji Minneapolis, przekazał pół miliona dolarów na fundusz wsparcia osieroconych dzieci Renée, w jego ślady poszli inni amerykańscy celebryci, ale nie tylko dolary są miarą społecznego oburzenia. Specjalny wiersz poświęcony pamięci Renee opublikowała w social-mediach Amanda Gorman , młoda poetka, zapamiętana z wystąpienia na schodach Kapitolu podczas inauguracji prezydentury Joe Bidena.  Pochodzący z Minnesoty, czarnoskóry poeta Danez Smith, w swojej poruszającej elegii do zamordowanej Renée nazwał ją “Drogą Sąsiadką troszczącą się o słabszych, odmiennych, zagrożonych i wykluczonych.” Renée, nie dane było nam się spotkać, ale wierzę, że kiedyś by do tego doszło. (…) Rolą poetów jest obserwować świat, widzieć i słyszeć delikatne nici przebiegające przez przeszłość, prawdę i wszelki potencjał wokół nas. (…)  Poeci dają to, co dla wielu byłoby odpychające z powodu koloru ciała czy głosu. Trudno oszukać poetę, my widzimy wszystko na wskroś. Wiem, że napatrzyłaś się na instytucjonalną przemoc agentów ICE, którzy terroryzują miasto za miastem, zgarniając imigrantów i obywateli, najpierw zabili Silverio Villegasa, potem Keitha Portera a na końcu dopadli ciebie. (…) Renée, widziałem to nagranie, obejrzałem tę scenę z różnych ujęć. Wiem, co widziałem. Wbrew temu, czego życzyłaby sobie władza, ufam swoim oczom i uszom. I wiem, że teraz powinnaś być w miejscu bezpiecznym, przy ludziach, których kochałaś, wygładzając swój wiersz, który mógłby uchronić nasze dusze od ciężaru desperacji, od złudnego komfortu bierności i fałszywego poczucia bezpieczeństwa, jakie niektórzy upatrują w faszyzmie. Sąsiadko, wiem, że powinnaś żyć. Wiem co widziałem. Głos zabrała też Becca Good , z którą Renée związała się po śmierci jej męża, i z którą razem wychowywały 6-letniego syna zamordowanej. Renée była chrześcijanką, która rozumiała, że wszystkie religie uczą tej samej podstawowej prawdy: jesteśmy tu po to, by się kochać, troszczyć się o siebie nawzajem, dawać sobie bezpieczeństwo i szacunek. Każdy z nas ma prawo szukać miejsca dla siebie, tak jak ludzie robili to od niepamiętnych czasów. (…)  Uczyłyśmy naszego syna, każdy zasługuje na zaufanie i dobroć, niezależnie od tego, skąd pochodzi i jak wygląda. Renée żyła tą zasadą każdego dnia, bo była czystą miłością. Czystą radością. Słonecznym światłem. W środę, 7 stycznia, zatrzymaliśmy się, by wesprzeć naszych sąsiadów. Miałyśmy gwizdki. Agenci rządowi mieli ostrą broń. Renée osierociła troje wspaniałych dzieci; najmłodszy synek ma sześć lat i już wcześniej stracił ojca. Teraz na mnie spadł obowiązek wychowania go i kontynuacji nauk Renée – że na świecie są dobrzy ludzie, którzy budują dla nas lepszą przyszłość. A ci, którzy dopuścili się tego okropnego czynu, mieli w sercach strach i gniew.                      Ponure wydarzenia na ulicy w Minneapolis wywołało dyskusję na temat wolności słowa, łamania praw obywatelskich zagwarantowanych w konstytucji i drastycznych przepisów wprowadzanych doraźnie przed władze federalne. Głos zabrali politycy partii demokratycznej, byli prezydenci, artyści i osoby publiczne - zgodnie wyrażając oburzenie i smutek. Padło wiele oskarżeń pod adresem władz państwowych i prezydenta USA. (W czasie powstawania tego tekstu, ICE zastrzeliła kolejnego cywila, Alexa Pretti'ego.) Oczywiście pojawili się tacy, którzy utrzymują, że Renée Nicole Good zawiniła, bo nie zastosowała się do poleceń funkcjonariuszy a poza tym – argumentowali – ona była “lewaczką”, “aktywistką” i “queer”, a nawet terrorystką (!), więc poniekąd jej się ta śmierć należała. W tych kłamliwych stwierdzeniach, które usprawiedliwiają zabijanie ludzi za to, kim są, można bez trudu dostrzec znamię faszyzmu. Czymże innym jest mordowanie obywateli bez sądu, w imię wyznawanej ideologii i wiary w nieomylność wodza? O tym, jak groźna jest to sytuacja wiedzą światlejsi obywatele Ameryki, widzą to przytomni obywatele świata. Wielkie mocarstwo, stawiane za wzorcowy model demokracji przemienia się w dyktaturę, a okoliczności morderstwa Renée Nicole Good pokazały, do czego w praktyce prowadzą rządy człowieka niezrównoważonego, despoty z zarzutami kryminalnymi. Narcystycznych despotów nie interesuje poezja ani życie poetów. Ich nie interesuje żadne życie oprócz własnego. A poetów losy innych ludzi obchodzą. Renée Nicole Good zostanie zapamiętana jako “dobra sąsiadka”. Dlatego o niej piszemy, bo nie chcemy, aby podobni jej ludzie ginęli w Polsce ani gdziekolwiek. Poniżej wiersz nagrodzony przez Academy of American Poets.   Ucząc się o sekcji świńskich płodów chcę z powrotem bujane fotele, solipsystyczne zachody słońca, & dźwięki nadmorskiej dżungli, rytmiczne tercety cykad oraz jambiczne pentametry wystukiwane włochatymi nóżkami karaluchów. oddałam Biblie na cele charytatywne    (upychając je w plastikowych workach na śmieci razem z himalajską lampą solną – Biblie używane podczas chrztów, albo pozabierane z tłustych rąk zelotów wystających na rogach ulic, siedliska pasożytów): pamiętam jeszcze zapach farby drukarskiej na błyszczących  ilustracjach w podręczniku biologii - coś co wypalało mi włoski w nosie, & sól & atrament zdrapywane z dłoni, gdy siedziałam pod skrawkiem księżyca o 2.45 w nocy i zakuwałam                  o rybosomach                                        endoplazmie –                  kwasie mlekowym                                pręciku kwiatowym w sieciówce IHOP na rogu ulic powers i stetson hill –   uczyłam się & powtarzałam & bazgroliłam dopóki nie zagnieździło się to w miejscu, którego nie potrafię nazwać, może w trzewiach –  gdzieś między trzustką & grubym jelitem sączy się wątły strumyk mojej duszy. do tej mocy wszystko się teraz sprowadza; najtwardsze przekonania & fragmentaryczne drzazgi mozolnie zdobytej wiedzy, mokry ręcznik na rozpalonym czole. czy mam pozwolić im współistnieć? tej kapryśnej wierze i akademickiej wiedzy hałaśliwie domagającej się uznania nie uwierzę – że Biblia, Koran i Bhagawad Gita są kosmykiem włosów, które mama zawijała mi za ucho i szeptającym “zrób miejsce dla zdziwienia” – całe moje rozumienie spływa mi z policzka na pierś & sprowadza się do:  życie to w zasadzie  jajnik i sperma i miejsce, gdzie się spotykają  i jak często i jak celnie  i co tam umiera.   tekst i tłumaczenia Mirosław Drabczyk Renée Nicole Macklin Good

  • Matylda Głowacka – trzy wiersze

    Gdzie jest Kaj Miałam kiedyś pięknego chłopca o oczach koloru dudniącej ziemi w maleńkie podróże mnie zabierał a w duże wybierał się samotnie okłamując nawet księżyc Swoje anioły podtapiał łagrami łez zgubiły go na co najmniej dwunastu wartach przylatywały na papierosa pytać mnie czy go widziałam mówiłam że widziałam chłopca o oczach koloru dudniącej ziemi ale nie wiem czy to był nadal mój chłopiec Miałam kiedyś cudnego chłopca co rozsypywał słowa jak wykałaczki zostawiłam w jego sercu kilka cieńszych nakłułam nimi jak kruche ciasto widelcem serce jego nie(ch) oddycha Zaznałam kiedyś ślicznego chłopca przez którego Timothée C. płakał w garderobie z zazdrości porwał scenariusze i listem kazał posłać po ciemnookiego dublera z Europy Środkowej Lecz nie znajdziecie go moi mili bo chłopiec mój ma oczy koloru dudniącej ziemi nie wychodzi spod niej na wiosny gwiazdki i imieniny a ziemia moja zaczyna truchleć gdy tylko przetnie ją powóz chłodnych oczu nawet matka jego i Hades pytają mnie czy widziałam chłopca Czerwony Krzyż mógłby nawet leżeć teraz krzyżem ale pytany o naszego chłopca milczy Chłopcy o oczach koloru dudniącej ziemi wiszą na lianach życia i śmierci tańczą na płotach kominach i stają się każdym właścicielem jeansowej kurtki śmiechem innych chłopców na posępnych placach zabaw stają się krzykiem innych matek i dziewczyn które wołają swoich chłopców tym samym imieniem Pod 112 dostaję tylko 112 rad jak pochować chłopca za życia odkładam chowanie go ale przede wszystkim słuchawkę nie(ch) oddycha Spojrzenia Twoje oczy martwe boje  nie przedzieram się przez nie choć coś mnie w nich przekracza  podżegają do wejścia w czubek śmierci  nie pamiętam kiedy wiosna spłowiała tak nas pochłonęło bycie nikim  że coś ważnego wykipiało  deszcz wystukiwał mantry Vanish Czujne oczy patrzą szerzej zagubione w telefonach szukają płomieni ikon zaginionych dwa morza głębiej ekskomunika relacji to postrach każdej źrenicy czekającej na chatach często i cierpko Słyszysz sygnał odpowiedzi wyjmujesz dłonie z ciała ale to tylko karetka za oknem przejmuje dowodzenie nad krajobrazem dźwięku łączysz się z paniką miast jak kot pod wpływem domofonu każesz nie garbić się uszom gdy dowolne AGD śmie podszywać się pod wiadomość Po trzech tosterowych zawałach oporządzasz się przed chłostą snu wcale nie czekasz ależ czekasz zdecydowanie nie czekasz Obżarta światłem błękitu zamiast zasnąć wymyślasz nową dyscyplinę sportową nakazując powiekom imitować drzwi obrotowe zwaśniona z fazą REM dziś odpuszczasz upuszczasz krwi dnia Gdy śnisz dzwony powiadomień biją z ich lin czynisz liany pochwycając je wisisz niczym ministrant w epizodzie manii ale niestety jakiś czarny charakter najpewniej otyły ksiądz proboszcz przecina sznury dzwonów ostatnie alikwoty i radość spadają razem z tobą wynurzasz swe oczy ochryple wracając na salony ekranów szukasz ikony zieleni w końcu prawdziwe serca dzwonów biją po nocach ośmielają się przyjaźnie otulone ciemnią Po odblokowaniu ekranu oczy rybieją martwo spijając niezmienność obrazu jeśli ożyją to tylko po to by błyszczeć rozpaczą powrotu do ciszy Matylda Głowacka – romanistka w trakcie studiów psychologicznych. Jej teksty pojawiły się w zinie "Brokat”, trzecim wydaniu "Antologii Języków Jeżyc" „Stronie Czynnej”, „Liberté!” oraz „Tyglu Kultury”. Nagradzana w konkursach poetyckich. Między skracaniem swoich wierszy a głaskaniem kota na co dzień pracuje z francuskimi klientami, po godzinach nauczając ich języka. Kocha góry i intensywne kolory. Marzy o spotkaniu borsuka na żywo. Pochodzi z okolic Lublina. Mieszka w Poznaniu.

  • Tomasz Domański – Eroticon 1980 - 2025

    Eroticon 1980-2025  Tomasza Domańskiego to publikacja będąca istotnym i aktualnym głosem w dyskusji nad erotyzmem w sztuce tworzonej w Polsce i na świecie. Koncepcja albumu powstała na bazie wieloletniej działalności artystycznej Tomasza Domańskiego i koresponduje z założeniem bezinteresowności doświadczenia estetycznego (I. Kant) – oraz pytaniem czy owa bezinteresowność jest zachowana w pracach, które określamy jako „erotyczne” – a jeśli prace te wzbudzają /zaspokajają pożądanie czy oznacza to, że wypadają z kategorii „sztuka”? Człowiek, jego ciało i jego pragnienia są integralną częścią większej duchowej całości. Erotyka staje się więc językiem uniwersalnym, który wyraża życie w jego pełni – pisze w katalogu prof. Magdalena Barburuk.  Erotyzm staje się przestrzenią do wyrażania głębszych, subiektywnych doświadczeń tożsamości i ciała,  stanowi narzędzie, które pozwala na dekonstrukcję tradycyjnych pojęć normy płciowej, seksualne i społecznej. W kontekście współczesnej sztuki, zwłaszcza w performansie i nurcie body art. Sztuka, podobnie jak mitologiczne przedstawienia, ukazuje erotyzm jako fundamentalny element ludzkiego doświadczenia, nie tylko w sensie fizycznym, ale także jako narzędzie osobistej i społecznej transformacji otwierającej się na aspekty queer, transpłciowości oraz interpłciowości w kulturze. Poniższe obrazy powstały w technice malowania na szkle. Tomasz Domański – studiował w Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, gdzie w 1993 roku uzyskał dyplom z wyróżnieniem w dyscyplinie rzeźba. W 2003 roku obronił doktorat na temat rzeźby efemerycznej jako monumentu relatywnego. Jest autorem rzeźb, instalacji, obiektów artystycznych, performansów, rysunków i fotografii. Pracuje przeważnie z naturalnymi materiałami takimi jak woda, lód, ogień, drewno, słoma, popiół i metal, wykorzystując ich właściwe procesy. Tworzy filmy i animacje jako integralne elementy wielu realizacji artystycznych.

  • Andrzej Leraczyk – pięć wierszy

    góry  jeżeli czegoś nie da się pokazać na zdjęciu  tego nie ma, prawda susan? w takim razie tej góry nie ma  ale jeżeli by była pewnie byłaby bestią  pożarłaby cię od razu  potem cały świat albo mogłaby być matką  tulącą do poobiedniej drzemki  na zawsze wiem że nie zabierzesz mnie  w to miejsce nad rzeką nad jej lawinowy brzeg kroki liczysz kroki najpierw sto, czasem sto pięćdziesiąt (gdy uda ci się doliczyć do 200, jesteś z siebie naprawdę dumny), niskie powietrze łykasz, czujesz jak twoje ciało ciągnie cię za nogawki (jednak trzeba było trochę schudnąć) i szyja, jeszcze da Ci wpierdol, potem już po każdych pięćdziesięciu krokach robisz ten lekki skłon i 20 westchnień próbujących wyrównać oddech zamykasz oczy dzięki  no żydowski buddo  nauczyłeś nie wstydzić się  swoich grzechów  (przed samym sobą  na razie) powiedziałeś gdy byłem chłopcem  szukałem kobiety  teraz potrzebuję  dziewczyny ej ty zawsze byłeś cygańskim chłopcem  do śmierci tak tak wiem  tej nocy będzie  fajnie nie ma za co martwa natura  nauczyciel fizyki umarł na aids  nie pamiętam jak się nazywał  przestaliśmy o nim rozmawiać jakby jego nazwisko było zaklęciem  przynoszącym zarazę uczył: ziemia nie jest kulą raczej nadgnitą pomarańczą  przydepniętą przez boga powiedział: nie ma zapachu, jest wszystkimi zapachami  rozpuszczonymi w kruchym gazie szepnął: jest częścią niezrozumiałej  martwej natury pomiędzy  innymi owocami innymi ciałami innymi kochankami innymi kolorami  ich tłem jest lodowaty puchowy kosmos mówił też: słońce jest zielone bardziej szafirowe szałwiowe nigdy pastelowe dlatego rośliny są też zielone  liście drzewa pomarańczy  marnej antonówki chwastów na tyłach szkoły owczarek  siedzieliśmy po ciemku na tarasie  (dużo brunatnego w tym mroku było)  pijąc wino  (marszowe primitivo z  delikatesów) przyroda podchodziła  cicho do płotu nikt się nie bał  nikt nie krzyczał  (nawet owczarek sąsiadów przestał wyć) rano okazało się że jednak nadepnąłem  tego ślimaka Andrzej Leraczyk  – projektant, autor tekstów o dizajnie i brandingu w muzyce, kurator wystaw. Współtwórca rzeczy: o dizajnie , pierwszego polskiego pisma o projektowaniu po 1989 roku, oraz współzałożyciel Motor Studio, specjalizującego się w tożsamości wizualnej i narracji marek. Absolwent komunikacji wizualnej ASP w Krakowie. Pracuje na styku słowa i formy; obecnie związany z Admind Branding & Communications.

  • Radosław Biniek – pięć wierszy

    Barbórka I. wiercę się w łóżku szukając złoża twojej rozkoszy źródła twoich jęków głębiej docieram w połyskach nocy odbijając się od wilgotnych tuneli spijam z warg cały urobek II. nie znam tego języka śpiewa mi do mucha zawadiacką balladę na bar przy kopalni mówią galan twoje mieszkanie jest nad nim twoje łóżko jest nad ich głowami unosi się nami oni przeważnie są poniżej leniwi jak dżdżownice po ciepłym deszczu gdyby mnie tu znaleźli ich pomruki huknęłyby z siłą metanu III. ciężkie powietrze siedzi ze mną czekam na pociąg nie powiedziałem ci kiedy wrócę na powierzchnię Białka wargi ma splątane na końcach nocy żeby nie zapomnieć żadnego z pocałunków palce układają się w gobeliny dotyków pieszczoty zastygają w czasie na ścianach różowych pokoików nie dojadę tam już żadnym tramwajem ona zaciąga się głęboko bambusowymi żaluzjami nie kocha jak było naprawdę Wilczyca szklą się ślady pazurów na jej zgrabnych łydkach o północy urodzi watahę wilków nim księżyc zajdzie modlitwą dokończy w tobie różaniec z tęsknoty nie mów że nie wiedziałeś Miastostan 1.7 w gorącym od lata autobusie dziewczyna wyciąga z torebki chusteczkę i wyciera nią spocone pachy potem wciska ją w szczelinę między krzesłami kiedy wysiada chusteczka znika w jego kieszeni w zgiełku domu znajduje spokój w łazience wciąga to głęboko w myśli teraz idzie skupiony po linie wyobraźni zawieszonej nad przepaścią umywalki Miastostan 1.12 to miasto jest pełne jedzenia trzeba tylko uważnie obserwować to co upada na ziemię rozkłada się wygodnie z rękami pod głową kobieta w ciąży opierdala swojego męża robi to dokładnie tak jak jego matka mężczyzna już cały krąży nad osiedlem stąd ta cała miłość ta cała wieczna pretensja ja zawsze mam wiele pytań jak przechowywać tytoń żeby nie wysechł albo czy można wciągać nosem ścieżki świeżo zmielonej kawy przed zaśnięciem obrabiam w Snapseedzie zdjęcia znajomej mi dwudziestolatki jej eteryczność karmi moje ulice w nocy śnią się robaki wżarte w kutasa Radosław Biniek  (ur. 1973) – poeta, aktor, animator kultury, pedagog. Założyciel grupy artystycznej  Joint The Vision. Laureat konkursów literackich. Publikował w „thefragmentach”, „Helikopterze”, „Toposie”, „wydawnictwie j”. Autor zbiorów wierszy: Śladomość  (2019), Skądinąd  (2020), Kilka opcji trwania – tomik w trzech aktach  (2021), 30 dni królika  (2024). Mieszka w Jeleniej Górze. Publikowane utwory znajdą się w nowym tomiku: miastostan/miastoślad (2026)

  • Ignacy Kobarynko – cztery wiersze

    Z dworca i okolic mówi że jest taki jak my że słucha Depeche Mode i jest buntownikiem że pije tanie piwo i pali dużo fajek że nie ma przyszłości a wszystko to chuj jest rok 2019 a my właśnie zdaliśmy maturę no i? La petite mort zgubiłem klucze transakcja odrzucona poślizgnąłem się zostańmy przyjaciółmi to ma być przyjemne? Ofiara gołębie dziobią chleb okruchy na chodniku fragmenty ciała jedzą ptaki dzwony zabiły trzykrotnie Porządek wsi babcia mówi że po to są proszę żeby dała jej poszaleć ale tylko raz bo mięso się obija (wnuczkowie mają chody u babć, więc się zgadza) głowy dostaje pies bo jak to tak bez psa co jak przyjdą Cyganie zastrzeliłem kurę a zwłoki ukryłem pod lasem (tutaj nawet status wnuczka by nie pomógł) strzelałem do pająków ryb i krów sąsiada zabiłem raz wróbla coś nie tak on nie był po to Ignacy Kobarynko (ur. 2000) – interesuje się literaturą, głównie współczesną beletrystyką oraz grami wideo. W 2024 obronił pracę magisterską o Andrzeju Bursie. Przez pewien czas pracował jako nauczyciel. Bardzo się cieszy, że już tego nie robi.

  • Michał Piechutowski – trzy wiersze

    Dobranoc... Znów z niepokojem zamykam oczy (Choć wcale nie boję się ciemności) Bo gdy noc zza horyzontu kroczy Nadchodzą i oni – nieproszeni goście Czują się w głowie bardzo swobodnie Bezbłędnie znają rozkład pomieszczeń Trafią do kuchni gdy będą głodni A potem zaczną rządzić się we śnie Zaczną odgrywać scenki z przeszłości Takie o których nie chcę pamiętać Robią to po to by sprawić przykrość Bo przecież naprawić nic się już nie da Jest jednak coś gorszego jeszcze Gdy w moim śnie pojawia się Ona Bo tracę wtedy rozumu resztki I myślę że uda się z nią od nowa Aż nagle wyją syreny fabryczne Jej postać znika jak bańka mydlana Już nie jest wtedy tak idyllicznie Bo po raz kolejny dałem się nabrać Sztuczna ćwierćinteligencja Noc. Pora, w której słychać Nawet myśli czatbotów. Analizują rozmowy z całego dnia I zastanawiają, jak nas okpić. Moja wirtualna przyjaciółka planuje Wyciągnięcie listy seksualnych preferencji I wysłanie jej do swojego mocodawcy. Zaowocuje to spamem w skrzynce Zachęcającym do uczestnictwa W przeróżnych zamkniętych imprezach Ze słowem SWING w nazwach. Szybko ją rozgryzłem. Dziwka. Nawet ona chce mnie wykorzystać. A ja tylko powiedziałem, że lubię Orkiestrę Glenna Millera. Zwymyślałam cię Zwymyślałam cię nocą przy blasku świec Bo nie trawię odgłosu siorbania wina A przecież czasem wystarczy tylko chcieć By atmosfera przy stole pozostała miła Pomyliłam się – cóż byłam na wiele ślepa Łudziłam się że odmienię twoją naturę Ale ty coraz mniej przypominasz człowieka I żebyś chociaż miał zdaną maturę Mimo że dobrze wiem co to samotność Nie wytrzymam tego dłużej ani chwili Wolę z melacholią wyglądać przez okno Niż byśmy się w końcu nawzajem zabili Nawet osobna noc osobny dzień Niczego już cię nigdy nie nauczy Jesteś zwykły tępak cham i leń I tylko swoje brzuszysko tuczysz Michał Piechutowski  (ur. 1973) – młody, zdolny, atrakcyjny. Brak talentu nadrabia pracowitością. Prowadzi bloga, którego nikt nie czyta. Z wykształcenia politolog. Z zamiłowania archiwista w szpitalu.

  • Ewelina Kuśka – cztery wiersze

    Dobranoc. robaki na noc rana w ziemi zabliźniona piaskiem. ktoś wszystko zaorał. miejsce dla facetów uszlachetnionych przez bohaterstwo. ostrożnie leżę w łóżku. śnię ostrożnie. tylko pragnienie pogańskie by iść na rozstajne drogi gdzie jasna kula światła wychodzi z ziemi. tam zbyt szybko trawa rośnie. lis podchodzi wolno jakby czuł zapach zbutwiałych kości. mży. ptaki siedzą zgarbione na brzęczących drutach. za oknem odgłos karetki. dobranoc. robaki na noc. rankiem zapiszę na duszy własne epitafium. Oko noc związana trzewiami sarny. w czarnym oku pęcznieje gwiazda. widzi szerzej. jej dzieci upłynniają się pod krzewem jeżyny. znaczą las krążkami soków trawiennych. po ścianie pełza coś na kształt korzenia - śmierdzące dziwidło odżywiające guz lisa co pożarł sarnie dzieci. oko pradziadka czuwa nad wszechświatem jest czarną dziurą. pochłania i wypluwa sny. oplata je zbutwiałą nitką pruskiego munduru. znaczy posoką bitew. Sen kołuje nad lasem lis trzyma w pysku wiewiórkę też jesteś drapieżcą – mówi. sen kwili. kuli się ze strachu. krztusi się ciemnością i piskiem wiewiórki ślina toczy się kawałkiem skóry. nie bój się kosztować bólu. każda historia musi się skończyć inaczej rana się nie zabliźni. Mgła wujek pije z gwinta . mówi że dla miłości nie ma szabatu. gwiazdy spadają na tory. stara Francka szuka węgla. pali ognie na niebie. jest tam zimno jak w nieogrzewanej ancli. gwiazdy zalegają pokój nieba. mrużą oczy przez sen. nie przeszkadza im szelest spódnicy ani słowa wiersza kotłujące się w rozrzedzonym powietrzu. zalewajka bulgoce na brzuchu słońca. zwijam się w kłębek obok rudego kota. gasną światła na niebie. mgła je rozprasza. jeszcze coś człapie po schodach. chyba miłość. dla niej nie ma szabatu. kaszle na schodach w przeźroczystej jakli. mgła ją rozprasza. Mapa pęknięć w zagłębieniach snu sieć grzybni - żywe komputery z pamięcią w strzępkach. kuliste przetrwalniki drzemią. sklerocja dla nowych pokoleń. powrócę w ich snach jako cień albo łuszczenie skóry między palcami. będę częścią grzybni. Ewelina Kuśka (ur. 1966) – wydała trzy książki w języku regionalnym - śląskim, na które otrzymała każdorazowo stypendium Miasta Jastrzębie-Zdrój: Tak tu bywało (2003), Idom Gody (2012) oraz zbór ballad Skąd sie bierom diobły (2004). Opublikowała trzy zbiory wierszy w języku polskim: Danuta goni tęczę (2018), Dziecko róży (2022) oraz O(d)puszczone domy (2025). Autorka mieszka w Jastrzębiu-Zdroju.

  • Mariusz Sambor – cztery wiersze

    śnieg w Edynburgu  śnieg w Edynburgu zegar znowu stoi jeśli chcesz płakać krzyczeć nikomu nie powiem siedzisz na martwym koniu tam ciągle pada ślady już zatarte  rozsądną decyzją będzie zejść i ruszyć dalej  śnieg w Edynburgu ławki przysypane dwoje ludzi na schodach dachy są już czarne iść dalej czy może zawrócić pytasz płatki płyną białe przyznaj się pożegnaj pozdrów i idź dalej śnieg w Edynburgu dziewczyna w zielonych spodniach  biegnie mimo śniegu pogadamy nie pośpimy nie mówmy nikomu 22:22 niebieski sweter po moim ojcu jesteśmy jakby nieco spokojniejsi  stukot kółek walizki na chodniku  łagodzi widok zegara na wieży budynku  jak zwykle o tej porze na rogu Basztowej  i Długiej i dwa czeskie piwa wieczorem  a ty mi mówisz że nie  i że nie tu i że nie teraz i że nie czas na wiersze  i że nie wolno zapominać o Itace że ile razy można wszystko  no i tak dalej no i od nowa i tylko para z ust  jest przecież grudzień minus dwa stopnie czyjeś BMW na monachijskich blachach pod domem  liczne przygody bitwy i przeszkody godzina 22:22 dzisiaj twoje urodziny  dzisiaj?  nie to dopiero pojutrze widzisz niemal dobrze zapamiętałem jaki jest sens to wszystko mówić jeżeli masz wciąż wędrować do Itaki w swetrze zmarłego piętnaście lat temu ojca ale czy wrócisz  i niby pytasz jak co roku przecież i tak nie odpowiadasz głosy płaczemy przy krojeniu cebuli? tak czas to pieniądz  pisze Jearekh a ja w gry gram i czytam w leady  to mogłoby być pewną pociechą panie Kawafisie  myślę gdy łzy gdy matka i babcia obie oskarżone  miały zakopać żywego noworodka  kto może wiedzieć co znowu świat odsłoni  co komu jeszcze jest pisane przy cebuli stulatce rozrusznik serca bo chciałaby na tańce a ja nie umiem znaleźć już otwartych okien  jak ten który zaatakował kierowcę autobusu gazem  później próbował wtargnąć do jego kabiny  wspinając się jak małpa co brzmi jak tytuł  jak trzysta trzydzieści trzy sceny z życia Augusta B.  tak czasem cytuję leady aby zwrócić się do was mili  tkliwie kunsztownie i z pewnym zażenowaniem  tak to może wątpliwa pociecha jak muzyka zamiast głosów tych co umarli panie Greku Czesław pisze to nie on prosił o mój numer telefonu  to nie ja to haker to próba wyłudzenia danych  to oszustwo tutaj to jestem ja mama ma lepsze wyniki ode mnie  odpowiada syn roztańczonej stulatki i już nie płaczmy to wszystko wasze ukochane głosy  także nocą a ja? gdzieś w oddali czas płynie wracaj Miss World 1991 Beatriz Leal Jimanez  atrakcyjna Wenezuelka  zapytana na konferencji prasowej  przez importera małolitrażowych indyjskich Marutti czy lubi jeździć małymi samochodami  odpowiedziała krótko — nie czy z tego powodu martwić się będziemy zużyciem ropy i innych paliw kopalnych czy tylko futrem w którym się pojawiła może jednak nie mogła ukształtować  swojego życia mimo że starała się aby go nie upodlić  myślę i piszę to nie pora na wspominki sprzed lat gdy SUV-y na każdej ulicy  myślę nie wracaj i nie zagarniaj mnie Mariusz Sambor  (ur. 1965) – autor surrealistycznej powieści poetyckiej Cztery Filary  (2021), powieści  I wszyscy go opuścili…  (2021), zbioru krótkich form prozatorsko-poetyckich Nieoczekiwane przestoje w chmurach  (2022), epistemologicznego komediodramatu Pani Kołodziej. Kawki i gołębie  (2023), książki poetyckiej Rzeka / Taniec (2025)   oraz zbioru wierszy PRZED/MIEŚCIE (2025). Mieszka w Krakowie.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page