William Shakespeare – trzy sonety
- 2 dni temu
- 2 minut(y) czytania
Sonet 23
Jak niezdarny aktor, co myli na scenie
Wyuczoną rolę, bo trema go zjada,
Albo jak zdziczałe i wściekłe stworzenie,
Któremu nadmierna moc serce osłabia,
Boję się zaufać, z miejsca zapominam,
Jak w pełni odprawić liturgię miłości,
Zdaje się, że przesyt gasić ją zaczyna,
Przytłacza potęga własnej namiętności.
Niech moje uczucie wysłowi oblicze,
Z piersi bije niema i wróżebna mowa –
Tak proszę o miłość, na wzajemność liczę.
To wyraża więcej niż największe słowa.
Ucz się czytać miłość w tej milczącej księdze.
Kto słucha spojrzeniem, poczuje jej wiedzę.
Sonet 25
Niech ten, komu sprzyja układ gwiazd, wysławia
Tytuły, zaszczyty, laury, uwielbienie,
Ale mnie, któremu triumfu odmawia,
Cieszy nagłe szczęście, co najwyżej cenię.
Ulubieńcy książąt kwitną w blasku pana,
Tak się aksamitka na słońce otwiera.
Są jak grób, gdzie pycha leży pogrzebana,
Bo gdy pan marszczy brwi, ich splendor umiera.
Zraniony wojownik z waleczności słynie.
Po tysiącu zwycięstw raz pobity w boju
Zostanie skreślony, z księgi chwały zniknie,
Zapomną o wszystkim, co wywalczył w znoju.
Szczęśliwy, bo kocham i jestem kochany,
Nie mogę stąd odejść ani być wygnany.
Sonet 35
Nie zadręczaj się dłużej swoimi winami,
Róże ranią kolcami, srebro płynie z błota,
Księżyc i słońce chmura lub zaćmienie plami,
W najsłodszym pąku żyje robak i brzydota.
Każdy popełnia błędy, sam nie jestem inny,
Tłumaczę twój występek, mnożąc subtelności,
Deprawuję też siebie, gładząc twoje winy,
I zawczasu rozgrzeszam cię z twojej grzeszności.
W twoje błądzące zmysły wnoszę swój rozsądek,
Gdy twoim adwokatem jest twój oskarżyciel,
I słusznie mi się stawia zarzuty przed sądem,
Miłość ze wstrętem we mnie walczy o przeżycie,
Więc muszę być współwinny, ponieważ mną włada
Ten słodki złodziej, co mnie okrutnie okrada.
przetłumaczył Jacek Świerk

