Radosław Wiśniewski – Bany ukraińskie (22)
- Mirek Drabczyk
- 22 godziny temu
- 5 minut(y) czytania
Dzień 108. Wake up, wake up
Dwa dni były snem. Spałem też naprawdę, jakby mi ktoś wtyczkę od zasilania wyłączył, pyk i nie
ma mnie dla nikogo. Z wiekiem zdarza mi się to coraz częściej. Nie poradzę. Mam jeszcze do
zrobienia kilka rzeczy.
Jednak czuję wyraźnie, że mam też niepisaną rolę czuwającego.
Są wokół łowcy newsów, fotosów, komentarzy, analiz., ale nie jestem żadnym z nich. Ja tylko
czuwam i zapisuję, żeby zostało, żeby nie zapomnieć za miesiąc, za rok, za dziesięć lat.
Zapisuję, że pojawiły się pierwsze zdjęcia i filmy przejętych przez Rosjan czeskich i polskich
czołgów, pierwsza trafiona na froncie ex-amerykańska haubica M777, pierwsi trzej jeńcy z legionu
międzynarodowego skazani na śmierć przez jakieś gremium, którego podpis nawet na papierze
czerpanym z jedwabiu wyglądałby jak bohomaz z szamba.
Zapisuję, że kilka dni temu w Chersoniu wyleciała w powietrze restauracja w pobliżu siedziby
kolaboracyjnych władz.
Zapisuję, że dziennie spada armii rosyjskiej ze stanu bateria artylerii, średnio, czasem więcej,
czasem mniej. Na razie bowiem to artyleria lufowa jednak odpowiada tak w tej, jak i w innych
wojnach ostatnich 100-150 lat za większość strat.
Richard Overy twierdził, że w 1939 roku Luftwaffe odpowiadała za nie więcej niż 10-15%
wszystkich strat w substancji miejskiej i strat ludzkich obleganej Warszawie, cała reszta to artyleria.
Chociaż w naszej zbiorowej pamięci jako sprawca większości cierpień, większości śmierci zajmuje
niemiecka Luftwaffe.
Te ograniczone sukcesy, jakie mają Rosjanie na tym ograniczonym wielce teatrze działań na
wschodzie Ukrainy to w lwiej mierze zasługa lufowej artylerii, jej zagęszczenia, w którym celność
przestaje się tak bardzo liczyć. Dlatego dobrze, że ich artyleria krwawi codziennie. Niech krwawi.
Zapisuję dalej, że Niemcy pod przewodem kanclerza Olafa oświadczyły, że przeciwlotnicze pociski
rakietowe IRIS-T SL to jednak będą później - nie jesienią tego roku, może zimą, może wiosną roku
następnego?
Zapisuję tez w pamięci to zdjęcie postrzelanego statecznika ukraińskiego MIG-a 29 widziane gdzieś
w internecie. Jak na szklanych płytkach, diapozytywach nakładają się w mojej głowie wyrwane z
kontekstu cytaty z książek czytanych dawno temu. Na przykład o Brygadzie Pościgowej walczącej
nad Warszawą w 1939. Że chłopaki latali, aby tylko mechanik wyklepał wgnioty, drutem załatał
dziury w skrzydłach, zbrojmistrz usunął zacięcie kaemu i dalej, dalej.
No tylko przypomnę. Polska Brygada Pościgowa 7 dnia wojny musiała opuścić lotniska i
ewakuować się pod Lublin, a po 17 dniu wojny z resztkami sprzętu ewakuowała się do Rumunii.
A dzisiaj, o ile dobrze liczę, mamy dzień 108 i widzę - mimo legendy o tym, że ukraińskiego
lotnictwa już nie ma, bo zostało trzy razy zniszczone - ktoś mówi, nic nie mówiąc:
– Aby tylko mechanik wyklepał, załatał, na drut złapał linki - znowu polecę.
Na tamtym zdjęciu nie ma ani jednego człowieka. Nie wiadomo przed kim skłonić głowę. Ale ktoś
łatał te dziury po pociskach, ktoś tym samolotem lata, ktoś dostarcza do niego cichcem lub
oficjalnie części zamienne.
I to nieprawda, że pilot utożsamiany z legendą „ghost of Kyiv” został zestrzelony. Tak, zginął nie
jeden pilot i nie jedna pilotka. Ale opowieści o prawdziwym Duchu Kijowa nie da się zestrzelić.
Nie jesteście w stanie zestrzelić Ducha. Z opowieścią nie da się wygrać. Głupcy.
Dzień 110. "Europa daje to, co chce - Polacy to, co mają".
Odpoczywałem, rozmawiałem z redaktorem o książce z wierszami, liczyliśmy z żonką topniejące
zasoby myśląc, że z tych wakacji faktycznie może niewiele nam wyjść, chociażby się chciało. W
jakimś momencie rozmowy z redaktorem na naszym zielonym backyardzie somsiad ozwał się zza
płotu, żebym sobie zobaczył co tutaj ma jakby co. Podał mi nad bluszczem porastającym drewniane
ogrodzenie między nami ciężką kamizelkę, cztery plus, i hełm, ale bez uszu. Hełm już znałem,
kamizelki zawsze ostatecznie szły z innego źródła. No to ja mówię somsiad, popatrz na to i
pokazuję mu ekran smartfona a na nim dwóch chłopaków w niskim lesie, jeden ma pudło z dronem,
drugi ma na lufie termo. Mam w tym mały udział. Przez chwilę trzymam kamizelkę, zastanawiam
się czy sobie nie przymierzyć. Cztery plus, ciężka jak cholera. Gdyby w takiej pobiegał szybko bym
pożegnał nadwagę, albo, gdybym biegał za wolno - pożegnałbym życie. ale jednak nie. Jakiś
przesąd, zabobon czy coś. Żeby jednak mimo wszystko oddzielać się cienką, czerwoną,
niewidzialną linią. Jesteśmy w tym, ale jeszcze nie tak. Nie założyłem.
Zaprosili mnie znajomi do grupy OSINT czyli open source intelligence, biały wywiad. Mówię,
dzięki, nie mam żadnych źródeł, raczej myślę na podstawie dostępnych informacji, ale żaden ze
mnie analityk. Pytam człowieka, który mnie zaprosił, nie pomyliłeś się aby? Nie, odpisał, musisz
mieć dużo materiałów do inspiracji dla tego co robisz. Masz pisać, musisz mieć na podstawie czego
pisać. Po prostu rób swoje, pisz.
Zatem siedzę cicho i czytam, co mówią i piszą.
Może poza Wyrwałem, z onetu.pl, który powtarza, że na jeden ukraiński pocisk pada dwadzieścia
rosyjskich. Rozumiem, że on jest na pierwszej linii, że to powoduje, że ma inny punkt widzenia.
Ale jak on to policzył? Siedział w miejscu gdzie jest i liczył na słuch? Umiał poznać która eksplozja
jest po ukraińskim a która po rosyjskim pocisku? A potem uznał, że tak jak w tym miejscu gdzie on
jest - jest wszędzie indziej? Skąd on to wszystko wie? A może nie wie, tylko tak uważa? A jeżeli
nie wie tylko uważa, to może jednak powinien to zaznaczyć, że to jego jednostkowa opinia a nie
wiedza?
Tymczasem zapisuję, że pali się w Rosji, oj pali. Baza morska nad Bałtykiem się pali, baza
remontowa na pograniczu z Ukrainą się pali, Instytut Informatyczny Rosatomu w Saratowie się
pali, Zakłady Optyczno-Mechaniczne w Siergiejew Posadzie pod Moskwą się palą , komisja
poborowa we Władywostoku się paliła.
Zapisuję, że w Siewierdoniecku wojsko ukraińskie trzyma się resztek terenów mieszkalnych i
głównie kompleksów przemysłowych przy rzece. Rzeki mogą wysychać, bo lato ma być piękne
tego roku. Doniec Siewierski może przestać być przeszkodą na której będzie można oprzeć obronę.
Przy czym nie jest tak, że nie ma niepokoju. Jest wielki niepokój.
Weźmy takie Niemcy pod przewodem Olafa. Ledwo chlapnęli z pociskami przeciwlotniczymi
IRIS-T SL, że jednak nie jesienią, ale może zimą, a jeszcze wcześniej że nie przekażą jednak
swoich wyrzutni HIMARS, bo muszą je przystosować do strzelania pociskami GLMRS, chociaż w
necie jest ful materiałów z niemieckimi wyrzutniami strzelającymi z GLMRS, zatem ledwo co
chlapnęli - a już nowe rewelacje. Otóż nie tylko, że nie przekażą Polsce swoich czołgów w zamian
za te, które Polska przekazała Ukrainie. Nie. Zablokują też zamierzony czołgów Leopard 2 do
Ukrainy z Hiszpanii. Są producentem to im wolno.
No cóż, tradycja dyplomatyczna, która mówi, że demokracja demokracją, wolność wolnością, ale w
sprawach europy wschodniej i środkowej odrunung muss sein - trzyma się mocno.
Pan robi się paskudny i pan się błyszczy czymś oślizgłym, panie Scholz. Pan się idzie umyć. Niech
Pan zacznie od rąk. Niech pan umyje ręce, najlepiej na wizji. To też pewna tradycja.
Ktoś ze znajomych z Ukrainy wysłał mema z ukraińskich internietów. Na zdjęciu polska bateria
"Krabów" z lufami do góry. Podpis głosi:
"Europa daje to, co chce - Polacy to, co mają".
I to co już usłyszałem kiedyś, nie wiem kiedy, ktoś podał z ust do ust chyba zasłyszane zdanie od
kobiety na granicy:
Ukraina nie ma już wielkiego brata, ale ma siostrę – Polskę.
Przy okazji - zwróciliście uwagę? Jak często tę walkę wspiera siła, która jest zobrazowana
postaciami kobiet? Dziewczyn? Ukraina jako młoda dziewczyna podtrzymywana przez Polskę,
Litwę, Estonię i Łotwę zobrazowane jako stojące za nią młode kobiety. Na przykład. Jest tego
mnóstwo. To buduje jakąś nadzieję inną niż wszystkie. Także nadzieję na jakieś przebudzenie innej
siły, niż ta do tej pory nam znana, którą obrazuje obła twarz Scholza. I jeszcze na to, że to
przebudzenie, które znajduje odbicie w ikonografii nie będzie powierzchowne.
Na ten świat, który będzie po wojnie w którym taki kanclerz Scholz albo jakiś inny niemiecki
kanclerz będzie musiał się na nowo uczyć naszej ziemi, naszych języków i kultur.
I oczywiście Ukraina mu podziękuje za te siedem haubic, które niebawem mają się naleźć na
froncie.
Podziękuje, mam nadzieję, proporcjonalnie.

