Przemysław Jaźwiński – trzy wiersze
- Mirek Drabczyk
- 21 godzin temu
- 2 minut(y) czytania
bardzo blisko
czas jest zawsze trzeba go tylko uważnie poszukać
może siedzieć na końcu pomostu z twarzą we mgle
jesień zaplanowała wcześniej malowanie krajobrazu
zaraz wszystkie rumieńce świata staną się widzialne
prawdopodobnie lubi też wędrowanie wzdłuż myśli
te rozczochrane wrzeszczą ile tylko sił w sylabach
pochylony wędrowiec nauczył się jak zaklinać chłód
skrzydła rozkłada przy dużym wietrze znad posłowia
bez skrępowania potrafi zamykać się w sobie na zaś
zardzewiały klucz postradał liche zęby w trybie in-out
zabawa w przesypywanie minut w ciszy jeszcze trwa
chwilowo wszyscy konsultanci są zajęci przemijaniem
natychmiast
w przestrzeń da się wyprawić już całkiem daleko
zebrany w całość milaż nie ogranicza imaginacji
bibliograficzne punkty odniesienia z wielu stronic
dają inną perspektywę rozumienia miary kroków
próba odnalezienia siebie na zasobnych półkach
kwerenda źródłowa lubi towarzyskie wykrzykniki
stojące na etażerce lusterko o bujnych kształtach
wyciąga zza szafy kolejny tom przygód o niczym
instantyzacja oczekiwań umie pożegnać wartości
coraz mniejsza dostępność nie budzi sprzeciwów
w ciemnej piwnicy nawet licha latarka jest słońcem
dobrze widoczna droga prowadzi tam gdzie trzeba
nie przeszkadzać
miejsce gdzie często przystaje czas
na chwilę i w sobie wiadomym celu
pozostaję ukryty między stertą łodzi
pod brezentem stalowego już nieba
zerkam jak szybko zzuwa stare buty
wchodzi po kostki do chłodnej wody
chleb dla ryb sypie się mu z kieszeni
jedzą go ptaki o dziobach bez gniazd
zapytałbym o jungowską teorię cienia
prawo karmy losy tylu bodhisattwów
armagedon bryły platońskie dharmę
widział wiele ma wiedzę kto jak kiedy
nie miałem śmiałości to jego moment
zawsze jest tym samotnym świadkiem
choć jestem nieźle ukryty wiem dobrze
że widzi jak jem wszystkie swoje czyny

