top of page

Agnieszka Rykowska – Jelita, drugi mózg

  • Mirek Drabczyk
  • 21 godzin temu
  • 5 minut(y) czytania


Mówią, że ryba psuje się od głowy. Człowiek od wnętrza.

Moje jelita kiedyś zaczęły wydawać dziwne dźwięki, coś jak gul, gul, gul. Kiedy je usłyszałam, szybko wybiegłam na podwórko, by objąć wzrokiem drób. W kiszkach nadal coś gulgotało, więc podbiegłam z siekierą do indora. Moja dłoń jednak nie pasowała do siekiery - nie chciałam zabijać, kiszki jednak nadal grały. Musiałam go walnąć. Od tej pory brzydzę się morderstwami. Nieraz odzywa się we mnie "gul, gul, gul" i czuję wtedy, jakbym miała gule w gardle. Ludzie boją się takich dźwięków, bo one oznaczają rozpacz. Takie natarczywe gulanie to nic przyjemnego.

Jelita siostry tak zagrały w gościnnym pokoju, jakby w pobliżu przejeżdżała karetka na sygnale. Siostra, po kursach z przysposobienia obronnego, specjalistka od udzielania pierwszej pomocy, pomyślała, że może się przydać i wybiegła na ulicę, by komuś pomagać. Ale tam nie było nikogo. Tylko dźwięk jej kiszek. Od tej pory stale miała przy sobie coś do jedzenia, żeby kiszki nie postawiły jej w stan pogotowia.

Z bratem problem polegał na tym, że był ciągle głodny i chudy. Prawdopodobnie miał ten szczególny metabolizm od zgrabnych kurczaków matki, która była zapobiegawcza - chroniła je przed nadmiarem cholesterolu. Kurczaki dobrze się odżywiały. Czasem podejrzewałam, że może jelita brata miały tasiemca. Często chodził do toalety, dużo jadł, zaś ja nie mogłam nadążyć z kupnem papieru i jedzenia. Wciąż był chudy! Wszystko przez te chujowe jelita.

Jelita syna były mi najmilsze. Nie brzydziłam się brudnych pampersów, robił cudowne, nieśmierdzące kupki i nie miał kolki jelitowej. Raz jednak, w okresie adolescencji, jego jelita poczuły dotyk ziemi podczas upadku na rowerze. Wziął później siekierę, tak jak ja na indora, i zaczął nią uderzać w koła. Czy to było normalne? Raczej nie. Czy te grające w dziwny sposób jelita mogły być czy też  są normalne?  Synowi koła wybaczyłam. Należy tolerować bunt nastolatka, okres adolescencji, bo jeśli nie zaakceptujemy,  to w późniejszym czasie dzieciak wykipi i może chwycić siekierę nie tylko na koła. 

Matka po raz pierwszy upadła na rowerze, gdy miałam dziesięć lat. Wstydziłam się jelit matki, bo w szkole dzieci się śmiały i krzyczały, że jej jelita pokochały alkohol. Drugi upadek nastąpił piętnaście lat później. Był śmiertelny. Wtedy nikt się nie śmiał. 

Ojciec miał wrzody na żołądku i przyjmował na nie lekarstwo w postaci białego mleczka. Mleko od krowy pił do końca swoich dni. Nie wiedział, że starzy ludzie nie tolerują mleka, tutaj jelita nie są łaskawe, ale ojciec wiele rzeczy i spraw nie tolerował. Gdy myślał o Związku Radzieckim potwornie cierpiał, kurczyły się jego jelita i żołądek, więc może stąd te wrzody. Prawdopodobnie. 
Gdy matka była pijana, ojciec karmił mnie butelką mleka, na dnie której pływał list z nazwiskami i imionami zamordowanych – ofiar stalinowskiego systemu. Moje jelita nie protestowały.

Jelita mojego redaktora były nienasycone, jeśli chodzi o wulgaryzmy.
Gdy w moich wierszach zobaczył słowo wypierdalać, jego jelita ucieszyły się i przyssały mentalnie do mojego mózgu. Myślałam, że rozpoczęliśmy "wielki romans" - dopadła mnie ochota na następną książkę, miało to być nasze wspólne dziecko. On niestety miał zaparcia i ostatecznie nic z tego nie wyszło.

Student trzeciego roku medycyny miał problemy z przedmiotu - mikrobiologia. Nauka o bakteriach słabo wchodziła do jego głowy, dlatego próbowałam mu nieco rozjaśnić, jak z tymi bakteriami tak naprawdę jest. 
Nie mógł zaakceptować, że wewnątrz oprócz dobrych bakterii (prawie wszystko zaczyna się w jelitach!) mamy też bardzo szkodliwe mikroorganizmy. Tłumaczyłam, że z bakteriami jest bardzo podobnie, jak z ludźmi. Choćby taki gronkowiec złocisty Stapchyloccocus aureus (czyż nie piękna nazwa?) Pod mikroskopem ma cudne barwy, a jak straszliwych szkód potrafi narobić! Jego obecność nie kończy się na zwykłej biegunce. Bardzo przed nim przestrzegałam studenta.

W mojej wiosce przez dwa tygodnie woda nie nadawała się do spożycia. Nawet zmywać w niej nie mogliśmy. Wykryto pałeczki kałowe i bakterię coli. Kanalizację robili i stąd skażenie. Mieszkańcy przeważnie wyprawiali się samochodami po dobrą wodę do specjalnej cysterny, stojącej przed domem strażaka. Codziennie taszczyłam dwadzieścia pięć litrów świeżej, czystej wody. Byłam zła na te przeklęte bakterie. Samochodu nie miałam i w ten oto sposób przez pałeczki kałowe świat poznał mój wspaniały pojazd: taczki. Kurwa mać! "Każdy ma taki pojazd, na jaki zasłużył" - myślałam. Potem się bałam, że mnie na tych teczkach, jak Jagnę z "Chłopów" wywiozą,  a wszystko przez te parszywe bakterie! Ale nie wywieźli, chyba byłam nieszkodliwa. 

Edyta jest bardzo szczupła. Dużo pracuje w rodzinnej firmie, oboje z mężem mają intensywną... przemianę... materii? A może pieniędzy? Otóż, za co by się nie wzięli, efektem są duże korzyści materialne, które szybko się rozmnażają niczym Chrystusowe chleby. Jelita Edyty czasem kwitną, szczególnie, gdy swojej pięcioletniej córce objaśnia świat. Opowiada jej do czego potrzebne jest słońce. Pokazuje dywan stokrotek na tle trawy i samotny bukiet mleczy w przydrożnym rowie.

Jelita Kazika są mało wytrenowane. Nie chodzi na spacery, ani nie ćwiczy. Sport jest mu absolutnie obojętny. Pisze opowiadania, ale od czasu do czasu, bawi się też w oszusta matrymonialnego. Udaje, że jest sympatycznym facetem z brzuszkiem. Jelita u niego pływają w dużej warstwie tłuszczu. Wydają dźwięki: ból, ból, ból, bo Kazika boli cały świat. Jego jelita są ogromne nie tylko jak jego brzuch, ale przede wszystkim, przez jego wybujałe ego mają tak duże rozmiary.
Czasem to wszystko pęka i zamienia się w stek obelg. Operacja szycia jest niezbędna. Niestety bardzo droga, na którą Kazika niespecjalnie stać, dlatego ratuje się NFZtem. To w dzisiejszych czasach, jeśli chodzi o służbę zdrowia, prawdziwy ewenement.

Pan Paweł podobny do żaby, miał też podobną do siebie żonę. Zajmował się krytyką literacką i poezją – pisał również wiersze. Często jego jelita wołały kum, kum, kum, kum. Jego żabia żona wydawała prawie takie same, tylko nieco wyższe dźwięki. 
Z płytkich kałuż, jak również z głębokiego, wodnego wiru Pan Paweł językiem wydobywał poetyckie ogniwa. Był podziwiany za surowe, mięsiste wiersze. Tak się zapędził w tych uwielbieniach, że kiedyś na festiwalu literackim, skosztował surowego mięsa - tatara. Zdradził swoje jelita, które stały się pożywką dla tasiemca. Gorzko potem tego żałował.

Pragnęłam by moje opowiadanie o jelitach, ukazało się w pewnym piśmie literackim.  Redaktor wyraził zgodę. Musiałam tylko nanieść kilka poprawek. Doszło do początkowej fazy trawienia na poziomie mejli i spytałam redaktora, skąd mnie zna. 
Wcale mnie nie zna. Ale jest doświadczony i przyznał, że kojarzę mu się z jelitówką, która też jak człowieka dopadnie, to końca nie widać. Gdy wysłałam mu kolejną wersję tekstu, napisał, że poczeka na wersje ostateczną. Obiecał trzymać dłoń na moich jelitach.

Czasem mówią na mnie pleciuga. Noszą mnie słowa, noszę je sama. Nosi mnie! 
Chciałabym powiedzieć, że mam wszystko w dupie, ale czy to takie proste? "Każdy ma swoją" - powiedział Piłsudski. 
Jak widzę siebie w tym anturażu? Prawda jest smutna. Tu już nie ma miejsca na żarty. Chciałabym być królową sedesu; doceniać, jak niektórzy materię, ślinić się na widok kanapki z szynką i z pomidorem, myśleć o cenie i wielkości kawałka ryby w nadmorskiej restauracji. A ja? Ciągle zdaję egzamin dojrzałości. Wszystko powraca z oceną pięć: pięć razy więcej doświadczeń, pięć razy więcej odczuwania. Wrażliwość - najtrudniejsza nauczycielka z kpiną na twarzy i jej gówniane odbicie w lustrze. 

Prawdopodobnie –  nie sposób w tym wszystkim zrzucać winy na rozwolnienie –  skoro jelita to drugi mózg, mogłam widocznie polizać piątą klepkę. Ta zaś odpowiedziała:
– Wyprzęgam!

ree











Agnieszka Rykowska – poetka i prozaiczka. Autorka trzech książek poetyckich: (Za blisko 2021), (Szklany stół 2023), (Przyjęłam leki 2023). Wiersze i krótsze formy prozatorskie publikowała w internecie, w antologiach oraz w ogólnopolskiej prasie literackiej.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page