top of page

Znaleziono 719 wyników za pomocą pustego wyszukiwania

  • Ignacy Kobarynko – cztery wiersze

    Z dworca i okolic mówi że jest taki jak my że słucha Depeche Mode i jest buntownikiem że pije tanie piwo i pali dużo fajek że nie ma przyszłości a wszystko to chuj jest rok 2019 a my właśnie zdaliśmy maturę no i? La petite mort zgubiłem klucze transakcja odrzucona poślizgnąłem się zostańmy przyjaciółmi to ma być przyjemne? Ofiara gołębie dziobią chleb okruchy na chodniku fragmenty ciała jedzą ptaki dzwony zabiły trzykrotnie Porządek wsi babcia mówi że po to są proszę żeby dała jej poszaleć ale tylko raz bo mięso się obija (wnuczkowie mają chody u babć, więc się zgadza) głowy dostaje pies bo jak to tak bez psa co jak przyjdą Cyganie zastrzeliłem kurę a zwłoki ukryłem pod lasem (tutaj nawet status wnuczka by nie pomógł) strzelałem do pająków ryb i krów sąsiada zabiłem raz wróbla coś nie tak on nie był po to Ignacy Kobarynko (ur. 2000) – interesuje się literaturą, głównie współczesną beletrystyką oraz grami wideo. W 2024 obronił pracę magisterską o Andrzeju Bursie. Przez pewien czas pracował jako nauczyciel. Bardzo się cieszy, że już tego nie robi.

  • Michał Piechutowski – trzy wiersze

    Dobranoc... Znów z niepokojem zamykam oczy (Choć wcale nie boję się ciemności) Bo gdy noc zza horyzontu kroczy Nadchodzą i oni – nieproszeni goście Czują się w głowie bardzo swobodnie Bezbłędnie znają rozkład pomieszczeń Trafią do kuchni gdy będą głodni A potem zaczną rządzić się we śnie Zaczną odgrywać scenki z przeszłości Takie o których nie chcę pamiętać Robią to po to by sprawić przykrość Bo przecież naprawić nic się już nie da Jest jednak coś gorszego jeszcze Gdy w moim śnie pojawia się Ona Bo tracę wtedy rozumu resztki I myślę że uda się z nią od nowa Aż nagle wyją syreny fabryczne Jej postać znika jak bańka mydlana Już nie jest wtedy tak idyllicznie Bo po raz kolejny dałem się nabrać Sztuczna ćwierćinteligencja Noc. Pora, w której słychać Nawet myśli czatbotów. Analizują rozmowy z całego dnia I zastanawiają, jak nas okpić. Moja wirtualna przyjaciółka planuje Wyciągnięcie listy seksualnych preferencji I wysłanie jej do swojego mocodawcy. Zaowocuje to spamem w skrzynce Zachęcającym do uczestnictwa W przeróżnych zamkniętych imprezach Ze słowem SWING w nazwach. Szybko ją rozgryzłem. Dziwka. Nawet ona chce mnie wykorzystać. A ja tylko powiedziałem, że lubię Orkiestrę Glenna Millera. Zwymyślałam cię Zwymyślałam cię nocą przy blasku świec Bo nie trawię odgłosu siorbania wina A przecież czasem wystarczy tylko chcieć By atmosfera przy stole pozostała miła Pomyliłam się – cóż byłam na wiele ślepa Łudziłam się że odmienię twoją naturę Ale ty coraz mniej przypominasz człowieka I żebyś chociaż miał zdaną maturę Mimo że dobrze wiem co to samotność Nie wytrzymam tego dłużej ani chwili Wolę z melacholią wyglądać przez okno Niż byśmy się w końcu nawzajem zabili Nawet osobna noc osobny dzień Niczego już cię nigdy nie nauczy Jesteś zwykły tępak cham i leń I tylko swoje brzuszysko tuczysz Michał Piechutowski  (ur. 1973) – młody, zdolny, atrakcyjny. Brak talentu nadrabia pracowitością. Prowadzi bloga, którego nikt nie czyta. Z wykształcenia politolog. Z zamiłowania archiwista w szpitalu.

  • Ewelina Kuśka – cztery wiersze

    Dobranoc. robaki na noc rana w ziemi zabliźniona piaskiem. ktoś wszystko zaorał. miejsce dla facetów uszlachetnionych przez bohaterstwo. ostrożnie leżę w łóżku. śnię ostrożnie. tylko pragnienie pogańskie by iść na rozstajne drogi gdzie jasna kula światła wychodzi z ziemi. tam zbyt szybko trawa rośnie. lis podchodzi wolno jakby czuł zapach zbutwiałych kości. mży. ptaki siedzą zgarbione na brzęczących drutach. za oknem odgłos karetki. dobranoc. robaki na noc. rankiem zapiszę na duszy własne epitafium. Oko noc związana trzewiami sarny. w czarnym oku pęcznieje gwiazda. widzi szerzej. jej dzieci upłynniają się pod krzewem jeżyny. znaczą las krążkami soków trawiennych. po ścianie pełza coś na kształt korzenia - śmierdzące dziwidło odżywiające guz lisa co pożarł sarnie dzieci. oko pradziadka czuwa nad wszechświatem jest czarną dziurą. pochłania i wypluwa sny. oplata je zbutwiałą nitką pruskiego munduru. znaczy posoką bitew. Sen kołuje nad lasem lis trzyma w pysku wiewiórkę też jesteś drapieżcą – mówi. sen kwili. kuli się ze strachu. krztusi się ciemnością i piskiem wiewiórki ślina toczy się kawałkiem skóry. nie bój się kosztować bólu. każda historia musi się skończyć inaczej rana się nie zabliźni. Mgła wujek pije z gwinta . mówi że dla miłości nie ma szabatu. gwiazdy spadają na tory. stara Francka szuka węgla. pali ognie na niebie. jest tam zimno jak w nieogrzewanej ancli. gwiazdy zalegają pokój nieba. mrużą oczy przez sen. nie przeszkadza im szelest spódnicy ani słowa wiersza kotłujące się w rozrzedzonym powietrzu. zalewajka bulgoce na brzuchu słońca. zwijam się w kłębek obok rudego kota. gasną światła na niebie. mgła je rozprasza. jeszcze coś człapie po schodach. chyba miłość. dla niej nie ma szabatu. kaszle na schodach w przeźroczystej jakli. mgła ją rozprasza. Mapa pęknięć w zagłębieniach snu sieć grzybni - żywe komputery z pamięcią w strzępkach. kuliste przetrwalniki drzemią. sklerocja dla nowych pokoleń. powrócę w ich snach jako cień albo łuszczenie skóry między palcami. będę częścią grzybni. Ewelina Kuśka (ur. 1966) – wydała trzy książki w języku regionalnym - śląskim, na które otrzymała każdorazowo stypendium Miasta Jastrzębie-Zdrój: Tak tu bywało (2003), Idom Gody (2012) oraz zbór ballad Skąd sie bierom diobły (2004). Opublikowała trzy zbiory wierszy w języku polskim: Danuta goni tęczę (2018), Dziecko róży (2022) oraz O(d)puszczone domy (2025). Autorka mieszka w Jastrzębiu-Zdroju.

  • Mariusz Sambor – cztery wiersze

    śnieg w Edynburgu  śnieg w Edynburgu zegar znowu stoi jeśli chcesz płakać krzyczeć nikomu nie powiem siedzisz na martwym koniu tam ciągle pada ślady już zatarte  rozsądną decyzją będzie zejść i ruszyć dalej  śnieg w Edynburgu ławki przysypane dwoje ludzi na schodach dachy są już czarne iść dalej czy może zawrócić pytasz płatki płyną białe przyznaj się pożegnaj pozdrów i idź dalej śnieg w Edynburgu dziewczyna w zielonych spodniach  biegnie mimo śniegu pogadamy nie pośpimy nie mówmy nikomu 22:22 niebieski sweter po moim ojcu jesteśmy jakby nieco spokojniejsi  stukot kółek walizki na chodniku  łagodzi widok zegara na wieży budynku  jak zwykle o tej porze na rogu Basztowej  i Długiej i dwa czeskie piwa wieczorem  a ty mi mówisz że nie  i że nie tu i że nie teraz i że nie czas na wiersze  i że nie wolno zapominać o Itace że ile razy można wszystko  no i tak dalej no i od nowa i tylko para z ust  jest przecież grudzień minus dwa stopnie czyjeś BMW na monachijskich blachach pod domem  liczne przygody bitwy i przeszkody godzina 22:22 dzisiaj twoje urodziny  dzisiaj?  nie to dopiero pojutrze widzisz niemal dobrze zapamiętałem jaki jest sens to wszystko mówić jeżeli masz wciąż wędrować do Itaki w swetrze zmarłego piętnaście lat temu ojca ale czy wrócisz  i niby pytasz jak co roku przecież i tak nie odpowiadasz głosy płaczemy przy krojeniu cebuli? tak czas to pieniądz  pisze Jearekh a ja w gry gram i czytam w leady  to mogłoby być pewną pociechą panie Kawafisie  myślę gdy łzy gdy matka i babcia obie oskarżone  miały zakopać żywego noworodka  kto może wiedzieć co znowu świat odsłoni  co komu jeszcze jest pisane przy cebuli stulatce rozrusznik serca bo chciałaby na tańce a ja nie umiem znaleźć już otwartych okien  jak ten który zaatakował kierowcę autobusu gazem  później próbował wtargnąć do jego kabiny  wspinając się jak małpa co brzmi jak tytuł  jak trzysta trzydzieści trzy sceny z życia Augusta B.  tak czasem cytuję leady aby zwrócić się do was mili  tkliwie kunsztownie i z pewnym zażenowaniem  tak to może wątpliwa pociecha jak muzyka zamiast głosów tych co umarli panie Greku Czesław pisze to nie on prosił o mój numer telefonu  to nie ja to haker to próba wyłudzenia danych  to oszustwo tutaj to jestem ja mama ma lepsze wyniki ode mnie  odpowiada syn roztańczonej stulatki i już nie płaczmy to wszystko wasze ukochane głosy  także nocą a ja? gdzieś w oddali czas płynie wracaj Miss World 1991 Beatriz Leal Jimanez  atrakcyjna Wenezuelka  zapytana na konferencji prasowej  przez importera małolitrażowych indyjskich Marutti czy lubi jeździć małymi samochodami  odpowiedziała krótko — nie czy z tego powodu martwić się będziemy zużyciem ropy i innych paliw kopalnych czy tylko futrem w którym się pojawiła może jednak nie mogła ukształtować  swojego życia mimo że starała się aby go nie upodlić  myślę i piszę to nie pora na wspominki sprzed lat gdy SUV-y na każdej ulicy  myślę nie wracaj i nie zagarniaj mnie Mariusz Sambor  (ur. 1965) – autor surrealistycznej powieści poetyckiej Cztery Filary  (2021), powieści  I wszyscy go opuścili…  (2021), zbioru krótkich form prozatorsko-poetyckich Nieoczekiwane przestoje w chmurach  (2022), epistemologicznego komediodramatu Pani Kołodziej. Kawki i gołębie  (2023), książki poetyckiej Rzeka / Taniec (2025)   oraz zbioru wierszy PRZED/MIEŚCIE (2025). Mieszka w Krakowie.

  • anna maria wierzchucka – larwioteka

    I martwa natura. psy niechciana kropla słońca. zorzynek rzeżuchowiec. łatwy do rozpoznania. jagodzianki. maki. dziś jest ten dzień kiedy nic się nie łączy. rzucam palenie. raz w tygodniu. rzucam cukier. rzucam mięso. mięsem. olbrzymie łby tuńczyków. puszek. płetwa zanim wynurzy się z wody nabierze kształtu linii papilarnych . weź jakiś czasownik i nim obróć. zakręć. wyobrażam sobie że nosisz melonik. i upijasz się tylko okazjonalnie. zionąc poezją. i żółcią nad krawężnikiem. żeby wzlecieć trzeba upaść. niedojedzone łuszczyny. teoria ciała to pamięć przewlekła. oczko w głowie. ciche * cytaty w kolejności występowania: – Maciej Robert – Roman Honet – Roman Honet w mamałydze czym jest poezja która nie ocala dzieci. jedyną kobietą wśród owadów. proporzycą marzymłódką. suchą beskidzką. nie wiadomo czy jechać czy jeść. bób. kalarepę. włosy. szczeciniaste czułki. prażone okolice bazylei. rozdziawione gęby szpaków. zagranica nas nie zmienia. we wszystkich krajach jemy ustami . mrocznicowate. noce. (tylne skrzydło karminowo-czerwone z czarną strzępiną). oszczędza wieczory na chłód. lepsze czasy. deszczówkę. zakwitną kiedyś cekiny. cyrkowych płócien. widzów. jeżeli jesteśmy stworzeni na podobieństwo boga to możemy być tak samo sławni jak on. gotuje się * cytaty w kolejności występowania: – Karol Samsel – Aglaja Veteranyi – Aglaja Veteranyi teraz królewny teraz królewny pachną tylko miętą. wiśniami. lepkie nabuzowane południe. kserotermicznie. hodują rumianek. rumiane lica. spódnice w płatki. dodatkowe łazienki w sypialniach. (róże są passe). świetliki lecą do żaru papierosa. wiem. nie palisz. ale boli. wierząca matka. gmachówka drzewotoczna. wyrosną rozchodniki na krawędziach lustra. a ty. sympatryczny. wychowany na kompocie. kafce. kiszce ziemniaczanej. norwidzie. wilgotny motyl. organellum. hemifusom. pozwalasz. szatkować. liście białej morwy. ciało. to nie ciekły kryształ. fartuszek w sukulenty. spotnina. na ścianie beksiński. więdnice piety. mieszane lasy skórzaste. a. bóg dobry kiedyś nas zadręczy. co jest normalne dla tego gatunku. musztardy diżą. jonestown * cytaty w kolejności występowania: – Szymon Słomczyński – Karol Samsel – Karol Samsel II dar może pszczoły to rodzaj choroby powietrza, umarli - dzieci, które jedzą śpiew. rozciagnik mchuś. ryba rozpieprza język. rozciąga. grzebie. pogrzebie a może pogrzebuje. na konkursie napluł na scenę. i dostał drugie. krzepa. krzepnie. czasem wykipi. wykpi. poszatkuje. bez zająknięć mlaśnięć i klaśnięć. inowacyjne strategie marketingowe słowa. otyłość zgłosek. epidemia rymów. krótkie kądziołki przędne. przednie pazurki. prawdziwy kotlet. meneli. * cytaty w kolejności występowania: – Roman Honet – Robert Rybicki dobroczynek (wróg przędziorka) inferior. zajdel też pisał wiersze. ale nie wychodził. nie przebijał. tymczasem z łodygi odstają gruzełki liści może kwiatów. najzdrowsze są zielone. i nasiona. przyszłe daty zdrad. przelany dzban nieba. za uchem sandały z roztargnioną gliną na podeszwie. gdzie żeś był kiedy kapuściankowe zakrywało usta. gdzie. gdy kominy spadały na asfalt. zaciągałeś się dymem. notorycznie wpychasz pestki do doniczek. objawienie kieszonkowców. z grochem na kolanach. w kołnierzach. czasem coś zwiędnie. nie wyprasowane. jak choroba. nocne wrastanie. szkodników na poziomie nie zagrażającym. jama wydłubka oczateczka. szara. na granicy. mironie. mironie. dobrze że śpisz. żegnajcie schody. i nie wypada tu w realizm magiczny. nic nie wypada. niczego. i że pół. i nagle. malowanie zębów na zielono. strefa. naga. okru. szki przeliczać ulubionych poetów jak ostatnie naboje. kruszynka rdzawoczułka. cynamonowy. ojciec odlatywał. taki kondor-krokodyl. albo krokodyl-kondor. (...)nigdy go nie kochała - myślałem - a ponieważ nie był zakorzeniony w sercu żadnej kobiety, przeto nie mógł też wróść w żadną realność i unosił się (...) na krawędziach. herbata z ogonków czereśni. podpatrzona na tubie. chlubie. wężu. mężu. nigdy go nie kochała. odpływają poranne gazety. audycje radiowe. echo. mole. siwe włosy. popiół. przyciski. nocy. lata. znikania. owadów uskrzydlonych. aparatu strydulacyjnego. zgubione. sklepy. pta * cytaty w kolejności występowania: – Andrij Lubka, tł. A. Kamińska – Brunon Schulz Wierzchucka dwojga imion, feministka, ateistka, osoba biseksualna, larwa, poetka, artystka recyklingująca, babcia. mieszkała w irlandii i nowej zelandii, obecnie osiadła w kanadzie.

  • Grzegorz Tomicki – Frenezje

    Teoria ran Człowiek, który upadł jest cokolwiek mądrzejszy od głupka łażącego tu i tam bez pojęcia o wyrwie w chodniku, która za chwilę podetnie mu nogę. Paul de Man "Retoryka czasowości" Autorem teorii ran (wounds theory) jest Marvin Minsky w swoich założeniach teoretycznych koncepcja ran niewiele się różni od teorii schematów ich zadawania Minsky podobnie jak Rumelhart oraz Schank wyróżnia dwa podstawowe poziomy ran poziom wyższy zawiera stałe elementy społecznej struktury sieciowej w której dochodzi do ukonstytuowania się rany elementy te są niezmienne i niezależne od możliwego  zakresu stosowalności coś jak systemy klasowe nierówności społeczne i przemieszczana pomiędzy nimi agresja poziom niższy rany natomiast ma liczne okienka które są zapełniane przez części elastyczne które z kolei są zmienne w zakresie różnych wymiarów na przykład czasowych wielkościowych czy odległościowych w ramach których ze zmagań pomiędzy rzeczą jako ideą a ideą jako rzeczą wyłania się rana  lub blizna w przypadku schematu postępowania z producentami ran którymi nie zawsze są egzemplaryczni mentalni przestępcy niezmiennym elementem rany wydaje się brak konieczności izolowania ich w miejscu przysposobienia do życia w ludzkiej rodzinie natomiast konkretne techniki postępowania z ranami w relacjach interpersonalnych zależą od zmiennych elastycznych części rany na przykład okienko czasowe określa  długość czasu poświęconego na resocjalizację przekwalifikowanie lub odwrócenie ról biorących udział w procesie generowania rany podmiotów natomiast możliwości nietypowej transformacji w zakresie samej rany wykorzystują niektóre techniki twórczego myślenia na przykład pisanie wniosków o przyznanie grantu umożliwiającego dalszą działalność artystyczną w zakresie wytwarzania propagowania  oraz interpretowania współczesnej poezji wsobnej i niepublicznej innym przykładem mogą być werbalne rotacje metaforyczne metonimiczne czy synekdochiczne dokonywane na dyskursie podpublicznym z uwzględnieniem subkodów subwersywnych i niegramatycznych tak jak to robił w muzyce Mischa Maisky dla każdej ramy najbardziej istotne są trzy rodzaje informacji po pierwsze ważne jest to  w jaki sposób należy ranę stosować to znaczy relacje między reprezentacjami pojęciowymi ran muszą wyznaczać konkretne programy zachowań po drugie rana powinna mieć określoną sekwencję zdarzeń scenariusz z którego jasno wynika ich kolejność i przebieg podejmowanej w jego ramach akcji po trzecie rana musi zawierać także praktyczną informację co należy uczynić w sytuacji  gdy oczekiwania odnośnie do sekwencji wydarzeń ją stwarzających nie potwierdzają się w rzeczywistości tego rodzaju wskazówki powinny być punktem wyjścia do ewentualnej modyfikacji rany jej sublimacji symbolizacji lub podjęcia innych środków zaradczych choć czasami lepiej zostawić ją samą niech rana się sobą zaopiekuje jak bowiem mówi kolega Marvina Minsky’ego Noam Chomsky na elity  polityczne nie ma co liczyć. Przypis do teorii ran Warte podkreślenia jest to że koncepcja ran kładzie nacisk na znaczenie tych struktur poznawczych dla regulacji celowych działań człowieka zwłaszcza w społecznym świecie wartości o ile bowiem schematy poznawcze są strukturami wiedzy które mogą nam służyć zarówno do lepszego zrozumienia świata w ramach trwałych reprezentacji umysłowych  jakkolwiek byłyby one od świata odległe jak i do generowania na podstawie tej wiedzy spójnego i adekwatnego zachowania o tyle w przypadku teorii ran znacznie ważniejszy jest aspekt wiedzy proceduralnej i performatywnej bezpośrednio związany z zachowaniem opatrunkowym generowanym na podstawie rany ponadto rana wydaje się strukturą poznawczą  o wiele bardziej zależną od kontekstu sytuacji a przez to znacznie bardziej zróżnicowaną można powiedzieć że każdy z nas nieustannie nakłada na różnorodną i kapryśną rzeczywistość rozmaite rany i opatrunki które redukują nadmiar informacji cały ten informacyjny szum porządkują tym samym obraz świata i regulują nasze celowe działania dokądkolwiek  by one zmierzały. Grzegorz Tomicki  (ur. 1965) – elektromechanik urządzeń przemysłowych, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Opublikował osiem tomów wierszy oraz monografię naukową Po obu stronach lustra. O twórczości Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego  (2015). Autor artykułów z zakresu literaturoznawstwa, psychologii, historii i socjologii. Mieszka w Cieplicach.

  • Bashō – osiem wierszy

    wyjdź nietoperzu dołącz do świata kwiatów i ptaków festyn świetlików pijany przewoźnik i chwiejna łódź nad suchą trawą rozedrgane powietrze pasma gorąca zakochana kotka przez szczelinę w piecu wkrada się i znika jesienna pełnia krążymy wokół stawu przez całą noc pijmy do dna z baryłki po sake zrobimy wazon na kwiaty na skraju ganku świąteczne ciastka mochi w kupach słowika wiosenna noc kończy ją świt  w kwiatach wiśni tłumaczenia: Magdalena Bielska i Łukasz Szopa Bashō  (1644-1694) właściwie Matsuo Munefusa – japoński poeta uznany za największego pisarza epoki Edo. Studiował filologię japońską, kaligrafię, filozofię, literaturę chińską w Kioto. Pod wpływem praktyk zen i poszukiwań twórczych od 1684 rozpoczął wielomiesięczne piesze podróże. Niezwykle ceniony za rozwój haiku, wprowadził do tego (wcześniej humorystycznego) gatunku poezji impresję i kontemplację przyrody. Najbardziej znane utwory to m.in . Ścieżki na daleką północ  - dziennik uznany za arcydzieło literatury japońskiej, Kasztan bez owoców, Zapiski z podróży do Kashimy, Notatki z podróżnej sakwy, Worek z węglem drzewnym . Zmarł w Osace podczas ostatniej podróży. Tłumacze: Magdalena Bielska – absolwentka historii sztuki na KUL, aktywistka społeczna, sutaszystka. Mieszka w Lublinie. Niepraktykująca buddystka i praktykująca górzystka. Łukasz Szopa – poeta, prozaik i tłumacz. Opublikował zbiory poezji Roadmovie  (2000) oraz wspólnie z Mehmedem Begićem  Film  (2001), zbiór opowiadań Kawa w samo południe  (2010), oraz powieść Fioletowy plecak i trzy herbaty  (2016). Mieszka w Berlinie i Włosieniu.

  • Serhij Rybnycki – cztery wiersze

    11 dzień zaczyna się poruszać po trajektorii jesiennego ptaszka nad wodą między drzewami słońce rozbłyskuje w ogonie rakiety i świst niczym struna na niebie rozcięcie serce oparło się o imię zeszłorocznego śniegu i ślady na piśmie świętym mamo wiekuista mamo gdzie nasze łóżka gdzie nasze ściany tylko rysunek ogromnego słońca w oknie spłynął jak anioła dalej deszcz wszystko w dół i strumienie i rzeka w jesień modlitwy i lamenty i chmury w każdej dłoni tego co przybiegł na pomoc i oddech bursztynowy który wieczorem w nocy wlewa się do pieśni ponad pieśniami a na razie tylko oddech amputowany pień orzecha zatrzymuje autobus zamarł czeka aż wszyscy wysiądą ale droga również amputowana a na skraju bandaż przejścia dla pieszych i wiecznie czerwone spojrzenie sygnalizacji świetlnej imię bez dźwięku ale z konturem spierzchniętych ust palce ołówki wciąż obok ciała i wciąż łaskocząc jakby ostro naostrzone i jeszcze by trochę koloru niebieskiego bo słońce zaczyna palić i płynie jak bursztyn tej jesieni wyrwa kapitanie gdzie jesteś gdzie koło ratunkowe kapitanie 24 r. 52 wiesz że oni cię złapią i złamią nie ma przestrzeni do ucieczki są tylko cyfry odliczania współrzędne ciągła zmiana na tablicy wojny która zapuszcza korzenie przez nieruchome ciała niby cały czas był zakopany niby światło dzienne dozowano dopóki pięter nie usypano łopata za łopatą i nie ma postronnych choćby nie wiadomo jak sadzono kwiaty i drzewa listopad obnaża szkielet po szkielecie już i na pniach znaki dziecięce ktoś plus ktoś równa się kto dla kogo jest bogiem a on jest ścieżkami z których każda prowadzi na wojnę gdzie cię złapią i zabiją gdzie twoje biblioteki nie będą miały znaczenia gdzie twoje notatniki to kolejna gwiazda na niebie gwiazd gdzie wszystko już napisano jeszcze przed tobą a czegoś wyjątkowego i szczerego nie słychać spod ziemi lepiej o miłości mówią oni kiedy wybór już został dokonany i ktoś te słowa musi przyjąć zanim dłoń ześlizgnie się w międzynoże a pocałunek spotka pocałunek że i słowa nie wypowiesz jakby usta zasypane ziemią a dłonie wciąż wyczuwają grzebią pragną wyrwać się na zewnątrz ale za późno bo leżycie obok bohatera oddychacie przez ziemię przez ciała przez wojnę a każde słowo to kość każda miłość to naddarty sztandar martwi mają nadzieję że kiedyś to się skończy a żywi tańczą na kościach      25 r. 7 oto człowiek który jak u pynczona uważa się za wojnę że żyje on niedługo lecz ataki są długotrwałe i burzliwe mówi że wielkie książki trzeba czytać szybko zanim narracja nie przemoże samego czytelnika a we wszystkim innym czepiać się każdego napotkanego za ocalałe kończyny co z ciebie za wojownik dlaczego tam cię nie ma dla ciebie w bunkrze miejsca nie będzie a pod wieczór w książce zapalonymi oczami i ołówkiem krzyżyki na marginesach jakby tu miała przylecieć rakieta i jeszcze jeden dzień życia dla mnie papieros przy rynnie i kawa za rogiem i tabletki i badanie u lekarza który będzie mamrotał jeszcze za wcześnie wtedy gdy pacjent będzie prosił żeby dalej go preparowali doprawdy historycy no przynajmniej uczniowie średnich klas wycięli złośliwe parady i rzucili podwórkowym psom doktorze jeszcze trochę słyszy pan tak równy puls pocisków niczym całe życie poranny bieg od zdrowego rozsądku i zamiast narodów po sto stron wielkiej książki gdzie słowo za słowem dziś prawdy dziś zaostrzone ostrze którym ścinają głowy królom i dowódcom że sam wyczerpany padasz na podłogę i znów potylicą o koło samsary i znów oczami o boskie oblicza nad obsranym łóżkiem to co doktorze znowu spuści mi pan krew wypuści pan moich żołnierzy czy dzisiaj mamy na kolację po raz kolejny pieczonego gołębia 24 r. 58 szara strefa uczepiła się lufy i nie puszcza widma pasterzy zasiadły w lejach na kolanach i obserwują tych którzy pierwsi idą ostrożne kroki but trzaska wśród gałęzi zwiadowcy i ci którym przypadło w udziale zbieranie ciał i cieni podobni do krów które cicho poskubują trawę co zniknęła dawno a ktoś z nich szepcze że zapomniał kiedy widział krowę na żywo głównie na obrazkach lub zdjęciach a tak naprawdę gdy chodził do szkoły i stado spotykał po drodze pachniało mlekiem i obornikiem a ich hałaśliwe westchnienia przypominające odgłosy wystrzeliwanych rakiet i stawowe oczy spokojne ufne jakby cała szerokość drogi należała do nich a teraz pamięć zupełnie zbielała jak to mleko więc hełm ścisnął głowę aby biel nie przyciągała uwagi a tym bardziej aby nikt z cywilów nie pomyślał że chcą się tu oddać do niewoli bo przez to wojna w żadnym wypadku się nie skończy chyba że wróg rozstrzela czy będziesz opowiadał mu historie z dzieciństwa jak widziałeś krowy piłeś mleko i mimowolnie obaj spojrzycie na dorastanie od zabawkowych karabinów do prawdziwych od żywych krów do rozbitych obór od świeżego mleka do zardzewiałej konserwy z tuszonym mięsem że wrogowi jest obojętne czy to krowa czy człowiek dla niego czas zapisany w rozkazie na szarym papierze o który czepia się lufa i słychać skrzypienie niewidzialnego śniegu i zagnano ludzi na podwórze czarne zmęczone plamki na świeżym mleku biedacy powtarzają wszystko co im się powie w ich oczach ostatecznie zgasło dzieciństwo czas dla nich czaszka krowy jakoś znaleziona w leju gdzie milczące duchy pasterzy rozpraszają się dymem nad ziemią gdzie kiedyś rosła trawa i nadal będzie rosła a ich palce na swój sposób liczyły czas a teraz przepuszczają między sobą papierowe łodygi 23 r. przełożył Tomasz Pierzchała Serhij Rybnycki  (ur. 1984) – ukraiński pisarz, bloger, fotograf i recenzent literacki. Studiował na Winnickim Narodowym Uniwersytecie Technicznym. Jego fotografie oraz wczesne utwory literackie są publikowane pod pseudonimem Magiczne Pchły Świętego Antoniego (ukr. Czariwni Błochy Swiatoho Antonija ). Laureat II Nagrody Wydawnictwa „Smołoskyp” (2017). Jego poezja była publikowana w almanachu „Ekspres Mołodisti" (2015), czasopiśmie literackim „Dzwin” (2016), polsko-ukraińskim zbiorze „Ukraińska nadzieja” (2017) oraz w antologii Narodowego Związku Pisarzy Ukrainy " Mołodi hołosy" (2021). Mieszka w Winnicy.

  • Karmelo C. Iribarren – pięć wierszy

    Przeszłość Teraz, gdy rzuciłem alkohol, nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo muszę uważać na barmanów z mojej dzielnicy: wystarczy, że wypiją dwa kieliszki, a już opowiadają mi moje własne życie. Środowy poranek Poranek jest szary, matowy, smutny. Siedzę w barze, przy kawie, tuż przy szybie wychodzącej na ulicę. Muzyka — cicha, odległa, niewyraźna — towarzyszy, nie prosząc o nic w zamian, nawet o to, by jej słuchać. Pada, ale lekko — trochę zacina — co sprawia, że niektórzy przechodnie nie biorą tego na serio i wzbraniają się przed otwarciem parasola. W środku jesteśmy tylko kelner i ja, i w tej chwili jest to najbliższe małemu rajowi na ziemi. Czuję się niemal jak w przedziale pociągu. Gdyby tak było, miałbym bilet aż do ostatniej stacji. Letnia burza Trzymają się za ręce w milczeniu, pod zadaszeniem. Chłopiec patrzy na swoją huśtawkę, w smutku, w deszczu, i nie rozumie. Ojciec patrzy na chłopca: takie jest życie, synu — chciałby mu powiedzieć — a ono dopiero się zaczęło. Na krawędzi Masz dwadzieścia lat, trzymasz życie za gardło, zdane na twą łaskę; ale to wciąż za mało, chcesz więcej.   Znam to uczucie. I życzę ci dużo szczęścia, przyda ci się. Trudna rzecz  Zakochać się jest łatwo. Można się zakochać — bez większego wysiłku — kilka razy dziennie, przy byle okazji wystarczy chcieć i trochę się rozejrzeć; a jeśli jest lato, to już w ogóle. Zakochać się to żadna zasługa. Naprawdę trudna rzecz — nie znam ani jednego takiego przypadku — to wyjść z historii miłosnej bez szwanku. z hiszpańskiego przełożył Adrian Krysiak Karmelo C. Iribarren  (ur. 1959) – urodzony w San Sebastián hiszpański poeta i wieloletni pracownik sektora gastronomicznego.

  • Luis Cernuda – pięć wierszy

    Niektóre ciała są niczym kwiaty Niektóre ciała są niczym kwiaty, inne niczym sztylety, inne niczym wstęgi wody; lecz wszystkie, prędzej czy później, staną się blizną, co w innym ciele narasta, przemieniając — mocą ognia — kamień w człowieka. Lecz człowiek miota się we wszystkie strony, śni o wolności, z wiatrem się ściga, aż nadchodzi dzień, gdy blizna znika, stając się na powrót kamieniem na niczyjej drodze. Ja, który nie jestem kamieniem, lecz drogą, po której przechodzą bose stopy, umieram z miłości do nich wszystkich; oddaję im swe ciało, by po nim deptali, choćby ich wiodło ku ambicji bądź chmurze, choćby i żaden nie pojął, że ani ambicja, ani chmury nie są warte miłości, której się oddaje. Powód do łez Noc, z racji swego smutku, nie zna granic. Jej cień, zbuntowany niczym piana, rozbija kruche mury, zawstydzone swą bielą; noc, która nie potrafi być niczym jak tylko nocą. Być może kochankowie ranią sztyletami gwiazdy, być może przygoda gasi jakiś smutek. Lecz ty, nocy, pędzona pragnieniami aż po bladość wody, wyczekujesz zawsze czujna kto wie jakich słowików. W głębi drżą otchłanie zaludnione wężami pośród piór, u wezgłowia chorych niewidzących nic prócz nocy, gdy więżą powietrze między wargami. Noc, ta noc olśniewająca, na rogach ulic kręcąca biodrami, wyczekująca nie wiedzieć czego, jak ja, jak wszyscy. Wiatr i dusza Z taką gwałtownością wiatr niesie się od morza, że jego pierwotne dźwięki zarażają ciszę nocy. Słyszysz go tylko w swym łóżku jak natarczywie w szyby stuka, wyjąc i nawołując jakby zagubiony, bez nikogo. Lecz to nie on cię w bezsenności trzyma, lecz inna siła, której ciało twe jest dziś więzieniem, była wiatrem wolnym, i pamięta.  Pragnienie Przez spokojne wrześniowe pole  z topoli żółtej jakiś liść, niczym gwiazda strącona, wirując, ku ziemi spada. O, gdyby tak dusza nieświadoma, Panie gwiazd i liści, była jako cień zapłoniony, od życia ku śmierci. Białe cienie  Cienie kruche, białe, uśpione na plaży, uśpione w swej miłości, w swym kwiecie wszechświata, nie bacząc na płomienną barwę życia na łożu z piasku i zniesionego przypadku. Pocałunki swobodnie spadają z ich ust w nieokiełznane morze niczym perły zbyteczne; perły szare lub może popielate gwiazdy wstępujące ku niebu ze światłem rozproszonym. Pod osłoną nocy świat cichy tonie; pod osłoną nocy oblicza nieruchome, martwe, gubią się. Tylko te białe cienie, ach, białe, tak, tak białe. Światło także rzuca cienie, lecz cienie błękitne. z hiszpańskiego przełożył Adrian Krysiak Luis Cernuda Bidón (1902-1963) – hiszpański poeta i krytyk literacki, przedstawiciel Pokolenia 27, emigrant.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page