top of page

Piotr Smolak – cztery wiersze

  • 2 dni temu
  • 4 minut(y) czytania

Neverending story


I
wczoraj namalowałam dziewczynkę z nożem w głowie
(myślałam o gwoździach ale ostrze robi robotę)
ma włosy takie jak ja i lalkę która pluje ogniem i śpiewa
pani chciała dzwonić do psychologa
ale mama zabrała mnie do domu i zaserwowała melisę
za oknem jesień starła na proch końcówkę lata
pół nocy warczał pies na parkingu
biedny pies
chwilami wył jak potępieniec
potem sąsiad wyzywał Pana Boga nadaremno
brakło mu paru groszy na wódkę
o wschodzie słońca mama ubrała mnie
i poszłyśmy na wzgórze za miastem
wiatr w porywach był południowo-wschodni
barometr niekorzystny
opady żadne
ułożyłyśmy się wśród traw powyżej torów
wystarczy gwałtowny obrót tułowia
żeby zapoczątkować ruch
resztą zajmie się grawitacja
żeby nas nie zauważył
żeby tylko nas nie zauważył
szeptała mama szarpiąc mnie za rękaw

II
dzisiaj mama nie chce spojrzeć mi w oczy
dzisiaj nigdzie nie znajduję dla siebie miejsca
nocami budzę się w pociągu
który wjeżdża do oceanu
nocami budzę się na stole operacyjnym
kiedy wszczepiają mi rozrusznik serca

III
dzisiaj mama nie chce spojrzeć mi w oczy
dzisiaj nigdzie nie znajduję dla siebie miejsca
z pracy wyrzucają mnie co pół roku
mężczyźni odchodzą po pierwszym pocałunku
kiedy kończę terapię myślę o następnej
mama nie chce spojrzeć mi w oczy
chyba powiem jej że to nie był zły pomysł


Punks not dead


Tu nie bierze się jeńców.
Tu trup ściele się gęsto.
Prowizoryczne boisko
całe jest pod napięciem.
Brutalny faul przerywa
spektakularną akcję.
Do tego krzyk jak trzask linijki,
której używała polonistka,
kiedy kolega pertraktował
w sprawie oceny na półrocze.
(W następnej klasie
role uległy odwróceniu:
żądania stawiał kolega,
pani kuliła się za biurkiem.)
Mecz toczy się pod blokiem:
zamiast bramek są ławki,
zamiast murawy beton.
Zamiast widzów potencjalni mordercy.
Po każdym golu czułem,
że zrównamy z ziemią parlament,
ukrócimy hegemonię pop artu i coca coli,
córkę premiera zaciągniemy do cyrku.
Niech skacze przez płonącą obręcz,
niech połyka sztylety,
niech tańczy na linie ze ślepym lwem.
Wieczorami wpełzaliśmy pod kołdry
jak ranne ośmiornice między splątane wodorosty.
Sen opadał ze wszystkich stron
rojem plotkujących motyli,
plejadą much przepasanych błękitną wstęgą.
Odtwarzając akcje często nie mogłem zasnąć.
Zwłaszcza po niezapowiedzianych wizytach ojca.
Pewnej nocy roztrzaskał szybę w drzwiach,
wtargnął do mojego pokoju i plując jadem
pociął nożem czarną skórę z napisem:
PUNKS NOT DEAD
(Poprzedni właściciel po raz ostatni
był widziany na dachu wieżowca.
Palił jednego za drugim i przeklinał dzień,
w którym przyszedł na świat.)
Dziś ojciec nie potrafi wypić
więcej niż dwa kieliszki,
wspiąć się po drabinie do światła,
wynieść dywanu z salonu.
Ani żadnej rzeczy, która Jego jest.
Wpatrzony w rozpadliny
biegnące wzdłuż kręgosłupa,
w przytulne korytarze
pod sklepieniem spękanych żeber,
robi porządki na ostatniej kondygnacji,
w opustoszałej klatce piersiowej
zdmuchuje kurz, dba o jakość powietrza.
Robi porządki, zanim zakwitną tulipany.
I mówi, że chce umrzeć w tym czasie,
co kobieta, z którą wziął ślub przed laty.


Utopia i rozpad

Ulewny deszcz rozpuszcza stylowe dekoracje
Zwały mięśni wywleczone wprost z ziemi
Polityków kochających inaczej
Prowizorycznego surowca jest w brud
Zastany pejzaż nie powinien zatem zbyt długo istnieć
Może dlatego wrzesień zadomowił się w naszych sercach
A wilgoć osiadła na witrynach
pełnych przyspieszonych oddechów
Może dlatego samolot lawirujący pośród błyskawic
Odcisnął w powietrzu ślad widoczny w świetle księżyca
Ulewny deszcz rozpuszcza dekoracje
Żydowskie dzieci które palą pod kołdrą
Poprzednie wcielenia biegające przed kamerami
Ulewny deszcz rozpuszcza stylowe dekoracje
I glebę zimną jak schab poddany głębokiemu mrożeniu


Zabawa w chowanego


I
Kto pierwszy zauważy, że umarłem?
Pielęgniarka z wadą wymowy,
korespondent wojenny cierpiący na zanik mięśni?
Producent zniczy i świec oskarżony o molestowanie?
W jakich okolicznościach pożegnam się ze światem?
Podczas przechadzki po gabinecie figur woskowych?
Zdejmowania sukni z kobiety,
od której nie można oderwać wzroku?
Na terapii grupowej w krzyżowym ogniu pytań?
A jeśli wydam ostatnie tchnienie na planie filmowym
grając polityka, który ślepnie od świateł?
Albo w chatce na kurzej nóżce, gdzie Jaś wkłuwa się
w żyłę Małgosi, bo zamówiła złoty strzał?

II
O czym jeszcze powinienem pomyśleć,
kiedy kwestia scenerii zejdzie na dalszy plan?
W jakim stanie odnajdą ciało?
Względnie nienaruszonym
czy jako niezidentyfikowane szczątki ludzkie,
które wkomponowały się w pejzaż?
Jaką godzinę wybije wtedy zegar?
Północ, kwadrans „po” czy jedenastą rano?
W przypadku ostatniej opcji
o trzynastej będę w żeliwnym piecu,
o czternastej w ozdobnej urnie 2 .
I zagadnienie najwyższej rangi:
jak zostanę potraktowany w zaświatach.

III
Sporo niejasności, nieścisłości i niedomówień.
Ojciec mojego ojca twierdzi, że najważniejsze to umrzeć
nie gorzej niż inni. „Żałować nie ma czego, nikt nie zapłacze.
Młodszy już nie będziesz, chyba przy końcu świata”.
Zarzuca kożuch na ramiona i wychodzi posypać lód
na podjeździe przed domem. Karmi psy,
odgarnia powstałe w nocy śnieżne kopce,
albo sterty skrzydeł porzucone przez anielskie zastępy.
„Idziesz w nieznane. Może ku lepszemu, kto wie”.
Spowija go szum wiatru, chrzęst uszkodzonego tułowia,
głosy kobiet, które zasiedziały się przy łuskaniu fasoli.
„Umyją cię i nałożą garnitur, a ja dopilnuję,
żeby muchy siadały gdzie indziej”.










Piotr Smolak – studiował medycynę, ukończył teatrologię. Wydał książki poetyckie Neue Wilde oraz Jak podpalić krajobraz. Pracował jako scenarzysta przy kilku serialach, grał w teatrach eksperymentalnych. Nagrał mini album Modlitwy z okresu przeklinania. Obecnie pracuje nad
zbiorem wierszy – Kosmetyki Coco Chanel

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page