Przeszukaj tę stronę
Znaleziono 895 wyników za pomocą pustego wyszukiwania
- Noc – odsłona druga
"Nocą wszystkie koty są czarne" – oczywista nieprawda, bo koty, tak wszystkie inne stworzenia i obiekty zachowują w ciemności swoje kolory. O czym łatwo można się przekonać zapalając światło. Ale to nie brak światła jest kluczowy w postrzeganiu nocy jako pory odpowiedniej dla wydarzeń szczególnych, cudownych i tajemniczych. Nie ma mowy, aby to co dzieje się po zachodzie słońca było banalne – dlatego zdecydowaliśmy na poświęcenie nocy aż dwóch pełnowymiarowych wydań magazynu Suburbia. Nie jesteśmy tu jakoś specjalnie oryginalni. Od zamierzchłych czasów noc ma swoje wyjątkowe miejsce w literaturze i sztuce. Trudno wyobrazić sobie literaturę romantyczną bez opowieści o dziadach, upiorach, o zjawiskach nadrzeczywistych, duchowych uniesieniach i mistycznych przemianach dokonujących się nocą. U Mickiewicza w Stepach akermańskich idzie to tak: Srebrny król nocy dąży spocząć przy kochance. Błyszczą w haremie niebios wieczne gwiazd kagańce, […] Pod namiotem ciemności; niekiedy z ich szczytu Budzi się błyskawica i pędem farysa Przelatuje milczące pustynie błękitu. Nie zawsze noc była cicha i gwiaździsta, czasem była pełna wichrów, deszczu i pojękiwania duchów. Nocna pora wyzwalała miłosne wyznania kochanków albo doprowadzała do szaleństwa i psychicznego rozstrojenia. Opowieści o nocnych sprawach przybierały różne formy, w zależności od epoki, gatunku literackiego i ambicji piszącego. Inaczej pisał Szekspir, inaczej Edgar Alan Poe i Dostojewski a zupełnie inaczej Stephen King. Ten ostatni jest autorem przewrotnego zdania: Nocą myśli mają nieprzyjemny zwyczaj zrywania się ze smyczy. Oczywiście romantycy nie byli pierwszymi, którzy postanowili wykorzystać nadzwyczajność postrzegania nocy. Literatura baśniowa sięgała po ten fenomen skwapliwie, tam też najbardziej doniosłe wydarzenia odbywały się nocą. Najważniejsza w tej odmianie literatury jest bodajże Baśń Tysiąca i Jednej Nocy, której zadaniem było nadać losom ludzkim walor niezwykłości a bohaterów obdarzyć nadnaturalnymi zdolnościami, ukazać ich wady i zalety. Akcje takich baśni jak Kopciuszek, O czterech muzykantach z Bremy albo Stoliczku nakryj się odbywają się po zachodzie słońca, w porze najlepszej na odkrycia i cudowne transformacje. Dzień, będący nocy przeciwieństwem, nie zapewnia takiej scenograficznej oprawy. Znacznie wcześniej zrozumieli to twórcy religijnych mitów, każąc swoim herosom, półbogom i mesjaszom rodzić się, umierać i zmartwychwstawać pod osłoną nocy. Z nocą związane jest jakaś odświętność, a dzień – choćby najpiękniejszy, nie ma w sobie jej tajemnicy nie ma jej heroizmu ani grozy. Dzień jest powszedni, jak chleb, dlatego w pełni zrozumiałe jest, że nie planujemy "dziennego" wydania Suburbii. Wszystkim Autorom, którzy nadesłali swoje teksty, bardzo dziękujemy. Redakcja
- Mirosław Drabczyk – trzy obrazy nocy
Dotknięcie gwiazdy Najpierw poczułaś mrowienie w palcach, tak delikatne, że nie byłaś pewna, czy to nie złudzenie. Po chwili, która mogła być też kilkoma latami, mrowienie stało się wyraźne, aż pewnej gwieździstej nocy twoje ciało zadrżało, jakby przez jego wszystkie komórki przepłynęły strumienie ciepłej wody. Już mogłaś poruszyć dłońmi, otworzyłaś oczy. Strumień dotarł do twego mózgu, zaczynałaś rozumieć, gdzie się znajdujesz i co sią z tobą działo przez ostatnie tysiąclecia. Fala ciepła i światła dalekiej gwiazdy wypełniła całe twoje ciało a zetlała materia ubrania, która niszczała przez wieki, nagle odzyskała swoją sprężystość i barwę. Pojęłaś już, kim jesteś. Spomiędzy setek a może i tysięcy kobiet uwięzionych w zimnych zwałach gęstej materii ty jedna zostałaś wybrana. Dzięki bezimiennej gwieździe ożyłaś, choć nigdy się nie dowiesz, jak długo podświadomie czekałaś, aby zacząć nowe, prawdziwe życie. Jeszcze nie wiesz, jaki los cię czeka. Czy jest pisana ci sława, czy poniewierka. Ale czy to ważne? Nie może być przecież nic gorszego od tego, co było. Zatem kroczysz odważnie ku nowemu życiu, zostawiasz swoje siostry w okowach zastygłej materii. Wychodzisz z ponurych korytarzy pełna nadziei i glorii, blask promienieje z twego gibkiego ciała. Masz prawo do tak śmiałych kroków, już nie jesteś zastygłym głazem. Szczęście bije z twojej twarzy, a w twoich oczach nie ma cienia watpliwości, że to odmiana na lepsze. Nie wiesz jeszcze, że twoja gwiazda może w każdej chwili zgasnąć. Stwarzanie ptaków Wspaniałe to zajęcie: w księżycowe noce siedzieć w przestronnej komnacie i w skupieniu powoływać do życia ptaki. Najpierw w ceramicznych naczyniach mieszasz zapachy nocy, energię dalekich gwiazd i kolory bezchmurnego nieba. Potem sprawiasz by szklana konewka podawała tę miksturę małymi strużkami na paletę barw, stamtąd magicznym piórem nabierasz kolorów, aby na białej karcie narysować ptaka. Ale może to nie pióro? Wygląda raczej na dziwny, pozaginany wkład do długopisu, ale być to może nawet skrzypcowa struna, którą do maleńkiego ciała ptaka przesyłasz muzykę z serca starych skrzypiec. Bo cóż to byłby za ptak, gdyby nie potrafił śpiewać? I zapytam jeszcze: cóż to byłby za ptak, gdyby nie umiał fruwać? Szczęśliwie pomyślałaś także o tym: cierpliwie ożywiasz swoje ptaki i robisz to w sposób delikatny, dzięki czemu nie muszą wykluwać się z jajek, nie muszą słabymi dziobkami rozbijać skorupek, przechodzić fazy bycia pisklęciem narażonym na tysięczne niebezpieczeństwa. Twoje ptaki od razu są dorosłe, od razu z kart papieru unoszą się w powietrze, ich radosny, wibrujący śpiew tnie materię ciemnej nocy, gdy wylatują prze otwarte okna. Wystarczyło, że na obraz ptaka skierowałaś strumień księżycowego światła przepuszczonego przez szklany pryzmat a już ten prosty optyczny zabieg dał im życie. Masz prawo być z siebie dumna. Powiedz, czy w śpiewie odlatujących ptaków słyszysz czasem podziękowania? Delikatny uśmiech na twojej twarzy to jedyny znak twego zadowolenia. Albo oznaka, że skrywasz jakieś tajemnice. Kim jesteś ptasia Giocondo? Tak niewiele o tobie wiemy. Dlaczego podjęłaś się stwarzania ptaków i skąd wzięłaś pomysł, jak to robić. Powiesz, że sama jesteś ptakiem a noc jest twą siostrą i razem wykonujecie swoją pracę. Albo to tylko pozór i naprawdę jesteś bosonogim magiem, androgynicznym demiurgiem a przebranie ma służyć temu, aby ptaki, tak nagle i cudownie do życia powołane, nie przestraszyły się ciebie. Chcesz pewnie, aby widziały w tobie swoją ptasią matkę. Jednak to wszystko jest mistyfikacją: sowa to strój roboczy, ty się nocami pod nim ukrywasz. Powiedz, kim jesteś za dnia? Chciałbym podpatrzeć, jak stwarzasz inne byty. Czy to możliwe, że dawno temu stworzyłaś także mnie? Czy mam w sobie cząstkę księżycowego światła? Czy mnie też ożywiłaś muzyką i zapachem nocy? Wagabunda Wszystko dopięte na ostani guzik, piasty kołowrotków naoliwione, tkanina płaszcza podszyta i wzmocniona. Wyruszasz w podróż, bo tylko w ciągłym ruchu znajdujesz sens życia. Jesteś samotnikiem i wagabundą. Nie lubisz ludzkiego zgiełku, więc najlepiej będzie ci podróżować nocą, kiedy kochankowie i złodzieje zajęci są swoimi sprawami. Mniej oczu cię wypatrzy, gdy będziesz śmigał po bezdrożach na swojej magicznej hulajnodze. Niekończąca się podróż to sprawa zbyt poważna, aby polegać na fałszywych ludziach, musisz więc liczyć tylko na siebie. To wymóg twej dzikiej natury: nie możesz pozwolić sobie na żadne ingerencje i ograniczenia. Wehikuł zrobiony z kilku płaszczy, wyposażony w turbiny połączone z kołami systemem kołowrotków i przekładni, porusza się dzięki sile wiatru i twojej własnej wewnętrznej mocy. Dodatkowe koło umocowane na czymś w rodzaju pastorału zapewni ci stabilność na wyboistych traktach. Z pewnością nie zabłądzisz: twoim przewodnikiem będzie widzący w ciemnościach kot. Przed deszczem i słońcem ochroni cię kapelusz z szerokim rondem, a gdybyś musiał odpocząć, zapniesz wszystkie guziki płaszcza i zamkniesz drewniane drzwiczki, aby schronić głowę w mroku i ciszy. Żaden szmer, ni blask żaden nie będzie zakłócał ci spokoju. Masz przy sobie wszystko, co potrzeba: niewielki rondelek, żeby przygotować posiłek, półeczkę z książkami (wśród nich zapewne mapy krain, do których zmierzasz), a na wewnętrznej ściance podróżnego kokonu wisi portret dziewczyny. Tej, którą kochałeś dawno temu, zanim zostałeś podróżnikiem. Swój pojazd urządziłeś tak, aby był namiastką domu. Wiecznym tułaczom też zdarza się zatęsknić za przytulnym domem. Masz nawet kwiatek w doniczce a przepastne kieszenie pozszywanych płaszczy kryją o wiele więcej użytecznych przedmiotów. Niewykluczone, że wśród ich znajdzie się czysty notes i ołówek, żebyś mógł opisywać podróżne przygody. A w jakimś tajemnym schowku trzymasz zapas mięsnej karmy i kuwetę dla kota. namalowała Remedios Varo, opisał Mirosław Drabczyk *** Autorką obrazów jest Remedios Varo - hiszpańska malarka, która zaczynała karierę w Paryżu dołączając do grupy prekursorów surrealizmu lat 30-tych dwudziestego wieku. W czasie II Wojny Światowej Varo osiadła w Meksyku, gdzie najpełniej rozwinęła swoje umiejętności eksperymentując z technikami malarskimi. Na jej niezwykłych, pełnych czułości obrazach ukazywała portrety ludzi uwikłanych w dziwaczne sytuacje. W unikalny, lekko ironiczny sposób pokazywała ich relacje z żywiołami i tajemnicami otaczającego świata. Wierna zasadom surrealizmu odwoływała się do mocy podświadomości i zwierzęcości. Przenosiła na płótna (częściej na płytę spilśnioną) swoje fascynacje mistyczne i ezoteryczne, korzystała z koncepcji baśniowych i mitologicznych. Zostawiła 171 obrazów będących do dziś przedmiotem badań i interpretacji. Zmarła w 1963 roku.
- Szymon Florczyk – pięć wierszy
fuga zmierzchu Grób kopiemy w powietrzu tam się nie leży ciasno ~ Paul Celan Fuga śmierci, przeł. S.J. Lec unosimy się lekko nad ziemią owijamy stopy powietrzem (ono skroluje się w bezkres) potem kładziemy wygodnie napełniamy oczy po brzegi cień pierzcha czasem siła zaciska nam pięści uderzamy i wszystko ustępuje na nic wystawiamy głowy nad chmurę wykrzykujemy ten wiersz wracamy łapczywie łykamy i rozpuszczamy od środka czas on skroluje się w bezkres zatem leżymy spokojnie a świat napiera rozbija na drzazgi zdań miar pakuje w paczki zostawia znowu leżymy równo spokojnie więc czemu ciemnieje burzy się w nas rzeka bez ryb bez nurtu bez szału żerowisk śpiewa o śmierci ta jest kuglarzem z jutuba tańczmy przygrywa gejmpadem tańczmy tu skroluje się szybko śmierć ociera łzy z twarzy do dnia stlał fioletowy haft czerń – maska – mat wkręca w oczodół kłąb czarnych wat nikt nie istnieje ja nie mam warg (echo by utonęło w tej rzece) błyśnięcie mgła cyk – sad szczerzył się pniami przez mgnienie lub milion lat chyba zniknęła ta szklana kopuła bo wlało się tyle ciszy a na jej tle czarnym i czarnym na przestrzał samo znaczenie same ogromne litery bez wątpliwości spadają spadają do dna skojarzenie muzyczne: Therion – Sirius B naświetlanie próbuję rozpatrzeć tę plamkę do kropki a ześlizguję się w noc Ścicha noc Tęsknię za czasem, kiedy nogi były krótsze, ale miały ledwie dzień drogi od rozchylającej buzię prawdy, bliżej do żalu, ale i bliżej do przebaczenia. Za to droga na pasterkę była błyszcząca i długa niczym wstążka rozwiązywana pieczołowicie i bez wprawy. Oczy jak talerze – pełne burgundowego koloru bombek. A tu, z wysokości czasu wszystko zatarte – wyciągam dłoń, ale dotykam fotografii. Tylko śnieg zdaje się mrugać tak samo. szuwary noc ziemia pod stopami jest coraz twardsza choć tak daleka że niewidoczna tam nieruchome plamki pałek wodnych nie słyszę żadnej ich modlitwy tylko ptaki pokrzykują urywanie jakby niepewne czy mogą zejść z nieba woda ciemna i znacznie głębsza niż myśli – nie mogę znaleźć twojego haiku ciężkie zaparowane sukno chciałbym szarpnąć za róg tej podrzuconej scenografii Szymon Florczyk (ur. 1986) – autor zbioru wierszy Ciało i zgłoska (2024). Stypendysta Funduszu Popierania Twórczości ZaiKS w 2025 r. Publikował wiersze w wielu czasopismach literackich, próbuje sił w muzyce z pogranicza rocka i klasyki (YT – Marquise Project).
- Cezary Żarna – cztery wiersze
Odrobina Nie da się uniknąć takich nocy. Mrowisz się w głowie, krzyczysz, dzielę Cię na kawałki, na co raz mniejsze fragmenty, na osobne organizmy tak pełne życia, tak mocno umierające powoli. I nic już prócz Ciebie nie ma w pustym miejscu po mnie. I Ciebie nie ma już w niczym. Nawet odrobiny. Za pięć trzecia. Myślisz, że nie ma światła poza tym z nocnej lampki, na końcu świata pożoga, tutaj spokój. Sen. Mea cupla, kto pierwszy rzuci kamień? Łuna na twojej twarzy jak ta, gdzie trupy. Prawie Właśnie teraz przeszło, zabrało, co miało po mnie pozostać. Przechodziło do słowa, było, pięło się, stawało się bliższe i cieplej ci się robiło. I było prawie ciepło. I cicho. I prawie udało się zasnąć. *** Dusisz. Nikt nie słyszy. Nikt nie wie. Obok. Spokojnie śpi człowiek. Umieram w Jej ramionach z miłości nie do Niej. Umierasz w moich ramionach z miłości nie do mnie. Cezary Żarna – autor dwóch książek poetyckich: Ruch obrotowy (2025) i Miłość. Piękna Pomyłka (2023). Współautor kilku antologii i almanachów poetyckich. Laureat kilku konkursów poetyckich. Tłumaczony na niderlandzki, grecki i francuski. Mieszka w Legionowie.
- Sylvia Plath – wiersz
Krawędź Ta kobieta to już ideał. Jej martwe Ciało zdobi uśmiech spełnienia przepowiedni, greckiego fatum. W fałdach i zwojach jej tuniki Jej bose Stopy jakby mówiły: To już koniec, przebyłyśmy długa drogę. Każde martwe dziecko skulone, biały wąż, Każde przy małym Dzbanku mleka, już próżnym. Ona złożyła Je na powrót w swym ciele jak płatki Stulonej róży, gdy ogród Zamiera i broczy słodkawy odór Z głębokich krtani nocnych kwiatów. Księżyc nie ma powodu do smutku, Gapiąc się spod kościanego kaptura. Przyzwyczaił się już do tych rzeczy. Jego ciemna strona wciąga i łamie. przełożył Jerzy Bartonezz Sylvia Plath (1932–1963) – amerykańska poetka i prozaiczka. Autorka tomu Ariel oraz powieści Szklany klosz, w swojej twórczości poruszała tematy tożsamości, depresji i śmierci. Została pośmiertnie uhonorowana Nagrodą Pulitzera w 1982 roku.
- Dylan Thomas – wiersz
Nie odchodź kornie w mrok u kresu dnia Nie odchodź kornie w mrok u kresu dnia Niech starość iskrzy żarem tuż przed snem Walcz walcz gdy już zamiera światła blask Mędrcy zupełnie czarno-widzą tamten świat Bo słowa nie wzniosą latarń w widłach rzek Nie idą kornie w mrok u kresu dnia Ludzie bez wad żegnając się ostatni raz Myślą jak być lepszymi by oszukać śmierć Walczcie gdy już zamiera światła blask Szaleni - w pełnym słońcu wypatrują gwiazd I gorzknieją gdy dłuży się cienia tren Nie idą kornie w mrok u kresu dnia Smutnych nad grobem oślepiają łuny miast Ich oczy płoną jak meteory w sądny dzień Walczcie gdy już zamiera światła blask A ty ojcze z wysokiej skarpy daj mi znak Błogosław przeklinaj mnie nie powstrzymuj łez I nie odchodź kornie w mrok u kresu dnia Walcz walcz gdy już zamiera światła blask. adaptacja villanelli Dylana Thomasa Do Not Go Gentle Into That Good Night przełożył Jerzy Bartonezz Dylan Thomas (1914–1953) – walijski poeta i pisarz. Zasłynął z niezwykle muzycznego języka, bogatej metaforyki i emocjonalnej intensywności swojej poezji. Twórczość Thomasa często podejmuje tematy życia, śmierci, dzieciństwa i natury, czerpiąc z walijskiej tradycji i osobistych doświadczeń. Zmarł w wieku 39 lat, pozostawiając po sobie trwały wpływ na literaturę XX wieku.
- Ewa Blekicka – rysunki
Lubię przedstawiać rzeczywistość trochę bajkową, trochę realną. Tworzę przesiąknięte kolorami portrety i ekspresyjne pejzaże z wykorzystaniem gładzi szpachlowej, akryli i pasteli, ale również małe czarno-białe grafiki. Prace okraszam wierszami, słowami, to dla mnie ich integralny element. Brałam udział w wystawach grupowych, wystawiam indywidualnie i ilustruję książki. Jestem także wolontariuszem w cyklicznym wydarzeniu artystyczno-ekologicznym „Listnienie” we Włocławku. Tworzenie daje mi ukojenie, pozwala wyłączyć się z gonitwy otaczającego świata. Sprawia, że czuję się szczęśliwa. Aby zwiększyć szanse na nowe, musisz wychylić się poza krawędź znanego. Byle zrobić drugi krok. Mechaniczny rytm marszu napędzi wiarę w siłę kreacji i sprowokuje zmianę. Twoja głowa to idealna przystań dla myśli niechcianych. Poupychałeś tam to, co inni o tobie myślą i karmisz się nieswoimi osądami. Oddziel echo słów robaczywych od wewnętrznego źródła, które nieopatrznie przysypałeś. To nie teatr Czekanie na cud Napijmy się nocy Nic nie musisz Ewa Blekicka: Włocławek jest moim miejscem na ziemi. W 2022 roku miałam swój pierwszy, indywidualny wernisaż w BrowarzeB zatytułowany Niespiesznik i, paradoksalnie, od tamtego momentu moje życie artystyczne przyspieszyło. Publikowałam wiersze i rysunki w miesięczniku literackim "Akant", a później w "ApostrOOFie". Zdobyłam I miejsce w konkursie plastycznym „Włocławek miasto położone wzdłuż rzeki Wisły”. Byłam dwukrotnie jurorką w konkursie plastycznym. Stworzyłam plakat do spektaklu Okno z widokiem na ludzi dla Teatru impresaryjnego we Włocławku.
- Radosław Wiśniewski – Bany ukraińskie (27)
Dzień 146. Transfer Lewandowskiego, pokazał willę, w której będzie mieszkał Obudziłem się o piątej rano, na siedząco, wiedziałem już, że czego nie napisałem, nie zrobiłem nocą, tego już nie zrobię w ciągu tych dwóch godzin, jakie zostały do wyjścia do pracy. W głowie krążyły oderwane od siebie fragmenty dyskursu, odłamki rozmów, notatek. Nie wiem dlaczego wydawało mi się, że uda się je złożyć w całość. Oto jakieś kukły nazywane władzami donieckiej republiki ludowej doniosły, że zmarł Paul Ury, brytyjski ochotnik pojmany przez siły zbrojne tego dziwnego Donbabwe. Zmarł lub został umarty 10 lipca, ale wiadomość wypłynęła niedawno. Podobno zmarł z powodu choroby i stresu, cokolwiek to znaczy. W tym samym czasie minęła ósma rocznica zestrzelenia MH17 z 298 ludźmi na pokładzie. Odpowiedzialni za tę zbrodnię nadal nie trafili przed żaden sąd, mimo że ustalono nawet numer wyrzutni, z której odpalono pocisk. Trwa wojna o żniwa. Rosjanie tam, gdzie mogą ostrzeliwują pola pociskami zapalającymi, minują minami narzutowymi. Miny narzutowe - od razu wyjaśniam - to takie miny, których się nie zakopuje, tylko wystrzeliwuje i one opadają na ziemię. Stąd nazwa. Po prostu "narzuca się" je z góry. Zapytacie po co komu miny, których się nie zakopuje, które widać gołym okiem? Żeby wygrać czas albo zaskoczyć przeciwnika. Na wojnie, w walce można na przykład na szybko w ten sposób zaminować wąski przesmyk między zbiornikami wodnymi albo jakieś inne zwężenie terenu by spowodować powolnienie ruchu przeciwnika. No bo leżą, widać gdzie leżą, ale między nimi nie zatańczysz, musisz jakoś rozminować - a to kosztuje czas. Tak, mówimy o walce, ale ta wojna jest taka, że bombarduje się centra handlowe i szpitale, więc czemu nie pola uprawne? Owszem, te, które są w zasięgu - pali się i minuje. A te które się okupuje - próbuje się zrabować, ale tutaj pojawia się problem. Pole to nie to samo co lodówka, pralka, która można zrabować zastraszonej albo zamordowanej rodzinie. Tu trzeba zebrać plon a plonu nie da się zebrać nożyczkami, potrzebny jest sprzęt. I tutaj pojawia się nagłówek polskiej prasy, jak to by napisał Marcin Orliński, jest nie do ogarnięcia. Oto i on: "Chersoń. Rosjanie mają problem. Nie mogą zebrać zboża, bo wcześniej ukradli kombajny." Te kombajny wywieźli w głąb swojej przestrzeni operacyjnej, a tam przestały działać, zaś części rozkradziono. Taka to trzecia armia świata i jej logistyka. Logistyka - czyli dowozy i zaopatrzenie. Podstawa na wojnie. Przy okazji logistyki - pojawiła się bardzo ciekawa mapa pokazująca, o ile teraz rosyjska logistyka musi poodsuwać składy amunicji, paliwa i innych dóbr niezbędnych do prowadzenia i żywienia wojny od linii frontu. Musi, chyba że chce żeby dalej wylatywały w powietrze jeden po drugim. Liczy się, że HIMARS-y, artyleria dalekiego zasięgu, oraz być może "Toczki" i siły specjalne razem z partyzantami skasowały w ostatnich tygodniach jedną trzecią brygadowych i pułkowych magazynów. To nie znaczy, że to były wszystkie magazyny, na pewno są inne, większe, poza zasięgiem Ukrainy, ale dowóz bezpośrednio na linie frontu setek, tysięcy pocisków jest z nich trudniejszy, dłużej trwa, wymaga większej ilości ciężarówek, a przy aktywności partyzantów i dywersantów, nawet tylko mniemanej - wymagać będzie też formowania konwojów. A to wszystko obniży efektywność dowozów i zaopatrzenia. W Sewastopolu w związku z tym smuteczek – wszystkie większe okręty trzeba było przebazować do Noworosyjska, poza zasięg HIMARS-ów i domniemanych ATACMS z rozszerzonym do 300 km zasięgiem. Popatrzajcie jak na wojnie działa domniemanie i brak wiedzy oraz danych. Ile ruchów musi wykonać przeciwnik, który nie ma pewności co macie i w jakiej ilości. Ile tu przestrzeni na blefy. To właśnie po to ma się rozpoznanie, łączność, wywiad czyli to, czego nie pokazują infografiki w mediach, kiedy szybko chcą porównać potencjał stron konfliktu. Tego nie ma jak pokazać. Do tego trzeba sobie zagrać w grę wojenną w warunkach realnych czyli nie mając wglądu w plansze przeciwnika. Szachy na ślepo, gdy, dopóki ktoś ci nie zbije piona, to nie wiesz gdzie i jakie ma figury. Podobno, prawdopodobnie, być może rosyjska obrona przeciwlotnicza dostała prikaz by jebać w niebo bez opamiętania, żeby jednak te rakiety z HIMARS-ów ustrzelić. Nie wiadomo czy nie to wzmożenie nie stało za zestrzeleniem własnego frontowego Su-34. Tak, znowu to zrobili. Zestrzelili się sami. Nie nowość na wojnie, friendly fire zdarza się od zawsze, ale skuteczność tego typu ostrzału w rosyjskiej maszynie wojennej jest imponująca. Zwalić na ziemię Su-34. Szacun. OSINT-owcy sprawdzili numery, wszystko się zgadza. To ich było.. Koło Ałczewska. Ałczewsk warto zaś wspomnieć z jednego jeszcze powodu, anegdotycznego, mianowicie dwa lub trzy dni temu zahełmowany i zakamuflażowany rosyjski reporter robi lajw dla telewizji na tle jadącej kolumny rosyjskich czołgów. Widać na filmie jak jeden z pancerniaków puka się w głowę pokazując na teledebila. Ale wóz jedzie dalej, a reporter gada. Nazajutrz był 17 lipca. Zajezdnia w Ałczewsku wyleciała w powietrze o porze, kiedy spora część bazującej tam jednostki remontowo-naprawczej poszła spać. Ktoś skojarzył fakty, obrazy, połączył kropki i odpalił z HIMARS-a. To nie był pierwszy przypadek tego typu. Tak było też z moździerzem pod Siewierodnieckiem kilka tygodni temu. Historie jak z Haska. Byłyby śmieszne gdyby nie dramat tej wojny. Skoro jednak jesteśmy przy przypadkach anegdotycznych - wygrzebałem jakiś czas temu na Zła Ambasada historię z dziejów wojny radioelektronicznej spisaną przez Tomasza Leśnika vel Leśnik, poczytajcie: "[...]Na kierunku ofensywy na Kijów ze strony Białorusi jedna z bGB operujących na tym obszarze miała przydzieloną stację mającą min. zakłócać bsl. Niestety dla Rosjan, miała niesprawny moduł energetyczno-zasilający. Dowódca postanowił ją jednak wykorzystać do osłony spodziewanej pilnie kolumny logistycznej, więc skorzystał awaryjnie ze stałej sieci energetycznej z jednego z zabudowań wiejskich by zasilić stację. Wzbudziło to zainteresowanie mieszkańców, cóż to musi być za ważne urządzenie skoro jest pilnowane przez żołnierzy i pociągnięto do niego kabel siłowy ze stodoły. Kilku śmiałków korzystając z tego, że nikt z Rosjan nie zainteresował się na poważnie resztą wsi postanowili uszkodzić wiejski transformator. Udało się im to zrobić gdyż nie był przez nikogo strzeżony. Oczywiście pozbawili elektryczności całą wieś, ale stacja zakłócająca też przestała działać.. Ukraińska armia z radością skorzystała z tego prezentu i ogniem artyleryjskim korygowanym z powietrza obezwładniła kolumnę paliwowo-amunicyjną niszcząc doszczętnie przy okazji wzmiankowaną stację.. Zaiste drôle de guerre." Zapytacie pewnie zaraz – skoro jest tak dziwnie, to czemu jest tak źle? Odpowiem – nie jest źle, chociaż jest dziwnie. Przypomnę, że 24 lutego większość z was, a i ja także, pewnie myślała, że to koniec. Przypomnę – desant na przedmieściach Kijowa, macki uderzeń ze wszystkich stron jak wielkie cęgi w kierunku głównych miast, alarmy lotnicze w całej Ukrainie i tłumy na przejściach granicznych. A nie dość, że Ukraina nie padła, to odepchnęła od siebie te brudne łapy i skanalizowała konflikt na kilku teatrach działań, a kilka zupełnie wygasło. Przypomnę, że wprawdzie wypłynął już film pokazujący pierwszego zniszczonego naszego samobieżnego „Kraba”, ale nadal niewiele pozostaje materiałów dokumentujących zniszczenie „naszych” T-72M i T-72M1R, nie mówiąc o zachodniej proweniencji transporterach M113. Ich poszły setki, ale gdzie są i co robią – któż to wie? Nowy korpus rezerwowy Ukrainy ma liczyć nie mniej niż 5 może 7 brygad. Brygada w armii ukraińskiej liczy normalnie 5 batalionów, czyli to jakieś 25 do 35 batalionów. Nie wiadomo czy uderzą na jednym kierunku czy znowu będą musiały łatać dziury na jakimś docinku w bitwie materiałowej. Na pewno ci co obserwują liczą na powrót do fazy manewrowej wojny. Wiele wskazuje na przygotowanie do takiej fazy. O, zapomniałbym – Niemcy znaleźli wreszcie amunicję do samobieżnych zestawów p.lot Gepard. Jest szansa, że wreszcie dotrą do Ukrainy. Acha i pisano, że podobno wyleciały w powietrze mosty w Kupjańsku. To miasto na zapleczu północnej części łuku Dońca Siewierskiego przez które leci sporo nici zaopatrzenia. Nie jest to potwierdzone materiałami zdjęciowymi, ale jeżeli to prawda to mogłoby wskazywać na inny niż oczekiwany południowy kierunek przyszłej kontrofensywy ukraińskiej. Jeżeli to w ogóle będzie jeden kierunek. Jeżeli w ogóle będzie jakaś kontrofensywa. Wczoraj wypłynęła i zniknęła zaraz informacja, że władze okupacyjne Mariupola aresztowały dziewczynę, która wyszła na ulicę z wplecioną we włosy żółto-niebieską wstążką. Informację podał Petro Andriuszczenko. To tak dla przypomnienia o co ta walka się toczy, w imię czego i kogo. Żeby nie było ani jednej więcej. Ani jednej. Dzień 148. W oczekiwaniu na rotację, w oczekiwaniu na przełom, nie lękaj się moja miła, jeszcze zatańczymy God used me as a hammer, boys To beat his weary drum today Hoist that rag! Tom Waits, Hoist that rag Jestem zmęczony. Widzisz to moja luba, moje serce - pytasz się po co, dlaczego? Pytasz się gdzie jestem myślami. A ja mówię, że nigdzie, próbuję zwalczyć senność. Bo nie wolno mi spać. Tak czuję. Mam czuwać. Dlatego tutaj jestem gdzie jestem, dlatego przeżywam, kochana. Gdybym się opancerzył, odciął – nie byłbym tym, którego poznałaś i z którym jesteś. Dlatego tutaj jestem nawet, wtedy kiedy wydaje się – który to już raz – że nie ma wybitnych doniesień z frontu. Ale oto na przykład deputowani rosyjskiej dumy państwowej ogłosili, że Ukraińcy są mutantami. Serio. „Kommiersant” o tym napisał. Otóż w laboratoriach, oczywiście pod kuratelą USA, wprowadzono „system kontroli i tworzenia najbardziej brutalnej maszyny do zabijania [...] celu zneutralizowania ostatnich śladów ludzkiej świadomości i przekształcenia ich w najbardziej okrutne i śmiercionośne potwory”. Z kolei rosyjska telewizja wypuściła materiał reporterski o rodzicach Aleksieja Małowa, który zginął w ramach sepcoperacji w Ukrainie i pokazują przede wszystkim, że no, syn zginał, fakt, ale z zasiłku pogrzebowego rodzice kupili sobie wreszcie samochód marzeń, nową Ładę. Biała taka, fajna. Marzenie ojca zabitego syna. No i w pierwsza jazdę, jadą do synka na cmentarz. Pomijam już ten absurd, że jakoś ta łada znalazła sie w domu, więc pewnie pierwsza jazda była z salonu do domu a nie na cmentarz do synka. O sesjach zdjęciowych wdów po poległych na wojnie z urnami już nie wspominam. To osobna nisza na instagramach i telegramach. Inny materiał telewizyjny pokazywał rodzinę siostry chłopaka, który zginął w specoperacji. Rodzina mieszka w Irkucku. Chłopak pojechał i zginał, siostra mówi, że on by nikogo nie skrzywdził, taki dobry człowiek z brata. Po czym otwiera drzwi lodówki, z której ktoś nie zdarł nalepki z ukraińskiego sklepu, z napisem, że lodówka ma gwarancję na dwa lata. Nie wiem czy da się zrealizować gwarancję lodówki Beko zrabowanej w Ukrainie. Chyba żadna ukraińska firma serwisowa nie przyjedzie do Irkucka, chociaż kto wie, kto wie? Marcin Strzyżewski dwa dni temu zrobił mały eksperyent. Dzwonił do komisji poborowych w Petersburgu i Permie, próbował także dodzwonić się do rekruterów najemników z tzw. grupy Wagnera. Wagnerowcy nie odebrali, ale komisje poborowe – owszem. Podawał zmyślone dane i pytał czy jest możliwość zaciągnąć się do wojska. Mówił, że ma 35 lat i nigdy nie służył w armii. Nie ma kłopotu, weź dowód osobisty i książeczkę wojskową, jeżeli jesteś niekarany to poślemy cię na kwalifikację medyczną. Czy poślecie mnie na specoperację? Pogadamy, przyjdź. Także tam jest tak. 35 lat, zero doświadczenia, przyjdź, pogadamy. W ostatnich dniach zaś oprócz walenia w Czornobajewkę, Nową Kachowkę Ukraińcy przywalili w most Antonowski w Chersoniu. Na zdjęciach widać, osiem trafień w kręgu 20 metrów. I to są trafienia w most na wylot. Znalazł się jakiś wychowanek redaktora Wyrwała z Onetu, który napisał, że to świadczy o tym, że Ukraińcy godzą się z trwałą utratą Chersonia, dlatego niszczą infrastrukturę. No nie drogi kolego, dokładnie odwrotnie. Na Dnieprze, który tutaj ma szerokośc kilkuset metrów licząc po lustrze wody, nie po brzegach doliny z jej starorzeczami, zakolami i tak dalej, otóż na tym Dnieprze Rosjanie mają dwie przeprawy. No. Trzy. Jedna to most kolejowy obok mostu Antonowskiego, druga to tama w Nowej Kachowce kilkadziesiąt kilometrów od Chersonia i trzecia, najwygodniejsza przeprawa – most Antonowski. I nie, to nie są uszkodzenia, które w ogóle wyłączają most z użycia. One utrudniają korzystanie z niego pojazdom o dużej masie – na przykład platformom wiozącym czołgi, albo ciężarówkom wiozącym amunicje, paliwo. Amunicje w skrzynkach. Jak te ciężarówki, lory ze ciężkim sprzętem będą musiały jeździć przez czornojebaną Nową Kachowkę to będzie zabawnie, bo dłużej o 70 kilometrów, a zobaczcie jeszcze jak wyglądają drogi z Nowej Kachowki do Chersonia, jak biegną w stosunku do linii frontu. Bayraktary lubią to. Nasze polskie Warmate'y też. I Kraby to polubią. I nawet te siedem niemieckich Phz2000 może tutaj znaleźć zajęcie. Tak wygląda starcie armii XX wieku z armią, która śmiało wkracza w wieku XXI. I poznać to – tako rzecze pułkownik Lewandowski – po logistyce i filozofii działania. Nie chodzi o to żeby zabijać, to nie jest cel sam w sobie, chodzi o to by siły przeciwnika obezwładnić, pozbawić zdolności operacyjnych. A teraz na koniec składamy to do kupy, żeby redaktor Wyrwał nie miał już argumentów. Walenie po składach amunicji, paliw, żywności, warsztatach wprowadza bałagan wśród walczących. Bo poddział w polu ma zapasy jedzenia i amunicji najczęściej na dzień-dwa, podobnie bateria artylerii w polu, kompania czołgów. Reszta musi być dowożona. Jak jest bałagan to zaczynają się przerwy w dostawach a tym samym przerwy w walce. Łupnięcie w most Antonowski może, chociaż nie musi wskazywać kierunek ofensywy. Przede wszystkim jednak ogranicza możliwość manewru siłami między oboma brzegami Dniepru, wydłuża trasy dostaw. (A ty nie martw się, kiedyś odpocznę. Na razie muszę czuwać. ) Radosław Wiśniewski (ur. 1974) – animator, promotor literatury piszący wiersze, prozę, wyżywający się publicystycznie pracownik hurtowni urządzeń niskoprądowych.
- Adrian Skoczyński – trzy miniatury prozą
Jasność rzuca Cień Jasność postanowiła rzucić Cień. Decyzja o rozstaniu dojrzewała w niej od dłuższego czasu, ale poczciwy Cień był odrobinę za ciemny, żeby się czegokolwiek domyślić. Jasność, rzecz jasna, wysyłała mu pewne sygnały (głównie alfabetem Morse’a), ale Cień myślał, że to zespół Tourette’a albo skacząca powieka i nic sobie z tych sygnałów nie robił. Cóż, nie on pierwszy coś podobnego przegapił. Wracając do samego rzucania… Jasność rzuciła Cień, a niemądry (lecz na swój sposób kochający ją Cień) do dziś chodzi za nią jak pies – albo jak kto woli, jak cień. Złote runo Nagroda była nieziemsko piękną, ale i bardzo przekorną kurtyzaną. Złotowłosa nimfa znała swoją wartość i zdając sobie sprawę ze swej wyjątkowości, nigdy nie wydawała się na pastwę osobników niegodnych słodyczy jej miłości. Słuchy o jej zjawiskowej piękności dochodziły do najdalszych zakątków świata, skutkiem czego jej domostwo przez trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku było oblegane – a czasami nawet szturmowane – przez tłumy rozochoconych zalotników. Ale Nagroda nie przepadała za uzurpatorami – najbardziej stroniła właśnie od tych adoratorów, którzy uważali, że się im „należy”. Nie przepadała również za tymi, którzy bezczelnie zarzucali jej, że się „spóźnia” albo że o nich „zapomina” (cóż ci prowincjusze mogli wiedzieć o przywilejach bogini?). O napady mdłości przyprawiali ją także fałszywie pokorni, którzy podczas bezwstydnego pożerania jej wzrokiem, przebąkiwali coś o tym, że „nie są jej godni i doprawdy nie powinni…” A fe! Rozpaleni do czerwoności skromnisie! Czy Nagroda kiedykolwiek się komuś oddawała? Tak, ale zawsze w tajemnicy i pod osłoną nocy. Dumna Nagroda odwiedzała tylko tych, których sama sobie upatrzyła. Tych, którzy jej nie przyzywali, ale po cichu i z wysiłkiem długo się do jej odwiedzin przygotowywali. Słowem tych, którzy naprawdę na nią zasługiwali i mimo, że znali ją tylko ze snów, gotowi byli oddać za nią życie. Powiadają, że noc z Nagrodą jest tego warta. Alternatywa odchodzi Alternatywa była piękna. Piękna, ale inna. Inna swoim pięknem i piękna swoją innością. Tak, Alternatywa była wyjątkowa. Nie wiedzieć czemu, ludzie jej unikali. Wiedzieli, że jest piękna – podejrzewali także, że jest dobra – a mimo to, trzymali się od niej z daleka i tylko zza firanek odważali się sycić wzrok jej słodkim jak marzenie widokiem. Czyżby bali się jej odmienności? A może brakowało im odwagi z powodu jej nieziemskiej piękności? Nie wiadomo. Zanim ktokolwiek zdążył się przełamać i zagaić do milczącej piękności, ta rozczarowana tchórzliwymi ludźmi już dawno się ulotniła. Czasami jej obraz nawiedza ludzi w snach. Niestety, tylko w snach. Adrian Skoczyński (ur. 1995) – sinolog, tłumacz, promotor polskiej kultury w Państwie Środka. Absolwent sinologii na KUL i Handlu międzynarodowego na Chongqing University. Od roku 2015 mieszka w Chińskiej Republice Ludowej. Publikował w "Akcencie", "Magazynie Zakład" i "Tlenie Literackim".
- Anna Maria Wierzchucka – Smołą nocka skryła ręce
makidatna Usta jak karminy rence jak motyle ale makidatna i z ulicy żyje Już łysy na niebie lipuje Hanka makidatna do domu gibuje maki maki maki makidatna maki maki maki... nienadatna Na winklu na Brzeskiej Hanka gięta w talii ale makidatna wdziękiem się nie chwali Chciał się z nią ochajtać Stasiek chłop jak wiosło ale zara prysnął bo znalazł se prostą Już łysy na niebie lipuje Hanka makidatna do domu gibuje maki maki maki makidatna maki maki maki... nienadatna Na winklu na Brzeskiej Hanka piwnooka klijentów ma dosyć leci jej łez z oka Warkocze ogniste serce szczerozłote ale makidatna bierze cztery złote Już łysy na niebie lipuje Hanka makidatna do domu gibuje maki maki maki makidatna maki maki maki... nienadatna pośród lila bzu Pośród lila bzu Mokra numer pięć pośród dzikich róż tam leży ciało jej Antek wbił jej nóż prosto w serce złe bo zdradziła go teraz on jak pies skomle u stóp trupa bo zdradziła go teraz on jak pies skomle u stóp trupa Szłem za tobą w ciemną noc wiatr rozwiewał buły chmur na Ząbkowskiej trzy całowałaś go całowałaś go w rytm krwi złość przeszyła niczym bicz z oczu płyną gorzkie łzy serce ścieły lodu skry w ręku błyszczy majcher kochanko niewierna suko łatwowierna na mnie czeka kat na żywocie lat ty w mogile czekaj kochanko niewierna suko łatwowierna na mnie czeka kat na żywocie lat ty w mogile czekaj Pośród lila bzu brama numer pięć pośród dzikich róż w mogile ciało jej Antek siedzi już bo znaleźli go nad zwłokami jej teraz on jak pies skomle u krat okna bo znaleźli go nad zwłokami jej teraz on jak pies skomle u krat okna Szłem za tobą w ciemną noc wiatr rozwiewał buły chmur na Ząbkowskiej trzy całowałaś go całowałaś go w rytm krwi złość przeszyła niczym bicz z oczu płyną gorzkie łzy serce ścieły lodu skry w ręku błyszczy majcher kochanko niewierna suko łatwowierna na mnie czeka kat na żywocie lat ty w mogile czekaj ślepa i dzika Miłości dzika strzała go zatruła a on zaślepion nie zobaczył że na każdym kroku prawie go zdradzała i za plecami jego śmiała się lecz nie trwa długo ta idylla słodka głupi wypadek przetarł oczy mu bo wrócił wcześniej z pudłem czekoladek a u kochanej dwóch zażywa snu Ślepa ta dzika miłość co zatruła trzewia ślepa tak bezlitosna że oddechu brak była kochanka już kochanki nie ma dzikości serca nie zatrwoży kat Zapragnął pomścić serce poranione i zaślepiony zemstą zaczął żyć i nie zobaczył że dziewcze spłoszone przestało zdradzać i kochało go obmyśla sposób swojego zwycięstwa i do pomadek sypie trutkę jej lecz wnet zrozumiał że to jego klęska bo gdy umarła to zabrakło jej Ślepa ta dzika miłość co zatruła trzewia ślepa tak bezlitosna że oddechu brak była kochanka już kochanki nie ma dzikości serca nie zatrwoży kat siwy maniek Akuratnie pił a potem ją bił nocą ją katował pięści nie żałował i skąpaną w krwi wyrzucał za drzwi Siedział pięć i pół i donieśli mu nocą się targała ust nie żałowała i każdy ją miał każden który chciał Maniek kat swych branek niewolnik kochanek Maniek kat swych branek niewolnik kochanek Padła mu do nóg gdy przekroczył próg nocą ją całował a potem żałował i skąpo odzianą wyrzucał ją rano Maniek kat swych branek niewolnik kochanek Maniek kat swych branek niewolnik kochanek Suszył każdy bar a potem ją brał nocą nie żałował i do dnia katował i skąpaną w krwi wyrzucał za drzwi Maniek kat swych branek niewolnik kochanek Maniek kat swych branek niewolnik kochanek błędy celowe bo teksty są stylizowane gwarą warszawską, napisane dla zespołu świt żywych muzyków, pod pseudonimem hanka makidatna. tytuł całości - cytat z tekstu piosenki we wiśle (jak wyżej). słowniczek: makidatna – garbata łysy- księżyc lipować – patrzeć, podglądać gibować – iść, uciekać ochajtać – brać ślub majcher – nóż pomadki – cukierki Wierzchucka dwojga imion, feministka, ateistka, osoba biseksualna, larwa, poetka, babcia, artystka recyklingująca. mieszkała w irlandii i nowej zelandii, obecnie osiadła w kanadzie.










