top of page

Radosław Wiśniewski – Bany ukraińskie (27)

  • 5 dni temu
  • 8 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 3 dni temu


Dzień 146. Transfer Lewandowskiego, pokazał willę, w której będzie mieszkał

Obudziłem się o piątej rano, na siedząco, wiedziałem już, że czego nie napisałem, nie zrobiłem nocą,
tego już nie zrobię w ciągu tych dwóch godzin, jakie zostały do wyjścia do pracy. W głowie krążyły
oderwane od siebie fragmenty dyskursu, odłamki rozmów, notatek. Nie wiem dlaczego wydawało mi
się, że uda się je złożyć w całość.
Oto jakieś kukły nazywane władzami donieckiej republiki ludowej doniosły, że zmarł Paul Ury,
brytyjski ochotnik pojmany przez siły zbrojne tego dziwnego Donbabwe. Zmarł lub został umarty 10
lipca, ale wiadomość wypłynęła niedawno. Podobno zmarł z powodu choroby i stresu, cokolwiek to
znaczy.
W tym samym czasie minęła ósma rocznica zestrzelenia MH17 z 298 ludźmi na pokładzie.
Odpowiedzialni za tę zbrodnię nadal nie trafili przed żaden sąd, mimo że ustalono nawet numer
wyrzutni, z której odpalono pocisk.
Trwa wojna o żniwa. Rosjanie tam, gdzie mogą ostrzeliwują pola pociskami zapalającymi, minują
minami narzutowymi. Miny narzutowe - od razu wyjaśniam - to takie miny, których się nie zakopuje,
tylko wystrzeliwuje i one opadają na ziemię. Stąd nazwa. Po prostu "narzuca się" je z góry. Zapytacie po co komu miny, których się nie zakopuje, które widać gołym okiem? Żeby wygrać czas albo zaskoczyć przeciwnika. Na wojnie, w walce można na przykład na szybko w ten sposób zaminować wąski przesmyk między zbiornikami wodnymi albo jakieś inne zwężenie terenu by spowodować powolnienie ruchu przeciwnika. No bo leżą, widać gdzie leżą, ale między nimi nie zatańczysz, musisz jakoś rozminować - a to kosztuje czas.
Tak, mówimy o walce, ale ta wojna jest taka, że bombarduje się centra handlowe i szpitale, więc
czemu nie pola uprawne? Owszem, te, które są w zasięgu - pali się i minuje. A te które się okupuje -
próbuje się zrabować, ale tutaj pojawia się problem. Pole to nie to samo co lodówka, pralka, która
można zrabować zastraszonej albo zamordowanej rodzinie. Tu trzeba zebrać plon a plonu nie da się
zebrać nożyczkami, potrzebny jest sprzęt. I tutaj pojawia się nagłówek polskiej prasy, jak to by napisał
Marcin Orliński, jest nie do ogarnięcia. Oto i on:
"Chersoń. Rosjanie mają problem. Nie mogą zebrać zboża, bo wcześniej ukradli kombajny."
Te kombajny wywieźli w głąb swojej przestrzeni operacyjnej, a tam przestały działać, zaś części
rozkradziono.
Taka to trzecia armia świata i jej logistyka. Logistyka - czyli dowozy i zaopatrzenie. Podstawa na
wojnie. Przy okazji logistyki - pojawiła się bardzo ciekawa mapa pokazująca, o ile teraz rosyjska
logistyka musi poodsuwać składy amunicji, paliwa i innych dóbr niezbędnych do prowadzenia i
żywienia wojny od linii frontu. Musi, chyba że chce żeby dalej wylatywały w powietrze jeden po
drugim. Liczy się, że HIMARS-y, artyleria dalekiego zasięgu, oraz być może "Toczki" i siły specjalne
razem z partyzantami skasowały w ostatnich tygodniach jedną trzecią brygadowych i pułkowych
magazynów.
To nie znaczy, że to były wszystkie magazyny, na pewno są inne, większe, poza zasięgiem Ukrainy,
ale dowóz bezpośrednio na linie frontu setek, tysięcy pocisków jest z nich trudniejszy, dłużej trwa,
wymaga większej ilości ciężarówek, a przy aktywności partyzantów i dywersantów, nawet tylko
mniemanej - wymagać będzie też formowania konwojów. A to wszystko obniży efektywność
dowozów i zaopatrzenia.
W Sewastopolu w związku z tym smuteczek – wszystkie większe okręty trzeba było przebazować do
Noworosyjska, poza zasięg HIMARS-ów i domniemanych ATACMS z rozszerzonym do 300 km
zasięgiem.

Popatrzajcie jak na wojnie działa domniemanie i brak wiedzy oraz danych. Ile ruchów musi wykonać
przeciwnik, który nie ma pewności co macie i w jakiej ilości. Ile tu przestrzeni na blefy. To właśnie po
to ma się rozpoznanie, łączność, wywiad czyli to, czego nie pokazują infografiki w mediach, kiedy
szybko chcą porównać potencjał stron konfliktu. Tego nie ma jak pokazać.
Do tego trzeba sobie zagrać w grę wojenną w warunkach realnych czyli nie mając wglądu w plansze
przeciwnika. Szachy na ślepo, gdy, dopóki ktoś ci nie zbije piona, to nie wiesz gdzie i jakie ma figury.
Podobno, prawdopodobnie, być może rosyjska obrona przeciwlotnicza dostała prikaz by jebać w niebo bez opamiętania, żeby jednak te rakiety z HIMARS-ów ustrzelić. Nie wiadomo czy nie to wzmożenie nie stało za zestrzeleniem własnego frontowego Su-34. Tak, znowu to zrobili. Zestrzelili się sami. Nie nowość na wojnie, friendly fire zdarza się od zawsze, ale skuteczność tego typu ostrzału w rosyjskiej maszynie wojennej jest imponująca. Zwalić na ziemię Su-34. Szacun.
OSINT-owcy sprawdzili numery, wszystko się zgadza. To ich było.. Koło Ałczewska.
Ałczewsk warto zaś wspomnieć z jednego jeszcze powodu, anegdotycznego, mianowicie dwa lub trzy
dni temu zahełmowany i zakamuflażowany rosyjski reporter robi lajw dla telewizji na tle jadącej
kolumny rosyjskich czołgów. Widać na filmie jak jeden z pancerniaków puka się w głowę pokazując
na teledebila. Ale wóz jedzie dalej, a reporter gada. Nazajutrz był 17 lipca. Zajezdnia w Ałczewsku
wyleciała w powietrze o porze, kiedy spora część bazującej tam jednostki remontowo-naprawczej
poszła spać. Ktoś skojarzył fakty, obrazy, połączył kropki i odpalił z HIMARS-a. To nie był pierwszy
przypadek tego typu.
Tak było też z moździerzem pod Siewierodnieckiem kilka tygodni temu. Historie jak z Haska. Byłyby
śmieszne gdyby nie dramat tej wojny.
Skoro jednak jesteśmy przy przypadkach anegdotycznych - wygrzebałem jakiś czas temu na Zła
Ambasada historię z dziejów wojny radioelektronicznej spisaną przez Tomasza Leśnika vel Leśnik,
poczytajcie:
"[...]Na kierunku ofensywy na Kijów ze strony Białorusi jedna z bGB operujących na tym obszarze
miała przydzieloną stację mającą min. zakłócać bsl. Niestety dla Rosjan, miała niesprawny moduł
energetyczno-zasilający. Dowódca postanowił ją jednak wykorzystać do osłony spodziewanej pilnie
kolumny logistycznej, więc skorzystał awaryjnie ze stałej sieci energetycznej z jednego z zabudowań
wiejskich by zasilić stację. Wzbudziło to zainteresowanie mieszkańców, cóż to musi być za ważne
urządzenie skoro jest pilnowane przez żołnierzy i pociągnięto do niego kabel siłowy ze stodoły. Kilku
śmiałków korzystając z tego, że nikt z Rosjan nie zainteresował się na poważnie resztą wsi postanowili uszkodzić wiejski transformator. Udało się im to zrobić gdyż nie był przez nikogo strzeżony. Oczywiście pozbawili elektryczności całą wieś, ale stacja zakłócająca też przestała działać..
Ukraińska armia z radością skorzystała z tego prezentu i ogniem artyleryjskim korygowanym z
powietrza obezwładniła kolumnę paliwowo-amunicyjną niszcząc doszczętnie przy okazji
wzmiankowaną stację..
Zaiste drôle de guerre."

Zapytacie pewnie zaraz – skoro jest tak dziwnie, to czemu jest tak źle?
Odpowiem – nie jest źle, chociaż jest dziwnie.
Przypomnę, że 24 lutego większość z was, a i ja także, pewnie myślała, że to koniec. Przypomnę –
desant na przedmieściach Kijowa, macki uderzeń ze wszystkich stron jak wielkie cęgi w kierunku
głównych miast, alarmy lotnicze w całej Ukrainie i tłumy na przejściach granicznych. A nie dość, że
Ukraina nie padła, to odepchnęła od siebie te brudne łapy i skanalizowała konflikt na kilku teatrach
działań, a kilka zupełnie wygasło.

Przypomnę, że wprawdzie wypłynął już film pokazujący pierwszego zniszczonego naszego
samobieżnego „Kraba”, ale nadal niewiele pozostaje materiałów dokumentujących zniszczenie
„naszych” T-72M i T-72M1R, nie mówiąc o zachodniej proweniencji transporterach M113. Ich poszły
setki, ale gdzie są i co robią – któż to wie? Nowy korpus rezerwowy Ukrainy ma liczyć nie mniej niż 5
może 7 brygad. Brygada w armii ukraińskiej liczy normalnie 5 batalionów, czyli to jakieś 25 do 35
batalionów. Nie wiadomo czy uderzą na jednym kierunku czy znowu będą musiały łatać dziury na
jakimś docinku w bitwie materiałowej. Na pewno ci co obserwują liczą na powrót do fazy
manewrowej wojny. Wiele wskazuje na przygotowanie do takiej fazy.
O, zapomniałbym – Niemcy znaleźli wreszcie amunicję do samobieżnych zestawów p.lot Gepard. Jest
szansa, że wreszcie dotrą do Ukrainy.
Acha i pisano, że podobno wyleciały w powietrze mosty w Kupjańsku. To miasto na zapleczu
północnej części łuku Dońca Siewierskiego przez które leci sporo nici zaopatrzenia. Nie jest to
potwierdzone materiałami zdjęciowymi, ale jeżeli to prawda to mogłoby wskazywać na inny niż
oczekiwany południowy kierunek przyszłej kontrofensywy ukraińskiej. Jeżeli to w ogóle będzie jeden
kierunek. Jeżeli w ogóle będzie jakaś kontrofensywa.
Wczoraj wypłynęła i zniknęła zaraz informacja, że władze okupacyjne Mariupola aresztowały
dziewczynę, która wyszła na ulicę z wplecioną we włosy żółto-niebieską wstążką. Informację podał
Petro Andriuszczenko.
To tak dla przypomnienia o co ta walka się toczy, w imię czego i kogo.
Żeby nie było ani jednej więcej.
Ani jednej.

Dzień 148. W oczekiwaniu na rotację, w oczekiwaniu na przełom, nie lękaj się moja miła, jeszcze zatańczymy

God used me as a hammer, boys
To beat his weary drum today
Hoist that rag!

Tom Waits, Hoist that rag

Jestem zmęczony. Widzisz to moja luba, moje serce - pytasz się po co, dlaczego? Pytasz się gdzie
jestem myślami. A ja mówię, że nigdzie, próbuję zwalczyć senność. Bo nie wolno mi spać. Tak czuję.
Mam czuwać. Dlatego tutaj jestem gdzie jestem, dlatego przeżywam, kochana. Gdybym się
opancerzył, odciął – nie byłbym tym, którego poznałaś i z którym jesteś.
Dlatego tutaj jestem nawet, wtedy kiedy wydaje się – który to już raz – że nie ma wybitnych doniesień z frontu.
Ale oto na przykład deputowani rosyjskiej dumy państwowej ogłosili, że Ukraińcy są mutantami.
Serio. „Kommiersant” o tym napisał. Otóż w laboratoriach, oczywiście pod kuratelą USA,
wprowadzono „system kontroli i tworzenia najbardziej brutalnej maszyny do zabijania [...] celu
zneutralizowania ostatnich śladów ludzkiej świadomości i przekształcenia ich w najbardziej okrutne i
śmiercionośne potwory”.
Z kolei rosyjska telewizja wypuściła materiał reporterski o rodzicach Aleksieja Małowa, który zginął
w ramach sepcoperacji w Ukrainie i pokazują przede wszystkim, że no, syn zginał, fakt, ale z zasiłku
pogrzebowego rodzice kupili sobie wreszcie samochód marzeń, nową Ładę. Biała taka, fajna.
Marzenie ojca zabitego syna. No i w pierwsza jazdę, jadą do synka na cmentarz.

Pomijam już ten absurd, że jakoś ta łada znalazła sie w domu, więc pewnie pierwsza jazda była z
salonu do domu a nie na cmentarz do synka.
O sesjach zdjęciowych wdów po poległych na wojnie z urnami już nie wspominam. To osobna nisza
na instagramach i telegramach.
Inny materiał telewizyjny pokazywał rodzinę siostry chłopaka, który zginął w specoperacji. Rodzina
mieszka w Irkucku. Chłopak pojechał i zginał, siostra mówi, że on by nikogo nie skrzywdził, taki
dobry człowiek z brata. Po czym otwiera drzwi lodówki, z której ktoś nie zdarł nalepki z ukraińskiego
sklepu, z napisem, że lodówka ma gwarancję na dwa lata. Nie wiem czy da się zrealizować gwarancję
lodówki Beko zrabowanej w Ukrainie. Chyba żadna ukraińska firma serwisowa nie przyjedzie do
Irkucka, chociaż kto wie, kto wie?
Marcin Strzyżewski dwa dni temu zrobił mały eksperyent. Dzwonił do komisji poborowych w
Petersburgu i Permie, próbował także dodzwonić się do rekruterów najemników z tzw. grupy
Wagnera. Wagnerowcy nie odebrali, ale komisje poborowe – owszem. Podawał zmyślone dane i pytał
czy jest możliwość zaciągnąć się do wojska. Mówił, że ma 35 lat i nigdy nie służył w armii. Nie ma
kłopotu, weź dowód osobisty i książeczkę wojskową, jeżeli jesteś niekarany to poślemy cię na
kwalifikację medyczną. Czy poślecie mnie na specoperację? Pogadamy, przyjdź.
Także tam jest tak. 35 lat, zero doświadczenia, przyjdź, pogadamy.

W ostatnich dniach zaś oprócz walenia w Czornobajewkę, Nową Kachowkę Ukraińcy przywalili w most Antonowski w Chersoniu. Na zdjęciach widać, osiem trafień w kręgu 20 metrów. I to są trafienia w most na wylot. Znalazł się jakiś wychowanek redaktora Wyrwała z Onetu, który napisał, że to świadczy o tym, że Ukraińcy godzą się z trwałą utratą Chersonia, dlatego niszczą infrastrukturę.
No nie drogi kolego, dokładnie odwrotnie. Na Dnieprze, który tutaj ma szerokośc kilkuset metrów
licząc po lustrze wody, nie po brzegach doliny z jej starorzeczami, zakolami i tak dalej, otóż na tym
Dnieprze Rosjanie mają dwie przeprawy. No. Trzy. Jedna to most kolejowy obok mostu
Antonowskiego, druga to tama w Nowej Kachowce kilkadziesiąt kilometrów od Chersonia i trzecia,
najwygodniejsza przeprawa – most Antonowski. I nie, to nie są uszkodzenia, które w ogóle wyłączają
most z użycia. One utrudniają korzystanie z niego pojazdom o dużej masie – na przykład platformom
wiozącym czołgi, albo ciężarówkom wiozącym amunicje, paliwo. Amunicje w skrzynkach. Jak te
ciężarówki, lory ze ciężkim sprzętem będą musiały jeździć przez czornojebaną Nową Kachowkę to
będzie zabawnie, bo dłużej o 70 kilometrów, a zobaczcie jeszcze jak wyglądają drogi z Nowej
Kachowki do Chersonia, jak biegną w stosunku do linii frontu.
Bayraktary lubią to. Nasze polskie Warmate'y też. I Kraby to polubią. I nawet te siedem niemieckich
Phz2000 może tutaj znaleźć zajęcie.
Tak wygląda starcie armii XX wieku z armią, która śmiało wkracza w wieku XXI. I poznać to – tako
rzecze pułkownik Lewandowski – po logistyce i filozofii działania. Nie chodzi o to żeby zabijać, to nie
jest cel sam w sobie, chodzi o to by siły przeciwnika obezwładnić, pozbawić zdolności operacyjnych.
A teraz na koniec składamy to do kupy, żeby redaktor Wyrwał nie miał już argumentów. Walenie po składach amunicji, paliw, żywności, warsztatach wprowadza bałagan wśród walczących. Bo poddział w polu ma zapasy jedzenia i amunicji najczęściej na dzień-dwa, podobnie bateria artylerii w polu, kompania czołgów. Reszta musi być dowożona. Jak jest bałagan to zaczynają się przerwy w dostawach a tym samym przerwy w walce.

Łupnięcie w most Antonowski może, chociaż nie musi wskazywać kierunek ofensywy. Przede
wszystkim jednak ogranicza możliwość manewru siłami między oboma brzegami Dniepru, wydłuża
trasy dostaw. (A ty nie martw się, kiedyś odpocznę. Na razie muszę czuwać. )







Radosław Wiśniewski  (ur. 1974) – animator, promotor literatury piszący wiersze, prozę, wyżywający się publicystycznie pracownik hurtowni urządzeń niskoprądowych.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page