top of page

Mirosław Drabczyk – trzy obrazy nocy

  • 28 kwi
  • 4 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 2 maj

 

Dotknięcie gwiazdy

Najpierw poczułaś mrowienie w palcach, tak delikatne, że nie byłaś pewna, czy to nie złudzenie. Po chwili, która mogła być też kilkoma latami, mrowienie stało się wyraźne, aż pewnej gwieździstej nocy twoje ciało zadrżało, jakby przez jego wszystkie komórki przepłynęły strumienie ciepłej wody. Już mogłaś poruszyć dłońmi, otworzyłaś oczy. Strumień dotarł do twego mózgu, zaczynałaś rozumieć, gdzie się znajdujesz i co sią z tobą działo przez ostatnie tysiąclecia. Fala ciepła i światła dalekiej gwiazdy wypełniła całe twoje ciało a zetlała materia ubrania, która niszczała przez wieki, nagle odzyskała swoją sprężystość i barwę. Pojęłaś już, kim jesteś. Spomiędzy setek a może i tysięcy kobiet uwięzionych w zimnych zwałach gęstej materii ty jedna zostałaś wybrana. Dzięki bezimiennej gwieździe ożyłaś, choć nigdy się nie dowiesz, jak długo podświadomie czekałaś, aby zacząć nowe, prawdziwe życie. Jeszcze nie wiesz, jaki los cię czeka. Czy jest pisana ci sława, czy poniewierka. Ale czy to ważne? Nie może być przecież nic gorszego od tego, co było. Zatem kroczysz odważnie ku nowemu życiu, zostawiasz swoje siostry w okowach zastygłej materii. Wychodzisz z ponurych korytarzy pełna nadziei i glorii, blask promienieje z twego gibkiego ciała. Masz prawo do tak śmiałych kroków, już nie jesteś zastygłym głazem. Szczęście bije z twojej twarzy, a w twoich oczach nie ma cienia watpliwości, że to odmiana na lepsze. Nie wiesz jeszcze, że twoja gwiazda może w każdej chwili zgasnąć.


Stwarzanie ptaków

Wspaniałe to zajęcie: w księżycowe noce siedzieć w przestronnej komnacie i w skupieniu powoływać do życia ptaki. Najpierw w ceramicznych naczyniach mieszasz zapachy nocy, energię dalekich gwiazd i kolory bezchmurnego nieba. Potem sprawiasz by szklana konewka podawała tę miksturę małymi strużkami na paletę barw, stamtąd magicznym piórem nabierasz kolorów, aby na białej karcie narysować ptaka. Ale może to nie pióro? Wygląda raczej na dziwny, pozaginany wkład do długopisu, ale być to może nawet skrzypcowa struna, którą do maleńkiego ciała ptaka przesyłasz muzykę z serca starych skrzypiec. Bo cóż to byłby za ptak, gdyby nie potrafił śpiewać? I zapytam jeszcze: cóż to byłby za ptak, gdyby nie umiał fruwać? Szczęśliwie pomyślałaś także o tym: cierpliwie ożywiasz swoje ptaki i robisz to w sposób delikatny, dzięki czemu nie muszą wykluwać się z jajek, nie muszą słabymi dziobkami rozbijać skorupek, przechodzić fazy bycia pisklęciem narażonym na tysięczne niebezpieczeństwa. Twoje ptaki od razu są dorosłe, od razu z kart papieru unoszą się w powietrze, ich radosny, wibrujący śpiew tnie materię ciemnej nocy, gdy wylatują prze otwarte okna.

Wystarczyło, że na obraz ptaka skierowałaś strumień księżycowego światła  przepuszczonego przez szklany pryzmat a już ten prosty optyczny zabieg dał im życie. Masz prawo być z siebie dumna. Powiedz, czy w śpiewie odlatujących ptaków słyszysz czasem podziękowania? Delikatny uśmiech na twojej twarzy to jedyny znak twego zadowolenia. Albo oznaka, że skrywasz jakieś tajemnice. Kim jesteś ptasia Giocondo? Tak niewiele o tobie wiemy. Dlaczego podjęłaś się stwarzania ptaków i skąd wzięłaś pomysł, jak to robić. Powiesz, że sama jesteś ptakiem a noc jest twą siostrą i razem wykonujecie swoją pracę. Albo to tylko pozór i naprawdę jesteś bosonogim magiem, androgynicznym demiurgiem a przebranie ma służyć temu, aby ptaki, tak nagle i cudownie do życia powołane, nie przestraszyły się ciebie. Chcesz pewnie, aby widziały w tobie swoją ptasią matkę. Jednak to wszystko jest mistyfikacją: sowa to strój roboczy, ty się nocami pod nim ukrywasz. Powiedz, kim jesteś za dnia? Chciałbym podpatrzeć, jak stwarzasz inne byty. Czy to możliwe, że dawno temu stworzyłaś także mnie? Czy mam w sobie cząstkę księżycowego światła? Czy mnie też ożywiłaś muzyką i zapachem nocy?



Wagabunda

Wszystko dopięte na ostani guzik, piasty kołowrotków naoliwione, tkanina płaszcza podszyta i wzmocniona. Wyruszasz w podróż, bo tylko w ciągłym ruchu znajdujesz sens życia. Jesteś samotnikiem i wagabundą. Nie lubisz ludzkiego zgiełku, więc najlepiej będzie ci podróżować nocą, kiedy kochankowie i złodzieje zajęci są swoimi sprawami. Mniej oczu cię wypatrzy, gdy będziesz śmigał po bezdrożach na swojej magicznej hulajnodze. Niekończąca się podróż to sprawa zbyt poważna, aby polegać na fałszywych ludziach, musisz więc liczyć tylko na siebie. To wymóg twej dzikiej natury: nie możesz pozwolić sobie na żadne ingerencje i ograniczenia. Wehikuł zrobiony z kilku płaszczy, wyposażony w turbiny połączone z kołami systemem kołowrotków i przekładni, porusza się dzięki sile wiatru i twojej własnej wewnętrznej mocy. Dodatkowe koło umocowane na czymś w rodzaju pastorału zapewni ci stabilność na wyboistych traktach. Z pewnością nie zabłądzisz: twoim przewodnikiem będzie widzący w ciemnościach kot. Przed deszczem i słońcem ochroni cię kapelusz z szerokim rondem, a gdybyś musiał odpocząć, zapniesz wszystkie guziki płaszcza i zamkniesz drewniane drzwiczki, aby schronić głowę w mroku i ciszy. Żaden szmer, ni blask żaden nie będzie zakłócał ci spokoju. Masz przy sobie wszystko, co potrzeba: niewielki rondelek, żeby przygotować posiłek, półeczkę z książkami (wśród nich zapewne mapy krain, do których zmierzasz),  a na wewnętrznej ściance podróżnego kokonu wisi portret dziewczyny. Tej, którą kochałeś dawno temu, zanim zostałeś podróżnikiem. Swój pojazd urządziłeś tak, aby był namiastką domu. Wiecznym tułaczom też zdarza się zatęsknić za przytulnym domem. Masz nawet kwiatek w doniczce a przepastne kieszenie pozszywanych płaszczy kryją o wiele więcej użytecznych przedmiotów. Niewykluczone, że wśród ich znajdzie się czysty notes i ołówek, żebyś mógł opisywać podróżne przygody. A w jakimś tajemnym schowku trzymasz zapas mięsnej karmy i kuwetę dla kota.

namalowała Remedios Varo,
opisał Mirosław Drabczyk

***


Autorką obrazów jest Remedios Varo - hiszpańska malarka, która zaczynała karierę w Paryżu dołączając do grupy prekursorów surrealizmu lat 30-tych dwudziestego wieku. W czasie II Wojny Światowej Varo osiadła w Meksyku, gdzie najpełniej rozwinęła swoje umiejętności eksperymentując z technikami malarskimi. Na jej niezwykłych, pełnych czułości obrazach ukazywała portrety ludzi uwikłanych w dziwaczne sytuacje. W unikalny, lekko ironiczny sposób pokazywała ich relacje z żywiołami i tajemnicami otaczającego świata. Wierna zasadom surrealizmu odwoływała się do mocy podświadomości i zwierzęcości. Przenosiła na płótna (częściej na płytę spilśnioną) swoje fascynacje mistyczne i ezoteryczne, korzystała z koncepcji baśniowych i mitologicznych. Zostawiła 171 obrazów będących do dziś przedmiotem badań i interpretacji. Zmarła w 1963 roku.


     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page