Sylvia Plath – wiersz
- 28 kwi
- 1 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 30 kwi
Krawędź
Ta kobieta to już ideał.
Jej martwe
Ciało zdobi uśmiech spełnienia
przepowiedni, greckiego fatum.
W fałdach i zwojach jej tuniki
Jej bose
Stopy jakby mówiły:
To już koniec, przebyłyśmy długa drogę.
Każde martwe dziecko skulone, biały wąż,
Każde przy małym
Dzbanku mleka, już próżnym.
Ona złożyła
Je na powrót w swym ciele jak płatki
Stulonej róży, gdy ogród
Zamiera i broczy słodkawy odór
Z głębokich krtani nocnych kwiatów.
Księżyc nie ma powodu do smutku,
Gapiąc się spod kościanego kaptura.
Przyzwyczaił się już do tych rzeczy.
Jego ciemna strona wciąga i łamie.
przełożył Jerzy Bartonezz

