Znaleziono 644 wyniki za pomocą pustego wyszukiwania
- Blanca Varela – pięć wierszy
Curriculum vitae powiedzmy, że wygrałeś wyścig i że nagrodą był kolejny wyścig że nie piłeś wina zwycięstwa tylko swą własną sól że nigdy nie słyszałeś wiwatów tylko szczekanie psów i że twój cień twój własny cień był twym jedynym nieuczciwym rywalem Półgłosem powolność jest pięknem przepisuję te cudze wersy oddycham przyjmuję światło pod rzadkim powietrzem listopada pod trawą bez barwy pod niebem pękniętym i szarym przyjmuję żałobę i święto nie dotarłam nigdy nie dotrę w samym centrum wszystkiego znajduje się wiersz nietknięty słońce nieuniknione noc bez odwracania głowy krążę wokół jego światła jego zwierzęcego cienia ze słów węszę jego blask jego ślad jego szczątki wszystko po to, by powiedzieć że kiedyś byłam czujna rozbrojona sama prawie w śmierci prawie w ogniu Dom kruków ponieważ karmiłam cię tą rzeczywistością na wpół surową przez tyle i tak nędznych kwiatów zła przez ten absurdalny lot tuż nad bagnem ego uwalniam cię od siebie labiryncie synu mój to nie twoja wina ani moja mój biedny chłopczyku którego sportretowałam tak nienagannie forsując ciemność dnia powieki z miodu i policzek usiany gwiazdami zamknięty na każdy dotyk i ta przepiękna odległość twojego ciała twoje mdłości są moimi odziedziczyłeś je jak ryby dziedziczą zamartwicę a barwa twoich oczu jest też barwą mojej ślepoty pod którą cienie tkają cienie i pokusy i mój jest też ślad twej wąskiej pięty archanioła ledwo przemykająca w uchylonym oknie i nasza na zawsze obca muzyka trzepoczącego nieba teraz lwiątko wcielenie mej miłości bawisz się moimi kośćmi i ukrywasz się w swym pięknie ślepy głuchy nieprzejednany nieomal syty i wolny z twą krwią która nie pozostawia miejsca na nic i nikogo oto jestem jak zwykle gotowa na niespodziankę twoich kroków na wszystkie wiosny które wymyślasz i niszczysz na to by rozciągnąć się — nieskończone nic — nad światem trawa popiół zaraza ogień na cokolwiek byle jedno twoje spojrzenie rozświetliło me szczątki bo taka jest ta miłość która niczego nie rozumie i nic nie może pijesz eliksir i zasypiasz w tej otchłani pełnej ciebie muzyka której nie widzisz barwy wypowiedziane długo wyjaśniane ciszy zmieszane jak mieszają się sny aż do tej niezgrabnej szarości którą jest przebudzenie w wielkiej dłoni boga jałowej pustej bez granic i tam odnajdujesz siebie samotną i zagubioną w swej duszy bez przeszkody innej niż twe ciało bez bramy innej niż twe ciało taka ta miłość jedna i ta sama z tyloma imionami że na żadne nie odpowiada a ty patrzysz na mnie jakbyś mnie nie znała odchodząc jak odchodzi światło świata bez obietnic i znów ta łąka ta łąka czarnego ognia porzucona znów ten pusty dom którym jest moje ciało do którego nie powrócisz Niech tak będzie Dzień zostaje w tyle, ledwo co nadgryziony i już bezużyteczny. Zaczyna się wielkie światło, wszystkie drzwi ustępują przed człowiekiem śpiącym, czas jest drzewem, które nie przestaje rosnąć. Czas, wielkie uchylone drzwi, gwiazda, która oślepia. Nie oczami widzi się narodziny tej kropli światła, która będzie, która kiedyś była. Śpiewaj pszczoło, bez pośpiechu, przemierzaj rozświetlony labirynt, odświętny. Oddychaj i śpiewaj. Tam, gdzie wszystko się kończy, rozłóż skrzydła. Jesteś słońcem, żądłem świtu, morzem całującym góry, pełnią światła, snem. Cielę nękane przez muchy mogłabym je opisać czy miało nos oczy usta uszy? czy miało stopy głowę? czy miało kończyny? pamiętam tylko najdelikatniejsze zwierzę niosące na grzbiecie jak inną skórę tę aureolę brudnego światła żarłoczne uskrzydlone spragnione bestyjki niesławne brzęczące anioły ścigały je było obcą ziemią i niczyim ciałem zza zaropiałego oka oślepił mnie blady cud przeddzień instynkt spojrzenie nienarodzone słońce czy to była dziewczyna zwierzę idea? proszę pana co za straszny ból w oczach co za gorzka woda w ustach tamtego nieznośnego południa w którym szybsze wolniejsze starsze i mroczniejsze niż śmierć obok mnie ukoronowane muchami przeszło życie z hiszpańskiego przełożył Adrian Krysiak Blanca Leonor Varela Gonzáles (1926–2009) – peruwiańska poetka, surrealistka.
- Sergio Raimondi – trzy wiersze
Podrzędny poeta wobec narodzin swojego syna Odnalazłszy, po dniach poszukiwań, ołówek w kabinie małej strażackiej ciężarówki, i po upewnieniu się co do niezależności sądów dziedzica, który wydziera ulubione strony a te obojętne pozostawia nienaruszone, podrzędny poeta postanawia porozmawiać ze swoją żoną na kluczowy temat: organizacja przestrzeni i czasu swojej pracy, w domu, po narodzinach syna.Podczas rozmowy poruszane są różne kwestie: zakup artykułów spożywczych i środków czystości, opłacanie rachunków, dyżury przy dziecku, zabawa, karmienie i higiena dziecka, brak opieki, zabawy, karmienia i higieny małżonków, konieczność uwiecznienia pierwszych kroków, częstotliwość używania— mówiąc kolokwialnie — smoczka, formy uprzejmego trzymania dziadków na dystans. Gdy obopólne milczenie świadczy o końcu rozmowy, podrzędny poeta uświadamia sobie, że jego niepokój ustąpił miejsca innym pilnym sprawom. Tej nocy, niczym natchniony romantyk, który korzysta z ciszy śmiertelników, by pozwolić swoim skrzydlatym wersom swobodnie płynąć, przez długie godziny śpiewa kołysankę. AUTOR (ALS PRODUZENT, DER) Epoka nie wymaga od nas ducha, towarzysze z Instytutu Badań nad Faszyzmem: wymaga od nas ruchów przepony. Dlatego przynoszę wam konkretny przykład (dzisiaj konkretne przykłady są rosyjskie!) tego, czym jest dzieło literacko i politycz- nie poprawne. Weźmy takiego Tretiakowa. W jaki sposób pisze towarzysz Tretiakow? Bywa na zebraniach kierownictwa kołchozu organizuje zbiórki na zakup traktorów zapytuje tu i ówdzie, by dowiedzieć się które chomąta i świece zapłonowe są najlepsze tłumaczy tezy Jakowlewa a teraz uspokaja matki kłócące się w żłobku załatwia konie na wyjazdy nauczycieli przeprowadza kontrole w klubach czytelniczych i wysyła trzy, dziesięć i ile tylko listów potrzeba by wymóc przyjazd objazdowego kina skrupulatnie dokumentuje siewy i zbiory cyk cyk jego aparat jest wszędzie. Owszem, pisze też i publikuje raporty z dokonań, w moskiewskich czasopismach, i prowadzi gazetę kołchozową z informacjami o tym, jak przygotować ziemię i o działaniach planowanych z okazji rocznicy rewolucji. Jak to? Nie dosłyszałem. Co to wszystko ma wspólnego z literaturą? Ach, literatura… Ależ towarzysze, czy jesteście w stanie pojąć że świat może się zmienić, więcej nawet: walczycie dzień w dzień by faktycznie się zmienił a wymagacie literatury zawsze takiej samej? ЛК-110Я Poza alarmami o przyszłość przyszłości rosnące temperatury na kole podbiegunowym które dzień po dniu przerzedzają kry i lód morski niekoniecznie stanowią złą wiadomość: zasoby węglowodorów wciąż nietknięte i ogromne stają się coraz bardziej dostępne a sztywne warstwy lodu rozciągające się po horyzont słabną i sprzyjają nasileniu sporów o tereny wciąż sporne i nawet skandale takie jak ten z umieszczeniem rosyjskiej flagi z tytanu na samym dnie morskich głębin bezużyteczne w sensie prawnym ale skuteczne jako pokaz długiej narodowej tradycji wymyślania strategii zderzenia z zimnem dosłownym i metaforycznym manifestującej się teraz w potędze lodołamacza który swoim podwójnym kadłubem wzmocnionym stopem chromu niklu molibdenu wanadu, wznosi się wysoko dzięki sile swych dwóch reaktorów jądrowych napędzających trzy silniki elektryczne które z kolei obracają z wielką prędkością śruby napędowe aby nominalistycznie spełnić obietnicę tkwiącą w swej nazwie na w większości skutej lodem białej powierzchni Przejścia Północno-Wschodniego i wytyczyć szlak hukiem łamanego lodu torując drogę aby tankowce i gazowce uwolnione od pozornie nieuniknionego rytmu natury mogły transportować z najnowocześniejszych platform wydobywczych rozlokowanych offshore na bezlitosnym Morzu Karskim nie bacząc zbytnio na międzynarodową grupę aktywistów zaniepokojonych nagłym wyciekiem zdolnym zniszczyć siedlisko niedźwiedzia polarnego energię do portów zaawansowanych technologicznie narodów azjatyckich. z hiszpańskiego przełożył Adrian Krysiak Sergio Raimondi (ur. 1968) – argentyński poeta. Wykładowca literatury na Universidad Nacional del Sur.
- Michał Dziedzic – siedem wierszy
plusquamperfectum trzy minuty w przyszłość zmienia znak powinien był urodzić się w inną noc w inny czas wszystko byłoby inne w te dni gdyby inna pieśń inna dłoń inny program tv transformers wsiąść do pociągu byle jakiego tak śpiewano mu nad kołyską potem wędrował z dinozaurami łapał pokemony łatał światy był wojowniczym archeologiem przyzywał mechaniczne gady jednak zmiana planów bo getry w power rangers w kosz proboska czapka na włoski blond bawisz się lalkami będziesz ksiądz w głębi gołębiego serca wciąż wie po kim odziedziczył gorącą krew smak mięsa przeciążony łeb kolumnadą mlecznych siekaczy tajanie scena jak z księgi kaina największa chała na niskości rozrzucone skorupki w kurniku tylko chciał im pomóc babciu szybciej pokazać świat to wydarzyło się ponieważ trzeba się choć raz skuć jak beckham przy karnym w 2004 człowiek to boże boisko murawa gęsto obsrana przez kury gdzie biegając inkantują chłodno mrożone boli mniej trzeba swoje odtajać w przezroczu liczyć bąbelki żywić nimi i warstwa za warstwą gotować się do wyjścia na zapalony lont kyrie eleison w każdym mężczyźnie szukał łapiąc za skórzane rękawy czuł chłód martwej tkanki szarpiąc za dłoń z papierosem przypalał swoją nie zauważając tej bez szluga na kolanach matki zamarznięta woda w kranie koza na środku pokoju dym wszędzie zawsze o wszystko za pierwsze pieniądze z kolędy kupił jej lakierowane botki te zza szyb dzielących lud kochał ją do momentu gdy ten sam łajdak i łotr zostawił ich z tym samym skończyło się niebo zaczął drogi węgiel parafia post tacka do połowy pusta nocą robił pętle beczką widział go przez jej szyby przez jej światła badał trop dawno temu zmarł mu ojciec ale to jej słowa wciąż brzmią nie możesz syneczku proszę zostań nie sprowadzaj tych brodatych z dymem pod ciemnym okiem oni zostawią w tobie nieodśnieżone drogi wiodące przez chłód pieśni dalekie od kolęd litanie do dziur genesis był sobie kapitan który utknął w lodzie na sześćdziesiąt sześć lat był też pan od przyrody proboszcz i piękny profesor i myśli jak włosienice skuwające na kość podczas schodzenia do wnętrza nie pomijasz żadnego fragmentu grzebiąc w wiecznej zmarzlinie twarde dłonie przyjmują chłód przez miękki igielnik pamięci przewlekasz się do epoki dworca całujesz go w usta na powitanie nie czujesz już strachu podobnego do zbierania jabłek z trawy pełnej os poddanie miał w ustach wiele pieśni jeszcze więcej ciała i wina zawsze po jego stronie cała wieś i dziatków zgraja o dziewiętnastej w środy zapamiętale oglądał muminki kochał bukę za ten kamień wykuty na obraz i podobieństwo skoro świat wchodził w gumiaki na świt zawsze wychodził sam szukając betlejem karmił baranki witał się za blisko za czule wygnany cierpliwie podążył dolinami za warkoczami komet pod nosem śpiewał oprawcom na nich słowa wykonały się same pokochał tylko raz pochował tyleż także sproszkowane mięso pod stalową literą te nikt nie wiedział wszyscy mówili co innego reptilian complex to fejk na wybrzeże powraca synogarlica w dziobie niesie kable za krótkie na zerwane połączenia głęboko w jej widzeniu peryferyjnym sterta kamieni zastawionych na pastwę odłamków toczonych przez lód w rozdziale osadzania się skał dziecko układa z nich wieże zostawia po sobie ślad kim jest skąd przybyło ono też nie wie gdy na plażę wbiega gad nie boi się nie ucieka wyciąga ręce klaszcze Michał Dziedzic – urodził się w grudniowy poniedziałek w 1992 roku. Pochodzi z podkrakowskiej wsi. Absolwent filologii polskiej. Żyje z pisania w Warszawie. Poeta od momentu przejścia mutacji. Publikował w "biBLiotece", "Stronie Czynnej" i zinie "sila-paka runga". Nominowany do Nagrody Głównej w XXIX OKP im. Jacka Bierezina, finalista 29. i 30. TransPortu Literackiego. Nie lubi rosołu z wzajemnością.
- Arkadiusz Aulich – wiersz
Przedwiośnie zmusiło zimę do zrzucenia futra Dachowce różnej maści spadają na cztery łapy mając w zanadrzu jeszcze po kilka żyć Policyjne psy węszą za ponętnymi suczkami równaj! stój! siad! a one mają to pod ogonem Wroga nie widzą ale czują Wiatr muska ich nozdrza Nadciągają ludzie bezdomni naciągają przechodniów którzy w panice gubią swoją godność w tłumie stają się anonimowi lżejsi jednocześnie nic nie tracąc Na środku betonozy młodzież zaciąga się świeżym powietrzem choć moda się zmienia to tytoń jest seksi jak powiew majowych zmian A ja z głową w chmurach wysłuchuję śpiewu kosa i czekam na rozkwit akacji jaśminu lawendy choć lubię także bez - zabezpieczeń przejść w niedozwolonym miejscu A zachód myśli o bogactwie złóż na wschodzie jako drzwiach percepcji do wspaniałego nowego świata W umysłach zbrodniarzy kłębią się myśli o nieograniczonym wszechświecie Na skwerze piękni dwudziestoletni Jehowi wykonują syzyfową pracę mrugnięciem przyciąga oko jedna z nich Zastanawiam się czy to tik nerwowy zboczenie zawodowe a może sobie dorabia całą ideologię Arkadiusz Aulich (ur. 1979) – poeta, dramatopisarz, abstrakcjonista. Opublikował cztery zbiory wierszy: Dom czystych myśli (2018), Odmienne stany świadomości (2019), Skądinąd (2021), Za siebie (2023).
- Marcin Czerwiński – Świat pełen jest byłych
fot. Paweł Zasada Marcin Czerwiński – literaturoznawca, redaktor i poeta, reżyser i performer. Założyciel i były szef wydawnictwa „Rita Baum”. Prowadzi stronę plazaciemnia.pl . Autor książek o literaturze: Smutek labiryntu (2013), Maszyna przecząca (2014) i Uskok. O Stanisławie Przybyszewskiej i innych (2023), oraz książki poetyckiej Miniaturzyści esperanto (2020). Zredagował zbiór szkiców Od antropozofii po Schulza (Europejska Stolica Kultury, 2016) . Wkrótce ukaże się jego książka poetycka Das Second Hand Buch . Wrocławianin. Wacław Mejbaum – zawodowo zajmuje się projektowaniem graficznym i fotografią. Autor komiksów, współautor „Wromixu”. Wraz z Piotrem Brenczem w 2024 roku opublikował komiks Facet bez palca już poszedł . Mieszka we Wrocławiu.
- Mariusz Sambor – pięć wierszy
jak Karol Wojtyła Ian Airlie znaleziony martwy w swoim domu w Greenwich wcześniej w metrze krwawił z lewego oka nieznajoma kobieta podała mu chusteczkę kwadrat płócienny biały kwadrat codziennie program pocztowy proponuje najlepsze rozwiązania weź kredyt już teraz pierwszą ratę zapłać za trzy miesiące kwadrat czarny kwadrat na białym tle mam ponad tysiąc sto punktów w grupie Fotografie in schwarz weiß tysiąc sto punktów jak śmierć dojrzałość śmierć młodość dojrzałość śmierć jak bez tytułu dzieło nieprzedstawiające A kiedy czuję że już wiem że chciałbym napisać na ścianie 1312 / ACAB we śnie zjawia się moja mama jak kiedyś Karol Wojtyła ale teraz tylko ona mówi do mnie chodź masz tu chusteczkę wytrzyj oko pożar łatwo wpadaliśmy w miłosną ekstazę na podłodze / na kanapie / na stojąco nie dla Ziomka i Parodii w Katowicach odpowiada Urząd Stanu Cywilnego rodzicom pragnącym zwracać się tak do swych pociech pożar mieszkania w środku zwłoki mężczyzny i truchło psa rząd Danii chce większej swobody Grenlandii i Wysp Owczych / a my? czarne okładki chyba już nie wiem jak z kimś być myślę przy śniadaniu / jajko na miękko czarne okładki są niepraktyczne palce odbite / w nocy padał śnieg co jest ostatnio zjawiskiem rzadkim i nie trudno zauważyć / szybko wstydliwie wycieram ślady paluchów taka zima to obciach moja mała / miła black widow Nowy widelec lśni / no i co że chiński za skorodowany w niemieckim rowerze co trwał ponad sześćdziesiąt lat / spróbujemy? Chisako Kakehi, black widow / piszą w gazetach trująca partnerów i męża cyjankiem / dziedziczenie majątków / zmarła przed wykonaniem kary śmierci A kiedy usiłuję założyć wygiętą jak orientalna jaskółka równie starą / solidną kierownicę z miłosnym dziubkiem lampki retro nic już nie pasuje / do siebie / za oknem plus pięć pada śnieg ale nie topnieje czy mogła wspierać życie? Dziesięć armii Mary Na Wenus nigdy nie było wystarczająco dużo wody by powstały oceany U nas siedem czynników Przebudzenia A jednak Druga planeta od Słońca skalista nie wydaje się zbyt przyjazna życiu Uważność Badanie Bohaterski wysiłek Radosne uniesienie Uspokojenie Skupienie Zrównoważenie Dziewiąta armia zaszczyty pochwały poważanie niezasłużona sława Tam temperatura sięga 465 stopni Celsjusza chmury z kwasu siarkowego i wielokrotnie wyższe ciśnienie utrudniłyby kolonizację Ziemianom twoje zdjęcia niestrudzone gdzieś w oddali słychać wystrzał petardy Uderzająca siła ciemności Mara kto ją pokona, osiągnie szczęście Mariusz Sambor (ur. 1965) – autor surrealistycznej powieści poetyckiej Cztery Filary (2021), powieści I wszyscy go opuścili… (2021), zbioru krótkich form prozatorsko-poetyckich Nieoczekiwane przestoje w chmurach (2022), epistemologicznego komediodramatu Pani Kołodziej. Kawki i gołębie (2023). W marcu 2025 roku ukazała się jego książka poetycka Rzeka / Taniec. Publikował w czasopismach literackich oraz w antologiach: Strefa wolna. Wiersze przeciwko nienawiści i homofobii (2019), Wiersze i opowiadania doraźne 2020 (2020), Wiosnę odwołano. Antologia dzienników pandemicznych (2020) oraz Kosmonauci Nośnych Haseł (2022). Mieszka w Krakowie.
- Jonáš Hájek – pięć wierszy
Zły Wikomt Wikomt okrzepł i już kpi ze mnie „Na wielkości oczywiście każdemu zależy”, napisał mi ostatnio „ale trzeba zadowolić się tym, że?” To mu się naprawdę nie udało przeliczył się tym razem Myśli że nie mogę bez niego żyć i że za marną pensję którą mi przysyła ze swoim obrzydliwym „że” będę brał na siebie każde ryzyko Nie wiem po co mam to znosić więc sięgam po telefon: Wikomcie Wikomcie! w najbliższym roku któregoś dnia uderzę w twój słaby punkt!Jeszcze będziesz błagał o szturchanie szpilką a ja cię będę śledzić utajonym okiem Już cię widzę w śmierdzącej kawalerce z linoleum – a jakże – w barwie słoniowej kości Wikomt a liryka przyrody W zeszłym roku wysłałem mu cykl wierszy o Izerach zniszczonych przez polski popiół Ale zbył mnie: „Nie miałem pojęcia, że i Pan spogląda wilgotnym wzrokiem za łaniami w leśnych zaroślach...” W tym roku w telewizji była susza i za oknem też jakby tego było mało Wikomt chciał żeby taka sama susza zawładnęła moim pisaniem Niestety jestem posłuszny własnej arytmii do której nie da się tańczyć ani maszerować rozpoznaję ją jedynie w zamęcie metronomów Bardzo lubię te łanie w zaroślach zazwyczaj znikają w ciągu kilku sekund Coraz starszy Wikomt Wikomt jest człowiekiem. Tego jestem absolutnie pewien. Ponoszący konsekwencje za swoje czyny, samotny, zdziwaczały. Swój stan zdrowia zręcznie przemilcza między wierszami. Po kształcie pisma można sądzić, że dręczy go reumatyzm. A po nachyleniu, że reumatyzm tak po prostu nie znika. Niewątpliwie nigdy nie uprawiał sportu. Pęcherzyk żółciowy albo złamanie – nieprawdopodobne historie powoli zmierzające do prawdopodobnych zakończeń. Przepis po mamie Twierdzę Wikomcie że sałatka ziemniaczana jest duchową strawą z domieszką ekumenicznej powagi: czy dodasz jabłko czy pominiesz groszek szybką pracą noża odcinasz też swoje grzechy Przed dodaniem majonezu wspominasz swoich zmarłych i tę symboliczną mieszaninę smaków w końcu z miłością jesz Trzymam się podwójnego przykazania: modli się każdy jak umie korzeniowe warzywa gotuje się w occie Konflikty Z czegoś ci się zwierzę Wikomcie nie umiem się kłócić zawsze gdy wybucham, wydaje mi się że to koniec, więc wolę nie wybuchać albo wybucham i się chowami jest koniec Oni może się nie złoszczą albo myślą że jestem świrem wzruszają ramionami i idą do lasu beze mnie Dlatego nasza relacja taka nierówna stworzona a nienarodzona i wciąż na grzybkach przełożył Karol Maliszewski Jonáš Hájek (ur. 1984) - czeski poeta tłumaczony na kilka języków. Autor tomów: Suť (Gruz), Vlastivěda (Nauka o kraju ojczystym), Básně 3 (Wiersze 3), Výlet do Schengenu / Můj jediný čtenář (Wycieczka do Schengen/ Mój jedyny czytelnik). Laureat nagrody J. Ortena (2007). Jego wiersze były publikowane w „Poboczach” (w przekładzie Franciszka Nastulczyka), w „8. arkuszu Odry” (w przekładzie Zofii Bałdygi) oraz w magazynie „Suburbia” (w przekładzie Karola Maliszewskiego). Mieszka w Kolinie.
- Jaime Gil de Biedma y Alba – pięć wierszy
Już nigdy nie będę młody Że życie jest na serio, to przychodzi dopiero później: jak wszyscy młodzi ludzie, zmitrężyłem czas. Pragnąłem zostawić ślad i odejść pośród oklasków — starzenie, umieranie, były tylko wymiarami teatru. Lecz w końcu minął czas i nieprzyjemna prawda wyłania się: starzenie, umieranie, to jedyny wątek tego dzieła. Postanowienie Postanowienie, by być szczęśliwym ponad wszystko, wbrew wszystkim i wbrew samemu sobie, znów — ponad wszystko być szczęśliwym — powracam do tego postanowienia. Lecz dłużej niż zamiar poprawy trwa ból serca. Szalona Noc, zawsze niejednoznaczna, rozwściecza cię — barwa podłego ginu, twe oczy są żmijami. Wiem, że zaraz wybuchniesz stekiem wyzwisk i histerycznymi łzami. W łóżku, później, ukoję cię pocałunkami, których się wstydzę. A śpiąc, przylgniesz do mnie jak chora suka. Noce czerwcowe Czasem wspominam pewne czerwcowe noce tamtego roku, nieomal rozmyte, z mojej młodości (to był, wydaje mi się, tysiąc dziewięćset czterdziesty dziewiąty) ponieważ w tym miesiącu zawsze czułem niepokój, niewielki lęk podobny upałowi, który się właśnie rozpoczynał, nic więcej tylko osobliwą dźwięczność powietrza i jakąś niejasną tkliwość. Były więc noce nieuleczalne i gorączkowe pobudzenie. Wczesne godziny poranne samotnego ucznia i książka nie w porę przy szeroko otwartym balkonie (ulica, świeżo zroszona, ginęła w dole, pośród oświetlonych liści) bez duszy, którą można się posilić. Ile razy wspominam was, odległe noce czerwcowe, ile razy płynęły mi łzy, łzy, by być więcej niż człowiekiem, jak bardzo pragnąłem umrzeć lub marzyłem, by zaprzedać się diabłu, który nigdy mnie nie słuchał.Ale też życie trzyma nas przy sobie właśnie dlatego, że nie jest takie, jak oczekiwaliśmy. Peeping Tom Oczy samotnika, zdumionego chłopca, którego przyłapałem na podglądaniu nas w tamtym sosnowym zagajniku, obok Wydziału Filologicznego, ponad jedenaście lat temu, gdy się oddalałem, wciąż oszołomiony śliną i piaskiem, po tym, jak tarzaliśmy się na wpół nago, szczęśliwi jak zwierzęta. Pamiętam cię, to dziwne, z jaką skupioną intensywnością symbolu,t wój obraz splata się z tamtą historią, moim pierwszym doświadczeniem odwzajemnionej miłości. Czasem zastanawiam się, co się z tobą stało. I czy teraz, pośród swych nocy przy innym ciele powraca stara scena i czy nadal śledzisz nasze pocałunki. Tak powraca do mnie z przeszłości, niby nieskładny krzyk, obraz twoich oczu. Wyraz mojego własnego pożądania. z hiszpańskiego przełożył Adrian Krysiak Jaime Gil de Biedma y Alba (1929–1990) – hiszpański poeta, uważany za jednego z najważniejszych przedstawicieli Pokolenia 50.
- Szymon Florczyk – sześć wierszy
Znieczulenie Przed świtem ma leniwe palce, szczere opuszki, ciepłe grzbiety. Wolno rozchodzi się w pościeli, która skrywa miękko mgliste kształty pod oblegającym kontur chłodem. Moja czułość schnie w ostrym słońcu; kurczy się i wczołguje w krtań. Przysiada w jaskini płuc i krzepnie. O zmierzchu jak twarda bryła ciąży w głąb gęstniejącej czerni niczym skaliste ciało nie odbijające światła. lublin geske na ciepłych bramach zostawiam palce czasem oko będzie odmykać powiekę niczym stara okiennica kwitnąca ususzonymi kwiatami albo tą dziwną czarną łezką w ciasnej uliczce wsuwam ramiona między odrapane z południ mury żółtobrązowe zapadłe w bruk niosący raz wyżej raz osuwający w ciszę o zatopionym świecie z głębin wzywam Cię akty pływalne pozwoliłem sobie przeczytać wiersz tak, jak był napisany: nuty, zacieki, dziwne znaki, szumy za uszami, skądś bryza. coś z tego wciąż przepisuje się piaskiem. chrobocze łapkami, chybocze klateczką. pozwoliłem sobie napisać wiersz tak, jak wypuszcza się wstążkę przez palce; teraz wije się gdzieś w półmroku, toczy kółka, plecie smyczkę na przetaczane. SETI kiedyś preferowałem narrację że jeżeli jakieś nieodkryte cywilizacje istniały to odpowiedzią nie są ekspedycje z głębin kosmosu ale pramiasta pogrążone w ziemskiej dżungli czy pustyni tak jak nieprzeliczone tajemnice być może żyją tuż pod klepkami parkietu czy stopami nadal wbijam w nie wzrok jednak teraz nie mam nic przeciw temu by dach mi rozbił twój latający spodek wyspa mieszka za jeszcze siódmiejszą górą a mnie jeszcze bardziej odjaśminiło ona nie wie że mój cień się wyrywa na jedną z fal błyskających podczas burzy nie wie że słowa zbieram do koszyków i jak łaszą się obiecują to znów ofukną wtedy tak śmiesznie kulą się moje palce zmarznięte ona siedzi w fotelu głęboko zaczytana albo szlifuje wiersz historię z zupełnie innym bohaterem i tak pięknie nie wie że ja już czuję pod stopami dźwięczność brukowych klawiszy na rynku miasta oślepianego słońcem na wszelki rozsądek sam nie wiem czemu ale za tak maleńkim światełkiem z pewnością kryje się stały ląd wierzchnią stroną dłoni ostatnio częściej przechadzam się łąkami kiedy słońce wsiąka w trawy pozwalam letniemu różowi sączyć się za powieki zmrużone w sam raz żeby patrzeć jak jasny zarys przemyka gdzieś między nie szarpię za napięte struny powietrza nie wkraczam w batalistyczne sceny mrówek nie szukam ścieżek mogących nagle wybuchnąć w twarz kwiatostanem szczególnie gdy nurt podchodzi do skóry jedynie czasem w kieszeni przebieram palcami ziarnka piasku grudki ziemi Szymon Florczyk (ur. 1986) – pracownik produkcji w IT, mieszka w Krakowie. Autor zbioru wierszy Ciało i zgłoska (2024) i ilustracji do zbioru haiku Doroty Czerwińskiej nieboziemia (2024). Publikował wiersze m.in. w "Toposie", "Odrze", "eleWatorze", "Migotaniach", "Akancie", "Obszarach Przepisanych", "Wytrychu", "Post Scriptum", na stronie "Wydawnictwa J", "Wolnej Inicjatywie Artystycznej", "Nowym BregArcie", oraz w antologiach. Zdobywca Złotego Syfonu Publiczności 2024 w Brzegu. Wyróżniony w ogólnopolskich konkursach poetyckich „Struna Orficka” i „Erotyk nakrechę”. Jako amator próbuje sił również w muzyce z pogranicza rocka i klasyki.
- Alejandro Zambra – trzy wiersze
Następny dzień Pośród brzemienia wytrwałych dni W miejscu gdzie powinien być cień W oczekiwaniu na starożytne tarcie między rybą a solą Stąd można usłyszeć oddech deszczu (Obserwuj ruch wód. Czym są cienie, które zapoczątkował twój krok. Czym jest sen, którego nie pamiętasz. Czym jest twój smutek. Jaki kształt przybiera twój smutek. Twój płacz. Jakie są barwy twojego płaczu). Noc jest wymysłem cierpliwości A tej nocy wszystko dzieje się po raz ostatni Wiatr nie szanuje kształtu drzew. Korzenie tracą poczucie lat Muzyka dryfuje do brzegu oceanu A ty znów oferujesz swe blizny wiatrowi Chodź, zima zna długość twej podróży Chodź, ta noc jest następnym dniem Niech bogowie ukoją twój ból Jedynie oni mogą to uczynić Ja tylko wyglądam przez okno I wyczekuję końca naszego ostatniego uścisku. Inverness I Łodzie powracają tej nocy próbując się z bruzdami na wodzie ostatnie powitanie (Morze jest kawałkiem deszczu) Port jest taki sam od lat wciąż trwa zima i cały horyzont stanowi spojrzenie w głębiny nocy. II Nie chciałbym ani zostać, ani odejść Ezra Pound Cztery ściany, gdy wieje wiatr: bez ruchu bądź tylko ruchem oczu człowiek zwraca uwagę na ziemię Jutro porozmawiamy o morzu Jutro zmienimy położenie okna. III Dom, okno Uściski z powodu klęski Uściski z okazji powrotu Dom, okno i cztery ściany, gdy wieje wiatr. IV Ktoś zmienił położenie lasu który wcześniej się tu znajdował gdzie pozostały tylko kawałki morza zbliżające się do moich rąk. Właściwość oczekiwania Próbuje wyczuć ziemię Jej stopy zapadają się w suchym piasku Szuka swych stóp Zatrzymuje ruch swych rąk Znalazła stopy, lecz nie patrzy na nie Wszystko jest takie samo, jak wcześniej Muszę jej wyjaśnić, że tak właśnie jest, że wszystko jest takie samo, jak wcześniej, bolesne. Zakładam, że przed oczami ma morze i że patrzy na morze niczym w sam środek trudnego lustra. przełożył Adrian Krysiak Alejandro Zambra (ur. 1975) - chilijski prozaik i poeta. W języku polskim ukazała się jego powieść Chilijski poeta (przeł. Carlos Marrodán Casas).










