top of page

Search this site

Znaleziono 834 wyniki za pomocą pustego wyszukiwania

  • Joanna Wicherkiewicz – siedem wierszy

    w Zachariacie  zrobiliśmy sobie przerwę w miłości do ludzi czas połykał beton w betonie dogorywała natura ludzie stadnie wyrzynali się na słowa i na amunicję nienawiść spijaliśmy z poranną kawą i nosiliśmy do zamknięcia dnia śniliśmy słodko i to przerażało działania w Zachariacie podlegają kontroli pośrodku niczego postawiliśmy panoptikon stoimy na straży szarzyzny którą definiujemy według aktualnych trendów wypowiadamy się językiem bogów/szatanów szlifujemy myśli ustawiamy ambicje starzejemy się według dostępnych mód wyprowadzamy ze słowników tolerancję tak jesteśmy wolni nad Zachariatem  mocują się niże szarość nie schodzi z ulicy w powietrzu rocznica śmierci i śmierć na kolejną rocznicę ty też masz most z którego chciałbyś skoczyć kiedyś śmialiśmy się częściej w Zachariacie dziś wpatrujemy się w wojny i odliczamy klęski śmierć grzybnia ciągnie się kilometrami pędzi powietrzem dojrzewa wzejdzie którejś nadziei poza jakimkolwiek wyborem opuszczone godziny nic nie tracą może tylko smutek naszych starań uciekamy bezkarnie w nagie ciała wypalamy lepki dzień przypadkowy hotel w którym chowamy się przed szarością ma pamięć spełnienia/niespełnienia wypełnia się melodią obcych westchnień mnoży namiętność sensualna awantura na zapachy oddechy wrzaski milczenia pędzi niezauważalnie do przeszłości nasycony ranek przywraca nas ulicy pod stopami tabliczka zapala oddech tu w czasie II Wojny Światowej było getto jeszcze kominy nie wygasły pali w pamięci umieranie a już barbarzyństwo dyktuje nowe rany syryjski dzień gaśnie w chemicznym bezdechu Ukraina w pyle i stali śmierć zamiast deszczu w Jemenie Kongo w przemocy a spod kopuły meczetu w imię modlitwy karabiny odmierzamy smutek przez kilometry ludzkich cierpień niebezpiecznie zbliżamy się do granic odczuwania ten świat w którym żyjemy jest tym na który zasłużyliśmy? w Zachariacie ludzie gubią się w bieli na granicy zmarzliny w splocie straconego czasu umiera dziewczyna pod tym samym niebem w ten sam biały wieczór matki zbierają kończyny dzieci dzieci grzebią ojców ściana płaczu lepka od krwi co czuję co czujesz co czuje co czujemy co czujecie co czują czułość pędzi z królami pasterzami do szopy do szopy gdzie się narodził zbawiciel odkupiciel Joanna Wicherkiewicz (ur. 1971) – lata dzieciństwa spędziła w Żurominie. Czas studiów związała z Olsztynem. Aktualnie mieszka w Uniejowie. Szczęśliwa matka i żona. Z wykształcenia nauczycielka. Od 2023 roku członkini Stowarzyszenie Pisarzy Polskich. Wiceprezeska Towarzystwa Przyjaciół Uniejowa. Wydała: Okruchy codzienności (2015), Dysharmonie (2018), Kim jest Zachary? (2020), wielkoludy (2022). Jej wiersze tłumaczone były na język angielski, ukraiński, rosyjski, hiszpański, portugalski, turecki oraz węgierski.

  • Maria Fraszewska – trzy wiersze

    Jamochłon przeczytałam w wikipedii że macica to nieparzysty narząd czy dlatego czuję się samotna? przeszczepię sobie drugą macicę wczepię się w nową matkę a gdy w końcu urodzi się dziecko przestaniesz być kobietą w każdym człowieku jest dno do którego sięgasz podwójne dno jest w kobiecie Western a gdyby tak zamienić role kobieta staje się mężczyzną a mężczyzna kobietą jak w filmie kobieta zdrożona tropieniem złego człowieka zatrzymuje się na nocleg w saloonie zamawiając przy barze napój wyrównujący elektrolity  w organizmie wypija jednym duszkiem zamawia następny i gorącą kolację wokół krążą powabni mężczyźni ocierając się o jej tyłek ramiona masując plecy i nagi kark dmuchając zalotnie targając włosy w celu dotarcia do prawdy odpinają ostrogi zdejmują wysokie buty i masują stopy dawno cię tu nie było kochanie dawno ... a może nigdy kobieta czerpie zło z oczu mężczyzny odpala silnik dzikiej mocy wędruje drogami szerokich źrenic wejdź we mnie przez otwór w źrenicy rozświetl duszę już czas na rozprężenie ciało łagodzi obyczaje palce zadbają o każdy szczegół dłonie unoszą rozkosz przymiotnikami słów czasowniki rozbierają literami pomalutku powieki gubią określniki swobodnie oddychasz przestrzenią spoglądam w dal bez obaw idąc bez obaw zatrzymuję się przy elektrycznym drzewie podziwiając jego stal trwania bladym rankiem kobieta wraca do stajni po napasionego konia aby wyruszyć w dalszą drogę do nieznanego celu podróży wszystkie drogi prowadzą do nurtu Boję się lękam się o swoją bezradność jak matka o dziecko drży troską nieuchronności gładzi powierzchnię rozlewa się przypalonym mlekiem zabić zabić sponiewierać entliczek policzek bęc piłka w grze toczy się okrągłym kadrem połamane kości ratują przed całkowitym upadkiem rośliny w powabie bronią siebie złość piękności nie szkodzi mówię pojękując na wietrze i opatrując rany liściom Maria Fraszewska (ur. 1958) – absolwentka socjologii, psychologii oraz pedagogiki i coachingu. Należy do Związku Literatów Polskich. Jest członkiem Zarządu ZLP Zielona Góra. Uprawia poezję, eseistykę i prozę. Wydała pięć tomów poetyckich, Wio w snach (1995), Z wiatrem (2009), Płonące języczki (2021), Posypana wiatrem (2022), Prze konanie (2023). Współpracuje w wolontariacie z Lubuskim Stowarzyszeniem na Rzecz Kobiet BABA. Mieszka w Zielonej Górze.

  • Michał Kaczmarek – pięć wierszy

    Z S3 na A4 z balkonu macha matka na dworze znajomy sąsiad z reklamówką dzwoniących butelek woła pracodawca łóżko tęskni za ciałem dziecka klamka za odciskiem linii papilarnych parkowe ławki mówią cicho do widzenia objazdowy teatr rusza w trasę wokół ratusza nie słuchamy jego piosenki ani ja kiedy skręcam w prawo na rozwidleniu ani ty zostawiłeś widok z okna i nas włączających silnik aby klimatyzacja schłodziła wnętrze w lekarskim oświadczeniu tajemnica w nocy z trzeciego na czwartego kwietnia zatrzymanie akcji serca Ostatnie spotkanie przyjechaliśmy po matkę by nas odwiedziła ojciec miał zostać złe samopoczucie siedzieliśmy w samochodzie przywitał się pomachał wnukowi rzucił wesoło ja bym pojechał matka nie chciała po latach pijaństwa kiedy się uspokoił wolała go mieć pod kontrolą w określonym miejscu jak lampkę która na środek biurka rzuca coraz słabsze światło przed telewizorem zadowolony z kilku dni samotności w połowie niewidoczny wysepka w deszczu która grozi wypadkiem Staruszkowie kiedy przychodzimy oni już są parami z przodu pośrodku i z tyłu samotni dzieci wyjechały w piętrowym domu dzielą czas między ogród telewizor wnuki raz na trzy tygodnie w ławce pół godziny przed mszą zbudzeni nad ranem przez pustkę dzień okrąg wypełniony kolorem białe plamy rosną zlewają się wreszcie dotykają krawędzi przed lustrem przy goleniu Basia idziemy najwyżej poczekamy Pięćsettysięczne miasto niedziela centrum chłopak który strzałem w głowę zabija narzeczonego swojej byłej dziewczyny a potem zabija siebie pokonuje nieznaną trasę za pomocą internetowej aplikacji znajduje kawiarnię tramwaj autobus spacer a może nawet cześć do kolegi albo zejście z drogi kobiecie w ciąży podziękowanie uśmiech na miejscu strzał krzyk krew na rękach i ziemi strzał po raz drugi i wreszcie strzał samobójczy samochód zwalnia odjeżdża przechodzień złożył podanie o przyjęcie do liceum dla dorosłych wychodzi zza rogu kamienicy Pięćsettysięczne miasto piątek obrzeża chłopak który strzałem w głowę zabija narzeczonego swojej byłej dziewczyny a potem zabija siebie miał matkę nie został nikt brat ale brat to za mało kiedy umiera syn siedemdziesięcioletnia emerytka jesienny wieczór puste mieszkanie wspomnienia zdjęcia i książki brak nadziei za późno by budować spotkania z koleżankami przełożone biura podróży nie zwracają opłat za odwołane wycieczki co z życiem życia nie ma kotka leniwie liże łapy chyba ma nowotwór sprawa przycicha reporterzy badają zaniedbania w ratuszu matka wychodzi z domu dziewczyna z trudem otwiera oczy Michał Kaczmarek (ur. 1986) - z wykształcenia nauczyciel języka angielskiego, w praktyce pracownik biurowy. Publikował w pismach i na portalach, m.in.: „Afront”, „artPAPIER", „eleWator”, „Migotania”, „Odra”, „Projektor”, „Pro Libris”, „Protokół Kulturalny”, „Śląsk”, „Tlen Literacki", „Versopolis” (w j. angielskim, tłumaczenie własne), „Wytrych”. Laureat konkursów poetyckich.

  • Wioletta Ciesielska-Pawlak – Pokój do płaczu

    jeśli chcesz być moją dziewczyną muszę sprawdzić czy faktycznie masz tam błonę mój tata mówi że wszystkie jesteście takie same moja ciotka ma gabinet na początku pietryny każdą tam prowadzę po cuksy w cudze bachory to ja się wrobić nie dam na cotygodniowy sex będziemy jeździć do mojej kawalerki po mojej babci moim maluchem od mojej mamy lubię jak tam jest czysto więc przed zawsze porządnie się podmywasz musisz się podszkolić boś drętwa powinnaś się wić jak na moich ulubionych pornolach moje byłe zawsze miały orgazm popracuj nad tym proszę pamiętaj wybrałem właśnie ciebie a to jest zaszczyt sierotko powtarzaj za-szczyt jestem twoim słoneczkiem mamusia radziła żebym była kucharką w sypialni i dziwką w kuchni czy jakoś tak opromieniam mojemu panu drogę z łoża do pracy i z pracy do łoża czekam co wieczór na ganku ze schowanym pod podomką garem kaszy nocą będzie młócił aż wypluję plewy chore szczytowała wielokrotnie  to dar mówili koledzy w gimnazjum jesteś wyjątkowa będziesz gwiazdą mówili panowie z branży gdy podpisywała pierwszą umowę była taka szczęśliwa robi to co lubi i jeszcze jej za to płacą tylko adres zmieniła i jednostkę chorobową nigdy nie podchodź do nieoswojonych zwierząt po ogoleniu tygrysa na skórze zostają pręgi gdy myślisz że poskromiłeś kobietę purpurzyć się będzie dziko jej sutek i srom nie wiem do tej pory nie wiem czy rowerzysta łapał równowagę przytrzymując się na chwilę mojej lewej piersi a bioenergoterapeuta robiący hokus pokus nad nastoletnim łonem wywoływał pierwszy okres nie wiem też czy znajomy ma rację gdy twierdzi że piszę ostrzej gdy jestem zaraz przed słyszałam wiele razy że powinnam mieć miękkie cycki i twardą dupę na pewno mam mocną głowę kiedyś mnie w skroń jebnęła huśtawka a na przerwie koledzy podcięli nogi i trzasnęłam potylicą o ścianę i o podłogę to chyba w pełni tłumaczy moje f(r)azy pełna penetracja z pozostawieniem nasienia w pochwie* penetruj mnie jak twój bóg przykazał na górze synaj w brzuchu wieloryba wśród płonących krzewów penetruj pijany penetruj naćpany penetruj mnie z lajpem pod okiem i kosą pod żebrem jestem tylko pochwą na dwóch nogach więc nie krępuj się proszę zalej nasieniem mając w poważaniu głębokim *audycja radiowa Danuty Sobol  "jak być dobrą żoną w sypialni". Wiersze z tomu Pokój do płaczu, KIT Stowarzyszenie Żywych Poetów, Brzeg 2023. Wioletta Ciesielska-Pawlak (ur. 1980) – autorka tomów poetyckich krańcówka Litzmannstadt  (2019) i Wciórniości (2022). Publikowała m.in. w „Odrze”, „Stronie Czynnej”, „Helikopterze”, „Obszarach Przepisanych”, „Cegle”, „Tlenie Literackim” i „Wakacie”. Potrafi naciągać rzeczywistość jak zbyt krótką kołdrę. Ma wspaniałe Stado.

  • Grzegorz Wróblewski – siedem wierszy

    Klara Łuska jaszczur Obiecuje Klara wierzy Nieprzytomna Łuska jaszczur Coś o Rasta I się poci Klara naga Łuska jaszczur Kwiat paproci Łuska jaszczur Na nią spada Bo masz inną Pulsar głowę Łuska jaszczur Coś o Rasta Klara wierzy Pulsar czary Łuska jaszczur Na nią spada I się poci Kwiat paproci I pulsary Kwiat paproci Łuska jaszczur Kwiat paproci Zbiera siły Nozdrza naga Potem fantom Z niej wycieka Gwiazdy błyski Bez tułowia Łuska jaszczur Robi oczy Przerażony Łapie oddech Szuka ciała Kwiat paproci Klara w końcu Ostudzona Łuska jaszczur Zejść nie może Wizja trzyma Kwiat paproci Ulica Dolna W końcu ojcu obcięli nogę. I zmienili nam dyktatora… Natomiast pięć lat temu widziałem gawrona, który zrzucił z wysokiego drzewa na maskę samochodu włoski orzech. Po co zrzucił? To oczywiste! Żeby go w ten sposób rozłupać i potem bez popitki zjeść. Alkoholizm przy ulicy Konduktorskiej Świat bez boga jest światem nieludzkim – grzmią mokotowskie ssaki. (Z pewnością nie jest to sezon na kolorowe latawce…) Ponieważ żyję w świecie bez boga, żyję w świecie nieludzkim. I wszystkie skomplikowane kwestie mam z miejsca wyjaśnione. Obroty ziemi Powoli zachodzi słońce. Planuje się obniżenie ochrony wilka. Co oznacza zgodę na odstrzał. Ale mamy za to właściwy lek. To nie jest przecież czas na ból. (I nie są to wcale liryczne kolaże!) Wilki są agresywne i lubią padlinę. A księżyc jest piękny jak srebrny pierścień… W przypadku wątpliwości skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą. Wymiana Zrzutka na klacz i wiersze o pracy przy ścinaniu dębów, które widziały, a nie powinny widzieć. Stara klacz nie pasowała do drogich stajni. Była kulawa, więc właściciele oddali ją do rzeźni. Kupili z dobrej hodowli młodego, atrakcyjnego ogiera. Nastąpiła wymiana… Dlatego starcy farbują włosy. Nie pasują do pocztówek z błękitnych lagun. Próbują trzymać się w pionie, żeby nie zakopano ich w dole. Ogier też długo nie pociągnie. Zwykłe wieczory przy świeczkach. Rzeźnia. Cztery mrożone kaczki W sklepie natknąłem się na kobietę, która kupiła cztery mrożone kaczki. Z dumą na mnie spojrzała… Czy to było rewolucyjne? Tak, z pewnością! Nie zmarnowała przynajmniej życia. Szczęśliwi, którzy wciskają w siebie proteiny, zamiast spekulować o minotaurach i aktywnościach seksualnych mrówek. Grzegorz Wróblewski (ur. 1962) - artysta wizualny, autor książek poetyckich, prozatorskich i dramatów; m.in. Ciamkowatość życia (1992/2002), Planety (1994), Dolina królów (1996), Prawo serii (2000), Pomieszczenia i ogrody (2005), Hologramy (2006), Noc w obozie Corteza (2007), Nowa kolonia (2007), Hotelowe koty (2010), Pomyłka Marcina Lutra (2010), Dwie kobiety nad Atlantykiem (2011), Wanna Hansenów (2013), Gender (2013), Kosmonauci (2015), Namiestnik (2015), Choroba Morgellonów (2018), Implanty (2018), Miejsca styku (2018), Pani Sześć Gier (2019), Runy lunarne (2019), Tora! Tora! Tora! (2020), Cukinie (2021), Letnie rytuały (2022), Niebo i jointy (2023). Tłumaczony na kilkanaście języków, m.in. na język angielski, zbiory: Our Flying Objects – selected poems (2007), A Marzipan Factory – new and selected poems (2010), Kopenhaga – prose poems (2013), Let’s Go Back To The Mainland (2014), Zero Visibility (2017), Dear Beloved Humans (2023). W Bośni i Hercegowinie Pjesme (2002), w Czechach Hansenovic vana (2018). Brał udział w licznych wystawach zbiorowych i indywidualnych (malarstwo, mixed media, instalacje) w Polsce, Danii, UK i Niemczech. Autor ksiązki asemic writing Shanty Town (Post-Asemic Press, USA, 2022) oraz książki-obiektu z poezją wizualną Polowanie (Convivo, 2022).

  • Anna Podczaszy – Trzy skarby i dwa wierszyki

    Skarb 1 Jest możliwość, że na górnej półce znajduje się to, co się może i zgubiło i leży zadowolone albo i nie, nic nam do tego, choć właściwie zależy, jak na to spojrzeć i czy aby na pewno górna jest ta półka. Nieważne. Ważne, że to jest (albo i nie) i skomle o naszą uwagę. Choć nie wiadomo, czy o uwagę, czy po prostu skomle (zależy, jak na to spojrzeć) i czy skomle, czy może jednak wyje z taką mocą, że spadam w otchłań. Tak, jest też możliwość, że to się nam nigdy nie zgubiło. Skarb 2 Mogę, owszem, zwalić ściany (w poszukiwaniu ciebie) i znaleźć komunijny święty obrazek, Świętą Rodzinę i Andrzeja, też świętego. Dać nura w ich srebrne okręgi potem mogę (w poszukiwaniu czegoś). Skarb 3 Można też zrównać dom (w poszukiwaniu szczęścia) i wygrzebać ukryty skarb, srebrny jak spokojne jezioro, bez rysów i dramatycznych teatrów. Sufit zostawić, niech wisi, jak wisiał. Mój Święty Obrazek W ’42 przyjęłam komunię przenajświętszą po raz pierwszy. Napije się pani ze mną wiśnióweczki z tej okazji? Ach, mamy już ’24? Sto lat! Poleję. Popatrz pani, jak ten czas leci, myślałam. To było wczoraj. Pierwsze imię od chrztu jest Helena. A drugie imię od biskupa nazywa się Zofia. Wypijemy? Która to, już? Boże, jak ten czas, dopiero myślałam. A pani co wtedy porabiała? Nie żyła pani? No, co zrobić, bywa i tak w życiu. Czy to od pani ja ten dom posiadam? To wypić trzeba z tej okazji. Od Niemca? Naprawdę, będzie tu pani miała nowoczesne wygody, tylko chałupę zamieść. A ja do pieca dołożę – serce Jezusa gorejące i wiśnióweczka niczego sobie, ale maj zimny w kościele parafialnym. Do tej pory czuję w kościach ten krzyż, mój słodki Boże. Koło Otóż nie ma możliwości, że wołam: „Hop hop! Na pomoc!” Jeszcze czego! Sama wymieniam koło siebie oddechy – raz, i jeszcze raz, i jeszcze. A ostatni starczy na zawsze, skoro się kończy świat. Anna Podczaszy (ur. 1972) – autorka kilku książek poetyckich wydanych przez Biuro Literackie. Jej teksty opublikowano również w kilkunastu antologiach i szkicach. Za tomik danc nominowana do Nagrody Nike 2001. Autorka tekstów piosenek zespołu HuRaban. Współpracuje z legnickim Teatrem Modrzejewskiej. Na podstawie jej wierszy powstał pieśniodramat Spójrz na nią (2019). Autorka monodramu Zapowiada się ładny dzień (2022), zwycięzcy kilku festiwali teatralnych, w tym festiwalu Teatropolis w Łodzi (2023). Mieszka i pracuje w Legnicy.

  • Karol Maliszewski – pięć wierszy

    Literatury Literaturo o uchodźcach, wojnach, zamachach, mniejszościach i ich prawach, o kapitalizmie i tak dalej, bardzo ważna literaturo, daj żyć mniej ważnej, zupełnie malutkiej, literaturze o niczym, czyli pustce, w której rozgrywają się te wszystkie pozorne rzeczy, jaskrawe maźnięcia pędzlem na bladym płótnie. Fala Jedno stado pcha się na drugie, nie mając nic złego na myśli, tak niesie ich fala, jedni drugim wykręcają ręce czy raczej racice, nic złego, konieczność zaprowadzenia porządku; skierujcie kamerę gdzie indziej, najtrudniej pokazać nic, które zostaje po przejściu fali. Społeczeństwa Społeczeństwo było za tyranem, gwarantował kapuśniak i najlepszą słoninę, kazał otworzyć gorzelnie dla turystów i badaczy żywego słowa, zadowolenie rosło wprost proporcjonalnie, kobiety na powrót były kobietami, mężczyźni z troską opowiadali o ich losie, co transmitowała usłużna telewizja. W ościennych państwach pogotowie strajkowe trwało permanentnie, rolnicy od lat przytupywali przy ogniskach z opon, już nawet nie pamiętali, o co im szło, ale gdyby nagle podniósł ceny w skupach zboża, byliby za tyranem. Nic Nic już nie osiągać, żadnego królestwa, wystarczy to, co tracimy, osiągnięcia są dla wybranych. Ułożenie towarów na Kredyt bez zwierzeń, czytelniku, pójdziesz na to, zawierzysz pieśń, oddasz gardło, potem i tak po drugiej stronie spotkają się nasze ślady, cienie za skąpe na opowieść czy interpretację, ale zawsze, powiemy, był ruch, przeciek, wzajemność; kto cię tu prosił, wykrzyczane w gniewie, to też komunikat, nawiązanie, przecież mieliśmy tylko zrobić zakupy bez kartki, z ręką swobodnie w kieszeni, nie na klawiaturze. Karol Maliszewski (ur. 1960) – dr hab., profesor UWr., pracuje w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWr.  Opublikował kilkanaście zbiorów wierszy i książek prozatorskich, m.in.: Nasi klasycyści, nasi barbarzyńcy, Zwierzę na J. Szkice o wierszach i ludziach. Nowa poezja polska 1989–1999. Rozważania i uwagi, Rozproszone głosy. Notatki krytyka, Po debiucie, Pociąg do literatury.  Ostatnio wydał: Piosenka o przymierzaniu (2019), Bez zaszeregowania. O nowej poezji kobiet (2020), Czarownica nad Włodzicą. Baśnie  i legendy z Nowej Rudy i okolic (2021). Mieszka w Nowej Rudzie.

  • Kai Aareleid – Czytaj mnie  

    I czytaj mnie jak wiersz czytaj bez pośpiechu wymawiaj każdą sylabę poczuj każde słowo na swoim języku zważ ciężar każdego członu zdania i staraj się dotrzeć do sedna ja wiem że chcesz zrozumienie można osiągnąć na wiele sposobów znaki przestankowe mogą być porozrzucane tu i tam można pisać razem i osobno dość dowolnie ostateczne znaczenie wyjaśni się dopiero później czytaj mnie w swoim tempie w moim tempie baw się wyrażeniami wykrzyknikowymi onomatopoezją echami i pauzami czytaj mnie II czytaj mnie jak miniaturę wiem to może być trochę jednostronne i zbyt szybko się skończy czytaj jeszcze III czytaj mnie jak krótkie opowiadanie może nie być dużo dłuższe ale ma warstwy można je zedrzeć jak ubranie z pleców w nagrzanym pokoju i jest w nim zmierzch półtony cisza czytaj mnie IV czytaj mnie jak powieść dwieście pięćdziesiąt stron bo takie są najlepsze dłuższe mają za dużo słów a te krótsze znowu przełamują granice gatunkowe chociaż ogólnie krótsze jest lepsze co do tego się zgadzamy czytaj mnie jak powieść gdzie jest wiele krótkich rozdziałów i przestrzeni między słowami ponieważ coś można pominąć w historii lub przerobić w coś nowego z innym smakiem w powieść a niektóre historie można całkowicie pominąć bez pisania lub pozostawić niedokończone nie zawsze trzeba kończyć czasami po prostu nie ma czasu jakbyś nie wiedział przeczytaj mnie V czytaj mnie jak epos ale raczej wciąż twoją lub moją epopeję narodową zostawmy na boku eposy anglosaskie i starogermańskie te pola bitew są zbyt rozległe i odległe a co do Greków wolałabym epicką bohaterkę taki epos gdzie kobieta podbija lądy i morza a mężczyzna walczy z hordami zalotników byłoby miło poza tym heksametr nie do końca brzmi naturalnie w naszych językach ojczystych mój wciąż jakoś sunie na swoich sześciu nogach jak kulejący pająk w twoich ustach jest po prostu zabawny do twoich ust pasują inne pieśni i niewątpliwie aliteracja jest dla nas obojga najlepsza sprawdziliśmy to od razu dlatego czytaj mnie jak epopeję pierwszy i ostatni rozdział podsumowanie spis treści i stronę tu czy tam nawet jeśli nie rozumiesz wszystkiego brzmienie wciąż jest piękne odwieczne i wieczne czytaj mnie VI czytaj mnie jak haiku tak jest jaśniej smak można uzyskać natychmiast eksperci twierdzą że mój język jest lepiej dostosowany do nieco innego podziału na sylaby ale mniejsza o te sylaby metryka kamasutra czy są w ogóle potrzebne moje haiku są jak te perskie miniaturowe obrazy które wyrastają ze swoich ram weź mnie żebym wyrosła z mojej ramy czytaj mnie VII i napisz mnie bo tak naprawdę jestem tylko tytułem i nawet to można zmienić po drodze napisz mnie VIII przeczytaj mnie w swoich dwóch językach i napisz mnie ponownie w obu IX w końcu przeczytaj mnie jak znak wodny możliwy do zobaczenia tylko pod światło pozostający w twojej tęczówce przeczytaj mnie tłum. Marta Eloy Cichocka Kai Aareleid (ur. 1972) – wielokrotnie nagradzana estońska pisarka i tłumaczka. Jest autorką poezji, powieści, opowiadań i sztuk teatralnych publikowanych w kilku językach obcych. Kai Aareleid jest również płodną tłumaczką literatury z fińskiego, angielskiego i hiszpańskiego. Przetłumaczyła na estoński takich pisarzy jak m.in. Bruce Chatwin, Paavo Haavikko, Jorge Luis Borges, Isabel Allende, Roberto Bolaño, Javier Marías, czy Carlos Luis Zafón. Pracowała również jako redaktorka i agentka literacka, była mentorką dla początkujących tłumaczy i prowadziła kursy tłumaczeniowe dla studentów uniwersytetów. W roku 2016 za swoją drugą powieść Linnade põletamine otrzymała w Estonii literacką nagrodę roku. Wybór załączonych przekładów jest owocem XII Obradoiro Internacional de Tradución Poética na wyspie San Simón w hiszpańskiej Galicji. Więcej szczegółów na: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kai_Aareleid

  • Samantha Kitsch – trzy wiersze

    kompromis z antykonformistą Moja Muza Nuda mojamuzanuda MMN mmn z everestu everestów vodospadem v vodospad między nałogiem a nudą dla kaprysu lub z desperacji łamię wyławiam zgłębiam łupię kruszę nonsensy z nonsensołomów ze złości? bez cierpliwości? pik kier karo trefl – czwarty do brydża! w kółko w kółko i krzyżyk wdech i wydech dla pana starosty budujemy mosty – do brydża dla pana starosty tęcze z tęczołomów mgły z mgłołomów orgazmy z orgazmołomów marazm z marazmołomu bumerangi z bumerangołomów w kamieniołomie cieniuteńkich nitek – w cieniuteńkich nitek nitkołomie trzy szczodre siostry: kontra rekontra i rekontra-à-rebours w pojedynku z fałszywą nutką w symbiozie z fałszywą nutką czarna dziura w grze w kółko i krzyżyk cóż! – potknął się o drugie dno beczki miodu z łyżką dziegciu rzut kostką zawsze triumfuje nad przypadkiem! żeby chociaż powietrze żeby chociaż jeden dzień w roku żeby chociaż niedźwiedzia przysługa cóż z tego że powietrze? cóż z tego że jeden dzień w roku? cóż z tego że niedźwiedzia przysługa? z tęczołomu z mgłołomu z orgazmołomu z marazmołomów z bumerangołomu pik kier karo trefl C-dur a-moll – pasjans nigdy nie zmyli przypadku! siódma woda po grze w kółko i krzyżyk w beczce dziegciu z łyżką miodu z radości? i z radością? zgłębiam wyławiam łamię łupię kruszę Malarka Zuzanna P. [autoremiks] północ – nawlekam łóżko na nitkę snu nitka rwie się i łóżko spada z hukiem kawa była za mocna – za słaba kawa? chyba kawa nie była dość łaskawa? czy kiepski poeta jest poetą? ale czy kiepski poeta w ogóle jest poetą? DOBRZE – kiepski szewc niewątpliwie jest szewcem ALE czy kiepski poeta W OGÓLE jest poetą? Zuzanna Płakała malowała portrety kobiet – każda miała na imię Zuzanna i każda płakała. Więc na obrazach Zuzanny Płakały Zuzanny płakały. Innymi słowy: płakały Zuzanny Zuzanny Płakały. Owszem – Zuzanny Zuzanny Płakały płakały. No cóż, płakały Zuzanny Płakały Zuzanny. słowa z powrotem w całość którą nigdy nie były i zaraz z powrotem w inną całość którą też nigdy nie były jego wiersze to zemsta na poezji za to że nie umie jej pisać jego wiersze to zemsta poezji na nim za to że nie umie jej pisać pisze się wiersz aby zadziwiał pisze się wiersz aby dziwaczył kochani nawet kochani nawet nie kochani nawet nie nawet kochani nawet nie nawet nie U Zuzanny Płakały Zuzanny płakały – u Płakały Zuzanny płakały Zuzanny – płakały Zuzanny Zuzanny Płakały – Zuzanny Zuzanny Płakały płakały. kochani nawet nie kochani nawet nie nawet kochani nawet nie nawet nie kochani nawet nie nawet nie nawet wystukując rytm zjawia się w jego głowie melodia nucąc melodię wracają do niego słowa piosenki pisząc wiersz biorą go diabli Malując Zuzanny, Zuzanna Płakała płakała – płakała Płakała – płakała, aż się zesrała. idąc ulicą trącił mnie ptak [historia prawdziwa] jeden jedyny raz w życiu (idąc ulicą) ptak swoim skrzydłem (przelatując) jeden jedyny raz w życiu (ja – idąc ulicą) swoim skrzydłem (on – ptak – przelatując) uderzył mnie w policzek? skroń? miejsce między policzkiem a skronią? można je nazwać i policzkiem i skronią? szedłem piękną zieloną dzielnicą Parkowe Zbocze w górę chodnikiem z prawej strony jezdni – ptak uderzył mnie w prawą część twarzy po czym (przystanąłem odwróciłem się) skrył się w bluszczu porastającym kamienicę ból nie był mocny ani zupełnie lekki powiedzmy: był niemal średni – wyraźny moje zdumienie było bezgraniczne jest bezgraniczne Samantha Kitsch – pseudonim literacki, pod którym ukazało się dziewięć zbiorów poezji, m. in.: Bahama, Helena, konfiskata konfetti i jojjo. W przygotowaniu zbiór szybkie szkice z szopem (SPP Łódź).

  • Ryszard Szpytman – azyl

    Budowa przyjmie swoich najemników. Jak Legia. Jak galera. Jak kopalnia złota. Jak Matka – nakarmi swoje dzieci i da schronienie. Jest słońcem. Jest deszczem. Jest wszystkim, czego potrzebujesz. Ryszard Szpytman – jestem nieustannie w drodze. Poszukuję i wędruję. Mam za sobą kilka kursów artystycznych, trochę szkół technicznych, jedne studia, parę wystaw. Ta sytuacja cały czas się zmienia. Wciąż pozostaje dużo do odkrycia. Fotografuję to, co widzę, przyjmując naturalistyczne podejście, które skupia się na uchwyceniu momentu unikalnego, niepowtarzalnego. Niektórzy określają to mianem podglądactwa. Nie przepadam za fotografią studyjną. Wkrótce zamierzam wrócić do elektrofotografii i odbijać wydruki na prasie graficznej. Myślę nawet o zamalowywaniu swoich zdjęć farbą, co też można by nazwać jakąś formą malarstwa. Nie chciałbym wprowadzić nikogo w błąd moimi zdjęciami. Nie jestem typowym reprezentantem branży budowlanej. W mojej karierze, oprócz prac o charakterze fizycznym, pełniłem funkcję Inspektora Technicznego oraz Product Managera. Wszystko jest możliwe. Zmiany następują cyklicznie.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page