Search this site
Znaleziono 834 wyniki za pomocą pustego wyszukiwania
- Amelia Pudzianowska – cztery wiersze
Kobiety nie wierzę ranom milczącym i mamroczącym włóż pieniążek między uda i ściśnij nie ma nic piękniejszego niż czyste piętro w domu który płonie i już chyba dogasa wracam naga jak orzech rozbity przez gawrona całuję martwe wargi które kiedyś mówiły moje imię dziś ja szepczę do gładkiej skóry brzucha że oto skończyła się wojna zaszyto trociny z ciszą i mlekiem chroń uszy i palce chroń uszy i palce nie chciejmy kobiet które nic nas nie kosztują O człowieku co nie miał dziąseł mówisz do mnie brzegiem każdego sedna kaleczysz te palce które chciałyby być czyste oddychasz mi powietrzem którego nikt nie chce w kościach jest śmierć która jest wieczna w zębach jest odroczony ból bez takich jak ty dzieci nie umiałyby mówić o tym że swędzi je świadomość Koła w mojej głowie koła koła poza moją głową niebezpieczne z koła wychodzi dziecko i mówi dlaczego mnie nie rodzisz? ja mówię koło to macica i oko i usta i kość ogonowa też ja mówię nie urodzę koła i już koła poza głową gryzą się z psami nie chcą kupić wierszy początkującej poetki z koła wychodzi dziecko i mówi urodzę się samo jestem dziewczynką potrafię wziąć szczypce jestem dziewczynką ja mówię koło nie istnieje jestem dziewczynką mam macicę oko usta kość ogonową też ja mówię koło jest niebezpieczne założę się że wejdę w tę szczelinę założę się że ciebie już nie ma Głowa to jest rana w głowie i krew zebrana w łódeczkę dłoni to jest krew z głowy tam jest światło i ciernie tam ciemno jest jak w martwym ptaku tam dłonie w łódeczkę płyną po morzu krwi to rana w głowie oko ze źrenicą kuli po strzale w potylicę to jest krew z głowy nikt nie mówi przepraszam tam ciemno jest jak w martwym ośle to jest rana w głowie piękna i precyzyjna to najpiękniejsza zadra w mózgu choć niewielka sączy się z niej sok który łapię w dłonie i nagle jest cicho jak martwy człowiek jak człowiek martwy od trzech dni Amelia Pudzianowska (ur. 2001) - robi memy, rolki, frytki, a czasem pisze wiersze. Ma na koncie kilkadziesiąt wygranych konkursów, kilkadziesiąt publikacji m.in . w „Dwutygodniku”, „Książkach”, „Helikopterze”. Reżyseruje, slamuje, prowadzi warsztaty, montuje, a jak potrzeba to i chomika nakarmi. Wydała w 2025 roku debiutancką książkę guzik prawda w Wydawnictwie Biblioteki Śląskiej.
- Piotr Kasperowicz – terytorium rozpadu sekwencji
Piotr Kasperowicz (ur. 1978) – debiutował pod koniec lat dziewięćdziesiątych, absolwent AGH. Poeta, prozaik, aforysta, czasem krytyk. Od 2012 do 2024 roku redaktor działu poezji wydawnictwa Mega*Zine Lost And Found prezentującego sztukę i kulturę. Współpracował z rozgłośniami radiowymi jako realizator dźwięku. Zajmuje się grafiką i fotografią. Na potrzeby prezentacji poezji dokonuje obróbek graficznych, dźwiękowych oraz filmowych, tworzy animacje komputerowe. Przedstawiciel współczesnego nurtu poezji audiowizualnej. Wydał dziesięć tomików wierszy.
- Miłka O. Malzahn – Dziennik zmian (22)
Tej jesieni i tej zimy – składam nowy cykl. Taki, w którym poranna kawa gada – bardziej jak czarownica w kuchni, niż jak napój z reklamy. To są czary-mary znad filiżanki: trochę pary i trochę piany, a między łykiem, a łykiem pojawia się poetyckość zwyczajności, ta cicha magia talerza, okna, swetra, mokrego grudniowego poranka... Zapraszam do tych krótkich impresji – mikro felietonów, w których kawa zamienia codzienność w coś, co można dotknąć słowem, a potem sobie wypić. Miłka O. Malzahn – zajmuje się filozofią oraz dźwiękiem. Jest dziennikarką, pisze książki z pogranicza gatunków, tworzy i publikuje piosenki, wykłada na uczelniach, prowadzi warsztaty. Łączy nieoczywiste nauki o myśli ludzkiej z oczywistymi ścieżkami dedukcyjnymi. Tworzy kanał podkastowy Dziennik Zmian, moderuje spotkania z artystami, podróżnikami, pisarzami i regularnie prowadzi muzyczne programy w Radiu Białystok.
- Karolina Feć – O zepsutej syrence
Przed długie lata syrenka spisywała się dzielnie umilając ludziom życie słodkim śpiewem, lecz ci z biegiem czasu przywykli do jej codziennych wokaliz, przestali je zauważać i nic sobie z syrenki nie robili. Wówczas się zbuntowała: na cholerę mam śpiewać tym niedojdom, co docenić niczego nie umieją! Już ja im pokażę… Zaczęła wyć. Wyła tak przenikliwie, że zdezorientowani ludzie nie wiedzieli, czy na alarm wyje przeciwpowodziowy, czy strażaków zwołuje, czy ostrzega przed nalotem bombowym… Wyła tak, że rowerzyści tracili dla niej głowę i wpadali do przydrożnych rowów. Wyła tak, że nawigacja prowadziła samochody do punktu wyjścia. Wyła tak, że piesi dobijali do siebie czołowo. A ci, którzy asekuracyjnie zostali w domach upijali się, by móc przy jej wyciu zasnąć, upalali się, żeby nie czuć trwogi przeszywających dźwięków oraz ruchali się zapamiętale, by oderwać od niej uwagę. Im mocniej wyła, tym większe zepsucie panowało w mieście. Mieszkańcy nie byli w stanie pracować. Produkcja stanęła. Sektor usługowy zredukowano do prostytucji, dilerki i handlu bronią. Co do broni, strzelano wzdłuż dźwięków, na oślep. O ofiarach w ludziach niejeden mówił: takim to dobrze, wycia już więcej nie słyszą. Wybuchły protesty: Precz z syrenką! Syrenka do kwasu! Syrenka raus! Przepowiadając Apokalipsę prorocy wskazywali syrenkę jako „znak czasu końca” (albo końca czasu). Aktywiści klimatyczni twierdzili, że wskutek globalnego ocieplenia syreny wariują. Ktoś rozsądny orzekł, że syrenka się po prostu zepsuła, trzeba ją naprawić i będzie po sprawie. Mieszkańcy szybko na to przystali, lecz pojawił się problem: nie wiadomo, gdzie się znajduje syrenka. Nikt jej przecież nigdy nie widział. Nie wiadomo nawet, co to za syrenka i czy na alarm wyje przeciwpowodziowy, czy strażaków zwołuje, czy ostrzega przed nalotem bombowym… (strażacy oburzali się na te pomówienia: oni aplikacji słuchają, nie syrenki). Tak czy inaczej, syrenkę należało wytropić po dźwiękach. Na pierwszą turę tropicieli syrenki jej wycie wpływało mocno od samego rana, co potwierdzała ilość porozrzucanych puszek po piwie. Druga tura tropicieli syrenki, by nie powtarzać błędów poprzedników, zatkała sobie uszy pszczelim woskiem. Nie słysząc wycia, okazali się jednak bezużyteczni. Trzecia tura tropicieli syrenki była wyszkoloną kadrą mediatorów, którzy wzięli się na sposób: trzeba z nią po dobroci, perswazją, rozmową. Złożyli syrence propozycję przez megafon, że jeśli tylko przestanie wyć, postawią jej monument. - Ale jak to, monument? – oburzyła się – toż nie wiecie, jak wyglądam… - Nic nie szkodzi, damy mu twarz jakiejś polskiej poetki, niebrzydkiej. Gwarantujemy… W ten sposób stolica zyskała rzeźbę syrenki, której nikt nigdy i nigdzie nie widział. Przecie to nie było tak! Feć, co ty opowiadasz! * Syrenka nie przyjęła propozycji. Ktoś życzliwy uprzedził ją, iż rzeźba może zostać oblana farbą i wykorzystana do celów politycznych, więc odmówiła: - Nie chcę pomnika, jebać pomnik, dajcie mi pochwę! Wśród mediatorów zapanowała konsternacja. Wiadomo, że syrenki lubią prosić o dwie nogi i nikogo rzecz nie dziwiła, lecz tak bezczelne ujęcie sprawy wywołało oburzenie. Zamiast spełnić prośbę syrenki informując przy tym media dyplomatycznie, że chodzi o kończyny dolne, zdecydowano uciec się do podstępu: może by tak schować ją do pochwy, jak się niegdyś miecze chowało i wtedy ona będzie „mieć pochwę”, a my święty spokój? Gdy tylko syrenka podsłuchała tę ohydną konspirację, zeźliła się jeszcze bardziej i znów wyła i wyła i wyła, a ludzie po raz kolejny nie wiedzieli, czy to na alarm wyje przeciwpowodziowy, czy strażaków… (strażaków nie) czy ostrzega przed nalotem… Ktoś nierozsądny doradził, że jeśli zlokalizować syrenkę można tylko mniej-więcej, należałoby zrzucić bombę na całą strefę, gdzie może się ta poczwara znajdować… Tym sposobem przeszła ona do historii jako pierwsza syrenka, która zamiast ostrzegać przed niebezpieczeństwem osobiście doprowadziła do eksplozji, pożogi i końca świata. )* Fragment zbioru Antybaśnie realizowanego ze środków otrzymanych w ramach „Stypendium Twórczego Miasta Krakowa”. Karolina Feć (ur. 1986) – doktor nauk humanistycznych w zakresie filozofii. Zajmuje się też kulturoznawstwem i filologią hiszpańską. Publikowała w dwumiesięczniku „Pole”, „Nowej Orgii Myśli”, „Masce”, „Hybris”, „Dialog-Pheniben”. Wydała pracę Nihilizm instynktowny (2016), monografię Max Stirner: wokół indywiduum (red.; 2018), oraz tomik wierszy Nihilistyczne pościelówy (2014). W przygotowaniu: Antyfilozofia, faszyzm i ‘boska’ przemoc.
- Karolina Feć – O kutasie zaklętym w żabę
Występują: Żaba, a raczej w postaci żaby pokutująca za zbrodnie popełnione w poprzednim wcieleniu dusza zepsutej syrenki; Księżniczka Marysia na etapie przygotowań do ślubu z wymarzonym księciem; Książę Józio , którego rola jest przy tym znikoma; oraz, zawsze mile widziani, inni. Co też się działo (i dlaczego): Negocjowała żaba swój los niezadowoloną będąc z obrotu spraw reinkarnacyjnych. Nudziła i nudziła u wrót nieba, że pragnie stać się człowiekiem, rozmnażać się po ssaczemu, a nie po żabiemu, wypełnić ziemię niczym Adam i Ewa. Rechotała do znudzenia 24h/7, aż okolicznym mieszkańcom blokiem to rechotanie wychodziło, w końcu odezwał się głos z niebios: "Ty arogancka ropucho, jakim cudem chcesz awansować na człowieka, skoro nie jesteś zdolna do dobrych uczynków?" - Czyż muszę być dobra? Może wystarczy, bym użyteczną się okazała? - Użyteczną, pomyślmy… – spojrzał głos w rejestr ostatnich wniosków do nieba szukając, czym też żaba mogłaby przysłużyć się ludziom – patrzcie… odezwała się do nas księżniczka Marysia… zanim wyjdzie za mąż chciałaby się nauczyć posługiwać kutasem, by jej luby sobie lepszej kochanki nie szukał… Słuchaj no, żabo… na bycie człowiekiem w pełni nie zasłużyłaś, ale możemy ci zaproponować przemianę w kutasa. - Nie o to prosiłam… co ja bym z tego miała? - Przyjemność. Wystarczy, że księżniczka cię pocałuje, wtem przemienisz się w najpiękniejszego na świecie kutasa, od razu w ustach niewieścich będąc… aż sam bym się zamienił… – rozmarzył się głos. - A, fuj, nie chcę, żeby mnie jakaś wyperfumowana lala całowała! A idź mi z nią! Usłyszawszy rozmowę inne żaby zaczęły się schodzić i zgłaszać: - Ja się chętnie zamienię! - I ja! - Ja byłam pierwsza! Widząc, że oferta jest atrakcyjna, żaba się zreflektowała: Ja tylko żartowałam! Oczywiście, że się przemienię w kutasa! Nawet od zaraz, jużem spakowana… - W porządku, zabierz dwa tobołki. Jeden jest tylko warunek: kiedy już będzie ci tak dobrze, że zapomnisz o bożym świecie, nie pchaj się bezczelnie... To księżniczka ma się uczyć ciebie obrabiać, a nie ty zwiedzać jej gębę. Jeśli się zapomnisz, czar pryśnie i ponownie zamienisz się w żabę. Księżniczka Marysia, świadoma, że od głębokich spojrzeń w oczy i filozoficznych dysput szczęście małżeńskie nie zależy, ucieszyła się z pozytywnego rozpatrzenia swej prośby i oczekiwała spotkania z żabą. Tutaj następuje przemienienie i trening, który pozostawiamy taktownym czytelnikom ich własnej fantazji, gdyż – jak wiadomo – nadmiar szczegółów zabija wyobraźnię. Wkrótce kutas całkowicie stracił pamięć do powziętych umów – sądził o nich tyleż, co kanclerz niemiecki Theobald von Bethmann Hollweg czyli, że są strzępem papieru – i zapomniawszy się, o mało nie doprowadził księżniczki do uduszenia. W owym momencie zamienił się w żabę, którą Marysia z rozpędu połknęła. Od feralnego dnia cierpiała ona przewlekle na bóle brzucha, poszła więc do lekarza. Ten oświadczył, że pacjentka jest w ciąży. Nadworne dzieciaki roznosiły już plotki: ene due rabe zje królewna żabę jako nowa dusza w brzuchu jej się rusza Lekarz, przyjrzawszy się bliżej, stwierdził, że będzie to ciąża mnoga. - Dwojaczki? – pyta księżniczka. - Nie. - Trojaczki? - Nie. Wygląda na to, że wieloraczki. Radowała się żaba, że tym sposobem stanie się człowiekiem i wyjdzie na swoje, a księżniczka załamywała ręce: Co ja teraz powiem księciu? Wnet od przygnębienia przeszła do złości: A czy to mój był pomysł?! To w niebie z sufitu wzięte warunki sobie wymyślili – niech teraz naprawiają! Reklamacja została przyjęta. Poczynił ją anioł, który akurat miał najbliżej, by dostać się do Józiowego snu i na miejscu objaśnić problem. Nie zapomniał przy tym odwołać się do uznanych autorytetów: Naprawdę istnieje tylko Kutas, a świat to jego objawienie. Kutas jest najwyższym przedmiotem poznania, pomimo iż jest on niepoznawalny. Zgłębiać go można poprzez jego dzieła a także obraz jego, jaki mamy w duszy. Dusza na swoje nieszczęście oderwała się od Kutasa i upadła. Całe zło polega nie tylko na odsunięciu się od Kutasa – gdyż Kutas jest dobrocią i miłością – ale także na mniemaniu, że można się bez niego obyć. Dobro zaś wynika nie tyle z poznania, ile z miłości do Kutasa. Tak pouczony Józio zobowiązał się uznać potomstwo za łaskę z nieba. W dniu rozwiązania, wysypały się z brzucha księżniczki Marysi setki żappsów, które poczciwy książę przyrzekł kochać jak swoje. Jednak księżniczka wciąż ubolewała: - Tyle ich jest, że… komu zostawimy królestwo? Porozdzielamy? Żadnemu wówczas żappsowi nie przypadnie nic wartościowego… - Nie przejmuj się ukochana – pocieszał ją książę – wszystkie żappsy wychowamy na ludzi. Nauczymy je zawodu i niepotrzebne im będzie królestwo. Zobaczysz, poradzą sobie w życiu… Żappsy, zgodnie z obietnicą, wychowano na ludzi. Kiedy podrosły, każdy z nich został prorokiem i założył nowy kościół. Mnożyły się konkurujące sekty i herezje, aż zaczęły wyniszczać się nawzajem i wojny ze sobą prowadzić, które pochłonęły setki, tysiące i miliony istnień ludzkich. Tak oto dusza zepsutej syrenki przetrwała rozmnożona siejąc zamęt, śmierć i pożogę. )* Fragment zbioru Antybaśnie realizowanego ze środków otrzymanych w ramach „Stypendium Twórczego Miasta Krakowa”. Karolina Feć (ur. 1986) – doktor nauk humanistycznych w zakresie filozofii. Zajmuje się też kulturoznawstwem i filologią hiszpańską. Publikowała w dwumiesięczniku „Pole”, „Nowej Orgii Myśli”, „Masce”, „Hybris”, „Dialog-Pheniben”. Wydała pracę Nihilizm instynktowny (2016), monografię Max Stirner: wokół indywiduum (red.; 2018), oraz tom wierszy Nihilistyczne pościelówy (2014). W przygotowaniu: Antyfilozofia, faszyzm i ‘boska’ przemoc.
- Patryk Nadolny – Wiśnia i matematyka (esej medytacyjny)
1. Świadomość jest potężnym i zagadkowym słowem. Bez „ś” funkcjonuje jako wiadomość, informacja zakotwiczona w relacji nadawczo-odbiorczej. Niestety kilkutysięczna historia idei i refleksji nie wystarczyła, by znaleźć odpowiedź na pytanie: czym tak naprawdę jest świadomość? Zejdę ze szlaku o nazwie dywagacja i zanurzę się w oceanie imaginacji. Niech literatura przyjdzie mi w sukurs i w warunkach intelektualnej gry językowej nakreślę estetyczne wyobrażenie świadomości. Może byłoby mi lepiej, gdybym się urodził jako czysta świadomość, a więc byt pozbawiony ciała. Wystarczyłoby mi istnieć jako samo widzenie, czuła obserwacja kosmosu przez teleskopy rozbierające ciała niebieskie, odpinające guzik po guziku – księżyc po księżycu nocną koszulę usianą gwiazdami. Czy to nie jest tak, że nasze serca i umysły są naturalną naukową aparaturą, czymś na podobieństwo armii mikroskopów podglądających minimalizm życia komórkowego? Czy w czynności obserwacji gwiazd, albo komórek, tkwi również perwersja, w niczym się nieróżniąca od sytuacji, gdy facet o niezaspokojonej żądzy erotycznej obserwuje przez lornetkę sąsiadkę rozbierającą się w swoim mieszkaniu? Patrzenie ma w sobie majestat i drapieżny pazur, oko rozszarpuje każdy napotkany obraz, kęs po kęsie barwy i detale świata. Upatrzony przedmiot jest tak samo bezbronny jak sarenka pierzchająca w głąb lasu przed wygłodniałym wilkiem. W wierszu To jedno Czesława Miłosza z 1985 roku pada deklaracja w duchu metafizyki egzystencjalnej: Chcę jednej tylko, drogocennej rzeczy:/Być samym czystym patrzeniem bez nazwy,/Bez oczekiwań, lęków i nadziei,/ Na granicy gdzie kończy się ja i nie-ja. Czasami chcemy istnieć, ale w oddaleniu od ciężaru własnej biografii, pozbawieni historii swojego umysłu, być świadomością, ale bezosobową. Czyste nienazwane patrzenie byłoby nieskalane tożsamością i w pełni medytacyjne. Świadomość to podstawowy atrybut naszego człowieka wewnętrznego. Jeśli poznanie porównamy do oceanu, nasza jaźń będzie peryskopem, a dusza czymś na obraz i podobieństwo łodzi podwodnej. 2. Wieczność to metafizyczna restauracja. Karta dań jest misterna i intrygująca. Dania główne: 1. Rok w panierce z kalendarza 2. Rok przystępny – na jego przygotowanie trzeba czekać cztery lata 3. Wczoraj – nic się nie zmarnuje, przeterminowane produkty sprzedajemy o połowę taniej Danie dnia: Zachodzące słońce, niebo w gębie, zachwycający zmierzch z dodatkiem różowiejących chmur Desery: 1. Tegoroczny lód na rzece 2. Jutro z opcją indywidualnego wybrania składników przez klientów 3. Chwilo trwaj! Wskazówki na tarczy zegara uprawiają żeglugę kabotażową, dotykają krawędzi tarczy jakby trzymały się linii brzegowej. Nie zostały stworzone jako wiosła płynącego czasu, dzięki którym można przemijać pod prąd. Nie wypłynie się dzięki nim na otwarte wody nazwane wiecznością. W restauracji Wieczność czas pracuje jako kelner i przynosi na tacy świat podgrzany o brzasku energią słoneczną. Gałęzie drzew w niczym nie różnią się od rusztu, watr nimi obraca, a zamiast bryły pieczonego mięsa, w letnie miesiące skwierczy powietrze. Rzeczywistość jest oblana światłem. W zasadzie światło stanowi darmową przystawkę, tak jak kawior w amerykańskich barach w XIX wieku. 3. Niebo to wyższa ziemia, pozbawiona stałych mieszkańców, tak jak Antarktyda. Spójrzmy tylko na chmury, które przypominają ruiny starożytnego miasta. Tam w górze klucze gęgaw wędrują jak tabor cygański i śpiewają pod wioską z obłoków niby Romowie pod oknami domów. W spokojnych sadach dojrzewają wiśnie, gałęzie wykonują obrót jak wskazówki i gdy nadejdzie odpowiednia pora, szpaki urządzą królewską ucztę. Wiśnie nie będą dla tych ptaków owocem poznania złego i dobrego. 4. Najpotężniejszą bronią poznawczą jest symbol. Potęga symbolu jest tak efektywna, że świat pozbawiony symbolicznych obiektów byłby bolesną pustką. Jednak powróćmy do świadomości. Świadomość jest dyrygentem, który steruje pieśnią umysłu. Wyobrażam sobie, że każda myśl wyśpiewuje swoją prawdę, wszystkie myśli tworzą chór śpiewający w mentalnej katedrze. Dobrze jest myśleć o umyśle jako instrumencie. Czy prawda obiektywna zagwarantuje, że będziemy myśleć czysto, nie zafałszujemy? Relatywizm poznawczy ma wiele wspólnego z jazzową improwizacją. Czy lepiej zdać się na intuicję, czy jednak trzymać się żelaznych ram teoriopoznawczych? Czy przyjaźnię się ze swoją jaźnią? Czy gdybym wiedział, czym jest świadomość, poznałbym odpowiedzi na wszystkie pytania? 5. Chcę opowiedzieć o swoim ciele jako niedokończonej rzeźbie, już ponad trzydzieści lat jest wyciosywana dłutem, obraca się miarowo na tarczy zegara, a zatem dni i noce płyną harmonijnie. Czas nie potrzebuje złotego podziału i zgrabnych proporcji. Czas nie jest na wakacjach. Wczasy dla czasu nie istnieją. Gdy się położę na leśnej polanie, wicher zielonym cyrklem ze źdźbła trawy kreśli na skórze niewidzialne znaki. Historia zaczęła się w jaskini przed początkiem czasu. Czy brzuch ciężarnej matki nie jest jaskinią platońską? Większość konfesyjnych historii zaczyna się od zdania: urodziłem się tego dnia miesiąca, w roku...słońce przebijało się przez chmury... przebijało się przez białe mury, bo przecież słońce jest najeźdźcą, plądruje królestwo zeszłej nocy, tak samo jak niegdyś Rzym złupiony przez Wandalów pod wodzą Genzeryka. Urodziłem się jako wcześniak. Z relacji mojej matki wynika, że po ujrzeniu mnie i mojego brata – karykaturalnie przetworzonych, bo niewyraźnie zobrazowanych na ekranie monitora szpitalnego, zdecydowała o donoszeniu ciąży, która zagrażała jej zdrowiu i życiu. Ujrzałam dwa poruszające się punkciki i spytałam lekarza: jak to dwa serca i jedno dziecko? Pomyślałam nieracjonalnie, bo wcale nie przyszło mi do głowy, że zaszłam w ciążę bliźniaczą. Dwa punkciki, z których biła pełnia życia obroniły się przed śmiercią, bo wywarły potężny emocjonalny wpływ na mamę. Mój punkcik – serce i punkcik – serce mojego brata. Jeden z nich był punktem osobliwości, z których wziął początek wszechświat mojego umysłu, kosmos mojego ciała, w którym każda komórka jest jak gwiazda lub planeta. O moim być albo nie być przesądziło pierwsze wrażenie, jakie wywarłem na swojej rodzicielce. W życiu należy zrobić na kimś najlepsze pierwsze wrażenie, ale ja jeszcze nie byłem zanurzony w życiu, tylko w przedziwnej fazie przedżycia, w biologicznej jaskini platońskiej, a mój umysł nie był jeszcze kuźnią, w której wykuwa się myśli i idee przy pomocy miecha zbudowanego z miliardów neuronów. Bójmy się mocy rażenia dzwonów i zegarów. Machiny oblężnicze biją i tykają. 6. Podczas pobytu wakacyjnego u wujostwa w powiatowym mieście na Pomorzu Zachodnim, doświadczyłem pierwszego kontaktu intymnego w układzie triadycznym, czy jak to się mówi bardziej nonszalancko, w trójkąciku: ja – sześcioletni chłopiec, dziewczynka w zbliżonym wieku i drzewo wiśni. Wszystko to działo się w przydomowym ogródku u sąsiada. Bawiłem się przy oczku wodnym, a raczej tylko przypatrywałem się pyskom karasi, które co jakiś czas zbliżały się do powierzchni wody jakby chciały coś do mnie powiedzieć, ale było słychać tylko dziwne bulgotanie. Jeśli pamięć nie płata mi figli, to było tak, że to ta dziewczynka, której imienia oczywiście nie mogę już pamiętać, zawołała mnie do siebie, poprosiła o zamknięcie oczu, a wtedy włożyła mi do buzi soczysty owoc wiśni. Po latach napisałem wiersz o tym na poły mitycznym wspomnieniu, który kończy się tak: Nie zasypię bezkresnej przepaści pomiędzy/ słowem wiśnia, a tamtą wiśnią w moich ustach. 7. Wracając do hotelu ze starówki Gjirokastry – małej ojczyzny Ismaila Kadare, natrafiłem na ciemną ścieżkę, tak ciemną, że mogłaby prowadzić do innego świata, do przestrzeni poza czasem i historią, ale w pewnym momencie zauważyłem świecące punkciki, to zbliżające się, to oddalające się od trawy. Gdyby tylko precyzyjnie usiadły na konkretnym źdźble, mogłyby się stać czymś na podobieństwo latarni ulicznej. Światło jest cichym świadkiem naszej obecności w świecie. Po prostu zaświadcza sobą o naszym istnieniu. Jak już wspomniałem, droga do hotelowego przybytku była pogrążona w ciemnościach egipskich. W pewnym momencie robaczki świętojańskie oświetliły moją obecność w świecie i czułem się jak okręt po wielomiesięcznym rejsie, któremu łaskawa latarnia morska rozjaśnia drogę do portu. Światło jest królem rzeczywistości, wszystko jest jego świtą, o świcie. Pozwala widzieć jasno i bez skazy, jakby oczy, dopiero co otwarte po przebudzeniu, lekko zanurkowały – wzięły głęboki obraz jak oddech. 8. Próbuję zrekonstruować obraz swojego dzieciństwa. Niestety pamięć nie jest utalentowaną malarką, często tworzy bohomazy. Nie jest również dobrą architektką – plany jej budynków są wybrakowane i silnie zniekształcone, czyżby od razu chciała zbudować ruinę, a nie pachnący nowością budynek? Jakiś deweloperski blok mieszkalny, będący zaledwie niemowlakiem w porównaniu z poniemieckimi kamienicami, które zapewne już weszły w wiek dorosły, skoro doświadczyły pierwszych wybitych okien jak zębów, zadrapań lamperii, spękanych ścian jak złamań kostnych. Jeśli porównam swoje życie do 10-piętrowego wieżowca, to powoli się doczłapuję do czwartego piętra. Budynek nie został dokończony, jeszcze nie ma dachu. Dachem tego budynku będzie wieko trumny. To zaskakujące, ale gdy sięgam pamięcią, to widzę wyraźniej przyrodnicze otoczenie mojej dawnej szkoły podstawowej dla klas 1-3 i sąsiadującą z nią tkankę architektoniczną, a nie twarze klasowych kolegów i koleżanek, autorytarne oblicze nauczycielki-wychowawczyni. I nie dlatego, że w późniejszych latach spacerowałem już jako dorosły człowiek wzdłuż średniowiecznych murów obronnych rodzinnego miasta i miałem na podorędziu widok małego budynku, który był kiedyś moją szkołą, a obecnie pełni funkcję zaledwie przedszkola. Powodem nie były przechadzki, dzięki którym odświeżałem swoją pamięć, próbując jeszcze raz postawić w umyśle sztalugi i na nowo namalować obrazy dzieciństwa. Prawdziwą przyczyną działania mojej pamięci wstecznej w taki, a nie inny sposób, jest to, że gdy już byłem małym chłopcem, uciekałem dokądś samym wzrokiem, prawdopodobnie od zawsze używałem oczu jako darmowego środka lokomocji, otwierając powieki każdego poranka, około godziny siódmej przed pójściem do szkoły, już wyruszałem w daleką podróż. To nie stopy daleko mnie zaprowadzały, ale umiejętność traktowania oczu jako cudownego welocypedu, bo wystarczyło na cokolwiek spojrzeć i już byłem w innym miejscu. To nie była praca wyobraźni, ale uporczywe spoglądanie na świat przez okno w mieszkaniu, czy też w szkolnej klasie, jakbym już samym wzrokiem dotarł aż na kraniec świata, był tak bardzo blisko, bo wystarczyło spojrzeć na jakiegoś ptaka w locie i już mój wzrok przenosił mnie do ptasiego świata, byłem tym ptakiem, choć tylko patrzyłem. Niedawno w rozważaniach poruszyłem wiśniowy wątek autobiograficzny. Dzisiaj się zastanawiam, dlaczego w mojej prywatnej hierarchii owoców wiśnia rośnie na najwyższej gałęzi. Czyżby wczesnodziecięce doświadczenie inicjacyjne z wiśnią nie wydało wewnętrznego owocu w moim sercu i umyśle? Pamiętam zdarzenie sprzed 25 lat i z rzadka myślę: co słychać u wiśniowej dziewczynki, która od wielu lat jest kobietą? 9 W młodości język matematyki, subtelne relacje pomiędzy liczbami były dla mnie czymś osobliwym i niepojętym. Nie ufałem liczbom, bo w nich się kryło niezidentyfikowane niebezpieczeństwo: wieczność w cyfrze 8, szubienica z cyfry 1, nihilizm cyfry 0. Zapewne mój chłopięcy irracjonalizm przyczynił się do tego, że zostałem zapisany na zajęcia wyrównawcze w 2. klasie podstawówki. Z perspektywy nauczycielki moje zachowanie było odbierane jako dziecięca ignorancja lub postawa lekceważenia nauki, ale gdy tylko podchodziłem do tablicy, żeby rozwiązać proste zadanie matematyczne, pamiętając o zastosowaniu zasady kolejności działań (najpierw mnożenie i dzielenie, później dodawanie i odejmowanie), nie chciałem zaufać liczbom, a więc dopisywałem po znaku równa się przypadkowy zestaw cyfr. Oczywiście kilka lat później opanowałem tabliczkę mnożenia i umiejętność liczenia w pamięci, ale na etapie wczesnoszkolnym liczby były dla mnie istotami ze świata zjaw i mitycznych stworzeń. A może liczby są duchami i należą do wymiaru nadprzyrodzonego? J. M. Coetzee w Dzieciństwie Jezusa w usta opiekuna chłopca włożył pokrzepiające słowa: Liczby nie umierają, a zatem są umieszczone w kategorii nieśmiertelności. Oczywiście nieco ironizuję, bo autorowi chodziło o to, że bytom abstrakcyjnym nie można przypisać cech typowych dla istot żywych czujących ból i rozkosz, doznania zmysłowe. Liczby się nie rodzą, nie dorastają, nie zakładają rodzin i nie wydają na świat potomstwa, ale jeśli chcemy rozważyć ich egzystencję kulturową w kontekście kruchości świata, to łatwo dostrzec, że liczb nie da się unicestwić, przetrwają nuklearną apokalipsę razem z karaluchami. Woda nie zmieni mojej obecności w rzekę. Patryk Nadolny (ur. w 1993 r.) – studiował archeologię na UAM w Poznaniu. Laureat OKP o „Granitową strzałę” w Strzelinie (2014). Jego wiersze znalazły się w antologiach pokonkursowych i pismach literackich: „eleWator”, „Inter”, „Kontent”, „Odra”, „Twórczość”. Wydał tom poetycki Limesy (2023).
- Michał Piechutowski – sześć wierszy
zasrani buntownicy zmieniają się tylko ubrania buty fryzury muzyka i nazwy narkotyków wszystko inne jest niezmienne: alergia na edukację zagrożenie chorobami przenoszonymi drogą płciową i kultywowanie poczucia wyjątkowości w stadzie takich samych imbecyli hippie punk rave grunge emo mod – kolorowe etykiety zasłaniające wewnętrzną pustkę strach przed dorosłością i brak poczucia odpowiedzialności w dupie mam taki nonkonformizm można przegapić prawdziwe życie skóra miasta miejsce bytowania symbiotyków i pasożytów partyjnych i bezpartyjnych wierzących i niewierzących dam i kurew policjantów i złodziei i form pośrednich codziennie brodzą w złuszczonym naskórku pośród petów drobin czekolady w plastiku pożółkłych strzępów najświeższych wiadomości i nieaktualnych numerów do call girls nie bój się nie musisz agresja słowna to tylko konwencja z jej pomocą rozprawiam się nie z tobą a z tym wszystkim co niepotrzebnie mnie obciąża w związku z tobą i po związku z tobą zaciśniętymi w pięści dłońmi ocieram oczy z powidoków szczypią wtedy jeszcze bardziej z warg zlizuję sól szukając na nich ostatnich niezwietrzałych drobin twojego smaku żeby to jeszcze był zwykły kryzys pana w średnim wieku co się nie może pogodzić ze starzeniem ale ja się uparcie wlokę za tobą od pierwszych dni gdy wtedy bo zarzuciłaś na mnie jakiś arkan o nieskończonym okresie zdatności do użytku i anormalnej wytrzymałości oddalając się coraz bardziej niby go popuszczasz i luzujesz co z tego skoro pętla wrosła mi w szyję młodość najgłupszy okres życia najgorszy czas na wybory skazujące na dożywocie jędrnością skóry pawimi ogonami dżinsami od levisa i martensami oszukujemy i dajemy się oszukać że nas nie dotknie artretyzm łysienie otyłość i osteoporoza oraz niezgodność charakterów Opisanie z natury Znacie ten gatunek Żarłacz gównozjad W odróżnieniu od innych Przedstawicieli rodziny Bytuje na lądzie Opanował w pełni żyworodność Potrafi niepostrzeżenie Wmieszać się w tłum ludzi I wtedy zaczyna łowy Nakłada na talerz więcej Niż sam waży Nie podaruje żadnej potrawie Potem albo większość Zostawia na stole albo pakuje Do wcześniej przygotowanych Plastikowych pojemników Mimo zastrzeżenia w treści regulaminu Widocznego na drzwiach jadalni Nie kąsa ludzi Choć znaczące spojrzenia Odbiera jako wyzwanie Wtedy potrafi być agresywny Wydaje gniewne pomruki Lub imituje ludzką mowę Głównie wulgaryzmy Ocean Zegrzyński Fale tsunami podmywają zamki Mury z łoskotem walą się do wody Miały być symbolem siły i władzy Ale porzucone przez budowniczych Słabną z kolejnym zadanym ciosem Nie będąc już w stanie trzymać gardy A jutro rano przyjdą kolejni zdobywcy Obejmą tę ziemię w posiadanie i postawią Nowe warownie znowu zbyt blisko brzegu Michał Piechutowski (ur. 1973) – młody, zdolny, atrakcyjny. Brak talentu nadrabia pracowitością. Prowadzi bloga, którego nikt nie czyta. Z wykształcenia politolog. Z zamiłowania magazynier/archiwista w szpitalu.
- Radosław Wiśniewski – Bany Ukraińskie (21)
Dzień 106. Sen mroczny Śni się czasem sen mroczny. Zatrzaskują się kleszcze wokół kilku miast na Łuku Donbasu. Pęka obrona Siewierodniecka, sypie się reduta Lisiczańska, a Kramatorsk i Sławiańsk, które miały być redutami – zostają odcięte od reszty frontu przez obręcze zaciśnięte w okolicach Barwinkowa i padają po tygodniu zaciętych, acz rozpaczliwych walk. Rosyjska telewizja pokazuje kolumny jeńców, stosy zdobytego sprzętu, w tym sprzętu z darów NATO, przejęte magazyny amunicji, paliw płynnych, części zamiennych zgromadzonych dla długotrwałej obrony. Na front ruszają ukraińskie rezerwy, ale raz złamany rygiel Donbasu sypie się na całej linii, a co gorsza od strony korytarza krymskiego uderzają przerzucone tutaj jednostki rezerwy, źle wyposażone, źle dowodzone, ale na tyle liczne, że przelewają się między punktami oporu regularnych sił ukraińskiej armii. Jakby tego było mało od czoła na Mikołajów uderza rosyjska 49 armia, podczas gdy zaskakującym rajdem kilkunastu lekkich jednostek do Mikołajowa wdzierają się niewielkie, ale świetnie wyszkolone grupy szturmowe specnazu i wagnerowców siejąc głównie panikę i zniszczenie. Na Charków rusza znowu 6 Armia, a na wiele miast ukraińskich, które od kilku tygodni próbowały wracać do normalnego życia znowu sypią się rakiety, coraz starszych typów, coraz mniej kierowane, za to w dużych ilościach. W tych warunkach zostaje wydany rozkaz częściowej ewakuacji obrony na linię Dniepru. Pada jednak Mikołajów, walki toczą się o Krzywy Róg, Dnipro, Zaporoże. Znowu pojawiają się filmy kręcone z komórek przez mieszkańców miejscowości świadczące o tym, że rosyjskie załogi często gubią drogę, są wybijane do nogi, ale brutalne fakty są takie, że po stracie kilku brygad w Donbasie, ukraińska armia cofa się i to szybciej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Rosyjskie rakiety zaczynają trafiać coraz bliżej granic z Węgrami, Słowacją, Rumunią, Mołdawią i Polską. Na początku lipca rosyjskie kolumny pancerne pojawiają się pod Połtawą i Kremenczukiem. Macron i Scholz zaczynają dzwonić na Kreml już trzy razy dziennie. Ostatecznie prezydent Francji postanawia podjąć desperacka próbę ratowania pokoju i rusza na pokładzie cywilnego jachtu do Petersburga, zostaje zatrzymany na granicy wód terytorialnych federacji rosyjskiej przez okręt ratunkowy i oblany pianą z gaśnic w czasie prób skontaktowania się z rosyjską załoga przez megafony. Te zdjęcia ogląda cały świat. Cywilny jacht ze schnącym prezydentem Macronem wraca do Brestu. Francuski prezydent zapada na zapalenie oskrzeli, tchawicy, płuc i krtani i nie może dłużej dzwonić. To znaczy może dzwonić, ale nie jest w stanie rozmawiać. Rosjanie, tymczasem wzorem średniowiecznych Mongołów przeprowadzają jawne rzezie na opanowanych przez siebie terytoriach, aby zastraszyć resztę podbijanego kraju. Świat szybko zapomina o małej Buczy, Irpieniu, o Mariupolu, w którym jednak zacierano ślady. Obiektem rzezi staje się przede wszystkim zajęty w wyniku splotu desantu, czołowego ataku i wewnętrznej dywersji -Mikołajów. Rzeź trwa tak długo, że ostatecznie trzeba przysłać do miasta dodatkowe jednostki by wymienić całkowicie zdemoralizowane grupy 49 armii. Starym obyczajem sprawcy zbrodni zostają przerzuceni na inne odcinki frontu, gdzie giną, bowiem wiadomości o tym dziwnie szybko stają się publiczne. Nowe oddziały, nowej 49 armii, gorzej wyposażone otrzymują jednak nagłe wsparcie z Naddniestrza - 4 słabe, źle uzbrojone, ale liczne zespoły brygadowe uderzają z Tyraspola rozbieżnie na Mikołajów i Odessę. Do tego dochodzi kolejna próba desantu, odparta z miażdżącymi stratami dla atakujących, ale skutecznie odwracająca uwagę. I znowu ataki rakietowe na silosy zbożowe, port, stare miasto. Desant morski zostaje udaremniony, ale od strony lądu z północy i wschodu na przedmieścia Odessy uderzają "brygady łachmaniarzy", jak nazywają ich mieszkańcy. Wielkie miasta się bronią, ale powoduje to makabryczne straty wśród ludności, infrastrukturze. Walczy Połtawa, Dnipro, Krzywy Róg, Zaporoże, Kremenczuk. Wygląda na to, że kolejny raz fala najeźdźców rozbije się o ośrodki miejskie, o reduty, mimo wszystko. Chociaż nie jest już tak jak w lutym, wszyscy widzą coraz wyższe koszty, media społecznościowe coraz bardziej przypominają słupy ogłoszeniowe z nekrologami. Niemcy ogłaszają, że zwiększą pomoc wojskową dla Ukrainy i już w styczniu 2023 roku przekażą kolejne radary meteorologiczne oraz najnowsze modele wykrywaczy min. Oferują też od zaraz kilka samolotów transportowych i cztery kutry torpedowe, ale bez torped i osiem dodatkowych armat holowanych, ale bez zamków. Lipiec spływa krwią. Zaczyna się sierpień. Wydaje się, że sytuacja została jako tako opanowana, kiedy świat obiegają zdjęcia jak z filmu science-fiction. Atomowe grzyby rosnące na niebie, jakby to były zdjęcia znad Hiroszimy i Nagasaki, ale rozdzielczość jest współczesna. Bomby, jak podkreśla agencja RIA Nowosti - niewielkiej mocy, spadły Perejesław, Czerkasy, Kremenczuk, Połtawę. Niewielka moc tym razem oznaczała nie jak w przypadku miast japońskich 20, ale 150 kiloton. Świat jest wstrząśnięty. Jens Stoltenberg informuje, że w ataku nie został poszkodowany żaden kraj NATO, TVP Info poinformowała, że wśród ofiar nie było Polaków. Macron doznał zawału. Scholz wyłysiał do reszty. Zanim ktokolwiek wymyślił zintegrowaną odpowiedź zachodu i jedenasty pakiet sankcji, ława uchodźców, tym razem dużo większa niż w lutym i marcu ruszyła ze wszystkich napromieniowanych terenów ku granicom Słowacji, Polski i Rumunii. Do Mołdawii już nikt się nie wybierał. Bo w tym samym czasie "łachmaniarze" wdarli sie do Odessy urządzając kolejną rzeź cywilów na słynnych schodach, co filmowano z pełną premedytacją imitując sławne kadry z filmu Siergieja Eisentsteina. Zupełnie nieprzypadkiem taktyczne pociski z głowicami jądrowymi trafiły Kamieniec, Czerniowce, Kołomyję przy granicy z Rumunią. Chodziło o to by spanikowane fale uchodźców skierować na granicę z Polską. Do tego zbłąkane, rzekomo, pociski rakietowe z głowicami konwencjonalnymi trafiły w Hrubieszów, Dorohusk, Przemyśl. Szkody nie były wielkie, kilku rannych, ale efekt został. Polski rząd zatroskaną twarzą premiera oświadczył, że wobec skażenia radioaktywnego do jakiego doszło na terytorium Ukrainy jest zmuszony zamknąć granicę. Pojawiły się pogłoski o przedłużeniu muru z Puszczy Białowieskiej w kierunku południowym. W Bieszczadach już w połowie sierpnia zaczęto znajdować zwłoki pierwszych uchodźców, którzy zmarli z wychłodzenia. Na przejściach granicznych dochodzi do dantejskich scen, straż graniczna używa gazu, armatek wodnych dla odgonienia tłumów, które w desperacji zaczynają rzucać w polskich funkcjonariuszy kamieniami. Po tygodniu napięcia na granicy dochodzi w końcu do pierwszych incydentów z bronią palną pod Ustrzykami grupy uzbrojonych dezerterów z armii ukraińskiej zbrojnie otwierają sobie drogę przez granicę. Polska ogłasza mobilizację. Stan wyjątkowy zostaje rozszerzony na teren całego kraju. Dodatkowo za każde nieprzychylne komentarze pod adresem władz lub służb mundurowych wprowadza się karę pozbawienia wolności do lat 10 i przepadek majątku. W tym samym czasie na ogarniętej nuklearnym chaosem Ukrainie front sypie się całkowicie. Pchane w postatomowe wyłomy siły rosyjskie wlewają się głębiej i głębiej. Nie bacząc na reakcję świata niewielkie nuklearne ładunki torują drogę kolejnym grupom szturmowym. Jeszcze w sierpniu pada linia Dniepru. 1 września do wojny po stronie Rosji włącza się Białoruś i kolumny białoruskiego wojska ruszają z Brześcia nad Bugiem wzdłuż granicy z Polską zagarniając magazyny z pomocą wojskową i humanitarną. Szack, Kowel, Łuck, Włodzimierz Wołyński. W ogarniętym chaosem Kijowie dochodzi do gwałtownych ruchów politycznych, pragnąc uchronić resztę kraju przed zniszczeniami nowo-powstała Frakcja "Ocalenie" odsuwam na drodze zamachu stanu od władzy ekipę prezydenta Zełenskiego, a jego samego aresztuje. 17 września do Sarn przybywa były prezydent Wiktor Janukowycz i ogłasza Narodowy Program Odbudowy i Pojednania. Nawiązuje kontakty z przedstawicielami Frakcji "Ocalenie". Rosyjskie czołgi pojawiają się ponownie na przedmieściach Kijowa. Władimir Putin ogłasza publicznie, że jeżeli dojdzie do porozumienia z nowymi władzami Ukrainy więcej nuklearnych uderzeń nie będzie, że on sam nawet by nie chciał, bo przecież Kijów jest wspólna kolebką Rosjan i Małorusów i nie godzi się by dłużej oba odłamy tej samej rodziny trwały w wyniszczającej wojnie. 5 października dochodzi do podpisania Wielkiej Ugody Perejesławskiej między władzami Ukrainy a Rosji. Prezydent Zełenski zostaje przekazany rosyjskiemu wymiarowi sprawiedliwości i oskarżony o zbrodnie wojenne w Mariupolu oraz Buczy. Trwają walki z - jak to określają polskie czynniki rządowe - "uzbrojonymi bandami ukraińskimi" na południowo-wschodnim pograniczu. Trwa budowa muru. Władimir Putin ogłasza gotowość do resetu z krajami zachodu, ale za cenę uznania specjalnych praw mniejszości rosyjskojęzycznej w krajach Bałtyckich, wydania wszystkich "uciekinierów" z terytorium Unii Europejskiej oraz zadekretowania strefy zdemilitaryzowanej wokół Okręgu Kaliningradzkiego o szerokości stu kilometrów co w praktyce oznacza zdemilitaryzowanie terenów Polski i Litwy w tym Gdańska, Gdyni, Helu i Kłajpedy. Prezydent Macron odzyskuje głos. 7 listopada 2022 roku rosyjska duma państwowa ogłasza nieważność litewskiej, łotewskiej i estońskiej deklaracji niepodległości od ZSRR i wzywa władze Rosji do objęcia mniejszości rosyjskojęzycznej parasolem ochronnym na wzór tego, jakim objęto mniejszość rosyjskojęzyczną na terytorium byłej Ukrainy obecnej Republiki Pejeresławskiej. Rosja zezwala na eksport ukraińskiego zboża do Afryki w geście dobrej woli. Kanclerz Scholz ogłasza w odpowiedzi na gest Rosji gotowość do rozmów "dobrej woli" jak to określa, w celu uzgodnienia ładu, który uwzględniałby istotne interesy federacji oraz Unii Europejskiej w przyszłości i zapobiegałby dalszej eskalacji sytuacji kryzysowych. Turcja składa weto wobec rozszerzenia NATO o Finlandię i Szwecję domagając się wydania wszystkich obywateli "tureckojęzycznych" przebywających na terytorium państw skandynawskich. Polski rząd oświadcza, że podpisuje wielomiliardową umowę kredytową z Chinami wobec złej woli Brukseli w kwestii zmian w polskim sądownictwie. Równolegle trwają zakulisowe rozmowy dotyczące wznowienia dostaw rosyjskiego węgla, gazu i ropy. Polski rząd wobec zbliżających się wyborów i inflacji sięgającej poziomu 45% dąży do osiągnięcia sukcesu w obniżaniu cen prądu, gazu i paliw na stacjach benzynowych. W 2023 roku - wybory. Wiadomo. Coraz więcej ciał odnajdują mieszkańcy objętego stanem wyjątkowym Podkarpacia i Lubelszczyzny. W wielu miejscowościach pojawiają się mobilne krematoria. W grudniu dochodzi do precedensowej rozprawy z oskarżenia publicznego. O rozpowszechnianie nieprzychylnych opinii pod adresem polskich służb mundurowych zostaje oskarżony niejaki Zenon Kałuża. Zima. Noce stają się dłuższe, dni krótsze. Niektórzy z rozrzewnieniem wspominają swoje pandemiczne życzenia noworoczne, aby ten 2020 się skończył. A przecież mogło być zupełnie inaczej. Dzień 107. Sen jasny, wakacje na Krymie już niebawem Wszyscy się zastanawiali, po co to robią. Przecież to nie ma sensu, ale ktoś tam widać wiedział w sztabie co robi. Kiedy na początku czerwca ukraińska armia poszła do kontrnatarcia na Siewierodonieck, większość analityków zbaraniała. No bo chyba raczej należałoby skracać front, odtwarzać odwody taktyczne, operacyjne. Ale ktoś wyczuł sytuację lepiej na miejscu. Wiedzieli, że tam Rosjanie się skrwawią. Ukraińcom nie chodziło o przebicie się dalej, ale o ściąganie do piekła jak najwięcej Rosjan, żeby próbowali odzyskiwać zdobyte raz i utracone ruiny, żeby ich wciągać w ten krwawy kadryl, żeby tracili perspektywę, żeby się zafiksowali. W tym czasie po cichu były już tworzone rezerwy i ustalane szczegóły skoordynowanej akcji. Dyplomacje europejskie przygotowywały siódmy pakiet sankcji przeciwko Rosji, dyplomacja USA pracowała na forum ONZ próbując uzgodnić działania na rzecz przeciwdziałania głodowi na świecie i deblokadę portów na Morzu Czarnym. Równocześnie cały czas napływały zapasy broni, której nie widział Oryx ani inni specjaliści białego wywiadu. Niby nie były to wielkie różnice, gdy przyjrzeć się poszczególnym przypadkom, ale jednak Francja przekazała ostatecznie nie sześć, a osiemnaście haubic Caesar, Niemcy nie siedem, a dwadzieścia cztery Pzh2000 i do tego jeszcze doszły takie same haubice samobieżne z Litwy i Łotwy. Do polskich haubice "Krab" w liczbie 18 doszło drugie tyle brytyjskich AS90, a do norweskich M109 doszło kolejnych 36 z rezerw US Army. Do tego doszły Leopardy 2 ze składów armii holenderskiej, hiszpańskiej i szwedzkiej. Szybko też wyjaśniło się po co w Polsce wyprodukowano za dużo o dwa dywizjony samobieżnych moździerzy "Rak". To wszystko składało się w kolejne setki sztuk sprzętu. Setki. Nie wszystko runęło na raz. Najpierw zaczęło się pod Chersoniem. Zamachy wokół samego miasta, wykolejenia pociągów, uporczywe walki na linii Inhulca, potem rzekome próby uderzenia na sam Chersoń na wprost z zachodu. Dwudzieste siódme bombardowanie Czornobajewki. Zamachy bombowe na siedziby kolaboracyjnych władz cywilnych. I nagle bam. Zaczęło się od tego, że pojawiły się doniesienia o przerwaniu przez jakieś ukraińskie siły drogi P37 między Wasyliwką a Tokmakiem. Nikt nie umiał odpowiedzieć co tam się wydarzyło, poza tym, że słychać było strzały, że coś się dzieje. Nie było jasne czy to jakiś zagon, atak partyzantów czy dywersja. Dosyć szybko pojawiły się zdjęcia i krótkie filmy z zachodnich przedmieść Tomaku i wschodnich Wasyliwki, widać było nawały ogniowe filmowane z ręki przez niezidentyfikowanych żołnierzy. Potem pojawiły się zdjęcia identyfikowane jako miejscowości Kopani i Tarasiwka w nich kolumny czołgów w marszu na południe. Ukraińskich czołgów. Potem pojawiły się nagrania ukraińskich czołgów spod Michajłówki i przecięcia drogi E105. W tym samym czasie Ukraińcy uderzyli też na wyłom Popasnej, Izjum, pod Chersoniem. Jakby nie chcieli dać poznać co w zasadzie chcą zrobić, jakby próbowali przekonać przeciwnika, że chcą uderzać wszędzie. Ale punkt ciężkości był tam, w najwęższym miejscu "korytarza krymskiego". Tam zgromadzono najlepszy sprzęt, ludzi, artylerię, udało się też stworzyć miejscowo parasol obrony przeciwlotniczej o czym boleśnie przekonali się Rosjanie już na drugi lub trzeci dzień po dokonaniu przez Ukraińców wyłomu między Wasyliwką a Tokmakiem. Helikoptery składały się w powietrzu jeden po drugim. Kilka Su-25 wróciło na lotniska uszkodzonych, kilka spadło. To znacznie osłabiło wolę walki rosyjskiego lotnictwa na kilka dni, i tyle wystarczyło. Dopiero po upływie około 72 godzin udało się zidentyfikować kilka nacierających jednostek. Doliczono się dwóch brygad zmotoryzowanych, jednej odtworzonej zmechanizowanej i dwóch pancernych. W drugiej linii były dwie brygady lekkiej piechoty. Jedna związała się walką o Wasyliwkę, druga o Tokmak, podczas gdy siły główne weszły w przestrzeń operacyjną, ryzykując sporo wyjściem spod parasola własnej obrony p.lot. Tego dnia padł Mołczańsk a rosyjskie oddziały zaczęto ściągać do obrony rejonu Melitopola. Ruch ten był opóźniany przez minowanie przez niezidentyfikowanych sprawców improwizowanymi ładunkami saperskimi wszystkich dróg między Chersoniem a Mariupolem, co powodowało, że wiele rosyjskich oddziałów nie wchodziło do walki w całości, ale poszczególnymi grupami. Szóstego dnia ukraińskie wojska rozpoczęły szturm Melitopola, przy czym w nocy z szóstego na siódmy dzień operacji doszło do spektakularnego desantu helikopterowego na południe od miasta i ataku na tyłowe oddziały obrońców, co w połączeniu z nocnym atakiem piechoty ukraińskiej dało taki efekt, że nad ranem miasto w zasadzie było w rękach armii ukraińskiej. W czasie kiedy upadał Melitopol wysunięte zagony ukraińskie szły już w stronę Kachowki i pojawiały się na tyłach Tokmaka oraz Wasyliwki, które padły siódmego dnia operacji zwalniając znaczne siły do dalszych działań na skrzydłach. I jak w dominie - przewrócenie jednego klocka ciągnie za sobą reakcje łańcuchową, tak i tutaj zdobycie Melitopola, przecięcie korytarza krymskiego i rozbicie wcale nie tak wielu grup bojowych federacji pociągnęło za sobą kolejne porażki i katastrofy. Pierwsze zaczęły się ewakuować na wszelki wypadek kolaboracyjne władze cywilne. Nie zawsze była to ucieczka, czasem po prostu takie "zapadanie się pod ziemię". Nowych władz nikt, nigdzie nie mógł zastać. Znikały dokumenty, płonęły biura, na drogach pojawiły się cywilne samochody bez tablic. Kolejne eksplozje i pożary znaczyły poranki w okupowanych lub rosyjskich miastach - Bierdańsk, Rostów, Prymorsk, Symferopol, Kercz, Noworosyjsk, Rostów, Woroneż, Wołgograd. Na początku lipca upadła Nowa Kachowka, w zasadzie bez większego oporu ze strony Rosjan. W połowie lipca, kiedy pojawiły się pierwsze zdjęcia ukraińskich wyrzutni rakietowych HIMARS - zagrożony z zachodu, północy i od wschodu wycofał się w ogólnym kierunku na Krym garnizon Chersonia wysadzając za sobą most, co i tak nie miało większego znaczenia bo wojska ukraińskie panowały na obu brzegach Dniepru. Pozostałe w zakolu rzeki jednostki rosyjskie skupione wokół Enerhodaru poddały się w drugiej dekadzie lipca, a armia ukraińska ruszyła z Melitopola w stronę Bierdańska a z drugiej strony wznowiła uderzenie z Charkowa na Kupjańsk. Kolejne dwie nowosformowane brygady wspierane artylerią i batalionami hiszpańskich, greckich i holenderskich leopardów ruszyły do ataku z Hulajpola w kierunku na Mariupol. Rosjanie zaczęli ścigać na ten kierunek resztki swoich rezerw, w tym jednostki wycofywane prosto z frontu spod Popasnej, Grołowki, ale w tym samym czasie Ukraińcy ruszyli na Wołnowachę i temu już nie mieli czego przeciwstawić. Front się sypał. Kołdra robiła się za krótka. Równolegle ONZ uchwaliło rezolucję przy wstrzymującym głosie Indii i Chin oraz nieobecności przedstawicieli Rosji, która ustanawiała strefę wolną od lotów na terytorium całej Ukrainy oraz korytarz morskiego transferu humanitarnego z Odessy do Bosforu pod kontrolą sił ONZ, z prawem do czynnej ochrony statków handlowych wiozących towary uznane za niewojenne takie jak zboże i inne produkty żywnościowe. W końcu lipca wszedł też siódmy pakiet sankcji ze strony UE. Na początku sierpnia liczba wyeliminowanych żołnierzy federacji stracili życie w wojnie przekroczyła czterdzieści tysięcy. Władimir Putin ogłosił powszechną mobilizację w odpowiedzi na co masowo rozpoczęły się podpalenia biur werbunkowych w dużych miastach. Ponownie rozpoczęły się z początku skromne demonstracje by z czasem przybierać na sile. Co gorsza jednak doszło do niepokojów na Kaukazie, gdzie w masywnym zamachu bombowym zginął Ramzan Kadyrow. Pojawiły się pogłoski o nowych bojownikach, którzy rozpoczynają trzecią wojnę czeczeńską daleko w górach. Gruzja zmobilizowała swoją niewielką armię stawiając ultimatum nieuznawanym republikom Abchazji i Południowej Osetii. Japońska Marynarka Wojenna omyłkowo, jak twierdziła, ostrzelała opodal Wysp Kurylskich rosyjski okręt patrolowy. Doszło też do incydentów na Morzu Czarnym gdzie francuska fregata wdała się w wymianę ognia z niezidentyfikowanymi niewielkimi jednostkami, próbującymi zaatakować jeden ze statków wiozących zboże z Odessy. Obie niezidentyfikowane jednostki zostały zatopione. Kolejne dwie zostały zatopione w następnych dniach przez pociski rakietowe Neptun. Doszło do pierwszych buntów wśród rosyjskich marynarzy w Sewastopolu. Trzeciego sierpnia Ukraińcy zajęli Bierdańsk, kolejnego dnia ostrzelali pierwszy raz rakietami z HIMARS most krymski. Coraz częściej dochodziło na froncie do moralnego rozpadu jednostek rosyjskich. W sierpniu zaczęła obowiązywać no-fly-zone nad całą Ukrainą, doszło do kilku potyczek między amerykańskimi F-15 i F-18 a rosyjskimi SU-27. Wreszcie 17 września ogłoszono, że Władmir Putin ustępuje ze względu na stan zdrowia. Media pokazały nowego prezydenta, nikomu wcześniej nieznanego Maksyma Szygajewa, majora FSB z placówki w Punta Arenas. Szygajew ogłosił, że cele operacji specjalnej zostały osiągnięte, a wojska federacji wrócą do garnizonów, a w zamian za to oczekuje sensownych propozycji pokojowych. W tym czasie nowa ofensywa ukraińska ruszyła od nasady półwyspu krymskiego napotykając na symboliczny opór. Wojska ukraińskie niemal bez walki zajmowały ruiny Mariupola., otaczały Donieck, w którym osamotnione do ostatniego boju szykowały się wojska DRL. Wspierana przez NATO i ONZ ekipa prezydenta Zełenskiego postawiła jednoznaczne warunki - powrót do granic państwa ukraińskiego gwarantowanych memorandum budapesztańskim, reperacje wojenne i wydanie wszystkich oskarżonych o zbrodnie wojenne ukraińskiemu wymiarowi sprawiedliwości lub Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu. Płonące budynki państwowych instytucji w federacji pomogły Szygajewowi w szybkim podjęciu decyzji. Nie na długo. Zdążył podpisać wstępny dokument rozejmowy w Rostowie nad Donem w październiku, ale już w listopadzie w czasie obchodów wybuchu rewolucji październikowej padł sam ofiarą zamachu, spadł ze stopni trybuny honorowej na Placu Czerwonym, z okrzykiem "towarzysze nie strzelajcie" i został znaleziony z butami upapranymi serkiem topionym Hochland oraz dziurą w czaszce, średnicy 7,62 milimetra. Władzę przejął generał Dwornikow, oświadczając, że wprawdzie łączy się w bólu z rodziną prezydenta Szygajewa, ale jednak warunki wstępne pokoju w Ukrainie uwłaczały godności narodu rosyjskiego i on, Dwornikow będzie twardo negocjował lepszy pokój. Natychmiast jednak część wojska wypowiedziała Dwornikowowi posłuszeństwo. Zaczęła się pełzająca wojna domowa w Rosji znaczona lokalnymi buntami wojska, częstymi zmianami władzy, upadkiem gospodarczym i rosnącą rolą regionów i lokalnych gubernatorów, które to procesy miały za kilkanaście lat dać zupełnie nowy układ sił w Eurazji. W tym samym czasie Aleksandar Łukaszenko zakrztusił się pieczonym ziemniakiem i zmarł mimo ofiarnej reanimacji przy pomocy wideł i szpadla. Nowe wybory w Białorusi jednoznacznie wskazały wygraną - Svitłane Cichanouską. Ostatecznie pokój pozostał zaledwie porozumieniem rozejmowym, co jednak nikomu specjalnie nie przeszkadzało. W zasadzie bez walk wojska armii ukraińskiej dotarły do wszystkich granic sprzed 2014 roku. Nie wydano wprawdzie wszystkich zbrodniarzy wojennych, ale tym, którzy uniknęli procesu w tajemniczych okolicznościach zdarzały się przykre i niestety co do jednego - śmiertelne wypadki. Począwszy od banalnych wypadków samochodowych na prostej, suchej drodze po przypadkowe przewrócenie się na sto osiemnaście ustawionych na sztorc widelców z plastiku, czy samobójstwo poprzez postrzelenie się z kuszy do polowań podwodnych. Cała Ukraina została objęta Wielkim Wschodnim Programem Odbudowy. Miejsce surowców, z których coraz mniej krajów na świecie korzystało - takich jak gaz, węgiel ropa w ukraińskiej gospodarce zajął recykling, nowe zielone technologie i turystyka. W tym historyczna. Na świecie zapanowała moda na ukraińską literaturę, muzykę, folk, malarstwo, desgin co wzmocniło przyznanie literackiej nagrody Nobla Jurijowi Zwadskiemu. A potem pojechaliśmy na wakacje na Krym, tak jak obiecywaliśmy sobie wiosną 2013 roku. Tak było. A może będzie? Kto wie. Losy się ważą. Radosław Wiśniewski – animator kultury, poeta, prozaik, felietonista.
- Miłka O. Malzahn – Dziennik Zmian (21)
Zatrzymaj się na chwilę. Pooddychaj. Albo po prostu przysiądź w spokoju. Będzie wiersz. Zabrzmiało trochę jak groźba, prawda? Ale ten poetycki odcinek podcastu – stworzyłam dla każdego, kto szuka naprawdę małej dawki uważności, czułości i inspiracji w codzienności. W conocności też. To nie jest jakieś kolejny tutorial. To audio-wiersz – specyficzna medytacja o ciszy, tańcu i źródle każdej siły. Prześledź ten subteln y ruch w sobie, wsłuchaj się w rytm miasta i pozwól, by słowa ukoiły głowę oraz ciało. Miłka O. Malzahn – zajmuje się filozofią oraz dźwiękiem. Jest dziennikarką, pisze książki z pogranicza gatunków, tworzy i publikuje piosenki, wykłada na uczelniach, prowadzi warsztaty. Łączy nieoczywiste nauki o myśli ludzkiej z oczywistymi ścieżkami dedukcyjnymi. Tworzy kanał podkastowy Dziennik Zmian, moderuje spotkania z artystami, podróżnikami, pisarzami i regularnie prowadzi muzyczne programy w Radiu Białystok.
- Arkadiusz Aulich – Kontrkultura w Stanach Zjednoczonych
Nie wznieciliśmy ognia On płonął zawsze Odkąd świat się kręcił Nie wznieciliśmy ognia Nie, nie wznieciliśmy go Ale próbowaliśmy z tym walczyć […] Nie wznieciliśmy ognia Ale kiedy odejdziemy Czy będzie nadal płonąć…. ? Billy Joel Dałem ci wszystko Ameryko i teraz jestem niczym. Allen Ginsberg Dziki zachód Schyłek lat sześćdziesiątych definitywnie pogrzebał nadzieję na wolność. Przez kraj przetoczyła się fala zabójstw i skandali obyczajowo – politycznych. Zabójstwo Martina Luthera Kinga Jr. przyczyniło się do masowych protestów społeczeństwa afroamerykańskiego. Kilka lat wcześniej został zamordowany Malcolm X, Afroamerykanin, który także walczył o równouprawnienie dla czarnoskórej społeczności. Kolejnym zamordowanym politykiem był Robert Francis Kennedy, młodszy brat wcześniej zamordowanego prezydenta Johna F. Kennedy’ego. Na tym nie koniec. Wydarzenie, które wstrząsnęło opinią publiczną, to morderstwa dokonane przez członków sekty Charlesa Mansona na czwórce przyjaciół. Jedną z ofiar była Sharon Tate żona Romana Polańskiego. To był także okres wielkich muzycznych pożegnań. Śmierć wirtuoza gitary Jamesa Marshalla Hendrixa, nie mniej utalentowanego gitarzysty The Rolling Stones Briana Jonesa, charyzmatycznej wokalistki Janis Joplin i rebelianta na miarę swoich czasów – Jamesa Douglasa Morrisona. Ta plejada wielkich muzyków rockowych odeszła w zaświaty z własnej nieprzymuszonej winy. Po latach zostaną umieszczeni w wiekopomnej trumnie o wdzięcznej nazwie klub 27. Powód? Wszyscy w momencie śmierci mieli po dwadzieścia siedem lat. Początek lat sześćdziesiątych rozpoczął się od manifestów organizowanych przez studentów – aktywistów. Koniec tej „barwnej” dekady zakończył się w podobny sposób. Manifestujący studenci na jednym z kampusów bostońskich zostali stłumieni przez gwardzistów, w wyniku czego czwórka z nich poniosła śmierć (wielu było rannych). Wojna w Wietnamie rozkręcała się w najlepsze, pochłaniając rzesze młodych ludzi. Znany bokser wagi ciężkiej Muhammed Ali na znak protestu wobec wojny w Wietnamie i po odmowie odbycia służby wojskowej został zawieszony w prawach obywatelskich i pozbawiony możliwości pracy w zawodzie na pięć lat. Kolejnym krwawym ciosem dla części Amerykanów był nowy prezydent Richard Nixon, który zabił wszelkie nadzieje na zmiany. Nie obyło się bez skandalu z jego udziałem, tzw. afery Watergate. Wszystkie marzenia o wolności zostały pogrzebane. Manson nie doznał oświecenia przez LSD, tylko przez szaleństwo. Utwór ,,The End” zespołu The Doors jak nigdy dotąd brzmiał wymownie w stacjach radiowych. To był koniec pewnej epoki, która zostawiła po sobie spustoszenie, ale… czy na pewno tylko tę negatywną stronę? Zależy, jak na to spojrzymy. Ameryko, kiedy będziesz anielska? Kiedy ściągniesz z siebie ubranie? Allen Ginsberg Zrzucanie ubrań, wyznaczanie granic Lata sześćdziesiąte były niesamowitym zjawiskiem w dziejach całego świata, swoje wywody ograniczę tylko do Stanów Zjednoczonych. Nawet jeśli współcześnie zakłamuje się te lub je lekceważy, to trzeba pamiętać, że wydarzenia z tamtego okresu po części zmieniły świat. Warto nieustannie wracać do tamtego czasu i czerpać z niego jak najwięcej w kontekście dążenia do wolności w szerokim tego słowa znaczeniu. U podstaw tych wydarzeń leżały: bunt, gniew, niezgoda na niesprawiedliwy porządek świata. Kontrkultura przyczyniła się do zmian politycznych, obyczajowych, społecznych, artystycznych, kulturowych, w sztuce, w literaturze, w muzyce, w dziedzinach nauki, a także w postrzeganiu wolności, wiary – religijności i w wyrażaniu swoich osobistych potrzeb. Zaczęło się od strajków studentów, którzy nie godzili się na ograniczanie ich praw. Według konstytucji mieli możliwość wypowiedzi – obowiązywała przecież wolność słowa. Przez kilka miesięcy walczyli z administracją uniwersytecką oraz z siłami porządkowymi Kalifornii. Można powiedzieć, że te walkę wygrali, dając wzorzec przyszłym pokoleniom. W późniejszych latach na ich podobieństwo tworzono różne grupy – aktywistów, artystów, studentów, którzy walczyli o swoje prawa. Kontrkultura przyczyniła się do rewolucji komputerowej. Jej twórcy wywodzili się ze społeczności hipisowskiej. Nosili długie włosy, kolorowe ubrania, słuchali tej samej muzyki, brali kwas, żyli w komunach hipisowskich, uprawiali wolną miłość. Kontrkultura miała wkład w przemiany obyczajowe. Osoby o odmiennej orientacji seksualnej mieli dość ukrywania się przed amerykańskim systemem i tą częścią społeczeństwa, która ich nie akceptowała. Wyszły na ulicę, zaczęły domagać się swoich praw, które były zapisane w konstytucji. Jednym z ciekawych wydarzeń tamtego okresu była historia sprinterki – Kathrine Switzer, która podjęła walkę o równouprawnienie. Wystartowała w maratonie przeznaczonym wyłącznie dla mężczyzn, czym wywołała niemałe oburzenie ze strony organizatorów. Mniej znane wydarzenia z tamtej dekady, lub mało przytaczane, to historia dwóch psychiatrów – Franco Basaglia i Ronalda Davida Lainga, którzy mieli duży wkład w rozwój tej dziedziny. Nie godzili się na przetrzymywanie pacjentów w szpitalach udręki i dręczenie ich, traktowanie jak więźniów lub zwierzęta. Wtedy wydawało się to nierealne, niemożliwe, a jednak w jakiejś części dokonała się reforma. Jaźń niech będzie twoją latarnią Jaźń niech będzie twoim przewodnikiem […] Ostrzegając przed radiami Które pojawią się Pewnego dnia I zmuszą ludzi Do słuchania automatycznych słów innych… Jack Kerouac Bunt wyrażany poprzez sztukę Człowiek bunt ma w naturze. W każdej epoce była jakaś jednostka lub grupa rebeliantów walczących ze skostniałym systemem. Można stwierdzić, że obie strony wzajemnie się uzupełniają. Nie byłoby buntu bez kajdan ograniczających wolność, i nie byłoby kajdan, gdyby ludzie się nie buntowali. Jednym z narzędzi do walki z amerykańskim systemem była muzyka. Oczywiście nie tylko, także kinematografia, literatura, poezja, malarstwo, sztuki innowacyjne, jak performance – twórczość Yoko Ono, pop - art – twórczość Andy Warhola, i inne artystyczne formy. Mógłbym wymieniać tak w nieskończoność, ale chcę skupić się w tym momencie na samej muzyce, która była najistotniejszym sprzymierzeńcem i „motorem napędowym” dla kontrkultury w tamtym okresie. Muzyka tamtych lat była jak automatyczny karabin, wypełniona buntem, gniewem skierowanymi w kierunku establishmentu. Teksty utworów były nasycone ponadczasowymi hasłami: Make love not war, Get the hell out of Vietnam, Give peace a chance. Flower power. Zaczęto tworzyć wielkie festiwale muzyczne. Jednym z największych i zarazem najważniejszych był festiwal w Monterey w Kalifornii. Wydarzenie odbyło się w dniach 16 – 17 czerwca 1967 roku. Festiwal zgromadził aż 200 tysięcy młodzieży i był zapowiedzią Woodstock. Przeszedł do historii z powodu oszałamiającego występu Hendrixa oraz Joplin. Miał też swoją drugą stronę medalu. Mianowicie organizatorzy mieli problem z porozumieniem się w kwestii finansowej. Zaznaczę, że wejście na festiwal było zupełnie darmowe. Prawdopodobnie spór dotyczył pieniędzy od sponsorów na samą organizację wydarzenia. Podobno dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, a tym bardziej rebelianci. Jak widać człowiek jednak bywa istotą niedoskonałą, wówczas dążącą do doskonałości. Festiwal w Monterey miał za zadanie zjednoczyć młode społeczeństwo amerykańskie i uświadomić mu istotę wolności. Pogrzebać konserwatywny, oschły system i otworzyć „drzwi do percepcji” do nowego wymiaru. Był manifestem młodych ludzi. Z pewnością po części spełnił swoją rolę. Festiwal w Woodstock, który odbył się 15 – 18 sierpnia 1969 roku na farmie Maxa Yasgura w miejscowości Bethel, miał wymiar głównie muzyczny. Wydarzenie to skupiło aż 400 tysięcy młodzieży i było już schyłkiem kontrkultury. Osobiście nazwałbym to podsumowaniem lat sześćdziesiątych. Najdobitniej widać to w momencie, gdy Hendrix odgrywa hymn Stanów Zjednoczonych przy prawie opustoszałej widowni, a po zadeptanym polu fruwa pełno śmieci. A kto nie umiał zasnąć, nim nie wymyślił granic? Leszek A. Moczulski Amerykański (sen) zmierzch Ameryka kojarzy nam się z dobrobytem z krajem, w którym dolary lecą z nieba jak przysłowiowa manna. Jednak jak się zderzymy z rzeczywistością, to amerykański sen staje się mitem. Jednakże nie jest tak do końca. Istnieje takie pojęcie jak amerykański sen i przekłada się ono na rzeczywistość, lecz jest on dany wyłącznie ludziom przedsiębiorczym, twardym, odpornym na porażki, tzw. Rekinom, czyli osobom, które nie przejmują się losem innych i dążą do wyznaczonego celu. Kłania się tu makiawelizm – cel uświęca środki. Po drugiej wojnie światowej Ameryka była globalnym mocarstwem (militarnym), a obywatele dość zamożnym społeczeństwem. Czy naprawdę tak było? Właśnie nie do końca. Były to tylko pozory. Wielka Ameryka borykała się z wewnętrznymi problemami gospodarczo - ekonomicznymi. Z pewnością wszyscy wiedzą, co to jest pożyczka, a niektórzy może mieli przyjemność z niej z korzystać. Rząd Amerykański z ówczesnym prezydentem Harrym Trumanem na czele wpadli na pomysł pożyczki dla obywateli, bo aby uspokoić społeczeństwo, wystarczy dać mu pieniądze. Nieważne, że pieniądze były z kieszeni właśnie tychże obywateli. Kolejnym pomysłem było wprowadzenie programu dwudziestu jeden punktów, które zakładały większy socjal, podniesienie płacy minimalnej oraz likwidację slamsów. Plan częściowo odniósł sukces, albo inaczej to ujmę, oddalił tylko Amerykę od bankructwa. Na problemach finansowych Stanów Zjednoczonych jednak poprzestanę. Skupię się na amerykańskiej kulturze, społeczeństwie i obyczajach. Stany Zjednoczone po drugiej wojny światowej były krajem bardzo konserwatywnym, żeby nie powiedzieć purytańskim. Stany Zjednoczone mają olbrzymią powierzchnię. Co za tym idzie – także wielokulturowość, wynikającą z historii tego dość młodego państwa. Problemy z którymi się borykały i nadal borykają są dość niezrozumiałe dla mnie. Ponieważ kraj, który został złożony z wielokulturowości, niszczy się od wewnątrz przez różnice kulturowo – obyczajowo – społeczne. Gdzie w takim razie jest miejsce na wolność, akceptację? Właśnie tu leży pies pogrzebany, i to dużych rozmiarów. Brak było właśnie akceptacji ze strony ówczesnego rządu (republikanie) i części obywateli. Przypomnę, że w tamtym okresie wyznawano tradycje rodzinne takie, jak: biały dom z ogródkiem, co najmniej dwójka dzieci, pies, kot, auto, pobożność. Wszystko po bożemu. Pewnie i w alkowie zero fantazji. Osoby z odmiennymi poglądami obyczajowymi – społecznymi i kulturowymi, byliby zagrożeniem dla takiego konsumpcyjnego stylu życia. Ogólnie panowała dyskryminacja rasowa, płciowa i klasowa, seksizm, ksenofobia itp... Cofnijmy się do lat pięćdziesiątych z racji tego, że już wtedy dochodziło do manifestów, głównie artystycznych, scenicznych. Artystom było łatwiej zamanifestować swoją „inność” lub o niej mówić poprzez sztukę. Moim zdaniem były to początki kontrkultury. Więc podwaliny do rewolucji lat sześćdziesiątych miała masa artystów z lat pięćdziesiątych: literatów, muzyków, plastyków. Zatrzymajmy się więc w tym miejscu przy literaturze. Wśród czołowych postaci byli beatnicy. Był to ruch awangardowo – kulturowo – literacko – anarchistyczny. Głównymi jego przedstawicielami byli Allen Ginsberg, Jack Kerouac, Neal Cassady i William S. Burroughs. Odrzucali oni konsumpcyjny styl życia, rozczarowani wartościami pokolenia rodziców, drugą wojną światową, wojnę koreańską i zimną wojnę. Poszukiwali sensu życia w używkach i w podróżach. Jako autorzy stworzyli dzieła literackie, które przeszły do historii światowej literatury, a ich twórczość i zachowanie przyczyniły się do przemian, które zaszły dekadę później, i do powstania subkultury hipisowskiej. Wymienię trzy najważniejsze dzieła w dorobku bitników: Skowyt Allena Ginsberga, W drodze Jacka Kerouaca oraz Nagi Lunch Williama S. Burroughsa. W branży muzycznej także byli buntownicy, którzy wpłynęli na przemiany w USA. W latach pięćdziesiątych popularny był rock and roll. Tacy artyści, jak Elvis Presley, Chuck Berry, Little Richard, Buddy Holly czy Jerry Lee Lewis swoją obyczajowością i ekspresją muzyczną gorszyli konsumpcyjne społeczeństwo, a z kolei James Brown śpiewał, że jest sex maszyną. Moim zdaniem kontrkultura była zjawiskiem ewolucyjnym o tysiącach twarzy. Bardzo ważnym, a nawet kluczowym czynnikiem w walce z amerykańskim systemem, paradoksalnie byli amerykańscy żołnierze. Miliony obywateli patrzyli z pogardą na powracających weteranów. (Próbuję sobie wyobrazić siebie powracającego z wojny do kraju bez perspektyw, do kraju w którym jestem niemile widziany, pomimo że przelewałem krew za swoją ojczyznę.) Ten gorzki obraz Ameryki był wielokrotnie przedstawiany w kinematografii. Amerykański żołnierz, był jednym z pierwszych buntowników, który uświadomił sobie zakłamanie kraju, w którym się urodził. Nie godząc się z tym obrazem, wielu z nich świadomie przystało do hipisów. Żyli w komunach hipisowskich, eksperymentując ze środkami psychoaktywnymi. To także i oni byli jednymi z pierwszych prowodyrów, buntowników. Zamienianie gówna w róże. Allen Ginsberg Przejaskrawione lata sześćdziesiąte Dzień, w którym przerwano Amerykański sen, dla wielu konserwatywnych obywateli przeistoczył się w koszmar na jawie. Na skraju parku Golden Gate w San Francisco na jednym z trawników trwała integracja poznawcza, czyli tzw. wolna miłość, a mówiąc dosadniej – orgia. W drugim końcu tegoż parku grupa młodych ludzi przyodziana w kwiaty, kołysała się w rytm muzyki folkowej, głosząc hasła: ,,równość, wolność, braterstwo”. Obok nich grupa hipisów zaciągała się jointami myśląc, że jakoś to będzie. W tym momencie pozwoliłem sobie na dygresję, lecz nie jest to wynikiem niechęci do kontrkultury. Moim zdaniem wszystko zostało zaprzepaszczone przez zachowanie wymienionych przeze mnie środowisk. Nie piętnuję ich, ponieważ sam wyznaje swobodę i wolność, lecz to nie była droga do zwycięstwa. Chyba że się mylę, i właśnie to było istotą kontrkultury. Jeśli tak, to nie miała ona szans na zupełne powodzenie. Prawie wszyscy ludzie z ówczesnego środowiska sprzeciwiający się systemowi zażywali środki psychoaktywne: kwas, LSD, peyotl itp... W dodatku wzrosła przestępczość wśród wymienionych subkultur. Pojawiły się sekty na skalę ogólnokrajową. Komuny hipisowskie przyciągały przestępców, osoby z różnymi zaburzeniami psychicznymi, psychopatów, szarlatanów czy seksoholików, którzy na wieść o wolnej miłości czuli się jak ryby w wodzie. Przecież nie każdy chciał kopulować z każdym, kto tylko się nawinął. W dodatku panowała hierarchia w komunach, która psuła całą ideę wolności i równości. Młodzi ludzie odrzucając wartości rodziców, szukali nowych ideałów. Niestety było to wpadanie w skrajności. Granice między dobrem i złem się zacierały. Młodzi nie byli gotowi na szeroko idące zmiany. Przecież świat sam się nie ułoży. Wszystkie niepowodzenia kontrkultury zweryfikowała rzeczywistość. Obnażyła słabe punkty wielkiego kolosa na glinianych nogach. …i czekam na powtórne narodziny cudu i czekam na kogoś żeby naprawdę odkrył Amerykę […] i czekam żeby Amerykański orzeł naprawdę rozpostarł skrzydła…. Lawrence Ferlinghetti Wyjście alternatywne Większość rebeliantów z tamtych czasów nie doczekała się odrodzenia kontrkultury, ponieważ życie jest zbyt krótkie i ma za dużo zakrętów, a „drzwi percepcji” nie zawsze prowadzą do oświecenia. Kończąc swoje wywody na temat kontrkultury przytoczę słowa polskiego publicysty Stefana Kisielewskiego: To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać. Arkadiusz Aulich (ur. 1979) – dramatopisarz, poeta, postmodernista. Autor czterech tomów wierszy oraz dramatu: Dom czystych myśli (2018), Odmienne stany świadomości (2019). Skądinąd (2021), Za siebie (2023), W formie (2025). Publikował w antologiach oraz czasopismach literackich: „Czas Literatury”, „Afront”, ,,Post Scriptum”, ,,Suburbia”, ,,Odra”, „Akant”, ,,eleWator”, ,,Format Literacki” , ,,Protokół Kulturalny”, ,,Moja przestrzeń kultury”, „Wydawnictwo J”, „Epea”, ,,Zeszyty Poetyckie”, ,,Wytrych”. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.









