Przeszukaj tę stronę
Znaleziono 895 wyników za pomocą pustego wyszukiwania
- Mirosław Drabczyk – Tatuaż NN
Poznałem go, kiedy pracowałem u tapicera, trochę nawiedzonego gościa, który miał ambicje bycia najlepszym tapicerem w kosmosie. Jurek był tam głównym projektantem i facetem od zarządzania. Robiliśmy ogromne sofy z marszczonymi oparciami, pufy i fotele wyściełane delikatną skórą, w sam raz dla paniuś, które od zakochiwały się w tych meblach od pierwszego wejrzenia, wyobrażając sobie, jak sadzają swoje kształtne dupy w zagłębieniach białych, beżowych albo bordowych foteli z cielęcej skórki. Jurek świetnie rysował, miał dobre noty na Akademii, podjął się roboty przy meblach, żeby mieć na życie, drugą jego pasją był tatuaż. Mieliśmy rok 1986, moda na tatuaże artystyczne jeszcze nie przyszła, tatuażyści nie mieli dobrego sprzętu, ani nie mogli liczyć na wielkie zyski, zresztą chętnych nie było wielu, nie każdy miał odwagę poddać się nakłuwaniu skóry ostrymi igłami chirurgicznymi, związywało się kilka takich igieł nitką, maczało w zwykłym tuszu i nakłuwało skórę, punkt po punkcie, krew bryzgała. Nie bez powodu tatuaże nazywano ostrym słowem “dziary”, kto miał dziarę, ten był git, teraz co druga dziewczyna ma tatuaż. Wtedy laski się nie tatuowały tak masowo, tatuaże to była męska rzecz, popularna wśród kryminalistów albo w subkulturach. Dziewczyny wyszywały wieszane w kuchniach nad stołem makatki z napisami “Gdzie miłość i zgoda panuje, tam szczęście swe gniazdko buduje”, albo “Zimna woda zdrowia doda”. Musiało wystarczyć, że nitka do wyszywanek była ciemnoniebieska, jak tusz do tatuażu. Zakolegowałem się z Jurkiem, nieraz spotkaliśmy się u mnie po pracy i pijąc tanie wino rozmawialiśmy o sztuce – przecież mieliśmy ambicje artystyczne, wcale nie było tak, że chcieliśmy spędzić resztę życia moszcząc krzesełka dla nowobogackich. Zagadnąłem Jurka o tatuaż, “ale co tatuaż?” A zwyczajnie, chcę, żebyś mi zrobił dziarę, nic wielkiego, minimalizm wręcz, żadne tam poplątane liście agawy, żadne gotyckie, celtyckie motywy, o syrenkach, serduszkach i motylach zapomnij, to nie nasze rewiry. Po długich dyskusjach stanęło na tym, że na moim lewym ramieniu, tuż powyżej bicepsu, powstanie kwadrat Malewicza wypełniony mgłą, po prostu, mocno obrysowany kwadrat 5 na 5 centymetrów a w środku coś nieokreślonego, jakby kawałek Drogi Mlecznej. Podczas nakłuwania, przyznam się, z bólu leciały mi łzy, a Jurek z papierosem w ustach, mozolnie maczając koniuszki igieł w słoiczku z tuszem mówił, że obraz, który się z tego wyłania przypomina mu Niedokończone Niebo. Nazwa okazała się prorocza, bo po zapełnieniu tuszem jakichś trzech czwartych kwadratu Jurek trafił do szpitala z rozpoznaniem ostrego zapalenia nerek i nigdy z tego szpitala nie wyszedł. Zostałem z niedokończonym tatuażem. W ciagu paru miesięcy skóra wchłonęła część tuszu, a to co zostało, mocno kojarzyło się z konturem Związku Radzieckiego, który wtedy jeszcze istniał. Na Kremlu urzędował już Gorbaczow. Bez Jurka to już nie było to samo, rzuciłem robotę u tapicera, zacząłem projektować szyldy. W miejsce siermiężnego socjalizmu wkraczał do Polski siermiężny kapitalizm, zlecenia na tablice, loga i druki reklamowe waliły drzwiami i oknami. Zaczynała się epoka komputerów, musiałem siedzieć po nocach, żeby poznać ich możliwości. Kiedy opanowałem obsługę programu CorelDraw 4 wydawało mi się, że złapałem pana diabła za rogi, tymczasem zawalił się Związek Radziecki, od którego odłączyły się niektóre republiki, jedyna mapa Związku Radzieckiego została na moim ramieniu. Zapomniałem o niej na 35 lat, roboty miałem tyle, że nie było czasu chodzić na basen, rzadko wyjeżdżałem na kąpieliska, nie dawałem nikomu okazji do zadawania pytań o moje Niedokończone Niebo. Mamy już rok 2020, jesteśmy w innej w epoce, nowinki ze świata przyswajamy z prędkością Pendolino pędzącego przez Otwock. Polskie studia tatuażu jadą pełną parą, miliony osób obojga płci zdążyło odwiedzić nadwiślańskie tatoo shops i uzyskać tam osobistą pieczęć, mniej lub bardziej uświadomiony znak tożsamości i przynależności. Wybór jest nieskończony, fantastyczne zawijasy, zębate bestie, gotyckie miecze, piłki futbolowe i wielobarwne pnącza roślinne zrodzone w głowach projektantów zapełniły ramiona, uda, pośladki, plecy a nawet szyje i czaszki miłośników swojskiej dziary. Studia tatuażu to współczesne przybytki sztuki. Nie więcej jak rok temu uznałem, że wypada coś zrobić ze swoim wydziaranym potworkiem. On od początku nie przypominał nieba, kojarzył się raczej z potwornościami. Funkcjonowanie państwa pod nazwą Związek Radziecki nie aspirowało do niebiańskości. Znalazłem w internecie studio tatuażu i kazałem zamazać nieszczęsny kontur upadłego imperium. Zamieniłem go na regularny pasek o szerokości 5 centymetrów okalający całe ramię, pod spodem dodałem węższy pasek. Taki wzór występuje w tradycji Nowej Zelandii – układ dwóch pasków ma, wg Maorysów, znaczenie magiczne, choć to pewnie jakaś bzdura rozpowszechniana przez miłośników Harrego Pottera latającego na miotle. Przez trzy tygodnie we wtorki i piątki chodziłem na męczące nasiadówki, ale nic dobrego z tej przeróbki tatuażu nie wyszło. Po ostatniej sesji trafiłem do szpitala. Najpierw straciłem smak i węch, potem zauważyłem, że oddaję mętny mocz i pocę się jak diabli, zasłabłem w poczekalni, konieczna była reanimacja, potem seria badań, pobrano krew, bez krwi nie ma szpitala, bez szpitala nie ma życia. Żyję, ale białych krwinek mam za dużo, czerwonych za mało, mówi doktor, że nie bilansuje się, a równowaga jest potrzebna, inaczej stan zapalny i tu mamy do czynienia ze stanem zapalnym proszę pana. Oby nie zapalenie nerek, panie doktorze, Jurek na to umarł, a nie, on chorował na ostrą niewydolność nerek. Zapalenie to nie to samo, człowiek łatwo traci zdrowie, późno sięga po rozum. Czekam na wyniki, dziwnie długo to trwa, może coś im się nie zgadza, pytałem pielęgniarek, zdziwione, że nie rozumiem procedur. A co mnie wasze procedury, od procedur to można się nabawić odleżyn, ja bym wolał już wiedzieć, co mi jest i czy Jurek ma coś wspólnego z moją chorobą, to żaden przypadek, że rozchorowałem się równo trzy godziny po ostatniej sesji. Nie mówił nigdy Jurek, że ma coś do Maorysów i ich sztuki. Przez tyle lat nosiłem na skórze to Niedokończone Niebo, mogłem je cholera zostawić, co mnie podkusiło, żeby zamalować. Nigdy nie wierzyłem w życie pozagrobowe, ale widocznie musiało jakoś do Jurka dotrzeć, że profan w tatoo shop zaczernił jego dzieło, a ja jeszcze za to zapłaciłem. Pewnie się Jurek wściekł, też bym się wściekł, ale czy bym tak ekspresowo na kogoś klątwę sprowadził, to nie wiem. Człowieku poznaj samego siebie, najlepiej w ekstremalnych okolicznościach. Nie wymądrzaj się Sokratesie, podobno ta moja wersja nieudolności… tfu, niewydolności nerek jest uleczalna, właściwie to wcale nie niewydolność, tylko zwykłe zapalenie, ale kto wie, jakie będą następstwa. Jurek też miał się leczyć, a nie zdążył. Co mnie z tym tatuażem podkusiło. Łażę po korytarzach oddziału, oglądam wielkie tablice z przekrojami nerek, wyglądają jak przekrojone pomidory malinowe, próbuję się czegoś dowiedzieć, zaczepiam lekarzy, pielęgniarki opędzają się ode mnie jak od muchy, każą czekać, czekam, znowu gapię się na tablice z nerkami i opisami chorób. Na obiad sałatka pomidorowa, jeść mi się odechciało, wracam do sali, facet z sąsiedniego łóżka, który strasznie chrapał, gdzieś poszedł, sam zostałem, ściemnia się, kołdra ciepła, diody migają, jutro może coś lekarz powie, może się przyzna do pomyłki lekarskiej, wręczy papiery i wypisze do domu. Śnił mi się Jurek, siedział w jakiejś kanciapie, biurko zawalone papierami, kartonami i szablonami, na ścianie makatka z napisem “Nie klękajcie się”. Przed Jurkiem kineskopowy monitor, klawiatura zakurzona, obok popielniczka. Jurek z tą swoją bujną czupryną wpatruje się w jakieś hieroglify na ekranie, wcale się nie wita, ledwo coś tam mruknął, żebym zrozumiał, że wie o mojej obecności. Poklikał trochę, hieroglify się wyostrzyły, wskazał na psa labradora. Ma na imię Staropramen, tak jak to czeskie piwo. Wiem, wtedy nie mogliśmy go w Polsce kupować, ale przecież to sen, czas się zatracił, zobacz jaki mam komputer: ekran zasłonięty filtrem, kineskop jak szafa, kto na takich teraz pracuje? Dłubię fuchę dla Towarzystwa Nefrologicznego, siedemnaście obrazków ma być, jak siedemnaście mgnień wiosny, każdy z nich ma pokazać nerki w różnych stadiach choroby. Od cholery roboty z przekrojami, ten mi najlepiej wyszedł, przypomina dwa poprzecznie przecięte pomidory malinowe, poprawki zajmą mi całą noc, nie wiem czy mi papierosów wystarczy, ale do rzeczy: z chorobą, która cię dopadła nie mam nic wspólnego. Myślisz, że złośliwie ci ją zesłałem, za to, że zniszczyłeś mój tatuaż, no tak, prawda, jedyną pamiątkę po mnie pozwoliłeś sobie zamazać. No trudno, stało się, nie obwiniaj mnie o nic, nawet nie wiem, jak mógłbym cię za to ukarać, tu takich rzeczy nie uczą, a ja i tak mam sporo niedokończonych projektów, nic nie trwa wiecznie. Chodź tu Staropramen, pan cię pogłaszcze, fajnie, że wpadłeś, no, dobry pies. Obudziłem się o trzeciej i do rana nie zasnąłem. Jurkowi uwierzyłem, jak mógłbym nie wierzyć staremu kumplowi. Jego udział w moim chorowaniu odfajkowałem, ale choroby nie biorą się z niczego, zapalenie nerek musi mieć coś wspólnego z tatuażem. Zmianę konturu ZSRR na maoryskie pasy ktoś musiał odnotować, a nie każdy będzie tak wyrozumiały jak Jurek. W końcu to był jakiś symbol, pamietam te banery w salach, gdzie odbywały się zjazdy partii komunistycznej, młodzi tego nie wiedzą, ale w tamtym orwellowskim świecie symbole były ważniejsze od zwyczajnego biegu rzeczy. ZSRR wręcz torturowało ludzi symbolami, nie lepiej jest w obecnej Rosji, obecna Rosja jest taka sama jak ZSRR, też zero wyrozumiałości. Wielkoruska żądza zemsty i odegrania się za zmyślone krzywdy chyba nawet teraz większa. Kurwa, że też wcześniej nie pomyślałem o Putinie, czy ja ostatnio piłem u kogoś herbatę, może gdzieś łyknąłem zatrutej kawy? Był taki nawrócony oficer Litwinienko, który przekazał Brytyjczykom tajemnice rosyjskiego wywiadu, agent FSB zaprosił go do restauracji i tam podał mu kroplę trucizny do herbaty. Wykończyli chłopa, bo ich zdradził, ale moja zbrodnia była niezamierzona, co prawda kazałem zaczernić mapę dawnego imperium, ale przecież mają w archiwach swoje stare mapy, nowe też pewnie mają. Czy polon atakuje tylko nerki czy cały organizm? Zła wola obecnego władcy imperium przekracza wszystko, co znamy, Putin z pewnością byłby zdolny, żeby mnie ukarać, do łagru nie może mnie zesłać, bo mieszkam na terenie Unii Europejskiej, ale mógł, na przykład, kazać zatruć moje biedne nerki. Jakbym dostał dawkę Noviczoka, to bym miał takie objawy jak Skripal i jego córka. Kremlowscy agenci udający gejów na wycieczce otruli ich w Salisbury. Piana z ust, omdlenia, wymioty i tak dalej. Udało im się ujść z życiem, brytyjska służba zdrowia wzięła ich w porę pod opiekę. Trucizna, którą agenci posmarowali klamkę mieszkania Skripalów nazywała się Noviczok, niewinna nazwa, kojarzy się z tańcem kazaczokiem. Staremu satrapie na Kremlu zachciało się tańca na stosie trupów, zachciało mu się odbudowywać imperium. Mogłem nie zwlekać z tym zaczernieniem tatuażu, szkoda, że nie zrobiłem tego za rządów Jelcyna, on nie był taki mściwy, dobrotliwy alkoholik. Nie leżałbym teraz w szpitalu. O dziewiątej rozpoczął sie obchód, myślałem że lekarz tylko zajrzy do sali, zerknie na kartę choroby i pójdzie, a on przystanął i zaczął wykład. O szkodliwych substancjach, niezdrowym odżywianiu, braku minerałów, o tym że endorfiny rządzą naszym zachowaniem. Przerywam mu, bo mam swoją wersję, panie doktorze, choroby nie biorą się z niczego, Jurek się wymawia od udziału, ale tym Ruskim przecież nie można wierzyć, oni mają do nas, Polaków bardzo negatywne nastawienie, gdyby Roosvelt postawił się w Teheranie… Lekarz machnął ręką i wyszedł z sali, nie zdążyłem mu powiedzieć o konsekwencjach słabości prezydenta USA oraz niemocy Churchila, których Stalin ograł jak dzieci i zagarnął cały blok państw Europy wschodniej i środkowej, czego konsekwencje ponosimy do dziś. Łatwiej zmienić ustrój i sojusze militarne, niż ludzką mentalność. Po godzinie lekarz wrócił, stanowczo nakazał, żebym się nie odzywał i zaczął wykład, prawdziwy wykład, jakby zamiast mnie i tego drugiego gościa pokornie siedzących na szpitalnych łóżkach znajdowała się w sali cała klasa studentów w białych fartuchach. Proszę nie szerzyć teorii spiskowych i oprzeć się na odkryciach naukowych, proszę przez szacunek dla wysiłku rzeszy naukowców badających jak funkcjonuje ludzki organizm, zawierzyć stwierdzeniom, że stan zdrowia zależy od czynników biologicznych a nie politycznych. Bieżący stan zdrowia jest każdorazowo wypadkową uwarunkowań genetycznych i efektów odżywiania, czy ujmując to szerzej, efektu stylu życia. Taki płyn mózgowy: jego funkcjonowanie zależne jest od nasycenia witaminami, tłuszczami, białkami, wapniem, żelazem, magnezem i tak dalej. Organizmy są ściśle powiązane z przyrodą i do właściwego funkcjonowania potrzebują całej tablicy Mendelejewa. O, i tu się z panem doktorem zgadzam, Ruscy od zawsze mieszali się w nasze życie, w egzystencję znaczy, a teraz dobierają się do naszych organizmów, ten Mendelejew musiał być jednym z nich. Lekarz, jakby nie usłyszał, ciągnął dygresję o genetycznej podatności na choroby. Genu nie wydłubiesz, jaki dostałeś po przodkach, z takim żyjesz, DNA to rodzaj nieodwracalnej kombinacji: albo pan dostaje wysokie IQ i radosne usposobienie albo chorobę dwubiegunową, skłonność do depresji, czy inne cholerstwo. Jak ktoś ma kiepskie DNA i opresyjnych rodziców, to tak jakby trafił negatywną kumulację w totka. Albo jeśli ktoś jest łatwo zakochującym się pracoholikiem, od rana do wieczora zapieprza, żeby spełnić zachcianki swojej paniusi, która zakochuje się w kolejnych fotelach z cielęcej skóry, albo w drogich zabawkach z Amazona. DNA jest jak szatan w postaci spiralnie skręconego węża, podpowiada ci żebyś zrobił to lub tamto, i ty robisz. Zamiast żyć w raju, zaharowujesz się jak górnik, bo inaczej opadnie ci poziom dopaminy i wpadniesz do piekła, czyli w depresyjną dziurę. Tego było już za wiele, co ja mam wspólnego z jego dziurami i mutacjami? Lekarz znowu swoje, proszę trzymać się wyjaśnień naukowych, pan jest inteligentnym człowiekiem, trzeba porzucić teorie spiskowe i senne wizje. Wiedza medyczna podpowiada, że najbardziej pomocna będzie zmiana diety, musi pan prowadzić taki tryb życia, który zapewni panu równowagę minerałów, cukrów, białek, odpowiednie dawki insuliny, serotoniny i endorfin. Zagadał się ten lekarz, niedługo obiad, nie mam siły dyskutować, przytakuję, niech mi wypisze receptę na te pierwiastki, suplementy, mogę chrupać magnez jak koń, lit mogę litrami przyjmować, mogę nawet pić tłuszcz stuletniego wieloryba, niech mi tylko pozwoli iść na obiad. Wreszcie skończył gadać, wydał dyspozycje pielęgniarkom, rozchodzimy się w zgodzie, idę do stołówki, po paru krokach jeszcze się do niego odwracam: ale ten Putin to jest jednak chuj, co? Mirosław Drabczyk (ur. 1962) – pisze wiersze, opowiadania, artykuły, tłumaczy z języka angielskiego, redaguje. Kiedyś zdobył II nagrodę w konkursie literackim a za otrzymane pieniądze pojechał na wycieczkę do NRD. Nie przestaje podróżować.
- Ewa Jarocka – cztery wiersze
bardzo przepraszam za tę zemstę ale musiałam się zabić. czy pomogłoby ci oświadczenie, że jestem zła albo wyciąganie szkła z mięsa? czy tam, gdzie jesteś, umiałbyś dalej robić ze mną głupie rzeczy - kłaść się obok i udawać, że nie jesteś zły, szkło bierze się z piasku i nie jest w stanie zaszkodzić mięsu? czy mógłbyś udawać, że jesteś zły jak coś, co nie istnieje, ale każdy czuje to w sobie, że jest z mięsa i pachnie życiem? rządzi mną sprawiedliwie strach jest zamordystą, ale myślę o nim jak o sprawiedliwym królu. czasem idę z nim do łóżka, bo lubię seks, a lęk ma wpływy. niby ma władzę tylko nade mną, ale niekiedy to wiele. bywa, że tyle musi mi wystarczyć. gdyby strach miał władzę nad innymi, chyba nie byłby w moich oczach seksi, nie byłby sprawiedliwy i każdy by go miał. miałbyś go ty w swoim ciele, które byłoby zamordystą, trzymałoby króla w szachu. nierzadko strach wchodzi mi na głowę, więc liżę jego narządy płciowe i on mi dziękuje. bywa słodki jak cukierki, generalnie jednak jest zamordystą. czasem strach liże mi sutki, a potem je ssie i gryzie, aż zaczynają boleć, jakby zaprosił do naszej relacji trzecią osobę. ból gryzie mi sutki, a strach patrzy i czerpie z tego dziką przyjemność. jak to jest być ruchaną na oczach lęku przez ból? jak to jest obciągać bólowi na oczach strachu? mam w tym praktykę, bo rządzą mną sprawiedliwie jak królowie. jeden w nocy, drugi za dnia, tak bym nie miała wytchnienia, bym się zastanawiała, czy w świecie jest miłość, czy tylko ból. nie zastanawiam się jednak, bo lubię to. umiem się cieszyć nawet zamordyzmem. koleżanka przyniosła mi martwego kotka kot otworzył jedno oko i z martwego kotka zrobił się żywy zwierzak, który mógłby jednym okiem patrzeć na świat. ale wolał dwoma. zatem w ruch poszło drugie oko i pupil wstał czterema łapami z ziemi, wyprężył się, po czym zwiał. marzyłyśmy, że wrócił bezpiecznie do domu, że więcej nie umrze. kocia śmierć to jednak jest rewolucja. trzeba wtedy nosić truchło kota w gości, przecież nie zakopie się go w rowie, gdzie położony jest cały cmentarz. z ziemi wystają tam kocie języki, kocie pazury i koniuszki ogonów, którymi sierściuchy balansują upadek na drugą stronę. zatem nie płakałyśmy, będąc po dobrej stronie. wiedziałyśmy, że on też jest po dobrej stronie, nawet gdy na chwilę umarł. moja łza czuwa pod powiekami jest jedną wielką świętą. kłaniam się jej, a ona spływa policzkiem w dół, jakby była martwa. jednak jest żywa życiem, które pachnie ciałem i włosami. wzięła się z marzeń, może z trosk? biegnę za nią i niszczę najnowsze buty za pięć stów. od podeszw nie odkleja się błoto. ja się odklejam od błota i teraz moja łza zupełnie się rozpływa, już nie jest łzą, już jej nie ma, jest tylko koryto w skórze policzka, które wyżłobił płacz. za chwilę nie będzie w nim błota, będę ja przyklejona. Ewa Jarocka (ur. 1980) – absolwentka podyplomowego Studium Literacko-Artystycznego w Krakowie. Autorka czterech książek poetyckich i czterech prozatorskich. Nominowana m.in. do Nagrody Literackiej Gdynia w kategorii poezja i w kategorii proza. Stypendystka Prezydenta Miasta Wrocławia w dziedzinie literatury. Maluje.
- Joanna Lech – wiersze
Gdybyś kochał, hej! Breakout, Gdybyś kochał, hej Gdybyś lubił mnie choć trochę, hej. Gdybyś kochał, jak nie kochasz. Gdybyś nie był, jaki jesteś to bym nie stała w nocy na tej ulewie, jak jakaś głupia, pod sklepem, nie czekałabym na nic, to bym se poszła do domu zjadła coś, wyspałabym się wreszcie i buty by mi nie zmokły chociaż raz, ty chuju. Skrzenie Matt Berninger, Holes Listopadowym rankiem wytapiają się z mgły szare ściany domów, dogorywa jesień i niesie zapach wędzonego popiołu. Mężczyzna w kuchni przypalił mięso i nuci, otwiera okno Całkiem nieświadomy tego, że tam, za cienką ścianą ktoś już tak bardzo długo umiera, ponieważ stało się, że wybuchła w nim miłość i teraz uśmiecha się tak łagodnie i czule, mruży powieki, gdy żarzy się w nim jadowity ogień i i skwierczy i skrawek po skrawku rozrywa mu serce. Sample Keaton Henson, The Pugilist Nieśmiałe są sowy. Owady w zaroślach. Rosa na dłoniach, błoto na stopach. Szadź. Żarłoczne żaby, zaraz po zmroku. O świcie esemes z obcego numeru: znów śniłem o tobie i muszę się martwić, czemu mi to robisz? Mgła mleczna jak psalm i puch znad wrzosowisk. Śnieje się światło. Nie śni się nic. Tajenie w lesie. Dygotanie w słońcu. Pięć gwiazdek i gwizdek Brian Fallon, Forget Me Not Najpierw, przez ciebie, zapomniałam nawet o sikaniu. A potem strasznie bolał mnie brzuch, tak długo w nocy, pamiętam, bałam się, że dostaję pierdolca: już znam cię na pamięć, na jednej z dzikich plaż, nie płacz, Ewka, mimo wszystko, nie pokonasz miłości. Ale przyśniły mi się kaczki, które na brzegu karmiłeś żelkami, rzucałeś im także z rękawa brokat i żółte klocki lego, nie zadzwoniłeś i kończył się marzec, rzucałeś im ryż i obcięte na krótko paznokcie, nigdy nie odpisałeś, wielkie, jak kulki gradu uniesione kciuki, o 4.18 nad ranem w Krakowie spadł ostatni śnieg, był pierwszy kwietnia i wiatr zawiewał od Wisły smród mętnej wody. Zgroza dla wytrwałych Lord Huron, The Night We Met Jak odkleić słowa od dymnego szumu, co wypełnia czaszkę i język od szarej, słonej waty co skleiła wargi? Jak powiedzieć ciału, żeby zapomniało; ciało, wstań spod ściany i wyjdź, a co, jeśli ciało chce marzyć, ślepnąć i marzy o spadaniu? Gdy ciało chce zebrać cały swój smutek w kieszenie garściami jak popiół, wyjść na ulicę, wyciągnąć ręce pod prąd i patrzeć, jak to się powiększa, puchnie, wypełnia przestrzeń i tłucze się z brzękiem o świcie, między palcami, jak białe, słone, iskrzące światło? Zapas środków Snow Patrol, What If This Is All The Love You Ever Get? Rzeczy, które drżą niewypowiedziane w powietrzu i te, których nie możesz dotknąć, na odległość języka. Krople na końcach liści. Nici, które zrywasz, pomiędzy końcami palców. Słony brokat w oku. Mżawka. Noc. Jaśmin skrzy się w błyskach. Cała tęsknota świata jest w szumie gałęzi. Nie idź, czekaj, zaraz się rozpada; tutaj się ukrywa. Tamtego lata Jesse Marchant, Crooked Branches Śpiew trzmieli z zarośli, rosa, łaskotanie trawy, piegi na ramieniu, pęcherze na stopach, pachnący groszek, jego kruche łodygi, kwaśne porzeczki, sierpniowe kosy, siano brzęczące w upale, rozgrzana skóra, kropelki wody, opuszki palców, czuły, szarawy, bagnisty poszum od rzeki. Joanna Lech (ur. 1984) – debiutowała powieścią Sztuczki nominowaną w 2017 r. do Nagrody Literackiej Nike i Nagrody Literackiej Gdynia. W 2019 wydała powieść Kokon. Redaktorka antologii wierszy Znowu pragnę ciemnej miłości (2018). Autorka czterech tomów wierszy: Zapaść, Nawroty, Trans i Piosenki Pikinierów nominowanych do Nagrody Poetyckiej Silesius i Nagrody Literackiej Nike. Jej wiersze były tłumaczone na język angielski, niemiecki, ukraiński, rosyjski i czeski. Mieszka w Krakowie. fot. Dirk Skiba
- Gabriel Leonard Kamiński – Epitafia
Gra z Van Gogiem Januszowi Styczniowi Dryfowałeś bezpiecznie po wzburzonym morzu ziemskiego zodiaku owinięty jak mumia w klucz prześcieradeł, coraz dalej od raju i krainy dzieciństwa, natrętna zieleń Veronese wychodziła poza cztery ściany niczym utajona łąka na której pasły się twoje biblijne jednorożce i sny, te o kobietach od Modiglianiego, o smukłych szyjach jak łanie, przebiegały w poprzek kroplówki, i znikały pod drugiej stronie twojego śniadania na trawie, wtedy wchodziła Ewa Góral prosto od Breughla domokrążcy, wpatrzona w oczy Sfinksa, z odrobiną szaleństwa w oczach, pamiętasz zasłaniałeś jej oczy Inną bajką Wojaczka, ona śmiejąc się bębniła palcami o pusty blat stołu, w Myśliwskiej znowu podrożały zakąski, staniały żarty o śmierci, od tamtej pory twoja poezja zgęstniała jak symbolika Hieronima Boscha, poznałeś smak głodu i cierpienia przez cienką ścianę szklanki siorbiąc wieczorem w kuchni wystygłą herbatę, twój Olimp po śmierci Rafała W. stał pusty, czasem w kawiarni Empiku Dyczek, Coriolan, sprzeczali się o to, czy surrealizm może być przezroczysty, lecz obrazy dawno już nas zdradziły, odsłaniając pustkę idei zwanej człowiekiem, coraz częściej, siedząc przed szachownicą, grałeś z uchem Van Gogha w ślepy traf. Chudłeś w oczach, starałeś się trzymać dłonie na powierzchni białej pościeli, smukłe palce jak u pianisty, w ten covidowy czas odcięty od ludzi, ale wolny, bez maski, więcej mówiłeś milcząc niż gdybyś krzyczał do ściany. Bez reszty pamiętałeś o kruchej filiżance pełnej śladów kobiecych ust, czułeś ich smak do końca. Po tamtej stronie obiecana sobie rozmowa z Rimbaudem o micie Syzyfa. Pamięci Teresy Ferenc Horyzont pisze się w samotności, tak jak morze, które przecina je na poziomie głębi bursztynu, by przysiąść na chwilę tuż przy falochronie. Rozsupłuje wodorosty, to po ty by lustro wody mogło oddzielić światło latarni od szarości ziemi, a ścieżka wydm niechaj dnieje i łasi się do rąk. Tak szybko przemija czas między palcami, piasek odsłania niewypowiedziane słowa, milczysz, bo kamień jest zbyt lekki by unieść eter gnozy poza kres niewiedzy. Bo tyle z nas pozostanie, ile nas zamilczą. Tabula rasa Teresie Rachwał Światło we mnie się wyczerpie, a muszę jeszcze ogród podeprzeć głogiem, aby ziemia nie przygniotła mojej palety, głęboko osadzają się w nas martwe liście, warstwa po warstwie wypełniają szczeliny w parapecie, wiem coś o tym, zabrały mi ojca, chodził po ogrodzie i nagle zniknął, jak kometa, a ja do dzisiaj malując puste domy, szukam go daremnie, stąd mój strach turla kule gliny i wciska mi pod próg, kiedy leczę księżyc lubczykiem, słońce witam kładąc głowę na rynnie, żeby nie świeciło mi w oczy, kolory zlewają się w jedną długą wstęgę, cucę wodę w kałuży kozieradką, aby została ze mną na dłużej, a tu nic, tylko pokrzywy jak zmarszczki pylą od rana, nie mogę oddychać, próbuję rysować dom postawiony kominem do góry, moja architektura bierze się z odwiecznej potrzeby zgłębiania nieodkrytego bogactwa tego świata, jestem ćmą, żyję nocą, rozmawiam z duchem Nema, cisną mnie okna w skronie, są za duże, rozpierają się w ramach jak niedokończone obrazy, wolę zamiast ludzi wpuszczać do domu małe smugi światła, aby zległy przy mnie jak bezpańskie koty, a tu ogród przychodzi do mnie w gości na wyciągnięcie pędzla, mam tylko odrobinę mniszka i liście łopianu, wschody i zachody słońca zlały się w jeden obraz, blejtram świtu próbuje wejść na stałe w moje życie, jest za późno, ja potrzebuję żywego człowieka, a tu samotność wgryzła się w moje swetry, nitki uwierają mnie wzdłuż ściegu, nie wiem jedynie z której strony przyjdzie po mnie wiosna, a przecież muszę jeszcze wszystko nazwać od początku. Gabriel Leonard Kamiński (ur. 1957) – poeta, wydawca, księgarz. Laureat wielu konkursów i turniejów poetyckich. Autor dziewiętnastu książek poetyckich i jednego zbioru opowiadań, m.in.: Ulica Przodowników Pracy (1987), Wratislavia cum figuris (2002), Swen albo wrocławska Abrakadabra (2012), Mój rok 1968 (2013), Ballada o domu i innych rzeczach śmiertelnych (2016), Jestem, ocalałem (2016), Listy do van Gogha (2017), Kiedy śpiewał Cohen (2019), Nieme kino (2023). Mieszka we Wrocławiu. fot. Agata Rzeszutko
- Aleksander Wierny – pięć wierszy
Bramka Piłka znów wpada między rurki z zaczepioną siatką. Pół tłumu krzyczy, ci nasi. Naród to ludzie dumni z siebie, z tej samej okolicy. Łatwiej byłoby wszystkim wygrać, gdyby obie drużyny strzelały do tej samej bramki. Seks Kiedy dwójka dotyka jednocześnie trzeciego, to czy to się liczy tak, jakby siebie trochę też? Podczas seksu, albo kiedy strażnicy prowadzą skazańca między swoimi ciałami? Pies To tylko legendy: o potopie, co odnawia, o bohaterze kradnącym ogień, wybaczających bogach. To się toczy tutaj: na ulicy imienia Spalin, na wyłysiałych od chemii trawnikach. Pies zżera gówno innego psa, bo nikt nie posprzątał. Niebo Niebieski. Czy dla innych to też niebieski? Jak niebo? Niebo jest dla nich takie samo? A chmura przypomina im twarz kogoś, kto patrzy w dół i się zastanawia: płakać, rzygać? Ten ktoś widzi nas tak jak my siebie? Mistrz Wielu próbowało, ale żaden nie został mistrzem. On też nie. Walczył tylko na prowincjonalnych galach, często przegrywał. Twarda czaszka obiła mózg, więc mówił niewyraźnie. Szkoda, bo powinni go słuchać. Aleksander Wierny – poeta, prozaik. Urodził się i mieszka w Częstochowie. Autor pięciu książek prozatorskich i trzech tomów poezji.
- Joanna Fligiel – Suczunia
I suczunia mąż rąbał drewno dwadzieścia metrów od niego wyłożyłam się na leżaczku włożyłam rękę w majtki i myślałam o tobie kochanie co teraz mógłbyś gdybyś mógł gdybyś nie musiał tych wszystkich rzeczy które musisz beze mnie szybko łechtaczka nabrzmiewała jak każdego ranka gdy piszesz do mnie te wszystkie rzeczy których nie musisz kiedy mąż rąbie drewno II suczunia uwielbiam być twoją suczunią wypinać się na schodach i skomleć na poddaszu o więcej obiecanego trafiłeś mi się dużo za późno i w sam raz na ostatnie erotyczne wiersze III suczunia nigdy nie pokocham ciebie tak jak inne bo wiem że ci którzy powinni kochać nieustająco z zasady i wciąż zostawiali żeby kochać siebie bardziej niż nas których sprowadzili na świat zawsze znajdę schronienie w pustce którą powstaje z braku miłości gdy inne będą prosić o azyl IV suczunia mąż mówi że nigdy nie miał takiej kobiety kochanek mówi to samo swojej żonie V suczunia dzisiaj bardziej czuję że nie jestem tymi kobietami które podziwiasz które chciałbyś rżnąć we mnie jednej żebym ci wystarczyła za całą miłość kim jestem z kim jestem jak wyglądam którego dzisiaj użyć dilda ile mieć lat jak nadążyć za własnym wyobrażeniem włączam pornhuba i od razu przyjemniej przynajmniej wiem co zrobić by osiągnąć orgazm VI suczunia choć dzieli nas jedna granica w strefie Schengen wzruszasz mnie kochanie bezgranicznie wtedy gdy mówisz że nie chcesz żebym płakała NAWET z powodu cebuli Joanna Fligiel (ur. 1968) - autorka trzech tomów wierszy: Autoportret, Geny i Rubato. Założycielka i redaktorka Babińca Literackiego. Wiersze pochodzą z nowej książki z wierszami pt. Suczunia.
- Tomasz Dalasiński – sześć wierszy
Tylne światła Wieczorem wpada ojciec. Wypija dwie kawy, wypala cztery szlugi i zbiera się do wyjścia. Odprowadzam go do drzwi, podaję mu rękę i mówię: „Do zobaczenia”. „Kto tam wie”, odchrząkuje, śmiejąc się głupawo, a potem złazi po schodach, ciężko dysząc od kilku tysięcy wyjaranych w całym życiu paczek. Wracam i zaraz w oknie odchylam firankę. Noc, pustka po dniu, wlewa się do środka. Ojciec wsiada do auta, odpala silnik, wrzuca jedynkę i rusza. Po chwili widzę tylko tylne światła jego samochodu, coraz mniejsze i mniejsze, i mniejsze. Chowany Bawiliśmy się z tatą w chowanego. Ja go szukałem, licząc od dziesięciu do zera, on ukrywał się przede mną w takim czy innym miejscu. Znajdowałem go zawsze bez większych kłopotów, bo wszędzie go wyprzedzał zapach kolońskiej z kiosku i najtańszych fajek. Aż któregoś dnia, kiedy sam byłem już ojcem, tata schował się tak starannie, że dotąd nie umiem go znaleźć. Dziewczynka z wiersza Dziewczynka z tamtego wiersza (Pół, [w:] Sztuka zbierania mgły, WBPiCAK, Poznań 2022). Spotkałem ją dzisiaj w parku. Bawiła się chyba z babcią w to, która z nich pierwsza znajdzie w stercie jesiennych, pożółkniętych liści ten jeden o zupełnie doskonałym kształcie. Kiedy się mijaliśmy, spojrzała na mnie tak, jak gdyby mnie skądś znała, choć przecież nie, to niemożliwe, żeby kiedykolwiek czytała tamten wiersz. Dzikszy brzeg Siedzę nad rzeką, patrzę na ten jej drugi, trochę dzikszy brzeg, gdzie w samym środku lipca piętnaście lat temu dziewczyna, której imienia nie umiem sobie przypomnieć, czekała, aż przyjdę, żeby ją z sobą zabrać. Nagle robi się ciemno i nie, wcale nie chcę, by na tym drugim brzegu włączyli latarnie, bo gdy tylko je włączą, wtedy będzie widać, że już jej nigdy więcej nie będzie tam widać. Z telewizji publicznej Ta ładna dziennikarka z telewizji publicznej, jak ona się nazywa? Pamiętam, jak w dwa tysiące pierwszym, gdy mówiła z ekranu o ludziach wyskakujących z czterdziestego trzeciego piętra World Trade Center prosto w otchłań historii, łamał jej się głos i śmiesznie trzęsła broda. (Nigdy nie widziałem, żeby komuś tak śmiesznie trzęsła się broda). Dwadzieścia lat później, latem dwa tysiące dwudziestego pierwszego, spotkałem ją w arabskim barze w Hali Koszyki, jak jadła falafel z hummusem, a sos tahini ściekał jej po tej samej brodzie, która dwadzieścia lat wcześniej tak śmiesznie się trzęsła, i nie, wcale jej nie powiedziałem, że widziałem, jak wtedy trzęsła jej się broda, bo przecież każdy to widział. Dworzec kolejowy Toruń Miasto Wchodzę na peron i wiem, że ktoś tu był przede mną, że ktoś tu był przede mną i ktoś będzie po mnie. Przeszli przyszli i poszli, i już nic mi do nich. Przyszli przyjdą i pójdą, nic im jeszcze do mnie. Nad oszkloną tablicą z rozkładami jazdy popsuta jarzeniówka, pomrukując cicho, w stałym, miarowym rytmie zapala się i gaśnie. Tomasz Dalasiński (ur. 1986) – doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Autor książek z wierszami, m.in. Sztuka zbierania mgły (nominacja do nagrody „Orfeusz” za rok 2022), Wiersze dla żywych (2023) oraz książek prozatorskich, m.in. Przystanek kosmos i 29 innych pieśni o rzeczach i ludziach oraz Dzień na Ziemi i 29 nowych pieśni o rzeczach i ludziach. Stypendysta MKiDN, Miasta Torunia, Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego oraz ZAIKS w dziedzinie kultury.
- Hanna Janczak – trzy wiersze
Nikt nie lubi pindy bo gania kirysy Mało wymagający kwiat szuka nowego domu. Do wzięcia jest również kosiarko podobna rybka. I nie ma przypadku w tym że chodzimy po Berlinie szukając tanich jajek. Mam katar i mam ochotę na tramwaj. Ktoś zarzuca mi na szyję skórzany pasek i zaciska go. Rzeczy znane oddalają się. Pamięć jak gorący kartofel co przez prześwit przenika do lodowatego morza. Oczy kłują, powietrze łagodnie uchodzi spomiędzy piór czy włosów. Jak kryl wędrujący ku powierzchni morza ulegam wielokrotnym przeobrażeniom. Mój jasny brzuch zlewa się z oświetloną słońcem skórą wody. Ostatkiem sił łapię za pasek. Siedzi mi na gardle kot wciskając łapę w krtań. Mieszka ze mną. Ma na imię Henio. Poznajcie się. /// Weź to gówno bo się do kosza nie można dostać mówi wielki gość przy kontenerze z którego razem wyciągamy żarcie. I znowu chciałabym się ścigać z kolegami w drodze do przedszkola a potem sapać z nimi w szatni, kłócąc się o to, kto wygrał. To gówno? – upewniam się wskazując na mój rower. Napęczniałe muchy, osy i mój system nerwowy grasujący w fetorze. Rozkładamy na części pierwsze struktury lepkich zdań. t y k u r w o m o j e g o g ł o s u n i e w y m u s z a j j a s i ę t w o j e g o j ę z y k a b r z y d z ę Przede wszystkim powstaje pytanie czym się karmić. Odkładam na bok inne przynależności, wsiadam na rower. Łykam to. Piegi Gdzieś na tle niemożliwych do odgadnięcia kolorów wznosi się kwiaciarka o lokach, jakich się nam nie śniło Która nam nie chce sprzedać żywych kwiatów, tylko machając rękami napędza myśl że to przez tabletki albo zaburzenia libido ciągle mi się śnisz Dziś na przykład byłam zazdrosna kiedy wiązałeś buta, a jakiś mężczyzna nachylał się i muskając dłońmi uszy wąchał twoją nagą głowę Chciałam ci to powiedzieć bo wiem jak lubisz samopłodne improwizacje ale tam gdzie byłam, matka złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą słowami Pospiesz się, wysiadamy Hanna Janczak – poetka z Wrocławia, dwie książki: Lekki chłód i Jeszcze ciszej. Publikowała w wielu czasopismach. Syn, dwa koty, rower.
- Grzegorz Wróblewski – cztery wiersze
Flotylla Jesteśmy niezależni energetycznie i mamy flotyllę statków do przewozu skroplonego gazu. Nasze ulice i place noszą imię wynalazcy naftowej lampy. Dzień pracy stanie się krótszy o dwie godziny. Brak planu nie oznacza, że z tego pomysłu od razu się wycofamy. Mamy przecież flotyllę statków do przewozu skroplonego gazu. Dobrze się stało, że meteor udusił gady. Dzień pracy stanie się krótszy. Będziemy wreszcie nieśmiertelni. Winni Potężna śnieżyca… Poetom się nie wybacza. Budowa warszawskiego metra przyniosła nieoczekiwane rezultaty. Odkopana została zagadkowa piwnica. I znowu śnieg… Fragmenty ceramiki z końcówki średniowiecza. Ktoś musi być winny, żeby nie było winnych. Ale poetom się nie wybacza. Mimo że neandertalczycy mieli 6% genów od nieznanej populacji. Pikniki/Rozwidlenia Co się tu stało? Kebab konopie zero strachu przed wodą święconą Z powodu szalonych łosi szukających neurotycznej samicy i wysypu muchomorów podobnych do kani Wszystko co się porusza stwarza ci możliwości Co się tu stało? Kebab/konopie/zakryte twarze Ze względu na zwiększone napięcie możliwość ataków & działań brutalnych kebab/konopie neurotyczna samica zaleca się kebab/konopie Zaleca się zachowanie nieco większej ostrożności Mokotowskie drzewa Ponure, stare smoki. W milczeniu czekają, aż je w końcu użyźnię. Grzegorz Wróblewski (ur. 1962) - artysta wizualny, autor książek poetyckich, prozatorskich i dramatów; m.in. Ciamkowatość życia (1992/2002), Planety (1994), Dolina królów (1996), Prawo serii (2000), Pomieszczenia i ogrody (2005), Hologramy (2006), Noc w obozie Corteza (2007), Nowa kolonia (2007), Hotelowe koty (2010), Pomyłka Marcina Lutra (2010), Dwie kobiety nad Atlantykiem (2011), Wanna Hansenów (2013), Gender (2013), Kosmonauci (2015), Namiestnik (2015), Choroba Morgellonów (2018), Implanty (2018), Miejsca styku (2018), Pani Sześć Gier (2019), Runy lunarne (2019), Tora! Tora! Tora! (2020), Cukinie (2021), Letnie rytuały (2022), Niebo i jointy (2023). Tłumaczony na kilkanaście języków, m.in. na język angielski, zbiory: Our Flying Objects – selected poems (2007), A Marzipan Factory – new and selected poems (2010), Kopenhaga – prose poems (2013), Let’s Go Back To The Mainland (2014), Zero Visibility (2017), Dear Beloved Humans (2023). W Bośni i Hercegowinie Pjesme (2002), w Czechach Hansenovic vana (2018). Udział w licznych wystawach zbiorowych i indywidualnych (malarstwo, mixed media, instalacje) w Polsce, Danii, UK i Niemczech. Książka asemic writing Shanty Town (Post-Asemic Press, USA, 2022), książka-obiekt z poezją wizualną Polowanie (Convivo, 2022). Mieszka w Kopenhadze.
- Maya Angelou – cztery wiersze
Powstanę Możesz zapisać mnie w twojej Pokręconej historii twoimi kłamstwami, Możesz wdeptać mnie głęboko w ziemię A ja i tak uniosę się jak kurz. Czy moja pewność siebie denerwuje cię? Dlaczego otacza cię mrok? Bo zachowuję się tak jakbym miała szyby naftowe A pompy znajdowały się w moim salonie. Tak jak księżyc i jak słońce, Pewne są wschodów i zachodów Tak jak nadzieje sięga wysoko, Tak ja powstanę. Czy chciałbyś zobaczyć mnie załamaną? Z pochyloną głowa i spuszczonymi oczami? Z ramionami opadniętymi jak spadające łzy, Osłabioną moim beznadziei płaczem. Czy moja wyniosłość Cię obraża? Nie traktuj tego tak zasadniczo, Dlatego, że śmieję się, jakbym miała kopalnie, Góry złota na własnym podwórku. Możesz mnie zastrzelić własnymi słowami, Możesz mnie zranić oczami, Możesz mnie zabić swoją nienawiścią, Ale mimo to, jak powietrze, wzniosę się. Czy moja seksowność cię denerwuje? Czy to jest niespodzianką dla ciebie Że tańczę jakbym miała diamenty Pomiędzy nogami? Z prastarej historii wstydu Wstaję Z przeszłości zakorzenionej w bólu Wstaję Jestem czarnym oceanem, głębokim i wzburzonym, Wzbierającym i falującym unoszącym się w gniewie. Pozostawiam za sobą noce pełne grozy i strachu Powstaję O świecie, cudownie jasnym Powstaję Przynosząc dary, otrzymanym od przodkowie, Jestem marzeniem i nadzieją niewolnika. Powstaję Powstaję Powstaję. Ptak w klatce Ptak na wolności osiodła wiatr wskoczy na jego grzbiet popłynie strumieniem powietrza w dół dopóki prąd się nie skończy wtedy zanurzy skrzydła w czerwonych promieniach słońca pożądliwie spoglądając w niebo. Ptak w niewoli w maleńkiej klatce rzadko spogląda przez kraty wściekły skrzydła ma przycięte a stopy uziemione więc otwiera gardło, by śpiewać. Ptak w niewoli śpiewa z przerażającym trylem o rzeczach nieznanych ale wciąż wytęsknionych a jego melodia jest słyszana na odległym wzgórzu dla ptaka w klatce jest to pieśń o wolności Wolny ptak myśli łagodnym wietrzyku i wiatrach swobodnie wiejących poprzez giętkie drzewa i tłustych robakach czekających na trawniku o świcie a niebo nazywa swoim własnym. Ale ptak w niewoli żyje na grobie snów jego cień krzyczy w koszmarze nocnym skrzydła ma podcięte, a stopy uziemione więc otwiera gardło, by śpiewać Ptak w niewoli śpiewa przerażającym trylem o rzeczach nieznanych bardzo wytęsknionych jego melodia jest słyszana na odległym wzgórzu dla ptaka w klatce jest to śpiew wolności. Równość Oświadczasz, że widzisz mnie niewyraźnie Przez szybę, która nie przepuszcza światła Choć odważnie stoję przed tobą, Zlekceważona z mnóstwem czasu. Masz rację, że słabo mnie słyszysz Jak szept ledwo słyszalny, Podczas gdy moje bębny wybijają wiadomość I rytmy nigdy się nie zmieniają. Równość, a będę wolna. Równość, a będę wolną. Ogłaszasz, że moje postępowanie jest rozpustne, Że zmieniam facetów jak rękawiczki Ale jeśli jestem dla ciebie tylko cieniem, Czy mógłbyś kiedykolwiek zrozumieć? Przeżyliśmy bolesną historię, Znamy wstydliwą przeszłość, Ale idę do przodu A ty ciągle się ociągasz. Zdejmij zasłony ze swoich oczu, Wyjmij korki ze swoich uszu, Przyznaj się, że słyszałeś mój płacz, Przyznaj się, że widziałeś moje łzy. Równość, a będę wolna. Równość, a będę wolną. Słyszysz tempo tak zniewalające, Słyszysz pulsowanie krwi w moich żyłach. Tak, moje bębny biją noc w noc, I rytmy te nigdy się nie zmieniają. Równość, a będę wolna. Równość, a będę wolną. Mężczyźni Kiedy byłem młoda, zdarzało mi się to robić Stawałam w oknie za zasłonami I obserwowałam mężczyzn, chodzili tam i z powrotem po ulicy. Pijani i starzy. Młodzi mężczyźni ostrzy jak musztarda. Patrzyłam na nich. Zawsze Gdzieś podążali. Wiedzieli, że tam jestem. Miałam Piętnaście lat i apetyt na nich. Przechodzili pod moim oknem, Unosili swoje ramiona wysoko Jak młode dziewczyny piersi Poły ich kurtek Opadały na bok Klepały po tyłkach, Oh, mężczyźni. Pewnego dnia wezmą cię na ręce A dłonie ich będą tak delikatne, jakbyś była Ostatnim surowym jajkiem na świecie. Ostrożnie Obejmą mocnej. Troszeczkę. Pierwszy uścisk sprawi przyjemność. Przytulą mocniej. Delikatnie i stajesz się bezbronną. Trochę Mocnej. Sprawi to ci ból. Grymas Wykrzywi usta. Zacznie brakować Ci powietrza, A umysł twój eksploduje gwałtownie, na krótko, Jak główka zapałki kuchennej. Pękniesz. Po nogach Twój sok im spłynie. Zabarwi im buty. Wtedy ziemia zacznie się kręcić A język poczuje smak raz jeszcze, Ciało twoje zamknie się. Na zawsze. A kluczy do niego już nie ma. Z czasem widok przez okno napełni Twój umysł. Tam, poza Kołysząca się zasłoną, chodzą mężczyźni. Oni coś wiedzą. Gdzieś idą Ale tym razem stoję w bezruchu Patrzę na nich. Być może. przełożył Adam Lizakowski Maya Angelou (1928–2014) urodziła się w St. Louis w stanie Missouri jako Marguerite Johnson. Jej ojcem był Bailey Johnson, cywilny pracownik marynarki wojennej oraz Vivan z domu Baxter, pracująca jako pielęgniarka i zawodowa hazardzistką, która była też artystką i miłośniczką barów. Gdy rodzice rozstali się, Maya i jej starszy brat trafili na wychowanie do babki mieszkającej w małym miasteczku Stamps w stanie Arkansas. Dorastający brat Mayi popadał w konflikty z prawem - czego bezpośrednią przyczyną był jego bunt przeciw dyskryminacji rasowej. Babka nie mogąc sobie dać rady z wnukami odesłała je do matki mieszkającej w tym czasie w San Francisco. W tym czasie Maya przeżyła największa traumę swojego życia. W wieku ośmiu lat została zgwałcona przez kochanka swojej matki, powiedziała o tym swoim kuzynom, którzy zamordowali gwałciciela. W wyniku wstrząsu psychicznego Maya przestała mówić. Milczała przez kilka lat, jej pasją stało się czytanie książek. Niektórzy nawet twierdzą, że był to moment decydujący o tym, że została pisarką. Pochodziła z biednego Południa ale miała chłonny umysł, szybko się uczyła i prawie nigdy nie zrażały jej porażki. Uparcie dążyła do celu, często płacąc za to wysoką cenę. Była piosenkarką, tancerką, aktorką, prostytutką w kilku burdelach w San Francisco, kompozytorką i pierwszą czarnoskórą reżyserką w Hollywood. Prowadziła bary oraz smażyła hamburgery, a także, jako kucharka pracowała w restauracji kreolskiej, nawet pracowała w warsztacie samochodowym. Kiedy wybuchła II wojna światowa, Angelou złożyła podanie o wstąpienie do Women’s Army Corps. Jej wniosek został jednak odrzucony. Zdeterminowana, postanowiła zostać konduktorką tramwaju, ale ze względu na młody wiek i kolor skóry nie mogła nawet złożyć podania. Jednak na przekór sytuacji, przez trzy tygodnie, codziennie je składała. Ostatecznie została przyjęta i stała się pierwszą Afroamerykanką, która pracowała jako konduktorka tramwaju w San Francisco. Trwało to tylko przez jeden semestr, potem zdecydowała się wrócić do szkoły. Latem 1944 roku ukończyła Mission High School i wkrótce potem urodziła swoje jedyne dziecko, Clyde'a Baileya (Guy) Johnsona. Mając dwadzieścia dwa lata wyszła za mąż za początkującego muzyka Anastasiosa Angelopulosa, byłego marynarza greckiego pochodzenia. Nie było to łatwe, bo Angelou jako biały nie mógł tak zwyczajnie zalegalizować związku z czarną kobietą. Oboje byli pięknoduchami, lubili tańczyć, śpiewać a muzykę, traktowali życie jak scenę, na której trzeba odegrać swoją rolę artysty. Ich związek trwał niecałe trzy lata. W tym czasie Maya brała lekcje tańca i pracowała jako piosenkarka w nocnych klubach, przyjmując nazwisko Maya Angelou (tak brzmiało skrócone nazwisko męża.) Dorastała w czasach, w których czarni obywatele Ameryki coraz głośniej domagali się zrównania swoich praw z prawami białych. Oczywiście Maya dołączyła do tego ruchu, została aktywną działaczką na rzecz praw obywatelskich, pracowała dla doktora Martina Luthera Kinga Jr. i Malcolma X. Kiedy 4 kwietnia 1968 r. King został zamordowany, była zdruzgotana. Przyjaciele zachęcili ją do spisania historii własnego, barwnego życia. Wydana w 1969 roku książka ”I Know Why the Caged Bird Sings”, (Wiem, dlaczego uwięziony ptak śpiewa) staje się sensacją roku i dotyczy jej traumatycznych przeżyć podczas wczesnych lat życia spędzonych na amerykańskiej prowincji. Wiele organizacji broniących przyzwoitości i szkół chciało zakazać wydawania tej książki ze względu na szczere przedstawienie wykorzystywania seksualnego i świata pozbawionego upiększeń czy pomijania wątków drażliwych. Dla Mayi liczyła się tylko prawda o świecie, którą należy ukazać nie tylko białym ale i czarnym obywatelom USA. W długim barwnym życiu miała okazję być piosenkarką, tancerką, aktorką, kompozytorką i pierwszą czarnoskórą reżyserką w Hollywood. Maya Angleou była kultową pisarką, wykładowczynią i uwielbianą gawędziarką. Odegrała wielką rolę w upowszechnianiu znaczenia i roli czarnoskórych kobiet w życiu literackim Ameryki. Pisała prosto i jasno konwersacyjnym tonem, jej poezja trafiała do ludzi z różnych środowisk. Angelou została uznana „za rzeczniczkę (…) wszystkich ludzi zaangażowanych w podnoszenie standardów moralnych życia w Stanach Zjednoczonych”. Zasiadała w dwóch komisjach prezydenckich, podczas kadencji Geralda Forda i Jimmy'ego Cartera. Od roku 1981 zaczęto nazywać ją pani doktor Angelou: pomimo braku akademickiego wykształcenia została profesorem (lifetime Reynolds Professorship of American Studies) na Uniwersytecie Wake Forest w Winston- Salem w Karolinie Północnej, gdzie była jedyną wykładowczynią Afroamerykanką na pełnym etacie. Otrzymała mnóstwo wyróżnień, ponad pięćdziesiąt doktoratów, nagród i odznaczeń, a jej biografie pisane przez nią samą oraz przez badaczy literatury często podają sprzeczne informacje dotyczące jej życia osobistego, artystycznego i społecznego. Pewne jest, że została poproszona o napisanie wiersza z okazji inauguracji Billa Clintona na prezydenta Stanów Zjednoczonych w 1993 roku. W 2000 r., otrzymała the National Medal of Arts. W 2010 roku została odznaczona przez prezydenta Baracka Obamę the Presidential Medal of Freedom, najwyższym odznaczeniem cywilnym w USA. W 2013 roku została laureatką Nagrody Literackiej, the National Book Foundation’s Literarian Award za zasługi dla środowiska literackiego. Zmarła w 2014 roku mając 86 lat. Adam Lizakowski










