Znaleziono 644 wyniki za pomocą pustego wyszukiwania
- Jacek Mączka – pięć wierszy
Ruta i namiot bawiły ją bądź zamieszkiwały rozpięty przez mgłę błyskawiczny namiot niekiedy czuła się jak rozbełtana rybka nie przegapić głębokiego zanurzenia pomimo że gang kruków przegania jastrzębia przydałby się jakiś ciężki sprzęt w momentach gdy czujemy że czas ruszyć zrobić pożytek ze swojej otwartości – sweter na drutach płomień który po nas przyszedł z łatwością może opuścić teren sprawni i cierpliwi najlepsi w przegrywaniu fałszujemy nieprzyzwoicie jak wszyscy tak tylko chciałem wiedzieć coś o lustrach w których koniuszek mojego języka o haftkach przez kogo zgubione i czy świat jest domem tak tylko chciałem wiedzieć gdy zimorodek przypuszczał mnie do konfidencji z jakiego śluzu i błota lepi zamki nie zaczęte niedopowiedziane nie na moją miarę przełożyć wysiadasz na innym przystanku winorośl zarasta taras widzisz w innym kierunku gdzieś zapisałeś dwa zielone dzięcioły na grubym pniu lipy i nie potrafisz odnaleźć stoisz po kostki w sobie upychanie fragmentów psu na budę możesz próbować przełożyć na obcy język obrócić w niwecz albo chować urazę w tej wersji idziesz jak w ostatnim śnie brzegiem kanionu i pod olbrzymimi płatami kory odkrywasz ukryte bajeczne wodospady zawieście żółte latarnie daj spokój przestań ubierać się grubo jesteś sypki obecny jest w mandali grabów niepokój nawet jeśli postawiłeś na raj wiatr strąca białego papierosa z czarnej popielnczki coincidentia oppositorum nas nie zbawi ważne jest tylko żeby nie przegapić zrób mi porządek z tym żerowiskiem zawieś na tarasie żółtą latarnię bo przepadniemy bez wieści sreberko mój język jest ciemny od jagód wyrażam się jasno wzdłuż kręgosłupa łażą mrówki z którymi rozmawiam choć Joanna mówi żeby się nie cackać gdyby mogły to by nas zjadły rozjeżdża mnie lato powoli wycieka do sieci może zrobi się chłodniej wolę darń niż tarło szczęście nigdy nas nie opuszcza tak w całości – odgłos gdy odkurzacz połyka sreberko po czekoladce zgniecione w kulkę pomaga wszystko puścić w niepamięć Jacek Mączka (ur. 1965) - poeta, literaturoznawca. Autor jedenastu książek poetyckich oraz wydanej przez "Księgarnię Akademicką" w Krakowie monografii Powidła dla Tejrezjasza. W 2022 ukazał się jego tom wierszy Czwarta mgła. Ruta. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym", "Więzi", "Rzeczypospolitej", "Studium". Laureat Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina i Tyskiej Zimy Poetyckiej. Mieszka w Górach Słonnych. fot. Dorota Mączka
- Dominik Żyburtowicz – wiersze
Przeganiać czarną mgłę Dla Marii Dędys-Zasadzińskiej Mary Lou, terapeutko, kuratorko sądowa. Resocjalizatorko arabskich koni w bramach i pod mostami. Widziałem jak niesiesz im wagę i miecz, jak usypiają w twoich włosach. Jedni na dłużej, inni na krócej, rzadko którzy na zawsze. Poniedziałek, godzina 07:05. Z nocnego deszczu zostają milczące armie pod oknem. Patrzysz. Myślisz. Nasłuchujesz. Czy martwisz się o dzieci, które wołają w duchu do boga, gdy wraca pijany ojciec? Czas. Już czas. Wkładasz do plecaka butelkę lśniącej wody, pomarańczę i – równo ze słońcem – w delegacje. Chmury – wróżba z niebieskich kart. O czym mówi wróżba z niebieskich kart? Zapisujesz w protokole. Zawsze czujna. Zawsze uważna. Ci, którzy dalej stosują przemoc, idą do więzień albo na przymusowe leczenie. Posiniaczone żony mają chwilę wytchnienia a rozedrgane dzieci uczą się rozpoznawać kwiaty. Urodziłam się bardzo stara, jakbym na widok światła przyjęła w siebie osiemdziesiąt albo więcej lat, jakby usiadły mi na płucach jakieś inne, ciężkie życia. Tak wiele chorób. Najpierw świnka, potem ospa, toksoplazmoza i zapalenie płuc. Gdy przyszła choroba mięśnia sercowego myślałam, że to już koniec. Czarna kropka na sercu przemieszczała się po włóknach niczym po szpitalnej sali. Pewnego dnia, miałam 13 lat, spadłam z roweru i długo nie mogłam wstać. Lekarze twierdzili, że reumatoidalne zapalenie stawów to wyrok na całe życie. Nie wierzyłam, wierzyć nie chciałam. Udałam się do szamanów nieba i ziemi – wchłaniałam, wchłaniałam. I proszę. Oto stoję przed tobą zupełnie zdrowa. Jakbym w dzieciństwie przeżyła swoją starość. Chcę to dobrze wykorzystać. Chcę pomagać. Robię, co potrafię najlepiej: przeganiam czarną mgłę z oczu moich podopiecznych. Oto mój karmiczny cel, moje poświęcenie. Przeganiać czarną mgłę. Przyjaciel rodziny matka dwóch niepełnosprawnych synów od lat w związku z bardzo agresywnym alkoholikiem nie chce w domu policji ani urzędników Igor nie jest człowiek zły bije tylko gdy pijany wtedy kompletnie traci rozum potem nie pamięta nic a nic lepiej żeby z tych urzędasów nie zaglądał do domu nikt zazwyczaj gdy wchodzą tacy i patrzą – zabierają dzieci które później bardzo ciężko odzyskać męczennico Katarzyno uderzana w dzień męczennico Katarzyno uderzana w noc przez ile ciosów musi przejść biały ptak? ile rzek czerwonych ściec musi w zlew? gdy zaczął maltretować dzieci przemogła się i zadzwoniła do Andrzeja starego przyjaciela rodziny dziś rąbnął czymś Pawła i długo dusił Tomka uciekliśmy czekam z chłopcami pod wiaduktem przyjedź wtedy Andrzej pojechał do Igora i wybił mu zęby co potem? po heroizmie Andrzeja zebrała siły poszła po pomoc płakała ze szczęścia nikt nie odebrał jej dzieci jest wolna tak mogłem pójść za to siedzieć – powiedział Andrzej ale wiem że choć raz w życiu zrobiłem coś naprawdę uwalniającego dla kogoś i dla siebie bo jak wiesz ja też jestem DDA Uwalnianie Życie bez alko jest możliwe, życie bez alko jest niemożliwe. Wiatr porusza huśtawkę z niewidzialnym dzieckiem do bicia – piisk, uderzenia – rykiem uwalniać ze zmarzliny w środku. Za miastem, w polu, w głuchym samochodzie. Drzyj, dziecko, rwij powietrze jak chorągiew ~ morda nie szklanka ~ morda nie szklanka. Udławcie się, patole, szkłem. Oto tłumione, płonie nabite na pal niczym ciało oprawcy. Aha, po tej autoterapii nie zapomnij się objąć i porwać za granicę. Śniła jej się krew śniła jej się krew nad ranem czuła coś jest nie tak dziecko jest martwe powiedział ginekolog gdy wracała wśród mdlejących lamp przypomniała sobie w dalekim dzieciństwie ten stary skurwysyn jak zamierała jak nie mogła oddychać Pisklę dzieciństwo i młodość bez słowa kocham czysty płacz schowany w śmiechu zapomniane imię dziecka w zaułku cmentarza pisklę zbyt słabe dziobane dawno temu uczyło się latać ale spadło dziś jak bumerang 33 nie pracuje gdy idzie po chleb przynosi też wino a potem śpiewa: koocham koocham cię życie! i budzi się cała ulica Zapałki Zapach tragedii w żabce od bezdomnego. Zapałki, proszę – kładzie na ladzie 22 grosze. Oczy chłopca za kasą iskrzą z wściekłości. Ale po 80… dobra, masz i idź – rzuca. Stary człowiek i morze wychodzi. Patyk. Spalony kuter. Myślę o służbach, ośrodkach, opiece społecznej, straży miejskiej. Czy nikt jeszcze się nim nie zajął? Mówię do sprzedawcy, co ma nie więcej niż dziewiętnaście. Już, już niedługo się nim zajmę – syczy przez zęby. Nawet policja dała mi przyzwolenie, żeby go pić, przepraszam, bić – poprawia, przewracając nieświadomie małpki z wódką i zapalniczki. Ale tak, żeby nie widzieli. Żeby nikt nie widział. Do widzenia, Panu. Jestem bankomatem niesamowity talent do interesów kasa spływa lekko wypływa lekko od kiedy otworzył firmę IT w domu wyciąga ponad 30.000 miesięcznie pracując kompulsywnie przed laptopem & kompulsywnie konsumując w dwa lata sto sześćdziesiąt kilogramów przytyć ciało alkoholowo-clonazepamowe dwadzieścia cztery na dobę naprawdę wielki człowiek przez którego setki dwusetki od kiedy odeszła zabierając dziecko pije więcej i więcej zwykle trzydzieści piw skrzynka wódki banknoty gubi w klubach i taksówkach tyle kumpli na wiosce nie ma nikt muszą być pomagać w czynnościach domowych których sam po prostu już nie jest w stanie wykonywać więc przychodzą i doją przychodzą i piją dawno temu stracił zabezpieczenia jestem bankomatem mówi w duszę nie wierzę ludzie to ciała a ja jestem ciałem bankomatowym Nigdy go nie ma dopóki się nie wydarzy zatrzymać samochód patrzeć na rozszarpanych obok zderzonych busów ratować rozmawiać z nastolatkiem przekłutym drążkiem kierowniczym w końcu karetka mgnienie wzrok na ulicę na niego – zszedł schodami wśród wietrznych skał w głębiny i pamięć na długo niczym ognisty krzew na górze jest ludzkie ciało gdy płonie albo jak żagiew w chórze co drze półotwartą nieskończoność z organów – dodał strażak – najdłużej spalają się mózg i serce Dominik Żyburtowicz (ur. w 1983 r.) – poeta. Wydał sześć tomów wierszy: Żaglowce (WBPiCAK, Poznań 2015), za który otrzymał główną nagrodę ZŁOTY ŚRODEK POEZJI (Kutno, 2016), Spaceboy (Mikołów 2017), Klucze uniwersalne (WBPiCAK, Poznań 2019), za który otrzymał nominację do nagrody literackiej JANTAR (Szczecin, 2021), Remedorium (Bukowno 2019), Przez sen i gwiazdę (Warszawa 2021), Terapia Jana Bukowskiego. 37 wierszy o trzeźwieniu (Wrocław 2022). Publikował m.in. w "Odrze", "Twórczości", "Kwartalniku Artystycznym", "Akcencie", "Frazie", "Tyglu Kultury", "Arteriach", "Wizjach", "Dwutygodniku", "Wyspie". Tłumaczony na język angielski, ukraiński, włoski. Mieszka w Kołobrzegu.
- Sylwester Gołąb – sześć wierszy
bujaj się gdy byłem dzieckiem potrafiłem rzucić fotelem na odległość dziesięciu metrów ty nadal myślisz że to była chłopięca konkurencja a ja po prostu zawsze chybiałem dziewięć myśli w tunelu Ryfylke pierwsza spiętrza wody dziurawych zlewni trzecia zagraża i jest kolejną po drugiej żyjącej w dalekim kraju (Ego) czwarta widzi brud i pierzchną jej wargi piąta tuli pierś na odległym lądzie wielkich dyni szósta rozmawia z Bogiem jak z Bogiem a on się nie przedstawia (szyszynka) siódma tonie w oceanie rabarbaru (rabarbar) ósma mówi nie zamykaj okien (późne popołudnie) sprzedaj łąki idź do ziemi w Grüssau (grób nad Cedronem) dziewiąta pozdrawia czoło peletonu Salam aleikum Ua aleikum assalam (Storhaug) Finlandia ma szron Finlandia ma szron morze falbanki dziewczyna podrzuca obręcz dziewczyna jest jak guma niegdyś była księżniczką mieszkała na zamku w odległym królestwie upadku na czwartym piętrze z dwóch możliwych do zaakceptowania podchodzę do niej gdy zapala się i gaśnie z fifką kiedyś obiecałem jej pokazać miejsca do których chodzi się przypadkiem kiedyś obiecałem jej bardzo odległą toń na czwartym piętrze z dwóch możliwych do zaakceptowania jest sterylnie jak na oddziale pediatrycznym gdyż dzieciakom nie chce się tak wysoko wspinać Finlandia ma szron morze falbanki dziewczyna podrzuca obręcz jeden jeden człowiek jedno studio jeden poeta jeden Bóg ale za to daleko wstajemy i stoimy aranżujemy spotkania i nie przychodzimy wybieramy się i zostajemy zatrzymani jeden człowiek ale cham jedno studio ale nieznane jeden poeta ale martwy jeden zespół ale za to dęty potencjalność gdy chowałem się pogarszała się widoczność przychodziła wielka siwizna dzieci lepiły bałwany i wstawiały im swoje mleczaki a ja tylko byłem jadłem ze strachu i tyłem ogromnie aż przyszedł gruby prezydent i nigdy nie miał już dosyć a ja tylko ostrzyłem łyżki jak noże i zwoziłem je do punktu skupu gdy chowałem się pogarszała się widoczność przychodziła wielka siwizna dzieci lepiły bałwany i dawały im słodkie marcepany woda kwitła w naczyniu i stawała się bryłą wolno niknął mój potencjał wolno niknęła moja potencjalność tankowiec zszedł po słoik a umoczył ręce we krwi nieco później przyjechała policja i zastrzeliła świadków na bazie tych wydarzeń Mike Adamowsky należący do wszystkich kościołów stworzył grę dla dzieciaków i zarobił krocie które przeznaczył na wypchanie się całego świata niczego już nie ma więc skąd te kosy nad Nowym Orlenem kasjerka tonie w sosie który wymarzyłem sobie zanim otworzyły się drzwi trzymam hot-doga (chujowego) * i nie chcę iść choć cała Polska** prze choć cała Polska woła cho tankowiec w kolorze ziemi płynie morzem podnoszę ręce przypominam sobie ciało –––––––– * chujowy (język polski), przymiotnik, wulg. kiepski, marny, do niczego, tu: zły, niedobry, niesmaczny, nie nadający się do spożycia. ** Polska – kraj istniejący do pierwszej połowy XXI wieku na obszarze Europy Środkowo-Wschodniej, zniszczony w wojnie o rację. Sylwester Gołąb (ur. 1980) – poeta, prozaik, autor książek poetyckich: Garda (2016) Nomada ( 2018), Brat Karl (2021). Wiersze publikował w polskich, norweskich oraz rosyjskojęzycznych czasopismach literackich. Należy do Norweskiego Stowarzyszenia Pisarzy (Den norske Forfatterforening). Mieszka w Norwegii. Wiersze pochodzą z tomu Brat Karl (WBPiCAK, Poznań 2021).
- Maciej Woźniak – notatki z upalnych rekolekcji kreteńskich
I. Gdańsk – Heraklion Lot im się spóźnia, warują airbusy żłopiące ropę, po nich potop choćby, a potem wiszą w powietrzu za ciasnym, brukując niebo swojej mitologii. Drży mglista bryza i sypią się freski z rżenia motorów, piłowania cykad spod ręki czułej jak Morze Egejskie i mocnej jakby chciała pieścić byka. Śniady Minojczyk, przed nim choćby potop, wiezie ich nocą do ich czterech gwiazdek, milcząc o ojcu, który rządził w Knossos: są w tym milczeniu wyrazy pogardy. Mityczne pompy tłoczą podprogowo botoks w baseny, statusy i usta, ołtarz kurortu – tutaj dzieci złożą, aby nakarmić swoje głodne bóstwa. II. Agios Nikolaos Aspirując do bycia glonem logującym się w słońcu, ale też między twarzami, bo tylko tam ceremonia z człowiekiem wielkości owocu oliwki w wielkich mieszalniach lotnisk, restauracji, hotelowych kąpielisk ma wymiar sakramentalny. Inaczej upalną ulicą idziesz jako nikt i tylko dlatego, że jesteś nikim, możesz pogadać wzrokiem ze sfatygowanym grajkiem z buzuki jak bandżo Grzesiuka. Wiktoriańskie maziaje Evansa w minojskim pałacu, knajpy na malowniczych szczytach rankingów, intymnie lepkie ośmiornice dające się przełknąć chyba tylko z miłości własnej – gość bierze kilka akordów i tamto wszystko gaśnie. III. Hersonissos Freud z głową byka, zapięty po szyję w surdut upału i muchę na gardle – lecisz na ziemię, na której się żyje, lądujesz w niebie, gdzie dawno umarłeś i cię przyjmują anielskie orszaki, kąpią i poją, masują i tuczą, ale koślawe przedłacińskie znaki bluźnią pod nosem na śmierdzące truchło. Boski jest rozkład w wodach turkusowych, dudni muzyka i wionie benzyna – jesteś na wyspie, gdzie owce i kozy więcej godności mają niźli ty masz, gdy cię brandzlują ceramiczne cacka, chrupanie ostryg, mruczenie aojdów z kunsztem i troską jak rodzona matka, łeb byka czeka na topór – skądkolwiek. IV. Preveli W jądrze jasności myślę o Mekongu w objęciach głosu Jima Morrisona, przy skale-grzyb krzyżują się porządki, żywa woda ze strumienia umiera w morzu, ryba podobna do lipienia, trochę z Filipowicza, a trochę z Putramenta, sprawa jest zagmatwana politycznie, patrzy na mnie pytająco, czy aby nie jestem zbyt nieczuły dla tych palm, jestem zapachem o poranku uwielbianym przez moją córkę, tak mówię rybie mego serca. V. Heraklion Na tutejsze banany, niedopuszczalne przez Unię Europejską, natrafiamy przy kościele świętego Tytusa. Cóż to za starcie, bachiczny szał kontra tabelki microsoftu. Można powoli składać to na karb słusznie mijającego ustroju i palestyńskiego młodzieńca, który oblał organizację i zarządzanie. W słońcu ich smaku odchodzi cień jednego boga, wracają stare kadry: kulawy, rogaty, brzdąkający na cytrze. VI. Koutouloufari Restauracja „Mythos”, nazwa nieco pretensjonalna, ale reszta bez, pieczona feta z jakąś rybą grecką niewymawialną – by przejść po niej przez booking i roaming, wi-fi, szybkie frytki, klimatyzację, w sercu google maps i złapać w rękę koniec tamtej nitki, ale nie po to, żeby jeszcze raz cywilizację powtarzać jak lekcję, jeszcze raz wbijać nabożnie jej PIN: rzymskie prywatki, ateńskie erekcje, brak satysfakcji i krakowski spleen. Antyczna ryba odzywa się nagle już będąc w ustach, zdmuchuje z nich kurz srebrem powietrza i morskim szmaragdem, nie żeby jeszcze, ale żeby już. VII. Piskopiano Skąd się wzięło u Cohena to porównywanie mitologii, dowiedziałem się po latach u Margaret Atwood, jej luźne wspominki z młodości są ciekawsze od ciasnych widoków na przyszłość, co potwierdza, że nie lubi się moralistów, dlatego wolę Herberta piszącego o tym, jak się Freud z bratem wybrali do Aten, a Kazantzakis porusza mnie mocniej jako ziom na pomnikach, patrząc stąd, z dołu Europy, widzę własne życie postawione na głowie, i moje stopy tęskniące za zimnem Bałtyku. Maciej Woźniak – poeta i bibliotekarz, autor kilku książek z wierszami (wkrótce ukaże się U otwarte) oraz kilkuset felietonów i esejów o sztukach wszelakich (muzyce, literaturze, kinie, teatrze), redaktor i sprawca wydarzeń poetyckich, mieszka w Płocku i okolicach.
- Genowefa Fijałkowska-Jakubowska – wiersze
Akacja umarła to musiało być zimą wojenną tego roku w tamtym jeszcze kwitła w czerwcu (też była już wojna) mimo to zapach łagodził moją skórę jak olejki eteryczne teraz kikuty spalonych gałęzi ranią zmierzchy noce poranki dni i mnie żurawie przeleciały nad ukraińską strefą wojenną dalej lecą do gniazdowania Spokojnie następny dzień jeszcze oglądałam film Iceman skończył się po dwudziestej drugiej już myślałam że po dwóch bezsennych nocach zasnę tylko wpadałam w następne fazy snu paradoksalnego ani sen ani jawa Ryszard Kukliński (jeszcze był taki szpieg i inni) zabił około 200 osób na usługach mafii wieszał na sznurkach do prania koty patrzył jak umierały został skazany na dwa dożywocia ja na jedno Otwieranie chmur cienka stróżka krwi słońca granat nieba moje starcze żyły pękają boli dotyk nikogo koniec nocy świt następny dzień jutro będzie wczoraj kartki z listą zakupów w kuchni od trzech dni może przyjdzie Alicja Weronika (wnuczka) kupuje dla mnie kalendarze na Boże Narodzenie w tamtym roku był van Gogh mistral wiał przez cały rok kartki wierszy wieszały się na drzewach zrywały ostatnie wersy w tym roku kupiła Amedeo Modiglianiego patrzę na kalendarz i w lustro mam oczy w kształcie migdałów szyję wygiętą jak niemy łabędź na ostatni mój wiersz wykaszlał Amedeo gruźliczą krew Wiosna 2023 mirabelka zakwita w marcowe burze śnieżne wiruję w płatkach śniegu w nocy po bezśnie rano nałykałam się leków na bezsenność (przeczytałam stosowanie i przeciwwskazania stos papieru jak przymierzyć do okna to zasłoni) będzie może noc dzienna ryzykuję mieszam benzodiazepin z innymi alkohol mnie dobija w końcu śpię śni mi się noc dzienna polowanie stada lwów na żyrafę żarłoczna rozgwiazda oceanów Środa Popielcowa wczoraj zrobiłam sałatkę ze śledzia dzisiaj dzień bezmięsny posypię czoło popiołem z popielniczki kiedyś byłam pokorna przed ołtarzem na kolanach teraz na obiad mam kotlet schabowy z kapustą Poetka ma chorobę dwubiegunową tak pisze na fejsie (ja chyba też) rzygam marynowanym podgrzybkiem mam biegunkę po jogurcie poetka na terapii ja siedzę na kiblu trzymam w dłoniach rumiankowy papier toaletowy na wszelki wypadek Musimy się oswoić (jak piszesz w mailu) ja się boję ty się boisz już nie farbuję włosów i wypadł mi ząb wszystkie twoje fotografie nabierają koloru sepii nasze spotkania deskę serów którą podałaś do białego wina chyba nie trafię do ciebie ukrywam się przed starością jak pies przed burzą w łazience nadchodzi cyklon Ulf Poniedziałek obcinanie paznokci w nogach moczę stopy w misce w pokoju przed telewizorem leci film o Marii Konopnickiej nie wiedziałam że urodziła sześcioro dzieci i znała języki obce że jej wiersz Rota miał być hymnem Polski po godzinie moczenia zaczęłam obcinać paznokcie do krwi stać mnie na pedicure ale wstyd mam grzybicę stóp jeszcze inne alergie w dzieciństwie miałam wszy później świerzb i wszy łonowe Kiedyś napiszę piękny wiersz o miłości będzie w kolorze ultramaryny z okruchami lapis lazuli zrodzi się ten niebieski kolor aniołów i Matki Boskiej przed końcem wiersza zrobię sobie harakiri nożem gerlach w kuchni Sobota przed oknem osiedlowa uliczka samochody parkują za szybą trawnik tabliczka: sprzątaj po swoim psie szlaban kolejowy (kiedyś pod pociąg wpadła dziewczynka) teraz pociągi wożą powietrze zamknęłam okno psy ujadają na smyczach bolą mnie nogi stoję od rana jak żona Lotha przed oknem odwracam się w stronę balkonu tam Sodoma i Gomora i trzeci pokój Bezsenność nie liczę baranów to nic nie da prochów na razie nie biorę zapalam papierosa co godzinę i chodzę sikać co godzinę zaczynam odliczać mężów kochanków innych przypadkowych mężczyzn i nie śpię nie śpię nie śpię Po świętach żarcie się marnuje mandarynki zakwitły pleśnią chleb kapusta z grzybami i grochem fermentuje (groch pęcznieje wypuszcza listki) jeszcze przyjdą królowie przyniosą dary przeterminowane z supermarketów w kościołach będzie mira kadzidło i złoto nie jestem pewna ale chyba mama (pamięć mi się plącze) umarła w Trzech Króli to była komuna nie było święta teraz PIS wrócił nam orszaki wypierdala do Białorusi z Polski matki i dzieci Wyszli poeci jeden był z żoną drugi bez (wyniósł moje śmieci) potem przyszli Jehowi kiedyś chodzili z biblią teraz napierdalają z tabletu samsung przepowiadają wojny zbrodnie gwałty zbawienie w Jezusie i koniec świata Kurczę się na starość buty za duże dżinsy spadają z bioder usta jak żyletki zmarszczki spękana Dolina Śmierci noce kończą się o trzeciej nad ranem wstaję zapalam światła w pokojach jestem mniejsza coraz mniejsza jak embrion bez twarzoczaszki czekam na śmierć płodu i swoją Julia P. wydaje wyroki Spadł pierwszy śnieg będę się bała wyjść schody oblodzone chodniki ulice nie będę ubierać butów gdy już będę musiała wyjść z odpadami bio pójdę boso lód będzie miękki chłodny jak leśny mech będę miała wizje łabędzie będą płynąć w zamarzniętych kałużach w moich żyłach Są dni w które wynoszę na śmietnik zgniecione butelki po wodzie mineralnej metal puszki po piwie noże żyletki nożyczki papier wiersze listy dyplomy rekomendacje na chuj mi to teraz w noce bezsenne majaczę o kochankach którzy umarli o mężach (było dwóch) kochanków liczę jak barany żeby zasnąć Noce z pół snów kot mnie budzi czule o trzeciej nad ranem otwieram balkon gwiazda poranna zasypiam jeszcze coś mi chodzi po twarzy może spadają moje siwe włosy sen z Kobietą w ogniu mi się śni w następnym śnie znowu coś chodzi mi po twarzy zapalam światło w łazience szukam wszy we włosach przed lustrem Genowefa Jakubowska-Fijałkowska (ur. w 1946 roku w Mikołowie) - wydała tomy wierszy: Dożywocie (1994), Pan Bóg wyjechał na Florydę (1997), Pochylenie (2002), Czuły nóż (2006), Ostateczny smak truskawek (2009), Performance (2011), ze mnie robaka i z robaka wiersze/ of me a worm and the worm verses (2012) Paraliż przysenny (2016), Rośliny mięsożerne (2020), Wiwisekcja (2023), a także wybory: polski i wtedy minie twoja gorączka (2010), czeski Něžný nůž (2011) i niemiecki Posie sitzt nicht in der Sonne (2012). Publikowała również w antologiach w Polsce i za granicą. W 2021 roku została wydana monografia jej twórczości Światy poetyckie Genowefy Jakubowskiej-Fijałkowkiej. Dwukrotna stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nominowana do nagrody Śląski Wawrzyn Literacki (2012), finalistka nagrody Nike (2017), nominowana do nagrody literackiej m.st. Warszawy (2021) i laureatka nagrody im. Wisławy Szymborskiej (2021).
- Wojciech Brzoska – cztery wiersze
żywioły najczęściej przytulam się do ciebie w powietrzu i w wodzie. tam chyba czuję się najmniej pewnie. na ziemi staram się złapać równowagę. żeby nie strawił mnie ogień. *** śpiąc, zgięta wpół, w samolocie jesteś kotem. palcami u stóp ugniatasz podłogę. i kiedy głaszczę cię po grzbiecie - zapewne mruczysz. tylko silnik zagłusza. fuertemuerte w swoje urodziny mówisz: skoro bańki mydlane tak długo utrzymują się na wietrze, nic dziwnego, że przyjeżdżają tu surferzy. bawisz się przy tym jak dziecko. na wyspie zakwitły pierwsze rajskie ptaki, a my po wielu kilometrach robimy się coraz lżejsi. wydaje się być tak krucho, że ktoś jednym haustem mógłby nas zdmuchnąć. kuchnia polska pierogi ruskie placek po węgiersku ryba po grecku fasolka po bretońsku Wojciech Brzoska (ur. 1978) - poeta, autor jedenastu książek poetyckich, m.in. Niebo nad Sosnowcem (2001), Przez judasza (2008), Drugi koniec wszystkiego (2010), Plejady (2021) oraz Senny ofsajd (2022). Nakładem Biblioteki Śląskiej w Katowicach ukazała się monografia i wybór wierszy: Poetyka ucha. O wierszach Wojciecha Brzoski. Jego utwory były tłumaczone na: angielski, niemiecki, czeski, słowacki, słoweński, serbski, hiszpański i ukraiński. Brzoska jest również wokalistą w zespołach: Brzoska i Gawroński, Brzoska Kolektyw oraz Piksele. Zawodowo był związany z więziennictwem. Obecnie major w stanie spoczynku. Organizator spotkań literackich oraz koncertów. Pomysłodawca adresowanego do więźniów Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jeana Geneta. Mieszka w Katowicach. Strona autorska: www.wojciechbrzoska.pl
- Jakub Sajkowski – cztery wiersze
Dziecko bez Dla Niny Albo rodzisz się w kraju z którego pochodzi co czwarty bocian, latający do Ugandy, Kenii, Burkiny Faso na żerowiska, saksy, pozwolenia na tymczasowy pobyt, co nie jest inspiracją do poprawy połączeń kolejowych w okolicach Lidzbarka Warmińskiego, Żegot, Żywkowa, i innych bocianich siedlisk, w kraju rozszczepki pospolitej, która może wytworzyć 23000 wariantów połączeń chromosomalnych, znanych potocznie jako 23000 płci, co nie jest inspiracją do poprawy infrastruktury kolejowej w okolicach Kraśnika, Świdnika, Istebnej, i innych Strefach Wolnych, gdzie nie wolno kupować chłopczykom ubranek w kolorach bzu, a dziewczynkom w kolorach nieba, gdzie dbałość o dobro społeczne każe wszystkim ciociom reagować na każde dziecko bez czapeczki, by zawsze chronić je przed golizną nieba. Ulica Bezdomna transpłciowa dziewczyna zdziera wlepki z celownikami celtyksów i napisem „ulica należy do nas, nie do pedalstwa”. Ni na? Przeglądałem w autobusie słownik angielsko-chiński, i trafiłem na imię twojej córeczki, które po mandaryńsku brzmi jak pytanie „A ty?”. Jak zagajenie, by opowiedzieć swoją historię. Potem minąłem napis: „Przyjazny pokój przesłuchań dla dzieci, Sąd Rejonowy Poznań-Wilda”. O wlepce „zakaz pedałowania” na tablicy informacyjnej lasów państwowych Zakaz pedałowania przez cywilizację śmierci, harwesterów i wycinek, które są jak odcinanie pępowin i tlenu jednocześnie, nakaz pedałowania przez nieorganiczne ciała Deleuza, puszcze nieograniczone czapeczkami regulaminów i lasów państwowych, zakaz pedałowania przez nielegalne plantacje bzu umieszczanego na grobach, nakaz pedałowania przez nielegalne oddziały położnicze z dziećmi bez czapeczek które w powszechnym rozumieniu są jak drzewa bez koron. Jakub Sajkowski (ur. 1985) – poeta, lektor języków, tłumacz. Opublikowane książki poetyckie: Ślizgawki (2010), Google Translator (2015), Zestaw do kaligrafii (2018), Ilha Formosa (2021). Publikował również przekłady wierszy, m.in. z angielskiego i mandaryńskiego. Laureat stypendium artystycznego miasta Poznania i Medalu Młodej Sztuki. Jego wiersze były tłumaczone na język słoweński, hiszpański i francuski.
- Grzegorz Tomicki – cztery wiersze
Zawory Poza tym, nie zamierzam umierać. Ale kto trzyma pieczę nad czyim pragnieniem i po co? Od Góry Ziuty po Przełęcz Żłób własnymi ścieżkami prowadzą mnie nogi: ścięgna, mięśnie i kości (kawałek mnie, choć brzmi jak sekcja). Całą drogę węszę za zgrozą, ale nigdzie jej w świecie zdarzeń nie widzę. Wiadomo, groza jest mną, ja jestem grozą (tak w każdym razie wynika ze zderzeń). Tak w pewnym sensie upływa mi życie w Zaworach. Pod korbką. W innym sensie spływa po mnie jak deszcz. Fen Usiadłem na skale między Tępym Szczytem a Słonecznikiem (czyli w języku) i próbuję otrząsnąć się z sensów fenowych słów. Nie wiesz, co to jest fen? Ten potwór z waty, co siada na górach okrakiem i pełza po nich jak wąż. Jeśli się dobrze przypatrzeć, wyraźnie widać, że jest w tym coś więcej, niż jest, więc zamiast układać zdania z ulotnych abstrakcji, składam do kupy drzewo, kamień i mech. I zabieram się zaraz na Chojnik albo do Karpnik. Z tym że jak zawsze nie wszystek. Nie (tylko ten) sam. Teraz już wiesz. Ptasi Śpiew Chodzę lub jeżdżę, bo przestałem wywracać myśli na nice, obracać czymś niczym (albo dla niepoznaki językiem). W drodze przez Ptasi Śpiew na Górę Ziuty i dalej do Chełmska Śląskiego wypełniam sobą puste kopczyki złożone z nazw, bez zbędnych orzeczeń i okoliczników. Górę Róg zostawiam Bogu i dobrym duchom, z którymi nic na ziemi nie może się równać, więc schodzę w dół. Strumień i fala Mógłbym przewracać się z boku na bok, tymczasem jestem dwa kroki za Łączną, jak zawsze o krok od góry Róg, gdzie biją mnie w oczy okrutne okruszki (to chyba światło, co zgasło) wysyłane przez Zmarłą, światło zaś ma naturę podwójną: płynie przez życie strumieniem i falą na tym strumieniu, przez co jeszcze przed Chełmskiem Śląskim zaczynam wolniej w nim żyć, a szybciej tęsknić do bycia ruchem cząsteczek powietrza na jednej z tutejszych skał, jej fluorescencją, esencją lotnego „my”. Grzegorz Tomicki – elektromechanik urządzeń przemysłowych, doktor nauk humanistycznych. Opublikował tomy wierszy: Miasta aniołów (Bydgoszcz, 1998), Zajęcia (Kraków, 2001), Pocztówki legnickie (Katowice, 2015), Być jak John Irving (Łódź, 2017), Konie Apokalipsy (Wrocław, 2021), Piekło jest wszędzie (Katowice, 2023), monografię naukową Po obu stronach lustra. O twórczości Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego (Szczecin-Bezrzecze, 2015) oraz garść artykułów naukowych z zakresu literaturoznawstwa, psychologii i historii. W przygotowaniu tom wierszy Liryka drogi, który ukaże się nakładem wydawnictwa Convivo. Pracuje w Muzeum Przyrodniczym w Jeleniej Górze.
- Anna Matysiak – wiersze z przylądka
Cud w Gargano Na górze Gargano, przed grotą, cudem odnalazł się zbiegły byk. Należało wyskubać mu archanioła ze zrogowaceń. Przeżuwać w dni powszednie, w święto łykać. To wszystko trafia do kanałów w misterium wielkiej płuczki. Zrywa się tylko raz: w pękaniu haków, ucieczce z transportu, galopadzie przez miasto, forsowaniu rzeki, pruciu zasieków, z niewiarą w Wielką Chłodnię. Atakama Piasek na skoblu, zaspany altannik, na postoju zaskrońce, nagrzany moment obrotowy. Ratujemy jeże z gorącego asfaltu, nie dojedziemy na pierwszy semestr. Wysokie napięcie Przestałam liczyć obtłuczone izolatory. Przewody rozgryzły język. Tutaj słupy są inne, nieorganiczne, ale mają pakt, trzymają kwity, mnie w garści, odbezpieczone potencjały, żebrowanie. Akcent Nad ranem pytanie o pismo, przytaknąć, że alfabetyczne, w takim razie natychmiast żądanie pozycji, namiarów, diakrytów. Szybko podaj pierwsze, co przynosi język, zanim wysklepi grotę. Druciki Nadzy miedziankowie porzuceni na płytkach Canaveral. Wrócimy po was. wiersze z książki Przeczuwam słodycz (Dom Literatury w Łodzi, 2023) Anna Matysiak (ur. 1967) – autorka książek poetyckich, m.in. Tyle nieznanych ryb (2018), Tiergarten (2019), Wsobne maszynki (2020), Na setkach wioseł (2021), Komandor Rattus (2022) i Pojedynka (2023) oraz zbioru małych próz Spacja. Notatnik redaktorki (2019). Redaktorka, czasem tłumaczka, prowadzi własne wydawnictwo Convivo, zajmuje się fotografią artystyczną.
- Piotr Gajda – cztery wiersze
Drzwi do lasu Masz duże ubytki w uzębieniu, Hobbicie. Tak, bo znaczyłem nimi drogę powrotną, żeby nie zabłądzić w lesie jak Tomcio Paluszek, któremu okruszki chleba wyjadły ptaki. Mordoplan Szóste masowe wymieranie gatunków. Państwo łoży na każde dziecko. Jednak już na początku dwudziestego wieku wiele wskazywało na niewesołą przyszłość innych ssaków, ponieważ od tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego roku do roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego siódmego nastąpiło podwojenie się liczby ludności świata. W związku z tym należy stymulować wykorzystanie technologii. Wszystko to, co rutynowe zostanie zautomatyzowane. Aktywność ludzi będzie się koncentrować na tych wymiarach, w których jest ich trudno zastąpić, a więc opartych na wyobraźni oraz empatii. A gdyby przyszłe matki zaczęły rodzić cielęta nosorożca czarnego? Dzikiego przedstawiciela ostatni raz widziano w Kamerunie w dwa tysiące szóstym. Pegaz był wizytówką Opoczna Wiemy, z kim chciałeś rozmawiać, i kto od ciebie nie odebrał, ani nie oddzwonił. Człowiek jest fabryką drobnoustrojów. Poeta jest zakładem wiersza. O tym pamiętaj. Spod lodu Nie należy oglądać hollywoodzkich filmów. W fabule A.I. Sztuczna inteligencja jest taka scena: robotyczny niedźwiadek siada na łóżku Dawida i pani Swinton, którzy zasnęli snem wiecznym. Tylko on nie będzie spał. Przez wieki nie zasną – pluszowy miś z dzieciństwa i jego smutek. Piotr Gajda - poeta. Opublikował dziesięć książek z wierszami. Uparty.










