Znaleziono 644 wyniki za pomocą pustego wyszukiwania
- Marek Kucak – cztery wiersze
trzy billboardy Chrystus lubi Cyrenejczyków w tym zdaniu cię zmieścić ulice się krzyżują w nocy śnił że jeździ po mieście żadnej drogi bliżej i wszystkie czerwone światła jeszcze miłość skryła się pod płaszczem pieniądza całą noc myśli jakby odzyskać twarz nieco bardziej w nocy odkrył że wspomnienie tylko oddala zagubiona pamięć należymy do czasu tarcz złotych zegarków Calvin Klein w nocy usłyszał że krzyczy w dialekcie może to ich wspólny język jeździ po mieście maluje jego twarz na przydrożnych billboardach rano usłyszał w radiu swój dziwnie stary głos po wietrze to zaledwie pamięć próbuje mu wyłuskać zabraknąć go w głowie jak szkolnych wzorów matematycznych oddalił się szybko niczym podróżny spiesząc na pociąg galeria z głupią muzyką trochę przestrzeni życie to trzeba przejść należymy do bezokoliczników tulić drżeć dwa światy gdzie przeciąć ich może jedynie przypadek tarcza należymy do tego samego ognia w sekrecie materialnego świata noce lśnią jak szkiełko i oko bezokoliczniki być trwać zimna śmierć topi się w ustach jak cukierek blisko przeciwmgielne nie dopowiadaj historie są naszą interpretacją robimy to jak gwiazdy na ciemnym niebie ślepi nie krzycz kiedy się palisz w tym samym zmarłym ogniu przeszłość zegarków Emporio Armani bezokolicznik tęsknić tam gdzie zostają ciała wróci zaraz po tobie zdjęcie na billboardach dziwnie młody i smutny rano jeździ po mieście jest coraz cieplej wyłączył światła szkiełka i oczy każdy ma ciemność jeszcze bez podatku dotyk Marek Kucak (ur. 1992) – studiował filologię polską na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Laureat kilkudziesięciu ogólnopolskich konkursów poetyckich. Publikował w m.in. w „Helikopterze”, antologii Wiersze i opowiadania doraźne (2019, 2020). Finalista projektu Biura Literackiego na książkę poetycką (2019, 2020). Mieszka w Pawłowicach.
- Anna Borkowska – cztery wiersze
Tamten poranek kiedy psy ganiały za swoim teraz prostota ruchu po krzywych bez rozwiązań trawa była jeszcze mokra psy zostawiały ślady ślady znikały w obrotach ciał niebieskich od świtu na skraju polany słońce dawało znak że nic się nie stało w tamten poranek gdy psy podbiegły do mnie Pies Lato w tym roku: sztuka dostrzegania. Powietrze dotyka firanek. Pies podnosi głowę, liże lipcowe niebo. Spoglądam tam gdzie pies. Spoglądam w górę, wędruję po łukach zakreślanych przez słońce. Pies leży w plamie światła, każdego dnia krótszej. Na początku sierpnia wypatruję odmiany w przymrużonych konstelacjach. Pies rozciągnięty w gwiazdozbiór, chwyta perseidy w pysk. Łapię poblaski, zbieram je na zapas. (Zapisuję). Odnotowuję, że kolejna noc minęła bez słów. Głaszczę psa. Pies dotyka moich wątpliwości. Piszę właśnie o przemijaniu, kiedy (niespodziewanie) odczytuję cię między zdaniami. Przykładam ucho do ziemi. Nasłuchuję, czy czas wsiąka już w jesień. I czy dostrzegam to co ważne tego lata. Pies zwija się w kłębek. Zarząd zieleni (Miasto. Stoję w korku. Scrolluję bezczynność. Czytam.) Zarząd zieleni informuje. Decyzją konserwatora. Drzewa przeznaczone do. Prace polegające na. Dziś. Te trzy topole. (Na zdjęciu ilustrującym tekst są smukłe, wysokie. W tle morze.) Mają przeszło sześćdziesiąt lat. Podeszły wiek odbił się na ich kondycji zdrowotnej. Są zamierające, suche w osiemdziesięciu procentach. Grożą wywrotem lub rozłamaniem. Topole, stare i groźne. (Pamiętam, jak ostatniego lata leżałam w ich cieniu. Nie pamiętam, żebym się bała.) Należy dodać, że to gatunek mieszany, hodowany lata temu do produkcji papieru, a więc krótkowieczny. Topole rosną szybko. (Półtora mojego życia, liczę.) Nie stwierdzono na nich występowania gatunków chronionych. O osłabieniu drzew świadczy również duża ilość jemioły występującej na gałęziach. Prace zakończą się dzisiaj. Topole bezbronne. (Wciąż w korku. Brakuje mi oddechu i zieleni. Właśnie teraz postanawiam napisać wiersz o topolach. Na kartce długowiecznego papieru.) Jestem morze jestem morze i morze nocą ołowiane powieki mam ciężkie myśli wracają wracają jestem morze faluję aż świt oderwę od brzegu wykwitnę solą Anna Borkowska (ur. 1977) - zawodowo związana z nowymi technologiami i innowacjami. Pasjonatka języka włoskiego. Uczestniczka warsztatów Pracowni otwartej wierszem realizowanych w ramach festiwalu Biura Literackiego TransPort Literacki 2022 w Kołobrzegu. Jej wiersze ukazały się w „Helikopterze” i w pocztówkach literackich „Odry”, a także w antologii „Archiwum Poezji Queer”. Współzałożycielka kolektywu poetyckiego „Wspólnota Snów Równoległych”.
- Łucja Dudzińska – cztery wiersze
Próby wyrazu. BezTroska Pamięć po zmarłych. BezTroska o żywych. Niesprawnych. Walka po nienarodzonych. Rodzonych. Przyrodzonych. Hasła na baner reklamowy, kamienne tablice – sens życia? Żyjesz w przestrzeni. Wyznacza ją pokrewieństwo dusz albo braterstwo ciała. Wychodzimy z własnego punktu widzenia poprzez gesty, lustrzane odbicie rozsądku i głosu, który wraca. To echo. Echo. Echo. Po drodze czasem traci prawdę i sens. Identyfikujesz się, choć nie poznajesz zasad funkcjonowania. Bronisz się, krzyżując ramiona, kulisz się w sobie, by za chwilę sformułować szyk wyrazów, formę zachowań, las Birnam. Ktoś popełnia błędy – i zostaje. Zostaje. Zostaje? Taka sytuacja. Dopada ciebie prawda. Odchodzisz, aby przyjść w inne miejsce. Zieloność krwi. Wyobraź sobie Gdzieś pada śnieg, wysychają rzeki, giną ludzie. Gdzieś gwałcą, molestują dzieci. Tu i tam umierają na raka i samotność. A ja adoptuję nieprzespane noce, z mrowiem gwiazd ukrytych pod kołdrą. Mozolnie tatuuję na brzuchu niezapisane blizny po cesarskim cięciu. Trzeba uciszyć płacz dziecka i słowa. Za chwilę ukołyszemy strach. Obudzą się martwe piersi. Staniemy się podobni do innych zakochanych. Jest coś czego się nie tłumaczy i nie wytłumaczy z siebie. Pobłądzimy w spokoju do pokoju. Zbadamy puls. Poczekamy na wyniki gorącej krwi, na nową bajkę (dla dzieci) na dobranoc. Później zamienimy się w drzewa (z pulsującym sokiem pod korą), w oczekiwaniu na kolejne pory roku. Ty będziesz dębem, ja zostanę brzozą – przeciwieństwa się przyciągają. Lina Wyobraź sobie smutek i radość, jak się siłują i przeciągają linę raz w jedną stronę raz w drugą. Jesteś klaunem z namalowanymi łzami na policzkach, pokazujesz pełne uzębienie. Czy tak wygląda uśmiech? Parodia radości życia. Łzy skraplają się w brzuchu. Musi być pojemny jak u wieloryba. Próbuje płynąć w słodkiej wodzie pod prąd. Zastanawiasz się ile radości spotkało cię w życiu. Uśmiechać się trzeba mieć do kogo, więc działo się to w ciągu dnia. Na smutek pozwalasz sobie w nocy. Lepiej wsiąka. Wgryza się w czarne powietrze – bez świadków jak żałoba po marzeniach. Kamienie milowe Leżymy obok siebie jak kamienne tablice z przykazaniami. Nie mogę zasnąć. Liczę. Wnikam do twojego snu o potędze normalności. Odlatujemy na ulubioną wyspę zanim obudzi się zwykłe ludzkie istnienie i cywilizacja miasta. Tyle w nas chaosu, mięsa, kolców, krwi i kości. I znów leżę obok ciebie, jak taka naga prawda o miłości. Razem wyobrażamy sobie inne życie, a łóżko się kołysze, zmienia w łódź, przewozi na inny brzeg, gdzie jest tylko nasza sfera bycia. Kochaj bliźniego jak siebie samego. Łucja Dudzińska (ur. 1960) – poetka, wydawczyni, redaktorka około 80 książek i trzech serii wydawniczych, animatorka kultury. Autorka dziesięciu książek poetyckich (w tym trzech dwujęzycznych), tłumaczona i opublikowana w 13 językach. Publikowała w wielu pismach literackich, kilkudziesięciu almanachach, antologiach. Wiersze były prezentowane na festiwalach, w podcastach, w radiu i lokalnej telewizji. Mieszka w Poznaniu i Słupsku.
- Tadeusz Zawadowski – pięć wierszy
ucieczka z araratu wymyśliłem górę i nazwałem ją ararat. kiedyś sądziłem że jest moim ocaleniem. w chwilach zwątpienia wspinam się na jej szczyt i szukam śladów łodzi którą tam pozostawiłem. wciąż łudzę się nadzieją że mógłbym nią powrócić do miejsc które po mojej ucieczce stały się bezludne. wierzę że na powrót mogą tętnić życiem. dzisiaj widzę jak po opadnięciu wody ziemia wokół mnie pustynnieje. stare drzewa umierają jedno po drugim. gałąź kolejna bezsenna noc. patrzę w gwiazdy. zbyt wiele by policzyć. są za odległe by stały się namacalne. tylko gałąź za oknem jest realna. uchyla się pod dotykiem mego spojrzenia i co chwila puka lekko w szybę jakby chciała mnie wyprowadzić z tego mieszkania w krainy mego dzieciństwa. cichutko otwieram okno i podążam za nią kalecząc stopy o wieczność. odleciały żurawie nieopodal domu urządził sobie legowisko niewielki staw. wieczorami w jego sierści zbierały się żaby i głośno plotkowały o miejscowym ptactwie. obok przysiadł na cembrowinie studzienny żuraw i przysłuchiwał się ich rozmowom. czasem tylko zamachnął się zardzewiałym wiadrem płosząc coraz bardziej zacierające się w pamięci obrazki z dzieciństwa. dziecięce zabawy moje rzeki płyną przeze mnie rzeki wraz z rozlewiskami. nazywam je wzruszeniami. próbuję ujarzmić zaporami słów których nie buduję z wielkich liter. tylko małe jest prawdziwe. kryje się w dłoniach jak pisklę które dopiero ma wylecieć w świat. to przed nim odkrywanie nienazwanego. moje rzeki to one prowadzą mnie do źródła. powrót do domu pamięci Mamy wiem że już tam czeka na mnie z obiadem. pachnie zupą szczawiową i pękiem świeżo ściętych narcyzów. a ja jak zwykle się spóźniam. jakbym nie zdążył dorosnąć nauczyć się mowy zegarów. titanic znowu płynę tytanikiem. mam nadzieję że w końcu uda mi się rozminąć z fatum i dopłynąć do brzegu. wielokrotnie wsiadałem na jego pokład jednak za każdym razem rozbijałem się o górę lodową ludzkiego zwątpienia. zaczęto uważać mnie za szaleńca. jednak moja kapitulacja oznaczałaby że uwierzyłem w nieodwracalność zdarzeń i własną śmierć. na skraju nie wiem jak znalazłem się w tym parku skoro od dawna on nie istnieje. jego ślady ukryte są w sepii starego albumu. kiedyś znałem tu niemal wszystkie tajemnice skrywane pod rozłożystymi drzewami. miłości do grobowej deski tak wtedy odległej że aż nierealnej. żwirowe alejki wybiegały na powitanie moich kroków. dzisiaj patrzę w głąb i widzę tylko samotne drzewo na skraju drogi. odlot odleciały ptaki z mojego ogrodu. stoję pod drzewem i kreślę orbity ich powrotu. próbuję naszkicować zarysy skrzydeł. ręka jednak coraz bardziej chwiejna i kształty niepewne. lotki nie wytrzymują naporu powietrza i gną się ku ziemi. śpiew niczym echo odbija się od drzewa które jeszcze daje schronienie. stoję pod nim i patrzę w niebo. powoli rozprostowując skrzydła. Tadeusz Zawadowski (ur. 1956) – poeta, redaktor, krytyk literacki. Członek Związku Literatów Polskich. Tłumaczony na rosyjski, łotewski, chorwacki, bośniacki, serbski, słoweński, grecki, włoski i angielski. Wydał 17 tomów poetyckich. Od 1981 roku mieszka w Zduńskiej Woli.
- Adam Osiecki – trzy wiersze
[Jak czernieje niebo] Jak czernieje niebo po amputacji świtu Jak rozprasza się myśl uczucia w niej utopione W studni z śmiertelnymi źródłami W świcie co wybucha jak burza I niebo tnie Szukam dziwadełek Skrawków gotowych mnie Detonować . [Uderzyłem w słońce] Uderzyłem w słońce Deszcz neutrin i stal Cała wiara legła zamknęła się w pustym kwantowym pokoju Na parasole które trzymam w wielu dłoniach Spoglądam teraz z góry [Nie potrafię określić ile mam lat] Nie potrafię określić ile mam lat Z tysięcy naliczyłem zaledwie kilka Czasami mam sny że cię nie ma Szukam wtedy po omacku Jak przed wielkim wybuchem Adam Osiecki (ur. 1978) – zajmuje się poezją i malarstwem. Dwukrotny laureat Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. J. Geneta (2014, 2015) i licznych konkursów artystycznych. Jego wiersze publikowane były w „Odrze” i “Helikopterze”.
- Paweł Majcherczyk - Przepracowanie traumy
[„Fragmenty dyskursu żałobnego”, red. Maciej Ganczar, Monika Ładoń, Grzegorz Olszański, słowo/obraz/terytoria 2019] „Żałoba to naturalny proces, który pomaga ranie się zabliźnić. Nie da się tego uniknąć — niepełny proces żałoby sprawia, że rana pozostaje otwarta albo zrasta się źle, ustawicznie powodując ból, przypominając o swoim istnieniu. Tymczasem przepracowanie straty w procesie żałoby pozwala żyć dalej i budować nowe więzi” (Katarzyna Hyla). W jaki sposób przechodzimy różne traumy? Czym jest żałoba i jaką odgrywa rolę w literaturze, sztuce i w naszym życiu? Między innymi na te pytania odpowiada tom Fragmenty dyskursu żałobnego pod redakcją Moniki Ładoń, Wojciecha Olszańskiego, Macieja Ganczara. Osiemnastu autorów pisze o żałobie, należy wspomnieć, że w każdym z tych głosów jest pewna zindywidualizowana świadomość (i doświadczenie) przeżywania (werbalizowania) traumy. W esejach akademicy chętnie nawiązują do Rolanda Barthesa, Zygmunta Freuda czy Vladimira Jankélévitcha; warto nadmienić, iż dwa teksty z tomu są poświęcone książce Marka Bieńczyka Kontener. Pisanie ma wiele funkcji, jedną z nich jest autoterapia. Prowadząc dziennik, pisząc książkę, opisując swe przeżycia, możemy przepracować traumę wynikającą z różnych przyczyn, nie tylko ze względu utraty bliskich. Fragmenty dyskursu żałobnego — to istotne studium (przeżywania) żałoby czy traumy, z którą wszyscy, wcześniej czy później, się zmagamy. Autorzy tej publikacji poruszają temat dyskursu żałobnego nie tylko w literaturze, ale także w muzyce czy filmie; zastanawiają się nad kondycją „podmiotu żałobnego” żywego i fikcyjnego. We wstępie redaktorzy zwracają uwagę na cel publikacji: „Pytamy więc w niniejszym tomie o stosunek twórców do tradycji i dawnych gatunków funeralnych oraz o nowe języki, w jakich doświadczenie śmierci Innego jest przez nich wyrażane”. Ponieważ „>>[Ś]mierć kogoś nam drogiego - pisał Vladimir Jankélévitch - jest prawie jakby naszą śmiercią, prawie tak rozdzierającą jak nasza własna: śmierć ojca lub matki jest prawie naszą śmiercią i w pewien szczególny sposób jest rzeczywiście śmiercią własną; ten, którego nie sposób pocieszyć, opłakuje tutaj tego, którego nie sposób zastąpić<<. Wygłos tego sądu jest bezdyskusyjny, natomiast zdaje się, że dzięki narracjom żałobnym i poprzez nie dochodzi do (auto)terapii i ukojenia. Narracje żałobne, poprzedzone niejednokrotnie opowieściami o towarzyszeniu w chorobie, uczą empatycznego I rozumiejącego spotkania z cudzym bólem, przygotowując jednocześnie na własny. W tym upatrujemy sensu naszego badawczego przedsięwzięcia”. W tomie spotkamy się z wieloma przykładami żałoby u takich pisarzy, pisarek, artystów, artystek jak: Anna Augustyniak, Marcin Świetlicki, Nick Cave, Michael Ende, Joanna Bator, Joan Didion, Krystyna Kofta, Urszula Kozioł, Marek Bieńczyk, Sylwia Chutnik, Aleksandra Zielińska. Są także teksty żałobne poświęcone komiksowi, prozie kryminalnej czy literaturze dziecięcej. Fragmenty dyskursu żałobnego rozpoczyna tekst literaturoznawczy Grzegorza Olszańskiego, przekazuje w nim informacje na temat żałoby, posługując się dialogiem trzech person: historyka literatury, twórcy i krytyka. Wymienia książki żałobne, ale także zwraca uwagę na to, jak potrafi się ten temat połączyć z czarnym humorem. W swym tekście Olszewski dzieli się refleksjami: „Przyglądając się tekstom, których przedmiotem jest doświadczenie żałoby, łatwo odnaleźć znaki językowych konfuzji piszących, przejawy rezygnacji zawiązanej z niemożnością znalezienia odpowiednich słów, wyrazy niezadowolenia i niezgody na to, co podsuwa język. Zważywszy na ich powtarzalność, niemal obligatoryjną obecność, bez większego ryzyka można stwierdzić, że werbalizacja kłopotów tego rodzaju stanowi żywotny składnik wciąż funkcjonującej i nieustannie ponawianej topiki funeralnej”. Dyskurs żałoby pod redakcją przypomina zbiorowy tom pokonferencyjny. A gdy się idzie na konferencję, to nie wszystkich prelegentów się słucha, nie wszystkie tematy nas interesują. Dlatego do wypowiedzi pisemnych autorów, których mniej znam, podchodziłem nieco z dystansem. Moje obawy okazały się niepotrzebne, ponieważ nie tylko początek książki jest interesujący, czyli teksty Grzegorza Olszańskiego i Moniki Ładoń (ekspertki od tematów maladycznych), ale wszystkie eseje są wnikliwe, ciekawe; ukazujące traumę w różnych kontekstach kulturowych: literackich, komiksowych, życiowych, muzycznych etc. Jakby to powiedział Witkacy „wielość w jedności”; wielość zagadnień żałobnych w jednym tomie. Historia „niemytych dusz”, które chcą się umyć, oczyścić, zrzucić ciężar brzemienia tragedii. Mnie przypadły szczególnie do gustu kilka tekstów, m.in. Magdaleny Kempny-Pieniążek „Na przekór Nicości. Narracje żałoby w audiowizualnych adaptacjach Niekończącej się historii Michaela Ende”. Krytyczka sięga po niemiecką literaturę młodzieżową, dokładniej po Niekończącą się historię, w Polsce również bardzo znana była adaptacja filmowa tej powieści. Główny bohater Bastian przepracowuje traumę po utracie matki poprzez czytanie książki na strychu oraz coraz śmielsze angażowanie się w jej fabułę, świat Fantazjany. Esej Kempny-Pieniążek sprawił, że z chęcią powróciłem do tej książki po latach, uświadomiłem sobie, jakie bogactwo może skrywać literatura dziecięca. Teksty, które przykuły moją uwagę to chociażby Opłakiwanie Chopina Magdaleny Dziadek czy zarys współczesnego komiksu żałobnego, o którym pisze Piotr F. Piekutowski, a także esej Małgorzaty Okupnik na temat Blue Nights Joan Didion. Jako w miarę aktywnemu czytelnikowi, nieco brakuje mi książek, (chociaż, zdaję sobie sprawę, że nie sposób wszystkiego pomieścić), które również podejmują temat żałoby: Jagi Słowińskiej Czarnolas oraz Pawła Bilińskiego Bezsynność. Tom Fragmenty dyskursu żałobnego jest wart przeczytania, ponieważ jest w nim tematyka bardzo bliska każdemu człowiekowi, nie jest on przeznaczony i wyłącznie literaturoznawcom czy krytykom (choć ci pewnie bedą mogli dostrzec interesujące nawiązania), będzie ona atrakcyjna dla każdego wnikliwego czytelnika. To pozycja bardzo równa, żałoba w końcu daje jakąś radość, radość czytelniczą. Ale także zbiór tych tekstów, mimo że nie jest poradnikiem, daje czytelnikowi pewne narzędzia do radzenia sobie z własną traumą. Dlatego Państwu serdecznie polecam tę książkę, która w sobie mieści mądrość literacką, medyczną i ludzką, czyli psychiczną, emocjonalną i fizyczną. Paweł Majcherczyk – łazi po górach, szuka inwencji w kulturze i promykach słońca, czyta literaturę konceptualną, nawiedza czytelnie i biblioteki, raz na rok wpada do Brwinowa pogadać o poezji.
- Miłka Malzahn – Dziennik Zmian (4)
Felietony dźwiękowe prowadzą mnie malowniczą drogą w stronę interpretacyjnej awangardy i gdy chcę opowiedzieć np. o ludzkiej gościnności - to od razu pojawia się podlaski dialekt oraz wiersze. I tak powstaje rzecz o sile spotkania, o potrzebie szczerej rozmowy, o niewymuszonej serdeczności, o języku ciała, gdy wyciągamy na powitanie dłoń. Zatem wyciągam w Twoją stronę wiersz słuchaczu… Basia*) mówi "po naszemu" ja nadaję - poezją gęstą jak śmietana, Wojtek Bura wykreował tak lekką, przytulną muzykę - że gościnność po prostu rozsadza ramy tego utworu. Taka refleksja jest przydatna, przecież mamy czas karnawału, czas na relację, pora przyjaźni :) Przy okazji - zanim napisałyśmy te dwa wiersze, żeby je spleść, to na podlaskiej wsi, u Baśki w kuchni odbyłyśmy wiele rozmów, odbiegających znacznie od tzw. prozy życia. *) Barbara Goralczuk - pisarka, poetka, astrolożka. PS. Język podlaski – prastary język, którym posługiwali się mieszkańcy pogranicza ziem polskich i ruskich. Mowa powszechnie stosowana we wsiach i małych miasteczkach Podlasia jeszcze do drugiej wojny światowej. Teraz, niestety, zanika. Śpiewna, melodyjna, domowa. Mowa prosta, ale tak skomponowana, że pozwala wyrazić wszystkie uczucia, określić przedmioty i wypowiedzieć myśli. Moja mowa rodzinna, wyniesiona z domu, pierwsza jaka słyszałam z ust matki i babci. Moja ruodna, jaka pływe prosto z sercia. Miłka O. Malzahn – zajmuje się szeroko pojętą filozofią, oraz dźwiękiem. Jest dziennikarką, pisze książki z pogranicza gatunków, tworzy i publikuje piosenki, wykłada na uczelniach, prowadzi warsztaty, nieustannie łączy nieoczywiste nauki o myśli ludzkiej z oczywistymi ścieżkami dedukcyjnymi. Tworzy offowy kanał podkastowy „Dziennik Zmian”, moderuje spotkania z artystami, pisarzami, podróżnikami, a najbardziej regularnie – prowadzi muzyczne programy w Radiu Białystok.
- Arsenij Rowiński – pięć wierszy
Ze zbioru Ody na cześć wyzwolenia wsi Martowe przez wojska ZSU. Śmierć nigdy nie była tak bliska jak teraz gdy próbuję ponownie czytać Moby Dicka z powodu głupiego Jonasa na naszej zimowej plaży krzyczącego do wpółmartwych mew że Biblia nie jest potrzebna i że wszystkim nam wystarczy przeczytać właśnie to miły Jonasie od tego czasu niektórzy z nas postąpili właściwie niektórzy bez zarzutu tylko ty zachowałeś się jak dupek i za każdym razem będę próbował do ciebie zadzwonić wspominając tę martwą plażę i piosenkę o Moby Dicku w wykonaniu nieznanej piękności Przy śniadaniu dziewczynki patrzyły na mnie jak gdybym był potworem pożerającym małe ryby i małże zostawiającym po sobie tylko szkieleciki także ja tak patrzyłem kiedy pierwszy raz zobaczyłem cię przy śniadaniu w tej piżamie w wieloryby Poemat bez bohatera 1. zapomniałem kwiatów 2. jak zawsze słońce i deszcz na cmentarzu 3. wspominki na dawnej Puszkińskiej 4. szakal nie udowodni wilkowi że tak naprawdę są braćmi to samo także tutaj 5. wreszcie całkowicie się usuwamy pozostajemy w ciemności 6. ich bydlęce piosenki jak przedtem grają w głowie 7. kwiaty tak i zostały na parapecie Pierwsze zajęcia jogi po deokupacji wsi Ruska Łozowa teraz nawet ja wiem co mam robić kiedy oddychać kiedy wstrzymać oddech wiem że B-g* mówi nieuprzejmie wiele naszych słów wymawia nieprawidłowo często w ogóle milczy ale jednak wszystko jasne *w ostatnim czasie przyjęło się nie pisać w judaistycznej tradycji litery „o” *** Eneida ile stron kim jest Sybilla i dlaczego w końcu mówi Eneaszowi dziękuję wygramy za co dziękuję za to że zwyciężymy przełożył Tomasz Pierzchała Arsenij Rowiński (ur. 1968 r. w Charkowie) - jest autorem dziewięciu książek, ostatnie z nich to 27 wymyślonych poetów w autorskich przekładach (2021) oraz Siewa to nie zombie (2022). Pisze po rosyjsku, mieszka w Kopenhadze.
- Miłka Malzahn – Dziennik Zmian (3)
Czas i ławice ryb - ostatni dialog z nieżyjącym Artystą. Pierwszy literacko – socjologiczny zachwyt, zapierająca cech obrazoburczość spoza szkolnych podręczników – to się pamięta! Dlatego jestem wierna Witkacemu. To z nim przeżyłam szczerą i naiwną fascynację klimatem przedwojennego Zakopanego, oraz fazę na poetyckie i filozoficzne trendy naszego międzywojnia. Jestem witkacowska od podszewki, chociaż tego nie widać na pierwszy rzut oka, ale ścieżki neuronowe młodości naznaczone są jego obrazami. I patrząc na popularność wystawy “Witkacy. Sejsmograf epoki przyspieszenia” (Muzeum Narodowe) - widzę, że nie jestem osamotniona. Są nas… miliony ;)! Ech, bo to też był wieszcz. I chociaż trudno wejść w dialog z nieżyjącym artystą, bo to mało responsywna opcja – to wchodzę. Jak w dym. Witkacy był zdania, że czas jest zjawiskiem subiektywnym, zatem dialoguję teraz za pomocą poematu, w którym tłumy – te których się tak obawiał – widzę jako ławice ryb tańczące piękny i harmonijny taniec, który można podziwiać, będąc w dystansie. "Dusza nasza jest małym wszechświatem, małym zegarkiem wśród olbrzymiego zegara. I tylko dlatego odczuwamy zjawiska natury, pojmujemy je i odgadujemy; tylko dlatego nasz rozwój indywidualny podobny jest do rozwoju, a nasza twórczość do twórczości całej natury". s. 462, S. I. Witkiewicz, Pisma młodzieńcze 1902–1903. Czas Witkacego przypadł na moment przełomu. Nie opuszczało go poczucie niepokoju związanego z końcem pewnego porządku i z doświadczaniem głębokiego kryzysu, w którym znalazł się ówczesny świat. Ale czas przełomów – to także nasz czas, nawet jeżeli to subiektywna ocena. Tak, od katastrofy wszystko się zaczęło. Miłka O. Malzahn – zawodowo zajmuje się szeroko pojętą filozofią, oraz dźwiękiem. Jest dziennikarką, pisze książki z pogranicza gatunków, tworzy i publikuje piosenki, wykłada na uczelniach, prowadzi warsztaty, nieustannie łączy nieoczywiste nauki o myśli ludzkiej z oczywistymi ścieżkami dedukcyjnymi. Tworzy offowy kanał podkastowy „Dziennik Zmian”, moderuje spotkania z artystami, pisarzami, podróżnikami, a najbardziej regularnie – prowadzi muzyczne programy w Polskim Radiu Białystok.
- Paulina Wojciechowska – trzy wiersze
Smutna Ananke Oto budzący się leniwie do życia schyłek padołu: plamy zapalne polnych ognisk, płyt tektonicznych szczęk i rysy na konstrukcji Panteonu gęstniejące od histrionicznych tyrad markotnych bytów, lecz brakuje wśród nich Ananke. Świt da upragnione zrozumienie. Słowo chwały: ono przechyla szalę, bogini losu wie o tym dobrze; skupiona na stanie swojej armii ledwie dostrzegalnym gestem dłoni obraca w perzynę ład ze stali damasceńskiej. Pod Mitikas na piedestale stoi pomnik Abulii i trzyma ceber w ramionach z brązu pełen sarońskich róż – opuszkami palców dotyka dogmatów: kwietnych probierzy. Pęknięte są kręgi szyjne człowieczego posągu: czoło z wykwitem zmarszczek zwraca się ku odmętom piaszczystych wydm, obmywa usta koniunkturalne Khamsin, w proch zmienia kościec. Yaralez Warczy, warczy na dziedzińcu świątyni warujący poliglota opierzony w chwałę: na kufie planetarny kutner, opiłki żelaza z Górskiego Karabachu; na kamiennych płytach ulata szczecina: efekt cieplarniany; nie pierwsze to i nie ostatnie wskrzeszenie – powrotów wzdłuż zagonu perskiej koniczyny było tyle, ile szafranu w kupieckich koszach. Przepadł pan na szlaku do wulkanu Aragac: hellenistyczny erudyta, ojciec Wieży Babel, koźle rogi dekował pod kosmykiem włosów. Pasterze prowadzą bydło upojnym brzegiem Eufratu: byki grzbiety gną w triumfalny łuk; gniewny pomruk góry nie pozwala szczurom zasnąć: puste ślepia przeczesują starożytny ląd, wyczekują przy kurhanach ostatniej wieczerzy. Znudzona Nemezis Kłos warkocza spada na areał, już nie oplata jak supeł rąk, nie krępuje ruchów: odcięła włosy tępym ostrzem xiphosu w zobojętnieniu. Paznokcie pokryte piaskiem kwarcowym, cera marmurowym kurzem: zdziczała w elegijnej enklawie, gdzie dźwięk nie dociera, żaden obraz nie mąci myśli. Sama stanowi prawo, sama go skrupulatnie przestrzega: proroków nie potrzebuje; ale gdy tylko przekroczy obrzeże, niedbałym gestem ściągnie z oczu przepaskę – zamiera oblicze Tartaru, z cenotafów słychać skargi porażki, nad megaronami uderza grzmot chudoby. Śledzą jej kroki kosmopolityczni wyznawcy, Kronia przerywa eklektyczna socjeta: z przestrachem i odrazą obserwują, jak Nemezis wznosi w toaście czarę, kańczugiem wyznacza linię pomsty oraz przejednania. Zatacza krąg wśród nieruchomego legionu; wskazuje palcem, a spragnieni chwały pochylają głowy: dług wszakże niedługo oddadzą po trzykroć. Komu pozwoli się napić z kyliksu? Dla kogo łaski zabraknie? Paulina Wojciechowska (ur. 1991) – absolwentka Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie na kierunku Inżynieria zarządzania. Obecnie w trakcie nauki na studiach drugiego stopnia.










