top of page

Znaleziono 719 wyników za pomocą pustego wyszukiwania

  • Michał Dziedzic – siedem wierszy

    plusquamperfectum trzy minuty w przyszłość zmienia znak powinien był urodzić się w inną noc w inny czas wszystko byłoby inne w te dni gdyby inna pieśń inna dłoń inny program tv transformers wsiąść do pociągu byle jakiego tak śpiewano mu nad kołyską potem wędrował z dinozaurami łapał pokemony łatał światy był wojowniczym archeologiem przyzywał mechaniczne gady jednak zmiana planów bo getry w power rangers w kosz proboska czapka na włoski blond bawisz się lalkami będziesz ksiądz w głębi gołębiego serca wciąż wie po kim odziedziczył gorącą krew smak mięsa przeciążony łeb kolumnadą mlecznych siekaczy tajanie scena jak z księgi kaina największa chała na niskości rozrzucone skorupki w kurniku tylko chciał im pomóc babciu szybciej pokazać świat to wydarzyło się ponieważ trzeba się choć raz skuć jak beckham przy karnym w 2004 człowiek to boże boisko murawa gęsto obsrana przez kury gdzie biegając inkantują chłodno mrożone boli mniej trzeba swoje odtajać w przezroczu liczyć bąbelki żywić nimi i warstwa za warstwą gotować się do wyjścia na zapalony lont kyrie eleison w każdym mężczyźnie szukał łapiąc za skórzane rękawy czuł chłód martwej tkanki szarpiąc za dłoń z papierosem przypalał swoją nie zauważając tej bez szluga na kolanach matki zamarznięta woda w kranie koza na środku pokoju dym wszędzie zawsze o wszystko za pierwsze pieniądze z kolędy kupił jej lakierowane botki te zza szyb dzielących lud kochał ją do momentu gdy ten sam łajdak i łotr zostawił ich z tym samym skończyło się niebo zaczął drogi węgiel parafia post tacka do połowy pusta nocą robił pętle beczką widział go przez jej szyby przez jej światła badał trop dawno temu zmarł mu ojciec ale to jej słowa wciąż brzmią nie możesz syneczku proszę zostań nie sprowadzaj tych brodatych z dymem pod ciemnym okiem oni zostawią w tobie nieodśnieżone drogi wiodące przez chłód pieśni dalekie od kolęd litanie do dziur genesis był sobie kapitan który utknął w lodzie na sześćdziesiąt sześć lat był też pan od przyrody proboszcz i piękny profesor i myśli jak włosienice skuwające na kość podczas schodzenia do wnętrza nie pomijasz żadnego fragmentu grzebiąc w wiecznej zmarzlinie twarde dłonie przyjmują chłód przez miękki igielnik pamięci przewlekasz się do epoki dworca całujesz go w usta na powitanie nie czujesz już strachu podobnego do zbierania jabłek z trawy pełnej os poddanie miał w ustach wiele pieśni jeszcze więcej ciała i wina zawsze po jego stronie cała wieś i dziatków zgraja o dziewiętnastej w środy zapamiętale oglądał muminki kochał bukę za ten kamień wykuty na obraz i podobieństwo skoro świat wchodził w gumiaki na świt zawsze wychodził sam szukając betlejem karmił baranki witał się za blisko za czule wygnany cierpliwie podążył dolinami za warkoczami komet pod nosem śpiewał oprawcom na nich słowa wykonały się same pokochał tylko raz pochował tyleż także sproszkowane mięso pod stalową literą te nikt nie wiedział wszyscy mówili co innego reptilian complex to fejk na wybrzeże powraca synogarlica w dziobie niesie kable za krótkie na zerwane połączenia głęboko w jej widzeniu peryferyjnym sterta kamieni zastawionych na pastwę odłamków toczonych przez lód w rozdziale osadzania się skał dziecko układa z nich wieże zostawia po sobie ślad kim jest skąd przybyło ono też nie wie gdy na plażę wbiega gad nie boi się nie ucieka wyciąga ręce klaszcze Michał Dziedzic  – urodził się w grudniowy poniedziałek w 1992 roku. Pochodzi z podkrakowskiej wsi. Absolwent filologii polskiej. Żyje z pisania w Warszawie. Poeta od momentu przejścia mutacji. Publikował w "biBLiotece", "Stronie Czynnej" i zinie "sila-paka runga". Nominowany do Nagrody Głównej w XXIX OKP im. Jacka Bierezina, finalista 29. i 30. TransPortu Literackiego. Nie lubi rosołu z wzajemnością.

  • Arkadiusz Aulich – wiersz

    Przedwiośnie zmusiło zimę do zrzucenia futra Dachowce różnej maści spadają na cztery łapy  mając w zanadrzu jeszcze po kilka żyć  Policyjne psy  węszą za ponętnymi suczkami równaj! stój! siad!  a one mają to pod ogonem Wroga nie widzą ale czują  Wiatr  muska ich nozdrza  Nadciągają ludzie bezdomni  naciągają przechodniów  którzy w panice gubią swoją godność w tłumie  stają się anonimowi  lżejsi  jednocześnie nic nie tracąc Na środku betonozy  młodzież zaciąga się świeżym powietrzem choć moda się zmienia  to tytoń jest seksi    jak powiew majowych zmian  A ja z głową w chmurach  wysłuchuję śpiewu kosa  i czekam na rozkwit akacji jaśminu lawendy choć lubię także bez -  zabezpieczeń  przejść  w niedozwolonym miejscu A zachód  myśli o bogactwie złóż na wschodzie jako drzwiach percepcji do wspaniałego nowego świata W umysłach zbrodniarzy kłębią się myśli  o nieograniczonym wszechświecie    Na skwerze  piękni dwudziestoletni Jehowi wykonują syzyfową pracę  mrugnięciem przyciąga oko jedna z nich Zastanawiam się czy to tik nerwowy zboczenie zawodowe a może sobie dorabia  całą ideologię Arkadiusz Aulich (ur. 1979) – poeta, dramatopisarz, abstrakcjonista. Opublikował cztery zbiory wierszy: Dom czystych myśli  (2018), Odmienne stany świadomości  (2019), Skądinąd  (2021), Za siebie  (2023).

  • Marcin Czerwiński – Świat pełen jest byłych

    fot. Paweł Zasada Marcin Czerwiński  – literaturoznawca, redaktor i poeta, reżyser i performer. Założyciel i były szef wydawnictwa „Rita Baum”. Prowadzi stronę plazaciemnia.pl . Autor książek o literaturze: Smutek labiryntu  (2013), Maszyna przecząca  (2014) i Uskok. O Stanisławie Przybyszewskiej i innych  (2023), oraz książki poetyckiej Miniaturzyści esperanto  (2020). Zredagował zbiór szkiców Od antropozofii po Schulza (Europejska Stolica Kultury, 2016) . Wkrótce ukaże się jego książka poetycka Das Second Hand Buch . Wrocławianin. Wacław Mejbaum  – zawodowo zajmuje się projektowaniem graficznym i fotografią. Autor komiksów, współautor „Wromixu”. Wraz z Piotrem Brenczem w 2024 roku opublikował komiks Facet bez palca już poszedł . Mieszka we Wrocławiu.

  • Mariusz Sambor – pięć wierszy

    jak Karol Wojtyła  Ian Airlie znaleziony martwy w swoim domu w Greenwich wcześniej  w metrze krwawił z lewego oka nieznajoma kobieta podała mu chusteczkę kwadrat płócienny biały kwadrat    codziennie program pocztowy proponuje najlepsze rozwiązania weź kredyt już teraz pierwszą ratę zapłać za trzy miesiące kwadrat czarny kwadrat na białym tle  mam ponad tysiąc sto punktów w grupie Fotografie in schwarz weiß tysiąc sto punktów jak śmierć dojrzałość śmierć młodość dojrzałość śmierć jak bez tytułu dzieło nieprzedstawiające  A kiedy czuję że już wiem że chciałbym napisać na ścianie 1312 / ACAB we śnie zjawia się moja mama jak kiedyś Karol Wojtyła ale teraz tylko ona mówi do mnie chodź masz tu chusteczkę wytrzyj oko pożar łatwo wpadaliśmy w miłosną ekstazę na podłodze / na kanapie / na stojąco nie dla Ziomka i Parodii w Katowicach odpowiada Urząd Stanu Cywilnego rodzicom pragnącym zwracać się tak do swych pociech pożar mieszkania w środku zwłoki mężczyzny i truchło psa rząd Danii chce większej swobody  Grenlandii i Wysp Owczych / a my? czarne okładki  chyba już nie wiem jak z kimś być myślę przy śniadaniu / jajko na miękko  czarne okładki są niepraktyczne  palce odbite / w nocy padał śnieg co jest ostatnio zjawiskiem rzadkim  i nie trudno zauważyć / szybko wstydliwie  wycieram ślady paluchów taka zima to obciach moja mała / miła black widow  Nowy widelec lśni / no i co że chiński za skorodowany w niemieckim rowerze co trwał ponad sześćdziesiąt lat / spróbujemy?  Chisako Kakehi, black widow / piszą w gazetach trująca partnerów i męża cyjankiem /  dziedziczenie majątków / zmarła  przed wykonaniem kary śmierci A kiedy usiłuję założyć wygiętą jak orientalna jaskółka  równie starą / solidną kierownicę  z miłosnym dziubkiem lampki retro  nic już nie pasuje / do siebie /  za oknem plus pięć pada śnieg ale nie topnieje czy mogła wspierać życie? Dziesięć armii Mary Na Wenus nigdy nie było wystarczająco dużo wody by powstały oceany U nas siedem czynników Przebudzenia A jednak Druga planeta od Słońca skalista nie wydaje się zbyt przyjazna życiu Uważność Badanie Bohaterski wysiłek Radosne uniesienie Uspokojenie Skupienie Zrównoważenie Dziewiąta armia zaszczyty pochwały poważanie niezasłużona sława Tam temperatura sięga 465 stopni Celsjusza chmury z kwasu siarkowego  i wielokrotnie wyższe ciśnienie utrudniłyby kolonizację Ziemianom twoje zdjęcia niestrudzone gdzieś w oddali słychać wystrzał petardy Uderzająca siła ciemności  Mara kto ją pokona, osiągnie szczęście Mariusz Sambor  (ur. 1965) – autor surrealistycznej powieści poetyckiej Cztery Filary  (2021), powieści I wszyscy go opuścili…  (2021), zbioru krótkich form prozatorsko-poetyckich Nieoczekiwane przestoje w chmurach  (2022), epistemologicznego komediodramatu Pani Kołodziej. Kawki i gołębie  (2023). W marcu 2025 roku ukazała się jego książka poetycka Rzeka / Taniec. Publikował w czasopismach literackich oraz w antologiach: Strefa wolna. Wiersze przeciwko nienawiści i homofobii  (2019), Wiersze i opowiadania doraźne 2020  (2020), Wiosnę odwołano. Antologia dzienników pandemicznych  (2020) oraz Kosmonauci Nośnych Haseł  (2022). Mieszka w Krakowie.

  • Jonáš Hájek – pięć wierszy

    Zły Wikomt Wikomt okrzepł i już kpi ze mnie „Na wielkości oczywiście każdemu zależy”, napisał mi ostatnio „ale trzeba zadowolić się tym, że?” To mu się naprawdę nie udało przeliczył się tym razem Myśli że nie mogę bez niego żyć i że za marną pensję którą mi przysyła ze swoim obrzydliwym „że” będę brał na siebie każde ryzyko Nie wiem po co mam to znosić więc sięgam po telefon: Wikomcie Wikomcie! w najbliższym roku któregoś dnia uderzę w twój słaby punkt!Jeszcze będziesz błagał o szturchanie szpilką a ja cię będę śledzić utajonym okiem Już cię widzę w śmierdzącej kawalerce z linoleum – a jakże  – w barwie słoniowej kości Wikomt a liryka przyrody W zeszłym roku wysłałem mu cykl wierszy o Izerach zniszczonych przez polski popiół Ale zbył mnie: „Nie miałem pojęcia, że ​​i Pan spogląda wilgotnym wzrokiem za łaniami w leśnych zaroślach...” W tym roku w telewizji była susza  i za oknem też jakby tego było mało Wikomt chciał żeby taka sama susza zawładnęła moim pisaniem Niestety jestem posłuszny własnej arytmii do której nie da się tańczyć ani maszerować rozpoznaję ją jedynie w zamęcie metronomów Bardzo lubię te łanie w zaroślach zazwyczaj znikają w ciągu kilku sekund Coraz starszy Wikomt Wikomt jest człowiekiem. Tego jestem absolutnie pewien. Ponoszący konsekwencje za swoje czyny, samotny, zdziwaczały. Swój stan zdrowia zręcznie przemilcza między wierszami. Po kształcie pisma można sądzić, że dręczy go reumatyzm. A po nachyleniu, że reumatyzm tak po prostu nie znika. Niewątpliwie nigdy nie uprawiał sportu. Pęcherzyk żółciowy albo złamanie – nieprawdopodobne historie powoli zmierzające do prawdopodobnych zakończeń. Przepis po mamie Twierdzę Wikomcie że sałatka ziemniaczana jest duchową strawą z domieszką ekumenicznej powagi: czy dodasz jabłko czy pominiesz groszek szybką pracą noża odcinasz też swoje grzechy Przed dodaniem majonezu wspominasz swoich zmarłych i tę symboliczną mieszaninę smaków w końcu z miłością jesz Trzymam się podwójnego przykazania: modli się każdy jak umie korzeniowe warzywa gotuje się w occie Konflikty Z czegoś ci się zwierzę Wikomcie nie umiem się kłócić zawsze gdy wybucham, wydaje mi się że to koniec, więc wolę nie wybuchać albo wybucham i się chowami jest koniec Oni może się nie złoszczą albo myślą że jestem świrem wzruszają ramionami i idą do lasu beze mnie Dlatego nasza relacja taka nierówna stworzona a nienarodzona i wciąż na grzybkach przełożył Karol Maliszewski Jonáš Hájek (ur. 1984) - czeski poeta tłumaczony na kilka języków. Autor tomów:  Suť (Gruz), Vlastivěda (Nauka o kraju ojczystym), Básně 3 (Wiersze 3), Výlet do Schengenu / Můj jediný čtenář (Wycieczka do Schengen/ Mój jedyny czytelnik). Laureat nagrody J. Ortena (2007). Jego wiersze były publikowane w „Poboczach” (w przekładzie Franciszka Nastulczyka), w „8. arkuszu Odry” (w przekładzie Zofii Bałdygi) oraz w magazynie „Suburbia” (w przekładzie Karola Maliszewskiego).  Mieszka w Kolinie.

  • Jaime Gil de Biedma y Alba – pięć wierszy

    Już nigdy nie będę młody Że życie jest na serio, to przychodzi dopiero później: jak wszyscy młodzi ludzie,  zmitrężyłem czas.  Pragnąłem zostawić ślad i odejść pośród oklasków — starzenie, umieranie, były tylko wymiarami teatru. Lecz w końcu minął czas i nieprzyjemna prawda wyłania się: starzenie, umieranie, to jedyny wątek tego dzieła. Postanowienie Postanowienie, by być szczęśliwym ponad wszystko, wbrew wszystkim i wbrew samemu sobie, znów — ponad wszystko być szczęśliwym — powracam do tego postanowienia. Lecz dłużej niż zamiar poprawy trwa ból serca. Szalona Noc, zawsze niejednoznaczna, rozwściecza cię — barwa podłego ginu, twe oczy są żmijami. Wiem, że zaraz wybuchniesz stekiem wyzwisk i histerycznymi łzami. W łóżku, później, ukoję cię pocałunkami, których się wstydzę. A śpiąc, przylgniesz do mnie jak chora suka.  Noce czerwcowe  Czasem wspominam pewne czerwcowe noce tamtego roku, nieomal rozmyte, z mojej młodości (to był, wydaje mi się, tysiąc dziewięćset czterdziesty dziewiąty) ponieważ w tym miesiącu zawsze czułem niepokój, niewielki lęk podobny upałowi, który się właśnie rozpoczynał, nic więcej tylko osobliwą dźwięczność powietrza i jakąś niejasną tkliwość. Były więc noce nieuleczalne i gorączkowe pobudzenie. Wczesne godziny poranne samotnego ucznia i książka nie w porę przy szeroko otwartym balkonie (ulica, świeżo zroszona, ginęła w dole, pośród oświetlonych liści) bez duszy, którą można się posilić. Ile razy wspominam was, odległe noce czerwcowe, ile razy płynęły mi łzy, łzy, by być więcej niż człowiekiem, jak bardzo pragnąłem umrzeć lub marzyłem, by zaprzedać się diabłu, który nigdy mnie nie słuchał.Ale też życie trzyma nas przy sobie właśnie dlatego, że nie jest takie, jak oczekiwaliśmy. Peeping Tom Oczy samotnika, zdumionego chłopca, którego przyłapałem na podglądaniu nas w tamtym sosnowym zagajniku, obok Wydziału Filologicznego, ponad jedenaście lat temu, gdy się oddalałem, wciąż oszołomiony śliną i piaskiem, po tym, jak tarzaliśmy się na wpół nago, szczęśliwi jak zwierzęta. Pamiętam cię, to dziwne, z jaką skupioną intensywnością symbolu,t wój obraz splata się z tamtą historią, moim pierwszym doświadczeniem odwzajemnionej miłości. Czasem zastanawiam się, co się z tobą stało. I czy teraz, pośród swych nocy przy innym ciele powraca stara scena i czy nadal śledzisz nasze pocałunki. Tak powraca do mnie z przeszłości, niby nieskładny krzyk, obraz twoich oczu. Wyraz mojego własnego pożądania. z hiszpańskiego przełożył Adrian Krysiak Jaime Gil de Biedma y Alba  (1929–1990) – hiszpański poeta, uważany za jednego z najważniejszych przedstawicieli Pokolenia 50.

  • Szymon Florczyk – sześć wierszy

    Znieczulenie Przed świtem ma leniwe palce, szczere opuszki, ciepłe grzbiety. Wolno rozchodzi się w pościeli, która skrywa miękko mgliste kształty pod oblegającym kontur chłodem. Moja czułość schnie w ostrym słońcu; kurczy się i wczołguje w krtań. Przysiada w jaskini płuc i krzepnie. O zmierzchu jak twarda bryła ciąży w głąb gęstniejącej czerni niczym skaliste ciało nie odbijające światła. lublin geske na ciepłych bramach zostawiam palce czasem oko będzie odmykać powiekę niczym stara okiennica kwitnąca ususzonymi kwiatami albo tą dziwną czarną łezką w ciasnej uliczce wsuwam ramiona między odrapane z południ mury żółtobrązowe zapadłe w bruk niosący raz wyżej raz osuwający w ciszę o zatopionym świecie z głębin wzywam Cię akty pływalne pozwoliłem sobie przeczytać wiersz tak, jak był napisany: nuty, zacieki, dziwne znaki, szumy za uszami, skądś bryza. coś z tego wciąż przepisuje się piaskiem. chrobocze łapkami, chybocze klateczką. pozwoliłem sobie napisać wiersz tak, jak wypuszcza się wstążkę przez palce; teraz wije się gdzieś w półmroku, toczy kółka, plecie smyczkę na przetaczane. SETI kiedyś preferowałem narrację że jeżeli jakieś nieodkryte cywilizacje istniały to odpowiedzią nie są ekspedycje z głębin kosmosu ale pramiasta pogrążone w ziemskiej dżungli czy pustyni tak jak nieprzeliczone tajemnice być może żyją tuż pod klepkami parkietu czy stopami nadal wbijam w nie wzrok jednak teraz nie mam nic przeciw temu by dach mi rozbił twój latający spodek wyspa mieszka za jeszcze siódmiejszą górą a mnie jeszcze bardziej odjaśminiło ona nie wie że mój cień się wyrywa na jedną z fal błyskających podczas burzy nie wie że słowa zbieram do koszyków i jak łaszą się obiecują to znów ofukną wtedy tak śmiesznie kulą się moje palce zmarznięte ona siedzi w fotelu głęboko zaczytana albo szlifuje wiersz historię z zupełnie innym bohaterem i tak pięknie nie wie że ja już czuję pod stopami dźwięczność brukowych klawiszy na rynku miasta oślepianego słońcem na wszelki rozsądek sam nie wiem czemu ale za tak maleńkim światełkiem z pewnością kryje się stały ląd wierzchnią stroną dłoni ostatnio częściej przechadzam się łąkami kiedy słońce wsiąka w trawy pozwalam letniemu różowi sączyć się za powieki zmrużone w sam raz żeby patrzeć jak jasny zarys przemyka gdzieś między nie szarpię za napięte struny powietrza nie wkraczam w batalistyczne sceny mrówek nie szukam ścieżek mogących nagle wybuchnąć w twarz kwiatostanem szczególnie gdy nurt podchodzi do skóry jedynie czasem w kieszeni przebieram palcami ziarnka piasku grudki ziemi Szymon Florczyk (ur. 1986) – pracownik produkcji w IT, mieszka w Krakowie. Autor zbioru wierszy Ciało i zgłoska (2024) i ilustracji do zbioru haiku Doroty Czerwińskiej nieboziemia (2024). Publikował wiersze m.in. w "Toposie", "Odrze", "eleWatorze", "Migotaniach", "Akancie", "Obszarach Przepisanych", "Wytrychu", "Post Scriptum", na stronie "Wydawnictwa J", "Wolnej Inicjatywie Artystycznej", "Nowym BregArcie", oraz w antologiach. Zdobywca Złotego Syfonu Publiczności 2024 w Brzegu. Wyróżniony w ogólnopolskich konkursach poetyckich „Struna Orficka” i „Erotyk nakrechę”. Jako amator próbuje sił również w muzyce z pogranicza rocka i klasyki.

  • Alejandro Zambra – trzy wiersze

    Następny dzień Pośród brzemienia wytrwałych dni W miejscu gdzie powinien być cień W oczekiwaniu na starożytne tarcie między rybą a solą Stąd można usłyszeć oddech deszczu (Obserwuj ruch wód. Czym są cienie, które zapoczątkował twój krok. Czym jest sen, którego nie pamiętasz. Czym jest twój smutek. Jaki kształt przybiera twój smutek. Twój płacz. Jakie są barwy twojego płaczu). Noc jest wymysłem cierpliwości A tej nocy wszystko dzieje się po raz ostatni Wiatr nie szanuje kształtu drzew. Korzenie tracą poczucie lat Muzyka dryfuje do brzegu oceanu A ty znów oferujesz swe blizny wiatrowi Chodź, zima zna długość twej podróży Chodź, ta noc jest następnym dniem Niech bogowie ukoją twój ból Jedynie oni mogą to uczynić Ja tylko wyglądam przez okno I wyczekuję końca naszego ostatniego uścisku. Inverness I Łodzie powracają tej nocy próbując się z bruzdami na wodzie ostatnie powitanie (Morze jest kawałkiem deszczu) Port jest taki sam od lat wciąż trwa zima i cały horyzont stanowi spojrzenie w głębiny nocy. II Nie chciałbym ani zostać, ani odejść Ezra Pound Cztery ściany, gdy wieje wiatr: bez ruchu bądź tylko ruchem oczu człowiek zwraca uwagę na ziemię Jutro porozmawiamy o morzu Jutro zmienimy położenie okna. III Dom, okno Uściski z powodu klęski Uściski z okazji powrotu Dom, okno i cztery ściany, gdy wieje wiatr. IV Ktoś zmienił położenie lasu który wcześniej się tu znajdował gdzie pozostały tylko kawałki morza zbliżające się do moich rąk. Właściwość oczekiwania Próbuje wyczuć ziemię Jej stopy zapadają się w suchym piasku Szuka swych stóp Zatrzymuje ruch swych rąk Znalazła stopy, lecz nie patrzy na nie Wszystko jest takie samo, jak wcześniej Muszę jej wyjaśnić, że tak właśnie jest, że wszystko jest takie samo, jak wcześniej, bolesne. Zakładam, że przed oczami ma morze i że patrzy na morze niczym w sam środek trudnego lustra. przełożył Adrian Krysiak Alejandro Zambra  (ur. 1975) - chilijski prozaik i poeta. W języku polskim ukazała się jego powieść Chilijski poeta  (przeł. Carlos Marrodán Casas).

  • Rafał Kasprzyk – Pauzy rzeczywistości

    Teksty poboczne  to wydana nakładem Fundacji Kultury AFRONT kolejna już książka poetycka Łukasza Jarosza. Miała ona datę swojej premiery 31 grudnia 2024 o godzinie 23:59:59. Dość przewrotnie, ale i symbolicznie jak na Jarosza przystało. To zbiór, w którym pojawiają się zawoalowane pytania o wiele najważniejszych kwestii egzystencjalnych, a  każdy utwór zdaje się tworzyć mikroświat pełen emocji, symboliki i ciszy, w której czytelnik może się zagłębić, szukając ukrytych znaczeń. Autor podnosi wiele tematów związanych z naturą, śmiercią, samotnością, ale także z duchowością i relacjami międzyludzkimi. Jego poezja to nieustanna wędrówka, pełna ciszy, refleksji i obserwacji, które mogą na pierwszy rzut oka wydawać się zupełnie nieistotne, lecz wbrew wszelkim pozorom, stanowią sedno. Tytuł zbioru – Teksty poboczne  – doskonale oddaje ten charakter poezji: poboczną, ale pełną znaczenia.   Wiersze te to opowieści, które nie podążają głównym nurtem, lecz wędrują swoimi ścieżkami. Zagłębiają się w detale, w codzienność, w milczenie, w rzeczy małe, ale nie mniej istotne. Sprawiają, że tak zwana proza życia zyskuje zupełnie inny wymiar - metafizyczny. Świat zewnętrzny zaś staje się przestrzenią, gdzie zjawiska banalne widziane oczyma podmiotu lirycznego jawią się jako pomocne wskazówki na drodze ku wyższemu sensowi. Jednym z centralnych elementów książki jest właśnie codzienność – nie tylko jako zbiór banalnych, rutynowych zdarzeń, ale jako przestrzeń pełna znaczeń ukrytych w pozornie prostych obrazach. Wiersze takie jak Martwa natura  czy Pokoje gościnne  ukazują rzeczywistość w sposób, który wymaga aktywnego zaangażowania i interpretacji. Podmiot liryczny Jarosza zdaje się dostrzegać to, co dla innych może być zupełnie niezauważalne: „kamyk na ulicy”, „cień przechodnia” czy „brzęczenie muchy”. Drobne, pozornie nieistotne elementy codzienności są w jego poezji ukazane w sposób, który je uwypukla, nadając im nowy sens. To właśnie te detale tworzą esencję poezji Jarosza – co prawda nie dają one odpowiedzi, ale zmuszają do zastanowienia się nad tym, co właściwie stanowi prawdziwą rzeczywistość. Jarosz nie boi się zatrzymywać w tych pobocznych momentach, które w kontekście literackim nabierają u niego głębi, koncentrując się na szczególe, który wydobywa głębsze warstwy rzeczywistości. Dzięki temu codzienność staje się u niego przestrzenią, w której nic nie jest przypadkowe. Każdy element – nawet najmniejszy – jest częścią większego obrazu, który zyskuje swoje znaczenie tylko wtedy, gdy zwróci się na niego uwagę. Wiersze takie jak List z Ziemi  czy Próba drogi są doskonałym przykładem tego, jak szczegóły mogą zmieniać perspektywę. Autor zdaje się sugerować, że w tych niewielkich fragmentach świata – w drobnych gestach, spojrzeniach, zapachach – tkwi pełnia doświadczenia ludzkiego. Zwykłe momenty, jak choćby jazda rowerem, stają się nośnikami emocji, stanów psychicznych, które kształtują to, co nazywamy życiem. W poezji Jarosza więc nie chodzi tylko o opis świata zewnętrznego w sensie dosłownym, ale o uchwycenie subtelnych wrażeń, które sprawiają, że życie staje się pełniejsze, choć nie zawsze zrozumiałe. W wielu wierszach widoczna jest silna tendencja do zatrzymywania się w niepewności i niedopowiedzeniu. Ta właśnie fragmentaryczność sprawia, że teksty te stają się pełne wątpliwości, a sam podmiot liryczny zdaje się wciąż poszukiwać i nie odnajdywać wyraźnych odpowiedzi. Doświadczenie tego ciągłego braku przejawiającego się w przeczuwaniu pustki, chaosu, kruchości życia obecne jest w obrazach takich jak cisza, niepokój, szarość, a także w ciągłym zmaganiu z czasem, które zdaje się kierować optykę poszukiwań w stronę jakiejś Siły Wyższej. Ale nawet jeśli ona się pojawia w wierszach – a pojawia się bez wątpienia - to nie w postaci dosłownego objawienia, lecz raczej jako niedopowiedziane odczucie, subtelna obecność, która wymaga intuicyjnego odczytania. Co do jednego natomiast można być pewnym: Jarosz na kartach Tekstów pobocznych stworzył przestrzeń, w której owa Siła wyższa jest ukryta w szarej codzienności, a jej transcendentna obecność objawia mu się w małych detalach i w często nieuchwytnej atmosferze, którą tworzy między słowami. Jak choćby w wierszu Kęsim : „(…) Nie przedzieram się już przez miasta i ludzi. Chcę podnieść powieki, lecz nie mam siły w półśnie i tylko unoszę brwi. Jeszcze mam Boga, choć już słychać dłuta geologów i szpadle odkrywców, a luneta astronoma trąca zamknięte, ufne oczy”, czy w wierszu Pokoje gościnne,  który warto przytoczyć w całości: „Śnię, lecz zaczynam myśleć i się budzę. Czuję serce, które czasem bije cicho, jakby krew nie maiła siły, aby je rozkołysać. Pamiętam, jak grało, kiedy nauczyłem się jeździć na rowerze i machałem rodzicom, zostawiając w powietrzu ślady. Potem poprzez kolana i dłonie dowiadywałem się, ze składam się z biologii, choć chciałem się połączyć ze śpiewem z kapliczki. Zdać relację. Śnię, lecz zaczynam myśleć. Tamten Głos odbiera rozum, daje nadzieję. Ukrywam przed Nim sprawy znane tylko ludziom, cząstki poza zasięgiem wzroku. Moja córka śpi w wózku w ogrodzie, kładę się w trawie obok. Patrze w górę, otwarty na niebo, kosmos i ciemność, a płatki z jabłoni sypią mi się na spodnie, na czoło i dłonie”.     Podmiot liryczny w wielu wierszach Łukasza Jarosza nie jest więc bezwzględnie pewny, czy istnieje jakiś Absolut, ale poszukuje go poprzez interakcję ze światem. I w tym sensie można śmiało powiedzieć, że wiersze z najnowszego tomu stanowią pewnego rodzaju egzystencjalne wyłomy, przez które podmiot stara się uchwycić obecność tej właśnie wyższej siły. Dodatkowo, w przestrzeniach zatrzymania w ciszy i braku w słowie, autor na przestrzeni wielu tekstów prowadzi rozmowę z nieznanym, odwołując się do głębokich refleksji nad naturą istnienia, które zostają otwarte słowem poetyckiego obrazowania. A owe puste miejsca stwarzają wrażenie, że coś jest tu do odkrycia, ale nie jest to coś, co można łatwo uchwycić, bo jest to zawieszenie w oczekiwaniu, moment, w którym wszystko wydaje się być w ruchu, a jednocześnie istnieje poczucie jakiejś niedefiniowalnej obecności. Teksty poboczne  Łukasza Jarosza to książka, która w sposób niezwykle subtelny i wnikliwy eksploruje codzienność koncentrując się na szczegółach, detalach i nieoczywistych elementach rzeczywistości. Jego wiersze to odkrywcze wędrówki po emocjach i refleksjach, które mogą być czasem trudne do zrozumienia, ale jednocześnie stanowią głębokie doświadczenie intelektualne. W jej subtelności, oszczędności słów i zdolności uchwycenia rzeczy, które na pierwszy rzut oka wydają się nieważne, ale w kontekście poetyckim stają się fundamentalne, tkwi ogromna siła tej poetyki. I pomimo pewnych trudności interpretacyjnych, książka jest ważnym głosem, który skłania do refleksji nad tym, co w życiu najistotniejsze. Łukasz Jarosz, Teksty poboczne, Fundacja Kultury AFRONT, Bukowno 2025. Rafał  Kasprzyk  – poeta i krytyk literacki. Opublikował: Interakcje (czyli życie oparte na węglu) (2018), Dychotomia (2020). Wiersze publikował na łamach „Dziennika Polskiego”, w „Odrze”, „eleWatorze”, „Frazie”, „Afroncie”, „Przekroju”, „Tlenie Literackim”, „Arkuszach Literackich”, „Akancie”, kwartalniku mniejszości polskiej na Ukrainie „Krynica” oraz w wielu antologiach. Teksty krytyczne można znaleźć w takich czasopismach jak: „Odra”, „Afront”, „eleWator”, „ Helikopter”, „ArtPapier”, „Suburbia”, „Nowy Kozirynek”. Jego rozmowy z pisarzami ukazały się w miesięczniku „Odra”. Juror konkursu im. Anny Kamieńskiej na najlepszą książkę poetycką województwa lubelskiego.

  • Żak/Gamoń – cztery wiersze

    wiem jak pachnie niedźwiedź polarny pobrałem grząską cząstkę psa z konstelacji wystarczy rozgryzanie gwiazdy w kwaśnym polichromie zapisz swój symptom/ciepły język rozsadza fonemy i polifenole roztwór wygląda jak eksplozja ta formuła się powtarza wyślizguje [RETAKE] wiem jak smakuje niedźwiedź polarny powiedziała mieszkanka hanoi miała ciepłą skórę pachniała świtem OCD do lata mamy jeszcze kilka godzin nim drożdżówki obsiądą muchy na dłoniach mamy alfabet in out jak zarzucę kożuch i będę pieskiem i odwrócę rzekę wbrew moim włosom jak wodnej trawie a jak zarzucę sierść będziesz trójkątem syntaksy podpowiadają ale figury mowy i obroty fraz zostają w jednym aucie w white space między nami spręża się przestrzeń chcę rozprężać tkankę dołożyć tkanki zniszczyć swoje ciało inside and out Maksymilian Żak (ur. 2002) – nie studiuje, jest rudy. Patryk Gamoń (ur. 2007) – licealista cierpiący na miłość do pisania i czytania kruchych słów. Jest trochę jak kot Schrödingera – głośno miauczy. Debiutował w "Stronie Czynnej". Pochodzi z okolic Krosna.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page