top of page

Search this site

Znaleziono 834 wyniki za pomocą pustego wyszukiwania

  • Jan Sojka – sześć wierszy

    Ciemność nie istniała dopóki jej nie wymyśliłem niefrasobliwy ojcze troskliwa matko nie odchodźcie od okna patrzcie co potrafi światło mojego syna w brzuchu mojej żony Mam mroczne imię powiedziało Morze Czarne iskrzącym głosem stoję po kolana w wodzie myślę o małym synku jutro po raz pierwszy wykąpie się w wielkiej wannie Mokry schyłek dnia rozpostarł ramiona i wyglądał suchej twarzy chmury dalej wstawiały się za deszczem dopóki nie rozgonił ich śmiech moich synów 11 grudnia 2013 w wieku czternastu lat chciałem być piętnastolatkiem wszystkie rzeki kiedyś wrócą popłynie ta sama woda kiedy mój syn skończy czternaście lat pójdziemy nad rzekę mniej więcej za lat trzynaście jakoś koło południa Szuka synów których nie spłodził otoczony miastem wdeptuje we wspomnienia zatrzymał się przy moście puścił przeszłość przodem nie ma pośpiechu jest piątek zaginionego Kładę rękę na sercu mojego syna i strzegę jego snu jestem przewodnikiem jego nocy dla tej swojej szukam szmuglera Z tomu Sesuv noci przełożyła Zofia Bałdyga Jan Sojka (ur. 1973) – ukończył studia na kierunku bohemistyka – historia. Pisze prozę i poezję. Opublikował m.in. zbiór opowiadań Rodina a jiné regály (2020) opisujący „własne pokolenie” uwięzione w kwarantannie, która zmusiła wielu do zaprzestania okłamywania samych siebie. Jest autorem czterech zbiorów poezji, z których czwarty, Sesuv noci (2019), wyszedł w Paryżu w tłumaczeniu Eriki Abrams - Éboulis de nuit.

  • Grzegorz Wróblewski – asemic writing (2024)

    Grzegorz Wróblewski (ur. 1962) - artysta wizualny, autor książek poetyckich, prozatorskich i dramatów. Brał udział w licznych wystawach zbiorowych i indywidualnych (malarstwo, mixed media, instalacje) w Polsce, Danii, UK i Niemczech. Autor książki asemic writing Shanty Town (Post-Asemic Press, USA, 2022) oraz książki-obiektu z poezją wizualną Polowanie (2022). Mieszka w Kopenhadze.

  • Miłka O. Malzahn – Dziennik Zmian (8)

    Zabawa Ściany odbijają dźwięki, aż okna lekko drżą. Kurz tańczy na parapetach. Rytm, mocny i oczywisty wbija się w ciało, ustala nowy puls. Ludzie ulegają nakazowi, postanowili się dobrze bawić, dobrze czuć, zobaczyć wszystko na własne oczy, usłyszeć wszystko na własne uszy. Jeszcze w domach wysączyli trochę piwa, by potem mocno ściskając butelki za chudziutkie szyjki kontynuować zmianę składu chemicznego mózgu. Przyjemność. Dziwne, że też nikt nigdy się nie obawia, że w końcu udusi butelkę! Potencjalni mordercy butelek chętnie przestępują z nogi na nogę, symulując nieprzeciętną chęć do tańca. Niż tego. Zatańczą tylko najodważniejsi. Tuż przy scenie. Konferansjer uprzejmie prosi, żeby najlepsza z najlepszych – publiczność, zrobiła hałas i nie ulega wątpliwości, że akurat to potrafi zrobić i należy to nazwać hałasem. Otwarcie sklepu (hałas), koniec roku (hałas),, produkcja selfie, ach te wspomnienia…(hałas). Ale, ale.. niektórzy wyzywająco kontestują. Impreza dla tak zwanych mas… a kto chce być masą, hę? Ale przyszli popatrzeć, pogardzić trochę. I tak wiadomo, że „Ona tańczy dla mnie….” Miłka O. Malzahn – zajmuje się filozofią oraz dźwiękiem. Jest dziennikarką, pisze książki z pogranicza gatunków, tworzy i publikuje piosenki, wykłada na uczelniach, prowadzi warsztaty. Łączy nieoczywiste nauki o myśli ludzkiej z oczywistymi ścieżkami dedukcyjnymi. Tworzy offowy kanał podkastowy „Dziennik Zmian”, moderuje spotkania z artystami, podróżnikami, pisarzami, a najbardziej regularnie – prowadzi muzyczne programy w Radiu Białystok.

  • Robert Frost – trzy wiersze

    Ogień i lód Są tacy co mówią, że świat spłonie, są tacy, że zetrze go lodowiec. Poznałem czym jest pożądania płomień wspieram tych, którzy wolą ogień. Lecz jeśli dane mu, po dwakroć przeżyć koniec, myślę , że wiem dość o nienawiści, by rzec, jak miażdżące, lodowiec przysparza korzyści. Chyba się zgadzasz? Powiedz. Wydmy śliskie są fale morza i niebieskie ale w miejscach gdzie swój żywot kończą wyrastają już inne, nawet większe choć brunatne, i suche od słońca nowe przylądki cierpliwego morza co zmierza ku rybaków chatom / sadom by pogrzebać w piachu jak zgorzel tych co nie utopiło jeszcze - ostatniego lata / bez śladu ono wie co to cypel i biegun ale nie rozumie ludzkości jeśli nową linią brzegu chce nas zmusić do uległości ludzie dali mu kuter - a niech utonie! mogą też oddać zasypaną chatę i niewiele myśląc zostawić na koniec muszle kraba, opuszczoną tego lata. Bezużyteczny cmentarz Tu żywi zostawiają w trawie butów ślady Czytając, w kamieniach kute, sczerniałe daty Ten cmentarz zaprasza młodych i starych Lecz wciąż mu brakuje nowych zmarłych. Inskrypcje dość podobne są do siebie: “Żyjący - co przychodzą tu się przejść By popatrzeć, i by zaraz odejść gdzieś Martwi, mogą jutro zjawić się, na wieki leżeć”. Pewne swych dostojnych rymów na grobach Marmury i granity nie pojmują jak to jest, Że nikt martwy od dawien dawna nie zjawił się Z jakiej przyczyny? Czyżby mieli powody do obaw? Byłoby łatwo się wymigać niczym arlekin I rzec pomnikom: Ludzie nienawidzą śmierci I zaprzestali umierania już na wieki Zakładam, że one uwierzą w taki pic. przełożył Jerzy Bartonezz Robert Frost (1874-1963) – amerykański poeta. Czterokrotny laureat nagrody Pulitzera. Jego poezja, cechująca się prostotą formalną, ma głównie charakter refleksyjno-filozoficzny, a zasadza się często na motywach związanych z krajobrazem, wiejskim życiem oraz obyczajami Nowej Anglii.

  • Linda Pastan – trzy wiersze

    Dlaczego twoje wiersze są takie szare? Czyż księżyc też nie jest szary, zazwyczaj? A czy biała kartka nie wydaje się niedopełniona bez ciemnych plam liter alfabetu? Kiedy Bóg ustanowił światło wcale nie wzbronił ciemności. Stworzył więc kruki i kość słoniową no i ten pieprzyk na twoim lewym policzku. A może chciałaś zapytać: - Dlaczego jesteś smutna tak często? Zapytaj księżyca. Zapytaj czego był świadkiem. Wiersze wybrane One wiodą cię przez moje życie wiersz, za wierszem, gniewne bestie szamoczą się ze strony na stronę zmyślając po drodze klapsa, który był tylko głaśnięciem; łzy nie prawdziwsze niż miraże. Moje prawdziwe dzieciństwo sączyło się jak żywica w lesie minionych lat i wciąż przysłania te wiersze tak jak śmierć mojej matki na przykład, zrzuca swe liście na wszystko. Tak wiele liści. Od lat zmagałam się ze zgłoskami, z ciszą. moje historie były miłością i jej niebezpieczną prognozą; piórami śniegu, ptaków zasnuwaniem okien; ostrymi igłami w antycypacji bólu w niewinnym stogu siana. Teraz odpoczywam w hamaku ze słów, czekając aż słońce znów wzejdzie ponad horyzont słomkowej kartki. Wszystko na czym możemy się oprzeć Jakbym wyśniła ten śnieg aby padał Budzę się w świecie już zasypanym bez szczegółów niemal zanikłym Tym jest cisza oślepiającej bieli – milczenia schowanych ptaków gdzieś tam samochód i ślady zwierząt znikły wszelkie granice są jak w miłości niewysłowione. Czasami możemy ufać tylko prognozie lokalnej pogody: wiadomość jaką śnieg pisze sympatycznym atramentem, o tym co myśli niebo zmiennych kolorów lakmusowej bibułki mój oddech na oszronionej szybie zamienia się w obłok co przeistoczy się nieuchronnie, w deszcz, całkiem gdzie indziej. przełożył Jerzy Bartonezz Linda Pastan (1932-2023) – amerykańska poetka żydowskiego pochodzenia. Opublikowała ponad 15 tomów poezji i esejów. Wśród jej wielu nagród i wyróżnień znajdują się m.in. Dylan Thomas Award, Bess Hokin Prize, Maurice English Award, Charity Randall Citation oraz Ruth Lilly Poetry Prize 2003.

  • Eduard Farràs Núñez – pięć wierszy

    2003 D.C. Fala upałów w Europie Piekarnik południa. Twój podbródek wzniósł się i skurczyły się twoje źrenice. Pamiętasz to? Dostrzegłeś, w niebiańskim morzu, nijaką martwą naturę - na tle koloru indygo. Rozżarzony grejpfrut roztapia gliniane miski, miseczki i pozostałe sprzęty domowe, aż w końcu zostaje rozstrzępiony na kawałki, aby, podczas gotowania, roztopić się. Był on z rodziny rutowatych. Pamiętasz to? Jego gorzki sok zaatakował gangreną skórę właściwą ziemi. 2009 D.C. Migracja wysoko wykwalifikowanych Międzynarodowy Rok Astronomii. Mieli naprawić teleskop Hubble’a, aby móc wykryć zarys walizki zawieszonej na gwiezdnym wysypisku. Mówi się, że przechowuje ona biret. 2010 D.C. Przyspieszenie zmiany klimatycznej Są jeden, dwa, suche liście na gałęzi. Trzy, cztery wrony na coś czekające. Są jeden, dwa, trzy, cztery karaluchy na blacie. 2012 D.C. Samobójstwa w wyniku eksmisji Zabijają nas. Ciebie, mnie, bezimiennych; tych, którzy się nie liczą. Na podeście udusił nas duszący węzeł dobrze wykrochmalonego krawata. Przesyłamy ścisk z prawniczej otchłani. 2015 D.C. Kryzys uchodźczy na Lesbos Itaka nie istnieje. Itaka jest erotyzmem, który psuje się, pozując na czarnej arenie nadziei; na czerwonej plaży portu przeznaczenia. Syreny osłaniają was aż po twierdzę z drutu i postrzegacie się bez upływu czasu. Helios, na gorze, będzie was torturować dzień po dniu, żebyście zapamiętali nieudaną podróż ze wschodu na zachód. Brody filozofów, które mogłyby przykryć tę frustrującą podróż, są nieobecne. Pęknie wam palona kawa na skórze, a dzieci, bez większej przyszłości, lecz raczej ze szlochem aż do rozdarcia, będą grać na organach wyniesionych trupów. przełożył Krzysztof Katkowski Eduard Farràs Núñez (ur. 1987) - kataloński poeta piszący w języku hiszpańskim, z wykształcenia botanik. Zajmuje się rozpowszechnianiem różnorodności biologicznej Barcelony (jego blog floraornamentaldebarcelona.com), jest aktorem teatralnym-amatorem, tańczy też locking. Niektóre z jego wierszy znalazły się w antologiach UniVersos que frequento (2021) i CuentoVersias (2022). Opublikował zbiory wierszy Mal del siglo. Un paseo histórico-ficticio (2023) i Anotar lo extinto (2024). Współpracował z magazynami literackim „Irredimibles”, „Autores” i „Aullido”.

  • Radosław Wiśniewski – Bany ukraińskie (8)

    To nie był prima aprilis. Bucza, Bucza Nas rozjebali zdies w gawno (rosyjska piosenka frontowa a.d. 2022) W pierwszym tygodniu wojny kolega napisał smsa, że trzeba jechać na granicę po znajomą znajomego. Miała jechać pociągami, autobusami gdzieś z lewego brzegu Dniepru. Potem  dalej samochodem. Rwane informacje z trzeciej ręki. Smsy w środku nocy. Napisałem, że spoko, jestem gotowy. Trzy noce czekałem w napięciu, bo kolega miał samochód na warsztacie, mieliśmy jechać moim. Potem sms około jedenastej czwartego dnia, że są wiadomości. Kobieta zakończyła podróż na jakiś blockpoście kacapów, gdzieś skręciła nie tam gdzie trzeba i wpadła na ruskie linie. Podobno samochód zabrali, mężczyzn wpakowali do autobusu i autobus ostrzelali z broni maszynowej. Znajoma znajomego ubłagała ponoć na kolanach kacapskich mirotworców, bo miała dzieci, dlatego jej nie zabili tylko wywieźli w nieznanym kierunku. Mój mózg nie przyjmował tej informacji, chociaż czytałem całe życie o tym jak świat nie mógł uwierzyć wiele lat wcześniej. Mówiłem do Małgosi, ej, no jak z punktu A do punktu B jechała, a wpadła tu i tam. A z tym autobusem może słyszała, może ktoś jej opowiedział. Albo kolejna racjonalizacja - że skoro jej nie zabili, to dlaczego zostawili jej telefon. Takie proste samoobrony mózgu przed przerażeniem. A przecież widzieliśmy wszyscy jak ruski transporter opancerzony miażdży samochód osobowy z człowiekiem w środku. Człowiek przeżył. Może dlatego też wyparłem. Mimo, że pojawiały się informacje, że kacapski czołg rozjechał tam i tu samochód z rodziną w środku i niestety tym razem już nikt nie przeżył. Ale nie było zdjęć. Tak samo nie było zdjęć z zasypanych podziemi teatru w Mariupolu. A potem te zdjęcia z Buczy. I kolejne zdjęcia z Buczy. Nie umiem się pozbierać, pewnie jak wielu i wiele z Was po tym jak zobaczyłem te zdjęcia. Bucza miała 36 tysięcy mieszkańców. Pomyślałem przez mgnienie oka - jak mój Brzeg. Też 36 tysięcy mieszkańców. A zobaczyliśmy te zdjęcia tylko dlatego, że weszła tam armia ukraińska i to nie stało się raczej w ramach planowego odwrotu, bo gdyby tak było orki próbowałby zatrzeć ślady, najwyraźniej nie zdążyli. Ten człowiek na rowerze, tak po prostu leżący pod rowerem, którego nikt mu nawet nie zabrał. Ilu takich miejsc nie poznamy, bo tam nie trafi żaden dziennikarz? Czy kiedykolwiek ktoś ekshumuje gruzowiska Mariupola? Jeżeli Mariupol wpadnie w rosyjskie ręce czeka go los wielu innych miejsc takich jak Mariupol. Zaorają, wyrównają teren buldożerami i postawią jakiś nowy Mariupol. Może go nawet inaczej nazwą dla niepoznaki. Czy kiedykolwiek gdzieś ktoś znajdzie autobus pełen rozstrzelanych ciał? Mózg się przed tym broni. Wpadasz w stupor. Ale jednak przypomnę kilka spraw. Orki się wycofały z Buczy bo nie były w stanie iść naprzód, ani się utrzymać. Nie był to zbytek łaski. Po prostu musieli odejść. Nie wszędzie odchodzą sami. Czasem trzeba im pomagać. Straty jakie ponieśli, wykluczają sukces na całej Ukrainie. Przypomnę, że niedawno stawką było w ogóle istnienie Ukrainy jako niepodległego państwa. To już raczej nie będzie przedmiotem negocjacji. Między innymi dlatego, że Białoruś stała z bronią u nogi, Naddniestrze stało z bronią u nogi. Teraz będą trwały krwawe targi o zakres terytorialny tego państwa. O jego stan po wojnie. Wielu z Was mówi tak, ale pobór, Rosja ogłasza pobór. Rosja ogłasza pobór co roku. Poborowych trzeba ubrać, uzbroić, wyszkolić, wstawić w jakieś wojskowe struktury. To zajmuje dużo czasu. Poza tym poborowi nie będą tak skuteczni jak wojskowi kontraktowi, a jak wyglądają wojska kontraktowe i zawodowe Rosji to widzieliśmy ostatnie 6 tygodni. Pobór, może zamienić się w  pomór. Niektorzy mówią: rosja jest za wielka, żeby przegrać. Chciałem tylko skromnie przypomnieć, że ta wielka rosja przedupiła w swoich nowożytnych dziejach: - Wojnę Krymską w latach 1854-56, - wojnę z Japonią w latach 1904-1905 i to tak koncertowo, że aż huczy, - przejebała w zasadzie swój udział w pierwszej wojnie światowej w 1917 implodując jako państwo, żeby popaść w wieloletnią wojnę domową, - przegrała wojnę z młodziutką II R.P. w latach 1919-21, - nie umiała wygrać z w Finlandią w latach 1939-1940. - no i na koniec - nie udało się też wielkiemu ZSRR pokonać Afganistanu przez 10 lat od 1979 do 1989. Rozumiem, że po 1945 wielu ludzi na świecie uwierzyło w mit o niezwyciężonej armii sowieckiej, której bieda-spadkobierczynią miała by być armia rosyjsko-putlerowska, ale pokazuję tylko kilka przykładów na to, że ten mit ma wiele dziur i nieciągłości. Chociażby takich, że Rosja owszem, przegrywała w dziejach wojny. Nie ma zatem żadnych podstaw by nie miało się stać tak teraz, tym bardziej, że z wojskowego punktu widzenia putlerowcy niczym szczególnym nie zaskakują. Na przykład - mija 40 dzień walk a rosyjskie lotnictwo nie uzyskało panowania w powietrzu. A to akurat mogliby osiągnąć. Ale coś im nie wychodzi. Ba, wyprawa dwóch ukraińskich śmigłowców do rosyjskiego Biełgorodu, żeby podpalić tam skład paliwa - pamiętacie to sprzed dwóch dni - mimo, że z wojskowego punktu widzenia nie ma może wielkiego znaczenia - jest ośmieszeniem rosyjskiej obrony przeciwlotniczej. Podobnie jak trafienie, zapewne rakietą "Toczka-U", transportowca wojska w porcie w Bierdańsku. I nie ma też żadnych powodów by sądzić, że Rosja przyjdzie do nas i nas zje. Musiałaby się przebić przez całą Ukrainę. A właśnie się z północy Ukrainy wycofuje. I to nie dlatego, że okazuje łaskę cywilizowanemu światu, ale dlatego, że dostała tam wpierdol. A cywilizowany świat ma teraz dużo większy kłopot z zamieceniem pod dywan czegokolwiek. Na przykład trupów cywilów z Buczy. Pamiętam jak latami dyskutowało się o konieczności interwencji NATO w Bośni i Hercegowinie, pomocy dla Sarajewa. Gadało się, aż w końcu pocisk moździerzowy zabił na targowisku kilkadziesiąt osób. I skończyło się gadanie. Ale jeszcze jedno, najważniejsze. W Ukrainie są dziewczyny i chłopaki, które nie widziały zdjęć z Buczy, ale po prostu widziały te Buczę na własne oczy. Albo Irpień. Jak myślicie co czują? Nie chciałbym żeby mi się chociażby przyśniło w najbliższym czasie że jestem rosyjskim poborowym zamkniętym w blaszanym pudełku BWP i jadę na wojnę z Ukrainkami i Ukraińcami. Wolałbym sobie w stopę strzelić albo zęby wybić - jak to bywało w wieku XIX, byle nie iść w ruskie kamasze. 4 kwietnia 2022. Czytania z Babczenki Arkadija Babczenkę trzymam na biurku od trzech tygodni i zastanawiam się kiedy Wam o nim powiedzieć.  Arkadij urodził się w Moskwie, prawie jesteśmy rówieśnikami, on rocznik 1977, ja 1974. Był żołnierzem, ruską onucą w pierwszej i drugiej wojnie w Czeczenii. Ja nie byłem na żadnej wojnie. Jakiejkolwiek służby w kamaszach uniknąłem w zasadzie przypadkiem, bez wielkiego unikania, tak się złożyło. Arkadij napisał książkę "Dziesięć kawałków o wojnie". Dziesięć kawałków które zostawią was w kawałkach, jeżeli je przeczytacie. Ale jeżeli je przeczytacie to zrozumiecie może coś z tej maszyny zła jaką jest kacapska armia. To taka struktura, która mentalnie nie odrosła od czasów Fryca i Suworowa, gdzie jak wiadomo nie pozwalano bić rekruta po twarzy bo był własnością armii i nie mógł źle wyglądać w mundurze. Ale po innych częściach ciała - wolno było, bo pobity nadal dobrze wyglądał. Arkadij opisał armię, w której walka z jakimkolwiek wrogiem jest w zasadzie zajęciem pobocznym, jednym z elementów trudnej sztuki przetrwania, bo w tej maszynie wszyscy chcą ciebie poniżyć, pobić, ograbić, zgwałcić, zniszczyć. Walka wydaje się wybawieniem z udręki. W tej armii onuca jest nikim, jest śmieciem, porcją gówna na widłach. Dlatego się mści na wszystkim co żyje, bo tylko wtedy i tylko w taki sposób może się odegrać za swoje cierpienie. To odległe echo całej koncepcji władzy moskiewskiej satrapii, która - warto o tym przypominać - nie była i nie jest jedyną jaka się pojawiła na Rusi. Ale stała się dominującą. W największym skrócie - u nas to jest tak, że ludzie mówili władcy - okej, my będziemy ci posłuszni, a ty będziesz szanował nasze prawa i przywileje. Początkowo to były przywieleje i prawa możnych, ale zakres praw i przywilejów ciągle jakoś się rozszerzał w skurczach. Były dobre przykłady z poprzedników - żeby o idei obywatelstwa greckiego czy rzymskiego wspomnieć. My ustępujemy z naszej wolności - żebyś ty władco, władzo, którą legitymizujemy zrobiła to, czego jednostce ciężko jest dokonać. W tych warunkach mogło się wydarzyć, że idący do krwawej jatki flagowiec admirała Horatio Nelsona wywiesił sygnał "Anglia oczekuje, że każdy wypełni swój obowiązek". Ale tam na wschód od nas, pomiędzy rzadkimi powiewami tego podejścia do jednostki, osoby w relacjach z władzą jako podmiotem - ukuła się jednak inna koncepcja relacji władzy i obywatela. I w tej koncepcji nie ma obywatela, bo wszystko co w państwie, także ludzie - są własnością władcy. Oto władca, pomazaniec boski ustępuje ze swej wszechmocy i wszechwładzy abyś ty, drobina ludzko, pachołku - miał swoje miejsce do życia. Ale to on, car, cesarz, pierwszy sekretarz ustępuje ze swojej omnipotencji na rzecz ciebie. Dlatego ty, na każde wezwanie masz służyć. Nawet dupy dać jak trzeba będzie. Zatem kiedy przychodzi co do czego - jest drabina przemocy i wyzysku, łańcuch pogardy i poniżenia. Nie ma biuletynów Wielkiej Armii Napoleona. Są oddziały zaporowe za plecami, sierżant który bije pałką w nerki czy pięty powieszonego na drzewie za kostki rekruta. I wróg wtedy nie straszny. Swój straszniejszy. Tak, wszyscy jako ludzie jesteśmy tacy sami. Mamy ciała zdolne do cierpienia, ale relacje między władzą a jednostką jednak układają się różnie.  To są różne systemy, sposoby myślenia. I jeżeli taki a nie inny schemat akceptują miliony, pokolenie po pokoleniu, to mamy spory problem, bo nie ma między nami języka, którym możemy się dogadać. My uznajemy uniwersalne prawa jednostki wobec władzy jako zasadę, na tle której odstępstwa widzimy jako plamy hańby. Oni tej hańby nie widzą. Przecież to normalne, że silniejsi mordują słabszych, kiedy słabsi im się stawiają. Jakie prawa jednostki? Jakie prawa w ogóle? Arkadij Babczenko, od niego zacząłem i na nim zakończę - od wielu lat mieszka w Kijowie. Kiedyś zgłosiła się do niego rosyjska telewizja oferując, że zapłacą mu pięćdziesiąt tysięcy dolarów za wywiad. Powiedział: - Do waszej telewizji ja bez dwóch zdań oczywiście przyjadę. Tylko później. I na Abramsie. I nie na wywiad. Mieszkał długo w Kijowie, a teraz nikt dokładnie nie wie gdzie. Nad jego życiem czuwała ukraińska SBU.  Bo gdyby go nie strzegli,  to by go rodacy zabili  za te kilka słów prawdy. Pomyślcie tylko - Rosjanin, żołnierz rosyjskiej armii,  dla którego jedynym bezpiecznym miejscem był Kijów. To tak właśnie na marginesie różnych dyskusji o wojnie, rosji, rosjanach, putlerze. Środek nocy 12 lipca 1943 roku Niemcy otoczyli wieś Michniów. Ktoś się wyrwał przez pierścień blokady, doniósł ludziom "Ponurego", że pacyfikacja. Komendant zebrał szybko oddział szturmowy, wybranych ludzi ze zgrupowania i pobiegli w stronę wsi. Ale to trwało. Bo oni tak sobie nie pobiegli. To było trzynaście kilometrów przez las. Kiedy dotarli do Michniowa - wieś się dopalała, ciała pomordowanych, spalonych żywcem kobiet i dzieci stygły. To była wieś w której często ktoś ze Zgrupowań miał rodzinę, kogoś bliskiego. Cofnęli się do lasu. "Ponury" siedział w milczeniu, podobno długo nic nie mówił, wreszcie po zmierzchu poderwał oddział, ruszyli na blok kolejowy pod Podłazami. Rozwalili pociąg urlopowy do Rzeszy. Na wagonach z trupami napisali kamieniami, w zasadzie wydrapali kamieniami na pulmanach - "Za Michniów". Żeby ci, którzy przyjdą zbierać swoje trupy - wiedzieli. Masakry w Buczy dokonali bandyci z 64 brygady strzelców zmotoryzowanych z 35 armii putlerowskiej. Mam nadzieję, że ktoś na ich popalonych BTR-ach, Kamazach, Uralach, Zilach wydrapie kamieniem  "Za Buczę". Żeby ci którzy przyjdą sprzątać trupy bandytów wiedzieli. Na inną sprawiedliwość nie liczę w środku tej nocy. Braterstwo tysiąca i jednego drobiazgów Modlitwa modlitwą a tu trzeba brzytwą albo jeszcze gorzej sprężynowym nożem (Jan Krzysztof Kelus, Polski broadside czyli w więzieniu zasłyszana opowieść prawdziwa o ponownym ocaleniu Narożniaka Jana z rąk prok Bardonowej) Oni tam mogą coś zrobić, tak myślisz w tych chwilach kiedy coś zatyka ci gardło z wściekłości.  Jedni organizują ewakuację, inni organizują jedzenie, inni odgruzowują, gaszą pożary, troszczą się o najsłabszych, opatrują rany, zszywają rany, łatają dziury, naprawiają linie telekomunikacyjne, wodociągi, sieci ciepłownicze. Kiedy świat się wali zawsze jest coś do zrobienia. A jeszcze inni ściskają mocniej karabin, rękojeść wyrzutni i idą w ten kurz mścić braci, mścić siostry. Modlę się do aniołów słusznej pomsty za nich wszystkich. Trudno powiedzieć, że to modlitwa. Skondensowane myślenie w intencji. Napisałbym "w bezsilnej wściekłości" gdyby nie to, że mam to ze sobą uzgodnione że ma bezsilności. Tak, to jest wojna, także tutaj. Może nawet przede wszystkim tutaj. Nie, nie mylisz się - w Twoim mieszkaniu, w Twojej głowie. Punkt pierwszy tych gnoi - pozbawić walczących wsparcia, chociażby tego moralnego, tak, tego wyrażanego klikaniem, pisaniem, słowem napisanym, powiedzianym, lajkiem, szerem. Jeżeli uda się tamtym wmówić nam, tutaj, że nic nie możemy zrobić, to w zasadzie wygrali. To ty i ja tworzymy presję, która powoduje że kolejne gnoje wycofują się z biznesów z bandytami. Ty i ja podbijamy zbiórki, wygrzebujemy reszki z kieszeni, na pudełko amunicji, kolejna kamizelkę, samochód, latarkę, noktowizor, hełm. Ty robisz czasem dużo więcej bracie, siostro i czuję się czasem zawstydzony, że nie wydobywam z siebie więcej, że wybieram dla siebie gram wygody, spokoju, układania klocków z synkiem, grania na gitarze z kumplem. Ale jak mówi pieśń: "Słuchaj, jesteś jak wilczy w górach zew. Mówię słuchaj, jak dziko w żyłach szumi krew. Przez śnieg i przez deszcz, jeśli sztandar chcesz nieść. I zbyt wielkich nie ma czynów i zbyt wielkich nie ma spraw." Kiedy zapytała mnie kilka dni temu Oksana - co mi się udało zrobić, nie bardzo umiałem odpowiedzieć. Bo tak od początku do końca - nie zrobiłem literalnie nic. Zawsze jestem jakimś drobnym ogniwem, ziarnkiem piasku, odbita bilą, która przekazuje swoją energię innej bili trąconej przypadkiem. Chociaż coraz mniej wierzę w przypadki. Jak z tymi kolczatkami. Dosłownie - jedna pani drugiej pani, a ja gdzieś jako podawca słowa do słowa. Ktoś umiał zrobić i miał pomysł, kto inny pytał o kamizelki z wkładami balistycznymi, a miał przerzut, a ja znałem jedną i drugą osobę. Kolczatki znalazły drogę na swoje miejsce. Kamizelki też. I tak to leci. Tutaj założyłem zrzutkę, ale nie wpłaciłem ani złotówki, tam jechałem z Darkiem na granicę, gdzie indziej z Adamem i somsiadem, obstalowaliśmy dwa dobre hełmy, a jeszcze gdzie indziej przypadkiem będąc w Opolu oddałem taktyczną latarkę, a gdzie indziej materac trekkingowy. Ale to były drobne ogniwa, bo ostatecznie to Adam pilnował całości wyposażenia i jechał z nim zakosem przez Warszawę do Lwowa Darek zapłacił, sprowadził, zalegalizował i wyszykował sanitarkę Switłana pilnowała żeby oprócz latarki tata na wojnie miał też dalmierz, nakolanniki, kamizelkę, ładownice. O Marcinie nic nie powiem, bo mnie pobije. Dlatego uparcie powtarzam, że wierzę w nieustępliwość małych uczynków, podtrzymywanie pajęczych nici, cienkich ale silnych jak cholera, w bycie dobrym drobnym trybem. Szczególnie po Irpieniu, Buczy, Hostomelu, Iwankowie. Niech ta wściekłość, złość, gniew nie będzie bezsilna. Nie pytajcie mnie co konkretnie zrobiłem, tak od początku do końca. Bo nic nie zrobiłem tak od początku do końca, staram się być tylko dobrą częścią tego strumienia. Bohaterem tysiąca i jednego drobiazgów. Nic nie jest nieważne. Nic, co jest czymś więcej niż nic. Tak mi dopomóż święty Javelinie święta Stugno strzeż moich braci strzeż moich sióstr bierz pomstę a ja będę robił swoje drobiazgi, chociażby ich było tysiąc i jeden. Radosław Wiśniewski  (ur. 1974) – animator, promotor literatury piszący wiersze, prozę, wyżywający się publicystycznie pracownik hurtowni urządzeń niskoprądowych.

  • Piotr Maur – Musimy im to powiedzieć (audio)

    czyta Wojciech Masacz *** Powiedzieli, że kochasz innego, Więc się zamknąłem w moim pokoju I napisałem ten artykuł przeciw Rządowi, Przez który teraz siedzę w więzieniu. Ernesto Cardenal a jeśli ten człowiek który obudził mnie tego poranka jeśli ten wystrugany z porannego światła i mroku facet z wystrzępioną miotłą w dłoniach osadzoną na metalowej rurce podmiatający patyki kurz i liście bo właśnie nastała jesień i warto a nawet trzeba coś z tym zrobić więc jeśli okaże się że ten człowiek w szarych i mocno już zużytych drelichach i butach jak ściągniętych ze starszego dawno już pochowanego brata jeśli ten gość którego z początku wziąłem zupełnie nie wiem dlaczego za syzyfa okaże się być naprawdę syzyfem? czy powinienem podejść i przeprosić go za to że mam dla niego same złe nowiny? i jak mam to mu powiedzieć? „odłóż człowieku tą miotłę nie martw się o liście papiery czy patyki te rzeczy bardziej są tutaj na miejscu niż ty wszyscy o tobie już dawno zapomnieli i nawet ci dla których coś znaczyłeś jako symbol ważnych spraw nawet oni o tobie już nie pamiętają być może dlatego że stracili pamięć a może tylko poczucie sensu życia a być może dlatego że umarli ani ta wiara że tak długo jak trwa twoja kara tak długo żywa jest hańba bogów nie może być ci już pociechą twoi bogowie też odeszli w niepamięć i choć może nie byli lepsi od tych nowych którzy swoją pozycję także zawdzięczają kłamstwom szantażom morderstwom przekupstwom terrorowi nie urodzili się jednak w slumsach pośród gnid kurew i lichwiarzy nie sądzisz chyba że wiedzą co to jest hańba” i kiedy tak stoję i rozmyślam nagle niezauważalnie ten człowiek zjawia się obok mnie bierze mnie w ramiona oddaje miotłę i poprzez cieknące z oczu łzy szepcze „będziesz bracie jej potrzebował” *** musimy im to powiedzieć ale zanim im to powiemy musimy opracować strategię większość z nich i tak ma to gdzieś ale zawsze znajdzie się kilku którzy podniosą wrzawę a to nie jest nam potrzebne dlatego musimy im to powiedzieć tak żeby nie przyjęli tego do wiadomości tak żeby to umknęło ich uwadze tak żeby pomimo wszystko to zbagatelizowali ale powiedzieć musimy powiemy im odczekamy aż zapomną poczekamy aż uwierzą że to tylko takie gadanie było wtedy będziemy mogli z czystym sumieniem powiedzieć im że przecież wam mówiliśmy tylko nie mówcie że wam nie mówiliśmy co z wami?! my wam mówimy a wy w ogóle nie słuchacie co z wami?! dlaczego nie słuchacie tego co do was mówimy teraz ponieważ nie słuchacie spadną na was te wszystkie straszne konsekwencje tego że nie słuchacie *** z pewnością masz rację ale oni mają kredyty nawet gdyby twoja racja mogła równać się sumie ich zobowiązań albo nawet je przewyższała to wciąż będzie za mało ty masz rację w co nikt nie wątpi ale oni mają kredyty i szefa prawdziwego sukinsyna który także chadza na krótkiej smyczy kilku – jeśli wierzyć pogłoskom – kredytów więc gdybyś nawet poparł swoją rację zaświadczeniem o posiadaniu kredytu to wciąż za mało i choć masz rację a także kredyt i choć masz troje dzieci w wieku kłopotliwym a także żonę która na przemian rozpacza lub straszy cię adwokatem to wszystko pikuś oni mają kredyty i szefa prawdziwego sukinsyna a szef prócz kredytów ma też kilka żon a każda z tych żon ma z nim rozwód no i oczywiście kredyt lub nawet kilka ma także z nim dzieci i w dodatku każda z nich ma swoje racje poparte stosownym wyrokiem sądowym więc jak sam widzisz sprawa wygląda kiepsko nawet gdybyś miał kredyt zaciągnięty w szwajcarskich frankach a wiedz że nie wspomniałem w ogóle o szefach tego szefa gościach którzy są udziałowcami koncernu do którego należy gazeta która nie wydrukowała twego wykurwiście gorącego materiału *** tuż po śniadaniu siedząc jeszcze przy stole z całą rodziną zapalasz papierosa bierzesz łyk kawy i aby dopełnić codzienny rytuał otwierasz gazetę tam na jednej ze stron odnajdujesz swój nekrolog gwałtownie składasz gazetę i na wypadek gdyby to była jedyna prawdziwa informacja wydrukowana w tym prestiżowym szmatławcu chowasz ją do kieszeni na wieczną pamiątkę walcząc jednocześnie z nagłym atakiem suchości w krtani żona patrzy na ciebie dzieci patrzą na ciebie więc uśmiechasz się niezbyt przekonująco i mówiąc coś o drobinkach chleba w gardle wychodzisz brzmi jak koszmar no nie? jak najstraszniejsza rzecz jaka mogła cię dopaść no nie? ale jeśli tak właśnie myślisz poczekaj stary na wieczorne telewizyjne wydanie wiadomości *** masz tu kartkę papieru i pisz nie bój się po prostu pisz pomyśl sobie że to tylko test jeśli ci to w czymś pomoże albo pomyśl jeśli to ci w niczym nie zaszkodzi że to najważniejszy w twoim życiu egzamin po nim będziesz już wiedział kim jesteś i być może reszta życia zejdzie ci na nie do końca daremnych próbach zapomnienia tego napisz w możliwie najprostszy sposób o tym co najważniejsze pisz nie oglądaj się na innych pisz zobaczymy co z tego będzie nieśmiertelny w swej wymowie poemat mniej lub bardziej pobożne życzenie udające dogłębną analizę rozdzierający serce wrażliwością felieton na jakiś zatwierdzony do wierzenia temat prośba o zasiłek poparta dobrymi argumentami o niepełnosprawności żarliwy pean na cześć rządzących mowa pogrzebowa dla samego siebie uprzejmy donos na sąsiada pisz skoro utrzymujesz że jesteś pisarzem pisz zobaczymy co z ciebie będzie Piotr Maur (ur. 1963) – poeta, prozaik. Opublikował książki siedemdziesiąt sześć (1996), 28 i 5 (2002), Bezmiar miłości (2006), Pogrzebowe obrzędy, miłosne ceremonie (2010), Po papierosy i z powrotem (2015). Obecnie mieszka w USA.

  • Karol Maliszewski - wiersz (audio)

    czyta Wojciech Masacz poemać daj ja ci poemam, a ty się obrusz (z księgi) tylko ranek jest pewny dzień przynosi zwłokę i zwątpienie co zdobi bondę gówno mnie to obchodzi tylko ranek jest pewny wydęte brzuszki nadmorskich kurortów spuśćmy trochę powietrza niech zejdzie siarka i opłata klimatyczna trwają przygotowania do sezonu i referendum czy jesteś za tym by nosić małego w prawej nogawce w końcu każdy ma prawo decydować o własnym ciele wydęte brzuszki nadmorskich kurortów spuśćmy trochę powietrza z ziemi może spadną ceny z piedestału zejdą smażalnie spłyną podtrute ryby tylko ranek jest pewny cisza trwa potem dzieli się na części wdech wydech wdech oddychaj w pełnym zakresie ostatnie rabaty w tym roku wydęte brzuszki nadmorskich kurortów obrzmiałe wargi napięty cyc jedziemy do tych lal z plastiku bujają się na słonym wietrze nie mamy innego wyjścia w morze w horyzont w to wszystko kocham tego psa pisze na fejsie i wszyscy gratulują znalazł sens w życiu pies czy właściciel? tego komentującego nie lubimy podkreślamy go na czerwono tylko ranek jest pewny potem fejs przynosi zwątpienie nikt mu nie powiedział że pycha przed upadkiem teraz prezes jest zaskoczony ten autor to odkrycie a zrobiliście mu już lewatywę? przeżył? tylko ranek jest pewny dzień przynosi pytania wstrzymuje się od odpowiedzi ciąg dalszy nastąpi masz to zapewnione w piśmie od kościoła wolisz obrazek z maryją w portfelu obok innych członków rodziny dla wnuków zabrakło przegródek babcia marzyła że zostaną księżmi zakonnicami wybrali it tylko ranek jest pewny dzień przynosi komplikację i znudzenie bierze miarę po cichu na trumnę wieczoru pora spać poemacie czy jak ci tam tu już nie ma nic więcej do roboty. Karol Maliszewski (ur. 1960) – dr hab., profesor UWr., pracuje w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWr. Opublikował kilkanaście zbiorów wierszy i książek prozatorskich, m.in.: Nasi klasycyści, nasi barbarzyńcy, Zwierzę na J. Szkice o wierszach i ludziach, Nowa poezja polska 1989–1999. Rozważania i uwagi, Rozproszone głosy. Notatki krytyka, Po debiucie, Pociąg do literatury.  Ostatnio wydał: Piosenka o przymierzaniu (2019), Bez zaszeregowania. O nowej poezji kobiet (2020), Czarownica nad Włodzicą. Baśnie  i legendy z Nowej Rudy i okolic (2021) oraz Diabeł z Wilkowca. Baśnie i legendy z okolic Nowej Rudy (2023). Mieszka w Nowej Rudzie.

  • Paweł Majcherczyk – 12 Bar Blues

    Samotnicza wrażliwość Scotta Weilanda Era grunge’u, określająca lata 90 oraz pokolenie X, powoli wygasa. Odchodzą jej najważniejsi przedstawiciele: Kurt Cobain (1994), Layne Staley (2002), Scott Weiland (2015), Chris Cornell (2017) i ostatnio Mark Lanegan (2022). Na scenie jeszcze można zobaczyć jednego przedstawiciela brudnego grania z lirycznymi tekstami - Eddiego Veddera. Oczywiście, pojawiają się sentymentalne książki „Grunge. Bękarty z Seattle” (2023) Piotra Jagielskiego czy Anny Gacek Ekstaza. Lata 90. Początek (2021), które interesująco opisują ostatnią muzyczną dekadę XX wieku, zwłaszcza książka Jagielskiego przede wszystkim skupia się na genezie grunge’u (spora jej część dotyczy Mudhoney). Te publikacje, mimo swego uroku i sentymentu, nie są bez wad, pominęły analizę, wzmiankę (oczywiście nie da się o wszystkim napisać), uważam wybitnego solowego albumu Scotta Weilanda 12 Bar Blues (1998). Płyta Weilanda, jest pewnym projektem, odmiennym aranżacyjnie od dokonań ze Stone Temple Pilots czy później z Velvet Revolver, jest sumą wypadkową odwyków, rozstań, różnorodnych inspiracji; bez wahania stawiam ją obok takich milowych krążków jak Above (1995) Mad Season, Grace (1994) Jeffa Buckleya czy Niandra Lades and Usually Just a T-Shirt (1994) Johna Frusciante. Krytyk muzyczny Stephen Thomas Erlewine trafnie ocenił, iż 12 Bar Blues to nieprzewidywalna, karnawałowa płyta potwierdzająca, że Weiland był wizjonerem stojącym za brzmieniem STP. Fascynuje go dźwięk, nakładający się na warstwy postrzępionych gitar, pętli perkusyjnych i klawiszy, dzięki czemu każdy utwór brzmi drastycznie inaczej niż jego poprzednik”. To prawda, 12 Bar Blues, to nieprzewidywalne doznanie muzyczne, melancholijne, dziwne, powstałe w afekcie, bardzo ważne świadectwo, mające wiele odniesień do literatury. To bardzo ważny zapis 12 piosenek bluesowych, jazzowych, rockowych ballad, elektronicznych, psychodelicznych w świecie improwizacji grungowej. Pierwsza płyta miała być przepustką do odłączenia się od zespołu, miała sprawić, że Scott, który napisał do znakomitej większości kawałków na 12 Bar Blues muzykę i słowa, miał rozpocząć karierę jako samodzielny artysta. Solowy debiut nie był skrojony pod skomercjonalizowane ucho, mimo 42. miejsca na cenionej, amerykańskiej liście przebojów Billboard, nie mógł osiągnąć wielkiego sukcesu. Scott Weiland autor dwóch solowych krążków 12 Bar Blues nagrana w 1998 roku oraz 10 lat później Happy in Galoshes (2008). W autobiograficznej książce Not Dead & Not for Sale (nadal nieprzetłumaczonej na język polski) piosenkarz mówi o swojej nieodłącznej „samotniczej wrażliwości”, która zmaterializowała się w solowych albumach: „Wzorzec jest całkiem jasny: kiedy wypadłem ze STP po Tiny Music, poszedłem i zrobiłem swój pierwszy solowy projekt, 12 Bar Blues. Kiedy później pokłóciłem się z Velvet Revolver, zespołem do którego dołączyłem po STP, poszedłem dalej i zrobiłem mój drugi solowy projekt Happy in Galoshes . Oba projekty przyniosły mi głęboką satysfakcję”. Oznacza to, że owa samotnicza wrażliwość ujawniała się właśnie podczas burzliwych odejść ze znanych zespołów, bez wątpienia owe wydawnictwa pełniły funkcję autoterapii, pewien rodzaj kanalizowania emocji. Należy nadmienić, iż drugi solowy krążek jest przyjemny, ale nie wybitny, brakuje tego synkretyzmu gatunkowego, który był na 12 Bar Blues. Jest kilka czynników, dlaczego solowy debiut z 1998 jest tak ważną improwizacją muzyczną: Heroiczne (czyli bohaterskie) i heroiniczne (od heroiny) wzloty i upadki Scott jest po kilkunastu odwykach, ostatni w październiku 1996 r. w Kalifornii. Inspiracja wschodnią kulturą, przede wszystkim książką Hermana Hessa Siddhartha. Konflikt z żoną oraz z zespołem Stone Temple Pilots. Wielka inspiracja The Beatles oraz Davidem Bowiem Opis utworów jako odbicie filmów Felliniego. Określiłbym jednym słowem 12 Bar Blues — poetyckość (!), mimo elektronicznego grania, to dla mnie najważniejsze numery są spokojne: „Son”, „Where’s the man” i chyba najpiękniejsza „Divider” — definiujące cały album. Weiland odchodzi od mocnego grania, płyta obfituje w refleksyjne ballady, w których znajdują się smyczki i fortepian. Depresyjna piosenka „The Date” — opowiada o relacji z byłą żoną Janniną, napisana i zagrana na wszystkich instrumentach przez Weilanda. Jest tu także wiele psychodelicznych kawałków, jak „Jimmy Was A Stimulator”. Fascynacje Davidem Bowiem można dostrzec w utworze „Barbarella”, w odniesieniu do teledysku tej piosenki, Scott powiedział, że jest ona oparta na filmie „Człowiek, który spadł na ziemię” (1976), w którym Dawid Bowie gra głównego bohatera Thomasa Newtona. W jednym z wywiadów na pytanie: „W jaki sposób pomogło ci nagranie 12 piosenek w procesie leczenia się”? Scott odpowiada: „Chodzi o proces leczenia zarówno mojego uzależnienia, jak i z moich związków, ale nie chodzi tylko o mnie, są piosenki o innych ludziach, których znam. Dla mnie płyta jest jak film z wieloma różnymi postaciami”. Album 12 Bar Blues jest pełen sprzeczności, jest ładny i brzydki, melancholijny i odrzucający, poukładany i eksperymentalny, nastrojowy i psychodeliczny. To niezwykłe zestawienie zainteresowań: Fellini, Hesse, Bowie — owocuje niezwykłą poetyckością. Warto odnotować jeszcze słowa Weilanda odnośnie solowej płyty, iż w tej improwizacji świetnie się odnalazł, był z niej bardzo zadowolony, twierdził też, że najważniejszym doświadczeniem, jakie człowiek może przeżyć jest — miłość. I być może ta miłość jest najważniejszym tropem owego krążka. Paweł Majcherczyk  – autor dwóch tomów poezji oraz książki krytycznoliterackiej. Publikował w „Twórczości”, „Odrze”, „artPapierze” i „eleWatorze”.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page