Przeszukaj tę stronę
Znaleziono 895 wyników za pomocą pustego wyszukiwania
- Marcin Zegadło – cztery wiersze
Przyszli i powiedzieli, że rozdają nagrody dla mężczyzn, którzy polegną, albo pozostaną wierni. Żony były spokojne, dzieci były niegrzeczne, gospodarka była kapitalistyczna i ciała były kapitalistyczne, więc poszliśmy odebrać nagrody, które dla nas mieli, a tam zamęt i nieporządek, ogólnie wydarzenia pornograficzne i śmierć, ponieważ nie ma w tej książce wiersza, do którego śmierć nie zostałaby zaproszona. I wtedy powiedzieliśmy: "Hej, a gdyby tak zwolnić nas z obowiązku pola chwały i ciała nasze wyprowadzić z gospodarki wolnorynkowej przez morze czerwone jak robotnicze zamieszki to bylibyśmy mniej męscy zamiast tego bylibyśmy dużo bardziej inkluzywni i współczujący, a przede wszystkim bylibyśmy w normie - zupełnie nieneurotypowi, bezpieczni pomiędzy biegunami, medykalizowani w cierpieniu i w naturalnej skądinąd radości. Co wy na to? "A o oni do nas: "Chyba was pojebało" No to zostaliśmy w okopach i giniemy. 13.01.2025 76. I wtedy powiedzieli: "Tutaj będziecie uprawiali waszą ziemię, o której mówi się Niczyja, tutaj będziecie mnożyć diagnozy, zaczniecie się wreszcie leczyć, ponieważ kobiety leczą się i kontrolują stan zdrowia dzięki czemu żyją od was dłużej. Tutaj nauczycie się mówić o uczuciach, przez co być może zmniejszy się odsetek samobójstw, które są dziesiątkującą was plagą, chłopaki. Wprawdzie nie mówi się o tym głośno, bo gospodarka jest kapitalistyczna i lubi się obrażać na beksy i mazgajów, ale to prawda najprawdziwsza. A my na to: "Hej, a może moglibyśmy jeszcze trochę poczekać, bo mamy jakieś rachunki do zapłacenia i jeszcze inne do wyrównania, mamy synów, którzy w nas nie wierzą i córki, z którymi nie potrafimy rozmawiać. Tak że ogólnie zgoda, ale jeszcze nie teraz." I wtedy oni mówią: "Tak was wymyśliliśmy, więc lepiej nie pierdolcie głupot, albo umierajcie, bo to akurat potraficie jak nikt na świecie." Więc mamy taki plan żeby zginąć na wojnie, albo zabić się po pijaku na drodze szybkiego ruchu. Bo gospodarka jest kapitalistyczna i ruch musi być szybki. 14.01.2025 77. Mężczyzna, który we mnie mieszkał używał liczby mnogiej. Bo liczba mnoga to jest wygodne mieszkanie, w którym dzieci mają swój pokój, pies legowisko, a kobieta jest jasna i odważna. I wtedy zjawia się śmieszny demon z bukietem recept albo rozpoznaniem i mówi: "Wstań i pójdź w taką przestrzeń, żeby za tobą nie pobiegli. "Więc jeszcze wstążka na wietrze, ptak w locie, jeszcze kołyska i trumienka, a później tylko łezki, łezki, łezki, żeby mi nie pomarli wszyscy, jedynie ci co trzeba. A demon robi wielkie oczy i śpiewa piosenkę o takich formach rozpadu, że albo w to wchodzisz, albo nie. 14.01.2025 78. Rozpuszczasz mnie teraz w kolektywnej winie słodka narracjo, mądra przyjaciółko - mówi mężczyzna, który we mnie mieszka. Chociaż od dawna nasze wspólne sprawy stały się dla nas kwestią niewierności, bo nie ma we mnie bezpiecznego miejsca, w którym mężczyzna pozostałby wierny - tobie - słodka narracjo, mądra przyjaciółko i w wam, które byłyście bezpiecznym zmyśleniem. A nocą śniłem chłopca, który się wymknął z ramion i poszedł na wojnę, żeby o tym później napisali w książkach - że niebinarność ofiar i binarność sprawców, że należy się wstydzić, bo stamtąd skąd patrzysz wstyd w przypadku mężczyzn wydaje się słuszny, niemal - pożądany. I wtedy powiedziałaś - słodka narracjo, mądra przyjaciółko - "Uważaj, bo jeśli ten wiersz ktoś wyrwie z kontekstu to wyjdzie na to, że zgadzasz się na wszystko. "A ja opowiedziałem: "Hej, napisze taką książkę, do której zaproszę wielu mężczyzn i wtedy się okaże." 15.01.2025 Marcin Zegadło (ur. 1977) – poeta, publicysta, recenzent. Wydał: Monotonne Rewolucje (2003), Nawyki Ciał Śpiących (2006), Światło powrotne (2010), Cały w słońcu (2014), Hermann Brunner i jego rzeźnia (2015), Zawsze Ziemia (2018), Martwe i Ozdobne (2022) oraz Tak pięknie ci umarłem (2024). Publikował teksty o książkach oraz publicystykę społeczno-polityczną. Prowadzi bloga recenzenckiego Księgozbiry . Wiersze i prozę publikował w wielu czasopismach literackich, jego wiersze tłumaczone były na język ukraiński, serbski, czeski i hiszpański.
- Maw Shein Win – trzy wiersze
Uwaga W wypadku napotkania artysty w bezpośredniej bliskości: zachowaj spokój natychmiast zabezpiecz małoletnich wyprostuj się zachowaj kontakt wzrokowy wycofuj się powoli pozbieraj gałęzie pomaluj je na biało poobserwuj sójkę odpuść sobie obiad napij się wina siedź do późna, bardzo późna podążaj śladem okruchów chleba wezwij pumy! wezwij kuguary! spisz wszystkie doznania wykaż asertywność - jeśli się zbliży, poruszaj ramionami jak podczas pływania stylem grzbietowym w jeziorze odzywaj się sporadycznie i, przede wszystkim, nie uciekaj Pytania do ćmy srebrzystej Czy piękno boli? Tylko na wdechu. Czy ta ścieżka doprowadzi do słonowodnych paproci? Nie licz swoich kuchni. Czołga się antylopa po autostradzie na podwyższeniach i nad podkopami. Czy kochamy bo musimy? Wybierz sobie jednego. Nie, weź tego rozbitego. Róże z ciała, pełen kosz. Jasna krew. Sympatyczni kuzyni. Czy koty czują? Podstęp. Dlaczego boli? Budda jeden raczy wiedzieć. Kto przywołuje tęsknotę? Sadzone jajko. Kiedy przypłynie łódź? Wciśnij repeat. A twoje pierzaste bytowanie, co z nim? Ocean się srebrzy, bo odbija niebo. Wózek Blizna jest dziewczyną a wózek inwalidzki jest kobietą. Kula jest babochłopem. Leki są dobre. Światło jest suche. Powietrze jest farbą. Łóżko nie jest. Pielęgniarka ma pelerynę a lekarz jest chłopcem. Wózek jest. Blizna jest zagubiona. Koło łapie światło odbite od wody w worku. Worek jest na słupku. Balkonik jest mężczyzną w niebieskich spodniach. Krem na blizny nie jest. Powietrze jest niebieską farbą. Światło jest małą dziewczynką z twarzą w poduszce. Kula jest lekarzem z diamentem na czole. Diament jest tunelem w jedną tylko stronę. Karetka jedzie na wschód. Łóżko jest zaschniętą farbą a blizna odrzuca wodę. Torba sączy strużkę tycich niebieskich diamencików. przełożyła Agnieszka Gorońska Maw Shein Win (ur. 1964) – birmańsko-amerykańska poetka, redaktorka i nauczycielka, mieszkająca i pracująca w rejonie Zatoki San Francisco. Jest autorką tomów poezji: Storage Unit for the Spirit House (2020), Invisible Gifts: New and Selected Poems (2018) oraz chapbooka Score and Bone (2016). Jest członkinią The Writers Grotto i zasiada w zarządzie Oakland PEN. Jej poezja charakteryzuje się starannie skonstruowanymi, staccatowymi pejzażami dźwiękowymi, łączącymi liryzm autobiograficzny z elementami koanów i poetyki filmowej. W jej twórczości istotną rolę odgrywa pamięć, traktowana z subtelnością i precyzją, co przypomina styl autorek takich jak Dickinson lub Szymborska. Agnieszka Gorońska (ur. 1987) – pisarka, tłumaczka i edukatorka z Poznania. Napisała Wprowadzenie do Japońskiego Języka Migowego (2012) i Chorobę Szalonych Słów (2006). Jej kolejny tom czeka na wydawcę. Ciągnie ją do prozy poetyckiej, eksperymentów lingwistycznych, języków ideograficznych oraz przełamywania formy. Narracje queerowe i neuroróżnorodne są bliskie jej sercu.
- Almudena Sánchez – cztery wiersze
Trucizna Gram na pianinie tak, byś słyszała, do-re-mi-fa-sol a twoja duma elektryzuje rękawice do cięcia. I z materiału rękawic wystrzeliwuje błyskawica, która przecina na dwie części cyprys, palmę i znudzonego kaktusa. Tyle ogrodu dla tak małego katharsis. Jeśli połknę twoje nasiona z dawką lekarstwa, to po to, by coś zakwitło w moim żołądku: magnolia. Rozmawiałam z moimi wnętrznościami: są gorsze od mojej głowy, kiedy wyobraża sobie ekosystemy i stada szpaków latające dookoła. Któregoś dnia zobaczyłam zielsko nie do udomowienia. Było piękne wśród tej całej schludności. Oby tylko hipnotycznie czuwał nad nami wąż, a my będziemy bierne, trochę nastroszone, dzielące się tym dzikim terrorem. Tryptyk tego co nie Trzy rzeczy nigdy się nie skończą. Wojna. Pragnienie. I matka. Dziedzictwo Z moich gestów, które wymyślam, by się odróżnić od twojego roztargnienia oraz trzepotania, wyłaniają się nieprzerwanie twoje gesty. I zmieniam ekspresję twarzy, i maluję zmarszczkę na czole a ukośną na profilu, i unoszę łukowate brwi a żuchwę dociążam, chociaż wiem już, co się stanie z moją twarzą, kiedy skończę pięćdziesiąt lat: stopi się i będę musiała uwydatnić kości policzkowe, stawiać się w tych miejscach, które obiecują symetryczną doskonałość w niezadowolonej pozie. Chcę wierzyć, że mrugałam inaczej, i że płakałam inaczej patrząc w kosmos, i że kochałam się w inny sposób, żarliwiej i rytmiczniej. I cała ta mowa jest tylko z jednego powodu, z wiecznej niewygody, bo gdy napadają mnie słowami „przypominasz bardzo swoją matkę”, nie mam żadnej odpowiedzi poza oczywistą, nieśmiałą, być może niedorzeczną „no tak, ale nie jestem nią”. Słownik rodzinny Synonim słowa matka: nie ma. przełożył Paweł Orzeł Almudena Sánchez (ur. w 1985 w Andratx na Majorce) – autorka dwóch książek prozatorskich: La acústica de los iglús (2016) i Fármaco (2021); poniższe wiersze pochodzą z jej debiutu poetyckiego pt. Gramática de mi madre ( Gramatyka mojej matki, 2024).
- Gosia Żygadło – projekcje panglosowsko-kasanadryjskie
Kolaże obrazkowo-humorystyczne z elementami absurdu. Do wykonania użyto magazynów dla kobiet, dzieci i dorosłych, nożyczek, kleju oraz własnego doświadczenia osobisto-zawodowego. Skierowane do ludzi w każdym wieku w celu przerzucenia na nich ciężaru emocjonalnego wynikającego z ogólnie pojętej frustracji. Jak się dobrze przyjrzeć, widać hipokryzję, manipulację, udawanie emocji, powierzchowność relacji, brak poczucia sensu i samoprzylepny uśmiech na każdy dzień tygodnia. Jak się nie przyglądać, to niewiele widać, ale można chociaż powiedzieć, że ładne, kolorowe i miłe dla oka. Można wydrukować na obrusie lub koszulce i tak chodzić po mieście. Gosia Żygadło – prawie z Wrocławia. Inżynier, budowlaniec samozwaniec i psychopatopoetka codzienna w jednym. Uprawia styl romantyczno-katastroficzny z wiecznie źle ulokowanym optymizmem. Publikowała swoją prozę i wiersze w piśmie literackim „Epea” (Książnica Podlaska) oraz w Pocztówkach Literackich „Odry”. Aktualna wicemistrzyni Wrocławia w slamie poetyckim. Podróżnik, powsinoga. Czyta gazety. Robi kolaże.
- Alberto Szpunberg – trzy wiersze
Stare rzeczy Unosi się aż tutaj zapach spalonego drewna. Gdyby ten dom, niczym w bajkach, miał kominek, ogień z pewnością wzbiłby się, by dodać nocy gwiazd, a tak, dym się gromadzi i sękate belki dachu czernieją z czasem. I tak jak te belki, wszystkie rzeczy: po tylu, tylu trudach życie przy ogniu mąci wzrok, a zgaszone cygaro w ustach już nie dymi, choć wciąż plami drżące wargi; ciepło jesiennego powietrza można by rzec, niczym cisza, usypia, drżą sękate dłonie, a oczy — kto by pomyślał — giną bezpowrotnie. Proste rzeczy Ciepły dzień w środku jesieni zwiastuje deszcz: mylą się liście, które jeszcze pozostały lecz nie ptaki, które wcześnie odleciały w dal; wspomnienia znają wszystkie drogi, dlatego powracają z daleka i pachną ziemią, zbierają się, ulatują, zawsze pozostają. Człowiek, który jest blisko i daleko, wie, że to jesień i że żył, jesiennymi wieczorami spogląda na ulicę i chociaż ciepły dzień w środku jesieni mniej dymi jego pokój wciąż pełen jest dymu. W Buenos Aires takie zmiany pogody nie są rzadkością: zapach deszczu, który jest zapachem ziemi, czuć z daleka a wszystko układa się, jak zwykle, w najbardziej zwyczajny sposób. Upór Zabiją mnie zabiorą kilka z moich najbardziej oszalałych kawałków będą badać moje oczy, jak szeroko otwarte patrzyły w noc moje ręce, jak mogły moje ręce umrzeć, tyle razy się witając moje stopy, jak nie uciekły, choć miały aż nadto czasu i wrócą po mnie po więcej kawałków po więcej i więcej zniszczeń moje serce zacisnęło się w pięść moja głowa pośród wszystkich ludzi był dobrym chłopcem powiedzą o garstce moich kawałkówale oni co jak kiedy, nigdy się nie dowiedzą, myślę że nigdy. z hiszpańskiego przełożył Adrian Krysiak Alberto Szpunberg (1940–2020) — argentyńsko-hiszpański poeta i dziennikarz.
- Leopoldo María Panero – pięć wierszy
Dedykacja Poza tym, gdzie jeszcze skrywa się życie, pozostaje królestwo, pozostaje uprawiać niczym król swą agonię, sprawić, by rozkwitał niczym królestwo brudny kwiat agonii: ja, który wszystko skurwiłem, wciąż mogę skurwić swą śmierć i uczynić ze swych zwłok ostatni wiersz. Poezja niszczy człowieka Poezja niszczy człowieka, podczas gdy małpy skaczą z gałęzi na gałąź, na próżno szukając samych siebie w świętokradczym lesie życia słowa niszczą człowieka a kobiety pożerają czaszki z takim głodem życia! Piękny jest tylko ptak, gdy umiera zniszczony przez poezję. Szaleniec dotknięty klątwą niebios Szaleniec dotknięty klątwą niebios śpiewa upokorzony na rogu jego pieśni mówią o aniołach i rzeczach które kosztują życie ludzkie oko życie gnije u jego stóp jak róża i już blisko grobu, obok niego przechodzi księżniczka. Szaleniec spoglądający z bram ogrodu Człowieku normalny, który na chwilę skrzyżowałeś swój los z losem wariata wiedz, że nie za zabicie pelikana, lecz za nic leżę tu pośród grobów i że nie świętej woli demona czy boga, ale przypadkowi zawdzięczam swój upadek. Szaleniec, którego nazywają królem Jestem błaznem i odgrywam człowieka na tych zamkniętych schodach z martwymi rybami na stopniach i syreną utopioną w dłoni, którą pokazuję niemo przechodniom, prosząc, jak poeta, o jałmużnę dłoń, która dusiła, dotyka twej dłoni na progu, który łączy mnie z człowiekiem mijającym mnie w odległości rumaka i naiwnie pieczętuje pakt nie wiedząc, że tonie na dziewiczej stronie na wierzchołku linii, pośród nicości w okrucieństwie zwiędłej róży gdzie nie ma mnie ani nie ma człowieka z hiszpańskiego przełożył Adrian Krysiak Leopoldo María Panero (1948–2014) – hiszpański poeta wyklęty, członek awangardowej i eksperymentalnej grupy „Novísimos”.
- Karina Caban – dwa wiersze
Żegna się Z gratami rozprawia się na kilka sposobów. Rzuca nimi długo, aż rozbiją się na kawałki. Zbiera do trzydziestu worków po 120 litrów. Pracownik MPO nie daje im rady w pojedynkę. Pomaga. W drugim podejściu – jeśli coś jeszcze zostaje – przytula szpeje. Nadaje im sentymentalne imiona, zagaduje i gładzi, i gładzi. Owija w bąbelkową folię, chowa w pawlaczu. Wyjmuje tylko wtedy, gdy potrzebuje sobie z niej postrzelać. Hawaje Od trzech miesięcy pobudka o piątej. Znam już większość głosów ptaków porannych i nocnych. Część z nich się pokrywa. (Pomaga mi w tym aplikacja birdnet – stworzona przez naukowców, ale czasem i ona się myli. Na przykład, kiedy twierdzi, że głos należy do ptaka żyjącego tylko na Hawajach). Bogatki zbierają w ogródku sierść suki do gniazda. Specjalnie ją więc tam wyczesujemy i zostawiamy kępki. Wyobrażamy sobie, że żyjemy na wyspie. fot. Michał Lichtański Karina Caban – autorka dwóch książek poetyckich: Dużo drobnych (2022) oraz Niewiele nieszczęścia (2023). Laureatka 9. edycji Konkursu na Książkowy Debiut Poetycki im. Anny Świrszczyńskiej oraz zdobywczyni I nagrody w XXX Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim o Nagrodę im. K.K. Baczyńskiego. Publikowała m. in. w „Helikopterze”, Magazynie „Zakład”, „Wysokich Obcasach”, „Liberté”, Miesięczniku „ZNAK”. Jej wiersze były tłumaczone na język chorwacki.
- Amelia Pudzianowska – pięć wierszy
Płynę w tę płynność Dziura nie musi być czarna ani nawet żadna Choć lepiej gdy czarna bo wtedy daleko A ja w nią wpadam jestem słaba i marna A ja z nią igram jak z rwącą rzeką Co we mnie strumieniem są te mokradła Co wir mnie w rzece połyka ku ściekom Hej ty Wisło Odro czy inna co ma się za mądrą Masz dziurę w sobie bezdenną w dół i w górę Ja jestem inna z rana i pod wieczór nie ta sama Rzeczę że zarzekam zrzekam się rzeki Świat wszech jest rozwarty Mnie dno wystarczy Co ma firmament pod sobą Rozpostarty pod wodą Oś obce jak jajko na osi spadam, zjadam. nie wiem kim jestem nie wiem co jem to sen pęka mi skorupa przestrzeni wiesz co? nie chcę się żenić bóg jak jajko pęka mi krzyż pisz. demony znają swoje imię ja je zapominam w kinie ślubuję ci: chcę być kimś kto ciebie kocha. wiesz co? katastrofa bóg w jajku ja w bogu mam ciemnię a ty we mnie. demony w karku pewne swej pozycji kapują na nas policji. wiesz co? przeraża mnie zło. nie takie jak w zbitym jajku. tylko to o poranku. gdy budzisz się i patrzysz, a ja płaczę. i jakby nie było boga. choć wiem, że jest, a twoja noga, łydka, czule mnie przyciąga. dla boga to gest zbyt szybki, lecz ja zbyt lubię twoje łydki, więc już nie płaczę, lecz wciąż się boję. że nie będzie nas dwoje. i że nie będzie twoje. i że nie będzie moje. że nas rozdzielą skurwiałe gnoje. obce jak jajko na osi spadam i już mi jedno wszystko i już wada tego świata warkocze mi zaplata a może to ty bawisz się włosami a mojej głowie dopóki ci nie powiem że śniło mi się że prosisz o rękę odwracasz wzrok, więc łapię za rękę i kończę udrękę, całuję dłoń a potem szczękę angażuję w to całowanie kończę. a ty chcesz jajko na śniadanie i chuj. włączam pranie Ubierz się Ubierz się, bo twoje ciało pociąga Ludzi biegłych w pociągach i Nowych przygodach Bonda. Bo twoje ciało Wygląda jakby chciało być bez ubrania. Na nic twoje starania. Rozbiorą cię I będą powstania. Bo tu jest kurwa Polska. Rozumiesz? Uwierz, się nie uratujesz. Bo tu jest kurwa Polska i nie licz, że cię położą Na Powązkach, raczej w takich związkach droga Jest wąska, jak łóżko i choć nie jesteś ładna I cycki zasłaniasz poduszką I choć nie jesteś zaradna jak dziewczyna Bonda I upośledzona jesteś w poglądach, To się ubierz, żeby cię rozebrali. Bo taki nam świat dali i takie muszą być ustawy, Żeby bez zgody cię posuwali i nie doszło do ugody. Jesteśmy mali, lecz rośniemy w siłę, by rzec: Byłem w niej. Byłem. Słodycz Już cicho na sercu, już leży płasko, Już się oczy łuską drażnią. Dorastam wciąż do wieku ciała, Ciało dorasta do wieku świata. Dziś rozstrojona jak powierzchnia ciasta z kruszonką, Dziś wita mnie słonko, co policzone ma lata. Biorę życie w ratach, biorę życie na kredyt I szczęście opłacam w stratach, aż poznam niebyt. Albo byt, Wielkiego Komornika co zajmie mi serce. Rozkładam ręce i nie wiem, czy ktoś wpadnie w moje ramiona, Czy będę taka rozłożona, na atomy atomów, cząsteczki cząsteczek. Serce leży płasko, serce jak cukierek w piasku. Poszedł po pole a wrócił z dworem Ryje mają po jeden na metr kwadratowy I każdy milczy chcąc poziom rozmowy, Trzymać tym milczeniem białym jak mleko Wylane z piersi sprzedanej krowy. Wieko, Słój i ogórki na stole, on je czuje. Pod ryj mu ojciec podstawia. On mówi: ja podziękuję. Już nie ryj i nie morda, już nie dzieciaków horda, A tylko myśli i spuścizna tychże myśli, Już nie wymię krowy i kompot z wiśni, choć krowa sprzedana i te tutaj rozmowy, o niej wciąż. Ogórki takie jak wymiona i łzy lecą, a w łzach jest miąższ, duma prostego człowieka. Lecą na ziemię wieka, więc ten co wrócił też milczy, ale jakby tak ze wstydem złożonego zwierzęcia, co zapomniał, że do poczęcia, doszło na wersalce, na której spoczął. I tak milczy, ale po co? Co on tam wie z tych studiów z miasta, nie ruszył ciasta, z twarzy mu pasta zrobiła intelektualistę, bo zęby ma czyste. Przez okno wpadł listek. – Klon - mówi ojciec - klon na sto procent. – Klon - odpowiada on, lecz mówi to samo, jakby mówił inne. Jakby widział liść i czynił Bogu ducha winne, sobowtóry tego cudu natury. I widział tym ideę łona Platona, niedoskonałego klona. – Się namnożyło, jesień za pasem. Kiedy dzieci i ślub? – Będą z czasem, jak się metr kwadratowy wyrobi własny. Żeby nie był ciasny. A ojciec o krowie, o klonie i ryju milczy, Bo nie ma kapitału by mówić, co go bolało. A teraz go boli ten syn zmarnotrawiony, Co oczami strzela na wszystkie strony. I nie umie jak ta krowa, patrzeć poczciwie i ryjem ruszać, Przy wiśni czy śliwie. A syn patrzy na ojca I dziwi się idei, z której on i bracia się wzięli. Z ojca krwi, krew mu płynie po ciele. Syn ma swoją ideę. To wciąż niewiele. Amelia Pudzianowska (ur. 2001) – laureatka kilkudziesięciu konkursów literackich. Publikowała w internecie, prasie, antologiach. Autorka reportaży, storytellerka, slamerka, reżyserka, autorka warsztatów kreatywnego pisania. W 2025 roku nakładem Wydawnictwa Biblioteka Śląska ukaże się jej debiutancka książka guzik prawda .
- Sebastian Sokołowski – siedem wierszy
#LOTdoDomu do you have a flight? may I see your ticket? pytali grzecznie karabiny maszynowe solidnej konstrukcji robiły wrażenie najprawdopodobniej byli to antyterroryści mieli bowiem zasłonięte twarze nie wyglądali na zdziwionych że akurat nasz polski lot nadal lata nie wiedzieć czemu o piątej nad ranem budzili uparcie śmiertelnie zmęczonych podróżników którzy zasnęli na ławkach tłumacząc że to lotnisko a nie hotel miałem przy sobie ratujący mnie wydruk z numerem nieodwołanego lotu from: AMSTERDAM SCHIPHOL AIRPORT to: WARSAW FREDERIC CHOPIN (dlaczego do cholery frédéric?) tuż po odprawie jedna ze stewardes puszczała oczko zbyt mocno wymalowana jak tania dziwka ale może miałem tylko takie wulgarne przywidzenie byłem już kilkadziesiąt godzin bez snu a może była to wampirzyca fikcja literacka przysypiając słyszałem słowiański szelest rodaków wielu z nich myślało że te loty to tylko jakiś przekręt a pandemię wymyślono żeby ktoś mógł na niej zarobić jeden drugiemu czytał w myślach poruszaliśmy się z prędkością światła jak fotony nie minęła nawet chwila a otrzymałem napisaną pospieszną polszczyzną ulotkę zawierającą coś w rodzaju ostrzeżenia będziesz zobowiązany poddać się obowiązkowej kwarantannie Warszawa, kwiecień 2020 władca marionetek jakby to było tajemnicą że roi się od pułapek w ciągłym ruchu takie zagrożenie jest zawsze realne ktoś dobierze się komuś do tyłka i pozbawi go życia ten kto wczoraj był bohaterem dziś jest wyklęty chodzi jedynie o dziecinadę sypanie piaskiem po oczach zbyt dużo uwagi poświęconej nierelewantnym duperelom o wymyślonego nie wiadomo przez kogo malutkiego braciszka co wiarą góry przenosi niemądre nauki podczas gdy ostatni idioci wpajali kolejnym pokoleniom błędne przekonanie że nie można przegrać walcząc w słusznej sprawie nam młodym i gniewnym z nieznanych powodów spodobała się nowa wersja końca historii z happy endem co wiedzą mędrcy świat został stworzony po pijanemu a zatem do samego końca jego istnienia żaden mędrzec nie będzie w stanie wypowiedzieć słynnych słów wiem że nic nie wiem tropy i tryby miała być abstrakcja a były nieludzkie relacje bardzo chujowe tu krew i tam krew w obliczu śmierci nie pisze się o niej jest wypisana na czole robi się coś w rodzaju rebootu pisze się po prostu o pierdołach w niewielkich rozmiarach wygląda to jak zdrada choć język zwykle jest spoisty nie ma lekko na wszystko znajdziemy ostateczny sposób rozstroje tymczasem burza w szklance wody a może nawet coś bardziej intensywnego nie cichnie nocą bo przecież w niebie nic się nie dzieje wszystkie duchy jeżeli kiedykolwiek istniały długo spadały na pysk zanim spór o legalizację gazów trujących lekko unoszących się ku sklepieniu nabrał tempa gdzie drwa rąbią tam wióry lecą taki płynie z tego jego mać wniosek cezar (facet który ponad dwa tysiące lat temu rządził rzymem) powiedział że zostanie załatwiony przez brutusa i że jego martwe ciało w ogóle nie poczuje bólu słowiańska mitologia nasz pierwszy władca który istnieje jedynie w bajkach lub co najwyżej w przekazywanych ustnie legendach zmarł na nieuleczalny od zawsze syfilis w dniu w którym niechlubnie odszedł z tego świata jego żona wyrwała sobie wszystkie włosy z głowy i do końca życia była łysa niemniej jednak właśnie dzięki jej staraniom udało się sprowadzić z zagranicy armię fachowców którzy zbudowali piękne miasta w nowo powstałej krainie aż trudno uwierzyć że niektóre z tych miast istnieją do dziś Sebastian Sokołowski (ur. 1974) – poeta. Autor tomów Atrapy Dajmoniona (2004), Strefy milczenia i nie (2014) oraz Końcowe odliczania (2018). Ostatnio publikował jako twórca niemieckojęzyczny w austriackim magazynie „mosaik“. Mieszka w Krakowie.
- Julia Oberson – trzy wiersze
Zwężka w ostatniej kwadrze zastawię karły i bezdomne psy albo zabarykaduję się w inkubatorze razem z pisklętami. nieplewione sieroty zaatakują umocnienia i rozpoczną odliczanie, nareszcie! z rozmów na offie wiem kto zachwiał prasłowiańskim członem i czyje kobiety upadły razem z komunizmem. krew rozbitą na włosy skórę i paznokcie możecie odryglować do odwołania, niech na trawie śliskiej od rosy wytrąca się osad na twarde dźwięki, które dodawały wam uroku, na buty właściciela domu pogrzebowego, które polerowaliście przez półotwarte usta. wyjąć zdziczałe króliki z wnęk starego pieca, przeliczyć pieścidełka, które utrzymały przepustowość. krokuty z zaskoczenia przysypią was ściółką i wybiorą porę żniw: może przed jasełkami? zjadą się z całego kraju żeby chuchać na chleb i wracać z czystym kontem. zsuniesz się z wykopu, żeby oddać głos; znowu sierpień, znowu krzyżyk za waleczność. odłóżcie bryłki bursztynu i płyńcie tam gdzie jeszcze jest miejsce: kosą, wąziutko, przez tych, którzy się upili i resztę, która opisała szczepy nakrapiając drozdy wzdłuż rowów. Bregma kolejna wspólnota gruntowa spiskowała przeciwko państwu: to normalne, że pokój skrzypi w trakcie postępowania administracyjnego. nie chcę wiedzieć kto zabezpieczył ślady na miejscu zbrodni i z opuszczoną głową filtrował chłonkę; puśćcie to szwem węzełkowym w wąwóz albo na szczyt tajfunu. w wieczerniku spojrzę z ukosa i wrzucę chleb do krajalnicy. chwała bohaterom, zachowali kolor. Victorian secret (za Brzeźniakiem) skrócił wąsy, przegonił komary i przeciągnął przędzę przez zakratowane okienko. gdybym miał lśniący pistolet i wszystkie drżące rzeczy które pomyślałem; ocalały importowane srebrne łyżki i ciało plemienia (odziane). opuściłeś dźwignię bez obliczania gęstości widmowej, zmutowały kolejne podzbiory, w stajence czarny bez, obrodziło nawet kiedy leżałam odłogiem. dziewczynki o bezczelnych rękach wydały rozporządzenie: ten kranik do odstrzału. droga od zabudowań gospodarskich jest prosta; zostawcie tylko larwy czerwca polskiego i kilka gryfów z delikatnego brązu. nikt inny nie będzie zaglądał nam do gardeł na minutę przed burzą. Julia Oberson (ur.1991) – przeszła Wisłę, przeszła Wartę, obecnie mieszka w Lozannie.










