top of page

Search this site

Znaleziono 834 wyniki za pomocą pustego wyszukiwania

  • Justyna Kasprzyk – pięć wierszy

    Dopełniaczem kocham wydarzyłeś mi się jak czarny kot przemknąłeś przeze mnie wygiętym grzbietem w poprzek odmieniając każdym przypadkiem Twoje linie papilarne echem za oknem pożar Cito gubimy siebie resztę wydając bilonem krótkim dniem się sycąc (dłuższą nocą raczej) środek cywilizacji pędzące cyfry na wyświetlaczu bliskości wyznacznikiem spotkanie (ust) na światłach mijania zaglądających w oczy pośpiech przechodniów bezdotykowa myjnia akumulator pada Analogowo ile jeszcze śladu Ciebie na światłoczułej części przenikasz wiązką światła (może mroku) rozedrganiem zostawiając ciało po omacku wywołuję Twój profil nade mną resztką chemii między nami na kliszy (bez kolorów) zmysłami utrwalając to, co miłością nazwane Na słono nie brać jeńców tej miłości puścić wolno lub dobić idzie solo (solą raczej) ta niewola we mnie nienamacalnym pięty do krwi raniąc na palcach przez ramię łapię kontekst Bez cukru kocham 20 metrów kwadratowych wspomnień z okna Belweder beżowa sofa nadtopiona papierosem dźwig windy obok hukiem wchodzi między nas zmęczeni dniem pijemy kawę prawie 3 łyżeczki cukru Ty ja proszę bez Netflix zamykam oczy dobrze mi wykrawam z nich jeszcze kilka by zmieścić wspólne łóżko w półmroku blisko najbliżej już do Ciebie za oknem deszcz ciasno mi dźwięk windy tylko tłem Justyna Kasprzyk – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Jej wiersze ukazały się w Pocztówkach Literackich "Odry", "Wydawnictwie j", "Ypsilon", "Moja Przestrzeń Kultury", "Kozirynku". Brała udział w audioantologii Szepty , współautorka antologii Fundacji Poetariat Gwiazdozbiór Pegaza z przekładem na język francuski i Życie Lęgowe Poetów (język grecki). Jej wiersz był też wyświetlany na murach kamienicy na ul. Brackiej w Krakowie, podczas Festiwalu Miłosza. Mieszka w Rzeszowie.

  • Marcin Liszkiewicz – sceny z życia

    1 Stary spowiednik wystraszył się zachwiał i poleciał na orzechowy konfesjonał. Tak rozpoczęła się czwarta godzina upalnego dnia. – Ojcze czy można robić zdjęcia? – Tak, proszę. – Pstryk pstryk pstryk. – Teraz zapraszam wszystkich na herbatkę. – Nie, nie będziemy robić kłopotu. – Już już, za mną proszę. Wcześniej proboszczem był tu ojciec Augusto. Ciekawy charakter nie powiem. Oczy miał wąskie, zaropiałe tajemnicą. Żył sto dwa lata, bo jadł dużo pieprzu. – Ale dobra ta herbata. Michał co powiesz? – Pstryk. Co herbata? Znakomita tak samo jak bluszcz w korytarzu. O, kotek i drugi. Kici kici. – Macie dzieci? – Tak. Nie. Hmm, nie mamy z nimi kontaktu od wielu lat. Gdzieś chyba żyją... – Bądźmy dobrej myśli. Kiedyś zginął mi mój As. Cudny pies, wyżeł notabene, tydzień nie wracał na probostwo. Byłem samotny jak ksiądz. Ksiądz bez psa. Wtedy udałem się z pielgrzymką do Padwy. Żarliwie się modliłem przy języku św. Antoniego. Wieczorem zjadłem gnocchi z porcini i poszedłem spać. Rano telefon, kościelny wydziera się do słuchawki: As wrócił! Nasz As wrócił! Łzy u księdza i gości. – My już sobie pójdziemy. dziękujemy za herbatkę. W Padwie przy języku jesteśmy co roku. 2 Terror słońc opanował żylaki. Hip replacment utrudnia wstawanie i pierwsze kilka kroków. - Janicku, zjemy gulasz? - Tak. - Co pijemy? - Dwa zimne Birra Moretti. - Dobrze. Wiesz mam wrażenie, że schudłam. Włosy przestały mi wypadać jak kiedyś. Te dwa porody mocno mnie dojechały. - Tak. - Daj mi rękę. - O idzie gulasz. - Myślałam o edukacji domowej dla Jowity. Byśmy mieli ją na oku. Nie ma co dłużej ryzykować. - Co myślisz? - A co z Robertem? - Sama nie wiem. Smacznego. 3 - Proszę Pana,żona się zamartwia, niech Pan już zejdzie z tego drzewa. - Nie. Nie zejdę. Czekam na przełożoną Elżbietę ze Starego Sącza. Obiecała mi przepis na powidła z węgierek. Zejdę dopiero jak poczuję zapach smażonej konfitury. - Jurek błagam no zejdźże już. Otworzymy miód Manuka i poczytam ci Karola Maya. Dobrze wiesz, że Elżbieta biegnie w maratonie w Tokyo i wraca dopiero za tydzień. – Jurek. - Nie. - Proszę Pana, tak nie można. - Filozof. - On tylko chce mi pomóc ok. Będzie miód lektura i nauczę się rozmawiać z krakowskim akcentem. Zejdziesz? - A powiedz trzydzieści trzy. - Czydzieści czy. Jurek niczym zwinny zwierz zawisł głową w dół, rozbujał korpus i miękko wywinął półobrót. Zeskok zamortyzował przewrotem w przód. 4 Krzysiek nie wie co powiedzieć. Gładzi niewidzialną brodę i podwija rękawy koszuli. Denkiem butelki od Pepsi dociska tlącego się peta. - Grażyna nie mogę, nie możemy się więcej spotykać – Wymamrotał sepleniąc i zassał powietrze prosto w próchnicę – Wykorzystujemy siebie a ja mam służyć, spowiadać i być nową patriotyczną myślą naszej Woli. - Jesteś chłopcem o pięknym ciele mój drogi, niestety potrzebujesz matki, takiej mamusi. Grażyna wywinęła wargi jak po porannym malowaniu ust . - Daj buziaczka skarbie i tak bardzo nie przeżywaj tego swojego powołania. Naciągnęła rajstopy i lekko kuśtykając udała się w kierunku wyjścia. Powietrze pachniało skórzanymi rękawiczkami. Krzysiek wygryzł skórkę przy paznokciu kciuka. Zamówił kolejną Pepsi, założył koloratkę i do listy zakupów dopisał cynamon. Zapalił. O dziewiętnastej prowadzi dialogi małżeńskie. Musi się streszczać. Marcin Liszkiewicz – pasjonat tenisa stołowego i sauny. Pojedyncze wiersze wydawane są w Polsce. W przeszłości również za granicą. Zafascynowany przemianą ludzkich serc. Protestant. Ulubione poezje obecnie: poezje nowohebrajskie. Ulubiona proza obecnie: Jaume Cabre. Ulubiony zapach obecnie: mirra. Ulubiona kuchnia obecnie: indyjska. Ulubiona muzyka obecnie: Piotr Damasiewicz.

  • Błażej Łukaszewicz – sześć wierszy

    ***  metrum 2/4 ua ua ua ua ua ktoś na parkiecie ducha wypluł zatańczył jedną piosenkę w rytmie latynosko-albańskiego disco pogo i padł to nie nasza wina koledzy  nikt nie mógł wiedzieć  że Piotrek miał rozrusznik  przecież jakbyśmy wiedzieli  tobyśmy dreptali dookoła  jak matka przy pierworodnym  bękarcie z zestawu 1+1  (przyjemność + nieprzyjemność) ktoś wylał piwo na koszulkę piotrową i łubu du dym smród spalenizna  a to tylko serce piotrowe dogorywa  rozruchy niezgrane  pam pam pam boogie woogie stawiam kroki delikatnie łu-łu-łu trochę niezgrabnie ty-ty-ty-tyrytytytyty szukam na środku sali ale już sam nie pamiętam grzęznę po uszy w gównie i jak tu teraz znaleźć sens bo nie powiecie mi przecież że to sytuacja iście stoicka a ja mam się z nią pogodzić? siu-siu-pa-pa-pa-trzaska zabroniła mi pani w Internecie patrzeć dłużej w telefon życie to niepewność przeplatana momentami Jestem Sam - pomyślał Seba - zaciąga się papierosem nigdy się tak nie czuł zaczął robić głupie miny hmmm hmmm hmmm więcej o tym nie myśl kiedy staniesz nad pustką zobaczysz, że nie ma to znaczenia chciałbym tak myśleć - pomyślał Seba - świętujemy razem chiński nowy rok straszna choroba ciąży na roku szczura który za nic ma braterstwo siostrzeństwo (poprawność polityczna) AAAAAAA kto wywrócił Michałka? - pyta stara - - a Michałkowi ktoś inny na ucho - wymyśliłem taką szpontę że obsrasz się po zęby na przerwie w kiblu głośne przełknięcie śliny odgłos obgryzania paznokcia plum plum plum - stara znowu coś jebie - niesprawiedliwością jesteś ty, czytelniku miał krzywe nogi jakby jeźdźcem był bez głowy i oczu bu bu buuuuu życia to on nie miał Rada mu je zabrała Albo Pambuk rozdając wady na oślep dał mu te najgorszą bo widoczną gołym okiem sam to widział dnia każdego coraz bardziej chyba plask trzask trach bach to musiało się tak skończyć gdybym tylko wiedziała (chlip) kto do tego dopuścił?! - postępowania brak - be-be-be-be-beton a co jeśli to wszystko musiało się wydarzyć? bez krzyku ujadania szczękościsku tylko przed telewizorem wyzionąć ducha - RZĄD SUPER ROBI - - STOPY TAKIE A TAKIE W DÓŁ - - PKB ROŚNIE, POLSKA GUUUROM - a Marlenka zamyka powoli oczy i nigdy już ich nie otworzy zieeeeeew trzeba było tak ostentacyjnie węchu nie mieć i nie poczuć Gazu Ulotnionego? Błażej Łukaszewicz  – socjolog niepraktykujący, scenarzysta aspirujący (student Szkoły Filmowej w Łodzi). Obywatel Bałut, czasem Pragi Północ. Wychowanek nie ulicy, ale podlaskiej dziczy. Pracuje nad powieścią-debiutem, scenariuszem-przełomem i konceptualnym wierszy tomem-fotoksiążką. Do tej pory publikował w zinie "Po Godzinach". Poszukuje pracy (może ktoś słyszał?). Inner animal: Albert Camus.

  • Sylwia Gibaszek – siedem wierszy 

    Mój przyjaciel ma depresję  racjonalny odważny łowca jeleni doktor Jones laureat naukowych nagród mistrz jazdy bez trzymanki bez ogródek ten co pierdoli wszelkie konwenanse zawsze rozbija bank mój przyjaciel ma depresję  kolekcję analogowych aparatów fotoplastikon twórczej pracy  prześwietlony fotogeniczny przy każdej lustracji waleczny Ryszard lwie serce co radzi jak Adam Słodowy nigdy mi nie słodził mała weź się w garść to co nas nie zabije  wypluj światu prosto w twarz nie rycz mała nie rycz  ja znam te numery to tylko ponury żart że mój przyjaciel ma depresję jego łzy lecą mi na kimono przywiezione z Jerozolimy  jeszcze przed wojną mój przyjaciel ma depresję  człowiek ciężki od właściwości  szczodry koleś opuchnięty do bólu od szczerości harleyowiec prezenter płyt w popularnej radiostacji  winylowej kultury tygla heglistów radioaktywnej literatury różnej maści wielbiciel Erika Satie mocnej kawy ten co duszkiem pił dymną whiskey  o smaku kolejowych podkładów  ma depresję rzecz jasna wisielczy nastrój  jak latarnik w czasie blackoutu  To dopiero sztos kiedy tak  kręci się świat łamiąc własną oś zataczają się jak pijany chłop  bieguny ziemi puszczają wszelkie zawory tamy zasady trele morale w mikserze ludu globalny i tak dalej truje się nas  jak szprotki sardele inne ryby w oceanie  robią się kwasy zajady padają systemy wtedy   mój przyjaciel ma depresję  twój przyjaciel ma depresję on ono oni one też mają depresję albo będą ją mieć jak w banku Zamówienia społeczne nie ma popytu na poezję miłosną radosną wojenną obleśną nikt nie zamawia literatury na miejscu na wynos z dostawą do domu tylko kebab dania wegetariańskie markowe piżamy golarki karty revolut będą potrzebne rewolwery z pewnością rowery elektryczne od zaraz zaraza electro world jest poważna ale nikt jej już nie zauważa anormalność przewlekła stała się normą jak pisał niegdyś filozof   ze szkoły lwowsko- warszawskiej dziś już zupełnie zapomniany jak koła białego dymu   puszczane z dziadkowej fajki Awers i rewers (sceny z zimowego życia przyrody)  Taki był mróz w Międzylesiu  a obok nas locha wyprowadzała na spacer  sześć  pasiastych warchlaków  między lasem a cmentarzem  stałam z awersją do przemocy patrzę teraz  przez oszronione okno na głodne mewy kunę co przemyka odśnieżoną ulicą Radomską  pod zaparkowanymi autami  sikorki na parapecie  te co uwielbiają słoninę  jak Ferdynand Kiepski mocne piwo  tak jak on z dziką rozkoszą  oddają się degustacji zanurzając malutkie dzioby w tłuszczu  sikorki zimą  naprawdę potrafią  delektować się życiem  ukradkiem zawitać  do dziupli nietoperza   który zapadł w zbyt mocny sen rozkosznie stukać w jego czaszkę  aż z wdziękiem i gracją wydziobią mózg na kolację nie śpij bo cię okradną brzmi ludowe porzekadło nie trać czasu na sen bo nawet czaszka w dziupli  po tobie nie zostanie  dla skostniałej z zimna popielicy szarej na śniadanie Przesądy na odejście Kiedy umierasz przepadasz rozkładasz się a może rozpraszasz  podobno  - jak pisała Urszula Kozioł  rzucony na pastwę ciemności czarno w grobie  widać nic ziemia jest szara brunatna albo jak nawóz naturalny gówno prawda może wpadasz właśnie w sam środek jarzeniowego światła nic cię wypala jak w hucie stali może świecisz niczym rafineria gdańska elektrycznymi lotosami stajesz się czystym lśnieniem radioaktywny cieplejszy niż wulkaniczna lawa  przelewasz się z pustego w próżne  nagrzany mocniej niż wnętrze słońca przetaczasz się przez jego układy arterie a żyły planet czerwienieją jak spirale  w farelkach grzejnikach olejowych piecykach  rozkręconych butlach z gazem nie trzeba zapalnika Z grubej rury do Natalii Panczenko hali hali droga pani sklep się pali a w nim  matka babka troje dzieci pies hola hola proszę pani żadna z nas nie może być jak panzerfaust hali hali szpital się pali żłobek chomik kot jeż hola hola proszę nie udawać Greka Ursuli  Urlike Meinhof też nie nie ma pani guza mózgu ale może mieć  wspólne podwórko z nami bez mężczyzn pracy chleba bez klamek  mięsa nawet na kartki  z mięsem armatnim pod bramą  suchym kaszlem dzieci gdzie już nawet łapki na myszy są puste  tylko cisza przed atakiem  spadającym na dom wrakiem samolotu hola hola kobieto z kosą na drony Życie w sieci kiedyś trafienie do sieci oznaczało że stałeś się rybą traciłeś powoli oddech zbyt długi pobyt na uwięzi powodował matowienie łusek nieznośną woń rozkładu dziś bycie w sieci jest trywialne jak masło korki uliczne choroby weneryczne i cywilizacyjne w sieci palisz  patrzysz przez szkła płacisz za prąd gaz sex pantofle kawę pantoflarz najpierw puszcza blik za klipsy żony torebki kozaki  nie przykozaczy na szarym końcu opłaci  toner do drukarki czynsz tu kolejność nie ma znaczenia sieć wyznacza granice naszych umysłów mózgowych połączeń neuronalnych o ile nie zniknęły jak światło w czarnej dziurze dziurki oczka ryzomorfy siatki są absolutnie fascynujące na przykład opieńki tworzą niewidzialne sieci podobne do układów krwionośnych  oplatają drzewa podskórnie pod nienaruszoną korą niczym koronkowe pończochy zgrabne łydki na pierwszy rzut oka gładka  hebanowa okładzina pod nią biała zgnilizna jak białe rękawiczki czule otula drewno a potem bezpardonowo powala na ziemię myślisz burza z piorunami trąba powietrzna orkan nie sądzisz że znane od ponad tysiącleci grzyby tworzą pasożytnicze sieci w całym lesie tajne śmiercionośne siatki big brothers are catching you Sylwia Gibaszek  (ur. 1977) – autorka siedmiu zbiorów poezji. Jest absolwentką Wydziału Filozofii UW. Specjalizuje się w filozofii kina. Uczy etyki i filozofii (w języku polskim i angielskim). Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Jest członkiem zarządu Oddziału Warszawskiego SPP i kolegium redakcyjnego kwartalnika "Podgląd". Jej wiersze były tłumaczone na francuski, czeski, niemiecki i ukraiński.

  • Mira Król – wiersz 

    to jesteś            z zapętlenia switch on switch off  krok w przód  dwa w tył i obrót nad ranem kasujesz numery telefonów  halo jest tam kto abonent czasowo niedostępny bez odbioru   kości dzwonią szczerbiąc kruche brzegi naczyń                                dzwonią w uszach nie milkną                                     brzmi to jak przekleństwa                                        zgadujesz nie czytasz ich językiem mówisz               to że czegoś nie widzisz nie znaczy że tego nie ma              woda popijana z uszczerbionych filiżanek wciąż gasi pragnienie                                                            nie wierzysz?                                                                            zanurz palec                                                                                     włóż  całą dłoń jesteś made of clay z no choice z wyplutej pestki  wiśni wilczej jagody czarnego bzu cherry  cherry lady cierpkie słowo na języku  wierne jak pies jak suka            dźwięk                      skurwysyn rzeźnik idzie z gardeł nocy rozpruwa kruchą tkankę żre marwe mięso           się                 psuje prędzej czy później  krew jest pożywką dla bakterii          do której biegniesz gwiazdy girl  to tylko czeskie perły rozrzucone nad głową  puszczają do ciebie oczko od nocy gorszy jest tylko sen     od nocy gorszy jest tylko dzień mówisz             moja krew jest zbyt gęsta a prąd zbyt wartki             to wszystko po to by było mi łatwiej                poddać się sile ciążenia                  ale to co mam w głowie                          gdy wrze krew                           ferment                                        i                                       myśl                                        podpłyń bliżej                                                 i puść                                                            to Mira Król – osoba pisząca. Publikowała m.in . w „Migotaniach” , “Afroncie” , “Stronie czynnej”, “Helikopterze”, “Trytytce”, “Zakładzie”, w “Pocztówkach literackich Karola Maliszewskiego”, “Tlenie literackim”. Debiutancki Nietakt  czyta jako „wytrych”. Na deficyt zieleni poleca: pola, łąki, lasy i rower.

  • Camila Mermet – cztery wiersze

    Możliwość historii Borgesowi oto jest intymność: myję ci włosy wycieram plecy całuję twoje oczy przed snem czuwam nad snami, bo jestem ich częścią słucham twojego oddechu dotykam cię i jesteś taki ciepły  to jest ciepło domu, co płynie przez twój układ krwionośny przytulam cię pamiętam kształt twoich ramion tęsknię za tobą tam, gdzie cię nie ma mówię to odpowiadasz, że mnie kochasz mamy taki radosny dom koty strącają rzeczy z mebli nasze łóżko dalej jest niepościelone w kredensie zawsze jest herbata zna nas już kwiaciarz z sąsiedztwa wzrusza nas piękno, jakie ma kolor  i nawet jeśli to krótkie dzielimy to poczucie patrzenia czegoś pięknego śmierci i narodzenie  na nowo  jesteśmy teraz razem przyjedziesz  pisze to wszystko, żeby to istniało  daję słowom ten dar którego nikt nie ma: zmieniania czasu bo to kłamstwo  nie jesteśmy razem ale na początku tego wiersza byliśmy nie przyjdziesz ale w tym wierszu na ciebie czekam Tego nie powiedziała Frida Kahlo Kochaj tego, kto patrzy na ciebie jak na magię głosi jakaś koszulka w głębokim sprzeciwie myślę ja że ja to chciałabym, żeby patrzono na mnie na taką, jaka jestem  nie mniej, nie więcej zwyczajna kobieta która pracuje która czeka na autobus w deszczu czyta książki boi się pije kawę  kocha tego kto patrzy jej w oczy bo nie oczekuje żadnych sztuczek poza wiarą w nie same rozumiem, że to nie mieściłoby się na koszulce  Najsłodszy człowiek na świecie płaczę przed snem, bo się nie rozumiemy jak moi rodzice uderzam w rzeczy, żeby zaczęły działać  nic z tego by się nie działo gdybyś ty byłx między nami świat jest mały jest chusteczką  która zasłania nam oczy nie bój się  też się zakochałam we wspomnieniu co robić z nostalgią?  W dzień, w którym się urodziłam, padało bez przerwy płaczę w każde z moich urodzin  ciosy od życia uczą, jak się bać  mam serce uparte i  takie, które nie stwardniało z wiekiem wręcz przeciwnie  zrobiło miększe i plastyczne pamiętam o tobie ale ty nadal o mnie nie myślisz przełożył Krzysztof Katkowski Camila Mermet (ur. 1998) – prowadzi warsztaty literackie, jest redaktorką, animatorką kultury i studentką historii sztuki na Uniwersytecie w Buenos Aires (UBA). Autorka tomików Relicario  (2023) i La belleza es otra cosa  (2024). Jest członkinią Un Libro Una Casa – oddolnego, niezależnego kolektywu działającego na rzecz powszechnego dostępu do literatury. W jego ramach współredagowała dwa roczniki współczesnej poezji argentyńskiej.

  • Jaime Sáenz – pięć wierszy

    Niczym światło Gdy nadejdzie godzina, w której zgaśnie gwiazda, moje oczy pozostaną w przestworzach, które z tobą jaśniały Bezgłośnie, niczym światło spoczywa na mej drodze przejrzystość zapomnienia. Twój oddech przywraca mnie oczekiwaniu i smutkowi ziemi, nie odchodź z zapadnięciem zmierzchu — nie pozwól mi odkryć inaczej niż za tobą tego, co jeszcze muszę umrzeć. Wysoko ponad mrocznym miastem Pewnej nocy na ulicy w deszczu, wysoko ponad  mrocznym miastem z odległym hałasem w tle z pewnością westchnie ja westchnę trzymając się za ręce przez długi czas pośród drzew w gaju jej jasne oczy, gdy przelatuje kometa jej twarz przybyła z morza jej oczy na niebie mój głos w jej głosie jej usta w kształcie jabłka jej włosy w kształcie snu spojrzenie nigdy niewidziane w każdej źrenicy jej rzęsy w kształcie światła strumień ognia wszystko będzie moje będę fikał z radości odejmę sobie rękę za każde jej westchnienie wyłupię sobie oko za każdy jej uśmiech umrę raz dwa razy trzy razy cztery razy tysiąc razy aż umrę na jej wargach piłą przerżnę żebra by ofiarować jej swe serce igłą wyłuskam swą najlepszą duszę by sprawić jej niespodziankę w piątkowe wieczory z nocnym powiewem śpiewającym pieśń postanawiam żyć trzysta lat w jej pięknym towarzystwie. Twoja czaszka Dla Silvii Natalii Rivery Te deszcze, nie wiem, dlaczego sprawią, że pokocham sen, który miałem, przed wieloma laty, wraz z tym snem, który miałaś ty — ukazywała mi się twoja czaszka. I miała w sobie wielki urok; nie patrzyła na mnie — patrzyła na ciebie. I zbliżała się do mojej czaszki, a ja patrzyłem na ciebie.  I kiedy ty patrzyłaś na mnie, ukazywała ci się moja czaszka; nie patrzyła na ciebie. Patrzyła na mnie.  W głęboką noc ktoś patrzył; a ja śniłem twój sen — pod bezdźwięcznym deszczem, ty skrywałaś się w swojej czaszce, a ja skrywałem się w tobie—. W oknie  Dla Nelly Villanuevy Bóg jeden wie, czego szukałem, chciałem znaleźć nie wiem co, pewnego wieczoru, odczuwałem dawną chwilę uroku, rzeczy zapomniane w czasie — bezkształtne przedmioty wewnątrz mnie, ślad popiołu i grudka gorzkiej gleby, te nieśmiertelne imiona w pamięci. Kotwica, w złotych guzikach, i papiery, kurz w próżni — zapach, w dziecięcych ubrankach, jakieś resztki, okruchy sprzed lat — i z bardzo daleka, przy tchnieniu powietrza w oknie, pomyślałem o tobie: w chmurach, tęsknota za tobą była zwiastunem deszczu, z twymi niewytłumaczalnymi oczami, a wieczór umierał.  Była to barwa, niepokój przeczucia: był to cień: pożegnanie, głęboka noc w oknie. Jesteś widoczna Trwasz przez cały czas w zapachu gór, gdy słońce się oddala, i wydaje mi się, że słyszę twój oddech w chłodzie cienia jak zamyślone pożegnanie. Z twego odejścia, które jak ogień płonie, żal odczują te jasne obrazy kołysane przez wiatr wieczorny tutaj i w oddali; ja ci towarzyszę szmerem liści, patrzę za ciebie na rzeczy, które kochałaś — świt nie zatrze twego kroku, jesteś widoczna. z hiszpańskiego przełożył Adrian Krysiak Jaime Sáenz Guzmán  (1921–1986) – boliwijski prozaik, poeta, eseista, dziennikarz i wykładowca.

  • Sylvan Chabaud – sześć wierszy

    Belaud Z twojego więzienia wyniosłeś muzyczny klucz, karnawał sonetów, by otworzyć drzwi języka      i dać nam snopy - z chwil podobnych do kwiatów z miotły na festynach w de-z-Ais.  Winobrania Silny zapach wyciśniętych winogron wypełnił ulice miasteczka. Czas winobrania, kraj nasz drży i pulsuje jaką winną żyłą. Jesteśmy na morzu wina, traktory ruszają w kierunku winnic jak statki odbijające od brzegu. Ty, Montpeirós, jesteś czerwoną wyspą pośród wrześniowych fal. Narodziny Dla Alaïs Wyobraź sobie, że gwiazdy rodzą się tak, jak światło, popiół i wiatry, jak ciepło, krew i pot, jak bezmiar obietnicy od słońca. Wyobraź sobie, że masz tyle jutra, ile soli jest w morzu, i że jesteś nowym światem, nieskończoną siłą wszechświata, się rozszerzającego. Jesteś w moich dłoniach i życie rozbrzmiewa wszędzie: jak jaki hojny deszcz. Wyobraź sobie, że gwiazdy robią to samo – gdy się rodzą, że muszą zagrać tę wiosenną muzykę, ten głęboki śpiew życia, co się właśnie zaczyna. Rap Ze strachu wydaje mi się, że wszystko nie tak, a chcę jakieś przejść ten wieczór. Podkręcam więc dźwięk starych, zapomnianych kawałków rapu, tej poezji ostatniej, która ma jakiś sens. Zagubione wiersze na trzasku winylu, cykl sampla podkreśla tylko pieśni styl, wszystko się staje jaśniejsze. Augal Augal to biały gwiazdozbiór, niebieskie słońce na końcu koła, co się toczy po płaskowyżu, zalanym światłem. Wszystko się miesza – niebo, bezkres, koło i śnieg – tam, na szczycie Sewennów. Życie płonie wszędzie, tysiące galaktyk skręcają się w nierzeczy mojego bycia; Pierwotny ocean zdaje się wracać aż do wysuszonych zatok na zboczach Montpeirós, w dole, w morzu winnic, gdzie odradzają się skamieniałe ostrygi. Augal to biały gwiazdozbiór, biała wyspa w rzece nieba. Roztrzaskanie (Grota Krowy, Laròca) U wejścia do groty zarysowany grzbiet zwierzęcia, które nigdy nie zniknęło, daje nam znak. Drobne i kruche piękno prostego rysunku: linia podąża za kształtem skały. W dole rzeka wciąż drąży wąwóz. Trwamy w milczeniu –i może trochę bardziej żywi, bo jak niby opisać muzykę dłoni na wygładzonej skale? przełożył Krzysztof Katkowski Sylvan Chabaud (ur. 1980) – francuski pisarz, poeta, muzyk i krytyk literacki.

  • Cecilia Vicuña – pięć wierszy

    Śpiąca Cyganka (Lew strzeże jej księgi snów) Cyganka pisała przez lata dzieło tajemne, którego nikt nigdy nie pozna, ale które zaczęło urzeczywistniać się w prawdziwym życiu. Podczas gdy ona nadal śni jej sny tworzą świat. Lew jednak nie może spać. Jeśli przestanie jej strzec, ona mogłaby się obudzić a my zniknąć natychmiast. Uprawa Przez całe eony uprawiałam siebie niczym demona bez zahamowań a dziś widzę siebie z ręcznym hamulcem niczym zręczną dziewczynkę zdeformowaną i wątłą w ogrodzie roślin z dymu. Samotność Stracilibyśmy ponad połowę naszej więzi gdybym przestała być twoim przyjacielem   Nie miałam wyjścia czułam się łagodna   Chcesz pokazać mi niebo? dotknij tej przestrzeni białej między udami delikatnie bez innych intencji nieomal mimochodem. Niebieski i zielony Niebieski i zielony w świetle dnia i pod migdałowcami zupełnie nieszkodliwy uśmiecha się u stóp anioła, który normalnie służy mu za samolot. Gra na rogu i myśli w języku guarani zimne noce spędza w Katmandu i w większości wypadków je obiad w Rawalpindi chociaż to bardzo daleko od Sulavesi dziwnej ojczyzny jego serca. Matka i córka Matka jest tak przyjazna jak córki, prostytuuje się z łatwością, ma dwadzieścia lat w każdej piersi, a jednak jej sutki wznoszą się zwinnie jak konie wyścigowe. Ma zapadnięte pośladki, a jej największą aspiracją jest zaprzeczyć istnieniu wszelkiej wilgotności, temu, co półotwarte. Usunąć te światy z ziemi, by jej córki stały się płaskimi lalkami.   Nocą duchy skóry zajmują dom, a to, co zostało wymazane zaczyna istnieć.  Zagubiona, matka rzuca się na córki i gwałci je jedną po drugiej. Od maleńkości nie znały innego traktowania, a dziś, osiągnąwszy dojrzałość, sprawiają wrażenie, jakby panowały nad światem z udawaną nieśmiałością. z hiszpańskiego przełożył Adrian Krysiak Cecilia Vicuña  (ur. 1948) – chilijska poetka, artystka i aktywistka łączona z ekofeminizmem. Jej prace wystawiane były m. in. w Museum of Modern Art, Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku, Tate Modern oraz na Documenta 14 w Kassel.

  • Paweł Sarna – trzy wiersze

    Źrebak Śniło mi się, że chciałaś mieć źrebaka: z cienkimi nogami, zawsze zadziwionego światem. Mówiłem: po co nam koń i gdzie będziemy go trzymać? A ty: mamy już chyba wszystko  i mamy szopę, którą można opróżnić. Kupiliśmy go przez internet, z dostawą  i pomyślałem jeszcze – cały czas we śnie – że teraz trzeba wypatrywać awizo, a zresztą koń to nie list – pewnie wcześniej zadzwonią. Dwa dni później zadzwonił kurier z przesyłką  i mocno się dziwił,  że dawno nie zamawialiśmy niczego. Góra szczęścia Kiedyś powiedziałem: popatrz, ta kura jest zupełnie jak Beata z twojej pracy,  rzuca się na każdego, kto na nią spojrzy. Pewnie odgrywa się za jakieś historie z przeszłości. Beata o mało nie zabiła nam dwóch młodych kur,  które dołączyliśmy do stada. Tak, widziałem,  to była Beata. Rzuciłem, że może to one nie miały wyczucia,  ale uznałaś, że znowu głupoty mówię i w ogóle mam skłonność do idiotycznych porównań. Beata nigdy nie wchodzi z innymi do domku, tylko powiększa swoją jamkę w piachu.  Pewnego dnia Beata popłakała się w pracy na przyjęciu-niespodziance  z okazji jej okrągłych urodzin i oznajmiła, że jeszcze w życiu nikt jej tak nie upokorzył. To była naturalnie twoja Beata. Powiedziałaś wtedy, że (trochę) miałem rację, a tamte młode nie miały wyczucia.  Tego samego dnia nasza Beata wyrwała sobie  resztę piór z kupra. Una  Zobaczyliśmy wiewiórkę w parku:  niewielka i piękna  i jakby nie znała złych zamiarów.  Pomyśleliśmy, że dobrze by było  mieć taką u siebie.  Kilka dni później  coś zaczęło hałasować na górze,  a samochód nie chciał zapalić.   Całe stado kun całe noce  nie dawało nam zasnąć.  Walczyliśmy  i nienawidziliśmy się  nawzajem.  A jednak z tamtego uczucia – z parku –  coś pozostało, czego nie dało się wykurzyć. Paweł Sarna (ur. 1977) – opublikował zbiory poezji:  Ten i Tamten  (wraz z Pawłem Lekszyckim, 2000),  Biały Ojcze Nasz  (2002),  Czerwony żagiel  (2006),  Pokój na widoku (2014) oraz Ruskie  (2024). Jego wiersze tłumaczono na język hiszpański, czeski, serbski, słowacki i chorwacki.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page