top of page

Znaleziono 644 wyniki za pomocą pustego wyszukiwania

  • Bob Dylan - dwie piosenki

    The Times They Are A-Changin’ Zbliżcie wokół się ludzie Ze wszystkich stron I zobaczcie jak woda Wokół przybiera jak zmrok I zrozumcie, że wkrótce Przyjdzie uciec wam stąd Jeśli chcecie ocaleć Jeden z drugim śmiało płyń Nim jak kamień opadnięcie na dno Bo ten czas, płynie coraz prędzej Chodźcie ciury i wieszcze Co skrobiecie na wzór mód Miejcie oczy jak spodki Ta szansa nie powtórzy się znów Nie gadajcie na próżno Bo czas zwątpień jest tuż I kto wie kim jest ten Co wybiera spośród sług Ten co przegranym był Jutro innym da w kość Bo czas się zerwał z uwięzi Zjeżdżajcie się radni Bo obrad już czas I nie stójcie po kątach Uszanujcie głos mas Bo ten szkodę poniesie Co zmarnował swój los Walka rozgorzała już wszędzie I słychać drżenie szyb Ze ścian sypie się tynk A zmiany są tuż, i czas pędzi Chodźcie tutaj rodzice Ze wszystkich stron Lecz nie gańcie młodzieży Co opuściła swój dom Droga do was zarasta Wasz Chevrolet to złom Gdy brak sil wam by pomóc nową drogę wytyczyć zróbcie miejsce w “zaprzęgu” Bo czasy zmieniają się wszędzie Granica jest krechą Pieczęcią jest los Biedny kto dzisiaj Jutro wygra swój trzos To co ważkie jest dzisiaj Jutro obróci się w proch Ten porządek się kończy I kto pierwszy jest wszędzie Wkrótce spotka go krach Bo zmiany są tuż, i czas nas dopędzi. Własność Jezusa Śmiało obgaduj go, bo budzi twój niepokój, jakim masz być Bo on się pozbył rzeczy, bez których ty nie możesz żyć Kpij z niego za plecami, bo inni też to robią Wypomnij mu marną przeszłość, kiedy przechodzi obok On jest własnością Jezusa Nie daruj mu nawet raz Ty masz coś lepszego tutaj Ty masz serce jak głaz Przerwij swoją opowieść, kiedy podchodzi ulicą Oo, jaki to byłby ubaw, gdyby się zatoczył i upadł Bo nie da się do niczego nakłonić, żadnymi przesądami Bo jest nieprzekupny towarem, o którym marzysz nocami i dniami On należy do Jezusa Nie daruj mu nawet raz Ty masz coś lepszego tutaj Ty masz serce jak głaz Kiedy bat co ciebie trzyma w ryzach jego nie zdoła zniewolić Głoś, że jest całkiem głuchy, mów, że wszystko partoli Głoś, że nie nadąża z duchem czasów, chcąc mu zagrać na nerwach Bo nie składa daniny księciu, którego ty jesteś sługusem wiernym. On jest własnością Jezusa Nie daruj mu nawet raz Ty masz coś lepszego tutaj Ty masz serce jak głaz Ogłoś, że jest ofermą, bo brak mu zdrowego rozsądku Bo nie stara się być coś wart cudzym kosztem, ale być zawsze w porządku Jeśli wciąż próbuje bez obaw, powiedz, że nie ma klasy Bo nie opowiada bajek ani kawałów, niczego co cię rozbawi czasem. On należy do Jezusa Nie daruj mu nawet raz Ty masz coś lepszego tutaj Ty masz serce jak głaz Możesz kpić ze zbawienia, możesz zbierać olimpijskie nagrody Może myślisz, gdy spoczniesz w grobie, że wracasz tam skąd pochodzisz Lecz marny jest twój życiorys i zmieniłeś się od połogu Co się stało z prawdziwym tobą wpół drogi - pojmany. Ale przez kogo? On jest własnością Jezusa Nie daruj mu nawet raz Ty masz coś lepszego tutaj Ty masz serce jak głaz. tłumaczenie Jerzy Bartonezz Bob Dylan - ikoniczna postać popkultury, twórca o gigantycznym dorobku muzycznym i poetyckim skończy w tym roku 83 lata. Karierę muzyczną zaczynał podczas studiów. Pierwsze jego samodzielne utwory powstały na bazie fascynacji poezją i muzyką folk, później zaczął sięgać po inne gatunki muzyczne, łącząc gospel z balladami, a muzykę tradycyjną z rockiem i bluesem. Dylan dość szybko wypracował własny, niepowtarzalny i rozpoznawalny na całym świecie styl. Jego piosenki śpiewali już niemal wszyscy uznani artyści estradowi. Pierwszą płytę nagrał w 1962 roku – ostatni album ukazał się w 2023. W sumie wydał 40 albumów studyjnych, 15 płyt koncertowych oraz ponad 50 koncertowych zapisów video. Jego piosenka The Times They Are a-Changin’ stała się w latach sześćdziesiątych hymnem osób walczących o prawa obywatelskie w USA, a także towarzyszyła akcjom podejmowanym przez ruchy antywojenne. Amnesty International uhonorowało go wydaniem albumu na 50-lecie jego pracy artystycznej. W roku 2016 został laureatem literackiej Nagrody Nobla (której nie odebrał osobiście). Dylan ciągle koncertuje, poza tym z powodzeniem maluje obrazy, tworzy kolaże i formy przestrzenne. Jest wegetarianinem.

  • Grzegorz Wróblewski – earth research 35-44

    Pracę nad projektem fotograficznym EARTH RESEARCH rozpocząłem kilka lat temu. Zdjęcia wykonywałem przede wszystkim w Danii na wyspie Zelandii, ale również w Polsce. Tytuł tego cyklu można interpretować dosłownie, na zasadzie obserwacji naszego planetarnego "podłoża", ale także Ziemi, jako obiektu Układu Słonecznego. Oko aparatu skierowane jest tutaj zawsze na struktury, z którymi mamy do czynienia na ziemskiej skorupie, czyli właśnie podłożu – nigdy w górze, na niebie. I sprawa istotna, nie są to tylko rejestry formacji wyłącznie naturalnych, pierwotnych. Badania nie dotyczą tylko lasów, plaż etc. Wiele motywów nosi ślady działalności/aktywności ludzkiej. Pierwsze 34 fotografie cyklu EARTH RESEARCH opublikowane zostały w australijskim, progresywnym piśmie "Otoliths" oraz online: https://the-otolith.blogspot.com/2023/05/grzegorz-wroblewski.html Grzegorz Wróblewski – artysta wizualny, autor książek poetyckich, prozatorskich i dramatów; m.in. Ciamkowatość życia (1992/2002), Planety (1994), Dolina królów (1996), Prawo serii (2000), Pomieszczenia i ogrody (2005), Hologramy (2006), Noc w obozie Corteza (2007), Nowa kolonia (2007), Hotelowe koty (2010), Pomyłka Marcina Lutra (2010), Dwie kobiety nad Atlantykiem (2011), Wanna Hansenów (2013), Gender (2013), Kosmonauci (2015), Namiestnik (2015), Choroba Morgellonów (2018), Implanty (2018), Miejsca styku (2018), Pani Sześć Gier (2019), Runy lunarne (2019), Tora! Tora! Tora! (2020), Cukinie (2021), Letnie rytuały (2022), Niebo i jointy (2023). Tłumaczony na kilkanaście języków, m.in. na język angielski, zbiory: Our Flying Objects – selected poems (2007), A Marzipan Factory – new and selected poems (2010), Kopenhaga – prose poems (2013), Let’s Go Back To The Mainland (2014), Zero Visibility (2017), Dear Beloved Humans (2023). W Bośni i Hercegowinie Pjesme (2002), w Czechach Hansenovic vana (2018). Udział w licznych wystawach zbiorowych i indywidualnych (malarstwo, mixed media, instalacje) w Polsce, Danii, UK i Niemczech. Książka asemic writing Shanty Town (Post-Asemic Press, USA, 2022), książka-obiekt z poezją wizualną Polowanie (Convivo, 2022). Mieszka w Kopenhadze.

  • Maya Angelou (2) – wiersze

    Pracująca kobieta Dba o dzieci Ubrania łata Podłogi zamiata Po zakupy leci Smaży kurczaki Kąpie niemowlaki Ma wiele gęb do wykarmienia Ogród do wypielenia Koszule do wyprasowania dzieciaki do ubrania Trzcinę do wycięcia Chatę do ogarnięcia Chorych na głowie Bawełnę do zebrania Oświeć mnie, słońce, Deszczu spadnij na mnie, Opadnij delikatnie, kroplami rosy Ochłódź moje czoło, kolejny raz. Burzo wywiej mnie stąd Twoim najsilniejszym wiatrem Pozwól mi płynąć po niebie Dopóki nie odpocznę znowu. Spadnijcie delikatne płatki śniegu Pokryjcie mnie bielą Zimnymi lodowatymi pocałunkami Pozwól mi odpocząć dzisiejsze w nocy. Słońce, deszcz, zaokrąglone niebo, Góry, oceany, liść i kamień. Gwiazdo świecąca, blasku księżyca. Jesteście wszystkim, co mogę nazwać swoim. Lekcja Umieram po raz kolejny Żyły mam otwarte jak Małe piąstki śpiących Dzieci. Pamiętam stare grobowce W nich gnijące ciała i robaki Nie obchodzi to mnie Sprzeciwiam się. Lata I zimno pokonuje życie, głębokie Linie zmarszczek na twarzy. Przytępiony wzrok, wciąż Umieram, Bo kocham żyć. Afryka Leżała niczym trzcina cukrowa słodka włosy jej pustyniami złotem jej stopy góry jej piersiami dwa Nile jej łzami. Zatem leżała Czarna wiekami. Za białym morzem szron biały i zimny bandycki chamski sopel lodowaty porwał jej młode córki sprzedał jej silnych synów pojednał ją z Jezusem wykrwawił ją bronią. ona leżała. Teraz się podnosi pamięta ból pamięta straty jej wołania głośne i daremne pamięta o swoich bogactwach jej historia została stłamszona ona teraz podniosła się chociaż leżała. Kiedy myślę o sobie Kiedy myślę o sobie, Śmieję się do łez, że aż mnie krztusi, Moje życie było ubawem po pachy Tańcem na stojąco Piosenką jąkającą Śmieję się tak mocno, że aż mnie dusi Kiedy myślę o sobie. Sześćdziesiąt lat żyję na tym świecie Dziecko, dla którego pracuję, woła na mnie dziewczynka Mówię „Tak, proszę pani”,  ona nie Murzynka. Zbyt dumna, by się skłonić Zbyt biedna, by się złamać, Śmieję się aż mnie brzuch boli, Kiedy myślę o sobie. Moi ludzie mogą sprawić, że śmiechu zrywam boki Śmiałam się tak bardzo, prawie umierałam Opowieści, które opowiadają, za pewnie zmyślają, Ciężko pracują nic nie mają Inni owoc ich pracy zjadają Śmieję się,  aż do łez, Kiedy myślę o moich ludziach. przełożył Adam Lizakowski Maya Angelou (1928–2014) urodziła się w St. Louis w stanie Missouri jako Marguerite Johnson. Jej ojcem był Bailey Johnson, cywilny pracownik marynarki wojennej oraz Vivan Baxter, pielęgniarka i zawodowa hazardzistka, która była też artystką i miłośniczką barów. Gdy rodzice rozstali się, Maya i jej starszy brat trafili na wychowanie do babki mieszkającej w małym miasteczku Stamps w stanie Arkansas. Dorastający brat Mayi popadał w konflikty z prawem - czego bezpośrednią przyczyną był jego bunt przeciw dyskryminacji rasowej. Maya przeżyła wówczas największą traumę swojego życia. W wieku ośmiu lat została zgwałcona przez kochanka swojej matki, powiedziała o tym swoim kuzynom, którzy zamordowali gwałciciela. W wyniku wstrząsu psychicznego Maya przestała mówić. Milczała przez kilka lat, jej pasją stało się czytanie książek. Niektórzy nawet twierdzą, że był to moment decydujący o tym, że została pisarką. Pochodziła z biednego Południa, ale miała chłonny umysł, szybko się uczyła i prawie nigdy nie zrażały jej porażki. Uparcie dążyła do celu, często płacąc za to wysoką cenę. Była piosenkarką, tancerką, aktorką, prostytutką w burdelach San Francisco, kompozytorką i pierwszą czarnoskórą reżyserką w Hollywood. Prowadziła bary oraz smażyła hamburgery, jako kucharka pracowała w restauracji kreolskiej, nawet pracowała w warsztacie samochodowym. Kiedy wybuchła II wojna światowa, Angelou złożyła podanie o wstąpienie do Women’s Army Corps. Jej wniosek został jednak odrzucony. Zdeterminowana, postanowiła zostać konduktorką tramwaju, ale ze względu na młody wiek i kolor skóry nie mogła nawet złożyć podania. Jednak na przekór sytuacji, przez trzy tygodnie, codziennie je składała. Ostatecznie została przyjęta i stała się pierwszą Afroamerykanką, która pracowała jako konduktorka tramwaju w San Francisco. Trwało to tylko przez jeden semestr, potem zdecydowała się wrócić do szkoły. Latem 1944 roku ukończyła Mission High School i wkrótce potem urodziła swoje jedyne dziecko, Clyde'a Baileya (Guy) Johnsona. Mając dwadzieścia dwa lata wyszła za mąż za początkującego muzyka Anastasiosa Angelopulosa, byłego marynarza greckiego pochodzenia. Nie było to łatwe, bo Angelou jako biały nie mógł tak zwyczajnie zalegalizować związku z czarną kobietą. Oboje byli pięknoduchami, lubili tańczyć, śpiewać a muzykę, traktowali życie jak scenę, na której trzeba odegrać swoją rolę artysty. Ich związek trwał niecałe trzy lata. W tym czasie Maya brała lekcje tańca i pracowała jako piosenkarka w nocnych klubach, przyjmując nazwisko Maya Angelou (tak brzmiało skrócone nazwisko męża.) Dorastała w czasach, w których czarni obywatele Ameryki coraz głośniej domagali się zrównania swoich praw z prawami białych. Oczywiście Maya dołączyła do tego ruchu, została aktywną działaczką na rzecz praw obywatelskich, pracowała dla doktora Martina Luthera Kinga Jr. i Malcolma X. Kiedy 4 kwietnia 1968 r. King został zamordowany, była zdruzgotana. Przyjaciele zachęcili ją do spisania historii własnego, barwnego życia. Wydana w 1969 roku książka ”I Know Why the Caged Bird Sings”, ("Wiem, dlaczego uwięziony ptak śpiewa") staje się sensacją roku i dotyczy jej traumatycznych przeżyć podczas wczesnych lat życia spędzonych na amerykańskiej prowincji. Wiele organizacji broniących przyzwoitości i szkół chciało zakazać wydawania tej książki ze względu na szczere przedstawienie wykorzystywania seksualnego i świata pozbawionego upiększeń czy pomijania wątków drażliwych. Dla Mayi liczyła się tylko prawda o świecie, którą należy ukazać nie tylko białym ale i czarnym obywatelom USA. W długim barwnym życiu miała okazję być piosenkarką, tancerką, aktorką, kompozytorką i pierwszą czarnoskórą reżyserką w Hollywood. Maya Angleou była kultową pisarką, wykładowczynią i uwielbianą gawędziarką. Odegrała wielką rolę w upowszechnianiu znaczenia i roli czarnoskórych kobiet w życiu literackim Ameryki. Pisała prosto i jasno konwersacyjnym tonem, jej poezja trafiała do ludzi z różnych środowisk. Angelou została uznana „za rzeczniczkę (…) wszystkich ludzi zaangażowanych w podnoszenie standardów moralnych życia w Stanach Zjednoczonych”. Zasiadała w dwóch komisjach prezydenckich, podczas kadencji Geralda Forda i Jimmy'ego Cartera. Od roku 1981 zaczęto nazywać ją pani doktor Angelou: pomimo braku akademickiego wykształcenia została profesorem (lifetime Reynolds Professorship of American Studies) na Uniwersytecie Wake Forest w Winston- Salem w Karolinie Północnej, gdzie była jedyną wykładowczynią Afroamerykanką na pełnym etacie. Otrzymała mnóstwo wyróżnień, ponad pięćdziesiąt doktoratów, nagród i odznaczeń, a jej biografie pisane przez nią samą oraz przez badaczy literatury często podają sprzeczne informacje dotyczące jej życia osobistego, artystycznego i społecznego. Pewne jest, że została poproszona o napisanie wiersza z okazji inauguracji Billa Clintona na prezydenta Stanów Zjednoczonych w 1993 roku. W 2000 r., otrzymała the National Medal of Arts. W 2010 roku została odznaczona przez prezydenta Baracka Obamę the Presidential Medal of Freedom, najwyższym odznaczeniem cywilnym w USA. W 2013 roku została laureatką Nagrody Literackiej, the National Book Foundation’s Literarian Award za zasługi dla środowiska literackiego. Zmarła w 2014 roku mając 86 lat. Adam Lizakowski

  • Piotr Maur – trzy wiersze

    w poszukiwaniu straconego czasu chodzę po domu za synem krok w krok asekuruję go gdy schodzi po schodach lub wspina się na kanapę jestem w pobliżu gdy na zewnątrz wdziera się w krzaki pod oknem patrzę uważnie gdy siedzi w wannie z całą masą gumowych zabawek wszyscy powtarzają z drwiącym uśmiechem że jestem nadopiekuńczy próbuję im tłumaczyć że to nie prawda że nie w tym rzecz ale nie wierzą mi nic nie szkodzi nikt nie musi wiedzieć że odkryłem być może najcenniejszy sposób odzyskiwania straconego czasu niepokonany w młodości często biłem się na pięści z różnych niezwykle ważnych lecz zapomnianych już powodów niekiedy wygrywałem niekiedy przegrywałem gniew zmywałem krwią krew ocierałem rękawem a podbitym okiem spoglądałem prosto w słońce nie byłem w tym odosobniony – bójki były dla nas codziennym sposobem rozwiązywania czy też pomnażania problemów któregoś dnia zobaczyłem jak chłopiec siedzący na przeciwniku trzymanym w dłoni kamieniem uderzył kilka razy tego pokonanego w twarz nigdy przedtem nie widziałem nic równie ohydnego pielęgnuję w sobie to oburzenie to i wszystkie inne ale wiem że to za mało wciąż powraca choć w różnych odmianach czas ofiar i katów co znaczy że ani pamięć ani wiedza nikomu nie pomogą dlatego nigdy ale to nigdy nie wolno dać się pokonać *** jeszcze zanim nadeszła ta dziewczyna a zatem zanim dostrzegłem jej ponętne krągłości należycie uwypuklone przez jeansową materię spodni a więc zatem zanim jeszcze cokolwiek zaświtało w mojej głowie i zanim przełknąłem ślinę w charakterystyczny dla wędrujących od wieków przez pustynię wędrowców silny powiew wiatru zerwał wielki klonowy liść który wirując w powietrzu i skrząc się wymierzył mi siarczysty policzek dopiero potem przez łzy dostrzegłem ją idącą w moją stronę wymijającą mnie tak jakby mnie tu nie było a tylko na parkowej ławce leżała wczorajsza gazeta i liść klonu a może nawet sam liść zadrukowany kłamliwymi newsami tak właśnie tego roku zjawiła się jesień jesień mojego życia Piotr Maur (ur. 1963) – poeta, prozaik. Opublikował książki siedemdziesiąt sześć (1996), 28 i 5 (2002), Bezmiar miłości (2006), Pogrzebowe obrzędy, miłosne ceremonie (2010), Po papierosy i z powrotem (2015). Obecnie mieszka w USA.

  • Radosław Wiśniewski – Bany Ukraińskie (3)

    Rysunki z Tymoteuszem - Tato, a co tu jest napisane? - Sława Ukrainie, synku. - A na dole? - Sława bohaterom - A to co wybucha? - Gwiazda śmierci imperium zła czy jakoś tak... nie pamiętam, jak to dokładnie się nazywało - A ja wiem! To jest wielki, zgniły, latający krakers! 6 marca. Za chwilę dalszy ciąg programu Nie wiadomo co dzieje się wewnątrz obszarów o niepewnie zaznaczonych liniach. Wiadomo, że kleszcze wokół Kijowa się nie domknęły. Wiadomo, że do Odessy droga długa, a Mikołajów odparł ataki. Wokół Kijowa, po obu stronach trwają walki, złożona układanka, korytarze, linie, drogi. Charków, Sumy, Tokmak, Czernihów - bronią się nadal. Mariupol oblężony ze wszystkich stron. To przesilenie, o którym pisałem jakiś czas temu, nie dało przełomu. Ale zdaje się, że dało wytrącenie inicjatywy z rąk bandytów. Uderzenia rakietowe na Winnicę, kolejne ostrzały Mariupola, gdzie drugi dzień z rzędu nie udaje się ustalić korytarza humanitarnego. To znaczy daje się, ale potem putlerowcy go ostrzeliwują. Dzisiaj pojawiły się filmy z ewakuacji Irpienia. Idą ludzie z walizkami po chwili strzał i już nie ma ludzi z walizkami. Putlerowcy mają to przećwiczone z Syrii, Czeczenii. Tam też tak robili, otwierali niby korytarz dla ludności, a potem strzelali z czego się dało. Tak było 1994, 1999, 2008, 2014, 2017. I tak jest teraz. To nie przypadek, to ustalona praktyka. Legion cudzoziemski, który ma walczyć po stronie Ukrainy podobno ma około 20 tysięcy zgłoszeń. W większości ostrzelani weterani – brytyjscy marines, amerykańscy, francuscy. Samych Chorwatów ponoć dwustu.  Ale nie, od razu nie pójdą na front. Wielojęzyczną masę trzeba ułożyć w jakieś struktury uzbroić, umundurować, zgrać ze sobą. Czas, czas, czas. Znowu pogłoski, teraz już jako decyzje, że będzie się jednak przekazywać Ukrainie samoloty z zasobów kilku państw UE i NATO, które mają podobne typy. Chodzi zapewne o MIG-29 i Su-25. Te pierwsze to myśliwce, dużo bardziej potrzebne. Te drugie to samoloty pola walki, żeby działać i tak muszą mieć przykrycie z powietrza. Szachownice na tryzuby można przemalować w jeden dzień. Ale chociażby te nasze 23 sprawne MIGi-29 były modernizowane pod służbę w NATO, w WZL w Bydgoszczy wymieniano im m.in. moduły łączności, rozpoznania "swój-obcy" i jeszcze parę innych detali - np. nie do końca fajnie zmieniono systemy awaryjne. Oryginalne części, które teraz trzeba by włożyć do tych samolotów i na nowo zintegrować z resztą systemów zdaje się, że walają się gdzieś w warsztatach w Bydgoszczy w niewiadomym stanie technicznym. Czas, czas, czas. O poranku informacja, że ukraiński snajper z półtora kilometra zastrzelił rosyjskiego generała Andrieja Suchowieckiego, zastępcę dowódcy 41 Armii. To daleki strzał. Kto tak wyszkolił snajpera, nikt nie wie. Pewne, że generał Suchowiecki nie żyje. Na razie najwyższy rangą oficer sił zbrojnych Rosji. Taki strzał to nie jest dzieło przypadku. Poddaję to wszystkim pod rozwagę, którzy pomstują, że trzeba by wysłać do Ukrainy naszych „zielonych ludzików”. Nie chcę odbierać ewentualnej zasługi snajperowi, ale skąd wiecie, że to nie był któryś z naszych z Formozy albo Gromu? Pojawiła się też informacja o wzajemnym ostrzelaniu dwóch kolumn rosyjskich – straty 13 zniszczonych wozów, dziewięć czołgów i cztery transportery. Ministerstwo Ukrainy podziękowało armii rosyjskiej za oszczędzenie trzynastu pocisków Javelin. Friendly fire to żadna nowość na wojnie. A przy bałaganie, który jest nie do ukrycia po stronie rosyjskiej – dziwne, że doszło do tego dopiero teraz. Trwają domysły, co też z tym konwojem, albo może raczej zatorem na północ od Kijowa, który raz ma 70 a raz 63 kilometry. Podobno stoi w dwóch liniach, jeden pas jest przejezdny, wiele wozów bez paliwa, sporo uszkodzonych, trochę porzuconych, ludzie zmarznięci, głodni, bo nie masz paliwa, to nie włączysz ogrzewania w pojeździe. A do tego podobno czasem pojawia się ukraiński dron Bayraktar i robi bęc. Major Fiszer napisał, że prawie na pewno kłopot jest z paliwem i myśleniem, do tego stopnia, że wysłali na czoło kolumny cysterny z paliwem, i wszyscy co mogli się z nich zatankowali, ale nikt nie pomyślał, że cysterny też jeżdżą na paliwo. Więc z kolei cysterny zablokowały ten konwój. Podobno, żeby odblokować ten korek, Rosjanie budują wzdłuż drogi mobilny rurociąg. Bayraktar? Zdies rabota dla tibia. Granica z Białorusią cicha. Podobno do dymisji podał się szef sztabu sił zbrojnych Białorusi. Podobno tamto wojsko nie chce iść się bić na Ukrainę. I może ten bierny opór wart jest docenienia. Jeżeli by poszli południkowo z Brześcia - w kilka dni odcięli by wszelką komunikacje Ukrainy z Polską. A że Orban zapowiedział, że nie przepuści transportów broni do Ukrainy – to faktycznie byłoby to zatrzaśnięcie się drzwi za Ukrainą. Wówczas amunicja prędzej czy później zaczęłaby się wyczerpywać. Za to chłopcy z Białorusi na ochotnika poszli walczyć po stronie ukraińskiej. Nie jest ich wielu. Jakaś garstka. Ale warto docenić ich odwagę. Oni raczej nie mają szans liczyć na przyzwoite traktowanie w ewentualnej niewoli. Wciąż bywa zabawnie. Wiele portali pokazało konwoje na lorach kolejowych jadących w stronę Ukrainy z pojazdami oznaczonymi literami „Z”. Czego tam nie było? Głównie nie było jakichkolwiek wozów o wartości wojskowej. Masa rekwirowanych cywilnych maszyn, w tym wypatrzyłem Ziła takiego co to w dzieciństwie jeszcze widywałem. A mam 47 lat, a te ZIŁ-y które widywałem musiały być starsze. Także nie mówię, że machina putlerowców już się zacięła, ale na pewno ma zadyszkę. I jeszcze cudownej urody fejk, że w Kijowie mieszkanka strąciła rosyjskiego drona celnie rzucając w niego słoikiem ogórków. Nie wierzę w to, ale ładne. Ciała najeźdźców nie będą wracały w czarnych workach, wypłynął rozkaz, że ciała mają być chowane zbiorowych mogiłach lub likwidowane w mobilnych krematoriach. Podobno zabitych i wziętych do niewoli zostało już 11 tysięcy Rosjan. To dane ukraińskie. Myślę, że przesadzone, chociaż podobno częściowo to dane z nasłuchu. Rosja przyznaje się do 500 zabitych. Historyczne doświadczenie uczy, że dane rosyjskie należy przemnożyć razy 10 i to daje zbliżoną do rzeczywistej liczbę trupów. To by wychodziło około 5 tysięcy. Czy to dużo? Wehrmacht stracił w Polsce w 1939 roku około 16 tysięcy zabitych i zaginionych. W pięć tygodni. Tutaj jest 1/3 tej liczby (szacowanej) w półtora tygodnia. A wiele wskazuje na to, że o ile pierwsza faza jest za nami, to strony przegrupowują się i będą chciały wymienić ciosy jeszcze raz. Rosjanie znowu protestują w wielkich miastach. Z jednej strony chylę czoła, przed tymi odważnymi, którzy mają siłę wyjść na przeciwko maszynie, która zaraz ich wpierdoli do więzienia. Z drugiej strony ktoś zapytał, czy czasem więcej Rosjan nie rzuciło się do zakupów w zamykanych salonach IKEI, niż poszło protestować. Nie wiem. Wita spokojna, Olaf żyw, Jaryna nic nie wrzucała od dwóch dni. Borys uśmiechnięty na zdjęciu trzyma RPG głowicą w dół i podpis „Życz nam powodzenia na polowaniu.” 8 marca. Nasze  Państwo Tajemne "to, że w Polsce nie ma obozów dla uchodźców, to jest właśnie zasługa polskiego rządu" (Wicepremier PiS Henryk Kowalczyk) Gdzie jesteś nasze państwo, nasz rządzie który tak się chwalisz nieprzespanymi nocami swoich obywateli, ich prywatnymi domami, samochodami? Nie widziałem ciebie państwo na dworcu wczoraj gdzie wpadłem na moment znowu dać coś, co było moje a chwilowo komuś jest potrzebne bardziej. Ludzie śpią tam na ziemi, czekają na miejscówki, bilet po kilka dni, dlatego ludzie z dworca poprosili mieszkańców Wrocławia, żeby oddali co kto może. Żeby ludzie nie spali na ziemi. Obok dworca stały wieczorem ogrodzone taśmami trzy namioty państwowej straży pożarnej, z nagrzewnicami, z łóżkami polowymi ułożonymi w stosiki. A obok stos śpiworów, materacy, kołder, karimat znoszony przez takich jak ja. Bo przecież z parkingu nieprzerwany strumień ludzi. Byłem tylko cząstką tego strumienia. Spora część moich znajomych przyjęła ludzi do swoich domów, do wynajmowanych mieszkań, domków letniskowych, domków na działkach. Mnóstwo znajomych jeździ na granicę własnymi samochodami, paląc własną benzynę, pożyczając fotelik dla dziecka czy coś. Jeden znajomy przepalił całą wypłatę i ogłosił zbiórkę, bo już nie ma żeby jeździć więcej. Bo już nie ma za co. Nie widzę pewnie precentyl tego co robią ludzie, kiedy państwo i rząd tak się nimi chwali. Ciągle mam na eterze rozmowy, lepienie spraw, klejenie faktów. Nawet nie pytam za wiele. Tego mnie nauczyła jesień i zima na zapleczu innej granicy, gdzie ciągle budujesz mur rządzie mojego państwa, żeby głodzić i zabijać innych uchodźców. Obwąchiwać, wyczuwać, wiedzieć komu ufać a komu nie. Plemię Zielonych Latarni już to umie, miłe państwo. Plemię zielonej latarni to zalążek państwa w państwie. Tajemnego państwa. Wcale nie zniknęliśmy. Dalej jesteśmy rozsiani w tej ciżbie teraz. W tłumie ludzi, którzy odkryli, że są zdolni do dobra, że nie wszystko jest im potrzebne, a nawet, że bardzo wiele rzeczy staje się zbędne, kiedy są potrzebne komuś, kto stracił wszystko, że mus człowieka ratować, a potem jakoś będzie, bo zawsze jakoś było. Czy państwo nam odda chociażby z podatków za te benzynę co obywatele prywatnie spalili, żeby ratować tych, których trzeba ratować? Czy może będzie się dalej państwo ustami polityków obnosić jakie to jest świetne i zorganizowane w chuj? Czy polska szkoła jest gotowa na adaptację dziesiątków tysięcy nowych uczniów nie znających języka? Czy może minister Czarnek już zlecił tłumaczenie dzieł JP2 na ukraiński? Czy państwo już przemyślało jak ma obsłużyć miliony ludzi w niedoinwestowanych, często walących się jako budynki ośrodkach pomocy społecznej? Kto przyjmie milion, może dwa miliony dodatkowych papierów o wydanie polskiego numeru pesel, które trzeba składać to dokumenty osobiście? Czy państwo będzie wiecznie bredzić - samorządy, samorządy a samo będzie zgarniać ciągle pod siebie, że wincyj, mnie wincyj się po prostu należało? A co z naszą służbą zdrowia? A co ze szczepieniami? Większość uciekinierów jest nieszczepiona. Czy ktoś o tym myśli? Czy tylko zbierasz od nas podatki i nie umiesz zrezygnować z siebie, żeby chociaż odblokować jakieś środki z Unii, której tak nie lubisz? Tak bardzo, że niedawno jeszcze Jarek z Mateuszkiem robili sobie pamiątkowe zdjęcia z najlepszymi kumplami putlera, którego ofiarami teraz musimy się zajmować. Bo musi być większość w cyrku-sejmie? Bo Zero musi mieć wpływ na obsadę sądów? Podobno kasę to już będziesz dawać tylko tym obywatelom co przyjęli uciekinierów przez punkt recepcyjny. Tak. A tych punktów jest trzydzieści. A ludzi ponad milion, bo jak się ratuje człowieka, to kto kurwa patrzy czy przeszedł przez punkt recepcyjny? Także uważaj na siebie państwo, bo jak wkurwisz w końcu obywateli, to ci damy w dziób i założymy własne państwo, które na razie jest tajemne. I tam będzie wolność, równość, niepodległość. A ty pójdziesz ze swoimi politykami tam gdzie russkij korabl, tak że - uważaj państwo. uważaj. 10 marca. Nie przeszkadzajcie im w pracy Miałem już dzisiaj nie pisać, obudziłem się w środku nocy, a wcześniej zasnąłem na siedząco, co zdarza mi się coraz częściej. Domownicy wówczas mnie zostawiają, tak jak jestem, bo budzenie mnie nie należy do przyjemności. Zaległ to zaległ, na ruskij korabl to drążyć. A skoro wstałem i mózg nie nadaje się do konstruktywnej działalności jak kolejna weryfikacja zrzutki na batalion medyczny, szykowanie niemal gotowych uzupełnień zgłoszeń do nagród literackich czy wniosków na działalność na nowy rok, to notuję. Chyba każdy ma teraz kogoś TAM i sprawdza przez internet czy ten ktoś żyje. Moi żyją. Jedna osoba nie zamieściła aktualizacji od 6 dni i nie odpowiada na zaczepki. Cholera wie co z człowiekiem, ale trzeba być dobrej myśli. Na pewno widać wszędzie, że jakoś mieli się putlerowcy przegrupować, a wychodzi z tego zastój i dreptanie małymi kroczkami. Już wszystkie mapy teraz uwzględniają, że wobec niskiego nasycenia wojskiem można mówić o panowaniu putlerowców nad poszczególnymi szlakami, drogami, węzłami komunikacyjnymi czy pozycjami ryglowymi ale nie nad terenem. Pocieszenie, chociaż niewielkie. Widać fiksację sztabu putlerowców na Kijowie. To w jakimś stopniu ułatwia planowanie i koncentrowanie wysiłku stronie broniącej. Charków, Czernihów, Sumy, Mariupol, Mikołajów, Priłuki - nadal się bronią. Chociaż wydawało się to niemożliwe już tydzień temu. A jednak. Udział rosyjskiego lotnictwa w tej wojnie to jak na razie blamaż. Operują w niewielkiej ilości, w zespołach maksymalnie dwóch do czterech samolotów, ponoszą straty i boją się. Pojmani do niewoli piloci maszyn to często ludzie o wysokich oficerskich stopniach, tak jakby nie było kim latać. Mijają dwa tygodnie tej wojny, która tak bardzo niepodobna jest do żadnej o której czytałem, może poza Wojną Fińską w 1939 roku. No cóż, w ogóle to wygląda trochę tak, że w ostatnich dekadach żadna znana europejska armia nie trafiła na tak równego, zdeterminowanego, wyszkolonego i dobre dowodzonego przeciwnika jak Ukraina. Ale kto na Ukrainę stawiał dwa tygodnie temu? Ogólnie jednak widać, że trafiła rosyjska kosa na kamień. I to na każdym poziomie. Podobno - rosyjska strona tego nie potwierdza - putlerowcy musieli wycofać 25 Brygadę Zmechanizowaną spod Charkowa na uzupełnienia bo utraciła zdolność bojową. Rosja jeszcze nieruszonych zespołów brygadowych ma łącznie, jak ktoś wyliczył, siedem na całym ogromnym terytorium, w tym trzy przy granicy z Chinami i jedną na Sachalinie. Tych raczej nie ruszy. I jeden pod Moskwą. Tego też nie ruszy bo putler najbardziej na świecie boi się swojego narodu. Oznacza to, że Rosja pomału będzie miała zadyszkę przechodzącą w obustronne zapalenie płuc. Oczywiście Rosja jest większym i ludniejszym krajem od Ukrainy, ale przez to trudniej jej mobilizować szybko wielkie zasoby. W krótkim horyzoncie czasowym - Ukraińcy będą w stanie szybciej uzupełnić własne straty o których wiemy niewiele, ale na pewno są. Rosja ma większą bezwładność, dosłownie i w przenośni, na teatrze wojennym i jego zapleczu. Po za tym nie bardzo wierzę w morale powoływanych pod broń poborowych. Pozytywny prognostyk jest taki, że białoruskie wojsko walczy już na Ukrainie. Tyle że po stronie Ukrainy. W Kijowie pojawił się ochotniczy batalion im. Konstantego Kalinowskiego. Szczególnie bliska to mojemu sercu prowieniencja, bowiem Kalinowski był komisarzem Rządu Narodowego na ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego w Powstaniu Styczniowym 1863 roku i jest w jakimś sensie ostatnim wspólnym bohaterem narodowym Polaków (bo jednak powstaniec), Białorusinów (bo ochraniał język białoruski, potrafił w nim pisać) i Litwy bo opowiadał się za wolnością Litwy i sfederalizowaniem z ewentualną nową Rzeczypospolitą. Piękna byłaby taka Rzplita oparta na realnej równości. Z Ukrainą, żeby miał kto nas uczyć jak zwyciężać mamy. Obecni Kalinowcy nie wyglądają na filmie na batalion, raczej na pluton, ale najważniejsze, że na razie to jedyny wyraźny udział białoruski w tej wojnie. Baćka siedzi u siebie. Niby dwie brygady zgromadził przy granicy, ale Białorusini ani za baćkę ani za putlera i ich mokre imperialne sny nie spieszą się umierać. A to kluczowe, bo oznacza że zachodnia Ukraina i styk z Polską, jedyny kierunek skąd może płynąć zaopatrzenie - pozostaje w miarę bezpieczne. Codziennie sprawdzam czy ta granica bezpieczna. Wśród wozów przejętych przez Ukraińców pojawiły się też wozy, które jeszcze niedawno brały udział w defiladzie z Moskwie, nie zmieniono im nawet malowania. Być może to kolejny znak wypychania ostatnich sprawnych rezerw materiałowych. Być może. Stawiałbym raczej na bałagan po rosyjskiej stronie. I jeszcze takie luźne, oderwane informacje. Rosja nadal odmawia przyjęcia ciał swoich poległych. Od początku wojny rosyjska policja zatrzymała 13 tysięcy osób w aresztach. Historia kobiety z Kijowa, która strąciła rosyjski dron rozpoznawczy słoikiem rzuconym z okna – okazała się prawdziwa, tylko, że słoik nie był z ogórkami, "To były kiszone pomidory ze śliwkami. Moje ulubione. Litrowy słoik" Jeden z okrętów, które zajmowały wyspę węży i miały pójść w chuj, ”Wasilij Bykow”, korweta wykonana w technologii stealth czyli niewykrywalnej dla radarów została zdemolowana przez salwę niekierowanych rakiet typu „Grad”. Technologia stealth nie miała nic do rzeczy w tym wypadku bo ruskij korabl po prostu podpłynął na tyle blisko do brzegu, że było go widać. Poszła salwa i poszedł w chuj. I makabryczny humor żołnierski – ile pali ruski czołg? Trzech członków załogi. I tradycyjnie, trzeci raz putlerowcy ogłosili zawieszenie broni i otworzyli korytarz humanitarny w Mariupolu i trzeci raz go ostrzelali. Znajomy z Czeczenii napisał kilka dni temu tak: „Największą naiwnością w dziejach ludzkości było i jest zaufanie rosyjskiej stronie o zapewnieniach utworzenia korytarza humanitarnego. W 1999 roku, gdy rosyjskie wojska powiedziały, ze zostanie utworzony korytarz humanitarny do sąsiedniej Inguszetii, przez który czeczeńska ludność cywilna będzie mogła uciekać na czas „operacji antyterrorystycznej” ostrzelali nas rakietami i karabinami, drogę z tysiącami ludzi, zwykłych ludzi. A później latali nisko helikopterami i dobijali tych co przeżyli. Ludzie leżeli w śniegu i udawali martwych a żeby jakoś „umilić” sobie czas to zgadywali z którego kalibru broni i jakimi pociskami w nich strzelają. Nasz samochód ledwo uciekł od ostrzału bo kierowca z moją rodziną w samochodzie skręcił w las i helikopter, po kilku próbach, nie mogąc mieć czystego strzału odpuścił pościg.  Samochód mojej cioci został wywrócony do góry nogami od wybuchu i ciocia i kuzyni leżeli w śniegu, w środku zimy aż do nocy, udając martwych.  Dzisiaj robią dokładnie to samo w Ukrainie, NIC A NIC się nie zmienili. Rosyjskie wojsko to jedne z najgorszych skurwysyństw na świecie.” To był rok 1999. Mamy rok 2022. Kiedy piszę te słowa z notatek napisanych w ostatnich dniach świat obiegły zdjęcia zniszczonego ostrzałem artyleryjskim szpitala położniczego w Mariupolu. W czwartek, czyli dzisiaj kolejne dyplomatyczne kadryle Unii Europejskiej uzależnianej od rosyjskich surowców jak narkoman od ciężkich cracków od dekad. Ale jakby co to Polaczki zawsze histeryzowali. No tak, Iskandery na Amsterdam raczej za szybko nie spadną. To wiele zmienia w postrzeganiu europejskich wartości. Tymczasem, gdy tysiące dzielnych Rosjan siedzi w przedsionkach pierdli, zwykli rosjanie wiedzą, zauważają, że Ikea się zamyka, że Makdonalds się zawiesza. Acha, ale o wojnie nie wiedzą? Podobno poparcie dla putlera w Rosji podobno już 71% i dalej spada w górę. I dlatego Ukraińcy będą zabijać zwykłych Rosjan na wojnie tak długo aż do kogoś na Kremlu nie dotrze, że ta wojna to szaleństwo. A Ukraińcy jakoś potrafią to robić i wiele wskazuje na to, że są w tym sprawniejsi niż ktokolwiek w ostatnich latach. Nawet na tych filmach, postach na fejsie, nie mówią o walce, ale o robocie. Patrzcie to nasza robota. Nie przeszkadzajcie nam w pracy. Jakby orali glebę, wykopywali ziemniaki, przekopywali hektary ugoru. 10 marca. Klątwa Ponieważ wierzę, że słowa wypowiadane intencjonalnie mają moc, niezależnie od tego czy się wierzy w cokolwiek powyżej czy nie, chciałem to napisać, potrzykroć przeklinam ciebie Włodzimierzu Władymirowiczu Putinie, natchnienie zdrajców, kłamców i krzywoprzysięzców patronie zbrodniarzy, gwałcicieli i hien cmentarnych protektorze zła, pogromco dzieci i kobiet morderco bezbronnych, utrapienie mężnych, odrazo szlachetnych, opiekunie obłudników przeklinam ciebie i wszystkich, którzy mową, uczynkiem i zaniechaniem podtrzymują ciebie u władzy, którzy wykonują twoje polecenia i rozkazy którzy powtarzają twoje kłamstwa, przeklinam ciebie i ich, przeklinam ciebie i ich, przeklinam ciebie i ich, Obyś nigdy w nocy, chociażby i przy księżycu nie zaznał spokoju; Obyś nie dożył realizacji żadnego z twoich krwawych marzeń, ale obyś żył na tyle długo by usłyszeć jak tłum skanduje twoje imię w towarzystwie najgorszych obelg, i obyś żył na tyle długo by usłyszeć śmiech i drwinę jaką obdarzą ciebie ci, którzy wczoraj przed tobą drżeli, obyś nie umarł za szybko aby doznać poczucia własnej śmieszności, poniżenia i wstydu obyś zdążył poznać gorycz samotności ludzkiej istoty, której nikt, nigdy nie pokocha, nie okaże czułości ani miłosierdzia oby w godzinie śmierci zajrzały ci w oczy wszystkie ofiary twoich czynów, twoich słów, twojego milczenia oby twoja ostatnia godzina, a czeka ona każdego czy wierzy czy nie, była długa i bolesna oby się tobie rozciągała w nieskończoność, żebyś miał czas spotkać się z każdą niewinną łzą wylaną za twoja przyczyną, każdą kropla krwi niewinnie przelaną każdym łkaniem, szlochem skowytem dziecka, matki, siostry, żony, ojca, brata którzy w twoje imię stracili dziecko, matkę, brata, żonę, ojca, siostrę oby te głosy rozsadzały ci głowę i obyś nie umiał zatkać sobie przed nimi uszu. I obyś był sam w tej godzinie, ażeby nikt nie śmiał trzymać cię za rękę obyś był tylko ty i oczy zabitych oraz posłanych na śmierć patrzące w twoje oczy przez chwilę która będzie trwała jak wieczność. A kiedy umrzesz, niech zapomniane zostanie twoje prawdziwe imię, nazwisko, niech zostanie tylko putler, jak zła postać z bajki, którą babcie będą straszyć swoje szczęśliwe wnuki dzieci wolnych narodów, narodów pojednanych i zjednoczonych narodów zdolnych do śmiechu, tego o którym napisałby Stachura, że jest przestronny, ludzi wolnych od strachu, wolnością jaką daje miłość, nadzieja, bliskość, a czego ty bodajbyś nigdy już nie zaznał nigdzie, bądź przeklęty, przeklęty, przeklęty ty i wszyscy, którzy za tobą idą którzy przed tobą idą którzy kroczą obok ciebie zawsze, wszędzie, przeklęty przeklęty przeklęty amen. Radosław Wiśniewski  (ur. 1974) – animator, promotor literatury, piszący wiersze, prozę, wyżywający się publicystycznie pracownik hurtowni urządzeń niskoprądowych.

  • Kamil Galus – pięć wierszy

    Literatura faktur Wiersz pro forma, bo nie obowiązuje już rozróżnienie na oryginał i kopię. Albo: żwirek i buch! amorek – jako szczegółowe dane. Wiersz powtarzany cyklicznie. Obowiązek podatkowy, kiedy skończysz. Można sobie odpocząć na ten temat. π Jeśli słowo jest nieskończone, to czy MateMysz, pisząca do ludzi na socialach „pi pi pi” (mat. π), stroi sobie żarty, czy prowadzi monolog, którego nie jesteś w stanie zrozumieć? Zdognie z nanjwoymszi baniadmi perzporawdzonymi na ploksich peoatch, nwajżanszeiy w weirzsu jset uinwesraizlm, a kżady pwożnay peota bzrdyzi się psot- mdorneą – mcąneiem wdoy, ablwoeim sowła są tlyko tełm dla tgeo, co pmoęizdy. Aemn. Przez moment „nie rób z siebie debila”, czyli prośba, która uświadamia ci, że robisz z siebie debila. Przez moment, a może sekundę, debilu, czujesz się jak debil, no i starasz się wybrnąć i bronić, i udowodnić. I nie popisuj się. Spisuj. David Duchovny daje klapsa przypadkowo napotkanej kobiecie, a archiwum przechowuje związek X, który profesor Atomus wzniósł nad głowę, obwieszczając sukces. Nie ma się czym przejmować. Trzeba moczyć rękę. Odetchnij atmosferą prawdziwej nauki. Wciąż mamy miejsce dla pary zarazków. Widzieliście to? Jakiś facet idzie w stronę starego dworca. Zapraszam! Na wszystkich czekają pyszne klopsy. Mam problem z basenem dla mojej służby, ale niechlujstwa starczy tylko na kroczek do brudu. Masz w sobie magię i dziwną moc? Żujec wyżutej gumy zagra ci Kazoo Kid, który jest twoim special friend. Możesz być chojrakiem zamawiającym kuriera nawet jeśli BEZNADZIEJNIE PISZESZ i masz do czynienia z możliwością wygrania auta. Kamil Galus (ur. 1993) – autor trzech książek poetyckich. Publikował między innymi w „Odrze”, „Przekroju”, „Helikopterze”, „Tlenie Literackim”, „Autografie”, „Kontencie”, „Stonerze Polskim”, czy „Fabulariach”. Stypendysta Fundacji im. Stanisławy Fleszarowej-Muskat (2019). Redaktor „Strony Czynnej”. Mieszka nad morzem.

  • Rafał Cuprjak – pięć wierszy

    nie mam pretensji że mnie obudziłaś matka zapukała we śnie po sól a ty obudziłaś mnie żebym zabił ćmę naprawdę chciałem dać jej tę szklankę soli chciałem przytulić zapytać jak droga moja droga zastawić wnyki żeby zostawić z wnukami zawieźć do Biedronki żeby sobie wybrała co chce nowe życie zamiast tego powiedziałem nie pij mamo i ćma uciekła schowała się za szafą i wybudowała zaćmione miasto otoczone wysokimi murami z meblościanki z Ikei i fosą dookoła przeciekającej toalety wieżę z mokrego szkła i suchego papierosowego kaszlu jestem synem ćmy schematy czytam wiersze w toalecie nie czytam już etykiet proszków i pasty do zębów dojrzałem w autobusie czytam ambitną prozę Joyce’a i Rushdiego przekręcam okładkę tak żeby poznali wysublimowany gust za to w ukryciu pod kołdrą Stephena Kinga w pracy memy komiksy Melona i Raczkowskiego po bieganiu jaram się komentarzami ze Stravy dzieciom każę czytać Tolkiena i Mikołajka pół godziny dziennie a gdy wpadam w odwiedziny do nieznajomych oglądam ich bibliotekę czy zasłużyli wącham paczki z internetowych księgarni boję się że będą pachnieć słomą butów (nie tych do biegania śmierdzących potem) czytam w myślach przed snem tworzę wybitną poezję rano okazuje się tak słaba że wracam do etykiet proszków i pasty do zębów na moment potem czytam wiersze bób się robi mocz trup leje pamiętasz była jesień staruszek Harry Portier z uśmiechem dawał klucz do pokoju numer osiem gdzie Lord Wmordewal padł mi do nóg bankom groziło bankructwo punkom groziło punkrództwo upadły liczne instytucje finansowe na świat przyszły tysiące dzieci z ćwiekami na skórze pojawili się niepraktykujący wegetarianie i wędkarze filozofowie w koszulkach cogito ergo karp potem obudziła mnie matka pukając do głowy: Niech ten telewizor wreszcie odpocznie! suchary układam wkurwiony wiersz i włażę w kałużę po kostki trudno ważne że wszyscy zdrowi ważne że wieczorami w tajemnicy golę sobie głowę epifanią zamiast żyletki nikomu ani słowa o smogu we włosach o bezdomnych w koronach z reklamówek z biedronki i o gnojeniu ładnych dziewczyn przez klawiszy w korporacji fortepianów z milczenia wypełza gigantyczna temperówka żeby mnie utemperować przytakuję i zwracam horror w tempie poniżej piątki na kilometr zwiewam do krainy Muminków tam z Włóczykijem zakładamy punkowa kapelę tańczymy pogo i tulimy misie jak niekochane dzieci potem niestety błoto wlewa się do butów łamie zasady fizyki i strzela do mnie w zębach opowieść na faktach autentycznych mój ojciec miał w domu miłą i brzydką sukę oszczeniła się z kundlem z meliny sprzedającej pigułki samogwałtu jedenaście szczeniaków (dziewięciu nie chciał nikt) dlatego ojciec zapłacił sto złotych sąsiadowi żeby szczeniaki zniknęły i uspokoiły sumienia pobożnych chciałbym składać się ze słów brzmiących inaczej niż uderzenia łopaty z innych ojców zapłat sąsiadów sumień ale wydalam obce atomy miłego i brzydkiego kundla w szatach księcia młodych bandytów mówię dziękuję i nadużywam przymiotnika: makiaweliczny zamieszkałem w cudzej książce z cudzymi fotonami i zapachem zalewajki jako jeden z dwóch z jedenastu wiersze z tomu Manifesty, K.I.T. Stowarzyszenie Żywych Poetów, Brzeg 2023 Rafał Cuprjak (ur. 1977) – z wykształcenia nauczyciel biologii, chemii i przyrody. Pracuje jako logistyk. Zadebiutował powieścią Po drugiej stronie. W marcu 2018 roku ukazała się jego druga książka Mamusiu przecież byłam grzeczna. Współpracownik portalu kulturalnego „Co Gdzie Kiedy w Częstochowie”, wokalista zespołu „Jaźna”. Wielokrotny zwycięzca turniejów poetyckich i slamów. Wielbiciel górskich wędrówek, zapalony biegacz. Mąż Marzeny. Tata Miłosza, Mai i Macieja.

  • Przemysław Znojek – #sierpień

    Czarny olejny marker ślizgał mu się w prawej dłoni. Przystanek wypełniała cisza nocy letniej, jedynym towarzyszem wydawał się ciepły wiatr, niosący ze sobą powietrze afrykańskie. Upały zadomowiły się w Europie, dotarły nawet do miasteczka na Morawach. Kilkoma niesynchronizowanymi ruchami poprawiał poszczególne litery składające się na całość napisu. Co i rusz pogrubiał czcionkę, tak jakby zmieniał ją w komputerze w popularnym edytorze tekstu. Wreszcie, gdy doszedł do wniosku, że dzieło zostało ukończone, jak dumny architekt obserwujący rozrysowany wcześniej budynek stanął naprzeciwko i z delikatnie pochyloną głową przyglądał się napisowi. Stał tak dobrą chwilę, nieświadomie roniąc pojedyncze łzy upalnej nocy. Zaczęło się nieoczekiwanie. Od najmłodszych lat unikał towarzystwa rówieśników, nie angażował się w życie klasy, pozostając na uboczu, które stanowiło dla niego bezpieczny, bo znany ląd. Nie grał w piłkę, bo nie umiał, brak koordynacji ruchowej sprawiał, że przed lekcjami wf-u wywoływał silne bóle brzucha za każdym razem po innej jego stronie, tylko po to, żeby uniknąć bądź odwlec w czasie niepowodzenie. Gdy klasowe koleżanki i koledzy również nie chcieli mieć nic wspólnego ze sportem, rozwijali swoje zdolności aktorskie czy wokalne on także uciekał – nieskoordynowane ruchy w szkolnym teatrzyku były źle widziane, a lekkie seplenienie wprowadzałoby słuchaczy w zakłopotanie. Zostały zatem samotne zabawy, rozwijanie dziecięcej fantazji za pomocą duńskich klocków, rozpisywanie w myślach scenariuszy coraz nowszych, odnoszących się do ostatnio oglądanych filmów. I tak bohaterowie z plastiku stawali się rycerzami, kowbojami czy astronautami. Jednego dnia walczyli do upadłego w bitwie na dywanie, by kolejnego podbijać Marsa w trakcie misji kosmicznej. Scenariusz tych zabaw zaplanował z pietyzmem, dbając o każdy najdrobniejszy szczegół, dlatego jego kampanie trwały długie godziny, kończąc się niejednokrotnie o porze, w której rówieśnicy smacznie spali, śliniąc się w kolorowe poduszki. Teraz stał z pochyloną głową, a puste autobusy mijały go, jeden po drugim, oślepiając światłami. Lato tego roku było zbyt upalne. Starcy nie ruszali się z domów, czekając na ochłodzenie, jakie miała przynieść im śmierć. Młodsi chłodzili się zimnym piwem, popijając kolorowe tabletki przeciwbólowe. Natomiast on stał i obserwował, wpatrywał się w płytką rzekę, pofalowaną taflę spienionej wody koloru szaro-niebieskiego. Tańczyła ona kreśląc znaki, przechodzące w sylwetki, aż w końcu wyłaniające się postaci, przypominające Nomadów. Wychodzili z wnętrza rzeki, najpierw mężczyzna: potężnie zbudowany, krępy, kruczoczarny, o charakterystycznych silnych bicepsach, przypominających kształtem napompowane, małe balony, które po przekłuciu tracą swój kształt. Z włosami przyklejonymi do czoła wychodził dumnie, prezentując otaczającemu światu, współczesny Atlas dźwigający w rękach rozchybotany glob. Ciągnął za sobą resztę Romów: pulchną kobietę, o równie ciemnych włosach, w kolorowej i szerokiej sukience, na której dostrzegał różne gatunki ptaków, pastelowych o zadowolonych dziobach. Spod ubrania nietypowa Afrodyta wyciągnęła niczym króliki z kapelusza trójkę dzieci, w tym jedno najmłodsze podobne do ślimaka, przyklejające się do szerokich ramion matki. Rodzina zeszła na brzeg, ojciec padł wtedy na pożółkłą trawę, ułożył niedźwiedzie ręce za głową, tworząc z bicepsów wygodne poduszki i zasnął. Matka siadła obok niego, nie spuszczając z oczu dzieci wybiegających z rzeki, chlapiących kroplami wody na cztery strony świata. Stojąc na moście zauważył, że dziecko-ślimak, które jeszcze przed chwilą przyklejone było do matki, płynie z nurtem rzeki niczym bezwładne ciało pośród plastikowych butelek. Zaczął machać, krzyczeć, aż w końcu wygrażać, na nikim nie robiło to jednak wrażenia. Mężczyzna pochłonięty był we śnie, kumulował energię w ciele, kobieta patrzyła w brzeg rzeki, a dzieci wciąż wbiegały i wybiegały z rzeki. Czas się zatrzymał, południe trwało zbyt długo nawet jak na lato. Zszedł z mostu trzęsąc się z nerwów. Postanowił, że wyjedzie. Teraz. Dotarł na obskurny dworzec, gdzie kafelki dwie dekady temu na pewno były białe, jednak dzisiaj przypominały kolorem brąz. Wszystkie okienka kas zostały zamknięte, zasłonięte roletami. Zapadł się w brudne krzesło, ustawione wprost na rząd wysokich szafek, w których podróżujący mogli zostawić swój bagaż. Wnętrze budynku wydawało się opuszczone, w środku nic się nie działo, od czasu do czasu zawył w niebogłosy pociąg, po kafelkach przeszedł dojrzały karaluch. Usłyszał kroki, szybkie i ciche, niewspółmierne do chodu człowieka. Przed oczami zastał wysokiego mężczyznę, szczupłego, wręcz wychudzonego o twarzy pociągłej, zbyt smukłej, złowieszczej. Stanął przed nim, kilka sekund wpatrując się w wypełnienie krzesła. Ich oczy spotkały się połączone trudnym do opisania smutkiem. Wyjął z kieszeni stalowy bibelot, nacisnął tajemniczy przycisk, sprężyna zaskoczyła odsłaniając ostre zakończenie noża. Teatralnie przejechał nim po serdecznym palcu lewej dłoni, brunatna krew powoli wydostawała się na powierzchnię. Jej kropla została na ostrzu, wytarł ją w ciemne jeansy odwracając się od niego. Teraz nożem zadawał ciosy wybranej szafce, zagłębiał narzędzie, podważał, próbował szybkimi ruchami otworzyć skrytkę. Wyjął z niej reklamówkę pełną różności: jedzenia, kosztowności, elektroniki. Przebierał w tych niekończących się materiałach, sięgając coraz głębiej, aż w końcu zniknął w zawartości reklamówki. Przez chwilę krzyczał prosząc o pomoc, jednak nikt nie zareagował. Postanowił powiadomić o zajściu ochronę, krążył w poszukiwaniu pomieszczenia służby, jednak większość drzwi pozostawała zamknięta. Poza jednymi, gdzie gigantyczny karaluch w mundurze z napisem ochrona siedział przy zalanym kawą stole. Lampka z wystającą za dużą żarówką skierowana została w stronę pustego krzesła, stanowiącego w tym momencie teatralną scenę. Odnóżem wskazał mu miejsce, nie pozostawiając pola do wyboru. Usiadł, wtem ujrzał przed sobą audytorium, około tysiąca osób ubranych na galowo: panowie w ciemnych frakach bądź garniturach, kobiety w sukniach z perłami lub złotem na szyjach, wpatrywali się w niego niezrozumiale. Zaczął płakać, lamentować, krztusił się własnymi łzami połączonymi z gęstą flegmą, widownia zaczęła głośno buczeć, ktoś go wyzywał, ktoś inny rzucił w jego stronę butem. Tymczasem wrócił karaluch, chwycił w odnóże długopis, próbował nim coś napisać na zalanej przez kawę kartce papieru. Mijały godziny, owad uparcie próbował coś kreślić, jednak nieumiejętnie, wskazał więc na otwarte drzwi, wypraszając tym gestem gościa. Wyszedł przed dworzec, zaciągnął się letnim powietrzem, tą nadnaturalną mieszaniną gazów, po czym skierował się w stronę oświetlonego przejścia dla pieszych. Zatrzymał się przed pasami w oczekiwaniu na zielone światło, spojrzał na tablicę wypełnioną afiszami. Letnie trasy koncertowe dinozaurów popu, rocka i country, wśród nich plakat przypominający te teatralne, zapraszające na spektakle. Czarny napis na białym tle odznaczał się w porównaniu z pstrokatymi grafikami, informującymi o ostatniej, najbardziej ostatniej z ostatnich trasie koncertowej ledwo żyjącego już artysty. Przeczytał w myślach hasło z teatralnego afisza: „Jesteś tylko aktorem w teatrze życia”. Powtórzył jeszcze raz to zdanie, postąpił krok do przodu, światło zmieniło się na zielone. W tym samym czasie przez miasteczko pędziła ciężarówka spóźniona z dostawą towaru do popularnej francuskiej restauracji. Kierowca nie zwolnił przed przejściem, usłyszał tylko odgłos tłuczonej na jego oczach przedniej szyby, truchło leżało odrzucone po drugiej stronie ulicy. Z bagażnika uszkodzonego pojazdu wydostawały się uwięzione wcześniej ślimaki, jeden po drugim pełzały betonową ulicą w kierunku mrocznej rzeki. Tam zatapiały się, popełniając tym samym zbiorowe samobójstwo, na oczach księżyca w pełni, który wcale nie chciał obserwować ich agonii. Przemysław Znojek – literaturoznawca, bohemista, historyk kultury. Interesuje się problematyką mniejszości narodowo-etnicznych w obrębie literatury. Zarówno w działalności badawczej, jak i próbach prozatorskich, poszukuje odpowiedzi na pytanie: kim jest człowiek-inny, wyobcowany, żyjący na peryferiach społeczeństwa.

  • Bartosz Dłubała – dwa wiersze

    *** żeby być silną musisz jeść cudze*) wątroby z kolorowych talerzy genetycznie modyfikowane nerki drukowane kończyny ucięte palce z sosem to wyjdzie ci na zdrowie gdy pomyślisz o wapiennych pomnikach przed ważnymi budynkami gdy pomylisz je z kośćmi burka zakopanego pod płotem który nie uciekł przed samochodem ty też nie uciekniesz wszystko to mięso siekane nożem gotowane we wrzątku oka patrzą z wazy w to denko co zasłania ciecz (10.08.2023) *) Fraza pochodzi z wiersza Agnieszki Żuchowskiej-Arendt opublikowanego w nr-ze 13/2023 „Stronny Czynnej”. *** posłuchaj schody się przesuwają gdy tak stoisz lekko w rozkroku rozmemłany nie znalazłeś się przy tablicy tu jesteś z czerwoną kropą ona by tłumaczyła a tak zostają ludzie szukający wyjścia (23.08.2023) Bartosz Dłubała (ur. 2001) – bywa poetą i pisarzem, na co dzień jest studentem. Laureat ogólnopolskich konkursów literackich. Jego utwory były publikowane m.in. w „Odrze”, „Kontencie”, „Czasie Literatury”, „Helikopterze”. Przed debiutem książkowym.

  • Hihi Kalisiak – masz wysad

    Hihi Kalisiak (ur. 1996) - studiował projektowanie komunikacji na UWr. Fotografował wydarzenia dla portalu dlaStudenta.pl oraz był edytorem magazynów wydawanych przez Stowarzyszenie Novum. Od 2022 jest fotografem biura poselskiego Agnieszki Dziemianowicz-Bąk i prowadzi zajęcia na Uniwersytecie Wrocławskim. Współtworzy stronę niebinarnosc.pl. Jego zdjęcia wystawiane były we Wrocławiu, Gorzowie Wielkopolskim, Poznaniu, Szczecinie i Warszawie.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page