Łukasz Szopa – cztery wiersze
- 30 mar
- 1 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 1 kwi
Western
Po deszczu,
i krótkim dialogu
bez happy-endu -
Po 4 piwach,
małej whisky bez
i samotnym powrocie nocą -
W łazience wypada mi z oka soczewka.
Łapię ją w locie jak Clint Eastwood.
Co w niczym nie zmienia scenariusza.
***
proszę o wodę
dajesz mi gin i siebie
obok chrapie mąż
Basho
Rękę włożyłem
pomiędzy twoje dłonie
by odetchnęła.
Opowiadam ci
o moich trzech podróżach
z poezją Basho.
Znikasz w puszczę snu
i wszystko jak mgła znika
po jednym drgnięciu.
I nie ma nic.
Nie ma zła.
Nie ma rozkoszy.
Ni obaw.
Jest nic.
A jutro szron za oknem.
Pokój
Tak, kładę się do łóżka
do którego ty położyłaś się wczoraj.
Ta sama godzina, inna pościel,
na stole obok nic nie zmieniam.
Leżę w tym samym łóżku
gdzie ty wczoraj zamykałaś oczy.
Widzimy na ścianach prostokąty zdjęć
i nad nami - jak dodatkowy koc - sufit.
Zasypiam w tym samym łóżku, oddycham,
gdzie ty wczoraj po raz ostatni.
Ciepło, lekko, czuję spokój, twój i mój,
tuż obok półka wspólnych książek.
Jutro obudzę się
wstanę
i z rozbrajającym uśmiechem
(który jednak lubiłaś, bo mam go od taty)
powiem:
„Wybacz, że na ten wiersz
potrzebowałem aż roku.“
2 stycznia 2026

