Urszula Morga – sześć wierszy
1 dzień temu
3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 5 godzin temu
Z tomu życie wietrzne :
zdą/żyć
czas mi się kurczy
by przeczytać wszystkie książki
czekające obok łóżka
by usłyszeć z twoich ust
każde słowo w matczystym języku
ubywa dni gdy będę mogła
wystawiać twarz do słońca
i wieczorów kiedy twoje palce
zbłądzą w zgięciach moich kolan
okazji do tańca nim pojawią się
pierwsze oznaki starzenia
czeka mnie coraz mniej jabłek
które ugryzę własnymi zębami
i szczytów które zdobędę
sama – nie palcem po mapie
czas mi się kurczy
by ocalić każde źdźbło
na moim trawniku
i każdy włos na twojej
przyprószonej szarością głowie
by zdążyć zapisać wszystkie
niewypowiedziane myśli
i złapać brakujące pokemony
by odwiedzić miejsca
gdzie mnie jeszcze nie było
i te gdzie obiecałam sobie wrócić
każdego dnia maleje
moja odporność na zmęczenie
ale rośnie liczba dioptrii
i poziom cholesterolu
czas mi się kurczy
by zdą
żyć
dzień /nie/podległości
świętuję dziś
niepodległe stany lękowe
na baczność przed pomnikiem
własnej bezradności
stoję i salutuję
salwa zwiastuje kolejną
porażkę zwieńczoną
podpisaniem kapitulacji
jestem wolna
podlegam jedynie deklinacji
i odmieniam się
mianownik kto co ja
ogłaszam biernik kogo co
termin nieprzydatności do
dopełniacz kogo czego
życia
mrowisko
zamierzam poddać się twoim słowom
które wabią mnie nad wyraz przekonująco
oswajam je jak swój strach który po latach
dzikości stał się łagodny i spolegliwy
ulegam przekonaniu że nic lepszego
niż obieg materii w przyrodzie
nie może mi się przydarzyć
zanurzam ręce w mokrej trawie
przykładam twarz do wilgotnej ziemi
– a więc tu spędzę wieczność
mrówka grzybiarka dźwiga liść
do mrowiska – buduje mi grobowiec
prze/znaczenie
patrzę na kwiaty miesiącznicy
które w księżycową noc
zmienią się w judaszowe srebrniki
metamorfoza tak doskonała jakby
chciały zataić swoje obce pochodzenie
i postanowiły się za/domowić
badam moje ziemskie pochodzenie
analizuję dyskomforty własnego istnienia
jestem efemerofitem zawleczonym tu przypadkiem
podczas przeładunku na drodze mlecznej
próby integracji nie powiodły się
bio/degradacja staje się moim prze/znaczeniem
strategia nie/myślenia
nie jestem użyteczna
nie ma w moim słowniku
gospodarki leśnej
przemysłu filmowego
grafiki użytkowej
i zwierząt łownych
nie korzystam
z banku pomysłów
a moja atrakcyjność
na rynku pracy jest znikoma
jestem po/prostu
pozwalam sobie być
bez uzasadnienia
wyłuskana z racjonalizmu
kiełkuję i puszczam się
w życie samopas
nie mając pojęcia
co ze mnie wyrośnie
dziczeję - uprawiam
beztrosko strategię
nie/myślenia
sekunda
topnienie lodowców na biegunach
zmienia tempo obrotów ziemi
podał chłodno reuters
z tej przyczyny zabraknie mi wkrótce
jednej sekundy szczęścia lub rozpaczy
być może nie zdążę potknąć się i upaść
wziąć głębokiego oddechu stojąc
po kostki w lodowatej morskiej wodzie
wytoczyć z oka tłustej łzy wzruszenia
mlasnąć po zjedzeniu ciepłej drożdżowej chałki
kichnąć i spłoszyć ptaka z gałęzi
pocałować psa w pachnące sianem futro
mrugnąć z niedowierzaniem na widok lochy
która przyprowadziła swoje młode na mój trawnik
dostać gęsiej skórki kiedy twoje palce
dotkną w przelocie mojej szyi
zdmuchnąć świeczek na torcie
i pomarzyć o lepszym świecie bez chaosu
w którym rzeczywistość wokół nas
nie ulega tak łatwo dezorientacji
a temperatura wrzenia między nami
nie waha się destabilizując klimat

