Tomasz Jamroziński – trzy wiersze
- 29 mar
- 1 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 30 mar
Gorzkie bale przenikajcie, bo z grobów umarli gromadnie powstają
Ta noc należy do serii tych nieprzebłaganych
jak starość dłoni, którą nawlekamy co i rusz,
po kłębku do wschodu słońca. Post w czyśćcu
staje się rutyną, ale można pójść tam na noże.
Krwawnik jak z legendy mógłby coś zapowiadać,
ale nie czujemy pełni, najmniejszej iskry. Nowe
symbole dawno poszły się jebać, dlatego język
uwodzi nas jak zły szeląg w pogańskiej miłości
2:26 masz tyle otwartych okienek
jakbyś nie grodził się wcale. To może być odruch
albo nonszalancja. Widzimy cię, serduszko nasze!
Podzielimy cię, nawet potroimy, że ech. Optycznie
będzie więcej o twoich zwyczajach, bo tak na oko
luźno żyjesz. A skoro patyczki, to wyciągnijmy
ten najkrótszy, żeby gadali, jak bardzo złote usta
to twój wyraz. Zanim kamienie albo ziarna kawy
rozsypane po kątach zaczną być ekspozycją tła.
A czy nocą widać gwiazdy?
Julkowi
Mieli drapać chrust, walczyć o słońce, o tętnice
pełne tajemnic. Komuś zwykle nie idzie karta,
a obce smartfony grają nie tę co trzeba melodię.
W tym wszystkim Chłopiec, który miał awersję
do owadów - kowali bezskrzydłych. Nosił naręcza
żywych skał i skakał sobie, gdy nie było potrzeby.
Składał mapy bez kompasu. Był w swoim języku,
jego dorzeczach i gwarancji nowych światów

