Thomas McCarthy – dwa wiersze
- Mirek Drabczyk
- 12 minut temu
- 2 minut(y) czytania
Po operacji
Jak już wspomniałem, zanim pojawiły się
Złe wieści, opowiadałem, że zupełnie nie wiemy
O tym, jak oddychać. Czy to efekt
Roztrzepotania czy stałego poczucia
Strachu, zapominamy o głębokiej wdzięczności,
Za to że nasze płuca pracują. Lecz może
Mówiąc oddech, mam na myśli coś więcej niż powietrze,
Bardziej jako poczucie oddzielenia, które znika
Gdy zaczynamy praktykować bardziej uważność
Niż samoudręczenie. Fundamentalną rolą poetów
jest sprawianie, żebyśmy chcieli oddychać. Miłość
Wyrzuca wielkie słowa poza najprostsze emocje –
a my wijemy się w ich naciąganiu,
poddajemy próbom wytrzymałości. Wiercimy się
i wykręcamy, żyjemy i chwytamy.
Pamiętam, gdy w szpitalu Miłosierdzia młoda
Chorwacka anestezjolog delikatnie
Wyciągała plastikową rurkę mówiąc “myślę,
Że teraz możesz już sam oddychać”
Ta udręka! Znowu zostałem rzucony na głęboką wodę.
Moje płuca odpłynęły z nabrzeża już samodzielnie,
zagarniały i zagarniały, co było potrzebne
by oddychać. Oddział chirurgiczny
Odpłynął daleko w medytacji Vipasana
Ego zostało wymazane, ten rodzaj umysłu
był umysłem pełnej uważności
Szczelnie wypełniającej pokój, poczucie wspólnoty
Buddy z jego uczniami, przywróciło mnie życiu.
Daleko od fizyki i medycyny
Z powrotem do tego co osobiste i pełne krwi.
Budda był rebeliantem swoich czasów,
Ale nigdy nie tkwił zagrzebany w pieluchach oddziału rakowego.
Ani też nie doświadczył znieczulenia zewnątrzoponowego
ani horroru rozkojarzonego umysłu. Moim prawdziwym oddechem
Jest poczucie powrotu w istnienie, mocna
Esencja następujących po sobie wdechów przenikających ciało.
I na dodatek ta okropna wiadomość, niestety prawdziwa,
Że gdzieś daleko zmarł Leonard Cohen,
Przez co znowu myślę o oddychaniu, o tym, że miłość
Jest przetrwaniem, o Suzanne i Mariannie i o tym, że Leonard
Spał w sypialni Yeatsa w Lissadell. Mówią,
Że spał sam, z nietoperzami gnieżdżącymi się w wykuszach
Irlandzkiej nocy. Dużo ostatnio złych wieści, ale przecież musimy
Z zapartym tchem przezwyciężać napierającą pustkę.
Złamane obietnice
W miarę starzenia nabieramy wprawy w kolekcjonowaniu
Niedotrzymanych obietnic. Nie dlatego, że świat wariuje,
Lecz dlatego, że dzień za dniem Przybywa nam opcji. Zbyt dużo jałowego kręcenia się
Wokół swoich zachcianek; za dużo podniet,
Zdecydowanie za dużo podniet na tym świecie
Biegnącym nieustannie, żeby przyjąć nowe twarze.
Młodzi są piękni i pełni optymizmu
To na pewno. I jak mówiłem, nie znoszę
Daremnego czekania na dawno obiecany
Egzemplarz unikalnej Geografii Ptolemeusza,
Wydanej przez Hola von Ulma
Z jego misternie kolorowanymi mapami:
Chodzi o prezent od Księcia Eugeniusza Savoy –
Książkę z roku 1480 wydaną przez londyński Lettou,
Już sobie odpuszczę. Ludzie zapominają, ja cały dzień
haruję w prowincjonalnej bibliotece. Ale moje serce
Zabiło żywiej gdy zdobyłem egzemplarz wierszy wybranych
Jewtuszenki. Pachniał ogniskiem
i młodym gruzińskim winem: miałem go
oprawionego w jedwab, jak oryginał Jensena z Wenecji
Brałem go ze sobą podróżując
W góry hrabstwa Kerry, do Sligo, na morze
Raz, kiedy czytałem,
Podeszła młoda kobieta w szkockiej spódnicy
Mówiąc, że nazywa się Larissa Fiodorowna
A ta książka była jej własnością, dostała ją w spadku –
Oczywiście obiecałem jej, że oddam i zaraz zwiałem.
przełożył Mirosław Drabczyk

