Tadeusz Zawadowski – pięć wierszy
2 dni temu
2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 14 godzin temu
dom ze snów
kiedyś planowałem zbudować dom nad rzeką. wysoko
w górach. w miejscu gdzie niebo łączy się
z wodą. w snach stawiałem mury
i przez wyimaginowane okno przyglądałem się
lotom ptaków też budujących swoje gniazda.
rano obudził mnie ryk oszalałej wody która z potoku
przemieniła się w bestię. widziałem przerażone twarze
domów zapadających się w fundamenty. również
mojego którego nie zdążyłem jeszcze
do końca wymarzyć.
rzeka II
kochałem tę rzekę. rankiem wymykałem się z domu
i z nadbrzeżnych zarośli podziwiałem ptaki
wylatujące z gniazd w poszukiwaniu ryb dla młodych.
któregoś dnia rzeka przyszła do mnie. zabierała
cegła po cegle z mojego domu i budowała z nich mury
przerażenia. ptaki z krzykiem opuszczały swe gniazda
a ja podążyłem ich śladem.
moje rzeki
płyną przeze mnie rzeki wraz z rozlewiskami. nazywam je
wzruszeniami. próbuję ujarzmić zaporami słów których
nie buduję z wielkich liter. tylko małe jest prawdziwe.
kryje się w dłoniach jak pisklę które dopiero ma wylecieć
w świat. to przed odkrywanie nienazwanego.
moje rzeki prowadzą mnie
do źródła.
gałąź
kolejna bezsenna noc. patrzę w gwiazdy. zbyt wiele
by policzyć. są za odległe by stały się
namacalne. tylko gałąź za oknem jest realna.
uchyla się pod dotykiem mego spojrzenia i co chwila
puka lekko w szybę jakby chciała mnie wyprowadzić
z tego mieszkania w krainy mego dzieciństwa. cichutko
otwieram okno i podążam za nią kalecząc stopy
o wieczność.
już czas
wchodzę w jesień. w szpaler drzew przy drodze.
dotykam dłonią ich barw chełpiących się miedzią
czerwienią i złotem nim przemienią się
w bezlistną ciszę. w górze klangor żurawi
woła że już czas
odlecieć.

