Sylwia Gibaszek – siedem wierszy
- Miroslaw Drabczyk
- 27 wrz
- 4 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 28 wrz
Mój przyjaciel ma depresję
racjonalny odważny łowca jeleni
doktor Jones laureat naukowych nagród
mistrz jazdy bez trzymanki bez ogródek
ten co pierdoli wszelkie konwenanse
zawsze rozbija bank
mój przyjaciel ma depresję
kolekcję analogowych aparatów
fotoplastikon twórczej pracy
prześwietlony
fotogeniczny przy każdej lustracji
waleczny Ryszard lwie serce
co radzi jak Adam Słodowy
nigdy mi nie słodził
mała weź się w garść
to co nas nie zabije
wypluj światu prosto w twarz
nie rycz mała nie rycz
ja znam te numery
to tylko ponury żart
że mój przyjaciel ma depresję
jego łzy lecą mi na kimono
przywiezione z Jerozolimy
jeszcze przed wojną
mój przyjaciel ma depresję
człowiek ciężki od właściwości
szczodry koleś
opuchnięty do bólu od szczerości
harleyowiec
prezenter płyt w popularnej radiostacji
winylowej kultury tygla heglistów
radioaktywnej literatury różnej maści
wielbiciel Erika Satie mocnej kawy
ten co duszkiem pił dymną whiskey
o smaku kolejowych podkładów
ma depresję rzecz jasna wisielczy nastrój
jak latarnik w czasie blackoutu
To dopiero sztos kiedy tak
kręci się świat łamiąc własną oś
zataczają się jak pijany chłop
bieguny ziemi
puszczają wszelkie zawory tamy zasady
trele morale w mikserze ludu globalny
i tak dalej truje się nas
jak szprotki sardele inne ryby w oceanie
robią się kwasy zajady padają systemy wtedy
mój przyjaciel ma depresję
twój przyjaciel ma depresję
on ono oni one też mają depresję
albo będą ją mieć jak w banku
Zamówienia społeczne
nie ma popytu na poezję
miłosną radosną wojenną
obleśną
nikt nie zamawia literatury na miejscu
na wynos
z dostawą do domu tylko kebab
dania wegetariańskie markowe piżamy golarki
karty revolut
będą potrzebne rewolwery
z pewnością rowery elektryczne od zaraz
zaraza electro world jest poważna
ale nikt jej już nie zauważa
anormalność przewlekła stała się normą
jak pisał niegdyś filozof
ze szkoły lwowsko- warszawskiej
dziś już zupełnie zapomniany
jak koła białego dymu
puszczane z dziadkowej fajki
Awers i rewers
(sceny z zimowego życia przyrody)
Taki był mróz w Międzylesiu
a obok nas locha wyprowadzała na spacer
sześć pasiastych warchlaków
między lasem a cmentarzem
stałam z awersją do przemocy
patrzę teraz przez oszronione okno na głodne mewy
kunę co przemyka odśnieżoną ulicą Radomską
pod zaparkowanymi autami
sikorki na parapecie
te co uwielbiają słoninę jak Ferdynand Kiepski mocne piwo
tak jak on z dziką rozkoszą oddają się degustacji
zanurzając malutkie dzioby w tłuszczu
sikorki zimą naprawdę potrafią delektować się życiem
ukradkiem zawitać do dziupli nietoperza
który zapadł w zbyt mocny sen
rozkosznie stukać w jego czaszkę
aż z wdziękiem i gracją wydziobią mózg na kolację
nie śpij bo cię okradną
brzmi ludowe porzekadło
nie trać czasu na sen
bo nawet czaszka w dziupli po tobie nie zostanie
dla skostniałej z zimna popielicy szarej na śniadanie
Przesądy na odejście
Kiedy umierasz przepadasz
rozkładasz się a może rozpraszasz
podobno - jak pisała Urszula Kozioł
rzucony na pastwę ciemności
czarno w grobie
widać nic
ziemia jest szara brunatna albo jak nawóz naturalny
gówno prawda
może wpadasz właśnie w sam środek jarzeniowego światła
nic cię wypala jak w hucie stali
może świecisz niczym rafineria gdańska
elektrycznymi lotosami
stajesz się czystym lśnieniem
radioaktywny cieplejszy niż wulkaniczna lawa
przelewasz się z pustego w próżne
nagrzany mocniej niż wnętrze słońca
przetaczasz się przez jego układy arterie
a żyły planet czerwienieją jak spirale
w farelkach grzejnikach olejowych piecykach
rozkręconych butlach z gazem
nie trzeba zapalnika
Z grubej rury do Natalii Panczenko
hali hali droga pani
sklep się pali a w nim
matka babka troje dzieci pies
hola hola proszę pani
żadna z nas nie może być jak panzerfaust
hali hali szpital się pali żłobek chomik kot jeż
hola hola proszę nie udawać Greka Ursuli
Urlike Meinhof też nie
nie ma pani guza mózgu
ale może mieć wspólne podwórko z nami
bez mężczyzn pracy chleba
bez klamek mięsa nawet na kartki
z mięsem armatnim pod bramą
suchym kaszlem dzieci
gdzie już nawet łapki na myszy są puste
tylko cisza przed atakiem
spadającym na dom wrakiem samolotu
hola hola kobieto z kosą na drony
Życie w sieci
kiedyś trafienie do sieci oznaczało
że stałeś się rybą
traciłeś powoli oddech
zbyt długi pobyt na uwięzi powodował
matowienie łusek
nieznośną woń rozkładu
dziś bycie w sieci jest trywialne jak masło
korki uliczne choroby weneryczne i cywilizacyjne
w sieci palisz
patrzysz przez szkła
płacisz za prąd
gaz sex pantofle kawę
pantoflarz najpierw puszcza blik
za klipsy żony torebki kozaki
nie przykozaczy
na szarym końcu opłaci
toner do drukarki czynsz
tu kolejność nie ma znaczenia
sieć wyznacza granice naszych umysłów
mózgowych połączeń neuronalnych
o ile nie zniknęły
jak światło w czarnej dziurze
dziurki oczka ryzomorfy siatki
są absolutnie fascynujące
na przykład opieńki tworzą niewidzialne sieci
podobne do układów krwionośnych
oplatają drzewa podskórnie
pod nienaruszoną korą
niczym koronkowe pończochy zgrabne łydki
na pierwszy rzut oka gładka hebanowa okładzina
pod nią biała zgnilizna
jak białe rękawiczki czule otula drewno
a potem bezpardonowo powala na ziemię
myślisz burza z piorunami
trąba powietrzna orkan
nie sądzisz że znane od ponad tysiącleci
grzyby tworzą pasożytnicze sieci
w całym lesie tajne śmiercionośne siatki
big brothers are catching you

