Serhij Rybnycki – cztery wiersze
- Mirek Drabczyk
- 3 dni temu
- 4 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 2 dni temu
11
dzień zaczyna się poruszać po trajektorii
jesiennego ptaszka nad wodą między drzewami
słońce rozbłyskuje w ogonie rakiety i świst
niczym struna
na niebie rozcięcie serce oparło się o imię
zeszłorocznego śniegu i ślady na piśmie
świętym
mamo wiekuista mamo gdzie nasze
łóżka gdzie nasze ściany tylko rysunek
ogromnego słońca w oknie spłynął jak anioła dalej deszcz
wszystko w dół i strumienie i rzeka w jesień
modlitwy i lamenty i chmury w
każdej dłoni tego co przybiegł na pomoc
i oddech bursztynowy
który wieczorem w nocy wlewa się do pieśni
ponad pieśniami a na razie tylko oddech
amputowany pień orzecha zatrzymuje
autobus
zamarł czeka aż wszyscy wysiądą ale
droga również amputowana a na skraju
bandaż przejścia dla pieszych i wiecznie
czerwone spojrzenie sygnalizacji świetlnej
imię bez dźwięku ale z konturem
spierzchniętych ust
palce ołówki wciąż obok ciała i wciąż
łaskocząc jakby ostro naostrzone i jeszcze
by trochę koloru niebieskiego bo słońce
zaczyna palić i płynie jak bursztyn
tej jesieni wyrwa
kapitanie gdzie jesteś gdzie koło ratunkowe
kapitanie
24 r.
52
wiesz że oni cię złapią i złamią
nie ma przestrzeni do ucieczki są tylko cyfry
odliczania współrzędne ciągła zmiana na tablicy
wojny która zapuszcza korzenie przez nieruchome ciała
niby cały czas był zakopany niby światło
dzienne dozowano dopóki pięter nie usypano
łopata za łopatą i nie ma postronnych
choćby nie wiadomo jak sadzono kwiaty i drzewa
listopad obnaża szkielet po szkielecie już i
na pniach znaki dziecięce ktoś plus ktoś równa się
kto dla kogo jest bogiem a on jest ścieżkami z których każda prowadzi
na wojnę gdzie cię złapią i zabiją gdzie twoje
biblioteki nie będą miały znaczenia gdzie twoje notatniki
to kolejna gwiazda na niebie gwiazd gdzie wszystko już
napisano jeszcze przed tobą a czegoś wyjątkowego i szczerego
nie słychać spod ziemi lepiej o miłości mówią
oni kiedy wybór już został dokonany i ktoś te
słowa musi przyjąć zanim dłoń
ześlizgnie się w międzynoże a pocałunek spotka
pocałunek że i słowa nie wypowiesz jakby usta
zasypane ziemią a dłonie wciąż wyczuwają
grzebią pragną wyrwać się na zewnątrz
ale za późno bo leżycie obok bohatera oddychacie
przez ziemię przez ciała przez wojnę a każde
słowo to kość każda miłość to naddarty
sztandar martwi mają nadzieję że kiedyś to
się skończy a żywi tańczą na kościach
25 r.
7
oto człowiek który jak u pynczona uważa się
za wojnę że żyje on niedługo lecz ataki
są długotrwałe i burzliwe mówi że wielkie książki
trzeba czytać szybko zanim narracja nie
przemoże samego czytelnika a we wszystkim innym
czepiać się każdego napotkanego za
ocalałe kończyny co z ciebie za wojownik dlaczego tam cię
nie ma dla ciebie w bunkrze miejsca nie będzie
a pod wieczór w książce zapalonymi oczami
i ołówkiem krzyżyki na marginesach jakby tu
miała przylecieć rakieta i jeszcze jeden dzień życia
dla mnie papieros przy rynnie i kawa za rogiem
i tabletki i badanie u lekarza który będzie mamrotał
jeszcze za wcześnie wtedy gdy pacjent będzie prosił żeby
dalej go preparowali doprawdy historycy
no przynajmniej uczniowie średnich klas wycięli
złośliwe parady i rzucili podwórkowym psom
doktorze jeszcze trochę słyszy pan tak równy
puls pocisków niczym całe życie poranny
bieg od zdrowego rozsądku i zamiast narodów
po sto stron wielkiej książki gdzie słowo
za słowem dziś prawdy dziś zaostrzone ostrze
którym ścinają głowy królom i dowódcom
że sam wyczerpany padasz na podłogę i
znów potylicą o koło samsary i znów
oczami o boskie oblicza nad obsranym łóżkiem
to co doktorze znowu spuści mi pan krew
wypuści pan moich żołnierzy czy dzisiaj mamy
na kolację po raz kolejny pieczonego gołębia
24 r.
58
szara strefa uczepiła się lufy i nie puszcza
widma pasterzy zasiadły w lejach na kolanach
i obserwują tych którzy pierwsi idą
ostrożne kroki but trzaska wśród gałęzi
zwiadowcy i ci którym przypadło w udziale zbieranie
ciał i cieni podobni do krów które cicho
poskubują trawę co zniknęła dawno a ktoś z nich
szepcze że zapomniał kiedy widział krowę na żywo
głównie na obrazkach lub zdjęciach a tak naprawdę
gdy chodził do szkoły i stado spotykał po drodze
pachniało mlekiem i obornikiem a ich hałaśliwe westchnienia
przypominające odgłosy wystrzeliwanych rakiet i stawowe oczy
spokojne ufne jakby cała szerokość drogi
należała do nich a teraz pamięć zupełnie zbielała
jak to mleko więc hełm ścisnął głowę aby
biel nie przyciągała uwagi a tym bardziej
aby nikt z cywilów nie pomyślał że chcą się tu
oddać do niewoli bo przez to wojna w żadnym wypadku
się nie skończy chyba że wróg rozstrzela
czy będziesz opowiadał mu historie z dzieciństwa
jak widziałeś krowy piłeś mleko i mimowolnie obaj
spojrzycie na dorastanie od zabawkowych
karabinów do prawdziwych od żywych krów
do rozbitych obór od świeżego mleka
do zardzewiałej konserwy z tuszonym mięsem że
wrogowi jest obojętne czy to krowa czy człowiek dla niego
czas zapisany w rozkazie na szarym papierze
o który czepia się lufa i słychać skrzypienie
niewidzialnego śniegu i zagnano ludzi na podwórze
czarne zmęczone plamki na świeżym mleku
biedacy powtarzają wszystko co im się powie
w ich oczach ostatecznie zgasło dzieciństwo
czas dla nich czaszka krowy jakoś znaleziona
w leju gdzie milczące duchy pasterzy
rozpraszają się dymem nad ziemią gdzie kiedyś
rosła trawa i nadal będzie rosła a ich palce
na swój sposób liczyły czas a teraz
przepuszczają między sobą papierowe łodygi
23 r.
przełożył Tomasz Pierzchała

