Robert Rutyna – cztery wiersze
2 dni temu
1 minut(y) czytania
161. wybieranie
mówiłaś
że to pestka
wydrążyli nas
w gabinecie
wciąż kapią
soki
132. na siódmą trzydzieści
zanosiłaś mnie płaczem
w opiekę
rozpadaliśmy się w dobrych rękach
na dziecko
twoje i cudze
zaślepieni zasklepionym
oczodołem futryny
zaciskałaś zęby
nie umiałem języka
106. żywica
wymierzyłem śmierć
franca szeroka
nie mieści się
w tokarce
utkwiłem w niej
sęk
160. pozostawianie
zostaniemy wam na koniec
stertą koszul z piwnicy
wzejdziecie po nas wzdłuż poręczy
z zarzuconym na plecy worem
co porządniejszych powystawiacie
rozdzielicie wśród znajomych
wyubieracie do kościoła

