top of page

Rafał Kasprzyk – Przester (vol. 7) 

2 dni temu
3 minut(y) czytania

W trzewiach istnienia. O Gezie Csáthu i naszej współczesnej psychozie

Opowiadania Gezy Csátha najlepiej czytać późno w nocy, wtedy, gdy z podświadomości wyłażą karaluchy (wiem co mówię). Wtedy, gdy świat milknie i nie trzeba już udawać, że wszystko jest w porządku. Bo to nie są teksty „do poduszki”. To literackie autopsje. A czytasz je tak jakbyś zaglądał do własnych wnętrzności po wypadku. Krwawych, gorących, obcych. A jednak twoich.
To nie jest literatura. To odtrutka, która pali gardło. Albo jeszcze gorzej: trucizna, którą łykasz z fascynacją, że nareszcie coś działa. W świecie pełnym miałkich fabuł i sterylnych narracji Csáth przychodzi jak patolog z rozciętym rękawem, śmierdzący eterem, i mówi: „Chcesz zobaczyć prawdę? To patrz.” I rozcina kolejną duszę. Bo u Csátha nie ma opowieści. Jest rozpad. Nie ma fabuły – jest psychoza. Nie ma bohaterów – są nosiciele patologii. Dobrze znanej zresztą. Z domu. Z dzieciństwa. Z pokoju, gdzie matka tłumi krzyk, a ojciec rozładowuje frustrację pasem. Ze szkoły, gdzie pedagogika polega na wzbudzaniu wstydu. Z ulicy, gdzie wszyscy się uśmiechają, ale nikt nikogo nie widzi.
I co z tego, że Csáth pisał ponad sto lat temu? Neurozy się zaktualizowały jak system operacyjny, ale lęk pozostał ciągle ten sam. Tylko dziś ma Wi-Fi. Mamy smartfony, aplikacje do medytacji, seks na żądanie i podcasty o depresji. Jesteśmy tak bardzo „w kontakcie”, że nie mamy pojęcia, kim są ci ludzie obok nas, albo jeszcze gorzej, kim my sami jesteśmy. My – z diagnozami. My – z receptami. My – z listą leków w Notatniku Google i terapią o 18:30 przez Zooma. Ale broń Boże nie mówmy głośno, że jesteśmy chorzy. Lepiej wrzucić mema. Albo stories z kawą i filtrem, który wybieli nawet rozpacz.
Dziś Csáth nie pisałby opowiadań. Pewnie pisałby anonimowe posty, ewentualnie nagrywałby TikToki z opuchniętą twarzą po czwartej nieprzespanej nocy. A może wcale by nie pisał tylko prostu by zniknął? Tak jak znikają ci wszyscy młodzi, których zdjęcia potem obiegają Facebooka z hashtagiem #RIP. Dzieci Internetu. Ofiary znikomej atencji i nadmiaru bodźców. Bo najstraszniejsze u Csátha nie są zboczenia, patologie czy kliniczne przypadki. Najstraszniejsze jest to, że nikt nie słucha. Milczenie. Społeczne, rodzinne, kulturowe. Zamiatane pod dywan, żeby nie przeszkadzało w rozwoju osobistym i porannej jodze. Język bólu uznany za nieelegancki, niewychowany, nie nadający się na eventy TEDxu.
A jednak Csáth mówi. I to bez cenzury. Bez filtra. Mówi o tym, o czym Zachód – z jego naiwnym kultem racjonalności, rozwoju i pozytywnego myślenia – woli zapomnieć. Mówi o chorobie duszy. O tej ciemnej, lepko-wilgotnej stronie człowieka, której nie leczy się dietą i manifestacją intencji. Mówi o tym, że człowiek może być piękny i jednocześnie zupełnie zgniły w środku. I to boli. Ale może właśnie dlatego jest potrzebne. Bo kiedy dziś słucham jego słów o „mechanizmach chorób umysłowych”, czytam jego dziennik, jego narkotyczne, brutalne, śliskie wynurzenia – nie chcę go oceniać. Nie chcę wrzucać go do szufladki z napisem „uzależniony”, „morderca”, „chory psychicznie”.
Chcę go słuchać. Bo w jego bełkotliwym, zdesperowanym piśmie słychać coś, co wszyscy dzisiaj w sobie nosimy. Przecież wszyscy – mniej lub bardziej – tkwimy na tej samej krawędzi. Z tą tylko różnicą, że on miał tylko morfinę i dziennik. My mamy Instagram, Netflix i receptę na psychotropy.

2022/2026


Géza Csáth Opium, przekład zbiorowy, posłowia Elżbieta Cygielska i Dezső Kosztolanyi, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2022, str. 385

Rafał Kasprzyk – poeta i krytyk literacki, laureat konkursów poetyckich. Jest autorem wywiadów z pisarzami oraz jurorem konkursu im. Anny Kamieńskiej. Od września 2025 roku prowadzi cykl felietonów literackich Notabene. Na marginesie lektur na stronie www.kozirynek.online.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page