top of page

Rafał Kasprzyk – Pijaczek, czyli studium spojrzenia

  • 1 dzień temu
  • 15 minut(y) czytania


O egzystencji, władzy i pamięci w prozie Macieja Sieńczyka

1.
Pijaczek Macieja Sieńczyka to książka, która pozornie opowiada historię relacji między chłopcami z lubelskiego osiedla a starszym, ekscentrycznym alkoholikiem – jedną z tych historii, jakie mogłyby wydarzyć się wszędzie i które zazwyczaj nie zasługują na osobną narrację. W pierwszym odruchu łatwo wpisać ją w porządek prozy wspomnieniowej, nostalgicznej opowieści o dorastaniu w latach 90., o świecie sprzed internetu, o osiedlowych typach i formujących się hierarchiach młodzieńczych. Jednak im głębiej wchodzimy w tekst, tym wyraźniej okazuje się, że mamy do czynienia z czymś znacznie bardziej złożonym, a mianowicie z rodzajem literackiego eksperymentu, który testuje granice opowiadalności cudzej egzystencji.
W istocie Pijaczek jest książką o spojrzeniu – o tym, kto patrzy, z jakiej pozycji, z jakim kapitałem symbolicznym i w jakim celu. Sieńczyk nie rekonstruuje jedynie losów Zygfryda, lecz odsłania cały aparat widzenia, interpretowania i wartościowania, który sprawia, że pewne biografie uznajemy za „warte opowiedzenia”, inne zaś skazujemy na milczenie lub groteskowy skrót. Tytułowy bohater zostaje poddany intensywnemu, wieloletniemu oglądowi. Najpierw jako figura fascynująca, niemal mityczna, później jako obiekt eksperymentu, wreszcie jako wstydliwy relikt przeszłości, którego obecność zaczyna ciążyć narratorowi. Każda z tych faz odsłania inny reżim spojrzenia i inną formę władzy.
Jednocześnie Pijaczek demaskuje przemoc wpisaną w sam akt opowiadania o drugim człowieku. Sieńczyk jest świadomy, że każda narracja biograficzna – nawet ta podszyta sympatią, ciekawością czy poczuciem winy – jest formą zawłaszczenia. Nadając sens cudzym gestom, porażkom i milczeniom, narrator nieuchronnie podporządkowuje je własnej perspektywie, własnemu językowi i własnej drodze życiowej. Osiedlowy pijaczek zostaje „opisany”, a więc w pewnym sensie unieruchomiony, zamknięty w ramach, które mają go uczynić zrozumiałym, a przez to – bezpiecznym. To napięcie między pragnieniem zrozumienia a nieusuwalną obcością bohatera stanowi jedno z kluczowych źródeł dramaturgii tej książki. Zygfryd nie daje się ostatecznie „rozszyfrować”, wymyka się zarówno psychologicznym diagnozom, jak i symbolicznym uogólnieniom. Jego wiedza okazuje się jednocześnie imponująca i powierzchowna, jego deklarowana rezygnacja z marzeń – zarówno świadomą postawą, jak i maską skrywającą bezradność. Co ciekawe, Sieńczyk konsekwentnie odmawia czytelnikowi komfortu jednoznacznej oceny, zmuszając go do konfrontacji z własnymi odruchami interpretacyjnymi. W tym sensie jego książka staje się  także prozą o granicach interpretacji. O momencie, w którym język, pamięć i narracja zaczynają zawodzić. Szczególną rolę odgrywa tu motyw magnetofonowej kasety - materialnego śladu, który miał ocalić „prawdę” o bohaterze, a w rzeczywistości ujawnia jedynie pustkę, bełkot i opór nagrywanego. To, co miało być esencją, staje się dowodem nieprzystawalności projektu biograficznego do realnego życia. Pijaczek nie chce zostać uchwycony, nie chce zostać zapamiętany w zaproponowanej mu formie, a jego obojętność wobec własnego „zapisu” podważa sens całego przedsięwzięcia.
Ostatecznie więc książka Sieńczyka mówi mniej o samym Pijaczku, a więcej o tych, którzy na niego patrzą. Mówi o ich ambicjach, lękach, pragnieniu sensu i potrzebie hierarchii. To więc opowieść o tym, jak łatwo cudze życie staje się ekranem projekcyjnym dla własnych fantazji o wielkości, upadku, wyjątkowości lub jej braku. Pijaczek ujawnia, że sens, który przypisujemy innym, rzadko bywa neutralny; częściej jest on odbiciem naszego miejsca w świecie, naszego awansu lub porażki, naszej potrzeby odróżnienia się od tych, którzy „zostali w tyle”.
Jeśli więc jest to książka wspomnieniowa, to w sensie radykalnym, jako zapis nie tylko przeszłych zdarzeń, lecz także dawnych sposobów patrzenia, które dziś – z perspektywy dorosłości – okazują się niepokojące, niejednoznaczne i moralnie uwikłane. Pijaczek nie oferuje katharsis ani prostego rozliczenia. Zamiast tego pozostawia czytelnika z pytaniem, które zdaje się najuczciwsze: czy w ogóle mamy prawo opowiadać cudze życie tak, jakby należało do nas?

2.
Tytułowy bohater Pijaczka sytuuje się na przecięciu kilku porządków, które w klasycznych narracjach literackich zwykle pozostają rozdzielone: społecznego marginesu i symbolicznej erudycji, groteski i tragizmu, degradacji i aury wyjątkowości. Z jednej strony Zygfryd funkcjonuje jako postać jednoznacznie zdeklasowana – alkoholik, bytujący na obrzeżach wspólnoty, pozbawiony stabilnej pracy, rodziny i jasno określonej przyszłości. Z drugiej jednak strony jego wypowiedzi, zachowania i autoidentyfikacje odsyłają do porządku kultury wysokiej. Filozofii, historii, wielkich postaci i idei. Ten dysonans sprawia, że bohater nie daje się wpisać ani w schemat „nieszczęśliwego wykluczonego”, ani w romantyczny mit upadłego geniusza.
Sieńczyk konsekwentnie i wydaje mi się, że z pełną premedytacją unika stabilizacji tej figury, bo każda próba przypisania osiedlowemu pijaczkowi określonej roli zostaje natychmiast podważona przez kolejny gest, słowo lub sytuację, które przesuwają go w inną stronę. Gdy jawi się jako mędrzec, szybko okazuje się błaznem; gdy wydaje się ofiarą, zaczyna sprawować subtelną władzę symboliczną; gdy zostaje zredukowany do groteskowej maski, w jego wypowiedziach pojawia się nagle ton egzystencjalnej powagi. Ta niestabilność jednak nie jest efektem braku konsekwencji narracyjnej, lecz świadomą strategią. Pijaczek po prostu funkcjonuje jako figura graniczna, istniejąca na styku sprzecznych porządków znaczeń.
W tym sensie blisko mu do postaci liminalnych znanych z antropologii kultury – bytów zawieszonych między „tu” a „tam”, między normą a jej przekroczeniem. Nie należy on w pełni ani do świata dzieci, które go obserwują, ani do świata dorosłych, do którego formalnie przynależy. Jest kimś pomiędzy. Niebezpiecznym i fascynującym zarazem, obcym, ale oswojonym przez powtarzalność obecności. Jego marginalność nie polega wyłącznie na społecznym upadku, lecz na strukturalnej nieprzynależności, czyli na byciu poza klarownym porządkiem ról i oczekiwań.
Kluczowe znaczenie ma fakt, że istnienie pijaczka nie posiada autonomicznego centrum narracyjnego. Bohater nie opowiada samego siebie; nie konstruuje spójnej autobiografii, nie dąży do samoujawnienia ani samousprawiedliwienia. Jego „ja” pojawia się wyłącznie w odbiciu cudzych spojrzeń – spojrzeń dzieci, nastolatków i wreszcie dorosłego narratora. On po prostu „jest”, ponieważ jest widziany, komentowany, interpretowany. Jego obecność zostaje potwierdzona dopiero w momencie, gdy staje się obiektem uwagi, a sens jego istnienia rodzi się nie z wewnętrznego doświadczenia, lecz z zewnętrznej narracyjnej obróbki.
Gdy spojrzenie słabnie lub znika, znika także pijaczek jako figura znacząca. Nie ma on własnej opowieści, która mogłaby przetrwać bez świadków. To istnienie radykalnie relacyjne, zależne od cudzego zainteresowania – niemal ontologicznie kruche. W tym sensie bohater przypomina postaci kafkowskie, które trwają jedynie w obrębie procedur, spojrzeń i aktów interpretacji, a poza nimi rozpadają się w nicość.
Symbolicznym zwieńczeniem tego problemu jest motyw nagrania magnetofonowego. Kaseta, która miała uchwycić „prawdę” o pijaczku, okazuje się pustym znakiem – zapisem nie tego, kim bohater „jest”, lecz tego, czym nie chce lub nie potrafi się stać. Bełkot, milczenie, opór wobec narracyjnego ujarzmienia demaskują iluzję dostępu do cudzej istoty. Projekt biograficzny ponosi porażkę, ponieważ zakłada istnienie stabilnego „wnętrza”, które można wydobyć, utrwalić i odtworzyć. Sieńczyk pokazuje, że w przypadku pijaczka takie wnętrze albo nie istnieje, albo konsekwentnie wymyka się językowi. Kaseta nie jest więc dokumentem, lecz negatywem dokumentu – świadectwem niemożności. Ujawnia ona przepaść między pragnieniem sensu a realnym doświadczeniem życia, które często nie chce układać się w znaczące całości. Krótko mówiąc, pijaczek odmawia bycia opowieścią, a jego milczący opór staje się jedyną formą suwerenności, jaką posiada.
W ten sposób figura ta odsłania jeszcze jeden wymiar. Wymiar graniczności, który znajduje się na styku istnienia i reprezentacji. Jest realny, cielesny, obecny – a zarazem nieuchwytny jako sens. Jego życie toczy się obok wielkich narracji, a próba włączenia go w porządek znaczeń kończy się fiaskiem. To nie tyle tragedia jednostki, ile diagnoza kondycji nowoczesnej narracji, która nie potrafi pogodzić potrzeby sensu z doświadczeniem jego braku. Pijaczek pozostaje więc figurą radykalnie nieprzejrzystą – nie dlatego, że skrywa jakąś głęboką tajemnicę, lecz dlatego, że być może żadnej tajemnicy nie ma. I właśnie ta możliwość okazuje się dla narratora – i dla czytelnika – najbardziej niepokojąca.

3.
Jednym z najbardziej znaczących i intelektualnie prowokujących wątków Pijaczka jest ironiczna gra z biografizmem – z nowoczesnym przekonaniem, że ludzkie życie domaga się narracyjnego usprawiedliwienia, a jego wartość mierzy się stopniem wyjątkowości. Narrator wielokrotnie „przymierza” pijaczka do figur wielkich i historycznie znaczących: Napoleona, Hitlera, Schopenhauera, Ludwika II Bawarskiego. Ten gest jednak ma charakter ambiwalentny. Z jednej strony uruchamia on kulturowy repertuar sensów takich jak genialność, wyobcowanie, obsesję, samotność władzy lub myśli. Z drugiej jednak strony natychmiast obnaża arbitralność samego mechanizmu porównania – groteskowość sytuacji, w której los alkoholika z osiedla mierzy się miarą historii świata.
W ten sposób Sieńczyk odsłania fundamentalny nawyk nowoczesnej kultury, którym jest potrzeba nadawania życiu sensu poprzez jego „wielkość”. Biografia ma prowadzić ku czemuś więcej – wpływowi, dziełu, przekroczeniu przeciętności. Życie, które nie generuje nadwyżki znaczenia, jawi się jako zmarnowane. Powieść podważa to założenie u samych podstaw, proponując figurę radykalnie antybiograficzną, czyli egzystencję, która nie tylko nie spełnia kryteriów wielkości, ale wręcz odmawia udziału w tej grze.
W tym miejscu szczególnie istotne staje się filozoficzne tło postaci. Pijaczek, choć nie jest filozofem w sensie akademickim, funkcjonuje jako postać głęboko schopenhauerowska. Jego deklarowany brak ambicji, rezygnacja z projektów przyszłości oraz chłodna świadomość własnych ograniczeń przypominają postawę negacji woli, jaką Schopenhauer uznawał za jedyną uczciwą odpowiedź na cierpienie istnienia. Pijaczek nie pragnie „więcej”, ponieważ rozpoznaje iluzoryczność pragnienia jako takiego. Jego bierność nie wynika więc z niewiedzy, lecz z rozpoznania – tyle że pozbawionego metafizycznego patosu.
Jednocześnie postać ta bliska jest myśli Emila Ciorana, zwłaszcza jego radykalnemu sceptycyzmowi wobec idei sensu i postępu. U Ciorana każda biografia jest formą autosugestii, próbą usprawiedliwienia faktu, że się żyje. Pijaczek zdaje się odrzucać tę iluzję. Nie tworzy narracji o sobie, nie konstruuje mitu własnej porażki ani niespełnienia. Jego życie trwa poza językiem usprawiedliwień, co czyni je nieznośnym dla narratora, ale i dla czytelnika przyzwyczajonego do sensotwórczych opowieści.
Z tej perspektywy porównania do Napoleona czy Hitlera nabierają szczególnej ironii. Sieńczyk nie zestawia Pijaczka z tymi postaciami dlatego, że dostrzega między nimi realne analogie, lecz po to, by zdemaskować logikę, wedle której historia uznaje jedne istnienia za „znaczące”, inne zaś za nieistotne. Jeśli miarą sensu jest skala wpływu, to największymi „ludźmi sensu” okazują się także zbrodniarze. Pijaczek – nieefektywny, nieproduktywny, pozbawiony wpływu – jawi się w tej optyce jako byt bezużyteczny. A jednak właśnie ta bezużyteczność stawia pod znakiem zapytania same kryteria wartościowania.
W tym sensie Pijaczka można czytać także w dialogu z Heideggerem, jak słusznie zauważa Adam Woźniak na łamach Dziennika  Literackiego, w swoim tekście zatytułowanym „Treści jawnie ekscentryczne?”. Bohater Sieńczyka egzystuje w trybie radykalnie nieprojektowym. Nie planuje, nie „wybiega ku przyszłości”, nie realizuje żadnego horyzontu możliwości. Z perspektywy heideggerowskiej ontologii mogłoby to uchodzić za egzystencję nieautentyczną. A jednak Sieńczyk subtelnie odwraca tę diagnozę, bo to nie pijaczek żyje w nieautentyczności, lecz raczej świat, który obsesyjnie domaga się projektów, sensów i narracyjnych kulminacji. On „jest” – i tylko tyle. Ta ontologiczna skromność okazuje się trudna do zniesienia dla porządku nowoczesności.
Kluczowe znaczenie ma tu także perspektywa Levinasa. Pijaczek nie daje się uchwycić jako „Inny”, którego można zrozumieć, opisać i włączyć w porządek wiedzy. Każda próba opowiedzenia jego życia kończy się porażką, ponieważ jego egzystencja nie odpowiada na pytania, które zadaje narrator. W tym sensie pozostaje on etycznym wyzwaniem, ale nie jako figura cierpienia, lecz jako byt, który opiera się redukcji do sensu. Jego milczenie, bełkot, odmowa współpracy z projektem biograficznym są formami oporu wobec epistemicznej przemocy.
Antybiograficzny charakter tej książki polega więc nie tylko na braku fabularnej kulminacji, ale na radykalnym zakwestionowaniu samej idei „życia znaczącego”. Sieńczyk pokazuje, że biografia jako gatunek literacki i kulturowy jest narzędziem dyscyplinującym: porządkuje, hierarchizuje, wyklucza. Pijaczek, który nie zostawia po sobie dzieła, idei ani wpływu, wymyka się temu porządkowi i właśnie dlatego musi zostać opowiedziany cudzym głosem.
Ostatecznie jednak ta opowieść odsłania swoją własną niemożność. Pijaczek nie przegrywa dlatego, że nie stał się kimś wielkim. Przegrywa – jeśli w ogóle można tu mówić o porażce – dlatego, że jego życie nie dostarcza narracyjnego alibi dla sensu. A to już nie jest jego klęska, lecz problem kultury, która nie potrafi zaakceptować istnienia pozbawionego usprawiedliwienia.

4.
Powrót Macieja Sieńczyka do lat 90. w Pijaczku nie ma charakteru czysto nostalgicznego ani sentymentalnego. Autor nie rekonstruuje tej dekady jako utraconego raju dzieciństwa, nie fetyszyzuje jej estetycznych rekwizytów – magnetofonów kasetowych, audycji radiowej Trójki, bazarów czy osiedlowych trzepaków. Te elementy pojawiają się w tekście, lecz nie pełnią funkcji dekoracyjnej; są raczej śladami materialnej kondycji świata, w którym pamięć, relacje i sens musiały posiadać fizyczny nośnik. Lata 90. jawią się jako czas przejściowy – moment zawieszenia pomiędzy starym porządkiem narracyjnym a nowym, który dopiero zaczynał się formować.
To epoka „przedinternetowa” nie tylko w sensie technologicznym, ale także, a może nawet przede wszystkim, ontologicznym. Relacje międzyludzkie odbywały się wówczas w przestrzeni bezpośredniego kontaktu. Twarzą w twarz, w obrębie osiedla, szkoły, klatki schodowej, czy tak jak w moim przypadku – jak sobie przypominam – małego sklepu w środku podkarpackiej wsi. Spojrzenie miało wtedy charakter fizyczny i nieodwracalny – nie można było go cofnąć, edytować ani rozproszyć w anonimowej masie odbiorców. Pamięć z kolei nie była zapośredniczona przez algorytmy ani chmury danych; wymagała kasety magnetofonowej, zeszytu, własnoręcznie zapisanego słowa. Zapamiętywanie było wysiłkiem, a zapomnienie realną możliwością, nie zaś funkcją systemu.
Dlatego nie boję się w tym miejscu powiedzieć, że w tym sensie Pijaczek wpisuje się w szerszą refleksję nad momentem historycznym, w którym sens nie był jeszcze permanentnie produkowany i archiwizowany. Życie mogło pozostać lokalne, nieprzeźroczyste, a nawet nieznaczące poza wąskim kręgiem świadków. To właśnie ta lokalność i kruchość sensu staje się jednym z kluczowych tematów książki.
Lata 90. w książce Sieńczyka są także przestrzenią intensywnego eksperymentu społecznego. W warunkach transformacyjnej płynności powstają lokalne hierarchie, osiedlowe mitologie i doraźne systemy znaczeń. Dzieci i młodzież uczą się świata nie poprzez abstrakcyjne narracje, lecz poprzez bezpośrednie doświadczenie relacji władzy, fascynacji i wykluczenia. Pijaczek funkcjonuje w tym mikrokosmosie jako figura wyjątkowa. Jednocześnie obecna i obca, oswojona i niepokojąca. Jego wiedza, ekscentryczność i marginalność czynią go idealnym obiektem projekcji – kimś, na kim można testować własne wyobrażenia o sensie, porażce i wielkości.
Zygfryd jest więc produktem tej epoki, to znaczy świata, w którym jeszcze nie istniały gotowe narracje tożsamościowe dla ludzi z marginesu. Nie było języka „wykluczenia”, „traumy” czy „kryzysu zdrowia psychicznego” w dzisiejszym sensie. Były za to etykiety potoczne, spojrzenia, przezwiska – brutalne, ale zakorzenione w bezpośredniej relacji. Pijaczek staje się ofiarą tego świata nie dlatego, że jest prześladowany, lecz dlatego, że zostaje intensywnie oglądany, interpretowany i używany jako punkt odniesienia dla cudzych narracji.
Jednocześnie Sieńczyk sugeruje, że w dzisiejszym świecie los pijaczka wyglądałby zupełnie inaczej. Jego ekscentryczność nie pozostałaby lokalna; zostałaby natychmiast przechwycona przez cyfrowy obieg sensu. Stałby się bohaterem patostreamów, viralem, memem – figurą rozpoznawalną, ale całkowicie pozbawioną sprawczości. Okrucieństwo, które w latach 90. było osobiste, spojrzeniowe i konkretne, dziś uległoby rozproszeniu. Zamiast kilku obserwatorów mielibyśmy tysiące anonimowych widzów, a odpowiedzialność za los bohatera rozmyłaby się w masie kliknięć i reakcji.
Wybór lat 90. pozwala więc Sieńczykowi opisać świat, w którym spojrzenie miało wagę -  nie boję się użyć tego słowa - etyczną. Każdy gest obserwacji był jednocześnie gestem zaangażowania – nie można było patrzeć „znikąd”. Wspólnota, nawet jeśli okrutna, była wspólnotą realną, a nie statystyczną. To sprawia, że Pijaczek nabiera wymiaru elegii. Opowieści o świecie sprzed cyfrowej mediacji, w którym relacja z drugim człowiekiem – nawet przemocowa – niosła ze sobą realne konsekwencje. Dlatego książka Sieńczyka jest także refleksją nad odpowiedzialnością. W świecie sprzed algorytmów nie dało się całkowicie uchylić od konsekwencji własnego spojrzenia. Pijaczek był „nasz” – osiedlowy, lokalny, konkretny. Jego los obciążał sumienia tych, którzy na niego patrzyli, którzy go słuchali, którzy próbowali go opisać.  Dzięki tej książce ja sam zaczynam rozumieć dlaczego jeszcze do dziś pamiętam większość podchmielonych postaci spod mojego wiejskiego sklepu. Dziś taka odpowiedzialność łatwo się rozprasza, bo los jednostki staje się treścią, a treść – chwilowym impulsem uwagi.
Sieńczyk – takie mam osobiste przeczucie – wraca do lat 90., ponieważ jest to ostatni moment, w którym porażka mogła pozostać lokalna, a życie – nieudokumentowane. To epoka, w której możliwa była egzystencja pozbawiona narracyjnego alibi: życie, które nie zostawia śladu w archiwum internetu, a więc może po prostu zniknąć. Pijaczek jest figurą takiego właśnie istnienia – kruchego, nieprzechwyconego, niewpisanego w globalny obieg sensu. Powrót do tej dekady pozwala autorowi zadać pytanie fundamentalne, a mianowicie co tracimy, gdy każde życie staje się potencjalną treścią? I czy współczesna kultura – obsesyjnie archiwizująca, opisująca i transmitująca – rzeczywiście jest bardziej empatyczna, czy jedynie skuteczniejsza w rozpraszaniu odpowiedzialności?
Pijaczek nie jest więc nostalgicznym spojrzeniem wstecz, lecz krytycznym gestem, próbą uchwycenia momentu, w którym spojrzenie jeszcze ważyło, pamięć jeszcze bolała, a sens nie był obowiązkiem. To powrót do czasu granicznego, ale nie po to, by go idealizować, lecz by sprawdzić, czy dziś w ogóle potrafimy jeszcze zobaczyć drugiego człowieka inaczej niż jako opowieść.

5.
Druga, równie istotna funkcja tytułowego bohatera polega na tym, że staje się on lustrem biografii narratora, co nie umknęło uwadze Olgi Wróbel, krytyczki literackiej i autorki bloga książkowego Kurzojady, która odnotowała to w tekście krytycznym o książce Sieńczyka na łamach Dwutygodnika. Pijaczek nie jest bowiem wyłącznie opowieścią o marginalnej postaci z osiedla, lecz także – a może przede wszystkim – zapisem drogi, jaką przechodzi sam narrator: od nieśmiałego, podatnego na fascynację chłopca, przez etap młodzieńczej dominacji i interpretacyjnej pewności, aż po dorosłego artystę, który opuszcza miejsce dawnej relacji. Ta trajektoria ujawnia nie tylko los pijaczka, ale także ukrytą cenę społecznego i symbolicznego awansu.
Na początku relacji narrator znajduje się w pozycji ucznia. Pijaczek jawi się jako figura niemal inicjacyjna. Jako ktoś, kto posiada wiedzę, dostęp do świata idei i języka, który wykracza poza horyzont osiedlowej codzienności. Fascynacja ta ma charakter ambiwalentny – łączy w sobie podziw i lęk, ciekawość i dystans. Na tym etapie pijaczek pełni funkcję przewodnika po inności, uczy, że istnieje inny porządek sensu niż ten narzucony przez szkołę, rodzinę czy oficjalną kulturę. Jednocześnie jednak już wtedy relacja ta jest asymetryczna, bo oparta na spojrzeniu, które czyni z bohatera obiekt obserwacji.
Wraz z dorastaniem narratora układ sił zaczyna się zmieniać. Fascynacja ustępuje miejsca potrzebie kontroli i interpretacji. Narrator – coraz bardziej świadomy swojej sprawczości – przejmuje inicjatywę, zadaje pytania, aranżuje sytuacje, podejmuje próby „uchwycenia” pijaczka w narracyjnej formie. To moment, w którym relacja traci swoją pierwotną nieokreśloność i zaczyna przypominać eksperyment. Pijaczek przestaje być tajemnicą, a staje się materiałem – kimś, kogo życie można opowiedzieć, uporządkować, a nawet ocenić.
Ten etap odsłania ciemną stronę dojrzewania narratora. Wraz z nabywaniem kompetencji kulturowych i językowych pojawia się pokusa dominacji, czy też przekonanie, że zrozumienie daje prawo do interpretacji, a interpretacja – do władzy. Narrator zaczyna zajmować pozycję „lepszego świata”. Świata edukacji, kultury, przyszłych możliwości. Pijaczek zaś pozostaje w miejscu i właśnie ta stagnacja czyni go coraz bardziej niewygodnym lustrem dla narratora, przypominającym o przypadkowości własnego awansu.
Kulminacyjnym momentem tej relacji jest faza oddalenia. Dorosły narrator odchodzi – nie w geście dramatycznego zerwania, lecz poprzez stopniowe wycofanie uwagi. To odejście jest zarazem naturalne i moralnie dwuznaczne. Z jednej strony stanowi konieczny element biografii, gdyż nie można pozostać na zawsze w przestrzeni dzieciństwa i osiedlowych fascynacji. Z drugiej jednak strony ujawnia ono koszt, jaki niesie ze sobą wejście w „lepszy świat”. Świat mobilności, kultury i narracyjnej sprawczości. Pijaczek, który zostaje w tyle, staje się figurą porzuconą nie tyle fizycznie, co symbolicznie. Przestaje być potrzebny jako punkt odniesienia, inicjator czy obiekt interpretacji. Jego los nie ulega dramatycznej zmianie – zmienia się jedynie intensywność spojrzenia, które go podtrzymywało. W tym sensie odejście narratora jest równoznaczne z kolejną formą przemocy.  Przemocą zapomnienia.
Ta dynamika relacji sprawia, że książkę można także czytać jako opowieść o winie, która nie domaga się rozgrzeszenia. Narrator nie próbuje się usprawiedliwiać ani moralizować własnych decyzji. Zamiast tego rekonstruuje je z perspektywy późniejszej świadomości, odsłaniając pęknięcia i niewygodne pytania. Co znaczy „wyjść” z własnego środowiska? Kogo trzeba zostawić za sobą, by móc opowiedzieć własną historię jako historię sukcesu lub spełnienia?
W tym sensie osiedlowy pijaczek pełni funkcję negatywnego punktu odniesienia dla autobiografii narratora. Jest tym, kim narrator mógł się stać – albo kim się nie stał. Jego obecność uwidacznia przypadkowość trajektorii życiowych i kruchość granicy między awansem a stagnacją. Różnica między nimi nie wynika jednak z istotowej „lepszości”, lecz ze splotu okoliczności, talentu i dostępu do narracyjnych narzędzi.
Ostatecznie Pijaczek okazuje się więc książką nie tylko o marginalnym bohaterze, ale także o odpowiedzialności tych, którym udało się odejść. Narrator, jako dorosły artysta, pisząc tę historię, dokonuje aktu późnego spojrzenia – spojrzenia, które próbuje nie tyle ocalić pijaczka, ile uczciwie rozpoznać własne miejsce w tej relacji. To gest autoanalizy, który nie prowadzi do katharsis, lecz do trwania w etycznej niejednoznaczności.
Pijaczek pozostaje lustrem, w którym narrator widzi nie tyle cudzą porażkę, ile własną drogę – wraz z jej kosztami, śladami i nieodwracalnymi stratami. To lustro nie daje pocieszenia, ale też nie pozwala zapomnieć. I właśnie w tej niewygodzie kryje się największa siła książki Sieńczyka.

6.
Pijaczek to książka z tych bardziej ryzykownych. Autor rezygnuje w niej z bezpiecznej pozycji ironicznego obserwatora na rzecz prozy gęstej, melancholijnej i etycznie niepokojącej, którą ja osobiście uwielbiam najbardziej. Sieńczyk decyduje się opowiedzieć historię, pozornie nieistotną, o losie człowieka, który „niczym się nie wyróżniał”, który nie spełnił żadnej obietnicy wielkości, nie zostawił po sobie dzieła ani wyraźnego śladu. I właśnie w tym geście tkwi największa odwaga książki. Bo Pijaczek jest opowieścią wbrew naszym kulturowym przyzwyczajeniom. Zamiast narracji o sukcesie, przemianie czy ocaleniu, otrzymujemy historię trwania – życia, które nie prowadzi do żadnego punktu kulminacyjnego. Autor pokazuje, że potrzeba sensu, hierarchii i narracyjnego domknięcia jest przede wszystkim potrzebą opowiadających, nie zaś tych, o których się opowiada. Dlatego osiedlowy alkoholik zostaje wielokrotnie „przypisany” do cudzych interpretacji, cudzych oczekiwań i cudzych metafor, ale żadna z nich nie okazuje się wystarczająca. W efekcie książka mówi mniej o nim, a więcej o mechanizmach, za pomocą których próbujemy oswoić cudzą inność, ale i o przemocy, jaką ta potrzeba oswojenia nieuchronnie generuje.
W tym sensie Pijaczek jest również krytyką samego aktu narracji. Pokazuje, że opowiadanie czyjegoś życia nigdy nie jest neutralne. Zawsze wiąże się z selekcją, hierarchizacją i władzą nad sensem. Narrator – choć świadomy tej pułapki – nie potrafi się z niej całkowicie wyzwolić. Jego gest pisania jest zarazem próbą ocalenia i aktem dominacji, aktem pamięci i formą zawłaszczenia. To napięcie pozostaje nierozwiązane, co czyni książkę tak niepokojącą i daleką od moralnego komfortu.
Być może właśnie dlatego ta historia nie daje o sobie zapomnieć. Pijaczek nie znika po zamknięciu książki – przeciwnie, zaczyna powracać w rzeczywistości. W spojrzeniach przypadkowo spotkanych ludzi, w postaciach mijanych na peryferiach codzienności, w tych, którzy nie wpisują się w dominujące narracje sensu i sukcesu. Lektura uwrażliwia na obecność tych figur granicznych - ludzi, których istnienie nie domaga się interpretacji, a jedynie uznania.
W tym aspekcie Pijaczek spełnia jedno z najważniejszych zadań literatury – nie oferuje gotowych odpowiedzi, lecz poszerza pole widzenia. Zmusza czytelnika do rewizji własnych nawyków interpretacyjnych, do zadania sobie pytania o to, komu i dlaczego przypisujemy znaczenie, a kogo skazujemy na przezroczystość. To literatura, która nie pociesza i nie porządkuje świata, lecz uczy patrzeć uważniej i brać odpowiedzialność za to, co widzimy.
Ostatecznie powieść okazuje się książką o granicach empatii i o granicach sensu. O tym, że nie każde życie da się opowiedzieć bez reszty i że być może nie każde powinno. To za co bardzo cenię prozę  Sieńczyka to to, że nie ratuje on swojego bohatera, ale też go nie unieważnia. Pozwala mu pozostać tym, kim był. Kimś niejednoznacznym, nieprzystającym do narracyjnych form, a przez to boleśnie realnym. I właśnie dlatego Pijaczek pozostaje jedną z tych książek, które nie kończą się wraz z ostatnim zdaniem, lecz zaczynają pracować w czytelniku – długo po lekturze.


Maciej Sieńczyk: Pijaczek. Biblioteka Śląska, Katowice 2025, str. 336.

Rafał Kasprzyk – poeta i krytyk literacki, laureat ogólnopolskich konkursów poetyckich. Debiutował w 2018 roku tomem Interakcje (czyli życie oparte na węglu), a następnie wydał Dychotomię (2020) oraz Igliwie, czyli niespieszne rozmowy nie tylko o literaturze (2025). Publikował w licznych czasopismach literackich, m.in. w "Odrze", "Przekroju", "eleWatorze" i "Afroncie", a jego teksty krytyczne ukazywały się m.in. w "ArtPapierze" i "Nowym Koziryneku". Jest także autorem wywiadów z pisarzami oraz jurorem konkursu im. Anny Kamieńskiej. Od września 2025 roku prowadzi cykl felietonów literackich Notabene. Na marginesie lektur na stronie www.kozirynek.online.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page