Radosław Wiśniewski – Bany ukraińskie (29)
- 1 dzień temu
- 6 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 4 godziny temu
Dzień 187. Jesień idzie, nie mana to rady
Wojna Polski z Niemcami w 1939 roku trwała 36 dni. Wojna Finów z Sowietami na przełomie 1939 i
1940 roku trwała 105 dni. Wojna Niemców z Francuzami, Brytyjczykami, Belgami Holendrami w
1940 roku trwała 42 dni. Ta wojna trwa już 187 dni. Czyli ponad pół roku i końca niestety nie widać.
Napisałem niestety?
24 lutego koło południa wydawało się, że koniec jest bliski, że to kwestia dwóch, trzech dni. Można
powiedzieć, trzymają się bo mają dostawy. Niby tak. Ale nie do końca. Sam sprzęt nie walczy, tak
samo jak sam teren się broni. Dostali wsparcie, bo pokazali, że chcą się bić, że potrafią się bić i nie
mają żadnych kompleksów wobec drugiej armii świata. Drugiej armii trzeciego świata jak się miało
okazać.
Pamiętam początek, kiedy niejednemu się wyrwało, kurwa, ale blitzkrieg, a potem kiedy rosła nadzieja
i podziw, szacunek i respekt. Nie ugięli się w czasie Majdanu, nie ugięli się i teraz. Trzeba było i nadal
trzeba naprawdę mocno trzymać na wodzy język, żeby nie wpadać w patos i emfazę, która ma
uzasadnienie, ale czyni tekst nieznośnym.
Zatem pamiętam te atmosferę pierwszych godzin. To poczucie, że nie mogę spać, muszę pisać. Te
obrazy z przejść granicznych. Ten pierwszy weekend, kiedy wyszliśmy na spacer po Rynku we
Wrocławiu i trudno było usłyszeć język polski a wokół tyle dzieci, mnóstwo dzieci, śmiejących się,
bawiących, biegających.
Pamiętam niedowierzanie gdy patrzyło się na nagrania z komórek, dronów. Szarże pancerne pod
Browarami, gdzie z jakiejś absurdalnie bliskiej odległości ktoś odpalał w bok rosyjskiego czołgu
Javelina. Wydawało się to samobójcze, zanim jeden z weteranów nie wyjaśnił, że to tylko tak
wygląda, Operator granatnika usadowił się na tyle blisko drogi, żeby czołgi nie mogły go zdjąć
uzbrojeniem z wieży. Był tak blisko, że Rosjanie nie mogli na niego opuścić swojej lufy, a że nie mieli
piechoty bo ta zwiała w bruzdy, grudy pola po drugiej stronie, to w sumie na tej samobójczej pozycji
ukraiński operator był bezpieczny.
Pamiętam nerwowe wymiany adresów, telefonów, linków z pierwszych dni. Ktoś kołował kolczatki,
ktoś wiedział gdzie szukać kamizelek, dopiero potem wpadło mi do głowy, że przecież ja też mam
kontakt i dobre ceny na różne rzeczy, przydatne tam.
Pamiętam to zdziwienie kiedy okazało się, że Ukraińcy potrafią oddać cios – pierwszy rajd
śmigłowców ukraińskich na składy paliw pod Biełgorodem, pierwszy okręt płonący przy nabrzeżu
Bierdańsku.
I pamiętam, kiedy bomby spadły na teatr w Mariupolu. I kiedy rakiety trafiły w dworzec w
Kramatorsku. Kiedy w wyzwolonej Buczy, Irpieniu, Hostomlu odkrywano pierwsze miejsca
masowych egzekucji. Kiedy rakiety uderzyły w centrum handlowe w Kremenczuku. Kiedy salwa
„Kalibrów” uderzyła w centrum Winnicy, żeby zabić czteroletnią Lizę.
I teraz o niepokoju.
Kto pierwszy uruchomi rezerwy? Wiele wskazuje na to, że będzie to chanat. Już ostatnio przesunięto
kilka brygad odtwarzanych w rejonie Biełgorodu na południe, nad Dniepr. Na jego prawym brzegu
chanat ma około 30 batalionowych grup bojowych czyli odpowiednik 8-10 brygad, fakt z
uszkodzonymi mostami za plecami. Ale na lewym brzegu Dniepru gdzieś jest te 5-6 kolejnych brygad
przesuniętych z Biełgorodu. No i gdzieś na południe z głębi chanatu przesuwana jest kolejna armia,
kolejnych kilka brygad.
Istnieje domniemanie, że ta dodatkowa armia też zmierza na południe terytoriów okupowanych.
Wówczas większy zamiar byłby widoczny jak na dłoni. Skoro nie udało się złamać ukraińskich
pozycji w strefie ATO czołowymi natarciami i oskrzydleniem od północy, do Izjum, to ruszyć z
południa. Możliwe kierunki – na Zaporoże-Dnipro, na Mikołajów-Odessę i Krzywy Róg. Albo jeszcze
inaczej – wielka koncentracja na południowym skrzydle ATO i wyklinowanie ukraińskich wojsk z
Donbasu tak samo jak to zrobiono z kierunku Popasnej na Lisiczańsk.
Moje przypuszczenie luźne jest takie, że Ukraińcy będą starali się upośledzać zdolności ofensywne
wroga dalej strzelając po składach, sztabach, zapasach. Przeciwnik będzie odpowiadał na oślep. A
jeżeli dojdzie do większych walk to pierwszy uderzy chanat, a Ukraińcy jeżeli uderzą do z kontry a
może nawet rekontry. I w ograniczonym zakresie.
Pewną pociechą jest informacja, że niejaki Szojgu został odsunięty po raz kolejny od dowodzenia
dowódcy poszczególnych armii mają koordynować swoje działania w oparciu o światłą myśl i słowo
samego prącia chanatu, władzimira. Tak. To ten etap, kiedy wódz zaczyna z wilczego szańca kierować
działaniami poszczególnych kompanii i batalionów. Efekty znane.
Poranek 188. Być może ruszyli
Ledwo napisałem, że pewnie najpierw uderzy chanat, a dopiero z jej uderzenia wyjdzie kontra
Ukraińców, a Internet rozgrzał się do białości, że ruszyli się, ruszyli pod Chersoniem i znad Ingulca i
od Zaporoża i do Krzywego Rogu, że Nową Kachowkę ewakuują ruskie, że w Melitopolu znowu
eksplozje i w ogóle masa huku.
Może to właśnie ten moment? Moment na pobicie częściami? Bywało tak w dziejach. Słabszy na
papierze przeciwnik jeżeli miał lepszą łączność i świadomość sytuacyjną oraz ruchliwość sił
własnych, która może wynikać po prostu z tego, że ma się mniej drogi do nadłożenia przerzucając siły
między teatrami działań - potrafił pobić silniejszego właśnie bijąc go częściami. Silniejszym trzeba
być w decydującym punkcie bitwy a nie na całym froncie jak uczył w praktyce pan Bonaparte.
W takim wypadku zaś oprócz wyczucia miejsca - liczy się wyczucie czasu, moment, intuicja.
I liczy się zaopatrzenie. Nie tak dawno redaktor Wyrwał pisał że ruskie to na jeden ukraiński pocisk
strzelają dziesięć. I ktoś się zabrał za matematykę i policzył, że faktycznie – ukraińska artyleria strzela
dziennie po cztery, pięć, sześć tysięcy pocisków, bywa, że mniej, bo jeden GLMRS wystrzelony z
HIMARS-a robi dzięki celności robotę jaką normalnie na wojnie robiło pięć tysięcy pocisków. Ruskie
na to strzelały czterdzieści, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt tysięcy pocisków artyleryjskich dziennie wzdłuż
całego frontu. Tylko pytanie za sto punktów ile tygodni armia rosyjska jest lub była w stanie strzelać
po kilkadziesiąt tysięcy pocisków dziennie, żeby mielić kolejne wsie, przysiółki, miasteczka?
Gdyby założyć, że strzelali intensywnie od połowy kwietnia do teraz, to wystrzelili jakieś sześć,
siedem, może osiem milionów pocisków artyleryjskich. Wiadomo, że orda jest w stanie rocznie
wyprodukować około miliona pocisków i pół miliona rozkonserwować z głębokich rezerw. Czyli
wychodzi na to, że wystrzelili jakoś około sześciu, siedmiu, może ośmiu lat swojej produkcji. Nie
wiadomo ile mają w zapasie jeszcze. Podobno na pół roku takiej sieczki.
No nic, jest ranek, szukam dalej informacji, zbieram to co wiemy, próbuję sobie to ułożyć w całość.
Jeżeli jutro się okaże, że to rzeczywiście zwrot w znacznym stylu i do tego zwycięski - co zrobi ze
sobą redaktor Wyrwał z Onetu? Co napisze, żeby sobie podbić clickbaita? Jaką prawdę nam rzuci na
stół i powie głośno na tę prawdę, że jest prawdą by nikt nie mógł mieć wątpliwości?
Noc 190. Czuwanie. Imponujące milczenie
Dlaczego wydaje mi się, że jednak coś się dzieje?
Powiem wam.
Po pierwsze - Ukraińcy nabrali wody w usta. Wszyscy. Armia prosi, żeby nie komentować, nie
wrzucać filmów, zdjęć, nie puszczać pary z gęby i oni tak robią. Milczenie. Mur milczenia. To
naprawdę budzi podziw. I to o czymś świadczy.
Tymczasem Rosjanie by już osiem razy ogłosili wielkie sukcesy, całkowite unicestwienie siły żywej
przeciwnika, zdemolowanie jego sił pancernych i odparowanie poprzez skrawanie na tokarce jego
artylerii.
Ukraińcy milczą i póki nie mogą się pochwalić czymś - to nie mówią nic. No i od dwóch dni kiedy
szukam jakichś informacji to z rosyjskich blogów można się dowiedzieć gdzie odparto natarcia, jak to
po raz piąty czy szósty zniszczono lotnictwo ukraińskie, jak tu i tam zniszczono setki czołgów, wybito
tysiące najemników. Tylko na ile rozumiem i umiem doczytać nazwy miejscowości - to jednak widać,
że nie wszystko idzie zgodnie z planem. I te ruskie to jak Koziołek Matołek chcieliby pokazać jacy to
są rewolwerowcy a jednak wyłazi - że coraz bliżej są ogona.
Pamiętacie to?
"Wtem rewolwer sam wypalił!
„Gwałtu!” – wszyscy zakrzyknęli,
I uciekłszy w poniedziałek,
Uciekali do niedzieli.
Szkapa tez z wielkiego strachu
Uciekała jak szalona,
A Koziołek, kiepski jeździec,
Coraz bliżej był ogona."
(K. Makuszyński, Przygody Koziołka Matołka)
A władzimir znowu został pokazany jak przyjmuje raport o tym, że wszystko idzie zgodnie z planem i
znowu kurczowo trzymał się stołu, jakby bał się zjechać ze stołka. Można powiedzieć powoli zbiera
nam się komplet. Wiara w wunderwaffe, Steiner, który nie wykonuje rozkazu, parkinson telepiący jak
ciotka delirka. Jedzie władzio, jedzie po krzywej nachylonej do piachu, jak nie fizycznie, to
politycznie na pewno. Jak to powiedział mój syn, lat sześć, kiedy byliśmy w Bułgarii i pokazywałem
mu kubek z facjatą wołodzimira i podpisem - wszystko idzie zgodnie z planem:
- Rozebrał bym go do golasa , zabrał ubranie, spodnie, gacie, buty, kopnął w dupę i wygonił na wojnę,
żeby sam zobaczył jak to jest.
Nie chciałem synkowi tłumaczyć zbyt wielu detali, myśląc zarazem jakim trzeba być zjebem, żeby
sprawić, że taki kraj, Bułgaria, w którym główne ulice w większości miast były nazywane imieniem
"Cara Oswobodziciela" oddał Ukrainie połowę swojego sprawnego lotnictwa a jedynym świadectwem
rusfilskich nastrojów był smętny, jeden, jedyny kubeczek za pięć lewa na straganie. Siedliśmy wygodnie w kawiarni i myślałem wtedy, jakiś tydzień temu, że czekamy jeszcze na ślub z
Ewą Braun i pojednawczy strzał w bunkrze i fajrant władziu.

