top of page

Radosław Wiśniewski – Dzienniki zafroncia albo bany ukraińskie (28)

  • 2 dni temu
  • 5 minut(y) czytania

Dzień 184. Myśli z dziennika powrotu albo pan papież i jego bóle mimiczne

Dwa dni jechaliśmy do domu, w tym Serbia po drodze, co za pomysł, no, co za pomysł. Ale nie to, że zupełne wakacje. To były wakacje częściowe, z komórką w ręku, z zauważanymi flagami ukraińskimi na rejestracjach, z myślą, gdy jechaliśmy przez Maramures, że tam po drugiej stronie doliny już Ukraina. Że tam gdzieś daleko to może nie być cumulonimbus w dziwnym kształcie, tylko dym, znak, że nie śpią gończe psy.
Kiedy już toczyliśmy się po Polsce myślałem wiele, bo droga była długa, rodzina zmęczona, słuchać się już nie chciało niczego, nawet muzyki, której zabraliśmy tylko kilkanaście płyt (tak, słuchamy płyt, dziwne, co nie?), więc się zesłuchały na amen.
Myślałem o tym, że kiedyś, w lutym - strach było się kłaść spać, bo miałem przeświadczenie, że rano okaże się, że coś.
Myślałem, że teraz żyje się z tą pewnością, spokojem, że ani dzień ani dwa, ani tygodnie nawet nic nie zmienią. Będą tam gdzie byli, nie puszczą psiej juchy parszywej, kurwa raszystowska jej mać.
Myślałem, że w 1939 roku do Polski nie dotarła jedna sztuka amunicji od sojuszników, że w 1944 roku nad Warszawą, ślizgając się po dachach pojawiały się pojedyncze, często postrzelane jak sito alianckie samoloty ze zrzutami, a w Dniu Niepodległości Ukrainy USA ogłosiło kolejny pakiet pomocy dla Ukrainy, łącznie 13 miliardów dolców w amunicji, systemach przeciwlotniczych, systemach p.panc.
I nie myślałem, że to źle, nie myślałem z resentymentem. Myślałem, że to dobrze, że od czasu do czasu świat, ludzkość świata wydaje się czegoś uczyć.
Na przykład tego, że pacyfą nie zestrzelisz rakiety Ch-22, która leci, żeby zabić twoich bliskich. A takim AMRRAM-em - owszem. AMRRAM to taka rakieta średniego zasięgu, którą wystrzeliwuje system NASAMS z kolejnego pakietu pomocowego dla Ukrainy.
I myślałem o tym, że ciągle na drugim miejscu jeżeli chodzi o bezpośrednią pomoc militarną,
zaraz za USA nie są wielkie, potężne Niemcy z pretensjami do przewodzenia Europie, bo ci głównie najpierw dużo gadają a potem czasem coś dają, ale moja Polska.
Tak pomyślałem. Moja Polska.
Mimo tego, że przecież polsko-ukraińska historia do łatwych do opowiedzenia nie należy. A może właśnie dlatego?
Myślałem też o tym, że straty armii ukraińskiej w Donbasie chyba rzeczywiście zaczęły się układać w pewnym momencie jak 1 do 1 z rosyjskimi i na to Ukraińcy nie mogli sobie na dłuższą metę pozwolić i że ciekawie to rozgrywają, wydłużając zasięg swoich uderzeń na infrastrukturę krytyczną przeciwnika.

Może się mylę, ale nikt nie ustalił na razie czym Ukraińcy sieką te 200 i 300 kilometrów za liniami wroga. Na działania służb specjalnych - za regularne te uderzenia i za częste. To w ogóle nie pasuje do stylu i timingu operacji specjalnych. Pojawiła się koncepcja, że to działa tak - leci MIG-29 z HARM-em – co to HARM, pisałem w notatce z dnia 170 – tłumi obronę plot, a za nim np. szybko SU-27 albo Su-25 i z niskiego pułapu łup, łup, łup.
Że ukraińscy piloci tak potrafią, pokazali kilka tygodni temu na Wyspie Węży.
W Dzień Niepodległości Ukrainy jedyne na co było stać wielkiego czarownika-syfownika z Kremla to skuteczny atak na stację kolejową Czaplino.
Nie sztab, nie skład paliw, nie koncentrację jakiejś brygady, nie bazę lotniczą - stacja kolejowa. Do tej pory 25 cywilnych ofiar. Zabitych na śmierć. W to zawsze potrafią. Kremeńczuk, Winnica, Kramatorsk, Borodzianka.
Cywile są wolniejsi, mniej się kryją. Łatwo w nich trafić. Nawet takim rupieciem jak pocisk Ch-22, któremu kudy do kierowanego "Kalibra" jakim rosjanie postanowili zabić cywilów w Winnicy, w tym 4 letnią Lizę.
Niestety nie ich wspomniał z bólem serca pan papież Franciszek. Nie. A to o kim, o czym wspomniał ze zbolałą miną pan papież przywiodło mnie do ostatniej wczorajszego wieczora myśli.
Otóż jakoś tak dziwnie się składa, że nic tak bardzo nie przesunęło mnie ku krawędzi apostazji jak ostatnie pół roku gadania pana papieża. Tym bardziej, że przecież nikt mu nie kazał wypowiadać się na jakikolwiek temat. Mógł bezpiecznie głosić okrągłe zdania, klepać wyuczone farmazony. Ale nie. Co i raz zaczyna wierzyć w siebie. Tak jak władzimir wampirowicz uwierzył, że jest genialnym strategiem dowodzącym drugą armią świata, tak pan Bergolio zdaje się uwierzył, że ma charyzmat prorocki.
Zatem Bergolio wspomniał niejaką Darię Duginę, córkę starego Dugina, dosyć obrzydliwego ideologa ruskawo mira. Kilka dni temu na dosyć elitarnym mityngu wyleciało w powietrze auto tegoż dziada Dugina. Toyota Landcruiser, nie żadna tam Łada. No i przypadkiem w tym aucie nie siedział Dugin tylko jego córka, lat 30, głosząca poglądy toczka w toczkę jak tatuś. Na przykład takie, że Ukraińcy nie są ludźmi i trzeba ich eksterminować.
A co powiedział Bergolio? No między innymi to:
"Myślę o tej biednej dziewczynie, która została wysadzona w powietrze z powodu bomby
umieszczonej pod siedzeniem w samochodzie w Moskwie. Niewinni płacą za wojnę, niewinni"
W jednym zdaniu zasugerował, że córka Dugina była niewinna, że była ofiarą wojny i pośrednio wskazał sprawców.
Niewiele wiadomo o zamachu w Moskwie. Tak na serio. Bajkę rosyjskiej propagandy, że w zamachu brała udział działaczka pułku "Azow", która ukryta w popielniczce przemyciła się samolotem z Ułan Bator po czym przebrana za misia Colargola podłożyła bombę wyglądającą jak psie gówno i uciekła na osiołku patataj przez Zatokę Fińską i Helsinki do Estonii (chyba nic nie pomyliłem?) – pomijam.

Śladów brak, a odpowiedź na pytanie "Kto odnosi korzyść" – w zasadzie wyklucza służby ukraińskie. Podstawowe pytanie, jakie zawsze zadają śledczy badając zbrodnie, prowadzi wszędzie, tylko nie do Kijowa.
Pomijam już styl i cel. To nie jest styl ukraiński.
Warto zatem zastosować pytanie o korzyść. Ale pan Bergoilio udaje, że już wie, że to kolejna ofiara wojny. Zrównuje tym samym ją z Lizą z Winnicy. Z Mamą Władka Taniuka z Buczy. Pamiętacie jeszcze Władka? Tego chłopca, który przynosił mamie na grób soczki w kartonikach i konserwy, żeby już nigdy nie była głodna?
Ale dla pana papieża ofiara wojny to Daria Dugina.
Ale weźmy i sprawdźmy tę niewinność Darii Duginy, która uważała się z dziedzczkę dzieła tatusia, szykowała się do tej roli, wypowiadała publicznie o wojnie. Na przykład 24 lutego, w dniu w którym zaczęła się pełnoskalowa agresja Moskwy na Ukrainę pisała tak:
"Wczoraj wieczorem szłam opustoszałą moskiewską ulicą i w oddali, na domu, powiewała
rosyjska flaga. Ktoś krzyknął: »Rosjanie nadchodzą«. Hasło w mojej głowie brzmiało
»Imperium, bądź!«. Wstałam rano i imperium się spełniło"
Albo o masakrze w Buczy, tej w której pewnie dalej mieszka Władek Taniuk:
"W społeczeństwie ukraińskim ta sama inscenizacja jest wykorzystywana do zapobiegania
przyjaznym lub neutralnym postawom wobec wojsk rosyjskich"
Dźwięki ginącego "Azowstalu" były dla niej najpiękniejszą muzyką świata. Myślę, że o tej pani można powiedzieć na przykład, że była przypadkową ofiarą zamachu w Moskwie (być może, bo może jednak ona była celem a nie jej tatuś). W takim zdaniu nie byłoby kłamstwa.
Nazwanie jej niewinną ofiarą wojny tchnie szlamem.
I to nie jest przypadek i to nie jest pierwszy raz. I zapewne nie ostatni kiedy pan papież próbuje symetryzować. A prorok z niego taki jak ze mnie człowiek sukcesu, tak że wychodzi mu to prorokowanie tak, jak mnie zarabianie pieniędzy. Tylko ja się nie rwę pouczać biznesmenów jak prowadzić przedsiębiorstwo.
Nie chcę też sprawdzać wszystkich homilii papieża, ale nie wydaje mi się by imiennie wspomniał ukraińskie ofiary tej wojny, by wskazał jednoznacznie sprawcę tego zła. Chyba wolałbym milczącego Piusa niż gadającego Franciszka. Miała być wiosna kościoła, a ze wszystkiego została nam marzanna, niedopalona, rzucona gdzieś w rów nawet, nie w rzekę. Taki obraz miałem w myślach, daję słowo, kiedy parkowaliśmy juz pod domem. Domem, który stoi, z widocznymi śladami bytności sąsiadów, którzy żyją, mają sie nieźle. Z planami na jutro, na przyszły tydzień, za miesiąc, nawet na przyszły rok.
Zupełnie inaczej niż 25 rodzin osób zabitych kierowanym pociskiem Ch-22 w Czaplino.








Radosław Wiśniewski  (ur. 1974) – animator, promotor literatury piszący wiersze, prozę, wyżywający się publicystycznie pracownik hurtowni urządzeń niskoprądowych.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page