Radosław Wiśniewski – Bany Ukraińskie (30)
1 dzień temu
7 minut(y) czytania
Noc 194. Rachunki. Prawdopodobieństwa
Zapytałem znajomego, który się zna i ma kontakty - na ile można ufać zestawieniom strat rosyjskiej
armii jakie codziennie przedstawia sztab ukraiński. Zapytałem nie bez powodu. Coś mi się rzuciło w
oczy, mimo blokady informacyjnej. Znajomy powiedział, że to są dane autoryzowane przez NATO i
że, póki co, to jest jeden z warunków pomocy ze strony państw NATO – audyt danych o stratach
strony rosyjskiej. Możecie nie ujawniać własnych strat, ale wszystkie dane musza być poddane
weryfikacji – tak w skrócie. Trudo się dziwić. Dla państw zachodu to także unikalna możliwość
weryfikacji w pełnoskalowym konfliktu rozmaitych założeń, pomysłów na kierowanie walką. W
jakimś sensie to potwierdza moją hipotezę, że tam gdzie rosyjska propaganda zalicza denaturowy
odjazd, tam Ukraina prowadzi swoją wojnę informacyjną, ale polegającą jednak przede wszystkim na
gospodarowaniu prawdą i faktami, ujawnianymi selektywnie, jasne, ale jednak faktami.
Nie pytałem o to pierwszy raz i nie pierwszą osobę. Wiele osób mówi, że te zestawienia można
traktować jako mniej-więcej wiarygodne, czego nie da się powiedzieć o informacjach strony rosyjskiej. Tam metodą jest absolutny odjazd. Pół śledzącego wojnę internetu śmiało się ostatnio z
zestawienia rzekomych strat ukraińskich na froncie gdzie jednego dnia na wielkiej mapie jakiś
umundurowany ktoś wskazywał gdzie to armia rosyjska zniszczyła 44 wyrzutnie HIMARS-ów.
Czterdzieści cztery - słownie. W jeden dzień. A wiecie ile to tych wyrzutni HIMARS dostarczono
Ukrainie? No bo ja tak policzyłem w głowie , że około 16 na kołach, plus 6 albo 9 wyrzutni na
gąsienicach. To wychodzi jakoś globalnie połowa tego co rzekomo rosjanie zdjęli w jeden dzień.
Trudno się dziwić, że w odpowiedzi na kocopoły ruskiej propagandy pojawiło się zestawienie strat
ukraińskich obejmujące między innymi 1 spidermana, 1 supermana, 4 żółwie ninja i 683 tyranozaury.
Chociaż zabawnie nie jest, bo te straty na pewno są. Pojawiły się zdjęcia uszkodzonych lub
porzuconych T72M1R, które trafiły w ręce ukraińskie prawdopodobnie z Polski. Te same M113, które
widać było niedawno jezdne na jednym ze zdjęć - pojawiły się już obezwładnione na zdjęciach.
Obezwładnione czyli trafione i być może nienadające się już do naprawy. Trafione czyli ktoś w nich
zginął albo był ranny.
Trwają walki wokół linii rosyjskich wojsk na prawym brzegu Dniepru. Miała być duża ofensywa,
zdaje się, że jest stały nacisk, przesuwanie linii frontu, ale bez wielkich wstrząsów. Włamania miały
udać się na dwóch z trzech lub czterech głównych kierunków, ale zostały załatane. Teraz ma to działać tak jak wcześniej rosyjskie parcie na Siewierdonieck, Popasną, Izjum. Atak artylerią, przygłuszenie obrony, atak, przesunięcie się kilometr-dwa naprzód, okopanie, znowu artyleria, znowu skok. Mało to efektowne, ale z drugiej strony bezpieczne, pozwalające ciągle kontrolować pole walki.
Ale wróćmy do rachunków. Napisałem, że zapytałem znajomego o te raporty strat. Bo policzyłem, że
w ostatnich kilku dniach walk armia rosyjska straciła 2750 zabitych, 102 środki artyleryjskie, 102
samochody, równe 100 czołgów i 169 transporterów kołowych i opancerzonych piechoty.
To jest tak jakby wyparowały im niemal w całości dwie brygady o przedwojennych stanach, a teraz
już takich w armii rosyjskiej nie ma. Powiadają, że jak ruskie szły do kontrataków, które osadziły
ukraińskie ataki w miejscu, to łoiła ich artyleria, a jak już wchodzili w linię bezpośredniej styczności
wojsk - to dostawali jeszcze w twarz Javelinami, tak jak na początku tej wojny. Stąd te wysokie straty
- nie do utrzymania na dłuższą metę. Bez operacyjnych, taktycznych okrążeń, oskrzydleń, tak po
prostu. Wojska na prawym brzegu Dniepru nie da się już zaopatrywać po mostach, budowanie stałych
przepraw na przeszkodzie wodnej tej wielkości nie za bardzo ma sens, stąd rosjanie zaopatrują je
promami i barkami oraz śmigłowcami transportowymi. Nie wiadomo jak skutecznie, ale podobno
udało się na prawy brzeg trafić też jakimś grupom bojowym ze słynnego 3 korpusu armijnego, tego,
który był szykowany tygodniami w Mulino. Normalnie brygadę zgrywa się rok, dwa lata. Korpus kolejny rok. Tak, napisałem lata. Nie tygodnie.
Ale skoro żołnierz rosyjskiej armii podpisujący kontrakt na trzy miesiące jest szkolony tydzień, a taki
co podpisze kontrakt na pół roku - ma dwa tygodnie szkolenia, to o czym ja tutaj gadam. Japonia
dłużej szkoliła pilotów jednostek kamikaze.
Natomiast z tego wszystkiego wyłania się obraz rosjan jako strony konfliktu, której wyślizguje się z
rąk inicjatywa. Tak, tak redaktorze Wyrwał. Oni nagle zaczęli reagować na posunięcia strony
ukraińskiej, zamiast narzucać swój plan. Tym bardziej, że jak ktoś skrzętnie policzył postępy terenowe
armii rosyjskiej, to wyszło że jakby mieli tym tempie zajmować Ukrainę, to zajmie im 200 lat. Ale
bądźmy poważni, ostatnie dni to nie są postępy rosjan, tylko zmowa milczenia wokół walk na prawym
(czy aby tylko na prawym?) brzegu Dniepru wokół Chersonia i nad Inhulcem i jeszcze dalej na północ
- w rejonie Wysokopile. Walk które zaplanowali i narzucili Ukraińcy.
Inicjatywa to ważna rzecz w walce i na wojnie. Chodzi o to, że kto ma inicjatywę ten wybiera czas i
miejsce bitwy, narzuca warunki i reguły gry. Efekt tego jest taki, że w zasadzie wszystkie odcinki poza
– wybranym przez stronę ukraińską obwodzie chersońskim – zamarły.
W okupowanym Mariupolu trwa odbudowa teatru. Nie prowadzono prac ekshumacyjnych w
piwnicach teatru, w których nie wiadomo ile zginęło osób. Ile dzieci. Zalano je betonem. I dopóki
Ukraina nie wygra - nie dowiemy się prawdy o Mariupolu i nie tylko.
Noc 195. Optyka w drodze, zbieramy na quada a walka trwa
Całe przedpołudnie zeszło nam na doprecyzowaniu szczegółów większego dealu na dobry sprzęt w
słusznej sprawie z Tomkiem Ssakiem Sikorą. Tak to sytuacja uczyniła z nas ludzi, którzy muszą w
godzinę ustalić jak montuje się noktowizor do zwykłej lunety i którzy szybko muszą się zorientować
jak bardzo i czym różnić się będzie luneta myśliwska od taktycznej, zwaną też dla niepoznaki
sportową.
No bo nie o wszystko zapytasz sprzedawcy, dostawcy. Trzeba wiedzieć co jest potrzebne, nawet jeżeli
odbiorca sam nie wie co jest mu potrzebne, musisz sobie wyobrazić coś, czego nigdy nie robiłeś - np.
walkę strzelecką w polu, w nocy, z zasadzki i spróbować wymyślić co bardziej się przyda.
Sprzedawcy czasem czują, że gadają z nieedukowanym głupkiem i pytają tylko dokąd, dla kogo to te
celowniki, dalmierze, lunety, termowizory mają iść. A jak słyszą tę słynną pauzę, kiedy zastanawiasz
się czy powiedzieć czy nie – to już wiedzą. Czasem coś mówią, że się wyluzujesz, a czasem słychać
jak coś w nich zamiera. Oczywiście chodzi o strzelnice sportowe, mówisz, czy tam, że kolekcjonerski
zlot ma takie zawody, że rozpoznają po śladzie w termowizorze marki sportowych samochodów.
Ostatecznie w takiej chwili, trzeba decydować, a od tej decyzji nie wprost, ale jednak zależy jak dany
sprzęt posłuży komuś w okopie, w zasadzce, na polu. I to będzie naprawdę. Opowieść o tym jak ktoś
w darze przekazał sprzęt, który jak się okazało emitował to i owo i chłopak, który go używał dostał
kulę w głowę nawet jeżeli nie jest zupełnie prawdziwa, to jest wiarygodna. To nie jest film ani gra, to
się dzieje naprawdę. Nikt nie powie jak World of Tanks " zmywajmy się" po trafieniu, bo po trafieniu może już nic nie być.
W takich chwilach przypominasz sobie czasem o kumplu myśliwym, który wie o wielu rzeczach,
których ty nie masz pojęcia i nagle się okazuje, że jego wiedza, którą on ma w małym palcu u nogi jest bezcenna. I jest łatwo dostępna, bo kumpel to kumpel. Kolega. Stara, zapomniana instytucja w świecie gdzie nagle wszyscy są przyjaciółmi. Ta. Na fejsbuku. Kolega, jeżeli jest kolegą, to na drugie ma lojalność i to w zasadzie wystarczy.
Chłopaki piszą gdzieś z frontu wokół przedmościa chersońskiego że jest dobrze. Biją się kilka dni,
kilka dni rotacji na tyłach. Walczą młode żółtodzioby razem z weteranami, żeby ci młodsi się w
praktyce, w akcji uczyli od starszych. Piszą, że dlatego to nie wygląda tak bardzo efektownie, ale są
dobrej myśli, powoli i do przodu. Bo piszą, u nas się pilnuje, żeby nikt bez sensu nie ginął, szczególnie weterani. Żniwa arbuzów, tak mówią. Bo region podobno znany właśnie z arbuzów. No a
taki arbuz jak pęka to sami wiecie. Nie wiem, gdzie są dokładnie, nie potrzebuję wiedzieć. Patrzę na
różne wersje tych map, te bardziej optymistyczne i te wolniej oznaczające zmiany. Gdzieś tam są.
Ten teren wokół Chersonia można nazwać wielkim przedmościem. Tak właśnie chyba to się nazywa
w wojskowości. Mówią przyczółek, ale przyczółek z definicji jest niewielki, to fragment brzegu rzeki,
morza uchwycony na pierwszym etapie desantu czy forsowania. A wokół Chersonia jest pas terenu
szeroki na grubo ponad sto pięćdziesiąt kilometrów i głęboki miejscami na pięćdziesiąt, sześćdziesiąt.
Chersoń leży w jego części południowej, Nowa Kachowka mniej więcej w centralnej a jeszcze w
jednej trzeciej do Dniepru płynie rzeka Inhulec, która dzieli ten obszar na dwie części. Mosty,
przeprawy pontonowe są trafiane od wielu tygodni i na Dnieprze i na Inhulcu. Wczoraj Ukraińcy
zajęli Wysokopile i według niektórych analityków – posunęli się już spory kawałek na południe od
niego. Spory jak na realia tej wojny – kilka kilometrów. Nie wiadomo jak idzie Ukraińcom pod
Dawidowym Brodem – tam było najgłębsze włamanie w rosyjskie linie obronne. To wygląda trochę
tak jakby chcieli rozciąć ugrupowanie rosyjskie na prawym brzegu Dniepru, odciąć północną część
przedmościa razem z ludźmi, sprzętem. Wtedy ta część południowa miałaby spory kłopot żeby się
dalej bronić, a przerzucić świeże siły nie bardzo by było jak bo mosty zerwane lub uszkodzone.
Jakby z zupełnie innej beczki Ukraińcy uderzyli też na Bałakliję, miasto na północy zachód od
słynnego Izjum. Komletnie gdzie indziej, kiedy patrzcie na mapę Ukrainy, trzeba przenieść wzrok w
rejon między Charkowem a Słowiańskiem i tak na północ kawałek. Zupełnie przeciwległy kraniec
frontu. No i Ukraińcy wdarli się na obrzeża samego miasta ale też poszli łukiem na północ od niego.
Cholera wie czy chodzi o dezorientację, wstęp do czegoś większego czy rozpoznanie bojem.
A jeszcze dwa dni wcześniej zrobili jakiś niewielki desant, raczej rozpoznanie niż wielki atak, na
północny brzeg Dońca Sewierskiego, skąd odeszli kilka tygodni temu w rejonie miejscowości
Ozierne. No i masz putler placek, znowu nie cały obwód Ługański macie w łapach. Mała rzecz a
cieszy.
Nie wiem co to wszystko znaczy, ale stawiam hipotezę, że sztab ukraiński sprawdza reakcję
niedźwiedzia na drobne impertynencje – a to w nos, a to w ucho, a to w bok szturchną i patrzą co zrobi przeciwnik. A ten wygląda – z naszej oddali – na mało ruchawego. Tak to wygląda jakby inicjatywa się wyślizgiwała miszy coraz bardziej.

