Przemysław Kuliński – O błędach widzenia, czyli przeciw przezroczystości (polemiki)
1 dzień temu
8 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 5 godzin temu
Niestety – w Polsce nie ma krytyki, nie ma krytyki przychylnej
i rozumiejącej najmłodszą sztukę i poezję. W Polsce zanikła przede
wszystkim uczciwość w kwestiach krytyki i wartościowania sztuki 2 .
Przyrodzona agresywność krytyki widać komuś wadzi 3 .
Niniejszy tekst chciałbym rozpocząć od dwóch słów: przepraszam i dziękuję. Oczywiste przeprosiny należą się Rafałowi Kasprzykowi za nieco wydłużony czas oczekiwania – wszak jeszcze na początku czerwca „odgrażałem się” w fejsbukowym komentarzu pod postem Wojtka Brzoski, że magazyn
„Suburbia” powinien szykować łamy na moją odpowiedź. Próżno się tłumaczyć, więc po prostu: przepraszam. Nie sposób przy tym nie podziękować autorowi Dychotomii za opublikowaną na łamach internetowego czasopisma polemikę z moją recenzją książki poetyckiej Dziesięć tysięcy kroków. Doczekanie się publicznej niezgody na prezentowane przez siebie sądy wartościujące ma w
sobie coś z krytycznoliterackiego celebryctwa: są „dymy”, można sobie nawzajem „wygarnąć”, trafić na moment do innego medium, w którym „po prostu się o tobie mówi” (a przynajmniej o tym, co napisałeś na temat książki mniej lub bardziej dostrzeżonej przez innych członków maglowego pola
literackiego). À propos tego ostatniego, to z kronikarskiej powinności odnotowuję dyskusję nad moim tekstem, jaka przetoczyła się w sekcji komentarzy na autorskim profilu fejsbukowym Wojtka Brzoski 4 .
Szczególnie wdzięczny jestem Maciejowi Meleckiemu, który nazywając moją krytycznoliteracką wypowiedź „całkowitym trampkarstwem, ale groźnym” (sic!) wydobył ze mnie głęboko skrywane pokłady nostalgicznych wspomnień: jako nieźle rokujący trampkarz Sokoła Lipka rzeczywiście zdarzało mi się siać popłoch wśród rywali swoimi przebojowymi rajdami na prawym skrzydle.
Choć w poprzednim akapicie zdążyłem posłużyć się sformułowaniem „wygarniania” (sobie nawzajem), co mogłoby zwiastować z mojej strony ostrą, niemal freak fight’ową konwencję wypowiedzi, to jednak zawczasu dementuję – będzie po prostu bardziej „bezkompromisowo” i „ostro” retorycznie niż miało to miejsce w tekście Dziesięć tysięcy kroków (ale dokąd?) 5 . Chciałbym jednak
w tym miejscu – zachowując przy tym autorską uczciwość oraz wdzięczność dla redaktora Żurka – sprostować raptem jedną rzecz: Kasprzyk odwołuje się do tekstu opublikowanego na łamach „Dziennika Literackiego”, co jest oczywiście zgodne z faktycznym stanem rzeczy. Należy jednak zaznaczyć, że moja recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku „Twórczość” (11/2025), zaś publikacja w sieci to oczywista wypadkowa umowy o dzieło zawartej z patronującym obu
czasopismom Instytutem Książki.
Niezwykle ciekawym pozostaje sposób prowadzenia wywodu przez Rafała Kasprzyka. W tym miejscu zamarkuję jednak gest iście netflixowy, pisząc już na samym początku – niby w pierwszym odcinku serialu – że jego polemika nie wytrzymuje wewnętrznych napięć oraz bywa momentami na
wskroś sprzeczna w przyjętej argumentacji. Skoro już wiemy, że „zabił” tekst – spróbujmy zatem
prześledzić, jak do tego doszło. Rafał Kasprzyk zaczyna z wysokiego C: „Recenzja Kulińskiego ujawnia bowiem charakterystyczny dla części współczesnej krytyki gest. Zamiast wejścia w przestrzeń problemów, które poezja otwiera, następuje próba rozliczenia z jej domniemanych braków. Poezja staje się więc przedmiotem kontroli jakości, a nie wydarzeniem językowym czy egzystencjalnym” 6 . Nie będę się krygować – po przeczytaniu tego fragmentu serce struchlało na moment, by po chwili ogarnęło je przyjemne zdumienie. Wyobraziłem sobie bowiem, że to zaledwie preludium, słodki epilog, i właściwie w kolejnym akapicie znajdę swoje nazwisko dołączone do jakiejś pokoleniowej forpoczty, wpisane w konstelacje trzech, może czterech nazwisk na krytycznoliterackim firmamencie, od biedy zaś zadowolę się czymś, co zaszufladkuje moje pisanie jako spod znaku „Małego Formatu” lub „Kontentu”. Niestety, stosunkowo szybko przyszło mi smutno zanucić: „Nic z powyższych się tu raczej nie wydarzy, mmm” 7 . Zrzucając na moment tricksterową maskę, powiem wprost: Rafał Kasprzyk zaledwie markuje na początku swojej polemiki pewne rozpoznanie („część współczesnej krytyki”), by stosunkowo łatwo je porzucić – bez próby choćby zarysu pewnej mapy zjawisk czy nazwisk, na której mógłby umiejscowić tekst mojej recenzji/mnie samego. Powiem więcej: tutaj zachodzi pierwsza sprzeczność w tekście Przeciw przezroczystości, czyli o błędach widzenia, albowiem autor z łatwością formułuje zarzut o charakterze generacyjno-zbiorowym (bliżej nieokreślona wspólnota krytycznoliteracka), podczas gdy stawką jego wypowiedzi, jak mi się wydaję, jest niezgoda na kierunek modelowy uprawianej przeze mnie (i innych?) krytyki literackiej – do tego jednak przyjdzie mi jeszcze powrócić.
Brawurowym zabiegiem pozostaje sposób, w jaki autor Dychotomii przypisuje mi w swoim polemicznym tekście kolejne krytycznoliterackie predylekcje. Doprawdy – piszę to bez cienia ironii – czytając kolejne enumeracje pojęciowe poczułem się, jakbym na moment powrócił do studiowania może już nieco przestarzałej, ale wciąż uznawanej w pewnych kręgach intelektualnych pozycji książkowej – Teorii literatury XX wieku Burzyńskiej i Markowskiego 8 . Kasprzyk wykonuje gest retoryczny, w którym chciałby „osadzić” moją recenzję w pewnej tradycji, zręcznie ją zaszufladkować. Niestety, wychodzi – mówiąc eufemistycznie – trochę niezręcznie, bowiem obrany przez niego porządek znaczeń okazuje się pod podszewką pojęciowym chaosem. Według Rafała Kasprzyka w moim tekście Dziesięć tysięcy kroków (ale dokąd?) dopominam się zatem o poezję, która powinna „generować nowe sensy w sposób widoczny”, o „model poezji jako narzędzia sensotwórczego” (teoria semiotyczna), ale chcę przy tym, aby wiersz u Brzoski był „sprawnym mechanizmem znaczenia, a poeta dostawcą semantycznych napięć” (teoria strukturalistyczna). Generalny problem mojej recenzji stanowi dla Kasprzyka fakt, że zastosowane przeze mnie pojęcia „nie opisują realnych mechanizmów poetyckich tomu Brzoski” (teoria fenomenologiczna), ale pozwala mu to skonstatować, że prezentuję w tekście „raczej własne doświadczenie lekturowej frustracji” (teoria psychoanalityczna). Uff.
Powiedzmy, że mamy zaliczoną tę teoretycznoliteracką przebieżkę przez wiek XX. Chcę w tym miejscu podkreślić, że odczuwam pewien wewnętrzny opór wobec dezynwoltury Kasprzyka w żonglowaniu terminami. To nie mylenie tropów ani świadomie przyjęta strategia autorska – to po prostu jawny brak koherencji pomiędzy przypisywanymi mi „metodologiami”. W mojej ocenie jest to problem o wiele szerszy, tj. brak pojęciowej ostrości u Kasprzyka. Postaram się to zresztą pokazać, odwołując się tym razem do tych fragmentów Przeciw przezroczystości…, w których autor sam próbuje interpretować Dziesięć tysięcy kroków Wojciecha Brzoski. Na potrzeby niniejszego szkicu – oszczędzając nieco zachodu Kasprzykowi – zaproponuję tym razem model odczytania nazwany roboczo przeze mnie „polemicznym close reading”. Moje drugie podejście do tekstu O przezroczystości… pozwoliło mi wysnuć wniosek, że mam do czynienia z „egzystencjalistą co się zowie”. Pomijając już przywoływaną kilka akapitów wcześniej deklarację Kasprzyka złożoną na samym wstępie swojego tekstu (poezję należy traktować jako „wydarzenie językowe lub egzystencjalne” właśnie), zacząłem dostrzegać, że przeważająca część jego rozważań nad książką Brzoski oscyluje wokół pojęcia egzystencji/egzystencjalny. Tknięty jednak pewną filologiczną buchalterią zacząłem skrupulatnie zakreślać i wypisywać kolejne związki składniowe. Kasprzyk opisuje więc najnowszą książkę poetycką Wojciecha Brzoski jako: „wydarzenie egzystencjalne”, „manifestację współczesnej kondycji egzystencji”, to znowu zauważa w niej wyraz „głębi egzystencjalnego kryzysu”; „niepewność egzystencji” spotyka się tu z „egzystencjalnym impasem”, zaś „doświadczenie egzystencjalne” koresponduje z „egzystencjalnym przymusem” oraz „egzystencjalnym potknięciem”. Zacząłem uporczywie zastanawiać się, czemu właściwe ma służyć ta leksykalizacja pojęcia egzystencji, za pośrednictwem której Kasprzyk próbuje interpretować wiersze zawarte w Dziesięć tysięcy kroków. Uznałem, że być może – choć ten termin nie pojawia się explicite w jego rozważaniach – może chodzić tutaj o rodzaj „zegzystencjalizowania” wiersza *9. Kolejne próby lektury dostarczały jednak więcej wątpliwości niż uzasadnienia. Autor Przeciw przezroczystości… przekonywał, że np. wiersze Brzoski „manifestują czas, w którym jedynym możliwym ruchem [wyróżnienie – P.K.] jest trwanie”, ale już gdzie indziej, że „jest to tom konsekwentnie zbudowany na wyczerpaniu sensu, obrazu, ruchu”. W innym miejscu sugeruje, że – na przekór mojemu rozpoznaniu – najnowszym wierszom autora Nieba nad Sosnowcem nie towarzyszy wcale „manieryzm”, lecz „świadoma decyzja formalna polegająca na odmowie harmonizacji świata w języku”, co nie przeszkadza mu wcale kilkanaście zdań później dowodzić, że jakakolwiek „próba uporządkowania” rzeczywistości w języku uczyniłaby ją – z bliżej nieokreślonych przez autora powodów – „nieautentyczną i kłamliwą”. To wtedy zrozumiałem właśnie, że to całe „egzystencjalne heideggerzenie” (czas, ruch, trwanie itp.) Rafała Kasprzyka okazuje się jednak najzwyklejszą metodologiczną czczą gadaniną – bez właściwego osadzenia w filozoficznej terminologii czy aparacie pojęciowym.
Z takiego przyczółku łatwo więc swobodnie bombardować „ontologią wiersza”, „strategią ontologiczną”, „koniecznością ontologiczną”. Problem jednak pojawia się tam, gdzie – markując niby „ciemne prześwity” – autor polemiki popada w autorską przaśność definiowania (przezroczystość semantyczną wykorzystywanych pojęć).
Zaryzykuję stwierdzenie, że w Przeciw przezroczystości… pojawiają się jednak fragmenty, które mógłbym uznać za – czego może autor Dychotomii wcześniej nie dostrzegł – kryptoapologię moich rozpoznań. Jest ich jak na lekarstwo, ale są. Przykład? Kasprzyk pisze następująco:
Jednym z centralnych zarzutów Przemysław Kulińskiego wobec Dziesięciu tysięcy kroków jest –
rzekomo obsesyjna – obecność czasowników widzenia, która ma prowadzić do semantycznej jałowości [wyróż. – P.K.] i „przaśności postrzegania”. Zarzut ten według mnie opiera się jednak na głębokim nieporozumieniu, który być może wynika z fałszywego utożsamienia widzenia z poznaniem.
Czy jednak „semantyczna jałowość” nie implikuje „ontologicznej nieproduktywności” jako przyjętej strategii autorskiej? Czy nie dochodzimy tutaj do podobnych wniosków? Poniżej znów wyimek z Kasprzyka: Brzoska natomiast proponuję poezję jako zapis trwania w świecie, w którym sens przestał być gwarantowany. Odrzucenie tej propozycji w imię „nudy” nie jest więc krytycznym rozpoznaniem, ale odmową przyjęcia innej ontologii wiersza. Ontologią słabości, powtórzenia i nieproduktywności.
Być może to oczekiwany na wyrost rezultat mojej lekturowej przygody z Przeciw przezroczystości…, być może to „próba narzucenia porządku tam, gdzie porządku nie ma”.
Właśnie. „Próba narzucania porządku tam, gdzie porządku nie ma”. W tym zdaniu pobrzmiewa credo polemiki Rafała Kasprzyka z moim tekstem Dziesięć tysięcy kroków (ale dokąd?). Jeżeli bowiem najnowsza książka poetycka Brzoski to rzeczywiście – tak jak widzi to Rafał Kasprzyk – zapis
świata pozbawionego „metafizycznych fundamentów”, „metafizycznego ciężaru”, gdzie „ruch jest jedynie ruchem bez kierunku”, „widzenie nie zapowiada poznawania”, a „wszystkie drogi do sensu zostały wyczerpane” – to w istocie, nie ma co zbierać, trzeba zwinąć krytycznoliteracki mandżur i
pogodzić się z tym, że ma się anachroniczne postulaty wobec poezji, pozostając przy tym „więźniem własnych oczekiwań”. Otóż nie. Na tym polega właśnie największa aporia polemiki Rafała Kasprzyka: tam, skąd – jak mogłoby się wydawać – nie można już niczego wywieść, autor skutecznie wyprowadza dyktat własnych norm i przekonań estetycznych. Nie sposób bowiem – jak czyni
to Kasprzyk – nieustannie podkreślać strategię autorską Brzoski jako konsekwentne przekraczania norm estetycznych, defekt identyfikować jako „element estetycznej koncepcji”, lawirując przy tym jednocześnie pomiędzy pytaniem, czy współczesna krytyka „potrafi myśleć razem z wierszem”, czy też
„ogranicza się do sprawdzania, na ile tekst spełnia uprzednio przyjęty zestaw estetycznych oczekiwań i norm”. W tym miejscu powracam więc do zarzutu Rafała Kasprzyka formułowanego pod adresem „części współczesnej krytyki”. Okazuje się, że stawką nie jest tutaj opozycyjność wobec bliżej nieokreślonego kolektywu, którego miałbym być rzekomym reprezentantem. Nie. Rafał
Kasprzyk w Przeciw przezroczystości… prezentuje sprzeciw wobec po prostu krytyki negatywnej. W moim przekonaniu jego polemika nie jest kontestacją rzekomego zamknięcia się krytyki literackiej na jedną z „najbardziej aktualnych i autentycznych form literackiej refleksji nad współczesnością”. To Przeciw przezroczystości… jawi się jako sterylna aprobata lektury głęboko zachowawczej, osadzonej w sztafażu egzystencjalnych pojęć i znaczeń, paradoksalnie wpisując się przy tym w prześmiewcze rozpoznanie Mateusza Górniaka i Filipa Matwiejczuka: „[…] współczesna krytyka kocha to swoje żałosne „ja”, podmiotowość, wizję człowieka” 10 . Podkreślę przy tym raz jeszcze: nie jest tak, że mój polemista oskarża jakieś grono krytyków o pewien model odczytywania współczesnej poezji. Poziom zarzutu jest ogólniejszy i bardziej prozaiczny, że tak to ujmę: w moim przekonaniu dotyczy przede
wszystkim negatywnego odczytania książki Brzoski. Szkoda tylko, że Kasprzyk nie ujawnia, co jest stawką przyjętego założenia, wikłając się w bliżej nieokreśloną metarefleksję pokoleniową oraz zarzucając mi (no właśnie, komuś jeszcze?) rozliczanie poezji „z domniemanych braków” kosztem braku „wejścia w przestrzeń problemów, które poezja otwiera”.
Na koniec postawię jeszcze jedno pytanie przed Rafałem Kasprzykiem. Sugeruje on bowiem, że w kulminacyjnym momencie mojej recenzji „zamykam dyskusję i pozbawiam tom jakiejkolwiek literackiej wartości”. Co do pierwszego – oczywista niezgoda, czego dowodem jest chociażby tocząca się między nami polemika. Jeśli zaś idzie o „odmówienie literackiej wartości” zbiorowi Dziesięć tysięcy kroków, to o jakiej wartości właściwie mowa? Reszta jest oczekiwaniem (dopóki Rafał Kasprzyk nie zechce odpowiedzieć, a „Suburbia” opublikować).
1 Odpowiedź na tekst Rafała Kasprzyka Przeciw przezroczystości, czyli o błędach widzenia, który stanowił
polemikę z moją recenzją Dziesięć tysięcy kroków (ale dokąd?) i ukazał się łamach czerwcowego wydania
magazynu „Suburbia”. Link do tekstu: https://www.magazyn-suburbia.com/post/rafał-kasprzyk-przeciw-przezroczystości-czyli-o-błędach-widzenia. [dostęp: 18.07.2026 r.]
2 Tytus Czyżewski, Od romantyzmu do cynizmu, [w:] tegoż, Poezje i próby dramatyczne, Warszawa 1992, s. 230.
3 Wypowiedź Jana Gondowicza dotycząca krytyki negatywnej, którą przytaczam za stroną „Dwutygodnik.com”;
https://www.dwutygodnik.com/artykul/3993-zniszcz-go-sniadanie-prasowe.html [dostęp: 19.07.2026 r.].
4 Zob. post opublikowany 10.12.2025 r., https://www.facebook.com/profile.php?id=100063216759066 [dostęp:
18.07.2026 r.].
5 Przynajmniej takie elementy – na poziomie czystej retoryczności – przypisywał mojej recenzji Rafał Kasprzyk.
6 Wszystkie cytaty pochodzą z tekstu Rafała Kasprzyka, który dostępny jest pod linkiem: https://www.magazyn-
7 Fragment utworu Taco Hemingwaya zatytułowany Leci nowy Future, https://genius.com/Taco-hemingway-leci-
nowy-future-lyrics [dostęp: 19.07.2026 r.].
8 Zob. Anna Burzyńska, Michał Paweł Markowski, Teorie literatury XX wieku. Podręcznik, Kraków 2006.
9 Termin zaczerpnięty z rozważań Piotra Śliwińskiego na marginesie wiersza Jana Lechonia. Por. P. Śliwiński, Horror poeticus. Szkice, notatki, Wrocław 2012, s. 91.
10 Mateusz Górniak, Filip Matwiejczuk, Wstawaj, kuźwa! Krytyka się skończyła…(czat), Ha!art nr 63, Kraków 2026, s. 11. Poleca się uwadze cały numer czasopisma poświęcony właśnie zagadnieniu krytyki negatywnej.

