Piotr Tomczak – Termodynamika porcelanowej filiżanki w składzie stada słoni
2 dni temu
3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 14 godzin temu
Powrót
Za dużo tu liter jak na jeden pokój. W każdej kolejnej z nich widać więcej zmarszczek. Nowy Orlean pachnie jak wilgotna sierść i krew. W kieszeni płaszcza topią się zapałki. „Czy to nie tutaj weszliśmy?” – pyta szept spod podłogi. Goli się jego brzytwą, odcinając skórę od mięsa, kawałek po kawałku. Serce bije zbyt intensywnie. Jak maszerujące buty. Siedzi na krześle, plecami do nieszczelnego okna. Nie ma żadnego diabła o błyszczących paznokciach; jest starość, która osadza się na kołnierzu koszuli. Za drzwiami życie wraca do normy, jak woda w zatkanym zlewie. Opukiwany tynk nie reaguje. Zapach tytoniu wymieszany z wonią starego, niemytego kościoła. Gruba ściana z ciał kobiet. Bezgłose usta. W szafie nie ma już miejsca na kolejne sekrety. „Czy to nie tutaj weszliśmy?!” – ryczy głośnik. Z gardła wydobywa się suchy, piaszczysty szept.
Ryk i cisza
Rozszarpany w rowach ryk. Siostra idzie cicho przez rdzawy gęsty las. Ziemia zsuwa się w nas. Głęboko pod powieką popiół, który nie potrafi utonąć. Liczymy sekundy wstecz; pomiędzy mną a tobą rośnie nitka milczenia. W worku ze skóry niesiemy gwiazdy, które dawno zgasły. Kto nas usłyszy, gdy nawet cisza ma smak stali?
Kraków
Tak jak windy tylko częściowo przesuwają się z góry na dół i z dołu do góry, ale również w przód i w tył oraz z prawa na lewo i z lewa na prawo przemieszczają się przez miasto, tak i tramwaje nie tylko jeżdżą, ale również wspinają się i zjeżdżają po schodach, mijają się w drzwiach mieszkań, przejeżdżają przez bramy domów. Siedząc z pożądanymi i niepożądanymi pasażerami mamy baczenie na ich zachowanie oraz stan ich higieny. Jakieś kontrowersje względem biletów okresowych. Dalej: akademiki z całymi gamą i hierarchią zachowań wind i ich pasażerów. Niżej: rozpościera i rozpościela się, dotychczas nieznana, i przez to nowa, panorama miasta z nieznanymi zamkami na horyzoncie, z tajemniczymi bramami i przybudówkami w dużych gmachach lub wokół nich, być może znanych z innych perspektyw i z innych czasów. Całkowicie niewidziane i niewiedziane mury więzienia i jednej z twierdz. Zaskoczenie, zdziwienie i niepokój. Odczuwane także w innych perspektywach, innych czasach.
Nowa stara, nowa dawna
Dzisiaj się na nią nadziałem. Początkowo nie poznałem jej, choć zwróciła moje uwagę i odwagę, odczułem ją moim gadzim mózgiem. W końcu wyższe partie mojego mózgu rozpoznały ją, począwszy od nosa i skonstatowały po jakimś czasie, że bardzo się zmieniła, nabrała kobiecych, jak się, dawniej, mawiało, kształtów. Wzrost masy ciała i zmiana figury nie sprawiły jednak, że stała się mniej atrakcyjna, nawet przeciwnie, po części dlatego, że nie zepsuły jej, po części dlatego, że jakby zmieniał się mój gust, choćby na skutek uprzedniego obejrzenia „Boccaccia ‘70”.
Diabelskie widełki
Twarz staje się samodzielna jak po znieczuleniu; to jest znieczulenie, w końcu to nie jest mała dawka alkoholu; tej prymitywnej i prostackiej substancji psychoaktywnej. Jeśliby tylko traktować prostotę jako coś pejoratywnego. Alain Delon spędził dzieciństwo za, albo przed, murami więzienia. Potem czas na inne: sześć szkół z internatem. Potem interes wędliniarski. „A kultura?” „Nie istniała. Nie pamiętam czegoś takiego.” „Odkąd cię znam, wiem, że coś się zmieniło.” „Co?” „Coś.” Na razie dosyć cytatów z filmów, fabularnych i dokumentalnych. Chodzi o to, że niewiele trzeba, by zmienić kategorię. Widełki znalezienia się w określonym polu klasyfikacji bywają bardzo znikome, nie mówiąc już, że bardzo, bardzo, bardzo subiektywne.
Twarze, pyski, mordy, ryje
Po raz kolejny spostrzeżenie: to, co się wydaje, że jest oknem, plakatem, zwierciadłem duszy, czymś czego niuanse leżą u podstaw miłości lub wstrętu, jest tylko kostnym, chrząstkowym, mięśniowym, sadłowym i skórnym obramowaniem najważniejszego, ideowego rysu bytu: wlotu przewodu pokarmowego. Epifenomenem układu pokarmowego, który determinuje byt, jego własny i jego pochodnych. Wyrazicieli termodynamiki.
Kraków, Kleparz, Słowackiego
Jak woda z kranu podawana w zatłuszczonej szklance w bisto w Paryżu. Antyczne obecnie papierosy „George Sand”. Zniszczone rysunki i obrazy. Wstyd i wahanie. Słońce kwietniowe. Majowe, czerwcowe. Nieprzeczuwane dalsze losy w pobliżu, na placu Inwalidów; splot wypadków pokierował nieco, tylko nieco, dalej. Czy to wszystko było konieczne, czy to wszystko było „nieodwracalne”? Łazienka i ubikacja w oddzielnym pomieszczeniu. Pies i kolekcja ściennych zegarów usunięta po moim zadomowieniu się, samotnym, bardziej, bardziej, bardziej samotnym niż mi się uprzednio wydawało.
Piotr Tomczak (ur. 1971) – laureat ogólnopolskich konkursów poetyckich im. Rilkego, Trakla, Wojaczka, Poświatowskiej, Łobodowskiego, Śpiewaka i in. Publikował w prasie literackiej i antologiach pokonkursowych, a także internecie ("Helikopter", "Zeszyty Poetyckie") i radiu ("Radio Alfa"). Według Sztucznej Inteligencji: "Określenie 'mięsista poezja' odnosi się do twórczości Piotra Tomczaka ze względu na jej silne zakorzenienie w fizjologii, biologii oraz surowym, bezkompromisowym konkrecie. Wiersze i szkice autora charakteryzują się gęstym, cielesnym obrazowaniem oraz łączeniem codzienności z tradycją literacką nawiązującą do motywów przemijania i rozkładu"