Paweł Zaremba – dwa wiersze
- 26 lut
- 1 minut(y) czytania
okruszki
na ten chłód mogliśmy kłaść jedynie okruchy
paru dobrych słów pozostawionych specjalnie
na takie okazje ukrywanych między palcami
które i tak bardzo szybko ubierały się w pięści
otulające zapalniczki albo czyjąś krtań
puste ulice nie miały dla nas żadnego lekarstwa
deptaliśmy po swoich cieniach nie słuchając
błękitnego szumu cieknącego przez otwarte okna
to był błąd bo przegapiliśmy największe tajemnice
dzięki którym stalibyśmy się częścią tego echa
zamkniętego w całkiem przytulnym betonie
ale zawsze musieliśmy inaczej bo już nas
dopadała noc kładła nasze głowy na ławkach
tylko po to by w ślad za pierwszą gwiazdą
ścinać je okruchami ostatnich żywych barw
szał
przenoszę na ciebie moje pomarańczowe niebo
jestem tylko odrobinę wyjęty spod prawa
ale i tak bełkotać niezrozumiale
będzie mój język a pod nim matczyna biel
schowa brud ojcowskich powrotów
czuwaj nade mną
gubią mnie pięści pełne powietrza
należą do domu z gęsich piór
wychodzę teraz na dwór a jest noc
jej wilgoć to zguba
boję się gdy opuszczam mieszkanie
drganie poręczy siada wtedy na moich plecach
nie ma we mnie gotowości na taką bliskość
czuwaj nade mną
jesteś mitycznym szelestem z drugiego końca ulicy
przynosiłem tobie wodę w największe upały
przynosiłem też cień i szaleństwo
teraz przenoszę na ciebie
moje pomarańczowe
niebo
cementowe podwórze to twoje wargi
to mleczna pierś
mój głód jest cały w szarościach
czuwaj nade mną
mam stopy w twoich śladach
szał zakwita mi pod mostkiem
po zmroku ciągle widzę słońce

