Paweł Berkowski – Jad żaby
- 28 kwi
- 3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 30 kwi
Cofaj się przede mną
jak przed demonem.
Elfriede Jelinek „Wykluczeni”
Zmierzałem z Nadstawek w stronę czarciego lasu. Ścieżka wiodła do leśniczówki Szmata. Odmówiłem wcześniej zaklęcia tańcząc wokoło rytualnego kręgu ogniska. Założyłem amulet i idę, być może również po to, żeby zapomnieć o tym, kim jestem.
Jest noc. Zanim wszedłem do lasu, co jakiś czas z ciemności wyzierała para jasnych ślepi. Już mnie śledzą baboki. Chcą mnie dopaść i zabrać talizman. Pragną mojego nieszczęścia, pragną mojej zguby. Włochate stwory
z odstającymi uszami są tutaj, kiedy tylko nastaje zmierzch. Noc jest ich domem w mrocznych zakamarkach zabudowań, szop, czy stodół. Jestem tu intruzem, ale muszę zdobyć jad żaby. Niedaleko leśniczówki jest staw.
O północy ropuchy wyłażą na brzeg. Podchodzę ostrożnie, żeby nie zbudzić licha leśnego. Borowy łapie mnie nagle za cyngiel. On lubi płatać takie figle. Zanim się zorientowałem już zniknął. Zgarniam siedem żab – zgodnie
z zamówieniem i pakuję do przenośnej lodówki. W drodze powrotnej muszę uważać na złośliwe biesy. Będą usiłowały mnie zwieść, aż do krańca lasu. Drogę znałem właściwie na pamięć, jednak i tak na chwilę pomyliłem ścieżki. Tej nocy miało być fajnie, ale już nie jest. Teraz nie śpiewam pieśni.
Na rondzie leśnym, gdzie zbiega się aż pięć ścieżek – tam właśnie zasadzkę przygotowały na mnie zmory. Udają liście paproci, albo krzewy dzikiego bzu, mogą ukrywać się w jagodach, doskonale znikają w chaszczach, a nawet
w dziuplach drzew. Udają czarne wrony, niewiniątka. Czarty niemalże bezgłośne, przyczajone nocą. Demony lasu są fałszywe z natury. Patrzę jak puchnie świat. Nie zapominajmy, że było mi ciężko, ponieważ niosłem ze sobą lodówkę. Jakbym przenosił góry? Nie aż tak bardzo.
Tymczasem igły drzew kłują mnie w twarz, kiedy biegnę czarną dróżką przez bór. Z góry spadają szyszki – granaty nieświadomości. Pragnę cię i chcę już wrócić, chcę już się stąd wydostać, lecz nadal tonę w gęstwinie drzewc. Mam plan jeszcze trochę pożyć.
Zatem jestem na rozdrożu – już wylazłem z lasu i widzę jak złośliwy babok na mnie naciera. Pierwsza myśl – uciec, tylko w którą stronę?
Znalazłem się tam, gdzie kiedyś z Leilą zbieraliśmy grzyby, więc znów jestem w lesie. Była to raczej zła decyzja, ale kto umie w sytuacji dramatycznej trzeźwo myśleć. Biegnę, coś mnie ciągle ściga, gdy przystanę słyszę niezrozumiałe szepty. Jednak rozpaczliwie wydostaję się z kniei. Już tylko prosta droga do domu pomiędzy polami, po obu stronach rowy. I widzę przed sobą wyszczerzone zęby – babok wygląda teraz zabawnie. Robię unik, lecz demon chwyta mnie za kark, szarpie amulet i zrywa go z mojej szyi. Szybkim ruchem udaje mi się odzyskać wisior z jego włochatej dłoni i oślepić blaskiem światła tlącym się w talizmanie.
- Człowiek nie wierzy w siebie, być może dlatego woli wierzyć w Boga.
- Każdy człowiek jest Bogiem – mówi Leila.
- Z kim rozmawiasz? – Co ci przychodzi do głowy?
- Teraz mam pustkę.
- Leila, przecież ciebie tu nie ma! – Wrzasnąłem i przestraszyłem się własnego głosu. Spociłem się – czułem, że cuchnę jak kocia kuweta.
Noc wymazuje rysy twojej twarzy. Cienie rzucane przez światło księżyca wydają się wyolbrzymione i potworne. Docieram wreszcie do ogniska.
- Ave Cezar!
- Ave Cezar! Ale dlaczego właściwie Ave Cezar! A nie na przykład: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus?
- To za długie!
- No to cześć!
- Cześć!
Leila siedzi nieruchomo jak słowiański posąg. Wrzucam żaby z lodówki do glinianej misy. Leila chwyta je za łapy i rozciąga. Żaba pod wpływem stresu wydziela poprzez skórę substancję obronną. Zeskrobujemy tą maź drewnianymi patyczkami, które stają się brązowe i wyglądają jak pałeczki cynamonu. Suszymy. Smarujemy rytualne kamienie wokoło ogniska. Oczyszczamy aurę. Tańczymy. Rude włosy Leili splecione w warkocze śmigają ze świstem powietrze. Kamienie powoli stają się białe, zaczynają kłuć w oczy. Raróg wydostaje się z ognia, rozwija skrzydła i unosi nad ogniskiem. Wyraźnie widzę jego ostre szpony. Uciekł, czy wstąpił w nas?
Zdejmujemy ubrania i wskakujemy w sam środek płomieni, ale mamy ludzkie twarze, dwie dusze, dwa serca i uśmiechamy się.
Nadstawki 2026

