Patryk Nadolny – sześć wierszy
1 dzień temu
2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 5 godzin temu
Wiersz wyśniony
Śniłem o wierszu, z którym można tańczyć do białego rana,
frazy nie gubią rytmu, pląsają na papierowym parkiecie.
Cisz zgniata słowa w wymowny punkt osobliwości,
wiersz pokaże mi swoje kropki jak pieprzyki.
Śniłem o wierszu, z którym można pójść na piwo,
po ósmej metaforze wyląduję w brudnej
puencie:
najebię się językiem, że mi słów zabraknie.
Trzy dystychy elegijne
Dolly Parton nie żyje, słucham śpiewu ptaków,
wskrzeszają ciepłym trelem martwą okolicę.
Kilka dni temu odszedł Ignacy Karpowicz,
czytam szkielety z liter — zapalę przecinki.
Zmarł Péter Nádas — pamięć jeszcze się wypiętrza
u żywych, co się boją potknąć o swój oddech.
27 sierpnia 2026
Milczenie
Milczenie ma swoją trudną gramatykę,
jestem pewien, że milczę z błędami.
Słowa do mnie wracają z pustymi głoskami.
Nie pukają. Dlaczego im otwieram usta?
Dunaj
Powietrze późną wiosną, wypełnione wonią
ziół i pyłków, zmieniło się w gęstą substancję,
że można było kroić je naostrzonymi
krokami, było ciałem, wspólną obecnością
budapesztańskich pustych ulic, gdy pod wieczór
z rzędami secesyjnych i modernistycznych
kamienic — wyglądały jak kość nadgryziona
przez sforę psów, dlatego wybierałem Dunaj
na towarzysza długich, ożywczych spacerów;
rzeka spacerowała jakby chciała wyschnąć,
a ja, bym wreszcie poczuł, że droga jest domem.
Słuchałem wodnych szumów, zupełnie jak w radiu,
gdy znów się natrafiło na złą częstotliwość.
W Amsterdamie tak dużo jest kanałów, raczej
nie zdołałbym posłuchać wszystkich chlupoczących
audycji, wolę słuchać jednego Dunaju.
Wciąż przewija się wodna kaseta przez dziesięć
krajów z nagrywanymi pluskami stuleci.
Pożegnanie z Atlantydą
Fontanny utraciły płytką pamięć wody.
Mapę pustki skanują łzy skalibrowane.
Ciekły dowód istnienia wsiąka w namorzyny,
zwinne chmury strzelają z deszczowego łuku.
Gdyby tylko ruiny zachowały adres,
oczy mogły nazywać barwy po widzeniu.
Elegia o wszystkich Atlantydach w życiu
Jaźń jest zwiniętym w kłębek zwierzątkiem,
daj nić ze światła, zaspana Ariadno,
nie pozwoliłem snom wyjść na wolność.
Płaczę, bo rzucam łzę jako kotwicę,
wokół mnie morze pustego mieszkania.
Odbyłem kilka rejsów do łazienki.
Nie damy czasu dniom wrosnąć w kalendarz;
skosztuję owoc słoneczny: zachodzi.
Noc nie jest pestką, z której wykiełkuję.
Wróżba
Żadna przyszłość nie będzie
w moim chronotypie.
Zgubiłem pasujące do dnia klucze ptaków
Miłość może być rycerzem
galopującym na koniku morskim.
Surowe serce bije,
bije mnie za mocno.

