Patryk Nadolny – pięć miniatur prozą
- 1 dzień temu
- 2 minut(y) czytania
Eden codzienności
Człowiek, który zachował w sobie owoc wrażliwości, tęskni za dzieciństwem jako prywatnym rajem utraconym. Codziennie zostajemy wygnani z kalendarza jak ogrodu, a zamiast cherubina dzierżącego miecz płonący, czerwona obwódka chroni przed powrotem do dnia wczorajszego. W młodości czas płynął łagodnie i życzliwie, a teraz? Rani tykaniem wskazówek. Światło i czystość wyrazu istnienia tworzyły obraz pierwszych lat życia. Dorosłość polega na utracie bezpiecznej kryjówki. Byliśmy na podobieństwo wykluwających się piskląt, co opuszczają twierdzę z ochronnej skorupy. Jedynie w taki sposób nasze pragnienia nauczą się latać. Dopiero na starość poznamy urok i potęgę łaskawych lat dzieciństwa. Cierpliwa dusza zaplata warkocze ze światła, łuska światło jak
fasolę.
Strach na miłość, wiarę i nadzieję
Energia tworzy wspólnotę wszystkich atomów we wszechświecie. Jesion porzuca swoje liście w październiku, w ten sposób użyźni ziemię dla korzeni, a na wiosnę wyda świeże listki. Drzewo coś traci, a w zasadzie daje, po upływie czasu zyska nowe życie. Niestety w świecie ludzi nie odrasta nam na wiosnę szczęście, nie kiełkują ponownie bliscy, którzy przeprawili się na drugą stronę. Śmierć ucięła sobie drzemkę przed żniwami, dopiero po przebudzeniu utnie wszystkie kłosy, w tym Trzcinę Myślącą Pascala. Niech pocieszeniem będzie myśl, że szczęście nie zna lęku. Istnieje strach na wróble, ale nie ma stracha na miłość, wiarę i nadzieję.
Szachy i Borges
Czy w życiu nie chodzi o to, żeby kompasem było niestrudzone serce? Jednak najmniejsze wzruszenie przyczynia się do rozkalibrowania igły wskazującej północ. Gdyby tylko przemierzane drogi były niczym krwiobieg, a nasze miejsce na ziemi, miejsce nazywane upragnionym domem, zechciało pompować jak krew nasze kroki. Na szachownicy z dni i nocy (białe i czarne pola) rozstawione pionki czekają na zbawienie, nie na kres za krawędzią — horyzontem. Pisał już Borges, że rzeczywistość jest szachami, a ja tylko tę myśl powtarzam jak cień powtarzający ciało – żałosny przypis do istnienia w drodze. Słońce – królówka codziennie się poświęca, by królujący księżyc był bezpieczny w nocy. Szach-mat, moja obecność w świecie ma ograniczone pola ruchu.
Co jest silniejszą figurą od duszy?
Historia smutku
Ludzkość wypłakała tyle łez w historii, że gdyby tak szybko nie wysychały, mogłyby na nowo ustalić strukturę hydrograficzną błękitnej planety, byłyby alternatywną siecią rzeczną z własnym Nilem i Amazonką. Wyobrażam sobie Kleopatrę VII płaczącą na widok Wielkiej Biblioteki w Aleksandrii, w którą się wczytywał pożar językami ognia. Gdyby to było możliwe, ugasiłaby pożogę królewskimi łzami. Gdyby wszystkie łzy w historii ustawić jedną na drugą, stałyby się Wieżą Babel melancholii.
Spotkanie pierwszego stopnia z językiem
Czy język należy traktować jak partnera, wypowiadać słowa z czułością, ale nie do kogoś, ale czule wobec samych słów, kochać każde wypowiedziane słowo? Czy można wypracować czułą, intymną relację z językiem? Gdy jesteśmy samotni i nie mamy nikogo, to zawsze mamy słowa, one nigdy nas nie opuszczą. Język jest bliżej niż kochankowie. Wsłuchuję się w świetlistość głosek i odkrywam, że we wnętrzach słów tkwią niezbadane pokłady milczenia. Na dnie każdego słowa ciągle słyszę swoje imię. Jak ma na imię język? Czy może się przedstawić: mam na imię język?

