top of page

Natalia Wrońska – Sztuka naporu. Przewodnik po trwaniu

1 dzień temu
2 minut(y) czytania

Pokochać surowy grunt. Nie lekkość wybierać, a ciężar. Ramiona nisko opuszczone siłą
własnej woli wznosić. Ugniatać się z czułością wobec chłodu pustej ramy. Każdy brak
przyjmować wdzięcznie. Prostować zagięcia i plecy.

Stworzyć całkiem przypadkowo hymn dla dziewcząt przedwcześnie dojrzałych, które same
stać się musiały swoim własnym ojcem i matką. Rosnąć w siłę samemu i po cichu. Z palety
barw nieużytecznych w świecie marnotrawnym czerpać kolor. Chwilami ponad ludzką miarę
bywać umęczonym.

Dłoniom chropowatym i znoszonym ciężkiej pracy nie szczędzić. Oczy ślepić i wymrużać,
niech hartuje się młoda źrenica. Skórze własnej bywać dziwnie obcym. Przeczesywać
palcami włosy, raz miękkie, raz druciane, w końcach tylko zawinięte, pasmo od pasma
rozdzielać. Gładzić delikatnie szyję, kark i piersi. Ruchem pewnym i wprawionym powinności
twórcze swoje spełniać.

Nocą czuwać nad schnącym płótnem, w słabym blasku świec odbywać dyżur. Warkocze
pleść i wiersze w suszarni najskrytszych myśli. Rozwieszać do wyschnięcia ciche sny na
cienkich sznurkach. Do granic możliwości uliryczniać przeżywanie.

Na kolanach kręgi zataczać, najpierw małe, potem coraz większe. Przy tym bujać się powoli,
raz się chylać w tył, raz w przód. Dać się kołysać pustce zimnej i od pragnień niespełnionych
mokrej. Własną swoją powściągliwość zwalczać. Obietnic raz złożonych wbrew słabościom
dotrzymywać. Hojnym być z natury, mówić przy tym nie za wiele. Siadać w kucki nad
korytem rzeki, wodne dziecię obserwować, siebie widzieć od podszewki.

Wymarsz rozpoczynać ku podglebiom świata. Niejeden raz się udać nad wysoki brzeg
urwiska. Kiedy zacznie wzbierać dusza, u podnóża skarpy płynąć, niby łzawy, lichy strumień.
Szukać ujścia choć na moment. Przy każdej sposobności z ciała się wyrywać.

Wykorzystać jak najlepiej każdą chwilę nieuwagi. Wchodząc w głąb miejskiego płuca, co
przesiewa ludzki plankton, plątać się o własne nogi. Obcym być człowiekiem w cudzej klatce
pięknych wspomnień. Wycofywać się po kroku w niebyt. W czyśćcu ruchomym, holowniku
cudzych powszedniości, oprzeć lewą skroń o szybę, przez filtr mętny świat lustrować. Mijać
dzielnie rozdrapane, dawne swoje rany, kiedy się o okno deszcz rozbija, niby zimna z kubła
woda.

Nie żałować nawodnienia, pędy decyzji w sobie podlewać. Latem tonąć, upał wpychać w
kąty, lepić przestrzeń wedle woli. W pół zastygłą, gęstą masę ciągle formować od nowa.
Wciąż dobijać się powietrza, rozchylać okna na oścież. Niby w pościel się w zmrożony,
nocny wiatr owijać. Brać głęboki wtedy wdech. I własnemu trwaniu wierzyć.









Natalia Wrońska – rusycystka, lektorka języka polskiego jako obcego. Twórczo i badawczo przygląda się cielesnemu wymiarowi przeżywania.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page