Miłka O. Malzahn – Dziennik zmian (27)
- 2 dni temu
- 1 minut(y) czytania
Zdarza się taki czas w roku — niekoniecznie związany z kalendarzem — który płynie obok nas jak spokojna rzeka. Można w nią wskoczyć, dać się porwać nurtowi tradycji, rytuałów, suto zastawionych stołów i tej cichej, społecznej presji świętowania.
Ale można też inaczej.
Można zanurzyć tylko stopy. Poczuć chłód. I pozwolić, żeby rzeka płynęła dalej. Bo to przecież tylko czas.
To nagranie jest moim osobistym manifestem „niezaliczania” świętowania.
Powstało gdzieś na styku fizycznego zatrzymania i pełnej swobody myśli. W momencie, kiedy ciało mówi: zwolnij — a głowa zaczyna szukać własnej kropki nad „i”. To opowieść o celebracji nieuczestniczenia.
O bardzo prostym wyborze, który wcale nie potrzebuje dramatycznych pytań: świętować albo nie. Być – albo nie być – można na chwilę odłożyć na półkę razem z całą resztą wielkich rozstrzygnięć.
Tu sprawa jest prostsza: albo tak, albo nie.
A „nie” też można obświętować.
Po swojemu.
Cicho.
Bez ceremonii.
Dlatego na końcu tego odcinka jest piosenka.

