Mirosław Drabczyk – związki organiczne
1 dzień temu
4 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 3 godziny temu
O poezji Urszuli Morgi
Książeczka jest niewielka, w szarej okładce wycięto poziome “okienka”, przez które możemy odczytać, imię i nazwisko autorki [Urszula Morga] oraz tytuł publikacji [życie wietrzne]. Sam tytuł a potem pierwsze wersy zebranych tu wierszy ujawniają, że jest to poezja mocno zanurzona w naturze i głównie jej dedykowana.
spektakl
kiedy źdźbła trawy tańczą
ziemia oddycha
soczystość liści łapczywie
spija krople deszczu
chmury dziergają słońcu
ochronny kokon
zastygam by nie spłoszyć
kąpiącego się w kałuży wróbla
Najprędzej zauważamy, że te strofy pobrzmiewają jak haiku albo (także wyrosłe z tradycji buddyjskiej) wiersze amerykańskich poetów pokolenia Beat Generation, w których dojmująco obecny był postulat czułego traktowania przyrody. Pierwsze wrażenia mogą być jednak nieco zwodnicze, a na pewno niewystarczające do pełnego odczytania tej wielowątkowej poezji. Tak jak amerykańscy prekursorzy, Morga konsekwentnie prowadzi pisarski reflektor przez świat przyrody. Spotykamy więc w wierszach wędrujące owady, przelatujące ptaki, wiejące wiatry, próchniejące drzewa, sunące konstelacje gwiazd, kołyszące się trawy i tak dalej. W miarę lektury nabieramy przekonania, że szacunek dla przyrody nie jest pozorowany, przyrodnicze rekwizyty nie pojawiają się po to, byśmy oglądali “ładne obrazki”. Nie znajdziemy tu dydaktyzmu spod znaku “zobaczcie, jakie piękno tkwi w naturze”. Zupełnie nie o to tu chodzi. Przyrodniczy sztafaż jest tylko pretekstem by dotknąć spraw egzystencjalnych.
Urszula Morga, schowana za podmiotem lirycznym, porusza wiele wątków istnienia, ale najczęściej podkreśla swój psychiczny i organiczny związek z otoczeniem pojmowanym jako Wszechświat. Z niełatwych, pełnych zadumy i przerażenia relacji wyprowadza pytania filozoficzne, choć roślinny i astronomiczny kamuflaż powoduje, że nie od razu zdajemy sobie sprawę, przed jak poważnym zagadnieniem zostaliśmy postawieni.
badam moje ziemskie pochodzenia
analizuję dyskomforty własnego istnienia
albo
(…) nic lepszego
niż obieg materii w przyrodzie
nie może mi się przydarzyć
zanurzam ręce w mokrej trawie
przykładam twarz do wilgotnej ziemi
– a więc tu spędzę wieczność
Autorka unika “uduchowionych” spekulacji na temat wszechświata. Ogląda przyrodę i swoje w niej miejsce przez okular naukowy: wzmiankuje walkę stworzeń o przetrwanie, powołuje się na ewolucję, która uniemożliwia poszczególnym gatunkom porozumiewanie się a jedyną formą wzajemnych relacji jest zjadanie słabszych przez silniejszych. Nie znajdziemy tu jednak popisów erudycyjnych i eksperckiego wymądrzania się, już prędzej zostaniemy potraktowani kubłem zimnej wody, wszak wciąż niewiele wiemy o świecie, którego jesteśmy częścią.
by ukryć bezradność, gapimy się w niebo
Ale na tym się jeszcze nie kończy relacja podmiotu lirycznego z naturą. Morga bardzo po ludzku podchodzi do nieuchronności przemijania: jest tego przemijania świadoma, ale nie do końca z nim pogodzona. Afirmacja życia nie jest tożsama z lekkoduchostwem albo sekciarskim odurzeniem. Niewątpliwa słodycz istnienia musi być zaprawiona odrobiną goryczy.
czeka mnie coraz mniej jabłek
które ugryzę własnymi zębami
i szczytów które zdobędę
sama – nie palcem po mapie
czas mi się kurczy
by ocalić każde źdźbło
(…)
i każdy włos
Wyłaniające się z tej poezji swoiste credo, które jest nie tyle uzewnętrznieniem osobistej wiary ile dobrze ugruntowanych przekonań, układa się w kompletną wizję świata. Wyraziste i powtarzające się motywy, rodzaj zaklęć, którymi co rusz raczy nas Autorka, prowadzą czytelnika do konkluzji, iż rzecz cała została porządnie przemyślana: jako rodzaj ludzki nie jesteśmy tu niczym wyjątkowym, organiczny charakter naszej egzystencji jest pewnikiem.
próby integracji nie powiodły się
bio/degradacja staje się moim prze/znaczeniem
Nawiązanie do przypadkowości istnienia, dotykanie zagadki bytu czy półżartobliwe fantazje na temat przeznaczenia, które w zapisie wyglada jak prze/znaczenie to znaczące składniki tego tomu. Wiele wybranych przez siebie wyrazów Autorka rozmyślnie poprzedza zaprzeczeniem, zostawiając czytelnikowi dowolność interpretacji.
Nie/moc; nie/myślenie; nie/trwałość – może tu chodzić o podkreślenie [bagatelizowanego] braku mocy, braku trwałości. Albo o pokazanie względności tych pojęć: coś co ma znamiona mocy, w zetknięciu z jakościowo inną potęgą okazuje się słabe lub przynajmniej niedostatecznie mocne.
Wiersze Urszuli Morgi mogą być odczytywane jako manifest, nie mają urzekać i oczarowywać lecz informować. Tu liczy się konkret i chłodny racjonalizm. Po konstatacji następuje deklaracja – lub na odwrót.
Czasami deklaracje stawiane są na wyrost albo albo zaprzeczają same sobie. Nie można, bez narażania się na zarzut niekonsekwencji, pisać, że “nie ma w moim słowniku” słów i pojęć, które właśnie czarno na białym się pojawiły. Niewykluczone jednak, że ten zabieg został zastosowany świadomie i miał być myślową prowokacją – pasuje zresztą do buńczucznego nieco traktowania atrybutów opresyjnej cywilizacji. Ta chęć odcięcia się od kultury i podania ręki dzikości występuje w życiu wietrznym po wielekroć.
kiełkuję i puszczam się
w życie samopas
nie mając pojęcia
co ze mnie wyrośnie
dziczeję –
W innym miejscu podmiot liryczny nazywa siebie banitą ze świata algorytmicznej akceptacji – przybłędą, która szuka schronienia pod liściem. Próby zanurzenia się w stanie pierwotnej niewinności znamy z twórczości J. J. Rousseau albo poety rodzimego – Jerzego Harasymowicza, którego debiutancki zbiór wierszy, przypomnijmy, nosił tytuł Powrót do kraju łagodności.
Morga z polotem i humorem żongluje pojęciami metafizycznymi zakorzenionymi w kulturze, czego najmocniejszym bodaj przykładem jest wiersz życie wietrzne. Przekorny tytuł nie jest tylko kalamburem. To raczej jednoznaczna deklaracja światopoglądowa: nie ma innego życia, prócz tego naturalnego, obleczonego materią, którego manifestacją są widzialne i słyszalne żywioły.
w życiu wietrznym
chcę szeleścić igliwiem
pod ratkami saren (…)
chcę trzeszczeć
i butwieć (…)
poddać się kompletnej
degradacji
Deklaratywnych wypowiedzi jest więcej, podmiot liryczny konsekwentnie podkreśla swoje przekonanie o przewadze świata przyrody nad domniemanymi światami duchowymi. Jakkolwiek te wiersze zaczepiają o kwestie metafizyczne, nie znajdziemy w nich ani jednego odwołania do pojęć z metafizyka kojarzonych. Żadnych leśmianowskich Znikomków i Dusiołków tej poezji nie potrzeba. W świecie opisywanym przez Morgę nie ma miejsca dla wyimaginowanych, mitologicznych istot “poruszających materią”. Autorka życia wietrznego ufa w mądrość przyrody i opowiada się za dominacją świata widzialnego, który to świat nie jest jednak rajskim ogrodem ani nawet parkiem narodowym. To ten sam świat, który nas na co dzień osacza, męczy i napawa niepokojem. Świadomość zagrożenia klimatycznego jest wyraźnie obecna w drugiej części zbioru opatrzonej podtytułem ciepło/zimno. O ekologicznym wątku w wierszach Morgi wspomina również Jakub Kornhauser, który napisał interesujące i wnikliwe posłowie.
bez/radność
wybieramy szatę językową
dla opowieści o niszczeniu świata
fraza potyka się bezradnie
bo żadne słowa nie chcą
być częścią tej historii
Urszula Morga – Życie wietrzne, Wojewódzka i Miejska Biblioteka w Gdańsku, 2026, str. 64. Posłowie Jakub Kornhauser

