Michał Kaczmarek – siedem wierszy
1 dzień temu
2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 5 godzin temu
tamtego dnia
odwiedzili nas wujowie
bracia mojej matki
Kazik za dużo pijesz
tam są drzwi
pamiętam twój gest
i mój płacz
wyszedłeś kiedy ich już nie było
matka myślała że wrócisz pijany
po godzinie może półtorej
przyszedłeś trzeźwy
spacer
papieros
urażone ja
czy wstyd że płakało dziecko
pytanie w kopercie
na jej białej skórze
czarne imię
spacer przy torach
po wizycie u ojca w szpitalu
napisałem wiersz
prawdziwy jak pajęcza sieć
między drzwiami kotłowni
a wietrzonymi butami
zapełniłem kartkę tuszem
jak spadającymi na chodnik
płatkami śniegu
słowa maleją
tak wiele zniknęło
z szuflad i nadodrzańskich ścieżek
nie wiem nawet
czy jeszcze kursują
pociągi które obserwowaliśmy
w półdzikich zaroślach
wiosenne obowiązki
kiedy ojciec umarł
zostaliśmy oboje
z robotą do wykonania
sprzedała kawalerkę
mimo nacisków
pieniądze się rozejdą
a mieszkanie to zawsze mieszkanie
przepisz na nas
naprawdę się rozeszły
na bramę wjazdową
dokończenie spłaty oszukańczego kredytu
ile jeszcze zostało
dowiemy się za jakiś czas
matce w pierwszych miesiącach
dokuczała cisza
łzy podczas telefonicznej rozmowy
święta z koleżankami
puste miejsce przy rodzinnym stole
siny trup na krześle
na szczęście wzięła się w garść
czy pogodziłbym
życie trzysta kilometrów od Głogowa
z jej coraz głębszym smutkiem
wiersze
na przykład o gumowej piłce
prowadziłem rozgrywki Ekstraklasy
staranne tabele od linijki
prawie mnie uderzył
kiedy wylałem kawę
pogrzeb
nie wiem ile lat minęło
nie więcej niż kilka
deszcz
wyrzucić skoszoną trawę na kompost
zanim do reszty zgnije
w taczce na gumowych kołach
ja pięćdziesięcioletni
kiedy byłaś w moim obecnym wieku
miałem piętnaście lat
zdecydowałem
samobójstwo
na które można patrzeć z bezpiecznej odległości
jak na sąsiada
zadławił się śmiertelnie na chodniku
nigdy nie podjąłem próby
nie dotknąłem jego sinych ust
praca
schorowani rodzice
moje oceny
miałaś problemy ze snem
niespodziewana śmierć brata
mojego wujka
zimny deszczowy dzień
patrzę tymi samymi oczami
oddalam się od dzieci
od domu
nawet od ciebie
astronauta opuszczając statek
nie zachował zasad bezpieczeństwa
unosi się bez powrotu
wysyłam sygnały
pomagam synowi w angielskim
rozmawiam z córką o kierunku studiów
postępująca choroba żony
wysuszona trawa
zgniłe liście klonów
machasz do mnie z balkonu
duch
widziany przez psy motyle
i tego czterolatka
który ma trudności z rozwojem mowy
biblioteczka
spieraliśmy się przez lata
nie będziesz pokazywał
zakurzonych książek
odpowiadałem widziałaś w telewizji
relację z domu tego profesora
jaki księgozbiór w tle
groziłaś palcem wybuchałaś śmiechem
wybieraj ładne okładki to się zastanowię
dzisiaj jestem sam
zabudowa do sufitu
zakryła ścianę która nie wie
dlaczego zasłonięto jej oczy
ławka pod drzewem
w internetowej aplikacji
przeglądam twarze o których zapomniałem
wracają nowe
jakby chciały powiedzieć
myliłeś się
działka pod budowę
zarobkowe czyszczenie tapicerek
wspinaczka
zdobywanie szczytów
a wtedy
jeden kolega na całe podwórko
zjedz buta
będziesz Supermanem
dziewczynka o brudnych piętach
business coaching
pośrednictwo w sprzedaży kosmetyków

