Martyna Franke-Białas – cztery wiersze
1 dzień temu
2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 6 godzin temu
recycling nowej ery
wydzielamy mu odpady
bohomaz odbitka skóry
z rozjechanego walcem banana
pakujemy w kolorowe kubełki trochę świata
chłód wnika w worki drze włókna
foliowy brud zstępuje tu z niebios
wrzućmy to po prostu w toń
prąd zaśmieci im
te drugą stronę jakimś
przypływem
pęto
kiełbasiane jak jad(ł)
numizmat – wizyta w sklepie wypolerowanych witryn
powyginane porcelanowe żaby wdychały zapach świeżyzny
w gablotach przygotowano kosze owoców
zimnych i zmumifikowanych
przychodziłam tam dla tych figurek
wszędzie lusterka
przytrzaśnięcie palca drzwiami
tak zatrzaskuje się wielkie zamrażarki
strefa zimna wolna od bólu
mama płaci
ja nie rozumiem czym jest pęto
widzę mięsne powiązane snopki kokardy długich trzewi
wspinam się po lianach
nadchodzę jak czas ogryzania kurzych łap
niezbadany puls
zakotwiczony ogryzek w jabłku
pulsuje jak głębia w fali
którą widzisz gładką pierwszą
z brzegu
maszt ostrzegawczy
czarny pręt statui niezmącony w tafli
rakotwórcza krwinka w ciele człowieka
pulsuje co jakiś czas
przypomina o zakazach
i nakazach zwłokach w wersalce
i konaniu w wersalu nagłej pirotechnice
w arteriach i drożynach anatomii
wreszcie o czerwonych znakach przy drodze
tętni ostrzeganie
jest przypływ to wyczuwalny naoczny puls-tęten
niezbadanej wody
na serdecznym
szukamy w dni tygodnia
słucham morza płynącego
w rurkach kaloryferów
zapowietrzeń niewywietrzonych pokoi
mam plaże w domu
naniesione w podeszwach
doję mleko z zębów które wypadły
gdy miałam 6 lat
spoglądam na pejzaż przecięty pęknięciem szyb
przynosi mi galaktyka
wszystkie szlachetne kamienie i rozstawia po pokojach
najważniejszy i tak jest ten diament
laboratoryjny
jak mysz
symboliczny jak malarstwo niderlandzkie
serdeczny

