top of page

Maria Jolanta Fraszewska – trzy groteski

2 dni temu
3 minut(y) czytania


Starsza Pani idzie bez cienia

Starsza Pani idzie bez cienia. Wątpliwości. To skandal! Ktoś zakrzyknął. Jak można tak pokazywać się na ulicy!? Taka naga! Naga idzie i się nie wstydzi! Ubierz cień, ubierz cień. Skandowanie. Bez wątpliwości coś się komuś pokićkało. Rzekła Starsza Pani i powiodła wzrokiem siną dal na srokatym koniu w obłęd mas spryskanych psim swędem. Idzie im jak z płatka ta gadka. Z palcem w nosie daleko nie ujadą. Pocieszała siebie. Ale co poujadają to pogryzą. Z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu. Po zdjęciu płaszcza wszystko się upraszcza. Gdy pozostaniesz bez cienia to jakby bez mienia. Starsza Pani wyrusza ze świecą szukać nabitych w butelkę. Ołowiane chmury pędziły na złamanie karku, ale jej nie dogoniły. Bez cienia wątpliwości jest zdecydowanie lżej. Nawet, gdy lżą i piją do ciebie jak jeden mąż. Z kamienną twarzą i duszą na ramieniu, ale poszukaj drugiego. Męża. Ale niech i ten nie chodzi spać z kurami. Bo zarywanie nocy jest niezdrowe. A potem jak kamień w wodę. Weź do serca grobową deskę. I przybij gwóźdź programem biegu z przeszkodami. Konia z rzędem, aby król zaspał na pokaz mody. Dawaj po garach. Za żadne skarby świata nie stój jak słup
soli, jakbyś się bał własnego cienia.


Starsza Pani przymierza tupecik

Starsza Pani przymierza tupecik. Bardzo jej do twarzy. Nie każdy się odważy. Tupecik
barwny jak tęcza. Zdaje egzamin z założenia. Starsza Pani nie chce być niewidzialna. Dlatego
nie zauważa Czapki Niewidki leżącej nieopodal. Tupecik jest w sam raz. A nawet na więcej
razy. Bo bez obrazy. Problem spada z głowy. Gdy Zosia Samosia wychodzi z kąta. I szczelnie
zaopatrzona przemyka na środek. Starsza Pani już wie, że ona też ma przed sobą przyszłość.
Bez stosowania półśrodków. Uśmiechem zalewa wszelkie dziury. I mknie po prostej. Po
prostu.


Starsza Pani i lizusostwo

Starsza Pani zauważa, że lizusostwo wciąż istnieje. Chleba naszego daj nam liznąć, a
upowszechnię cię. I wyniosę do kosza pochwał. Na chwał i jak to zwał. Nie wiem dlaczego ją
ten fakt aż tak bardzo zdziwił. Przecież prawa reguły i zasady społeczne jako wrośnięte w
korzenie żyją żywią się i rozłażą. Starsza Pani wybiera się na uniwerek. Trzeba sobie coś
przypomnieć. Uniwersalne mechanizmy społeczne. Starsza Pani się starzeje, ale one się nie
starzeją. Ludzie wybierają jednostkę władczą i w zależności od podłoża płożą się
rozmnażając. Czy jest to gleba czy dywanik. Czy posadka. Klękają kucają chylą karki. Czy to
kraj. Bo to obyczaj. Skraj. Idą na skróty. Tak wygodniej. Czy to grupa organizacja
stowarzyszenie wspólnych dobrobytów podłazi pod gardło. Gardłowa sprawa. Im głębiej się
udławisz tym dłużej w bezdechu wytrzymasz. Dech będzie wspólny, deska ramom sztywna,
wyklepać klepisko się da nawet z przytupem. Nie pukaj w drzwi bo ręka ci uschnie. Bramy
sama nie otwieraj. Wpuszczą cię w maliny. Więc zdążysz. Starsza Pani dmucha na zimne.
Zlizywać już nie ma co. Brzytwa utonęła. Starsza Pani chwyta się oddechu. Kosz wynosi ze
śmieciami. Feminizm woła. Przecie tera takie czasy. Dawniej wynosiła bo chłop się uchlał.
Teraz wynosi bo jest pierwsza.






Maria Jolanta Fraszewska (ur. 1958) – socjolożka i psycholożka. Uprawia poezję, eseistykę i prozę. Wydała siedem zbiorów poezji: Wio w snach, Z wiatrem, Płonące języczki, Posypana wiatrem, Prze konanie, Od mięty i odmęty, Trze pot ścierany. W tym trzy wyróżnione nominacją do Lubuskiego Wawrzynu Poetyckiego. Prozę: W sidłach namiętności. Wirtualni ulicznicy. Oraz eseje: Dzieje się wciąż. Kultura płonąca językiem. Mieszka i tworzy w Zielonej Górze.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page