top of page

Marcin Zegadło – sześć wierszy

  • 2 dni temu
  • 3 minut(y) czytania

[...]

Czytam Philippa Jaccotteta, który porównuje siebie
i swoją żonę - we wspólnej starości, we śnie,
wciąż w jednym łóżku - do dwóch płynących 
obok siebie łodzi, które wraz z nurtem 
krzywej czasu oddalają się w kierunku 

coraz bliższego portu i myślę o mnie i o tobie
śpiących w odrębnych ciemnościach, o których
pisałem w wierszu dwie dekady temu 
przeczuwając nieoceniony dar utraty i harmonię,
która przychodzi w miłości, po którą sięga się

wiedząc o wiele więcej niż należy wiedzieć,
żeby ufać. Myślę o wielkiej obietnicy, która 
wydarza się, kiedy przyglądasz się płynącej 
wodzie albo kiedy łapiesz w płuca horyzont
w blasku spokojnej wędrówki. Opowiadam ci 

o Królestwie, które się nie wydarzy w innej
chemii niż ta z nieopisanych wiązań, w sekrecie,
w zdradzie, w udręce. A przede wszystkim w ciszy. 

28.05.2026


[...]

...i jeszcze fragment z Bierdiajewa o nocy,
bardziej żywej niż dzień, że oto nocą otchłań
staje się nagle dostępna, a przecież każdy 
obłęd ma w sobie jej uważne spojrzenie, które
czujesz na skórze jak chłód ciemnej piwnicy.

Mieliśmy swoje porachunki z gniewnym Bogiem,
a zgody szukaliśmy w książkach, w kurzu
i roztoczach, podczas gdy tajemnica, która 
zwykle zawstydza powagą, od której lubimy się 
odwracać, działa się w locie pszczoły, trzasku

gałęzi, która pęka pod stopą, w martwym pisklęciu,
któremu przygląda się nasza kilkuletnią córka 
nie wiedząc, że w mętnej źrenicy trupka
tamta otchłań mruga do niej gwiazdką, którą
przed zaśnięciem zobaczy na niebie.

30.05.2026


[...]

Zapach kwitnących akacji sprawia, że nagle 
przystajemy przeczuwając, że to jest właśnie 
ta wzniosłość, której należy się wstydzić,
a przecież przychodzi do nas takie życie, 
przed którym kiedyś nie było odwrotu 

w kulturę organizacji, w dialektykę i ukąszenia;
życie, które brało się w bezsilności, w smutku
albo w zachwycie - bezbronnym i bezmyślnym
jak dziecko posłane do sakramentów. 
Jeżeli wciąż pragniesz pozostać wierny tamtej 

chwili, powinieneś wiedzieć, że nie dotyczą nas
bardziej niż zmarzniętych zwierząt - głód 
i pragnienie, pewność i brak pewności, niepokój 
i głęboki oddech, w którym na dnie powietrza 
wciąż rodzą się Królestwa, które później 

przychodzą do wiersza i kwitną

lub giną bez wieści.

02.06.2026


[...]

Nasze niedokończone sprawy czyniły 
z nas cudzoziemców z niepokojem szukających
drogi, w odległej epoce, kiedy jeszcze 
nie mogliśmy liczyć na elektronikę, która 
odwróciła nasz wzrok od gwiazd i księżyca,

a przecież wciąż szukamy go na niebie
wstydliwie próbując ukryć przed światem, 
że jeszcze potrafi nas zachwycić odrobina kiczu,
który ma w sobie urok dziecka przejętego 
banałem prawdy z podręcznika. Ostatecznie 

i tak spieramy się o sens tej podróży, który 
zawsze jest bardziej kwestią wiary, niż 
poniesionych kosztów. Dlatego nasza ciekawość
oddala nas od siebie i wyręcza w miłości
zamiast przyjąć burzę skarży się w pozwach

jak w listach, które odnajduje się po latach 
niewysłane. Chodzi o ckliwość, Królewno, 
jej fałszywe proroctwo. W tobie wirują roje 
pszczół. We mnie obraca się ziemia.

05.06.2026


[...]

Tamte przygody z grawitacją, kiedy spędzaliśmy 
dni na pochyłych wzgórzach zachwyceni 
rzędami chałup i zapachem zwierząt w jasnym
świetle wczesnych jeszcze wakacji. Wielkie
odkrycie chleba, który nie czerstwieje, cukier

na gęstej warstwie śmietany, ucieczka z łąki 
przed burzą, diabeł nabity na widły, wystrugany
z kawałka drewna rewolwer, chłopcy kąpiący się 
w rzece, dziewczyna pachnąca miętówką, skarby
w ziemi pod szkiełkiem. Dobry świat w obrotach 

barwnej kuli, kiedy czas wydawał się stojącą wodą, 
a pragnienie było bezwstydne i proste.
Byłem oszołomiony. Byliśmy. Słowo, którego
wstydzę się użyć w wierszu, a przecież jeżeli 
istnieje do niczego innego nie służy. Spokój. 

05.06.2026


[...]

Więc jednak ponownie - sakramenty. Nawyki
w stożkach. To co istotne broni się przed upadkiem, 
a przecież zawsze upada chociaż 
tak bardzo starasz się ocalić coś z tego 
w opowieści. Na przykład jakiś Bóg,

z którym masz konszachty lub jego gniewna wersja
pod powieką dziecka, które zasypia
po pierwszej spowiedzi. Nasza kwietnia córka
sypiąca płatki w niespiesznej procesji, nasz 
syn cytujący Hitchensa - gniewny i odwrócony.

To co przychodzi do nas w trwaniu drzew jest 
tym samym, co opowiada nam katedrę - gra
podjęta ze świadkiem albo bal czarownic. Wola
albo ochota, które bierzesz na siebie, kiedy
wreszcie zaczynasz rozumieć, że zamiast 

eksplozji bardziej możliwy jest splendor, 
zamiast zachwytu - podziw, a rzeczy, które 
uprawiasz w kolekcjach to jest dowód istnienia
kogoś, kto przepadł bez imienia, a świat 
niezmiennie - domaga się wdzięczności. 

05.06.2026





Marcin Zegadło (ur. 1977) – poeta, publicysta, recenzent. Wydał osiem zbiorów wierszy: Monotonne Rewolucje (2003), Nawyki Ciał Śpiących (2006), Światło powrotne (2010), Cały w słońcu (2014), Hermann Brunner i jego rzeźnia (2015), Zawsze Ziemia (2018), Martwe i Ozdobne (2022) oraz Tak pięknie ci umarłem (2024). Współpracował z „Gazetą Wyborczą” i „Newsweekiem” publikując teksty o książkach oraz publicystykę społeczno-polityczną. Prowadzi bloga recenzenckiego Księgozbiry. Wiersze i prozę publikował w czasopismach literackich. Jego wiersze tłumaczone były na język ukraiński, serbski, czeski i hiszpański.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page